<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Iwona</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Iwona"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/Iwona"/>
	<updated>2026-05-13T18:19:40Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2025&amp;diff=11905</id>
		<title>Wyjazdy 2025</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2025&amp;diff=11905"/>
		<updated>2025-01-08T09:04:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Świniorka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inauguracja sezonu skiturowego. Krótki wypad w góry bo dopadało trochę śniegu. Z Brennej Leśnicy podejście leśnymi drogami na grzbiet między Orłową a Świniorką (700). Śniegu ok. 15 cm. Na podejście na fokach starczy lecz na zjazd stanowczo za mało. Wszędzie wystają kamienie więc część grzbietowego szlaku schodzimy z nartami w rękach. Na Świniorce są naśnieżane trasy ośrodka narciarskiego. Armatki pracowały lecz nikt tam jeszcze nie zjeżdżał. Zjazd dość trudny po różnych śniegach typu twardo/miękko. W padającym śniegu windujemy się jeszcze na przeciwległy skłon doliny Leśnicy i od góry fajnym już zjazdem docieramy do auta. 375 m przewyższenia, 7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2025%2FSwiniorka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz sporo osób ze środowiska, w tym kilka osób z Golla: Mewa, Sonia i Witek|05 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to wydaje mi się, że przez Święta ludzie zjedli za dużo serniczka i bali się mojej propozycji pójścia w Ciasne Kominy w jaskini Miętusiej. W związku z czym musiałem zastosować plan B. Zadzwoniłem do Piotra G. z WKTJ-u, który planował front robót przez długi weekend w Piwnicy Miętusiej, i potwierdził mi, że będzie robótka dla mnie. Tak więc w niedzielę podjechałem do Kir, gdzie z parkingu zgarnęła mnie ekipa z Mewą i poszliśmy do jaskini. Podejście dojść upierdliwe, bo troszkę nowego śniegu dosypało, temperatura z rana -15C i dodatkowo wiatr. Na szczęście nie było to długie podejście, a jaskinia posiada miłą przebieralnię. Ostatecznie zostałem przydzielony do grupy kopaczy i poszliśmy na przodek zwany Jacuzzi, który był niespełna 15-20 min. od wejścia. Sam proces kopania był w pełni zautomatyzowany (w kopanie i transport urobku, było zaangażowanych sześć osób), jednak po 4h leżenia na mokrym błotku każdy z nas poczuł dyskomfort termiczny. Po wspólnym posiłku i herbatce grupa zdecydowała o powrocie. Czułem troszkę niedosyt, bo zwiedziłem ułamek tej jaskini, ale dobrze było się przejść na prostą akcję i poznać nowych ludzi z różnych klubów i patenty na kopanie. Reasumując mile spędzona niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - skałki okolic Ryczowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki góry Dupnica. Zaglądamy do jaskini Niski Tunel (nieopodal jest też wysoki). Później obchodzimy skałki Bazelowa, Małpia, Industrialna, Kacze, Brzuchatą Turnią. Na koniec obchodzimy Szczebel. Pusto, nikogo nie spotykamy. Mocno wiało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2025%2FRyczow&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2025&amp;diff=11904</id>
		<title>Wyjazdy 2025</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2025&amp;diff=11904"/>
		<updated>2025-01-07T22:18:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Świniorka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inauguracja sezonu skiturowego. Krótki wypad w góry bo dopadało trochę śniegu. Z Brennej Leśnicy podejście leśnymi drogami na grzbiet między Orłową a Świniorką (700). Śniegu ok. 15 cm. Na podejście na fokach starczy lecz na zjazd stanowczo za mało. Wszędzie wystają kamienie więc część grzbietowego szlaku schodzimy z nartami w rękach. Na Świniorce są naśnieżane trasy ośrodka narciarskiego. Armatki pracowały lecz nikt tam jeszcze nie zjeżdżał. Zjazd dość trudny po różnych śniegach typu twardo/miękko. W padającym śniegu windujemy się jeszcze na przeciwległy skłon doliny Leśnicy i od góry fajnym już zjazdem docieramy do auta. 375 m przewyższenia, 7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2025%2FSwiniorka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz sporo osób ze środowiska, w tym kilka osób z Golla: Mewa, Sonia i Witek|05 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to wydaje mi się, że przez Święta ludzie zjedli za dużo serniczka i bali się mojej propozycji pójścia w Ciasne Kominy w jaskini Miętusiej. W związku z czym musiałem się znaleźć plan B. Zadzwoniłem do Graczyka, który planował front robót przez długi weekend w Piwnicy Miętusiej, i potwierdził, że będzie robótka dla mnie. Także w niedzielę podjechałem do Kir, z parkingu zgarnęła mnie ekipa z Mewą i poszliśmy do jaskini. Podejście dojść upierdliwe, bo troszkę nowego śniegu dosypało, temperatura z rana -15C i dodatkowo wiatr. Na szczęście nie było to długie podejście, a jaskinia posiada miłą przebieralnię. Ostatecznie zostałem przydzielony do grupy kopaczy i poszliśmy na przodek zwany Jacuzzi, który był niespełna 15-20 min. od wejścia. Sam proces kopania był w pełni zautomatyzowany, jednak po 4h leżenia na mokrym błotku każdy z nas poczuł dyskomfort termiczny. Po wspólnym posiłku i herbatce grupa zdecydowała o powrocie. Czułem troszkę niedosyt, bo zwiedziłem ułamek tej jaskini, ale dobrze było się przejść na prostą akcję i poznać ludzi z różnych klubów i patenty na kopanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - skałki okolic Ryczowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2025}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki góry Dupnica. Zaglądamy do jaskini Niski Tunel (nieopodal jest też wysoki). Później obchodzimy skałki Bazelowa, Małpia, Industrialna, Kacze, Brzuchatą Turnią. Na koniec obchodzimy Szczebel. Pusto, nikogo nie spotykamy. Mocno wiało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2025%2FRyczow&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11887</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11887"/>
		<updated>2024-12-29T20:54:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kozia Góra; mtb|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow.),|29 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwykle w tym czasie przywykliśmy do relacji skiturowych jednak pogoda wydłuża sezon sportów mniej zimowych. Plan był ambitny, lecz w życiu różnie bywa, więc plany planami a rzeczywistość rzeczywistością. W bojowych nastrojach z Mikuszowic podjeżdżamy &amp;quot;Daglezjowym&amp;quot; szlakiem mtb na Kozią Górę (683). Pogoda była cudowna, śnieg widoczny tylko na nartostradach z Skrzycznego a na niebie nieskalany błękit. Już na tym odcinku pojawiały się pierwsze przeciwności: luźna linka z przerzutki, to wykrzywiony wózek, to spadający łańcuch. Rzecz niesłychana zdarzyła się podczas zjazdu z Koziej Góry w stronę przeł. Sipa. W jednej sekundzie w dwóch rowerach zostały wyrwane wózki z przerzutek. To oznaczało koniec wyrypy gdyż nie sposób to naprawić w warunkach polowych. Na szczęście awaryjny wycof grawitacyjnie w dół bez łańcuchów odbył się tzw. &amp;quot;Cyganką&amp;quot;. Jak dla mnie dość wymagający zjazd, któremu można sprostać na pełnym fullu. Tak więc wszystkiego tylko 9 km i 305 m przewyższenia. Jednak i tak krótka wycieczka w tych warunkach pogody i przyrody pozwoliła się nacieszyć pięknymi wrażeniami górskich scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKoziaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|27 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnia w tym roku przebieżka na Leskowiec (siódma). Startuje ze wsi Targoszów i kieruje się w stronę Wielkiego Gibasowego Gronia, aby później zbiec do dolinki (Zakocierz) i wybiec po jej drugiej stronie przy chatce pod Potrójną. Od niej w stronę znanego mi Leskowca, a z niego w dół żółtym szlakiem do auta. Pętelka wyszła ok 22 km i prawie 1000m przewyższeń.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - między Starym Groniem a Horzelicą|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajnie przed wigilijną kolacją troszkę się przewietrzyć a może nawet zmęczyć. Z Brennej Leśnicy leśnymi dróżkami wydostajemy się na Stary Groń (792). Zalega tu śnieg lecz jest go mało. Wchodzimy na drewnianą wieżę widokową a później do sympatycznej bacówki. Dalej jeszcze zahaczamy o Horzelicę (798) i schodzimy do Leśnicy po drodze odbijając do pozostałości partyzanckiego bunkra przy Diablim Młynie. Stąd do auta aby zdążyć na tą specjalną kolację. Na ten czas nart nie warto brać. 385 m przewyższenia i 7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/StaryGron &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia nad Aweny|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer (SBB)&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Piskorek, Michał Przybycień|15 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas akcji pod ziemią 7 godzin i 38 minut. Jak zwykle największa atrakcja to pokonanie Syfonu Marynarki Wojennej. Nad Aveny doszedł Damian i Jerzy, młodzież w tym czasie &amp;quot;moczyła się w syfonie&amp;quot; i samodzielnie się wycofali z jaskini. Wody w syfonie było do połowy okularów i przeszliśmy go na bezdechu.   Autorem zdjęcia jest Michał - widoczny Komin Męczenników (zdjęcia w Galerii). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodam, że syfon zrobiliśmy &amp;quot;z marszu&amp;quot; zostawiając przed syfonem suche ciuchy na wyjście. Na &amp;quot;mokro&amp;quot; doszliśmy do owych Awenów (z uwagi na brak dłuższej liny nie zjechaliśmy). Kilka razy wahaliśmy się co do drogi lub lekko zbłądziliśmy co kosztowało troszeczkę czasu. Powrót sprawny z przerwą na przebranie po ponownym pokonaniu Marwoja. Rura wyjściowa szersza. Na dworze biała zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|14-15 12 2024}}&lt;br /&gt;
Robimy sobie weekend bez Karolci, którą zostawiamy w Krakowie. W pięknej zimowej aurze w sobotę wchodzimy na Trzy Korony, a w niedzielę na Wysoką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy do doliny Wisły|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Trzebini, głównie szlakami rowerowymi o utwardzonej nawierzchni za to lasami mkniemy do doliny Potoku Rudno. Tu przerywnik na wyskok pod skały Wrzosy (skałki oblężone przez dry toolowców) gdzie wchodzimy do małej jaskini. W bród przeprawiamy się przez potok i przez chaszcze przedzieramy się do drogi. Dalej jedziemy do doliny Wisły. Stąd inną trasą wracamy na północ pokonując po drodze ciekawy i urozmaicony dla górskiego bikera teren. To w słońcu to w mgle zataczamy pętlę o dł. 52 km i 540 m przewyższenia. Mimo, że był lekki minus to zmarzliśmy dość solidnie, zwłaszcza w stopach traciliśmy czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; partie Techuby|Kinga (Speleoklub Olkusz), Jerzy Ganszer (SBB), Tomek (SBB), Marcin (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna akcja w jaskini Czarnej. Tym razem Techuby “na spokojnie”. Symbolicznie odwiedziliśmy Syfon Techuby, po czym udaliśmy się na zwiedzanie ciaśniejszych partii. Ostatecznie (nie wszyscy) dotarli do sali AKT. Lajtowa i mega pozytywna akcja. Okazuje się, że Techuby też potrafią być Ciasne ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Ftechuby2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; trawers|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka dwuosobowa akcja zimowa. W Tatrach piękna zima. Na parkingu zimno, przy otworze można było się opalać. Przy głównym otworze byliśmy o 10:00, po drugiej stronie o 13:45. Nie obyło się bez delikatnych problemów - trawers Szmaragdowego Jeziorka nie chciał oddać nam liny ;) Tym razem bez zdjęć - nie było na nie czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna, Partie Techuby i III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Jerzy Ganszer (SBB)|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Z Sali Francuskiej wchodzimy w Partie Techuby w okolicy Syfonu Techuby. Po drodze spotykamy Asię z kursantami. Partie opuszczamy w Sali Ewy i Hanki. Następnie wspin do pięknych Partii III Komina. Wychodzimy III otworem jeszcze w promieniach słońca. Zjazdem ścianą kończymy akcję jaskiniową. W górach cudowna pogoda, śniegu ok. 15 cm. &lt;br /&gt;
W jaskini w tym samym czasie działały inne ekipy z Nocka. Była akcja kursowa i trawers. To w osobnych opisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzarna3K&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Leskowiec| &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Moja szósta w tym roku przebieżka na Leskowiec. Wariant klasyczny: niecałe 17 km i ok 600 m podejść w czasie poniżej 2h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS) i z WKTJ: Piotr Graczyk, Piotr Stelmach, Agata Piękniewska, Darek|29 11 2024}}&lt;br /&gt;
Piwnica Miętusia to wschodząca gwiazda tatrzańskich podziemi. Piotr Graczyk, mój kolega z wyprawy na Gölla, prowadzi w niej obecnie projekt badawczy i zaprosił mnie i Jacka do udziału w jednym z wyjść do tej jaskini. Piątkowe prace odbywały się na głębokości ok. -100. Aby tam dotrzeć musieliśmy sporo przeciskać się i chodzić na czworakach, a także zjechać paroma niewygodnymi, choć krótkimi odcinkami linowymi. Działalność zaczęliśmy od kontynuacji kartowania, którego nie udało się dokończyć na poprzednim wyjściu. Mozolnie zinwentaryzowaliśmy 46 metrów szczelinowych korytarzy rozwiniętych na uskoku, kończąc przy zwężeniu, którego nie sposób było przebyć (mimo motywacji w postaci wyczuwalnego przewiewu). Z tego bocznego ciągu przemieściliśmy się następnie krótkim zjazdem nieco niżej, gdzie akcja przybrała znacznie ciekawszy bieg. Z pewnej biegnącej poziomo, ciasnej rury usunęliśmy kilka większych kamieni, co odsłoniło drogę do bardzo ciasnego przełazu, prowadzącego w dół. Piotr pozwolił czynić dalsze honory gościom. Zawiązaliśmy linę o pobliski skalny filar i Jacek ruszył pierwszy. Sforsował przełaz, obniżył się na linie o jakieś 4 metry i stanął w &amp;quot;gangu&amp;quot; o spągu zasłanym głazami pokrytymi błotem. Ja tymczasem zabrałem się za usprawnianie naszego prowizorycznego oporęczowania, co po dłuższej chwili pozwoliło mnie i Piotrowi dołączyć do naszego dzielnego błotonauty. We trzech ruszyliśmy stromo w górę obszernym korytarzem na rekonesans. Wiadomo, nie tak obszernym, jak ciąg główny Czarnej - ale faktem jest, że szło się wyprostowanym i nie dotykało ścian - co na tak długim dystansie w tej jaskini jak do tej pory miało miejsce tylko w strefie przyotworowej. Obecny w zespole geolog zaobserwował depozyty żwiru przyklejone do ściany i biorąc pod uwagę ich skład mineralny, na miejscu naprędce zreferował nam swoje przypuszczenia co do połączeń hydrologicznych. Po ponad trzydziestu metrach spaceru, dotarliśmy do również nieznanych wcześniej pionów. Dalej można było zjeżdżać, wspinać się lub trawersować, ale wszystkie te kierunki wymagały użycia liny, której (świadomi późnej pory) nie zabraliśmy ze sobą za zacisk. Tym &amp;quot;problemem&amp;quot; zajmie się już następna ekipa, na następnej akcji. Pod ziemią spędziliśmy 8 godzin; na podejściu i na zejściu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody w postaci ciągłego opadu śniegu - prawdziwa tatrzańska zima!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień oraz kilka miłych osób|24 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna akcja w tej ciekawej jaskini (już ma ponad 1000 m dł.). Czołganie, przeciskanie, trawersy, zapieraczki i wszystko inne co charakterystyczne w takiej jak ta jaskini. Nie obyło się bez atrakcji. Na dworze mokra zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY - spotkania ludzi gór w Nowym Bytomiu|Asia Piskorek (czuwała nad wszystkim) i Łukasz Piskorek, Michał Przybycień, Emil Stępniak, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Balcer, Henryk i Monika Tomanek, Ryszard Widuch, Jerzy Nowok, Miłosz Pawlik z córkami, Tomek Hansel, Iwona Pastuszka, Tomek Bzdęga wraz z pomocnicą Hanią, Tomek Zięć, Przemek Żmuda, Grzegorz Szczurek i Marcin Kowalski (wykonali skrzynię &amp;quot;jaskiniową&amp;quot;), Piotr Strzelecki (użyczył fantomu na zajęcia z pierwszej pomocy)|15, 16, 17 11 2024}} &lt;br /&gt;
Udział w tej cyklicznej od 18 lat imprezie. Członkowie naszego klubu zorganizowali warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, Mateusz Golicz, Emil Stępniak i Mateusz Balcer wygłosili prezentacje. Inni zasiadali na widowni. Jak zwykle były prelekcje i filmy z różnych form działalności górskiej. Bardzo fajna impreza wzorowo przygotowana przez organizatorów (pozdrawiamy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa - Stare Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|16 11 2024}}&lt;br /&gt;
Byłem już ze dwa razy w Nowych Partiach Bielskich i bardzo mi się tam podobało. Tym razem udało się odwiedzić Stare Partie Bielskie. Te okolice jaskini akurat nie przypadły mi do gustu. Leży w nich dużo luźnego rumoszu na stromych pochylniach, co samo w sobie jest już stresujące, a do tego jeszcze w takich warunkach trzeba forsować ciasnoty (jedna zajęła nam szczególnie długo). Nie mam nic przeciwko ciasnotom, choć przyznaję, że pchając się w zacisk liczę na jakąś nagrodę; że po nieprzyjemnym ocieraniu się o zimną i ubłoconą skałę oczom mym ukaże się po drugiej stronie... no nie wiem ... wielka sala, piękne nacieki, majestatyczna studnia, urokliwy wodospad, rzeźby w błocie, no naprawdę, proszę, cokolwiek. Ale tutaj niestety nic takiego nie miało miejsca. Dotarliśmy do Costa Brava, gdzie mój partner trzeźwo zaobserwował, że trzeba dużej dozy wyobraźni, aby tak nazwać to miejsce. Tyle w sprawie uroków tatrzańskich podziemi, no ale oczywiście te różne drobne niedogodności nie zepsuły mi dnia, bo przecież zawsze się miło poruszać w dobrym towarzystwie. Krótko mówiąc: super jaskinia, nie polecam. Warunki w górach dobre, pogoda słoneczna i mało wietrzna, ludzi mało (czyżby efekt &amp;quot;weekendu po długim weekendzie&amp;quot;?). Wyżej leżało parę centymetrów śniegu śniegu, ale na grani całą dobę było na plusie, więc szło się dobrze &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KOREA POŁUDNIOWA: wędrówki górskie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|02 - 15 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie tygodniowego pobytu na Płw. Koreańskim odwiedziliśmy następujące parki narodowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Park Narodowy Bukhansan znajduje się w pobliżu Seulu. Wyszliśmy tam na największy  szczyt Baegundae (835). Wierzchołki tych gór zbudowane są z litych granitów. Szlak wiedzie po stromych skałach gdzie na pionowych odcinkach zainstalowano stalowe liny i schody gdyż bez nich trudno było by pokonać stromizny. Rejon bardzo piękny (zrobiliśmy 520 m den.) i kilkukilometrową pętlę. Jesień jest tu niesamowicie kolorowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypożyczonym autem przemieszczamy się w poprzek półwyspu na wschód, nad Morze Japońskie do Sokcho. W pobliskim parku narodowym Seoreksan robimy wycieczkę górską na skalisty Ulsan (780) oraz do sąsiedniej malowniczej doliny. Odwiedzamy również buddyjski klasztor Sinheung z potężnym posągiem Buddy w sąsiedztwie. (630 m den./14 km).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień to przejazd na południe wzdłuż brzegów  Morza Japońskiego. Celem był Park Juwangsan. Ten rejon Korei obfituje w skały wapienne. Wchodzimy do 3 małych jaskiń: Mujanggul, Juwanggul oraz Yeonhwa. Największa jaskinia Korei – Gossu jest zagospodarowana na rzecz przemysłu turystycznego więc nie stanowiła naszego celu. Po za tym małe jaskinie często są wykorzystywane na ołtarze do Buddy. Przed wyjazdem próbowałem się więcej dowiedzieć na temat tutejszego krasu lecz ogólnie ciężko zdobyć więcej danych. W tym parku narodowym znajdują się też piękne wodospady oraz ciekawe masywy skalne. Nie wiem jednak do jakiego stopnia wyeksplorowane jaskiniowo. (430 m den./11 km)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień wykorzystujemy na zwiedzanie buddyjskich klasztorów w Parku Narodowym Gyeongyu oraz na wyjście na najwyższy okoliczny szczyt – Tahmasan (745)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień upływa w Parku Narodowym Jirisan i wyjście na najwyższy szczyt kontynentalnej Korei Pd.  (a drugi w ogóle) – Cheonwanbong (1915). Wchodzimy od wschodu dość stromo wznoszącym się szlakiem, u góry z ułatwieniami (drabinki, schodki). Sam masyw szczytowy to granitowe skały. Schodzimy dłuższym szlakiem, lecz bardzo atrakcyjnym i widokowo i terenowo. (1430 m. den./6 km).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ostatni dzień wracamy do Seulu. Jazda autem po tej ruchliwej aglomeracji jest wyzwaniem samym w sobie. Po za tym kraj ten jest bardzo rozwinięty technicznie, ludzie sympatyczni i życzliwi. Z wyjątkiem jednego dnia pogoda bardzo fajna a barwy jesieni cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z Teresą z Seulu wracamy do domu a Paweł z Bianką zostają kilka dni dłużej. Polecieli na położoną na Morzu Wschodnio-Chińskim wyspę Jeju. Tu weszli na najwyższy szczyt Korei Pd. – Hallasan (1950), dawny wulkan z kraterem, w którym jest jezioro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koreańskie krajobrazy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Korea&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - spacer przez Herminensteig|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Z przysiółka Schneebergdörfl w pięknej pogodzie wchodzimy na szczyt Waxriegel (1888), drogą Herminensteig. Klimaty trochę przypominają przewodnik Witolda Henryka - droga wyceniana jest na 1-, z jednym nieco eksponowanym miejscem 1+, ubezpieczonym mocno już zmęczoną, stałą liną. Ostatnie 300 metrów pionu wiedzie przez poszarpaną grań Herminengrat. Z powrotem do auta schodzimy już zupełnie normalnym szlakiem, przez dolinę Miesental, wpadając już nieco w zmrok i posiłkując się czołówką (... późno wystartowaliśmy, żeby nie zmarznąć ...). Statystyki: 13 km, 1212 Hm, w górach spotkaliśmy 25 osób i dwa psy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia linowe na Bibliotece|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Nowojewski, Ola Pokorska i Przemek Żmuda |09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwsze zajęcia kursantów w terenie. Choć pogoda była dość niesprzyjająca, bo obiecane słońce i 7-9st okazało się marzeniem, wobec temperatury około 0-2st i wszechobecnej mgły, to nikt nie marudził. Pomimo szybko zapadającego mroku udało się dość dobrze wykorzystać dzień, choć głód wiedzy kursantów nie został w pełni zaspokojony…. Sposoby wpinania rolki, zrywanie shunta, przepinanie z wychodzenia do zjazdu, różne przepinki i zjazdy, do tego niespodziewane węzły na linie. Zakończone udanym deporęczowaniem i poważnymi rozmowami o zasadach poręczowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkursjura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - spacer Gliwicką Wysoką Drogą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 26 10 2024}}&lt;br /&gt;
W piątkowe popołudnie z Zell am See ruszam piechotą do Kaprun, mijając po drodze lokalny zamek i zahaczając o supermarket. Po zatowarowaniu, dalej moja droga prowadzi w góry - przez przełęcz Pfiffscharte jednym z wielu etapów długodystansowego szlaku Arnoweg, do schroniska Gleiwizer Hütte. Do chatki docieram niedługo po zachodzie słońca; szarzeje, ale technicznie rzecz biorąc jest jeszcze przed zmrokiem. Schronisko jest zamknięte na zimę, ale jak to zwykle bywa, dostępny jest przytulny &amp;quot;Winterraum&amp;quot;, wyposażony w &amp;quot;kozę&amp;quot; i zapas drewna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaję o wschodzie słońca (... co tuż przed jesienną zmianą czasu nie jest takie trudne) i po ciepłym śniadanku wyruszam na szlak &amp;quot;Gleiwitzer Höhenweg&amp;quot;. Trawersując trawiastymi zboczami docieram wkrótce do rynny wyprowadzającej pod efektowny Spitzbrettköpfl. Tu pojawiają się pierwsze poważne płaty śniegu i pierwsze klamry i stalowe liny, które będą towarzyszyły mi przez następne kilka godzin. Po kolejnych niespełna 300 metrów pionu wychodzę na konkretną grań, na przełęcz Obere Jägerscharte, z której rozpościera się urocza panorama na Kitzsteinhorn i przynależny mu lodowiec. Wyciągi oczywiście pracują. Trzymając się &amp;quot;stalek&amp;quot; nabieram dalej wysokości stromą granią, kierując się na południe i marząc o widocznym w oddali krzyżu na Hoher Tenn. Trochę już żałuję, że nie zabrałem raków. Mijam Kempsenkopf (3090) i leżący niewiele dalej Bauerbrachkopf (3125). Nieco już dysząc (...dawno się nie było tak wysoko...) schodzę na przełęcz w grani i ... odwaga mnie opuszcza. Odcinek szlaku łączący tę przełęcz z wierzchołkiem Kleiner Tenn przebiega stromą, o tej porze roku zaśnieżoną już całkowicie grzędą, z obydwóch stron opadającą stromiznami w przepaści. Dochodzę do wniosku, że tyle mi wystarczy; że nie będę może światu udowadniał, że instruktor PZA to da radę nawet bez raków i czekana. Nasyciłem się widokami i naładowałem jesiennym słońcem, w zupełnej ciszy i spokoju, więc zawracam bez żalu. Na zejściu do Kaprun, już nisko, spotykam tych jedynych dwóch ludzi, z którymi zetknąłem się w górach. W sumie w ciągu 28 godzin przebyłem 38 km i ponad 2,6 km deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/SnieznaX&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKotarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11886</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11886"/>
		<updated>2024-12-29T20:52:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kozia Góra; mtb|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow.),|29 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwykle w tym czasie przywykliśmy do relacji skiturowych jednak pogoda wydłuża sezon sportów mniej zimowych. Plan był ambitny, lecz w życiu różnie bywa, więc plany planami a rzeczywistość rzeczywistością. W bojowych nastrojach z Mikuszowic podjeżdżamy &amp;quot;Daglezjowym&amp;quot; szlakiem mtb na Kozią Górę (683). Pogoda była cudowna, śnieg widoczny tylko na nartostradach z Skrzycznego a na niebie nieskalany błękit. Już na tym odcinku pojawiały się pierwsze przeciwności: luźna linka z przerzutki, to wykrzywiony wózek, to spadający łańcuch. Rzecz niesłychana zdarzyła się podczas zjazdu z Koziej Góry w stronę przeł. Sipa. W jednej sekundzie w dwóch rowerach zostały wyrwane wózki z przerzutek. To oznaczało koniec wyrypy gdyż nie sposób to naprawić w warunkach polowych. Na szczęście awaryjny wycof grawitacyjnie w dół bez łańcuchów odbył się tzw. &amp;quot;Cyganką&amp;quot;. Jak dla mnie dość wymagający zjazd, któremu można sprostać na pełnym fullu. Tak więc wszystkiego tylko 9 km i 305 m przewyższenia. Jednak i tak krótka wycieczka w tych warunkach pogody i przyrody pozwoliła się nacieszyć pięknymi wrażeniami górskich scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKoziaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|27 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnia w tym roku przebieżka na Leskowiec (siódma). Startuje ze wsi Targoszów i kieruje się w stronę Wielkiego Gibasowego Gronia, aby później zbiec do dolinki (Zakocierz) i wybiec pod jej drugiej stronie przy chatce pod Potrójną. Od niej w stronę znanego mi Leskowca, a z niego w dół żółtym szlakiem do auta. Pętelka wyszła ok 22 km i prawie 1000m przewyższeń.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - między Starym Groniem a Horzelicą|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajnie przed wigilijną kolacją troszkę się przewietrzyć a może nawet zmęczyć. Z Brennej Leśnicy leśnymi dróżkami wydostajemy się na Stary Groń (792). Zalega tu śnieg lecz jest go mało. Wchodzimy na drewnianą wieżę widokową a później do sympatycznej bacówki. Dalej jeszcze zahaczamy o Horzelicę (798) i schodzimy do Leśnicy po drodze odbijając do pozostałości partyzanckiego bunkra przy Diablim Młynie. Stąd do auta aby zdążyć na tą specjalną kolację. Na ten czas nart nie warto brać. 385 m przewyższenia i 7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/StaryGron &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia nad Aweny|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer (SBB)&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Piskorek, Michał Przybycień|15 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas akcji pod ziemią 7 godzin i 38 minut. Jak zwykle największa atrakcja to pokonanie Syfonu Marynarki Wojennej. Nad Aveny doszedł Damian i Jerzy, młodzież w tym czasie &amp;quot;moczyła się w syfonie&amp;quot; i samodzielnie się wycofali z jaskini. Wody w syfonie było do połowy okularów i przeszliśmy go na bezdechu.   Autorem zdjęcia jest Michał - widoczny Komin Męczenników (zdjęcia w Galerii). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodam, że syfon zrobiliśmy &amp;quot;z marszu&amp;quot; zostawiając przed syfonem suche ciuchy na wyjście. Na &amp;quot;mokro&amp;quot; doszliśmy do owych Awenów (z uwagi na brak dłuższej liny nie zjechaliśmy). Kilka razy wahaliśmy się co do drogi lub lekko zbłądziliśmy co kosztowało troszeczkę czasu. Powrót sprawny z przerwą na przebranie po ponownym pokonaniu Marwoja. Rura wyjściowa szersza. Na dworze biała zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|14-15 12 2024}}&lt;br /&gt;
Robimy sobie weekend bez Karolci, którą zostawiamy w Krakowie. W pięknej zimowej aurze w sobotę wchodzimy na Trzy Korony, a w niedzielę na Wysoką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy do doliny Wisły|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Trzebini, głównie szlakami rowerowymi o utwardzonej nawierzchni za to lasami mkniemy do doliny Potoku Rudno. Tu przerywnik na wyskok pod skały Wrzosy (skałki oblężone przez dry toolowców) gdzie wchodzimy do małej jaskini. W bród przeprawiamy się przez potok i przez chaszcze przedzieramy się do drogi. Dalej jedziemy do doliny Wisły. Stąd inną trasą wracamy na północ pokonując po drodze ciekawy i urozmaicony dla górskiego bikera teren. To w słońcu to w mgle zataczamy pętlę o dł. 52 km i 540 m przewyższenia. Mimo, że był lekki minus to zmarzliśmy dość solidnie, zwłaszcza w stopach traciliśmy czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; partie Techuby|Kinga (Speleoklub Olkusz), Jerzy Ganszer (SBB), Tomek (SBB), Marcin (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna akcja w jaskini Czarnej. Tym razem Techuby “na spokojnie”. Symbolicznie odwiedziliśmy Syfon Techuby, po czym udaliśmy się na zwiedzanie ciaśniejszych partii. Ostatecznie (nie wszyscy) dotarli do sali AKT. Lajtowa i mega pozytywna akcja. Okazuje się, że Techuby też potrafią być Ciasne ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Ftechuby2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; trawers|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka dwuosobowa akcja zimowa. W Tatrach piękna zima. Na parkingu zimno, przy otworze można było się opalać. Przy głównym otworze byliśmy o 10:00, po drugiej stronie o 13:45. Nie obyło się bez delikatnych problemów - trawers Szmaragdowego Jeziorka nie chciał oddać nam liny ;) Tym razem bez zdjęć - nie było na nie czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna, Partie Techuby i III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Jerzy Ganszer (SBB)|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Z Sali Francuskiej wchodzimy w Partie Techuby w okolicy Syfonu Techuby. Po drodze spotykamy Asię z kursantami. Partie opuszczamy w Sali Ewy i Hanki. Następnie wspin do pięknych Partii III Komina. Wychodzimy III otworem jeszcze w promieniach słońca. Zjazdem ścianą kończymy akcję jaskiniową. W górach cudowna pogoda, śniegu ok. 15 cm. &lt;br /&gt;
W jaskini w tym samym czasie działały inne ekipy z Nocka. Była akcja kursowa i trawers. To w osobnych opisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzarna3K&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Leskowiec| &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Moja szósta w tym roku przebieżka na Leskowiec. Wariant klasyczny: niecałe 17 km i ok 600 m podejść w czasie poniżej 2h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS) i z WKTJ: Piotr Graczyk, Piotr Stelmach, Agata Piękniewska, Darek|29 11 2024}}&lt;br /&gt;
Piwnica Miętusia to wschodząca gwiazda tatrzańskich podziemi. Piotr Graczyk, mój kolega z wyprawy na Gölla, prowadzi w niej obecnie projekt badawczy i zaprosił mnie i Jacka do udziału w jednym z wyjść do tej jaskini. Piątkowe prace odbywały się na głębokości ok. -100. Aby tam dotrzeć musieliśmy sporo przeciskać się i chodzić na czworakach, a także zjechać paroma niewygodnymi, choć krótkimi odcinkami linowymi. Działalność zaczęliśmy od kontynuacji kartowania, którego nie udało się dokończyć na poprzednim wyjściu. Mozolnie zinwentaryzowaliśmy 46 metrów szczelinowych korytarzy rozwiniętych na uskoku, kończąc przy zwężeniu, którego nie sposób było przebyć (mimo motywacji w postaci wyczuwalnego przewiewu). Z tego bocznego ciągu przemieściliśmy się następnie krótkim zjazdem nieco niżej, gdzie akcja przybrała znacznie ciekawszy bieg. Z pewnej biegnącej poziomo, ciasnej rury usunęliśmy kilka większych kamieni, co odsłoniło drogę do bardzo ciasnego przełazu, prowadzącego w dół. Piotr pozwolił czynić dalsze honory gościom. Zawiązaliśmy linę o pobliski skalny filar i Jacek ruszył pierwszy. Sforsował przełaz, obniżył się na linie o jakieś 4 metry i stanął w &amp;quot;gangu&amp;quot; o spągu zasłanym głazami pokrytymi błotem. Ja tymczasem zabrałem się za usprawnianie naszego prowizorycznego oporęczowania, co po dłuższej chwili pozwoliło mnie i Piotrowi dołączyć do naszego dzielnego błotonauty. We trzech ruszyliśmy stromo w górę obszernym korytarzem na rekonesans. Wiadomo, nie tak obszernym, jak ciąg główny Czarnej - ale faktem jest, że szło się wyprostowanym i nie dotykało ścian - co na tak długim dystansie w tej jaskini jak do tej pory miało miejsce tylko w strefie przyotworowej. Obecny w zespole geolog zaobserwował depozyty żwiru przyklejone do ściany i biorąc pod uwagę ich skład mineralny, na miejscu naprędce zreferował nam swoje przypuszczenia co do połączeń hydrologicznych. Po ponad trzydziestu metrach spaceru, dotarliśmy do również nieznanych wcześniej pionów. Dalej można było zjeżdżać, wspinać się lub trawersować, ale wszystkie te kierunki wymagały użycia liny, której (świadomi późnej pory) nie zabraliśmy ze sobą za zacisk. Tym &amp;quot;problemem&amp;quot; zajmie się już następna ekipa, na następnej akcji. Pod ziemią spędziliśmy 8 godzin; na podejściu i na zejściu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody w postaci ciągłego opadu śniegu - prawdziwa tatrzańska zima!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień oraz kilka miłych osób|24 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna akcja w tej ciekawej jaskini (już ma ponad 1000 m dł.). Czołganie, przeciskanie, trawersy, zapieraczki i wszystko inne co charakterystyczne w takiej jak ta jaskini. Nie obyło się bez atrakcji. Na dworze mokra zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY - spotkania ludzi gór w Nowym Bytomiu|Asia Piskorek (czuwała nad wszystkim) i Łukasz Piskorek, Michał Przybycień, Emil Stępniak, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Balcer, Henryk i Monika Tomanek, Ryszard Widuch, Jerzy Nowok, Miłosz Pawlik z córkami, Tomek Hansel, Iwona Pastuszka, Tomek Bzdęga wraz z pomocnicą Hanią, Tomek Zięć, Przemek Żmuda, Grzegorz Szczurek i Marcin Kowalski (wykonali skrzynię &amp;quot;jaskiniową&amp;quot;), Piotr Strzelecki (użyczył fantomu na zajęcia z pierwszej pomocy)|15, 16, 17 11 2024}} &lt;br /&gt;
Udział w tej cyklicznej od 18 lat imprezie. Członkowie naszego klubu zorganizowali warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, Mateusz Golicz, Emil Stępniak i Mateusz Balcer wygłosili prezentacje. Inni zasiadali na widowni. Jak zwykle były prelekcje i filmy z różnych form działalności górskiej. Bardzo fajna impreza wzorowo przygotowana przez organizatorów (pozdrawiamy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa - Stare Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|16 11 2024}}&lt;br /&gt;
Byłem już ze dwa razy w Nowych Partiach Bielskich i bardzo mi się tam podobało. Tym razem udało się odwiedzić Stare Partie Bielskie. Te okolice jaskini akurat nie przypadły mi do gustu. Leży w nich dużo luźnego rumoszu na stromych pochylniach, co samo w sobie jest już stresujące, a do tego jeszcze w takich warunkach trzeba forsować ciasnoty (jedna zajęła nam szczególnie długo). Nie mam nic przeciwko ciasnotom, choć przyznaję, że pchając się w zacisk liczę na jakąś nagrodę; że po nieprzyjemnym ocieraniu się o zimną i ubłoconą skałę oczom mym ukaże się po drugiej stronie... no nie wiem ... wielka sala, piękne nacieki, majestatyczna studnia, urokliwy wodospad, rzeźby w błocie, no naprawdę, proszę, cokolwiek. Ale tutaj niestety nic takiego nie miało miejsca. Dotarliśmy do Costa Brava, gdzie mój partner trzeźwo zaobserwował, że trzeba dużej dozy wyobraźni, aby tak nazwać to miejsce. Tyle w sprawie uroków tatrzańskich podziemi, no ale oczywiście te różne drobne niedogodności nie zepsuły mi dnia, bo przecież zawsze się miło poruszać w dobrym towarzystwie. Krótko mówiąc: super jaskinia, nie polecam. Warunki w górach dobre, pogoda słoneczna i mało wietrzna, ludzi mało (czyżby efekt &amp;quot;weekendu po długim weekendzie&amp;quot;?). Wyżej leżało parę centymetrów śniegu śniegu, ale na grani całą dobę było na plusie, więc szło się dobrze &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KOREA POŁUDNIOWA: wędrówki górskie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|02 - 15 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie tygodniowego pobytu na Płw. Koreańskim odwiedziliśmy następujące parki narodowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Park Narodowy Bukhansan znajduje się w pobliżu Seulu. Wyszliśmy tam na największy  szczyt Baegundae (835). Wierzchołki tych gór zbudowane są z litych granitów. Szlak wiedzie po stromych skałach gdzie na pionowych odcinkach zainstalowano stalowe liny i schody gdyż bez nich trudno było by pokonać stromizny. Rejon bardzo piękny (zrobiliśmy 520 m den.) i kilkukilometrową pętlę. Jesień jest tu niesamowicie kolorowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypożyczonym autem przemieszczamy się w poprzek półwyspu na wschód, nad Morze Japońskie do Sokcho. W pobliskim parku narodowym Seoreksan robimy wycieczkę górską na skalisty Ulsan (780) oraz do sąsiedniej malowniczej doliny. Odwiedzamy również buddyjski klasztor Sinheung z potężnym posągiem Buddy w sąsiedztwie. (630 m den./14 km).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień to przejazd na południe wzdłuż brzegów  Morza Japońskiego. Celem był Park Juwangsan. Ten rejon Korei obfituje w skały wapienne. Wchodzimy do 3 małych jaskiń: Mujanggul, Juwanggul oraz Yeonhwa. Największa jaskinia Korei – Gossu jest zagospodarowana na rzecz przemysłu turystycznego więc nie stanowiła naszego celu. Po za tym małe jaskinie często są wykorzystywane na ołtarze do Buddy. Przed wyjazdem próbowałem się więcej dowiedzieć na temat tutejszego krasu lecz ogólnie ciężko zdobyć więcej danych. W tym parku narodowym znajdują się też piękne wodospady oraz ciekawe masywy skalne. Nie wiem jednak do jakiego stopnia wyeksplorowane jaskiniowo. (430 m den./11 km)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień wykorzystujemy na zwiedzanie buddyjskich klasztorów w Parku Narodowym Gyeongyu oraz na wyjście na najwyższy okoliczny szczyt – Tahmasan (745)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień upływa w Parku Narodowym Jirisan i wyjście na najwyższy szczyt kontynentalnej Korei Pd.  (a drugi w ogóle) – Cheonwanbong (1915). Wchodzimy od wschodu dość stromo wznoszącym się szlakiem, u góry z ułatwieniami (drabinki, schodki). Sam masyw szczytowy to granitowe skały. Schodzimy dłuższym szlakiem, lecz bardzo atrakcyjnym i widokowo i terenowo. (1430 m. den./6 km).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ostatni dzień wracamy do Seulu. Jazda autem po tej ruchliwej aglomeracji jest wyzwaniem samym w sobie. Po za tym kraj ten jest bardzo rozwinięty technicznie, ludzie sympatyczni i życzliwi. Z wyjątkiem jednego dnia pogoda bardzo fajna a barwy jesieni cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z Teresą z Seulu wracamy do domu a Paweł z Bianką zostają kilka dni dłużej. Polecieli na położoną na Morzu Wschodnio-Chińskim wyspę Jeju. Tu weszli na najwyższy szczyt Korei Pd. – Hallasan (1950), dawny wulkan z kraterem, w którym jest jezioro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koreańskie krajobrazy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Korea&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - spacer przez Herminensteig|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Z przysiółka Schneebergdörfl w pięknej pogodzie wchodzimy na szczyt Waxriegel (1888), drogą Herminensteig. Klimaty trochę przypominają przewodnik Witolda Henryka - droga wyceniana jest na 1-, z jednym nieco eksponowanym miejscem 1+, ubezpieczonym mocno już zmęczoną, stałą liną. Ostatnie 300 metrów pionu wiedzie przez poszarpaną grań Herminengrat. Z powrotem do auta schodzimy już zupełnie normalnym szlakiem, przez dolinę Miesental, wpadając już nieco w zmrok i posiłkując się czołówką (... późno wystartowaliśmy, żeby nie zmarznąć ...). Statystyki: 13 km, 1212 Hm, w górach spotkaliśmy 25 osób i dwa psy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia linowe na Bibliotece|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Nowojewski, Ola Pokorska i Przemek Żmuda |09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwsze zajęcia kursantów w terenie. Choć pogoda była dość niesprzyjająca, bo obiecane słońce i 7-9st okazało się marzeniem, wobec temperatury około 0-2st i wszechobecnej mgły, to nikt nie marudził. Pomimo szybko zapadającego mroku udało się dość dobrze wykorzystać dzień, choć głód wiedzy kursantów nie został w pełni zaspokojony…. Sposoby wpinania rolki, zrywanie shunta, przepinanie z wychodzenia do zjazdu, różne przepinki i zjazdy, do tego niespodziewane węzły na linie. Zakończone udanym deporęczowaniem i poważnymi rozmowami o zasadach poręczowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkursjura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - spacer Gliwicką Wysoką Drogą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 26 10 2024}}&lt;br /&gt;
W piątkowe popołudnie z Zell am See ruszam piechotą do Kaprun, mijając po drodze lokalny zamek i zahaczając o supermarket. Po zatowarowaniu, dalej moja droga prowadzi w góry - przez przełęcz Pfiffscharte jednym z wielu etapów długodystansowego szlaku Arnoweg, do schroniska Gleiwizer Hütte. Do chatki docieram niedługo po zachodzie słońca; szarzeje, ale technicznie rzecz biorąc jest jeszcze przed zmrokiem. Schronisko jest zamknięte na zimę, ale jak to zwykle bywa, dostępny jest przytulny &amp;quot;Winterraum&amp;quot;, wyposażony w &amp;quot;kozę&amp;quot; i zapas drewna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaję o wschodzie słońca (... co tuż przed jesienną zmianą czasu nie jest takie trudne) i po ciepłym śniadanku wyruszam na szlak &amp;quot;Gleiwitzer Höhenweg&amp;quot;. Trawersując trawiastymi zboczami docieram wkrótce do rynny wyprowadzającej pod efektowny Spitzbrettköpfl. Tu pojawiają się pierwsze poważne płaty śniegu i pierwsze klamry i stalowe liny, które będą towarzyszyły mi przez następne kilka godzin. Po kolejnych niespełna 300 metrów pionu wychodzę na konkretną grań, na przełęcz Obere Jägerscharte, z której rozpościera się urocza panorama na Kitzsteinhorn i przynależny mu lodowiec. Wyciągi oczywiście pracują. Trzymając się &amp;quot;stalek&amp;quot; nabieram dalej wysokości stromą granią, kierując się na południe i marząc o widocznym w oddali krzyżu na Hoher Tenn. Trochę już żałuję, że nie zabrałem raków. Mijam Kempsenkopf (3090) i leżący niewiele dalej Bauerbrachkopf (3125). Nieco już dysząc (...dawno się nie było tak wysoko...) schodzę na przełęcz w grani i ... odwaga mnie opuszcza. Odcinek szlaku łączący tę przełęcz z wierzchołkiem Kleiner Tenn przebiega stromą, o tej porze roku zaśnieżoną już całkowicie grzędą, z obydwóch stron opadającą stromiznami w przepaści. Dochodzę do wniosku, że tyle mi wystarczy; że nie będę może światu udowadniał, że instruktor PZA to da radę nawet bez raków i czekana. Nasyciłem się widokami i naładowałem jesiennym słońcem, w zupełnej ciszy i spokoju, więc zawracam bez żalu. Na zejściu do Kaprun, już nisko, spotykam tych jedynych dwóch ludzi, z którymi zetknąłem się w górach. W sumie w ciągu 28 godzin przebyłem 38 km i ponad 2,6 km deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/SnieznaX&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKotarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11878</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11878"/>
		<updated>2024-12-21T15:37:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia nad Aweny|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer (SBB)&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Piskorek, Michał Przybycień|15 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas akcji pod ziemią 7 godzin i 38 minut. Jak zwykle największa atrakcja to pokonanie Syfonu Marynarki Wojennej. Nad Aveny doszedł Damian i Jerzy, młodzież w tym czasie &amp;quot;moczyła się w syfonie&amp;quot; i samodzielnie się wycofali z jaskini. Wody w syfonie było do połowy okularów i przeszliśmy go na bezdechu.   Autorem zdjęcia jest Michał - widoczny Komin Męczenników (zdjęcia w Galerii). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodam, że syfon zrobiliśmy &amp;quot;z marszu&amp;quot; zostawiając przed syfonem suche ciuchy na wyjście. Na &amp;quot;mokro&amp;quot; doszliśmy do owych Awenów (z uwagi na brak dłuższej liny nie zjechaliśmy). Kilka razy wahaliśmy się co do drogi lub lekko zbłądziliśmy co kosztowało troszeczkę czasu. Powrót sprawny z przerwą na przebranie po ponownym pokonaniu Marwoja. Rura wyjściowa szersza. Na dworze biała zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|14-15 12 2024}}&lt;br /&gt;
Robimy sobie weekend bez Karolci, którą zostawiamy w Krakowie. W pięknej zimowej aurze w sobotę wchodzimy na Trzy Korony, a w niedzielę na Wysoką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy do doliny Wisły|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Trzebini, głównie szlakami rowerowymi o utwardzonej nawierzchni za to lasami mkniemy do doliny Potoku Rudno. Tu przerywnik na wyskok pod skały Wrzosy (skałki oblężone przez dry toolowców) gdzie wchodzimy do małej jaskini. W bród przeprawiamy się przez potok i przez chaszcze przedzieramy się do drogi. Dalej jedziemy do doliny Wisły. Stąd inną trasą wracamy na północ pokonując po drodze ciekawy i urozmaicony dla górskiego bikera teren. To w słońcu to w mgle zataczamy pętlę o dł. 52 km i 540 m przewyższenia. Mimo, że był lekki minus to zmarzliśmy dość solidnie, zwłaszcza w stopach traciliśmy czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; partie Techuby|Kinga (Speleoklub Olkusz), Jerzy Ganszer (SBB), Tomek (SBB), Marcin (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 08 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna akcja w jaskini Czarnej. Tym razem Techuby “na spokojnie”. Symbolicznie odwiedziliśmy Syfon Techuby, po czym udaliśmy się na zwiedzanie ciaśniejszych partii. Ostatecznie (nie wszyscy) dotarli do sali AKT. Lajtowa i mega pozytywna akcja. Okazuje się, że Techuby też potrafią być Ciasne ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Ftechuby2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; trawers|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka dwuosobowa akcja zimowa. W Tatrach piękna zima. Na parkingu zimno, przy otworze można było się opalać. Przy głównym otworze byliśmy o 10:00, po drugiej stronie o 13:45. Nie obyło się bez delikatnych problemów - trawers Szmaragdowego Jeziorka nie chciał oddać nam liny ;) Tym razem bez zdjęć - nie było na nie czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna, Partie Techuby i III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Jerzy Ganszer (SBB)|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Z Sali Francuskiej wchodzimy w Partie Techuby w okolicy Syfonu Techuby. Po drodze spotykamy Asię z kursantami. Partie opuszczamy w Sali Ewy i Hanki. Następnie wspin do pięknych Partii III Komina. Wychodzimy III otworem jeszcze w promieniach słońca. Zjazdem ścianą kończymy akcję jaskiniową. W górach cudowna pogoda, śniegu ok. 15 cm. &lt;br /&gt;
W jaskini w tym samym czasie działały inne ekipy z Nocka. Była akcja kursowa i trawers. To w osobnych opisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzarna3K&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Leskowiec| &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Moja szósta w tym roku przebieżka na Leskowiec. Wariant klasyczny: niecałe 17 km i ok 600 m podejść w czasie poniżej 2h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS) i z WKTJ: Piotr Graczyk, Piotr Stelmach, Agata Piękniewska, Darek|29 11 2024}}&lt;br /&gt;
Piwnica Miętusia to wschodząca gwiazda tatrzańskich podziemi. Piotr Graczyk, mój kolega z wyprawy na Gölla, prowadzi w niej obecnie projekt badawczy i zaprosił mnie i Jacka do udziału w jednym z wyjść do tej jaskini. Piątkowe prace odbywały się na głębokości ok. -100. Aby tam dotrzeć musieliśmy sporo przeciskać się i chodzić na czworakach, a także zjechać paroma niewygodnymi, choć krótkimi odcinkami linowymi. Działalność zaczęliśmy od kontynuacji kartowania, którego nie udało się dokończyć na poprzednim wyjściu. Mozolnie zinwentaryzowaliśmy 46 metrów szczelinowych korytarzy rozwiniętych na uskoku, kończąc przy zwężeniu, którego nie sposób było przebyć (mimo motywacji w postaci wyczuwalnego przewiewu). Z tego bocznego ciągu przemieściliśmy się następnie krótkim zjazdem nieco niżej, gdzie akcja przybrała znacznie ciekawszy bieg. Z pewnej biegnącej poziomo, ciasnej rury usunęliśmy kilka większych kamieni, co odsłoniło drogę do bardzo ciasnego przełazu, prowadzącego w dół. Piotr pozwolił czynić dalsze honory gościom. Zawiązaliśmy linę o pobliski skalny filar i Jacek ruszył pierwszy. Sforsował przełaz, obniżył się na linie o jakieś 4 metry i stanął w &amp;quot;gangu&amp;quot; o spągu zasłanym głazami pokrytymi błotem. Ja tymczasem zabrałem się za usprawnianie naszego prowizorycznego oporęczowania, co po dłuższej chwili pozwoliło mnie i Piotrowi dołączyć do naszego dzielnego błotonauty. We trzech ruszyliśmy stromo w górę obszernym korytarzem na rekonesans. Wiadomo, nie tak obszernym, jak ciąg główny Czarnej - ale faktem jest, że szło się wyprostowanym i nie dotykało ścian - co na tak długim dystansie w tej jaskini jak do tej pory miało miejsce tylko w strefie przyotworowej. Obecny w zespole geolog zaobserwował depozyty żwiru przyklejone do ściany i biorąc pod uwagę ich skład mineralny, na miejscu naprędce zreferował nam swoje przypuszczenia co do połączeń hydrologicznych. Po ponad trzydziestu metrach spaceru, dotarliśmy do również nieznanych wcześniej pionów. Dalej można było zjeżdżać, wspinać się lub trawersować, ale wszystkie te kierunki wymagały użycia liny, której (świadomi późnej pory) nie zabraliśmy ze sobą za zacisk. Tym &amp;quot;problemem&amp;quot; zajmie się już następna ekipa, na następnej akcji. Pod ziemią spędziliśmy 8 godzin; na podejściu i na zejściu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody w postaci ciągłego opadu śniegu - prawdziwa tatrzańska zima!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień oraz kilka miłych osób|24 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna akcja w tej ciekawej jaskini (już ma ponad 1000 m dł.). Czołganie, przeciskanie, trawersy, zapieraczki i wszystko inne co charakterystyczne w takiej jak ta jaskini. Nie obyło się bez atrakcji. Na dworze mokra zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY - spotkania ludzi gór w Nowym Bytomiu|Asia Piskorek (czuwała nad wszystkim) i Łukasz Piskorek, Michał Przybycień, Emil Stępniak, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Balcer, Henryk i Monika Tomanek, Ryszard Widuch, Jerzy Nowok, Miłosz Pawlik z córkami, Tomek Hansel, Iwona Pastuszka, Tomek Bzdęga wraz z pomocnicą Hanią, Tomek Zięć, Przemek Żmuda, Grzegorz Szczurek i Marcin Kowalski (wykonali skrzynię &amp;quot;jaskiniową&amp;quot;), Piotr Strzelecki (użyczył fantomu na zajęcia z pierwszej pomocy)|15, 16, 17 11 2024}} &lt;br /&gt;
Udział w tej cyklicznej od 18 lat imprezie. Członkowie naszego klubu zorganizowali warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, Mateusz Golicz, Emil Stępniak i Mateusz Balcer wygłosili prezentacje. Inni zasiadali na widowni. Jak zwykle były prelekcje i filmy z różnych form działalności górskiej. Bardzo fajna impreza wzorowo przygotowana przez organizatorów (pozdrawiamy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa - Stare Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|16 11 2024}}&lt;br /&gt;
Byłem już ze dwa razy w Nowych Partiach Bielskich i bardzo mi się tam podobało. Tym razem udało się odwiedzić Stare Partie Bielskie. Te okolice jaskini akurat nie przypadły mi do gustu. Leży w nich dużo luźnego rumoszu na stromych pochylniach, co samo w sobie jest już stresujące, a do tego jeszcze w takich warunkach trzeba forsować ciasnoty (jedna zajęła nam szczególnie długo). Nie mam nic przeciwko ciasnotom, choć przyznaję, że pchając się w zacisk liczę na jakąś nagrodę; że po nieprzyjemnym ocieraniu się o zimną i ubłoconą skałę oczom mym ukaże się po drugiej stronie... no nie wiem ... wielka sala, piękne nacieki, majestatyczna studnia, urokliwy wodospad, rzeźby w błocie, no naprawdę, proszę, cokolwiek. Ale tutaj niestety nic takiego nie miało miejsca. Dotarliśmy do Costa Brava, gdzie mój partner trzeźwo zaobserwował, że trzeba dużej dozy wyobraźni, aby tak nazwać to miejsce. Tyle w sprawie uroków tatrzańskich podziemi, no ale oczywiście te różne drobne niedogodności nie zepsuły mi dnia, bo przecież zawsze się miło poruszać w dobrym towarzystwie. Krótko mówiąc: super jaskinia, nie polecam. Warunki w górach dobre, pogoda słoneczna i mało wietrzna, ludzi mało (czyżby efekt &amp;quot;weekendu po długim weekendzie&amp;quot;?). Wyżej leżało parę centymetrów śniegu śniegu, ale na grani całą dobę było na plusie, więc szło się dobrze &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KOREA POŁUDNIOWA: wędrówki górskie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|02 - 15 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie tygodniowego pobytu na Płw. Koreańskim odwiedziliśmy następujące parki narodowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Park Narodowy Bukhansan znajduje się w pobliżu Seulu. Wyszliśmy tam na największy  szczyt Baegundae (835). Wierzchołki tych gór zbudowane są z litych granitów. Szlak wiedzie po stromych skałach gdzie na pionowych odcinkach zainstalowano stalowe liny i schody gdyż bez nich trudno było by pokonać stromizny. Rejon bardzo piękny (zrobiliśmy 520 m den.) i kilkukilometrową pętlę. Jesień jest tu niesamowicie kolorowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypożyczonym autem przemieszczamy się w poprzek półwyspu na wschód, nad Morze Japońskie do Sokcho. W pobliskim parku narodowym Seoreksan robimy wycieczkę górską na skalisty Ulsan (780) oraz do sąsiedniej malowniczej doliny. Odwiedzamy również buddyjski klasztor Sinheung z potężnym posągiem Buddy w sąsiedztwie. (630 m den./14 km).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień to przejazd na południe wzdłuż brzegów  Morza Japońskiego. Celem był Park Juwangsan. Ten rejon Korei obfituje w skały wapienne. Wchodzimy do 3 małych jaskiń: Mujanggul, Juwanggul oraz Yeonhwa. Największa jaskinia Korei – Gossu jest zagospodarowana na rzecz przemysłu turystycznego więc nie stanowiła naszego celu. Po za tym małe jaskinie często są wykorzystywane na ołtarze do Buddy. Przed wyjazdem próbowałem się więcej dowiedzieć na temat tutejszego krasu lecz ogólnie ciężko zdobyć więcej danych. W tym parku narodowym znajdują się też piękne wodospady oraz ciekawe masywy skalne. Nie wiem jednak do jakiego stopnia wyeksplorowane jaskiniowo. (430 m den./11 km)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień wykorzystujemy na zwiedzanie buddyjskich klasztorów w Parku Narodowym Gyeongyu oraz na wyjście na najwyższy okoliczny szczyt – Tahmasan (745)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień upływa w Parku Narodowym Jirisan i wyjście na najwyższy szczyt kontynentalnej Korei Pd.  (a drugi w ogóle) – Cheonwanbong (1915). Wchodzimy od wschodu dość stromo wznoszącym się szlakiem, u góry z ułatwieniami (drabinki, schodki). Sam masyw szczytowy to granitowe skały. Schodzimy dłuższym szlakiem, lecz bardzo atrakcyjnym i widokowo i terenowo. (1430 m. den./6 km).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ostatni dzień wracamy do Seulu. Jazda autem po tej ruchliwej aglomeracji jest wyzwaniem samym w sobie. Po za tym kraj ten jest bardzo rozwinięty technicznie, ludzie sympatyczni i życzliwi. Z wyjątkiem jednego dnia pogoda bardzo fajna a barwy jesieni cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z Teresą z Seulu wracamy do domu a Paweł z Bianką zostają kilka dni dłużej. Polecieli na położoną na Morzu Wschodnio-Chińskim wyspę Jeju. Tu weszli na najwyższy szczyt Korei Pd. – Hallasan (1950), dawny wulkan z kraterem, w którym jest jezioro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koreańskie krajobrazy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Korea&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - spacer przez Herminensteig|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Z przysiółka Schneebergdörfl w pięknej pogodzie wchodzimy na szczyt Waxriegel (1888), drogą Herminensteig. Klimaty trochę przypominają przewodnik Witolda Henryka - droga wyceniana jest na 1-, z jednym nieco eksponowanym miejscem 1+, ubezpieczonym mocno już zmęczoną, stałą liną. Ostatnie 300 metrów pionu wiedzie przez poszarpaną grań Herminengrat. Z powrotem do auta schodzimy już zupełnie normalnym szlakiem, przez dolinę Miesental, wpadając już nieco w zmrok i posiłkując się czołówką (... późno wystartowaliśmy, żeby nie zmarznąć ...). Statystyki: 13 km, 1212 Hm, w górach spotkaliśmy 25 osób i dwa psy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia linowe na Bibliotece|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Nowojewski, Ola Pokorska i Przemek Żmuda |09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwsze zajęcia kursantów w terenie. Choć pogoda była dość niesprzyjająca, bo obiecane słońce i 7-9st okazało się marzeniem, wobec temperatury około 0-2st i wszechobecnej mgły, to nikt nie marudził. Pomimo szybko zapadającego mroku udało się dość dobrze wykorzystać dzień, choć głód wiedzy kursantów nie został w pełni zaspokojony…. Sposoby wpinania rolki, zrywanie shunta, przepinanie z wychodzenia do zjazdu, różne przepinki i zjazdy, do tego niespodziewane węzły na linie. Zakończone udanym deporęczowaniem i poważnymi rozmowami o zasadach poręczowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkursjura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - spacer Gliwicką Wysoką Drogą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 26 10 2024}}&lt;br /&gt;
W piątkowe popołudnie z Zell am See ruszam piechotą do Kaprun, mijając po drodze lokalny zamek i zahaczając o supermarket. Po zatowarowaniu, dalej moja droga prowadzi w góry - przez przełęcz Pfiffscharte jednym z wielu etapów długodystansowego szlaku Arnoweg, do schroniska Gleiwizer Hütte. Do chatki docieram niedługo po zachodzie słońca; szarzeje, ale technicznie rzecz biorąc jest jeszcze przed zmrokiem. Schronisko jest zamknięte na zimę, ale jak to zwykle bywa, dostępny jest przytulny &amp;quot;Winterraum&amp;quot;, wyposażony w &amp;quot;kozę&amp;quot; i zapas drewna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaję o wschodzie słońca (... co tuż przed jesienną zmianą czasu nie jest takie trudne) i po ciepłym śniadanku wyruszam na szlak &amp;quot;Gleiwitzer Höhenweg&amp;quot;. Trawersując trawiastymi zboczami docieram wkrótce do rynny wyprowadzającej pod efektowny Spitzbrettköpfl. Tu pojawiają się pierwsze poważne płaty śniegu i pierwsze klamry i stalowe liny, które będą towarzyszyły mi przez następne kilka godzin. Po kolejnych niespełna 300 metrów pionu wychodzę na konkretną grań, na przełęcz Obere Jägerscharte, z której rozpościera się urocza panorama na Kitzsteinhorn i przynależny mu lodowiec. Wyciągi oczywiście pracują. Trzymając się &amp;quot;stalek&amp;quot; nabieram dalej wysokości stromą granią, kierując się na południe i marząc o widocznym w oddali krzyżu na Hoher Tenn. Trochę już żałuję, że nie zabrałem raków. Mijam Kempsenkopf (3090) i leżący niewiele dalej Bauerbrachkopf (3125). Nieco już dysząc (...dawno się nie było tak wysoko...) schodzę na przełęcz w grani i ... odwaga mnie opuszcza. Odcinek szlaku łączący tę przełęcz z wierzchołkiem Kleiner Tenn przebiega stromą, o tej porze roku zaśnieżoną już całkowicie grzędą, z obydwóch stron opadającą stromiznami w przepaści. Dochodzę do wniosku, że tyle mi wystarczy; że nie będę może światu udowadniał, że instruktor PZA to da radę nawet bez raków i czekana. Nasyciłem się widokami i naładowałem jesiennym słońcem, w zupełnej ciszy i spokoju, więc zawracam bez żalu. Na zejściu do Kaprun, już nisko, spotykam tych jedynych dwóch ludzi, z którymi zetknąłem się w górach. W sumie w ciągu 28 godzin przebyłem 38 km i ponad 2,6 km deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/SnieznaX&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11855</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11855"/>
		<updated>2024-12-05T07:38:06Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; trawers|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka dwuosobowa akcja zimowa. W Tatrach piękna zima. Na parkingu zimno, przy otworze można było się opalać. Przy głównym otworze byliśmy o 10:00, po drugiej stronie o 13:45. Nie obyło się bez delikatnych problemów - trawers Szmaragdowego Jeziorka nie chciał oddać nam liny ;) Tym razem bez zdjęć - nie było na nie czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna, Partie Techuby i III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Jerzy Ganszer (SBB)|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Z Sali Francuskiej wchodzimy w Partie Techuby w okolicy Syfonu Techuby. Po drodze spotykamy Asię z kursantami. Partie opuszczamy w Sali Ewy i Hanki. Następnie wspin do pięknych Partii III Komina. Wychodzimy III otworem jeszcze w promieniach słońca. Zjazdem ścianą kończymy akcję jaskiniową. W górach cudowna pogoda, śniegu ok. 15 cm. &lt;br /&gt;
W jaskini w tym samym czasie działały inne ekipy z Nocka. Była akcja kursowa i trawers. To w osobnych opisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzarna3K&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Leskowiec| &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Moja szósta w tym roku przebieżka na Leskowiec. Wariant klasyczny: niecałe 17 km i ok 600 m podejść w czasie poniżej 2h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS) i z WKTJ: Piotr Graczyk, Piotr Stelmach, Agata Piękniewska, Darek|29 11 2024}}&lt;br /&gt;
Piwnica Miętusia to wschodząca gwiazda tatrzańskich podziemi. Piotr Graczyk, mój kolega z wyprawy na Gölla, prowadzi w niej obecnie projekt badawczy i zaprosił mnie i Jacka do udziału w jednym z wyjść do tej jaskini. Piątkowe prace odbywały się na głębokości ok. -100. Aby tam dotrzeć musieliśmy sporo przeciskać się i chodzić na czworakach, a także zjechać paroma niewygodnymi, choć krótkimi odcinkami linowymi. Działalność zaczęliśmy od kontynuacji kartowania, którego nie udało się dokończyć na poprzednim wyjściu. Mozolnie zinwentaryzowaliśmy 46 metrów szczelinowych korytarzy rozwiniętych na uskoku, kończąc przy zwężeniu, którego nie sposób było przebyć (mimo motywacji w postaci wyczuwalnego przewiewu). Z tego bocznego ciągu przemieściliśmy się następnie krótkim zjazdem nieco niżej, gdzie akcja przybrała znacznie ciekawszy bieg. Z pewnej biegnącej poziomo, ciasnej rury usunęliśmy kilka większych kamieni, co odsłoniło drogę do bardzo ciasnego przełazu, prowadzącego w dół. Piotr pozwolił czynić dalsze honory gościom. Zawiązaliśmy linę o pobliski skalny filar i Jacek ruszył pierwszy. Sforsował przełaz, obniżył się na linie o jakieś 4 metry i stanął w &amp;quot;gangu&amp;quot; o spągu zasłanym głazami pokrytymi błotem. Ja tymczasem zabrałem się za usprawnianie naszego prowizorycznego oporęczowania, co po dłuższej chwili pozwoliło mnie i Piotrowi dołączyć do naszego dzielnego błotonauty. We trzech ruszyliśmy stromo w górę obszernym korytarzem na rekonesans. Wiadomo, nie tak obszernym, jak ciąg główny Czarnej - ale faktem jest, że szło się wyprostowanym i nie dotykało ścian - co na tak długim dystansie w tej jaskini jak do tej pory miało miejsce tylko w strefie przyotworowej. Obecny w zespole geolog zaobserwował depozyty żwiru przyklejone do ściany i biorąc pod uwagę ich skład mineralny, na miejscu naprędce zreferował nam swoje przypuszczenia co do połączeń hydrologicznych. Po ponad trzydziestu metrach spaceru, dotarliśmy do również nieznanych wcześniej pionów. Dalej można było zjeżdżać, wspinać się lub trawersować, ale wszystkie te kierunki wymagały użycia liny, której (świadomi późnej pory) nie zabraliśmy ze sobą za zacisk. Tym &amp;quot;problemem&amp;quot; zajmie się już następna ekipa, na następnej akcji. Pod ziemią spędziliśmy 8 godzin; na podejściu i na zejściu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody w postaci ciągłego opadu śniegu - prawdziwa tatrzańska zima!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień oraz kilka miłych osób|24 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna akcja w tej ciekawej jaskini (już ma ponad 1000 m dł.). Czołganie, przeciskanie, trawersy, zapieraczki i wszystko inne co charakterystyczne w takiej jak ta jaskini. Nie obyło się bez atrakcji. Na dworze mokra zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY - spotkania ludzi gór w Nowym Bytomiu|Asia Piskorek (czuwała nad wszystkim) i Łukasz Piskorek, Michał Przybycień, Emil Stępniak, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Balcer, Henryk i Monika Tomanek, Ryszard Widuch, Jerzy Nowok, Miłosz Pawlik z córkami, Tomek Hansel, Iwona Pastuszka, Tomek Bzdęga wraz z pomocnicą Hanią, Tomek Zięć, Przemek Żmuda, Grzegorz Szczurek i Marcin Kowalski (wykonali skrzynię &amp;quot;jaskiniową&amp;quot;), Piotr Strzelecki (użyczył fantomu na zajęcia z pierwszej pomocy)|15, 16, 17 11 2024}} &lt;br /&gt;
Udział w tej cyklicznej od 18 lat imprezie. Członkowie naszego klubu zorganizowali warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, Mateusz Golicz, Emil Stępniak i Mateusz Balcer wygłosili prezentacje. Inni zasiadali na widowni. Jak zwykle były prelekcje i filmy z różnych form działalności górskiej. Bardzo fajna impreza wzorowo przygotowana przez organizatorów (pozdrawiamy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa - Stare Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|16 11 2024}}&lt;br /&gt;
Byłem już ze dwa razy w Nowych Partiach Bielskich i bardzo mi się tam podobało. Tym razem udało się odwiedzić Stare Partie Bielskie. Te okolice jaskini akurat nie przypadły mi do gustu. Leży w nich dużo luźnego rumoszu na stromych pochylniach, co samo w sobie jest już stresujące, a do tego jeszcze w takich warunkach trzeba forsować ciasnoty (jedna zajęła nam szczególnie długo). Nie mam nic przeciwko ciasnotom, choć przyznaję, że pchając się w zacisk liczę na jakąś nagrodę; że po nieprzyjemnym ocieraniu się o zimną i ubłoconą skałę oczom mym ukaże się po drugiej stronie... no nie wiem ... wielka sala, piękne nacieki, majestatyczna studnia, urokliwy wodospad, rzeźby w błocie, no naprawdę, proszę, cokolwiek. Ale tutaj niestety nic takiego nie miało miejsca. Dotarliśmy do Costa Brava, gdzie mój partner trzeźwo zaobserwował, że trzeba dużej dozy wyobraźni, aby tak nazwać to miejsce. Tyle w sprawie uroków tatrzańskich podziemi, no ale oczywiście te różne drobne niedogodności nie zepsuły mi dnia, bo przecież zawsze się miło poruszać w dobrym towarzystwie. Krótko mówiąc: super jaskinia, nie polecam. Warunki w górach dobre, pogoda słoneczna i mało wietrzna, ludzi mało (czyżby efekt &amp;quot;weekendu po długim weekendzie&amp;quot;?). Wyżej leżało parę centymetrów śniegu śniegu, ale na grani całą dobę było na plusie, więc szło się dobrze &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KOREA POŁUDNIOWA: wędrówki górskie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|02 - 15 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie tygodniowego pobytu na Płw. Koreańskim odwiedziliśmy następujące parki narodowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Park Narodowy Bukhansan znajduje się w pobliżu Seulu. Wyszliśmy tam na największy  szczyt Baegundae (835). Wierzchołki tych gór zbudowane są z litych granitów. Szlak wiedzie po stromych skałach gdzie na pionowych odcinkach zainstalowano stalowe liny i schody gdyż bez nich trudno było by pokonać stromizny. Rejon bardzo piękny (zrobiliśmy 520 m den.) i kilkukilometrową pętlę. Jesień jest tu niesamowicie kolorowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypożyczonym autem przemieszczamy się w poprzek półwyspu na wschód, nad Morze Japońskie do Sokcho. W pobliskim parku narodowym Seoreksan robimy wycieczkę górską na skalisty Ulsan (780) oraz do sąsiedniej malowniczej doliny. Odwiedzamy również buddyjski klasztor Sinheung z potężnym posągiem Buddy w sąsiedztwie. (630 m den./14 km).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień to przejazd na południe wzdłuż brzegów  Morza Japońskiego. Celem był Park Juwangsan. Ten rejon Korei obfituje w skały wapienne. Wchodzimy do 3 małych jaskiń: Mujanggul, Juwanggul oraz Yeonhwa. Największa jaskinia Korei – Gossu jest zagospodarowana na rzecz przemysłu turystycznego więc nie stanowiła naszego celu. Po za tym małe jaskinie często są wykorzystywane na ołtarze do Buddy. Przed wyjazdem próbowałem się więcej dowiedzieć na temat tutejszego krasu lecz ogólnie ciężko zdobyć więcej danych. W tym parku narodowym znajdują się też piękne wodospady oraz ciekawe masywy skalne. Nie wiem jednak do jakiego stopnia wyeksplorowane jaskiniowo. (430 m den./11 km)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień wykorzystujemy na zwiedzanie buddyjskich klasztorów w Parku Narodowym Gyeongyu oraz na wyjście na najwyższy okoliczny szczyt – Tahmasan (745)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień upływa w Parku Narodowym Jirisan i wyjście na najwyższy szczyt kontynentalnej Korei Pd.  (a drugi w ogóle) – Cheonwanbong (1915). Wchodzimy od wschodu dość stromo wznoszącym się szlakiem, u góry z ułatwieniami (drabinki, schodki). Sam masyw szczytowy to granitowe skały. Schodzimy dłuższym szlakiem, lecz bardzo atrakcyjnym i widokowo i terenowo. (1430 m. den./6 km).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ostatni dzień wracamy do Seulu. Jazda autem po tej ruchliwej aglomeracji jest wyzwaniem samym w sobie. Po za tym kraj ten jest bardzo rozwinięty technicznie, ludzie sympatyczni i życzliwi. Z wyjątkiem jednego dnia pogoda bardzo fajna a barwy jesieni cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z Teresą z Seulu wracamy do domu a Paweł z Bianką zostają kilka dni dłużej. Polecieli na położoną na Morzu Wschodnio-Chińskim wyspę Jeju. Tu weszli na najwyższy szczyt Korei Pd. – Hallasan (1950), dawny wulkan z kraterem, w którym jest jezioro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koreańskie krajobrazy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Korea&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - spacer przez Herminensteig|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Z przysiółka Schneebergdörfl w pięknej pogodzie wchodzimy na szczyt Waxriegel (1888), drogą Herminensteig. Klimaty trochę przypominają przewodnik Witolda Henryka - droga wyceniana jest na 1-, z jednym nieco eksponowanym miejscem 1+, ubezpieczonym mocno już zmęczoną, stałą liną. Ostatnie 300 metrów pionu wiedzie przez poszarpaną grań Herminengrat. Z powrotem do auta schodzimy już zupełnie normalnym szlakiem, przez dolinę Miesental, wpadając już nieco w zmrok i posiłkując się czołówką (... późno wystartowaliśmy, żeby nie zmarznąć ...). Statystyki: 13 km, 1212 Hm, w górach spotkaliśmy 25 osób i dwa psy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia linowe na Bibliotece|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Nowojewski, Ola Pokorska i Przemek Żmuda |09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwsze zajęcia kursantów w terenie. Choć pogoda była dość niesprzyjająca, bo obiecane słońce i 7-9st okazało się marzeniem, wobec temperatury około 0-2st i wszechobecnej mgły, to nikt nie marudził. Pomimo szybko zapadającego mroku udało się dość dobrze wykorzystać dzień, choć głód wiedzy kursantów nie został w pełni zaspokojony…. Sposoby wpinania rolki, zrywanie shunta, przepinanie z wychodzenia do zjazdu, różne przepinki i zjazdy, do tego niespodziewane węzły na linie. Zakończone udanym deporęczowaniem i poważnymi rozmowami o zasadach poręczowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkursjura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - spacer Gliwicką Wysoką Drogą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 26 10 2024}}&lt;br /&gt;
W piątkowe popołudnie z Zell am See ruszam piechotą do Kaprun, mijając po drodze lokalny zamek i zahaczając o supermarket. Po zatowarowaniu, dalej moja droga prowadzi w góry - przez przełęcz Pfiffscharte jednym z wielu etapów długodystansowego szlaku Arnoweg, do schroniska Gleiwizer Hütte. Do chatki docieram niedługo po zachodzie słońca; szarzeje, ale technicznie rzecz biorąc jest jeszcze przed zmrokiem. Schronisko jest zamknięte na zimę, ale jak to zwykle bywa, dostępny jest przytulny &amp;quot;Winterraum&amp;quot;, wyposażony w &amp;quot;kozę&amp;quot; i zapas drewna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaję o wschodzie słońca (... co tuż przed jesienną zmianą czasu nie jest takie trudne) i po ciepłym śniadanku wyruszam na szlak &amp;quot;Gleiwitzer Höhenweg&amp;quot;. Trawersując trawiastymi zboczami docieram wkrótce do rynny wyprowadzającej pod efektowny Spitzbrettköpfl. Tu pojawiają się pierwsze poważne płaty śniegu i pierwsze klamry i stalowe liny, które będą towarzyszyły mi przez następne kilka godzin. Po kolejnych niespełna 300 metrów pionu wychodzę na konkretną grań, na przełęcz Obere Jägerscharte, z której rozpościera się urocza panorama na Kitzsteinhorn i przynależny mu lodowiec. Wyciągi oczywiście pracują. Trzymając się &amp;quot;stalek&amp;quot; nabieram dalej wysokości stromą granią, kierując się na południe i marząc o widocznym w oddali krzyżu na Hoher Tenn. Trochę już żałuję, że nie zabrałem raków. Mijam Kempsenkopf (3090) i leżący niewiele dalej Bauerbrachkopf (3125). Nieco już dysząc (...dawno się nie było tak wysoko...) schodzę na przełęcz w grani i ... odwaga mnie opuszcza. Odcinek szlaku łączący tę przełęcz z wierzchołkiem Kleiner Tenn przebiega stromą, o tej porze roku zaśnieżoną już całkowicie grzędą, z obydwóch stron opadającą stromiznami w przepaści. Dochodzę do wniosku, że tyle mi wystarczy; że nie będę może światu udowadniał, że instruktor PZA to da radę nawet bez raków i czekana. Nasyciłem się widokami i naładowałem jesiennym słońcem, w zupełnej ciszy i spokoju, więc zawracam bez żalu. Na zejściu do Kaprun, już nisko, spotykam tych jedynych dwóch ludzi, z którymi zetknąłem się w górach. W sumie w ciągu 28 godzin przebyłem 38 km i ponad 2,6 km deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/SnieznaX&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11854</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11854"/>
		<updated>2024-12-05T07:37:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna; trawers|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka dwuosobowa akcja zimowa. W Tatrach piękna zima. Na parkingu zimno, przy otworze można było się opalać. Przy głównym otworze byliśmy o 10:00, po drugiej stronie o 13:45. Nie obyło się bez delikatnych problemów - trawers Szmaragdowego Jeziorka nie chciał oddać nam liny ;) Tym razem bez zdjęć - nie było na nie czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna, Partie Techuby i III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Jerzy Ganszer (SBB)|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Z Sali Francuskiej wchodzimy w Partie Techuby w okolicy Syfonu Techuby. Po drodze spotykamy Asię z kursantami. Partie opuszczamy w Sali Ewy i Hanki. Następnie wspin do pięknych Partii III Komina. Wychodzimy III otworem jeszcze w promieniach słońca. Zjazdem ścianą kończymy akcję jaskiniową. W górach cudowna pogoda, śniegu ok. 15 cm. &lt;br /&gt;
W jaskini w tym samym czasie działały inne ekipy z Nocka. Była akcja kursowa i trawers. To w osobnych opisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzarna3K&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Leskowiec| &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 12 2024}}&lt;br /&gt;
Moja szósta w tym roku przebieżka na Leskowiec w tym roku. Wariant klasyczny: niecałe 17 km i ok 600 m podejść w czasie poniżej 2h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Piwnica Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS) i z WKTJ: Piotr Graczyk, Piotr Stelmach, Agata Piękniewska, Darek|29 11 2024}}&lt;br /&gt;
Piwnica Miętusia to wschodząca gwiazda tatrzańskich podziemi. Piotr Graczyk, mój kolega z wyprawy na Gölla, prowadzi w niej obecnie projekt badawczy i zaprosił mnie i Jacka do udziału w jednym z wyjść do tej jaskini. Piątkowe prace odbywały się na głębokości ok. -100. Aby tam dotrzeć musieliśmy sporo przeciskać się i chodzić na czworakach, a także zjechać paroma niewygodnymi, choć krótkimi odcinkami linowymi. Działalność zaczęliśmy od kontynuacji kartowania, którego nie udało się dokończyć na poprzednim wyjściu. Mozolnie zinwentaryzowaliśmy 46 metrów szczelinowych korytarzy rozwiniętych na uskoku, kończąc przy zwężeniu, którego nie sposób było przebyć (mimo motywacji w postaci wyczuwalnego przewiewu). Z tego bocznego ciągu przemieściliśmy się następnie krótkim zjazdem nieco niżej, gdzie akcja przybrała znacznie ciekawszy bieg. Z pewnej biegnącej poziomo, ciasnej rury usunęliśmy kilka większych kamieni, co odsłoniło drogę do bardzo ciasnego przełazu, prowadzącego w dół. Piotr pozwolił czynić dalsze honory gościom. Zawiązaliśmy linę o pobliski skalny filar i Jacek ruszył pierwszy. Sforsował przełaz, obniżył się na linie o jakieś 4 metry i stanął w &amp;quot;gangu&amp;quot; o spągu zasłanym głazami pokrytymi błotem. Ja tymczasem zabrałem się za usprawnianie naszego prowizorycznego oporęczowania, co po dłuższej chwili pozwoliło mnie i Piotrowi dołączyć do naszego dzielnego błotonauty. We trzech ruszyliśmy stromo w górę obszernym korytarzem na rekonesans. Wiadomo, nie tak obszernym, jak ciąg główny Czarnej - ale faktem jest, że szło się wyprostowanym i nie dotykało ścian - co na tak długim dystansie w tej jaskini jak do tej pory miało miejsce tylko w strefie przyotworowej. Obecny w zespole geolog zaobserwował depozyty żwiru przyklejone do ściany i biorąc pod uwagę ich skład mineralny, na miejscu naprędce zreferował nam swoje przypuszczenia co do połączeń hydrologicznych. Po ponad trzydziestu metrach spaceru, dotarliśmy do również nieznanych wcześniej pionów. Dalej można było zjeżdżać, wspinać się lub trawersować, ale wszystkie te kierunki wymagały użycia liny, której (świadomi późnej pory) nie zabraliśmy ze sobą za zacisk. Tym &amp;quot;problemem&amp;quot; zajmie się już następna ekipa, na następnej akcji. Pod ziemią spędziliśmy 8 godzin; na podejściu i na zejściu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody w postaci ciągłego opadu śniegu - prawdziwa tatrzańska zima!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień oraz kilka miłych osób|24 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna akcja w tej ciekawej jaskini (już ma ponad 1000 m dł.). Czołganie, przeciskanie, trawersy, zapieraczki i wszystko inne co charakterystyczne w takiej jak ta jaskini. Nie obyło się bez atrakcji. Na dworze mokra zima.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY - spotkania ludzi gór w Nowym Bytomiu|Asia Piskorek (czuwała nad wszystkim) i Łukasz Piskorek, Michał Przybycień, Emil Stępniak, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Balcer, Henryk i Monika Tomanek, Ryszard Widuch, Jerzy Nowok, Miłosz Pawlik z córkami, Tomek Hansel, Iwona Pastuszka, Tomek Bzdęga wraz z pomocnicą Hanią, Tomek Zięć, Przemek Żmuda, Grzegorz Szczurek i Marcin Kowalski (wykonali skrzynię &amp;quot;jaskiniową&amp;quot;), Piotr Strzelecki (użyczył fantomu na zajęcia z pierwszej pomocy)|15, 16, 17 11 2024}} &lt;br /&gt;
Udział w tej cyklicznej od 18 lat imprezie. Członkowie naszego klubu zorganizowali warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, Mateusz Golicz, Emil Stępniak i Mateusz Balcer wygłosili prezentacje. Inni zasiadali na widowni. Jak zwykle były prelekcje i filmy z różnych form działalności górskiej. Bardzo fajna impreza wzorowo przygotowana przez organizatorów (pozdrawiamy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa - Stare Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|16 11 2024}}&lt;br /&gt;
Byłem już ze dwa razy w Nowych Partiach Bielskich i bardzo mi się tam podobało. Tym razem udało się odwiedzić Stare Partie Bielskie. Te okolice jaskini akurat nie przypadły mi do gustu. Leży w nich dużo luźnego rumoszu na stromych pochylniach, co samo w sobie jest już stresujące, a do tego jeszcze w takich warunkach trzeba forsować ciasnoty (jedna zajęła nam szczególnie długo). Nie mam nic przeciwko ciasnotom, choć przyznaję, że pchając się w zacisk liczę na jakąś nagrodę; że po nieprzyjemnym ocieraniu się o zimną i ubłoconą skałę oczom mym ukaże się po drugiej stronie... no nie wiem ... wielka sala, piękne nacieki, majestatyczna studnia, urokliwy wodospad, rzeźby w błocie, no naprawdę, proszę, cokolwiek. Ale tutaj niestety nic takiego nie miało miejsca. Dotarliśmy do Costa Brava, gdzie mój partner trzeźwo zaobserwował, że trzeba dużej dozy wyobraźni, aby tak nazwać to miejsce. Tyle w sprawie uroków tatrzańskich podziemi, no ale oczywiście te różne drobne niedogodności nie zepsuły mi dnia, bo przecież zawsze się miło poruszać w dobrym towarzystwie. Krótko mówiąc: super jaskinia, nie polecam. Warunki w górach dobre, pogoda słoneczna i mało wietrzna, ludzi mało (czyżby efekt &amp;quot;weekendu po długim weekendzie&amp;quot;?). Wyżej leżało parę centymetrów śniegu śniegu, ale na grani całą dobę było na plusie, więc szło się dobrze &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KOREA POŁUDNIOWA: wędrówki górskie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|02 - 15 11 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie tygodniowego pobytu na Płw. Koreańskim odwiedziliśmy następujące parki narodowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Park Narodowy Bukhansan znajduje się w pobliżu Seulu. Wyszliśmy tam na największy  szczyt Baegundae (835). Wierzchołki tych gór zbudowane są z litych granitów. Szlak wiedzie po stromych skałach gdzie na pionowych odcinkach zainstalowano stalowe liny i schody gdyż bez nich trudno było by pokonać stromizny. Rejon bardzo piękny (zrobiliśmy 520 m den.) i kilkukilometrową pętlę. Jesień jest tu niesamowicie kolorowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypożyczonym autem przemieszczamy się w poprzek półwyspu na wschód, nad Morze Japońskie do Sokcho. W pobliskim parku narodowym Seoreksan robimy wycieczkę górską na skalisty Ulsan (780) oraz do sąsiedniej malowniczej doliny. Odwiedzamy również buddyjski klasztor Sinheung z potężnym posągiem Buddy w sąsiedztwie. (630 m den./14 km).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień to przejazd na południe wzdłuż brzegów  Morza Japońskiego. Celem był Park Juwangsan. Ten rejon Korei obfituje w skały wapienne. Wchodzimy do 3 małych jaskiń: Mujanggul, Juwanggul oraz Yeonhwa. Największa jaskinia Korei – Gossu jest zagospodarowana na rzecz przemysłu turystycznego więc nie stanowiła naszego celu. Po za tym małe jaskinie często są wykorzystywane na ołtarze do Buddy. Przed wyjazdem próbowałem się więcej dowiedzieć na temat tutejszego krasu lecz ogólnie ciężko zdobyć więcej danych. W tym parku narodowym znajdują się też piękne wodospady oraz ciekawe masywy skalne. Nie wiem jednak do jakiego stopnia wyeksplorowane jaskiniowo. (430 m den./11 km)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień wykorzystujemy na zwiedzanie buddyjskich klasztorów w Parku Narodowym Gyeongyu oraz na wyjście na najwyższy okoliczny szczyt – Tahmasan (745)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień upływa w Parku Narodowym Jirisan i wyjście na najwyższy szczyt kontynentalnej Korei Pd.  (a drugi w ogóle) – Cheonwanbong (1915). Wchodzimy od wschodu dość stromo wznoszącym się szlakiem, u góry z ułatwieniami (drabinki, schodki). Sam masyw szczytowy to granitowe skały. Schodzimy dłuższym szlakiem, lecz bardzo atrakcyjnym i widokowo i terenowo. (1430 m. den./6 km).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ostatni dzień wracamy do Seulu. Jazda autem po tej ruchliwej aglomeracji jest wyzwaniem samym w sobie. Po za tym kraj ten jest bardzo rozwinięty technicznie, ludzie sympatyczni i życzliwi. Z wyjątkiem jednego dnia pogoda bardzo fajna a barwy jesieni cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z Teresą z Seulu wracamy do domu a Paweł z Bianką zostają kilka dni dłużej. Polecieli na położoną na Morzu Wschodnio-Chińskim wyspę Jeju. Tu weszli na najwyższy szczyt Korei Pd. – Hallasan (1950), dawny wulkan z kraterem, w którym jest jezioro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koreańskie krajobrazy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Korea&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - spacer przez Herminensteig|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Z przysiółka Schneebergdörfl w pięknej pogodzie wchodzimy na szczyt Waxriegel (1888), drogą Herminensteig. Klimaty trochę przypominają przewodnik Witolda Henryka - droga wyceniana jest na 1-, z jednym nieco eksponowanym miejscem 1+, ubezpieczonym mocno już zmęczoną, stałą liną. Ostatnie 300 metrów pionu wiedzie przez poszarpaną grań Herminengrat. Z powrotem do auta schodzimy już zupełnie normalnym szlakiem, przez dolinę Miesental, wpadając już nieco w zmrok i posiłkując się czołówką (... późno wystartowaliśmy, żeby nie zmarznąć ...). Statystyki: 13 km, 1212 Hm, w górach spotkaliśmy 25 osób i dwa psy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia linowe na Bibliotece|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Nowojewski, Ola Pokorska i Przemek Żmuda |09 11 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwsze zajęcia kursantów w terenie. Choć pogoda była dość niesprzyjająca, bo obiecane słońce i 7-9st okazało się marzeniem, wobec temperatury około 0-2st i wszechobecnej mgły, to nikt nie marudził. Pomimo szybko zapadającego mroku udało się dość dobrze wykorzystać dzień, choć głód wiedzy kursantów nie został w pełni zaspokojony…. Sposoby wpinania rolki, zrywanie shunta, przepinanie z wychodzenia do zjazdu, różne przepinki i zjazdy, do tego niespodziewane węzły na linie. Zakończone udanym deporęczowaniem i poważnymi rozmowami o zasadach poręczowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkursjura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - spacer Gliwicką Wysoką Drogą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 26 10 2024}}&lt;br /&gt;
W piątkowe popołudnie z Zell am See ruszam piechotą do Kaprun, mijając po drodze lokalny zamek i zahaczając o supermarket. Po zatowarowaniu, dalej moja droga prowadzi w góry - przez przełęcz Pfiffscharte jednym z wielu etapów długodystansowego szlaku Arnoweg, do schroniska Gleiwizer Hütte. Do chatki docieram niedługo po zachodzie słońca; szarzeje, ale technicznie rzecz biorąc jest jeszcze przed zmrokiem. Schronisko jest zamknięte na zimę, ale jak to zwykle bywa, dostępny jest przytulny &amp;quot;Winterraum&amp;quot;, wyposażony w &amp;quot;kozę&amp;quot; i zapas drewna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaję o wschodzie słońca (... co tuż przed jesienną zmianą czasu nie jest takie trudne) i po ciepłym śniadanku wyruszam na szlak &amp;quot;Gleiwitzer Höhenweg&amp;quot;. Trawersując trawiastymi zboczami docieram wkrótce do rynny wyprowadzającej pod efektowny Spitzbrettköpfl. Tu pojawiają się pierwsze poważne płaty śniegu i pierwsze klamry i stalowe liny, które będą towarzyszyły mi przez następne kilka godzin. Po kolejnych niespełna 300 metrów pionu wychodzę na konkretną grań, na przełęcz Obere Jägerscharte, z której rozpościera się urocza panorama na Kitzsteinhorn i przynależny mu lodowiec. Wyciągi oczywiście pracują. Trzymając się &amp;quot;stalek&amp;quot; nabieram dalej wysokości stromą granią, kierując się na południe i marząc o widocznym w oddali krzyżu na Hoher Tenn. Trochę już żałuję, że nie zabrałem raków. Mijam Kempsenkopf (3090) i leżący niewiele dalej Bauerbrachkopf (3125). Nieco już dysząc (...dawno się nie było tak wysoko...) schodzę na przełęcz w grani i ... odwaga mnie opuszcza. Odcinek szlaku łączący tę przełęcz z wierzchołkiem Kleiner Tenn przebiega stromą, o tej porze roku zaśnieżoną już całkowicie grzędą, z obydwóch stron opadającą stromiznami w przepaści. Dochodzę do wniosku, że tyle mi wystarczy; że nie będę może światu udowadniał, że instruktor PZA to da radę nawet bez raków i czekana. Nasyciłem się widokami i naładowałem jesiennym słońcem, w zupełnej ciszy i spokoju, więc zawracam bez żalu. Na zejściu do Kaprun, już nisko, spotykam tych jedynych dwóch ludzi, z którymi zetknąłem się w górach. W sumie w ciągu 28 godzin przebyłem 38 km i ponad 2,6 km deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/SnieznaX&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11799</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11799"/>
		<updated>2024-10-27T19:48:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26-27 10 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejna wizyta u teściów. W sobotę popołudniu idziemy z Iwoną na dłuższy spacer i docieramy do schroniska Pod Leskowcem. Następnego dnia korzystając z dodatkowej godziny robię najdłuższą przebieżkę po pobliskich górkach. Wychodzi mi ok. 29 km (bo zabłądziłem i musiałem się wracać) i ponad 1200 m przewyższenia. Zaliczam takie szczyty jak Łysa Góra, Bliźniaki, Narożnik, Gancarz, Groń JPII, Magurkę Ponikiewską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Studni Wiatrów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Asia Piskorek, Michał Przybycień, Miłosz Pawlik. Oprócz nas działali tam naszi koledzy i koleżanki z SBB - m. in. Jerzy Ganszer i Zosia Gutek. Była też ekipa kursowa z Speleoklubu Zakopane|26 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja w zamyśle do Syfonu Marzeń, w rzeczywistości dotarliśmy do Studni Wiatrów. Po prostu nie zmieściliśmy się w zakładanych międzyczasach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Chrobacza Łąka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kóz zielonym szlakiem poprzez piekny i nieczynny juz od dawna kamieniołom (obecnie zagospodarowany turystycznie). W zamyśle był marszobieg lecz ścieżka jest stroma i pełna kamieni i korzeni. Ciągle na zadłużeniu tlenowym posuwam się szybko do góry osiągając w efekcie krzyż na Chrobaczej Łące (828). Zbiegam częściowo tą samą drogą a potem kamienistym, stromym żlebikiem nad jezioro w kamieniołomie. Dalej do kapliczki Przy Panience. Fantastyczna pogoda, barwna jesień w całej krasie. Dystans tylko 5 km lecz 400 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy drogę Neue Schillerkante. Pięć wyciągów, trudności niby 6, ale tylko w jednym miejscu - tak na ogół to raczej do 5-, 5. Ale niezależnie od tego, jakby ją wycenić, to była bardzo przyjemna wspinaczka w bardzo przyjemnej pogodzie. Nie chcieliśmy się wycofywać zjazdami, więc na końcu drogi zrobiliśmy sobie prowizoryczne lonże i postanowiliśmy wyjść na plateau &amp;quot;końcówką&amp;quot; przebiegającej tuż przy naszej drodze via ferraty o nazwie &amp;quot;Gebirgsverein-Klettersteig&amp;quot; (D). Dolną część tej trasy widzieliśmy przez większość czasu naszej wspinaczki, była wtedy na niej masa ludzi, ale późnym popołudniem już bardzo się przerzedziło. W każdym razie, ta &amp;quot;końcówka&amp;quot; widoczna na szkicu to było jednak mocne uproszczenie i na koniec okazało się, że zrobiliśmy z połowę &amp;quot;GVK&amp;quot; i coś tam nam do dzienniczków powinno się za to też zaliczyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11789</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11789"/>
		<updated>2024-10-21T21:09:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem, który mijam po drodze to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11788</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11788"/>
		<updated>2024-10-21T19:50:19Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały: Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2024}}&lt;br /&gt;
Weekend u teściów. Tym razem przebieżka w cieniu Leskowca. Startuje z pod słynnej knajpki &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię pętle po okolicznych szczytach wokół wsi Ponikwi, a najwyższym punktem to Groń Jana Pawła II (890m). Dystans 21 km i ok. 900m przewyższeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Mała Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień był cudowny pod każdym względem. Z Łysej Polany w mroźny poranek rowerami podjeżdżamy Doliną Białej Wody w pobliże Polany pod Wysoką. Tu rowery ukrywamy w zaroślach i dalej już górskim szlakiem podążamy w górne partie doliny na Polski Grzebień (2200). O tej porze dnia teren ten jest w cieniu co przekłada się na temperaturę. Na stawach już cienki lód. Na Polskim Grzebieniu już dość sporo turystów. Tu w słońcu wychodzimy na szczyt Mł. Wysokiej (2429). Niebo bez chmurki a góry &amp;quot;płoną&amp;quot; w swych jesiennych kolorach. Zejście tą samą drogą do rowerów a na nich w dół doliny, początkowo po kamienistym i zarazem wyboistym trakcie. Niżej już błoga rozkosz przefajnego zjazdu. Z końcem dnia docieramy do auta. W dolinie ludzi nie spotkaliśmy zbyt wielu (o dziwo głównie kobiety). Na północnych zboczach sporo oblodzeń. Razem zrobiliśmy 1450 m deniwelacji (z tego 350 rowerami) i razem 28 km dystansu (z tego 18 rowerami). Użycie rowerów w tej akcji pozwala skrócić czas przejścia doliną w obie strony o co najmniej 3 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMlWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Lipowski Groń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Ustroniu robię marszobieg na Lipowski Groń (745). Do góry z akcentem na szybki marsz, w dół z akcentem na ostrożny zbieg (10 km/340 m przwyższenia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Rudawy Janowickie - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów speleo|11 - 13 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się na skale Piec w pobliżu Mniszkowa. Było zimno lub bardzo zimno. Ćwiczenia dotyczyły autoratownictwa z ratownictwem medycznym. Oraz odbywały się ćwiczenia z nową rolką stop.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.). Ten sam szlak tydzień wcześniej pokonała Bianka Witman - Fulde.|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11772</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11772"/>
		<updated>2024-10-14T15:10:33Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***, bo zamiast want latały same bluzgi.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11771</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11771"/>
		<updated>2024-10-13T20:03:25Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomasz Hansel|12 10 2024}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie chciałem planować jakąś &amp;quot;grubszą&amp;quot; akcję jaskiniową na 19.10, ale terminy mi się posypały i trzeba było na szybko coś wymyśleć, więc spanikowałem i wybraliśmy się z Tomkiem na najbardziej klasyczny klasyk z dostępnych klasyków, czyli trawers Czarnej. Tomkowi akurat to pasowało, bo sam dawno nie był w jaskini i taka akcja była dla niego dobra, żeby się rozgrzać. Pogoda była istnie jesienna, ale bez deszczu. Na szlakach ludzi jak mrówków. Do jaskini wchodzimy ok. 9.30 i wychodzimy z niej po 15.30. W samej jaskini wszystko idzie gładko, nie gonimy się bardzo. Ku zaskoczeniu boksujemy się trochę z Progiem Latających Want, który mógłby tego dnia zmienić nazwę na Próg Latających K***/Przekleństw.  &lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAURITIUS: wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 - 02 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Mauritius głównie w celach wypoczynkowych. Na plaży jednak nie zostajemy zbyt długo. W ciągu naszego parodniowego pobytu na wyspie zwiedzamy większość sztandarowych miejsc i robimy  krótkie górskie wycieczki na szczyty w tym Le Mourne, Le Pouce i najwyższy na wyspie Petite Riviere Noire. Każdorazowo jest do pokonania ok 500- 600 m podejścia często występują stromizny.  Oprócz wypadów w góry odwiedzamy piękne wodospady np. Tamarin i objeżdżamy cały kraj dookoła. Uważam,  że  Mauritius, choć mimo swojej małej powierzchni i obok pięknych plaż ma dość sporo do zaoferowania. Poza celami stricte urlopowymi można tu uprawiać wszelakie sporty wodne jak i po trochu wspinaczkę i canoning. Zawiła historia kraju, ciekawa kreolska ludność i mieszanka kulturowa jeszcze bardziej zachęca do przyjechania tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMauritiurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|26 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11762</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11762"/>
		<updated>2024-10-07T16:30:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby rozłożyć siły na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły się trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|19 - 23 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11761</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11761"/>
		<updated>2024-10-07T15:45:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''06 10 2024 ''' XVI Silesia Marathon&lt;br /&gt;
* '''06 10 2024 ''' – Jura - jaskinia Urwista i Studnisko&lt;br /&gt;
* '''16 - 23 09 2024 ''' – SZKOCJA: West Highland Way&lt;br /&gt;
* '''22 09 2024 ''' – Jura - w Górach Sokolich&lt;br /&gt;
* '''21 09 2024 ''' – Tatry Zach. - Ptasia Studnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11760</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11760"/>
		<updated>2024-10-07T15:44:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby starczyło sił na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-na-krolewskim-dystansie-rywalizowalo-ponad-2-tysiace-osob-mamy-zdjecia-maratonczykow-i-wyniki/ga/c2-18857525/zd/79482243&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|19 - 23 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11759</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11759"/>
		<updated>2024-10-07T15:43:34Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Katowice - Silesia Marathon|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
W końcu nadszedł dla mnie długo oczekiwany dzień, dzień do którego przygotowywałem się od kilku miesięcy - mój pierwszy maraton. Jeszcze na początku roku moim celem było przebiegnięcie go w czasie ok. 3h 45min lub lepiej. Z każdym miesiącem treningów, apetyt rósł. Później przyszedł lipiec i czas kontuzji, z którą uporałem się gdzieś na przełomie sierpnia/września. Wtedy mój start stał pod znakiem zapytania. Jednak udało się w tym wrześniu z powrotem rozbiegać i w ten sposób w niedzielę rano stałem z ponad dwoma tysiącami innych zawodników na linii startu XVI Silesia Marathonu. Mój cel stał się bardziej przyziemny i polegał na tym, aby po prostu przebiec te 42 km. O równej 8.00 uderzono w gong i przy fanfarach i wybuchach wystartowaliśmy. Emocje były duże i od początku musiałem się hamować, żeby nie przegiąć tempa, aby starczyło sił na cały bieg. Pierwsza dyszka wpadła lekko, druga dyszka również. Każdy kolejny kilometr jakoś nie stwarzał problemów, nawet miałem myśli, że ten maraton to przereklamowana sprawa. Dopiero po 32 km bieg zaczął się jakoś dłużyć i wtedy zaczęły trudności, bo trasa biegła wciąż pod górkę, szczególnie ta część przebiegająca przez Siemianowice Śl. Na szczęście udział w górskich biegach dał mi doświadczenie w radzeniu sobie z podbiegami. Na koniec wpadamy z powrotem do Parku Śląskiego, a tam na dobrze znane mi ścieżki i wtedy dostałem na ostatnie trzy kilometry nowego power-u i radości. Ostatnie metry biegniemy po bieżni Stadionu Śląskiego, a to zawsze robi wrażenie. Metę ostatecznie przebiegłem po 4h i 3m i 3s co dało tempo ok 5m 46s na km. Z jednej strony powinienem być z siebie dumny, ale jakoś nie do końca czuje satysfakcję po ukończeniu mojego pierwszego maratonu. Mam tyle wątpliwości, czy jednak nie trzeba było trochę przycisnąć albo biegnąć wolniej (żeby teraz nie czuć tego bólu w kolanach i biodrze, 42km to jedna nieludzki dystans) ? Chyba dopiero z kolejnego maratonu będę zadowolony... Poza tym, super doświadczenie, fajna przygoda, polecam każdemu :) &lt;br /&gt;
P.S. Dziękuję moim wiernym kibicom - Karolinie i Iwonie, które wspierały mnie dzielnie przez cały bieg :) &lt;br /&gt;
Zdjęcia w linku poniżej, chociaż na żadnym zdjęciu mnie chyba nie ma ;)        &lt;br /&gt;
https://dziennikzachodni.pl/silesia-marathon-2024-w-niedzielnym-polmaratonie-wzielo-udzial-35-tysiaca-osob-zobaczcie-zdjecia-biegaczy-i-wyniki/ga/c2-18857555/zd/79486713&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Urwista i Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|06 10 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjeżdżamy do jaskini Urwistej. Na dole penetrujemy różne zakątki. Potem przenosimy się pod jaskinię Studnisko gdzie spotykamy grotołazów z TKTJ (Asia R.) i KKTJ. Czekamy aż wyjdą i skasują swoją linę. Zjeżdżamy po nich ale na dole zwiedzamy już tylko partie wstępne i szybko wychodzimy na powierzchnię. Było pochmurno lecz nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FUrwista&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA: West Highland Way|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|19 - 23 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu do Szkocji było pokonanie szlaku trekkingowego  West Highland Way (152 km z Milngavie w aglomeracji Glasgow do Fort William). Szlak ten jest sztandarowym szlakiem długodystansowym w Szkocji i należy do sieci głównych szlaków pieszych, które przecinają Szkocję w różnych kierunkach. Jest  również  na niektórych odcinkach przeznaczony dla rowerów. &lt;br /&gt;
Po sprawnym dotarciu samolotem do Glasgow i potem pociągiem do Milngavie ruszamy z dosyć ciężkimi plecakami w drogę. Założyliśmy sobie 5 dni na dotarcie do Fort Wiliam co okazało się potem odrobinę błędem taktycznym gdyż trochę przeceniliśmy nasze siły z plecakami i dystanse dzienne były dosyć wygórowane. Mimo to jeszcze  pierwszego dnia docieramy do Drymen ok 20 km od startu szlaku. Następne dwa dni idziemy  wzdłuż jeziora Loch Lomond i 3-go dnia wieczorem docieramy do miejscowości Crainlarich. Pogoda cały czas dopisuje. To chyba troche ewenement jak na Szkocję gdzie wiadomo, że  z reguły raczej jest deszczowo... Nam się upiekło aż do samego końca wyjazdu.... Po nocy spędzonej w Crainlarich dochodzimy do Tyndrum gdzie decydujemy się na zmianę logistyki. Bierzemy autobus do Fort William.  Rozbijamy się w pobliskim Glen Nevis  na campingu na resztę nocy odciążając się tym sposobem znacznie. Następne 2 dni wracamy rannym autobusem  ponownie na miejsce w którym skończyliśmy dnia poprzedniego już na &amp;quot;lekko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Na ostatni dzień  wypożyczamy  rowery i ostatnie 50 km szlaku pokonujemy  na dwóch kółkach co okazuje się fajną przygodą. Na krótko przed powrotem do Glasgow wyruszam jeszcze na Ben Nevis (1346) najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. Żeby zdążyć na zamówiony autobus wychodzę w nocy i wracam nad ranem. W niedziele późnym popołudniem jesteśmy z powrotem w Glasgow skąd nazajutrz wcześnie rano wylatujemy do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Szlak ten, choć nie ma trudności technicznych, zaliczyłbym do najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie,  a tym bardziej przy &amp;quot;dobrej pogodzie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzkocja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - w Górach Sokolich|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie spaceru po Górach Sokolich wchodzimy do Studni Zygmunta, jaskini Komarowej, Olsztyńskiej oraz Studni w Amfiteatrze.&lt;br /&gt;
Pętamy się trochę po górze Pustelnica. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/GorySokole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia - kontrola jaskini|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
Jak się okazało, jaskinia nadal jest tam, gdzie była. Przeszliśmy się na Stare Dno i z powrotem. Przepyszna pogoda. Zresztą nie tylko naszym zdaniem. Pod ziemią nie spotkaliśmy nikogo, ale całą drogę po szlaku szliśmy ciągle za czyimś butem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rower|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd rowerowy w okolice Rud Kozielskich. Zaczynam z Sośnicowic spod Dino. Mijam Tworóg Mały, Rudy i wjeżdżam na teren Cysterskiego Parku Krajobrazowego. Leśnymi duktami docieram do Kuźni Raciborskiej, Kotlarni i na koniec na parking pod sklepem. Całości 85 km. W lasach feeria barw jest szczególnie imponująca w Parku. Z resztą cała trasa to wspaniałe widoki i dobrze utrzymane szutry. Pogoda marzenie, choć z rana 12 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - obóz jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + kursanci|09 - 14 09 2024}}&lt;br /&gt;
Kilka dni spędzonych na szkoleniu w Tatrach, miało być dużo jaskiń, a była ciągła modyfikacja planów i dostosowywania się do pogody. Udało nam się jeszcze spać na polanie Rogoźniczańskiej, która była zamykana zaraz po naszym wyjeździe. &lt;br /&gt;
Wraz z moimi kursantami udało nam się odwiedzić dwa razy Czarną – raz do Techub z powrotem przez patie III komina i wyjście drugim otworem. Drugi raz do szmaragdowego jeziorka. Byliśmy w jaskini Kasprowej Wyżniej oraz w Wielkiej Litworowej do dna II pięćdziesiątki. Była również próba podejścia do Jaskini Pod Wantą, ale nieplanowany opad deszczu zmusił nas do wycofu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Foboz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer + 15 uczestników obozu + 4 instruktorów  |05 - 08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa - dzień 0:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem z Katowic ruszamy z Mateuszem w stronę Tatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Polanę Rogoźniczańska docieramy przed godziną 21. Na miejscu niewiele samochodów i ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek - dzień 1:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały wieczór, aż do rana docierają kolejni obozowicze. Poranna odprawa podzieliła uczestników na 4 stałe grupy.&lt;br /&gt;
Trafiam do grupy z Weroniką (Speleoclub Wrocław), Bartkiem (KKS) oraz Maćkiem(SKTJ).&lt;br /&gt;
W pierwszym dniu naszym instruktorem został Bartek Sierota, a cel naszego wyjścia : “Mała w Mułowej - dojście do sali Fakro” . Jaskinia normalnie nieudostępniona była jednym z moich osobistych celów, który udało się zrealizować, dzięki pozwoleniu z TPN. Jaskinia wcześniej zaporęczowana do samej sali Fakro - aczkolwiek bierzemy liny potrzebne do dalszego poręczowania.&lt;br /&gt;
Wychodzimy z bazy po godzinie 8:00, pierwsza osoba wchodzi do jaskini około godziny 11:00. Do sali Fakro docieramy około godziny 12:30, tam spędzamy jakieś 30 minut i zaczynamy wychodzić. Mniej więcej w ¾ wyjścia spotykamy drugą grupę obozową z którą się mijamy. Około 14:30 pierwsza osoba dociera do powierzchni, a już o 17:30 meldujemy się w Bazie.&lt;br /&gt;
Mamy czas do odpoczynku, czekamy na resztę grup oraz na wieczorną odprawę. Tam też dowiadujemy się - następny dzień idziemy do “Nad Kotliny” poręczować jaskinię, a naszym instruktorem będzie Piotrek Sienkiewicz.&lt;br /&gt;
W składzie na następny dzień wystąpiła mała zmiana - Maciek(SKTJ) zamienił się z Mateuszem(RKG).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek - dzień 2:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugim dniu wyszliśmy około godziny 8:30 z bazy. Weronika z Bartkiem poszli przodem, a ja towarzyszyłem Mateuszowi. Niestety dzień poprzedni mocno “zmęczył” Mateusza - dzięki czemu nasze tempo marszu można było porównać do tempa żółwia.&lt;br /&gt;
W końcu docieramy odejścia od szlaku spotykając tam resztę grupy oczekującej na nas. Docieramy pod otwór jaskini, przebieramy się i wchodzimy w otchłań jaskini.W związku ze słynnym powiedzeniem “Kobiety przodem”, Weronika poręczuje. Udaje się nam dotrzeć do “Sali pod Wantą” tam zostawiamy liny dla kolejnej grupy. Robimy szybki odwrót, co by na 19:00 być na bazie.&lt;br /&gt;
Na kolejnej odprawie dowiedzieliśmy się że w sobotę będzie tylko 3 instruktorów - nasze grupy mają się zmienić.&lt;br /&gt;
Tym razem trafiam do grupy prowadzonej przez Piotrka Sienkiewicz, a w grupie są : Weronika (Speleoclub Wrocław) Maciek (SKTJ) oraz Julka (WKTJ). Nasz cel - wpinanie w Tunelu Małołąckim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota - dzień 3:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie musimy pakować kombinezonów i ciężkiego szpeju. Dzięki czemu idziemy “na lekko”. Pogoda nas trochę postraszyła - trochę pokropiło. Wspięliśmy jaskinię , później wycieczka topograficzna i dotarcie do bazy.&lt;br /&gt;
Na odprawie dowiedzieliśmy się że w ostatni dzień będą 2 wycieczki topograficzne - rano sami będziemy decydować gdzie i z kim idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela - dzień 4:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni dzień obozu. Poranna ostatnia odprawa i ruszamy w kierunku Kir. Wybrałem spacer po dolinie kościeliskiej. Tym razem już totalnie na lekko. Prowadziła nas Marta Walczewska (Mewa). Około godziny 15:00 po uprzednim spakowaniu, wracamy na śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FObozPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11723</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11723"/>
		<updated>2024-09-16T15:05:34Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''15 09 2024 ''' – Beskid Mały- bieg górski&lt;br /&gt;
* '''11 09 2024 ''' – Śląsk jest piękny&lt;br /&gt;
* '''08 09 2024 ''' – SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka&lt;br /&gt;
* '''07 09 2024 ''' – Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica&lt;br /&gt;
* '''04 09 2024 ''' – Beskid Żyw. - dookoła Wlk. Rycerzowej&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11722</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11722"/>
		<updated>2024-09-16T15:02:49Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały- Maraton 3 Jezior|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na jeden z najkrótszych dystansów w ramach odbywającego się w ten weekend 13-15.09 festiwalu biegowego Maratonu Trzech Jezior. Festiwal ten współorganizują nasi znajomi: Magda i Staszek. Pogoda w tym roku mocno pokrzyżowała plany organizatorów i pod wpływem opadów ograniczono główny bieg do dystansu 25 km. Zacznę od tego, że wielki szacunek należy się zawodnikom, którzy biegli w sobotę w strugach deszczu. Determinacja była tak duża, że ponoć tylko 3-4 osoby zrezygnowała z biegu. Reszt tj. kilkaset osób w ulewie i błocie przebiegła cały dystans. Ja natomiast zapisałem się na niedzielę, gdzie miałem przyjemność przebiec dystans 17 km i ok 1200 m przewyższenia. Pogoda w niedzielę była znacznie lepsza, a nawet momentami świeciło słoneczko i była piękna jesienna aura. Mimo braku opadów, szlaki momentami były  jak rwące rzeki. Natomiast my, uczestnicy skakaliśmy w nich jak te karpie i inne szczupaki dążące na tarło. Do mety dobiegłem dopiero po 2h i 25min, co było troszkę słabym występem, ale ze względu na błoto i mokre kamienie, muszę przyznać, że zbiegałem bardzo zachowawczo. Biodro też o sobie przypominało, ale przecież nie będę się wykręcał z takiego fajnego biegu z powodu kontuzji, bo jak głosiła jedna z tabliczek (z którymi można było sobie zrobić zdjęcie): &amp;quot;Ból jest dla słabych&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląsk jest piękny - rajd rowerowy po aglomeracji śląskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruda Śląska znajduje się w centrum tzw. aglomeracji śląskiej, której umownymi krańcami są Katowice na wschodzie i Gliwice na zachodzie. Startując z Rudy Śl &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami rowerem docieram do rynku w Katowicach jadąc lasami przez Halembę, Kochłowice, Ligotę, Brynów. Z katowickiego rynku drogami rowerowymi przez Park Śląski do Chorzowa a następnie do Świętochłowic. Na tym odcinku można podziwiać stare tradycyjne, śląskie budownictwo (familoki), zabytki minionego przemysłu ale też całkiem nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są tez na trasie piękne parki z akwenami i cienistymi alejami. Jadąc przez Chebzie spotykam Jurka Nowoka - jednego z założycieli naszego klubu, który wciąż jest w znakomitej formie (też jechał na rowerze), jeszcze w wieku 69 lat przebiegł maraton nowojorski. Po miłej pogawędce podążam w stronę Zabrza. Granica miedzy Rudą Śl. i Zabrzem do II wojny światowej była granicą między Polska i Niemcami. Zabrze przecinam równiez drogami rowerowymi oraz ścieżkami wzdłuz Bytomki. W końcu docieram do Gliwic, bardzo fajnego, starego miasta. Kiedyś na rynku w siedzibie PTTK znajdowała sie siedziba Speleoklubu Gliwice, którego byłem wieloletnim członkiem jak tez kilku kolegow i koleżanek z Nocka. Z rynku dobrymi drogami rowerowymi opuszczam centrum i znów &amp;quot;zielonymi&amp;quot; terenami wzdłuż Kłodnicy przez Sośnicę i Makoszowy wracam do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, Śląsk jest bardzo piekny. I zabytki przemysłowe, i duze obszary lesne, sporo stawów. Po za tym ciekawa historia, tradycje i gwara. To już nie brudny, zadymiony skansen lecz coraz bardziej nowoczesny zespół miejski choc oczywiście jest jeszcze wiele do poprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiłem 74 km i 325 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Aglomeracja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszym rozruchu wybieramy ciut ambitniejszy cel - Wysoką (2547). Pobudka o 3.30, zwiniecie mokrego namiotu, skąpy posiłek i w drogę. Startujemy jeszcze po ciemku na rowerach z parkingu przy skrzyżowaniu z główną drogą. Dość szybko osiągamy znaczącym podjazdem Popradskie Pleso (1500) gdy zrobiło się jasno. Rowery zostają przy schronisku a my podążamy Dol. Złomisk do Kotliny pod Smoczą Przeł. W kotlinie trzeba trochę intuicji by w miarę wygodnie przejść zasłany potężnymi wantami teren. Za przełęczą wchodzimy w żleb. Byłem tu z Jasiem wiosną na skiturach i podchodziliśmy po śniegu Dno żlebu jest przeważnie lite. Pod przełęczą pakujemy się w ciut trudniejszy &amp;quot;wariant&amp;quot; gdzie należy wykazać się większą czujnością (łatwiej jest orog. z prawej strony). Tu też spotykamy dopiero pierwszych ludzi, zresztą z Polski. Wkrótce wdrapujemy się na wierzchołek z krzyżem. W planie mieliśmy i ten wierzchołek z czekanem lecz niebo zrobiło się mocno ołowiane więc jeszcze nie tym razem. Powrót przez tzw. Kogutka. Szliśmy tu pierwszy raz. Błędnie wybrałem szczerbinę w grani sądząc, że to właśnie Kogutek. Znów nie takim banalnym kominem osiągamy przełęcz, z której rzekomo zwisa łańcuch. Z drugiej strony zieje pionowa lufa i wisi tu tylko pętla zjazdowa. Zapędziliśmy się pod Ciężki Szczyt. Wracamy i odnajdujemy właściwą ścieżkę, którą bez problemu osiągamy Kogutka. Stąd w zejściu pomaga łańcuch (można się obejść i bez). Dalej trawers nad tzw. Ławicą docieramy do grani opadającej z Ciężkiego Szczytu i nią na przeł. Waga (2337) gdzie przebiega już szlak na Rysy. Tu znów sporo osób. Schodzimy szlakiem do rowerów i nimi szybciutko do auta. 1400 m przewyższenia i ponad 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA: ten parking już jest &amp;quot;spalony&amp;quot;. Mieliśmy blokadę na kole bo można tu parkować tylko 2h, taka niewinna nowość. Kosztuje nas to 20 euro.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót do domu koszmarny - 5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FVysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Buczynowa Strażnica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było wykorzystać wciąż ładną pogodę. Z Brzezin rowerami podjeżdżamy dol. Suchej Wody (trochę kropił deszcz) do Murowańca. Większość ludzi podjeżdża na &amp;quot;elektrykach&amp;quot; i to młodych ludzi (że ich nie wstyd...). Przy Murowańcu tłumy więc czym prędzej uciekamy dalej choć na szlaku tez rojno. Dopiero przy Zmarzłym Stawie na rozejściu szlaków ruch się rozrzedza a w stronę Źlebu Kulczyńskiego idą nieliczni. Już dawno tu nie byłem. Szlak dość ciekawy wyprowadza na Orlą Perć. Idziemy jeszcze nią na Buczynową Strażnicę (2242). Powrót Orlą Percią na Zadni Granat i zejście do rowerów. Jak zwykle fajnie się stoczyć rowerkami i uniknąć nudnego deptania po żwirze. Na nocleg udajemy się na Intercamp pod Tatrzańską Łomnicą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem 1250 m przewyższenia i 22 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBuczynowaStraznica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - wokół Wlk. Rycerzowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|04 09 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę robimy na rowerach startując z Ujsoł. Doliną Danielki na Mladą Horę. Potem już bardziej wymagającym traktem leśną &amp;quot;drogą&amp;quot; trawersujemy Mł. Rycerzową. Tu Mapy.cz trochę nas wykiwały. Zaliczamy dość makabryczne podejście stromą, zrywkową rynną i wydostajemy się w efekcie na szlak wiodący na Rycerzową. Potem jedziemy szlakiem i ścieżką wzdłuż granicy osiągając Majów (1134). Z tej góry techniczny zjazd na Słowację leśnym duktem w kilku miejscach dość stromym. Rozpościera stąd się piękny widok na Mł. Fatrę. Z Vyhylowki podjazd/podejście na przeł Przysłop (942), na której wracamy do Polski i dobrze nam znanym traktem zejżdżamy do Soblówki (po drodze zaliczam &amp;quot;gumę&amp;quot;). Dalej już bez przeszkód do auta w Ujsołach. Dystans 30 km i 1020 m deniwelacji. Trasa ciekawa i urozmaicona oraz dość wymagająca kondycyjnie i technicznie. Cały dzień upał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Rycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|01 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11707</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11707"/>
		<updated>2024-09-03T18:54:14Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej, raz mniej dokuczliwa. Jednak, żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11706</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11706"/>
		<updated>2024-09-03T18:53:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tychy - 12 tyski półmaraton|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Od lipca zmagam się z kontuzją, która jest raz bardziej raz mniej dokuczliwa. Jednak żeby dać się organizmowi zregenerować ograniczyłem swoje biegowe treningi prawie do zera. Jednak kiedyś tam kupiłem pakiet startowy na tyski półmaraton, a już było po terminie zamiany pakietu startowego, to postanowiłem jednak zmierzyć się z tym dystansem (nie będę marnował wydanych pieniędzy). Zakładałem, że zrobię to bez najmniejszej presji na wynik. Najważniejsze było sprawdzenie, jak moje biodro na to zareaguje. Wyszło całkiem fajnie jak na brak rozbiegania 1h 54 min, a biodro boli mniej niż się spodziewałem, więc generalnie na plus. Dziewczyny kibicowały :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Gruca (os. tow.)|1 09 2024}}&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawa pętla, naprawdę polecam! Z przysiółka Bziniok w Kamesznicy (bardzo łatwe parkowanie!) na wschód zielonym szlakiem na Czerwieńską Grapę. Tam przeskok na nieoznakowaną leśną ścieżkę, przez Mały i Wielki Żar doprowadzającą do czerwono znakowanej trasy na Halę Radziechowską. Do tego momentu nie spotkaliśmy nikogo, mimo pięknej pogody i mimo sytuacji w kalendarzu. W stronę Baraniej Góry coraz ludniej, a w kulminacyjnym punkcie, czyli na szczycie, trzeba było wręcz czekać w kolejce, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem. Sytuacja zmieniła się diametralnie po odbiciu na czarny szlak z Wierchu Wisełka. Przez górkę o nazwie Skałka i przysiółki wzdłuż zielonego szlaku wróciliśmy z powrotem do samchodu. Ta ostatnia część była najbardziej urokliwa, bo najbardziej urozmaicona, a przy tym pusto. Parametry wycieczki w normie, z mapy wynika 18,1 km i +851 m. Zaliczyliśmy nawet krótką burzę, ale udało się nam przeczekać najgorszy moment pod rozłożystym bukiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - z widokiem na Babią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (os. tow.), pies|25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z biblioteki w Koszarawie, kierując się najpierw żółtym szlakiem na Lachów Groń, a potem Czerniawy i Przełęcz Klekociny. Dalej niestety kawałek asfaltem, a potem Jaworzyna, Kalików Groń i stamtąd już poza szlakiem, przecinkami przez las z powrotem do Koszarawy. Cały czas widzimy Babią Górę, ale niestety cały czas pod słońce, stąd cóż, zdjęcia słabe. W kalendarzu trafiło akurat na niedzielę handlową - więc przy sierpniowych upałach, najlepsza rzecz na świecie - piwo bezalkoholowe pod supermarketem po takiej trasie. Mapa podaje odległość 17,2 km i 846 Hm wzniosu. Pies znów wykończony, ale samotne życie w domu też by jej pewnie nie pasowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. Niefortunnie tuż przed naszym przyjazdem był ogromny pożar lasów w Jasper NP, który planowałem odwiedzić. Rejon ten został zamknięty dla turystów więc musieliśmy trochę zmienić plany. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|03 - 12 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11695</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11695"/>
		<updated>2024-08-26T21:21:54Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Erika i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|09 - 25 08 2024}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy zachodnią Kanadę a konkretnie góry w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przylot do Calgary. Tu zaopiekował się nami Stan Majcherkiewcz, z którym znamy się od 15 lat. To człowiek, który rowerem przejechał Kanadę od Atlantyku po Pacyfik, objechał Australię i zrobił parę innych rowerowych wypraw. Załatwił nam auto i kilka innych spraw. Od niego ruszyliśmy na zachód. W Górach Skalistych wędrujemy do Grotto Canyon (jest tam pieczara w zlepieńcach). Do owej pieczary wdrapłem się z Esą. Wbrew pozorom nie jest to takie banalne gdyż zlepieniec jest twardy i pokryty drobniutkim żwirkiem co działa niczym łożysko a złapać się czegoś trudno. Później zaglądamy do Jonsthon Canyon z pięknymi wodospadami. Tu mnóstwo turystów lecz do górnej części kanionu nie zagląda już sporo osób. W dalszej kolejności przemieszczamy się na zachód. Wędrówka do lodowca Illecillewaet w Glacier NP jest piękna lecz lodowiec uciekł sporo do góry i nie udaje się dotrzeć do jego czoła. Później jedziemy przez góry do zachodniego wybrzeża po drodze zatrzymując się w różnych ciekawych zakątkach jak chociażby jezioro Lower Jofre. Przecinamy ogromne miasto Vancouver z N na S. Z Tawwassamm promem udajemy się do Victorii na wyspie Vancouver. W drodze na zach. brzeg wyspy odwiedzamy monstrualny las (Chatedral Groves). Wyspa jest górzysta i dzika. Pogoda jednak była przeważnie deszczowa. Przed Tofino docieramy do pełnego Pacyfiku. Powrót do Calgary odbywa się wzdłuż granicy z USA. Robimy tu również krótkie wycieczki do ciekawych miejsc jak np. Bridal Fall. W Calgary jeszcze robimy sobie wycieczkę rowerową po tym rozległym mieście. Przewodnikiem był Stan. Stad też wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bardzo fajna eskapada choć bez spektakularnych &amp;quot;osiągnięć&amp;quot;. Wszędzie bardzo czysto. Nie ma śmieci na szlakach. Dość restrykcyjne przepisy dla turystów. Wszędzie obawa przed spotkaniem z misiami (mieliśmy gaz pieprzowy). Wiele rezerwatów indiańskich. W duży miastach daje się zauważać bezdomnych i narkomanów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce: Turbacz|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i os. towarzyszące|23-24 08 2024}}&lt;br /&gt;
Z polany Trusiówka wędrujemy poprzez Czoło Turbacza do schroniska na Starych Wierchach, gdzie nocowaliśmy. Dzień upalny, choć wieczory robią się już bardzo chłodne (jesień puka do drzwi!). Wracaliśmy przez Turbacz i z powrotem na polanę. Całość ok 38km. Karolina dbała o kondycję taty, więc sama powędrowała ok. 4 km z całej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały i Makowski: Leskowiec i Babia Góra|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 i 16 08 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy rodzinne wakacje z rodzeństwem Iwony u dziadków na wsi. Standardowo dla mnie - wchodzę piąty raz na Leskowiec (tym razem nie biegowo, lecze kontuzję), a wspólnie z Iwoną idziemy  na Diablak percią akademików.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy - wspin w d' Arves i Ercine|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Piotr K. (os. tow)|06 - 11 08 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dosyć spontanicznej decyzji i zmianie planów głownie z powodu zmieniających sie warunków pogodowych w Szwajcarii,  postanowiliśmy pojechać w Alpy Francuskie a dokładniej najpierw w masyw d' Arves a nastepnie masyw Ecrins. &lt;br /&gt;
Naszym celem była wspinaczka na wierzchołek Aiguille d' Arves Centrale (3513m) - środkowy szczyt z trzech &amp;quot;igieł&amp;quot; Aiguilles des Arves. Docieramy do okolicy miejscowości Valloire. Następnego dnia ruszamy do schroniska Refuge des Arves gdzie śpimy dwie noce. Jeszcze tego samego dnia robimy sobie rekonesans na pobliski łatwy trekkingowy szczyt Aiguille l'Epaisseur (3230m ) skąd uzyskujemy doskonały widok na ścianę,  którą następnego dnia chcemy zdobyć szczyt. Nazajutrz opuszczamy schronisko o 3 rano i zmierzamy najpierw do przełęczy Col d' Arves na wysokość ok 3100 m gdzie docieramy o świcie. Dzień zapowiadał się piękny, a z przełęczy wraz z brzaskiem mamy spektakularne widoki. Od przełęczy zaczyna się wspinaczka. Ogólnie to na całej drodze wspinaczkowej do szczytu to trudności III / IV lecz już na wstępie zauważamy że jest totalna kruszyzna. Od przełęczy aż do szczytu to ok 6 - 7 wyciągów i część drogi pokonuje się na lotnej asekuracji.  Zapewne dałoby się to wszystko o wiele przyśpieszyć ale ze względu na dużą ekspozycję,  kruchą skałę i trudności orientacyjne w terenie idzie nam o wiele wolniej. Na całej drodze trzeba się asekurować na własnej protekcji, tylko gdzieniegdzie mijamy stare haki lub punkty asekuracyjne. Ostatni wyciąg do szczytu to ok. 15 m  ścianki trudności IV z której następnie zjeżdżamy ze stanowiska. W przypadku zejścia to są dwie opcje. Albo można schodzić dokładnie tą samą drogą która się wspinaliśmy albo zjazdami wycofać się do miejsca pośredniego na drodze podejścia z którego można już na lotnej asekuracji wrócić na przełęcz. Wybieramy  oczywiście opcje drugą aby przyśpieszyć ze względu na dosyć późną porę i  &amp;quot;zmęczenie materiału&amp;quot;. Po  małych przebojach z wyszukiwaniem pośrednich stanowisk zjazdowych docieramy finalnie i bezpiecznie na przełęcz skąd schodzimy do schroniska na krótko przed zmierzchem.&lt;br /&gt;
Następnego dnia schodzimy do auta i ruszamy jeszcze dalej na południe do oddalonego o niecałe 100 km masywu Ecrins. Tam obraliśmy sobie za cel wyjście na najwyższy szczyt tego masywu - Barre des Ecrins. Robimy sobie dzień restowy. Po drodze spontanicznie robimy sobie  krótką łatwą ferratę niedaleko miejscowości Vallouise już przy parku narodowym Ecrins. Pogoda dopisuje, a wręcz męczy nas upał lekko powyżej 30 st. Następnego dnia zostawiamy auto na parkingu obok schroniska Madame Carle i ruszamy do schroniska Refuge des Ecrins gdzie mamy rezerwacje na dwie noce. Następnego dnia wcześnie rano ruszamy w stronę szczytu. Szlak jest przetarty ponieważ idzie tego dnia na szczyt sporo zespołów. Droga lodowcem nie stwarza problemów. Gorzej jest na wyraźnie wznoszącym się końcowym podejściu na przełęcz Breche Lory. Droga jest posiekana kilkoma dużymi szczelinami które rankiem można bezpiecznie ominąć lub przeskoczyć ale przy zejściu w naszym przepadku był jakieś 27 st i lampa co bardzo niekorzystnie wpływało na stan lodowca. Do pokonania aktualnie jest mała ścianka ok 10 m połoga po której trzeba się wspiąć, a schodząc ze szczytu najlepiej zjechać ponieważ pod spodem jest duża szczelina. Dosyć sprawnie pokonujemy ten element i docieramy ok 9 rano do przełęczy. Od tego punktu zaczyna sie na nasze szczęście wolna na ten moment od śniegu długa na 500 m grań szczytowa. Tam posuwamy się głównie na lotnej asekuracji a w bardziej  w eksponowanych miejscach robimy stanowiska. Grań nie jest trudna ok II / III ale  jest eksponowana. Praktycznie to prawie wszędzie można polecieć. Pokonujemy to dosyć sprawnie. Po zdobyciu szczytu wracamy na przełęcz i zaczynamy zejście po trochę &amp;quot;przypałowym&amp;quot; terenie na lodowiec i po paru godzinach docieramy z powrotem do schroniska. Następnego dnia schodzimy do auta i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAlpyFr&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - zbieranie jagód na tyłach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i pies|10 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mając do zagospodarowania pół soboty, wybrałem się na taki trochę dłuższy spacer z psem. Wyruszyłem z przystanku na Przybędzy i doliną potoku o tej samej nazwie wdrapałem się na Halę Radziechowską i dalej na Magurkę Radziechowską. Do statystyk sezonu dodałem jakieś 570 m przewyższenia. Dzień był bardzo słoneczny, wręcz może trochę duszny. Na Hali wylegiwało się w sumie może kilkanaście osób, a poza tym, na szlakach pustki. Na drogach trochę gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lasy Panewnickie - pętla przez Starą Kuźnię|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz i pies|4 08 2024}}&lt;br /&gt;
Mamy taką ulubioną trasę na 20 kilometrów, prowadzącą przez lasy na styku Katowic, Rudy Śląskiej i Mikołowa. Zwykle robimy ją rowerami i nie jest to warte szczególnej wzmianki. Ale tym razem to co innego, bo poszliśmy piechotą. Poczułem ten spacer w nogach i w stopach w stopniu całkowicie uzasadniającym publikację relacji na stronie Nocka. Po górach jednak przebywamy trasy znacznie krótsze, choć oczywiście przewyższenia powodują, że kalorii spala się więcej. Pies na początku bardzo się cieszył, ale potem mina jej zrzedła. Spała długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA: Smålandia na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz|30 07 - 03 08 2024}}&lt;br /&gt;
Wracając z wyprawy na Gölla, niedługo przed tym wyjazdem, zdarzyło nam się spędzić trochę czasu w miłym towarzystwie Ani. Pod wpływem jej opowieści nabraliśmy ochoty na nieco dłuższą wycieczkę rowerową. Ponieważ żadne z nas już od dawna nie było w dłuższej trasie, zaplanowaliśmy wersję &amp;quot;soft-core&amp;quot;, takie chyba zupełne przeciwieństwo ostatnich Michałowych przygód. Zabraliśmy w drogę nawet kapcie i dmuchane materace, a spośród czterech nocy spędzonych w Szwecji, aż dwie upłynęły nam w miękkiej, hotelowej pościeli!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadziła przez malowniczy krajobraz wschodniej Smålandii, z licznymi małymi wysepkami, jeziorami, polami, lasami, a także wioskami i miasteczkami z bardzo skandynawską, drewnianą zabudową. Z portowego miasteczka Västervik skierowaliśmy się szlakiem Cykelspåret przez półwysep Gransö do miasta Gamleby (tu kawa!), a potem dalej, dość ulubioną przez kampery drogą do Loftahammar (zakupy). Tu zmieniliśmy szlak na Kustlinjen i pojechaliśmy na wyspy Lilla Askö i Stora Askö (jagody!). Następnie wróciliśmy na nocleg w lesie w okolice Loftahammar, aby kolejnego dnia, improwizując już na podstawie mapy, oddalić się od morza przez Edsbruk (kawa i kąpiel w jeziorze!). Dalej była wioska Ukna i miasteczko Överum (zakupy!), w okolicy którego spędziliśmy następną noc w namiocie. Ostatni długi dzień to wioska Odensvi (kawa i kąpiel!), Blackstad (lody) i dalej chyba najciekawszym szlakiem im. Astrid Lindgren z powrotem do Västerviku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do statystyk z tych trzech dni pewnie trzeba dodać jeszcze krótkie, techniczne dojazdy po okolicach Västerviku. Razem z nimi wyszło 237 km i - co ciekawe - 2385 m przewyższenia. Jeździliśmy głównie po różnych bocznych drogach asfaltowych, a około 10% trasy stanowił leśny szutr. Pogoda była wręcz cudowna do jazdy na rowerze, dużo słońca, ale temperatury w okolicach 22 - 25 C. Zdziwiłem się, że w Szwecji może być tak mało komarów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Błotna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|31 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam wyjazd jaskiniowy był już zaplanowany w poprzednim tygodniu, z tym że do samego końca nie wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać. Wybór na jaskinie Błotna był nie tyle co spontaniczny a pragmatyczny. Wiedzieliśmy już jak dojść do otworu, bo tydzień wcześniej zrobiliśmy rekonesans w terenie - przy okazji akcji w Jaskini Twardej. A jako że tydzień w pracy był na tyle intensywny, że żaden z nas nie wymyślił nic innego to pojechaliśmy do Błotnej. Mimo duzych niecheci, to ja zaporeczowalem zjazd i wepchalem sie pierwszy w ten uroczy zacisk. Generalnie mimo dość ograniczonej przestrzeni szło mi całkiem nieźle. Glowe w wiekszosci czasu mialem przechylona na bok w jedna strone, bo wiekszosc miejsc nie pozwala na swobodny obrót kasku. Były to idealne warunki do sprawdzenia siebie z obsługi przyrządów zjazdowych &amp;quot;na dotyk&amp;quot;. Gdzieś w połowie zjazdu coraz bardziej nabieram przekonania, że szkic techniczny, ktory widzialem byl jakis nieaktualny. Byłem już po 3 przepince i na horyzoncie ujrzałem dwie plakietki po przeciwnych stronach szczeliny, sugerujące że dobrze byłoby zrobić stanowisko do zjazdu z 2ch punktów. Tymczasem mój szkic techniczny wspominał tylko o jednym punkcie na całej trasie. Zapytałem Michała, który przeciskał sie tuz za mna i słowo do słowa, okazało sie, że oboje korzystaliśmy z różnych szkiców technicznych. I same przepinki nie byłyby może największym problemem, ale na moim szkicu wystarczyła lina 27m a u Michała była mowa o 45m. Mając to w głowie chcialem zaoszczedzic line i zdecydowalem sie na pominięcie jednej z przepinek całkowicie, a w miejscu, w którym były dwie plakietki na stanowisko v zrobilem zwykła przepinkę. Lina nie tarła w żadnym miejscu, a zacisk był tak wąski, że upadek mi nie groził. Przez moment probowalem nawet zawiązać &amp;quot;uszy królika&amp;quot;, ale w sytuacji gdy jedynym miejscem, w którym możesz złączyć ręce jest przestrzeń nad głową wiązanie takiego węzła staje się bardzo pracochłonne. Będąc już prawie na dole studni potwierdziły się częściowo obawy - braklo liny. Dosłownie 2 metry. Mieliśmy jeszcze ze sobą dwie krótsze liny, więc jedna z nich dawiązałem podwójnym zderzakowym - ostatni raz robiłem to na egzaminie półtorej roku temu. Ale jak się okazuje mimo braku wprawy wiedza i idea tego co chcesz osiągnąć takim węzłem zostaje w głowie. Chwile pozniej na dno studzienki dotarł Michał. Całkiem sprawnie przecisnęliśmy się przez dalsze partie jaskini, było też dużo więcej miejsca. Do Sali z Misami przecisnęliśmy się dolnym zaciskiem Z2, a w drodze powrotnej górnym zaciskiem Z1. Szata naciekowa była tego warta, na spągu widać bylo spora ilosc odchodow nietoperzy, a w studni wlotowej spotkaliśmy dwie zagubione żaby. Ostatecznie doszliśmy do Zacisku Komandosa i tam jednomyślnie ogłosiliśmy odwrót, który poprzedzony był krótkim piknikiem i toastem z bezalkoholowego piwa. Wyjście było trochę męczące ale nie przysporzyło większych trudności. &lt;br /&gt;
Ostatecznie to ani mój szkic techniczny, ani ten od Michała nie byly calkiem dobre. Do jaskini trzeba zabrać line ~35 metrów, po drodze trzeba liczyć cztery przepinki i stanowisko. To załatwi zjazd szczelina wejściowa. Kolejne miejsce jest na stałe olinowane w sposób wystarczająco dobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBlotna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidzki Zbój - prawdziwy górski maraton i ambitny bikepacking|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 28 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby oddać Wam skalę trudności sparafrazuję wypowiedź pewnej postaci z bajki: „Zapewne mogę nie dotrzeć do mety, ale jest to poświęcenie na które jestem gotów”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję w piątek po godzinie 18 z miejscowości Złatna Huta od razu stromo w górę szutrowymi ścieżkami u podnóża Liptowskich Wierchów aż do Rajczy. To dopiero początek a ja mam już problemy z oddechem. Tu następuje zonk: pęka mi szprycha w tylnym kole. Zwołuję konsylium (ja i mój rower) i po krótkiej naradzie dochodzę do jedynej słusznej decyzji że jakoś to będzie i jadę na mój pierwszy nocleg na Rachowcu. Po drodze są ścianki o podjazdach dwu cyfrowych ale przynajmniej jest ładnie.  Na szczycie jest taka wieża widokowa u podstawy której rozkładam hamak i odpływam. Sobota rano. Mijam Zwardoń i kieruję się na Wielką Raczę a dokładnie górną stację ośrodka narciarskiego. W tym upale można cierpieć w takich okolicznościach przyrody. Uzupełniam zapasy,  płatność tylko gotówką. Jak się później okazało było to ostatnie miejsce gdzie mogłem coś kupić do jedzenia. Słowacja posiada bardzo słabo rozwiniętą sieć sklepów w sobotę, ponieważ sklepy czynne są tylko do 12 a stacji benzynowych na całej trasie nie widziałem ani jednej. Biorąc to pod uwagę pakuję swoje zapasy na cały dystans 10 bułek i kilka batonów.  Wodę uzupełniam prosząc napotkanych ludzi w mijanych gospodarstwach, czerpię z potoków lub z przykościelnych kokotków. Może jest stromo ale jest upał. I tak po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżam przez Wychylovke sklep już zamknięty ale jest gospoda taka z minionej epoki tylko browary i kufle myte w jednej misce cały dzień. Na pytanie o wodę Pani robi zdziwioną minę ale w końcu sprzedaje dwie butelki. W miejscowości Zakamenne pod kościołem dojadam przedostanie bułki i uzupełniam wodę. Dalej bujam się szutrami przez góry i późno w nocy docieram w okolice miejscowości Vojtasova. Tu spotykam dwie Słowaczki, które ratują mnie Radlerkiem cytrynowym. 0% wchodzi jak złoto. Teraz szukam tylko miejsca na nocleg i przed północą  docieram na skraj lasu i ponowione rozwieszam hamak. Myśli o kolacji odkładam na dzień następny. Wody z kranu zostały mi 1,5 litra które też oszczędzam na niedzielę. Kolejny dzień rozpoczynam od rozkminy co zjeść na śniadanie? Ostatnie bułki czy ostatniego batona. Pada na batonik. Niedziela to zupełne bezdroża kilkadziesiąt kilometrów słynnych Słowackich szutrowych asfaltów bez cywilizacji. Niestety pogoda się psuje i dopada mnie ulewa. I wtedy zdaję sobie sprawę że jestem w tak odludnym miejscu i jedynym ratunkiem dla Mnie jest kontynuowanie jazdy, aby wyrwać się z końca świata. W między czasie zjadam ostatki prowiantu. Deszcz przestaje padać a ja przez trawy sięgające do szyji wspinam się  na niebieski szlak graniczny i nim docieram na Krawców Wierch. Zupełnie przemoczony w butach chlupie mi woda wlokę się do Złatnej Huty.  Na końcu czuję się jak reprezentacja Polski w piłce nożnej w dziesiątej minucie drugiej połowy. Tylko że na końcu jest mała różnica Oni za żenującą grę zgarniają bułę pieniędzy a ja mam ogromną satysfakcję i uśmiech od ucha do ucha. Całości wyszło 220 km i 5900 m podjazdów. Trasa zachwyca polecam każdemu, reklamacji nie przyjmuję. Muszę przyznać że w ten weekend tych warunkach zbój zabrał mi wszystko  co miałem nic nie zostało. Chapeau bas dla ludzi który robią to „longiem”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Przy Przechodzie i jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|26 - 27 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Śląska wyjeżdżamy po południu i jeszcze pod wieczór biegniemy do jaskini Przy Przechodzie aby przed zmierzchem dotrzeć do dziury. W jaskini docieramy do wszystkich 3 otworów oraz penetrujemy z grubsza zakątki. Przed północą docieramy na Polanę Rogoźniczańską gdzie spędzamy noc. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień robimy akcję do jaskini Ptasiej gdzie zjeżdżamy do Moczydupki. W Tatrach piękna pogoda, na Polanie dość pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPtasia-PP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Twarda|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Przybycień|24 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środowe popołudnie jaskiniowe umówiliśmy się z tygodniowym wyprzedzeniem. Chętnych było więcej, ale z biegiem dni wykruszyli się w sposób naturalny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twarda wybrał zasadniczo Michał na dzień przed wyjazdem. Ja nie oponowałem widząc na planie oznaczenia ZII, bo już nie takie zaciski przechodziłem w innych jaskiniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
No i pojechaliśmy. Niby zapowiadali deszcze na ten dzien, ale już była godzina 17 gdy dojechaliśmy do Jaroszowca i zaparkowaliśmy samochód, a deszczu dalej nie było. To był dobry omen. Jaskinie znaleźliśmy zasadniczo bez problemu, a wygląd otworu wejściowego potwierdziliśmy ze zdjęciem z internetu.&lt;br /&gt;
Alarm zgłoszony, akcja zaczęta! Jako pierwszy wszedł Michał - tak przezornie, bo jego rozmiary są bardziej „kompaktowe” niż moje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było chyba intuicyjne zagranie z mojej strony bo już na wstępie na pierwszym zacisku Michał przeleciał przez szczeline jak nietoperz. A ja, no cóż, zaklinowałem się ja a zaraz za mną wór z liną. Nie należę do osób łatwo poddających się więc wciągnąłem powietrze, spłaszczyłem „cztery litery” i niczym korek z szampana przeskoczyłem na 2ga stronę zacisku. Niestety wór z liną pozostał w tyle i odmówił podążania za mną. Próby jego wykopania, podważenia, wyrwania ze szczek zacisku nie przyniosły rezultatu. Wręcz przeciwnie w efekcie byłem jeszcze bardziej zmęczony. Postanowiłem wrócić przez ten sympatyczny zacisk i w tej ograniczonej przestrzeni odworowac line. Wtem sposób odchudziłem worek. Ponowne przeciśnięcie się przez zacisk tym razem wraz z liną było już dużo łatwiejsze. W końcu już to wcześniej zrobiłem w obie strony. Gdy ja walczyłem z przeciwnościami losu to Michał przeciskał się już przez kolejny zacisk o wdzięczne nazwie „wąska szczelina”, a następnie w przestrzeni o szerokości kasku zaczął ubierać uprząż, bo przed nim już znajdował się 5m prozek. Patrzałem na tą „wąską szczelinę” z nieukrywaną i zwerbalizowaną niechęcią. Ta sytuacja z worem już mnie nieźle wypociła, więc ta chwilę zadumy wykorzystałem na odpoczynek. Gdy już zaplanowałem jak zaatakować ruszyłem do dzieła. Pierwsza próba nieudana, druga próba nieudana. Michał w tym czasie zjeżdża gdzieś tam, słyszę jak rzuca epitetami, ale już go nie widzę. Trzecia próba również nieudana, okazuje się że mój tyłek woli pozostać przed zaciskiem i nigdzie się nie wybiera ze mną. Poleżałem chwilę na boku w tej szczelinie zastanawiając się czy jest szansa ze schudnę za chwilę, na tyle by się przecisnąć. Podjąłem jeszcze kilka innych prób wycofując się i atakując pod innym kątem. Za kazdym razem zatrzymując się na tej samej części ciała. Za kazdym razem coraz bardziej docierało do mnie ze nie dam rady tym razem. Utrzymywałem kontakt głosowy z Michałem, ale dla bezpieczeństwa Michał rozpoczął wycofywać się. W calej tej sytuacji pocieszające jest dla mnie że Michał napotykał również niemałe problemy mimo że przynależymy do innych kategorii wagowych. Drogę powrotną uprzyjemnil nam ulewny deszcz, który ustał gdy tylko dotarliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lekcje na przyszłość:&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
1. Do jaskiń z zaciskami bierz dokładnie dopasowany sprzęt. Mieliśmy line 65m a wystarczyła by 30 - to robi różnicę. Mniejsza lina, mniejszy wór, mniej nerwów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Lepiej jak wór idzie przed tobą a nie za tobą. Jak będziesz go widział to się tak łatwo nie zaklinuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Jak jaskinia zaczyna się zaciskami od ZII to sobie daruj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FTwarda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11667</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11667"/>
		<updated>2024-07-27T13:48:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - okollice Waidring|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolinka |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na korzystny układ gwiazd i kilka zbiegów okoliczności pojechałam z Karolcią wraz z gollowską ekipą wyprawową do Austrii. Na lądowisku pożegnałyśmy się ze wszystkimi, poobserwowałyśmy lot helikoptera i pospacerowałyśmy nad wodospad Bluntau. Przez cały wyjazd stacjonowałyśmy w Waidring, który z całą pewnością mogę polecić na wyjazdy z dziećmi. W sąsiedniej miejscowości zatrzymali się też znajomi z synkiem w podobnym wieku, a jak wiadomo wszystkim rodzicom, towarzystwa innego dziecka nic nie jest w stanie zastąpić. Z pobliskich atrakcji odwiedziłyśmy: wąwóz Innersbachklamm (króciutki, ale jak na pierwszy odwiedzony w trakcie wyjazdu robi fajne wrażenie i daje ochłonąć od upałów); kolejkę Almbahn w Lofer z placem zabaw na górze i spacerem - z obrazami z bajek i dużą, zieloną czarownicą gotującą w kotle – do jeziora Marmorsee; wąwóz Seisenbergklamm (dłuższa wycieczka, między kaskadami i okresowo wchodząca w głębszy, huczący od wody wąwóz); wąwóz Vorderkaserklamm (tu jest bardziej stromo i można było zmoknąć od kapiącej wody); kolejkę Steinplatte i wycieczkę na pobliski szczyt Steinplattengipfel z cudownym Parkiem Jurajskim z dinozaurami (fantazja Austriaków i przyjazność względem dzieci nie przestaje mnie zadziwiać, tylko na tych placach zabaw można by cały dzień spędzić, dodatkowo obserwując ogromnego dinozaura wynurzającego się z wody); wąwóz Griessbachklamm (wycieczka po płaskim, ale przechodząca przez liczne mostki nad strumieniem, kończąca się wodospadem). W międzyczasie korzystałyśmy z lokalnych basenów, których tam pełno. Dla Karoli te wycieczki były na tyle atrakcyjne, że nóżki zaczynały ją boleć nie od razu po wyjściu z samochodu – a to o czymś świadczy :D&lt;br /&gt;
Na koniec odebrałyśmy Sonię i Piksela z Golling i szczęśliwi, w rytmie mopsika klopsika, wróciliśmy do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Plotki mówią, że za rok wymieniamy się rolami ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11663</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11663"/>
		<updated>2024-07-19T21:17:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Cieślawski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11662</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11662"/>
		<updated>2024-07-19T15:02:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Kieślewski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę pugilares!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11661</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11661"/>
		<updated>2024-07-19T14:55:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 3 os. tow.|18 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajrzeliśmy do jaskini Na Biśniku, Psiej, Jasnej i Zegarowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skrajny Granat; wspin Prawym Żebrem|omasz Pawlik (ŚKA), &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu namawiałem brata na zrobienie jakieś drogi w Tatrach i w końcu się udało, terminy się zgrały a poza tym wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni więc sytuacja więcej niż idealna.&lt;br /&gt;
Tomek zaproponował  kursową drogę na Skrajnym Granacie tzw. Prawe Żebro - zapowiadało się ekscytująco.&lt;br /&gt;
Pobudka skoro świt i w okolicach 6:30 jesteśmy na parkingu w Brzezinach.  Droga do Murowańca przyjemna ale ostre słońce i duchota zapowiadały, po fakcie mogę napisać  że zmianę pogody, ale póki co widoczność była kapitalna  i cieszyliśmy się że  zachodnia wystawa ściany osłoni nas przed spiekotą. O 9:30 jesteśmy już pod podstawą ściany gotowi do wspinania. Tomek prowadzi pierwsze trzy wyciągi teoretycznie najtrudniejsze a potem piszący te słowa jak już ochłonął i załapał oddech pozostałe trzy. W okolicach 13:00 jesteśmy po ostatnim wyciągu plan zakładał jeszcze zjazd z powrotem do podstawy ściany ale pogoda miała inne zdanie.  W związku z tym wyraźną kozią ścieżką przez grań a później trawersem podchodzimy do żółtego szlaku i schodzimy w stronę Czarnego Stawu.  Po 15 -20 minutach dopada nas deszcz ale nie ma tragedii niestety jeszcze muszę wrócić po plecak w okolice stanowiska startowego i już bez marudzenia biegniemy do Murowańca. W schronisku przez deszcz tłok jak na dworcu w Sajgonie albo w Bombaju porównanie jest trafne tym bardziej że słyszymy języki z całego świata. Część  łatwo daje się rozpoznać ale niektóre  to zagadka. W końcu przestaje padać.  Przed Murowańcem spotykamy jeszcze Staszka Dacy, widzę że ma trudności w rozpoznaniu kto go zaczepił ale po chwili twarze i imiona łączą mu się we właściwą osobę.  Jeśli przepływ ludzi w Betlejemce choć tysięcznej części  jest zbliżony do tego co przed chwilą obserwowaliśmy w Murowańcu to jesteś rozgrzeszony. Do auta docieramy ok 17:00. Muszę przyznać że prowadzenie tych ostatnich wyciągów sprawiło mi dużo frajdy tym bardziej że był czas i warunki żeby poćwiczyć osadzanie kości. Kończę ten wyjazd prostym spostrzeżeniem że dla górskich/jaskiniowych aktywności kluczowe są intuicja i praktyka coś co w sumie niektórzy określają jako doświadczenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSkr-Granat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - masyw Sokolie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny i ciekawy szlak w masywie Sokolie. Z Terchowej przechodzimy wąwozem Obsivanka. Potem wychodzimy na Sokolie (1173) i schodzimy do doliny Vratnej zataczając atrakcyjną pętlę. Upalnie i parno. W dolinie kąpiemy się w rzece co jest prawdziwą rozkoszą. Zrobiliśmy 800 m deniwelaci i 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSokolie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Zofia Gutek, Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/, Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer (wszyscy Speleoklub Bielsko-Biała), Damian Szołtysik|13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i &amp;quot;kubki&amp;quot; metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLitworka&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Goll - Wyprawa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Sonia i Witold Hoffman, Kacper Kieślewski (WKTJ),  Anna Atraszkiewicz, Jacek Szczygieł, Darek Mazur, Miłosz Dryjański (KKS), Marta Walczewska (SKTJ) i Michał  |5-13 07 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd na Golla stał jak zawsze pod znakiem zapytania. Jednak układ ciał niebieskich, za wczesna wydana zgoda Iwony i egzekwowane przez POZ wymogi ustawy kamilkowej, przyczyniły się, że 5 lipca byliśmy z Iwoną w drodze do Salzburga. Droga przeleciała szybko i nawet nasza Karolcia nie marudziła. W klubie spotkała się cała ekipa, było to miłe spotkanie w tym gronie po latach, bo ostatni raz na wyprawie byłem w 2020 r. Po rozmowach i zaplanowaniu wlotu na bazę położyliśmy się, żeby nazajutrz wyjechać rankiem i przygotować wszystko pod helikopter. Najprzyjemniejsze 3 minuty całej wyprawy minęły szybko i zaczęła się praca przy rozkładaniu bazy. Przy wykładaniu jedzenia pojawił nam się pierwszy poważny klops na tej wyprawie. Brak 144 szt. tortilli. Jednak mieliśmy mielonkę (nie za dużo), więc ta wiadomość nie była taka straszna. Dalej był tylko mo-o-ops! Już pierwszego dnia chłopaki zaczęli sprawdzać, czy do naszego systemu da się wejść przez Częstochowę i po operacjach w śniegu - puściło. Następnego dnia z Mateuszem zabezpieczyliśmy przekop i zaporęczowaliśmy do końca zjazd do jaskini, a reszta ekipy działała w Gruberce. W kolejnych dniach zaczęła tworzyć się niezwykła więź pomiędzy różnymi przedstawicielami budżetówki. Ja skromny audytor… i On, naukowiec… Nic tak nie sprawdza charakteru jak wspólne porażki, bo jak nazwać to, że ciągnąć razem druta, daliśmy oboje dupy? Jednak na szczęście bardziej ogarnięci od nas speleolodzy poprawili nasze dzieło i łączność nastąpiła w całej Gamssteighöhlen-system! Mieliśmy możliwość to zweryfikować osobiście, bo we wtorek czwórka śmiałków: ja, Sonia, Jacek i Witek dostała polecenie działania na przodkach opartych na biwaku w gangu do Hali Króla Gór. W czasie dwóch szycht (nie licząc rozłożenie i spakowania biwaku) sprawdziliśmy z Jackiem kilka tematów, które niestety nie rokowały, a deporęczując te miejsca, skartowaliśmy je. Najcięższa akcja była do nowo odkrytej studni, która się otworzyła po ciężkiej pracy Witka i Soni, którzy godzinami czyścili ją, zanim mogliśmy na następnej szychcie bezpiecznie do niej zjechać. Ostatecznie zjechaliśmy studnią Mopsen Klopsen Schacht i sprawdziliśmy najbliższe okienka czy przypadkiem jaskinia nie ukrywa jakiś nowych miejsc. Ze względu na upływający czas, zostawiliśmy resztę sprzętu na przodku i zaczęliśmy kartując wracać na biwak. Jacek stał się kolejną osobą, po Michale W., która wychodząc, zmarzła czekając na mnie na kolejnych przepinkach. W tym czasie Witek i Sonia poszerzyli skrót, który faktycznie potrafił zaoszczędzić ponad 40min drogi z przodku na biwak (omijając upierdliwy meander). Zmęczony po wychodzeniu, zaklinowałem się w „skrócie”, ale dzięki uprzejmości mojego partnera, który użyczył swojego kasku jako stopień (był to spontaniczny i przypadkowy pomysł w moim wykonaniu), pomógł mi się wygramolić z przejścia. Tego dnia pulpa smakowała niezwykle… Kolejnego (piątek) dnia wyszliśmy na powierzchnię i z Sonią zaczęliśmy przygotowywać się do zejścia z Golla, bo w sobotę mieliśmy planowany powrót. Zejście było w dobrych warunkach i po niecałych 4h dołączyliśmy do Iwony i Karolci. Pod autem przebraliśmy się w czyste ciuszki i przy akompaniamencie naszej ulubionej  mopsikowej piosenki, wróciliśmy do kraju nad Wisłą położonym. A Wam dopowiem tylko że, bez klopsa jest mi źle… chyba że znajdę xxxxx&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówki i wspinanie na Zadnim Kościelcu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 - 01 07 2024}}&lt;br /&gt;
Pogoda podczas weekendu bardzo zmienna. Choć było ciepło, to burzowo i ulewnie. Pierwszy raz zostałam przemoczona w Zakopanem idąc z dworca w stronę Kuźnic, później w dolinie Jaworzynki i jeszcze raz na Siodłowej Perci, gdzie ścigamy się z burzą, która z nas pierwsza dotrze do Betlejemki. Wygrałam.  Drugiego dnia wracam, wraz z towarzystwem znad Zmarzłego Stawu, również wykręcając całą garderobę. W niedzielę nie padało, wiał jednie mocny wiatr (fale z grzywami na Czarnym Stawie!), więc znalazłam towarzysza na wspinanie. Pokonujemy drogę &amp;quot;Odlot&amp;quot; VI- na Zadnim Kościelcu i jako, że jest to jedna z najwyżej wycenianych dróg na moim koncie, to cieszę się, że to nie ja prowadziłam ;D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, |30 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miało być spokojne dwudniowe wyjście, lecz plany się pokrzyżowały. Została nam sama Niedziela, co oznaczało niezwykle wczesne wstawanie. W sumie na dobre wyszło. W Sobotę pogoda była nieciekawa, a przemoczonym podchodzić do otworu Marmurowej pewnie do przyjemnych nie należy. Na parkingu w Kirach meldujemy się o godzinie 7. Do jaskini docieramy przed 10. Bardzo dobre tempo zweryfikował bardzo silny i porywisty wiatr. Wielkie plecaki z worami niechcący, stały się żaglami. Kierownik ( Miłosz ) dociera pierwszy i też jako pierwszy poręczuje. Po zjechaniu pierwsze zaskoczenie - choć na zewnątrz sucho, to w jaskini zastajemy mocny deszcz jaskiniowy. Zjeżdżamy do kolejnej sali, bez większych problemów pokonujemy zacisk Z1 i zjeżdżamy studnią kandydata. Kierujemy się do dolnych partii, robimy zjazd i przeciskamy się meandrem trzech pytań, aby na końcu zjechać marzeniem prezesa. Czujny kierownik obserwując nieuchronny koniec czasu, zarządza odwrót. W szybkim czasie pojawiliśmy się na zewnątrz w dosyć dobrym czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FMarmurowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki a dokładnie pasmo Policy|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przełęcz Krowiaki podjeżdżam asfaltem z Zawoji Policzne i już robie w pionie 420m. Teraz czerwonym szlakiem na Syhlec a następnie bajkowym zjazdem „wręcz kultowym w Beskidzie” w kierunku Hali Śmietanowej. Kto zna te tereny to wie że na samą Halę czekał mnie wypych. Jadąc Głównym Szlakiem Beskidzkim osiągam Police. Dalej trzymam się czerwonego szlaku dojeżdżając na Halę Krupową. I tu zaczynają się dylematy: dalej jechać czerwonym szlakiem czy zjechać zielnym a podejść czarnym. Wygrywa szybki kolor czerwony. 12 km odcinek do Bystrej Podhalańskiej to poezja górskiego enduro. Zjazdy, podjazdy, wszystkiego po trochu. W Bystrej już nie mam wyjścia i muszę podjechać asfaltem do zielonego szlaku Sidzin-Jabłonka. Ponownie jestem na Hali Krupowej i teraz dla odmiany robię północny trawers Policy zielonym szlakiem. To trudny trawers w początkowej fazie. Dojeżdżam nim do Mosornego Gronia, a tam wisienka na torcie: singletrack. I tym pięknym zjazdem kończę wycieczkę. Przed godziną 13 jestem na parkingu: dystans 49 km, 1200m przewyższenia. Pogoda bombon. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Terenowy rajd rowerowy dookoła woj. śląskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk (os. tow)|24 - 29 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy fascynującą pod każdym względem pętlę na rowerach górskich dookoła naszego województwa. Śląsk ale i całe województwo (bo przecież nie całe jest geograficznym Śląskiem) jest bardzo atrakcyjne krajobrazowo. Na południu góry, doliny rzek, jeziora, rozległe lasy, skalista Jura i środkowa aglomeracja z wieloma ciekawym zabytkami przemysłu. Nawierzchnia bardzo różnorodna. Szutry, piaski, kamienie, asfalty i wszystkie rozmaite kombinacje. Kto jeździ w terenie ten wie o co chodzi. Nasza trasa wiodła z Rudy Śl. na SW do Zalewu Rybnickiego. Później na południe do Cieszyna. Dalej górskimi drogami i ścieżkami przez Wisłę do Lalik. Następnie przez Sól do Żywca ciekawą ścieżką wzdłuż Soły. Dalej do Kóz, gdzie odwiedziliśmy Kazika, kolegę z ostatniego karaibskiego rejsu. Później nie łatwą ale atrakcyjną ścieżką obok Soły aż do Brzezinki. Dalej przez Jaworzno, Pogorię do Łutowca. Finalnie objechaliśmy Czestochowę od północy i pognaliśmy doliną Lisawarty do Krzepic. Stąd leśnymi dróżkami wracamy do domu. 4 z 5 noclegów mieliśmy u znajomych za co bardzo im dziękujemy. Ostatni wypadł na agro. Zrobiliśmy ponad 600 km sugerując się głównie atrakcyjnością terenu co nam się znakomicie udało. Może zbyt upalnie więc wysiłek był znaczny lecz ani jedna minuta nie była zmarnowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Slask&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|23 06 2024 – Tarnogórskie Szutry|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idea była prosta w piątek zrobić szalunek pod płot. W sobotę o 7:30 przyjeżdża 1,5 kubika betonu     B-25 gęstoplastycznego i rozpoczyna się  zalewanie fundamentu i ulewa. To był fundament z serii „trudne murki.pl”. Trzeba był nosić 20m beton w 10 litrowych wiaderkach bo dojście do płotu to jakieś karakas. Zwały ziemi, kamieni, drewna po budowie i grządki  z ogórkami.  Cały dzień zabawa. No to sobie wyliczyłem że w niedziele o 13 będę mógł już rozbierać szalunek. Teraz co można zrobić w tak zwanym międzyczasie ano pójść na rower. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Padło na szybką pętle po Tarnogórskich szutrach. Trasa liczyła 89 km przyjemnych leśnymi ścieżkami. Udało się przejechać w 5 godzin i zdążyć rozebrać szalunek. Kto powiedział że rower nie uratuje dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wąwóz Ostrysznia; wspinanie|Emilka Pawlik, Anastazja Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Miłosz Pawlik&amp;lt;/u&amp;gt;|23 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie spontanicznie wybarliśmy się do Wąwozu Ostryszni w Dolinie Dłubni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem były Organy ściana oferująca sporo czwórkowego i piątkowego wspinania.  Anastazja poprowadziła dwie drogi a my z Emilką  powtórzyliśmy je na wędkę.  Mimo że w nie których miejscach skała dosłownie jeszcze „płyneła” po piątkowych burzach dziewczynom się bardzo podobało. Zwykle suche dno wąwozu  po intensywnym deszczu zmieniło się w potok co jakiś czas zmieniający się w błotne rozlewiska. Próbowaliśmy w drodze powrotnej przejść wąwozem do Imbramowic ale po kliku błotnych poślizgach odpuszczamy tym bardziej że komary cieły okrutnie. Wyjście bardzo udane na pewno tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - operacje sprzętowe związane z wspinaczką|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dolinie Kobylańskiej na skale Kula ćwiczyliśmy zakładanie stanowiska pośredniego, zmianę prowadzenia, zjazd przez punkt pośredni w &amp;quot;górnym&amp;quot; i &amp;quot;dolnym&amp;quot; przyrządzie. 3 h spędziliśmy w ścianie. W dolinie pustki, pogoda ekstra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 17 06 2024}}&lt;br /&gt;
Spędami służbowo kilka dni w Tatrach. Przy okazji udaje mi się zrobić kilka spacerów na: Kasprowy Wierch wraz z Beskidem i Liliowym, Karb pod Kościelcem oraz wizyta na Polanie Szałasika i nad Morskim Okiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielkopolski Park Narodowy i okolice|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz osoby towarzyszące|14 - 16 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ nasz dziadek walczył w powstaniu wielkopolskim (w III śląskim również) chcieliśmy oddać mu hołd udając się do muzeum tego powstania w Poznaniu. Fajnym epizodem była wycieczka do Jeziora Góreckiego w WPN oraz przepiękne dęby rogalińskie jak i cała dolina Warty na tym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wokół Nielepic|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal całe życie jeżdżę na Jurę i nadal udaje się &amp;quot;odkrywać&amp;quot; nowe miejsca. Robimy spacerek rozpoznawczy (pod kątem wspinaczek) wokół uroczych Nielepic. Teren najeżony różnymi skałami, z których największe to Kubincowe Skały. Kilka obitych dróg, bardzo trudnych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Małopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Melduję się w Bukownie pod Biedronką o godzinie 5:00. Parking pusty. Pod sklepem tylko jedna osoba. Chciałem być pierwszy ale trudno. To myślę sobie „byle sroce z pod ogona nie wypadłem” będę pierwszy przy kasie. Łapie dwa soki i jestem drugi. Pan już jest z zestawem puszczy „Żubrem i Żubrówka” widać lokales topografię sklepu ma w jednym palcu. W oczach kasjerki widzę uznanie dla takich zakupów. Teraz moja kolej, dwa soki i kolejne rozczarowanie. Punkt wyżej niż Ci co piją wodę to jak zwierzęta. Nie pozostaje mi nic tylko wsiąść na rower i rozpocząć przygodę. Na początek Dolina Rzeki Sztoły malownicze miejsce z duża ilością piachów. Z prawej mijam Elektrownię Siersza i wjeżdżam do Tęczyńskiego Parku Krajobrazowego. Cześć trasy znałem z Szlaku Orlich Gniazd.  W dolince Będkowskiej na zjeździe mam  55 km/h, jak na fula to sporo. W Bydlinie pod Żabką robię postój na uzupełnienie wody. Dosiada się do mnie przedstawiciel lokalnego establishmętu. On z izotonikiem o smaku chmielu a Ja o smaku pomidorów. Po pięciu minutach zajmującej konwersacji wiem wszystko o miejscowości i jej mieszkańcach. Żegnając się z Panem mknę na Pilicę. To jest najdalszy punkt wycieczki. Teraz coraz bliżej auta. Jeszcze tylko zatłoczone Podzamcze. Z radością opuszczam to okropne miejsce prawie nie do życia. Braki kondycyjne nadrabiam pięknymi widokami. Przez Rodaki  wjeżdżam na Pustynię Błędowska. Tu trochę wypychów i można dolną część pleców wyprostować. Po przejechaniu 184 km i 2000m przewyższenia melduję się w Bukownie. Na tej wycieczce zastosowałem protip  buty SPD. Co spowodowało wzrost kondycji o 10%. Cała wycieczka okraszona iście Jurajskimi klimatami: szutry, las i asfalty mocno zmęczone życiem. Parę ścianek po 14%, które pokonuje  w myśl ludowego przysłowia „rower analogowy jest napędzany siłą ludzkich mięśni a pod górkę siła woli”. Podróż sentymentalna. Odwiedziłem dwa województwa i to jest najważniejsze bo rowery są cudowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Dupnicy|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ryczowie na wzgórzu Dupnica są fajne skałki. Robimy 6 niezbyt trudnych dróg na Rozkosznej Skale. Wspin ciekawy, wokół pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11610</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11610"/>
		<updated>2024-06-03T07:48:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka na Kotarz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu chciałem zajrzeć do dziury, która znajduje się przy niebieskim szlaku na podejściu na Kotarz (965). W tym celu ruszamy z Brennej bez szlaków wprost na Halę Jaworową. Akurat na otwartej przestrzeni złapał nas dość zęśisty deszcz. Tym niemniej po dotarciu pod w/w otwór mimo opadu wtłaczam się do tej nory. Niestety bardzo szybko się kończy a głazy przy wejściu są luźne. Wycofuję się ostrożnie i dalej przez szczyt Kotarza i dolinę Węgierskiego Potoku wracamy do Brennej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 i 01 06 2024}}&lt;br /&gt;
Moje trzecie i czwarte wejście na Leskowiec w tym roku. Raz biegiem (18 km i ponad 650 m przewyższenia) a raz z Iwoną na dłuższym spacerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szlakiem świętokrzyskich Biedronek  czyli Góry Świętokrzyskie na wskroś|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To będzie krótkie nie będę Was tu długo trzymał. Tylko dla prawdziwych romantycznych kolarzy co wiedzą, że kierownica jest jedna a koła są dwa czy jakoś tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały wyjazd w założeniach oparłem o aplikację Meteoblue i godzinnych symulacjach modeli pogodowych. Było obiecane że będzie słoneczko, że nic nie popada. Trzy godziny autem w jedną stronę, cała sobota postawiona na jedną kartę. Moje oczekiwania były postawione dość wysoko, że słońce i słońce nawet kremu nie zabrałem żeby nie zapeszać, żadnej pompy, zadymy. Wycieczkę rozpoczynam w miejscowości Skarżysko-Kamienna przy Jeziorze Rejowskim. Całą trasę przygotowałem tak, że po każdym kompleksie leśnym miałem minąć jakąś Biedronkę. Wyszło doskonale,  tylko raz zawitałem do Żabki.  Na około 11 km wjeżdżam w granice Sieradowieckiego Parku Krajobrazowego. Mijam Wąchock i dalej lasami aż do Bodzentyna. Tu wpadam na szlak leśnej kolei wąskotorowej, która znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kolejne 10 km doskonale utrzymanego duktu idealnego na rower. W Nowej Słupi mijam Muzeum Starożytnego Hutnictwa i wjeżdżam do Cisowsko-Orłowiańskiego Parku Narodowego. Następnie są Daleszyce, Radlin oraz Masłów. Na około 190 km trasa prowadzi przez Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy i tu pogoda się rypła, a konkretnie koncertowo s………a. To co miłe i fajne już się wydarzyło. To jak pójść do teatru na komedię romantyczną „Przygoda z ogrodnikiem” a tu grają „Alien vs Predator”. W nocy błyskawice w lesie robią fajna grę świateł. Potem przyszedł Pan wiatr więc jeszcze nie było najgorzej. Las nadal mnie chroni. Następnie na scenę wpadła Pani ulewa i to nie były już ćwiczenia. Świętokrzyskie szutry przeszły w następny stan skupienia półpłynny, nic nie pomogło. Po plecach spływała mi rzeka błota, która z tylnego koła bez pytania Mnie o zgodę, tam lądowała. Taki gnój w papciach. W zasadzie to błoto mi nie przeszkadzało, bo szybko spływało. Gdyby nie ta końcówka cała ta wycieczka nie miała by takiego uroku i klimatu. A tak pojawiły się mgły wyszły magiczne stworzenia Dementorzy i Patronusy a może to były dziki i jelenie. W takiej mgle trudno odróżnić.  Męcząc ostatnie kilometry w świetle czołówki docieram do auta. Podsumowując. Wszystkiego wyszło 208 km rowerowej przygody oraz 1600 m w pionie. Fakt nie są to góry choć w nazwie są, to na koniec już oddychałem rękawami, ale jakoś doczłapałem do końca. Czy warto przyjechać w Świętokrzyskie na rower? Warto ale po głębokim zastanowieniu.  To są góry dla ludzi z mocną i twardą psychiką albo z dobrą prognozą pogody. Ten jeden wolny dzień w miesiącu i musiał się na koniec zdarzyć Armagedon. Ci co jeżdżą tylko w słońcu to nic nie wiedzą o jeżdżeniu. Takie są moje wnioski niczym nie poparte, po prostu bazuje na własnym doświadczeniu lub jego braku. Z pozytywnych aspektów wyjazdu przetestowałem wosk do łańcucha MOMUM Mic Wax. W ogóle nie brudzi napędu i starczył na cały dystans&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|26 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wybieramy się naszą trójką na przebieżkę po górach. Ze względu na niepewną pogodę wybieramy się na Błatnią. Trasę również wybieramy pod kątem możliwości Karolci, żeby spróbowała jak najwięcej przejść sama. Na szczęście uniknęliśmy deszczu, natomiast ze szczytu było widać, że padała praktycznie wszędzie dookoła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Śnieżna - porządki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski, Kamil, Piotr Broda, Kamila Wachnicka|25 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w szeroko zakrojonej akcji porządkowania oporęczowania w jaskini Śnieżnej, która odbyła się pod przewodnictwem Furka i Pabla. Podnieśliśmy na plecach sporo sprzętu, dzięki czemu wymienione zostały wszystkie &amp;quot;stałe&amp;quot; liny nad Wodociągiem (na dojściu do Suchego Biwaku). Stary chłam oczywiście wynieśliśmy. Zabraliśmy też do jaskini Disto i w celu aktualizacji szkicu technicznego pomierzyliśmy odległości pomiędzy wszystkimi bat'inoxami, zaczynając już od otworu. Do tego dużo czasu zostało poświęcone wytyczeniu nowej linii zjazdu z Sali Trójkątnej, aby już nie pakować się wprost na &amp;quot;nowo powstałe&amp;quot; jakiś czas temu zawalisko. Dotarliśmy nad prożek za Kruchą Dwudziestką; tam skończył się nam materiał na dalsze porządki. W sumie spędziliśmy w dziurze jakieś trzynaście godzin. Pogoda udała się bardzo dobrze. Miały być burze - i podobno po południu nawet były - ale jakimś zupełnym tzw. psim swędem ominęły Małą Łąkę (... mimo to, na Wielkiej Studni konkretnie dolewało). Miłym zakończeniem akcji była impreza na bazie o porannym brzasku, w której główną rolę grały odgrzane w piekarniku pizze, zamówione nam zawczasu w &amp;quot;Adamo&amp;quot; przez troskliwych kolegów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Rysiek Widuch, Tomek Bzdęga, Karol Pastuszka i Piotr Strzelecki |19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Gra terenowa GROT co roku organizowana jest przez Kluby Młodzieżowe Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Tegoroczna edycja po raz kolejny odbyła się na rudzkich terenach postindustrialnych w Nowym Bytomiu – Pokoju 13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem z Łukaszem od lat angażujemy się w pomoc przy tym wydarzeniu i nie wyobrażaliśmy sobie by w tym roku miało być inaczej, już na początku roku potwierdziliśmy organizatorom swoją obecność. W związku z tym, że ten weekend miał obfitować w różne wydarzenia związane ze środowiskiem jaskiniowym i taternickim (walny zjazd PZA, propozycja klubowego Lecia, warsztaty autoratownictwa KTJ), mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do pomocy klubowicze. Pomimo chęci uczestnictwa we wszystkich tych wydarzeniach i próbie przełożenia części z nich na dogodny dla większej ilości osób termin, ostatecznie musieliśmy zdecydować i wybrać te, które były dla nas obowiązkowe (walne PZA),przyjemne oraz możliwe do pogodzenia z obowiązkami (GROT). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Nocek włączył się do pomocy poprzez przygotowanie i obstawienie punktów z zadaniami linowymi. Pierwszy punkt, gdzie można było spotkać nocków, to most linowy – po stalowej linie oraz drewnianym podeście, zakończone zjazdem tyrolką. Na drugim punkcie uczestnicy podchodzili pochylnią, asekurując się linami, na słup pozostały po starym moście, a następnie zjazd w dół przerywany wykonywaniem zadań pamięciowych. &lt;br /&gt;
W ciągu dnia przez nasze ręce przeszło około 120 uczestników gry, po południu krążyły burze, większość z nich przeszła bokiem, jedna niestety nas nie ominęła, przychodząc na tyle gwałtownie, że musieliśmy wycofywać uczestników z przeszkód linowych. Opóźnienie spowodowane burzą nie pozwoliło na tradycyjne zakończenie gry, przy ognisku, dlatego podsumowanie zostało przełożone na inny dzień. Podziękowania należą się klubowiczom, którzy zdecydowali się wesprzeć nas w reprezentacji Nocka na tym wydarzeniu: Rysiek, Tomek i Karol i Piter dziękujemy i mamy nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FGROT&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11593</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11593"/>
		<updated>2024-05-21T19:29:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 48-lecie RKG|Szmatłochowie - Tadek, Basia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Adam, Ania, dzieci, Wojtek Orszulik z żoną, Bianka Witman-Fulde, Bożena K., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzesiu Przybyła z żoną i dziećmi, Kamil i Kasia Szołtysik, Aneta, Heniek Tomanek oraz sporo znajomych (niektórzy &amp;quot;klubowicze&amp;quot; byli tylko chwile a większość przez 3 dni), były też 3 psy|17 - 19 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W naszym &amp;quot;starym&amp;quot; miejscu w Piasecznie robimy kolejne spotkanie z okazji 48-lecia klubu. Zjechało się sporo osób. Były wspinaczki, ognisko, wspomnienia a nawet filmy z minionych wyjazdów. Heniek Tomanek obchodził 50-lecie swojej górskiej działalności. Każdy bawił się świetnie na swój sposób. Było bardzo wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2F48-lecie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śląskie - Bieg Siemiona|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po sąsiedzku bieg na dystansie 10 km. Życiówki nie było, ale za to mogłem się przekonać, że nie da się zrobić dobrego wyniku, bez dobrej regeneracji. Ze względu na dużą ilość różnych zawodów biegowych w ten weekend frekwencja nie była bardzo duża, z tego powodu, mimo słabego występu (48 min 11 s) zająłem 14 miejsce na 71 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|Egzaminatorzy: Ryszard Widuch, Andrzej Porębski (SDG),Tomasz Jaworski, Asia Piskorek, Egzaminowani: Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybycień, Jakub (TKTJ), Paweł (TKTJ) |12 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Co się odwlecze, to nie uciecze”- egzamin miał być dzień wcześniej - na całe szczęście został przesunięty na niedzielę. Piękna pogoda pomagała egzaminowanym. Ale to umiejętności nabyte przez ostatni rok kursu doprowadziły do wyniku : “POZYTYWNY”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragniemy podziękować Komisji Egzaminacyjnej w składzie Ryszard Widuch, Andrzej Porębski(SDG), Tomasz Jaworski, Asia Piskorek za sprawne przeprowadzenie egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu dziękujemy także naszym Instruktorom Ryszardowi Widuch, Mateuszowi Golicz, Tomkowi Jaworskiemu oraz Asi Piskorek  za bardzo dobre przygotowanie do egzaminu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także Iwonie i Karolowi Pastuszka za koordynację kursu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Egzamin i kurs się skończył… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale kursanci nie powiedzieli ostatniego słowa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FEgzamin-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wysoka|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysoka (2559) to piękny tatrzański klasyk. Naszym celem było wyjście na szczyt i zjazd na nartach centralnym żlebem (III+/IV). Od drogi pod Strebskim Plesem podjeżdżamy na rowerach do schroniska przy Popradskim Plesie. Dalej z buta niosąc narty gdyż niżej śniegu nie było a wyżej brak ciągłej powłoki w dolinie Złomisk. Dopiero na wejściu do Kotliny pod Smoczą Przełęczą zakładamy narty by podejść pod stromizny owej przełęczy. Później już robi się bardzo stromo (i gorąco bo słońce operowało jak w soczewce) i narty niesiemy na plecakach. Stromym żlebem w rakach podchodzimy pod przełączkę w Wysokiej gdzie są już tylko gołe skały. Na lekko wychodzimy na wierzchołek z krzyżem. Pogoda była przepiękna wiec i widoki, choć tak dobrze nam znane wciąż fascynujące. Zjazd rozpoczynamy z najwyżej położonego miejsca gdzie był śnieg. Stromizna nawet budzi respekt lecz śnieg z góry był puszczony, firnowaty i zjazd całkiem przyzwoity choć wymagający. Jedynym utrudnieniem były podłużne &amp;quot;rynny&amp;quot; wyrobione przez warunki pogodwe i lawinki. Linię zjazdu wydłużamy aż pod Popradzkie Pleso wybierając lewy orograficznie brzeg Lodowego Potoku gdzie była ciągła powłoka. Potem tylko trochę przedzierania się po wantach i kosówce by dotrzeć do schroniska. Stąd upojny zjazd na rowerach do auta. Fajna pogoda i duży wysiłek (przynajmniej dla mnie). Powyżej schroniska nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji. Od auta na szczyt - 6 h, z szczytu do auta 3 h. Używaliśmy ciężkich butów i nart z wiązaniami Diamir. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FWysoka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mł. - Piekielny Potok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo ponadprzeciętnego zagospodarowania turystycznego Beskidów, można jeszcze znajdować ciekawe zakątki. Piekielny Potok jest jednym z nich. Z przysiółka Międzybrodzia Bialskiego Piekła idziemy bez szlaków leśnymi ścieżkami i dróżkami wzdłuż głęboko wciętego parowu owego potoku. Nie spotykamy tu żadnych ludzi. Z majówką stykamy się dopiero na głównym szlaku przy Magórze Wilkowickiej (909) gdzie sporo turystów i nie mniej psów (ostatnio jakiś trend) przechadza się w te i we wte. Zaglądamy do Wietrzenej Dziury i uciekamy szybko z tego rojnego szlaku schodząc dość stromym zboczem do dopływu Piekielnego Potoku. Zbocze jest dość strome a w nim w głębokiej rynnie spływa strumyk. To na pewno dobry motyw na zimowy wypad skiturowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FPiekelnyPotok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hohe Wand - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|02 05 2024}}&lt;br /&gt;
Po drodze do domu zatrzymujemy się w Dolnej Austrii. Wychodzimy na Hohe Wand drogą &amp;quot;Eichertsteig&amp;quot; o trudności 3+, długą na dziewięć wyciągów. Pogoda sprzyja nam umiarkowanie. Chwilami pada, a na ostatnich dwóch odcinkach bardzo mocno wieje. Droga jest momentami trochę rzęchata, jednak dawno tak długiej nie robiliśmy, więc dobrze sobie było nie komplikować trudnościami. W niecałe trzy godziny docieramy do ostatnich ringów, a stamtąd jest około minuta do schroniska Eicherthütte. Jedzenie pyszne, kawa do zaakceptowania. Na parking wracamy &amp;quot;Wagnersteigiem&amp;quot;, niby jest to via Ferrata, lecz o najniższej trudności &amp;quot;A&amp;quot;, więc tu jakieś linki, tam drabinki, ale generalnie idzie się piechotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|28 04 - 01 05 2024}}&lt;br /&gt;
Najpierw dopadało świeżego śniegu, a potem miało być kilka dni niezłej pogody. Z takimi ogólnymi założeniami ponownie ruszyliśmy w kierunku Tyrolu. Po drodze, w niedzielne popołudnie udało się nam jeszcze trochę powspinać w gnejsach nad Dunajem nieopodal miasta Krems. Skała o nazwie Achleiten, z widokiem na rozległe winnice, miała być całkiem pusta... i prawie była, bo oprócz nas wspinały się zaledwie dwa zespoły. Tyle tylko, że jeden z nich składał się z ojca i wszystkich chyba jego dzieci, a wspinacze w tych rejonach najwyraźniej są bardzo płodni. Koniec końców udało się nam zrobić dwie nieco dłuższe drogi (5+ i 4+) i dotrzeć pod wieczór do ulubionego pensjonatu w Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek po śniadaniu kontynuujemy podróż, bez większych przygód docierając ostatecznie na parking w Lüsens, na wysokości 1634 m. Ta zima, w której wpinało się narty zaraz przy samochodzie, pozostała już tylko wspomnieniem. Idziemy więc najpierw szutrową drogą niecałe 2 km, niosąc deski na moich plecach. Śnieg objawia się nagle i w dużych ilościach przy dolnej stacji kolejki linowej służącej do zaopatrywania schroniska. Jest to lekka podpucha, bo po kilku minutach nasz szlak skręca na południowe zbocze i narty wracają na plecak na kolejny kwadrans. Ale potem aż do schroniska jest już nieźle. Może tylko na ostatnich 150 metrach pionu musimy jeszcze nieco kluczyć, aby wstrzelić się w znikające płaty śniegu na południowo-wschodnich zboczach doliny Längental. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą bazą tym razem był Westfalenhaus. Choć przez dolinę przewinęło się kilkanaście osób, nikt oprócz nas jakoś nie miał ochoty na nocleg i przez trzy dni urzędujemy w chacie całkiem sami. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie idziemy się domęczyć na pobliską kopkę (ok. 140 Hm). Teraz, z perspektywy, trochę żałuję, że nie poszliśmy trochę dalej, bo w poniedziałek była najlepsza pogoda. Tak czy siak zjazd był miły, choć po śniegu wyraźnie popołudniowym, raczej z tych cięższych i hamowniejszych. Temperatura na wysokości schroniska (2276) wynosiła coś typu +8 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek poszliśmy na Längentaler Weißer Kogel (3217), co wymagało najpierw sporych kombinacji w celu osiągnięcia doliny poniżej schroniska. Cały dzień &amp;quot;lampa&amp;quot; i super widoczność, ale co z tego, skoro i cały dzień wiało. Był to wiatr ciepły i o prędkości marginalnej - bardzo uciążliwej, lecz niestety nie na tyle dużej, żeby można było uczciwie się wycofać, stwierdziwszy, że &amp;quot;dziś się nie da&amp;quot;. Paradoksalnie najmniej wiało tuż pod szczytem, wąskie i skręcające na zachód górne piętro doliny było jakimś cudem dobrze osłonięte od żywiołu. Zjazd całkiem bez zarzutu na odcinku ok. 200 m pionu, później zrobiło się już nieco za miękko, a za to hamująco i przepadająco. Popołudnie upłynęło nam na leniwym bytowaniu w chatce i lekturze książek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę wszystko na odwrót. Niemal brak wiatru, ale i brak lampy. Śnieg w wyższych partiach gór pozostał więc dosyć zmrożony. Tam, gdzie nie było kolein, to jeszcze w miarę. Jednak w miejscach wąskich i bardziej wyjeżdżonych, było dosyć słabo. Do tego te szarobure chmury, wprawdzie na tyle wysoko, że nie zasłaniały nam widoków, ale za to skutecznie psuły światło. Dotarliśmy do przełęczy Winnebachjoch (2782), podelektowaliśmy się widokiem i zawróciliśmy. Nie był to zły zjazd, choć przez brak kontrastu, na odcinku raptem 500 m pionu dwa razy wypadłem spektakularnie z nart. Po powrocie do chatki szybko dopakowaliśmy graty biwakowe i ruszyliśmy z powrotem na parking. Z pogodą miało być coraz gorzej, a zresztą i jedzenie się nam powoli zaczęło kończyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Razem wyszło ok. 2400 Hm w trzy dni. Wracając, w dolinie Innu odnotowujemy +26 C.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Sulov-Hradna|Karolina, Iwona, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|01-05 05 2024}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy na rodzinny wyjazd w trzy rodziny. Na pewno najwięcej frajdy miały dzieci :) Sportowo dużych wyczynów nie zrobiliśmy. Miało być trochę wspinania (ponoć znany słowacki rejon) ale okazało się, że tutejsze środowisko wspinaczkowe nie dogadało się z odpowiednikiem słowackiego RDOŚ-iu i rejon był wyłączony z użytkowania. Z tego powodu, oprócz jednego dnia na basenach, zorganizowaliśmy sobie dwie wycieczki po okolicznych górach. Zdobyliśmy jednego dnia Rochac (803 m) i Brade (814 m), a innego dnia Klapy (654 m), zwiedziliśmy kilka małych jaskiń/grot i zostaliśmy rodziną zastępczą dla zbłąkanej owieczki. Góry niskie, ale bardzo urokliwe. Chyba jeszcze wrócimy tutaj na krótkie niewymagające wypady z Karolcią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zastudni|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie  robimy 7 dróg od V+ do VI.1+ (te trudniejsze Paweł) na Lisiej Skale. Drogi piękne, długie lecz dość &amp;quot;wyślizgane&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Skały suliszowickie - wspin|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy sezon wspinaczkowy w przepięknych skałach na północ od Suliszowic. Robimy 7 dróg w zakresie od IV+ do V+ na skale Alf. Dla nas trudności w sam raz choć niektóre nazwy dróg nie co dołujące/sugestywne - &amp;lt;i&amp;gt;Dla Dziadków&amp;lt;/i&amp;gt; czy &amp;lt;i&amp;gt;Droga Emerytów&amp;lt;/i&amp;gt;. Piękna pogoda, wspaniały teren, nie wielu wspinaczy. Potem robimy jeszcze spacer w terenie odwiedzając skały Muminek, Pod Prądem, Suliszowicka Brama (bardzo ciekawy obiekt natury), Kapuśnia Skała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sowie Skały - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|27 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknie zapowiadającą się sobotę, jedziemy powtórzyć niepewne elementy wyciągnięte prosto z wytycznych Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA. Egzamin już za 2 tygodnie - idealny czas na doszlifowanie umiejętności. Sowie skały przywitały nas “ZAKAZ WSTĘPU - obiekt monitorowany”. Dobry research pozwolił ustalić prawdopodobny numer telefonu właścicieli “obiektu”. Dzwoni Miłosz. Po niezwykle wyrafinowanej rozmowie, udaje się dostać ustne pozwolenie włodarzy na nasz trening. Zaczynając od niuansów wspinaczki idziemy dalej w kierunku działań jaskiniowych, kończąc na widowiskowym auto-ratownictwie. Kto nie widział metody przeciwwagi używanej w metodzie przeciwwagi - niech żałuje. Deszcz postraszył nas parę razy, ale co to dla nas przyszłych taterników jaskiniowych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-Sowie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ludwinowska|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |21 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Ludwinowska to niewielka dziura. Robimy ją jednak ciut inaczej. Zjeżdżamy 11-metrowym kominem. Paweł dodatkowo wyłoił to później klasycznie. Dość zimno, ok. +1 st. Pruszył śnieg i padał deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FLudwinowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podhale/Spisz - pętla rowerowa wokół jez. Czorsztyńskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |20 04 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W fatalnej pogodzie start z Nowego Targu i dalej wzdłuż Dunajca do jez. Czorsztyńskiego. Objeżdżam jezioro od południa i wracam północnym brzegiem i częściowo tą samą drogą wracam Nowego Targu. Prognozy pogody były fatalne lecz ciągle nie padało choć było dość zimno (ok. 5 st.). Dyst. - 73 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - skitury w Taschachtal|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|11 - 14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Dłuższa relacja: [[Relacje:Taschachtal_2024]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch – skiturowy klasyk solo|&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w sobotę zaparkowałem w Kuźnicach na Parkingu pod Nosalem na ul. Karłowicza. Parkuję tam od kiedy wprowadzono płatne parkingi na terenie Zakopanego. Z parkingu można się szybko dostać na ścieżkę, prowadzącą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem iść na Kasprowy, na którym jeszcze na nartach nie byłem i uznałem, że będzie to sensowny cel na wycieczkę solo w tych warunkach – od paru dni wiało i zwiększyło się zagrożenie lawinowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z nartami na plecach szedłem przez Kalatówki, na których już prawie nie było śniegu, a pasące się tam jelenie wyjadały pierwsze pojawiające się krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrałem szlak przez Halę Goryczkową. Ominąłem Halę Kondratową. Z niebieskiego szlaku zszedłem w okolicach nartostrady na szlak zimowy i dopiero przed stromą ścianką założyłem narty. Następnie zgodnie z przebiegiem szlaku prosto na Kasprowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczycie mocno wiało. Ludzi mnóstwo, co dziwiło, bo powinni być ze święconką w kościele. Skiturowców do tego momentu spotkałem zaledwie siedmiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Kasprowego zjechałem do Murowańca. Zjazd stokiem, dość szybki i sprawny, ale w dolinie śnieg był tak hamujący, że wyrwało mnie z wiązań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd możliwy do Murowańca. W Murowańcu chwila przerwy i przez Boczań do Kuźnic. W nartach udało się dojść do Przełęczy między Kopami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Ötztalskie - Skiturowa próba sił z pogodą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|29 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
Śniegu w Alpach nadal sporo i nawet mieliśmy trochę czasu, żeby z niego skorzystać. Ale niestety, zaliczyliśmy porażkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy przewidywały kilka bardzo wietrznych dni, bez żadnej chwili wytchnienia. Wichrem miały być objęte praktycznie całe austriackie Alpy, a zresztą wraz z nimi kawał Europy, z Tatrami włącznie. No ale różnie to z prognozami bywa, a my byliśmy mocno zdeterminowani. Przejechaliśmy więc spory kawał drogi w Tyrol i podeszliśmy doliną Taschachtal do schroniska Taschachhaus (2434). Ten spacer był jeszcze w miarę przyjemny, ale już wieczorem okazało się, że ani meteorolodzy, ani ich komputery nie myliły się. Przez całą noc huraganowy wiatr trzeszczał złowieszczo dachem chatki. Oprócz nas mieszkało w niej ponad 20 osób - Węgrzy, Czesi, Niemcy, Austriacy - krótko mówiąc, łóżko się dla nas znalazło, ale wszyscy na raz nie mieściliśmy się w kuchni... Co znamienne, wszyscy wokół byli młodsi od nas... najwyraźniej siwe głowy postanowiły nie pchać się w góry przy takiej prognozie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy jako ostatni, nie mogąc nadziwić się bałaganowi, jaki pozostawiły po sobie inne ekipy. Uszliśmy może z 300 metrów od schroniska (chodzi mi o całkiem poziome metry!) i tyle nam wystarczyło. To, że wiatr przewraca Olę ... to się zdarza. Ale mnie? I to jeszcze w dolinie...? Na domiar złego względnie wysoka temperatura powietrza oraz nocny opad śniegu wygenerowały niebezpieczną i nieprzyjemną szreń. Tego było już za wiele. Pozostałe zespoły zaczęły też po kolei wracać z gór i przyznawać, że warunki są zbyt trudne. Doszliśmy do wniosku, że dalszy nasz pobyt w schronisku nie ma sensu. Może i w innej sytuacji miłą alternatywą byłoby czytanie książek i doglądanie ognia w piecu... ale przy takim tłoku, poetyka niezobowiązującego pobytu w krainie zimy traciła cały swój czar. Spakowaliśmy więc bety i wróciliśmy do auta. Nawet i to nie było takie łatwe, bo akurat nisko w dolinie śnieg rozmiękł i również &amp;quot;w dół&amp;quot; nie obyło się bez założenia fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zjeździe przemieściliśmy się w strefę lepszej pogody. W niższych Alpach niestety śniegu brak, ale przynajmniej nie wiało aż tak. W świąteczną niedzielę na pocieszenie zaliczamy pieszą wycieczkę w parku Hohe Wand do schroniska Eicherthütte - taką na 11 kilometrów i 650 Hm. Na koniec, w poniedziałek, rowerowa pętla po lasach panewnickich - więc mimo wszystko udało się spędzić święta w miarę aktywnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Marcin Kowalski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11515</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11515"/>
		<updated>2024-04-16T19:23:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:Magda Dacy, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Kolejne wyjście w rejon Coctail-Baru i Kanionu, tym razem również w doborowym towarzystwie ;) Działamy w rejonie Mokrej 18-stki i jej obejścia, sprawdzając boczne korytarzyki, kominki i studzienki. Razem z Magdą i Staszkiem zwiedzamy również Pochylec- bardzo oryginalna salę z widocznymi warstwami skalnymi. Później pomagamy przy pomiarach, poręczowaniu i deporęczowaniu. Na koniec ratujemy małą żabkę, która zgubiła się podczas eksploracji. Wynosimy ja na powierzchnię w bidonie, przezornie wypuszczamy z dala od otworu, żeby woda jej przypadkiem znowu nie zabrała w głąb ziemi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wędrówka przez 3 przełęcze|Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Plany były ambitne lecz warunki śnieżne zweryfikowały zamierzenia. Trochę spontanicznie wyklarowała się jednak bardzo ciekawa wycieczka. Z Brzezin na rowerach z nartami na plecakach podjeżdżamy do Murowańca. Stad podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy gdzie ciut niżej zaczyna się konkretny śnieg. Zbocza od Żółtej Turni po Granaty pozbawione są ciągłej pokrywy a właściwie przeważa jej brak. Stąd Marcin zawraca do schroniska a my podążamy żlebem na Karb by dotrzeć do Dol. Zad. Gąsienicowej. Tu warun jest lepszy. Trawersujemy górne partie doliny by nie tracić wysokości i na nartach podchodzimy pod Świnicką Przeł. Żleb z buta do góry. Grań bez śniegu. Obchodzimy szlakiem Skrajną Turnie i robimy przepiękny zjazd z Skrajnej Przełęczy (2071). Za skalnymi ostrogami skośnym zjazdem osiągamy dolną stację kolejki w Gąsienicowej. Do schroniska z buta a dalej już w trójkę pędzimy na rowerach w dół. Łukaszowi zajmuje to 12 min a nam ciut dłużej ale wszyscy szczęśliwie docieramy do auta. Ponad 1100 m przewyższenia i 20 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Skrajna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy: Góry Opawskie/Wysoki Jesiennik|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 04 2024}}&lt;br /&gt;
Prognozy pogody na ten weekend bardzo się poprawiły, więc postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę. W sobotę dojeżdzamy na parking pomiędzy Pokrzywką a Jarnołtówkiem, skąd wyruszamy przez Gwarkową Perć na szczyt Biskupiej Kopy (890 m), po drodze robiąc przystanek w schronisku. Następnego dnia wyruszamy na czeską stronę gdzie odwiedzamy Narodowy rezerwat przyrody Rejvíz (cenne przyrodniczo torfowisko) z Wielkim Torfowym Jeziorem, a następnie kierujemy się na Zamecky Vrch (933 m). Jednym słowem rodzinny weekend :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Oravski - rajd rowerowy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2024}}&lt;br /&gt;
Rozruch po rejsie w upalny dzień. Tym razem wybieramy ciekawą trasę rowerem po dolinie Polhoranki po słowackiej stronie granicy. Trasa ciekawa i bardzo widokowa choć niezbyt trudna. Urozmaiceniem było wyjście na szczyt Priehyba (1050). Nie ma tu żadnych szlaków. Na rowerze pokonujemy 35 km i 540 m deniwelacji + odcinek pieszy. Rajd kończymy kąpielą w Polhorance. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FOrava&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesicie - Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Studnia Szpatowców.|Emil Stępniak, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|04 04 2024}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pięknej pogody, zmiany czasu na letni oraz coraz dłuższego dnia, wybraliśmy się do Podlesic aby pozwiedzać okoliczne jaskinie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Jaskini Żabiej, gdzie już na początku nikt z nas nie miał ochoty poręczować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękne słońce i wysoka temperatura skutecznie nas rozleniwiła. Po chwilowej naradzie udało się ustalić konsensus. Żabią poręczuje Daniel. Po szybkim zjeździe przywitała nas spora krata której pokonanie było w miarę łatwe. W samej jaskini duże pokłady kalcytu i brak nietoperzy ( chyba już wszystkie się obudziły ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga Jaskinia - Sulmowa - prosta, teoretycznie do przejścia bez liny, w praktyce w miarę ciasna, i z bardzo śliską studzienką - zaporęczowaliśmy i zjechaliśmy na linie. W miarę krótkim czasie zwiedziliśmy wszystkie zakamarki i skierowaliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studnia Szpatowców - miejsce owiane złą sławą. Wita nas mega-śliską pochylnią, na której końcu jest studnia. Stosunkowo szybko docieramy na dno, radlerek, chwila zadumy i wychodzimy. Słońce już zaszło, w świetle latarek wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fzabia_studnia_szpat_sulmowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11503</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11503"/>
		<updated>2024-04-07T06:35:27Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza – 16. Dąbrowski Półmaraton |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 04 2024}}&lt;br /&gt;
Mój debiut na dystansie półmaratonu. Założenie było, żeby w moim przypadku przebiec trasę w 1h i 45min i założeń dotrzymałem. Buli zrobił to w 21  min szybciej. Trasa fajna, wzdłuż jezior Pogorii, bez większych górek, płaska. Pogoda super, choć gdyby było ciut chłodniej byłoby lepiej. Ostatecznie zajmujemy miejca 49 (Buli) i 354 (ja), a startowało ponad 1200 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;lt;i&amp;gt;MAŁE ANTYLE&amp;lt;/i&amp;gt;: żeglarski rejs po Morzu Karaibskim|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow. - Jan Masztalski (skiper), Kazik, Asia, Kasia, Ania, Konrad, Grzegorz|12 03 - 31 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w rejsie żeglarskim po Morzu Karaibskim wzdłuż Małych Antyli. Start na wyspie Saint Martin i stąd generalnie płynęliśmy na południe odwiedzając poszczególne wysypy m. in. Saint Barthelemy, Saint Kitts i Nevis, Monserat, Gwadelupę, Dominikę oraz Martynikę gdzie zakończyliśmy rejs pokonując 300 Mm. Na wyspach robiliśmy wycieczki piesze m. in. w góry. Na Martynice wyszliśmy na najwyższy szczyt wyspy Mt. Pelee (1397). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FAntyle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja dla zainteresowanych tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Wyprawa_%C5%BCeglarska_po_Morzu_Karaibskim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy; Zjazd na medal |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|24 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marsz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tatry w niedzielę ?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W niedzielę… tak!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, serio? Ooo, to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, wracam z Włoch, ale około 18 będę w domu i na rano będę gotowy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślałem, że sezon już zamknąłem, ale okazało się, że jeszcze na to za wcześnie. W składzie dwuosobowym, Łukasz i Marcin, wybraliśmy się w Tatry. Mieliśmy powtórzyć przejście Tomka i Michała z dnia poprzedniego, tj. Palenica-MOKO-Wrota Chałubińskiego-Szpiglasowy Wierch – Piątka-Palenica, ale z nudów, na asfalcie do MOKA, zdecydowaliśmy inaczej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w nocy był świeży opad, a nie sprawdzałem zagrożenia na dzisiaj…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- ja sprawdzałem, nadal jest tylko jedynka… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pogoda ma być też całkiem spoko, trochę pochmurnie na początku, ale ma się rozpogadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- świeży śnieg, kilka dni jedynki i pomimo opadu nadal jedynka… to brzmi jak zjazd rysą… tam jest zawsze przynajmniej jeden stopień więcej, a teraz mamy jedynkę – kiedy to się powtórzy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- zdecydujemy w MOKU&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego już nie udało się cofnąć. W MOKU przekąski i poszliśmy przez stawy pod górę. Śnieg świetny, miejscami po pas. Przed nami szło około 15 osób. Im wyżej tym śnieg bardziej zmrożony. Raki założyliśmy po ok 100-150m rysy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było to dla nas męczące podejście, bo moje nogi były po 5 dniach na nartach, a żołądek Łukasza po imprezie… ostatecznie po 6 godzinach od Palenicy staliśmy na przełączce pod szczytem. Na szczyt wszedłem na moment pstryknąć zdjęcia i wróciłem do Łukasza.&lt;br /&gt;
„Zjazd boski, najlepszy warun w Tatrach, jaki pamiętam, wymarzony, to się już nigdy nie powtórzy” – tak mówił Łukasz. Ja nie bawiłem się już tak dobrze- moje umiejętności pozwoliły mi bezpiecznie przemieszczać się w dół… może wiązanie trochę puszczało, może nie przestawiłem się z jazdy po stokach na jazdę w puchu… ktoś mógłby tak pomyśleć. Prawda jest taka, że dopiero się uczę i idąc na szczyt wiedziałem, że umiejętności już mi starczy do tego, żeby się chociaż zsunąć, a jak w międzyczasie okaże się, że będę potrafił trochę więcej niż poprzednim razem, to już będzie plus. No i ta ekspozycja też nie pomagała wyjść poza strefę komfortu. Przy okazji – widoki przepiękne 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było zimno. Ponad Bulą były już spore podmuchy i tam każdy postój był nieprzyjemny, a Łukasz musiał na mnie trochę czekać. Dzięki! Jak pojawiało się słońce to robiło się odrobinę cieplej, ale automatycznie zaczynało wiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MOKU przywitali nas TOPRowcy i wywiązał się ciekawy dialog:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak zjazd, dobry był?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ktoś umie jeździć to super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy 😉&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tego się jednak nie da nauczyć na stoku, ale gdzieś się trzeba uczyć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiadomo. Wy macie twarde narty, zjazdowe? A nie, to dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobra, dzięki chłopaki, idę kupić magnes i zbieramy się na parking…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dla ciebie to złoty medal, że to zjechałeś&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kurtyna milczenia…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka była dużo dłuższa niż się spodziewaliśmy, ale wróciliśmy zadowoleni- zmęczeni, ale zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: Costa Blanca - wspin|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|22 02 2024 - 02 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima w Polsce niezbyt śnieżna więc padł pomysł żeby zmienić aktywność z nart na wspinanie w cieplejszym rejonie Europy. Costa Blanca to idealne miejsce na wspin od jesieni do wiosny, temperatury oscylują w okolicach 15 - 25 st. Znajdziemy tu 12 selektorów z ponad 600 drogamiwięc każdy znajdzie coś dla siebie. Drogi jedno i wielowyciągowe oraz wspinanie na klifach z ładnymi widoczkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHiszpania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11468</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11468"/>
		<updated>2024-03-31T19:38:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały – Leskowiec |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 03 2024}}&lt;br /&gt;
Mój drugi w tym roku marszo-bieg na Leskowiec. Droga klasyczna (ok. 600 m przewyższenia i 16,5 km) i nowy rekord trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKusieta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Łomnicka Baszta||10 03 2024}}&lt;br /&gt;
Łomnicka Baszta o wysokości 2214 m.n.p.m. była się naszym celem na jedną z prawdopodobnie ostatnich w tym sezonie (2023/2024) skiturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół czterech osób, z których tylko trójka jest szczęśliwymi członkami RKG „Nocek”, którzy na dodatek nie mają żadnych zaległości w opłacaniu składek i sprzęt oddają zawsze na czas, wyruszył o 6.00 rano z Rudy Śląskiej przez Bielsko, w którym zabierał ostatniego, piątego uczestnika, do Tatrzańskiej Łomnicy, do której dotarł ok 10.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym wyjeździe nie liczył się tak bardzo sam cel, jak środek do jego osiągnięcia. Plan był prosty: założyć i ściągnąć narty jak najbliżej samochodu. Z tego względu wybraliśmy wejście wzdłuż stoku narciarskiego i na wysokości ok. 1700 metrów, przed dolną stacją wyciągu na Łomnicką Przełęcz, odbiliśmy w lewo prosto na Łomnicką Basztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tej wysokości wisiała chmura i widoczność była bardzo ograniczona, dlatego, co ważne, pamiątki w postaci zdjęć mamy kiepskie. Dodatkowo, ale to już tylko na marginesie, trudna była również orientacja w terenie. Z nawigacją idealnie poradził sobie Tomek przy pomocy urządzenia elektronicznego zwanego smartfonem. Wyprowadził nas wprost na wierzchołek, bez błądzenia i nadrabiania drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd zrobiliśmy tą samą drogą. Warunki w terenie były „jako takie”. Śnieg był twardy, taki beton, ale miejscami znajdowały się nawiane, niewielkie depozyty idealne do zakręcania. Początek zjazdu w tej samej chmurze, w której wchodziliśmy. Zjazd stokiem był z kolei walką o przetrwanie, ale na szczęście wszyscy wyszliśmy z tej walki obronną ręką i o własnych siłach wypięliśmy narty na końcu stoku, 50m od samochodu. Z chmury, która wisiała nad basztą kropił już wtedy deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby nie fakt, że relacja ta jest pisana dwa tygodnie po wycieczce, stwierdziłbym pewnie, że to ostatnia tura w tym sezonie (zaznaczyłem to przecież na początku). Teraz już jednak wiem, że byliśmy jeszcze potem w Tatrach i dołożyliśmy kilometrów do skiturowo-jaskiniowej, wewnętrznej potyczki klubowiczów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem, ze zdjęciami było krucho, ale widać na nich zdjęcia z Baszty. Na jednym z nich widać zjazd miejsce, w którym opuściliśmy szlak wspinając się na wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Flomnickabaszta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11464</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11464"/>
		<updated>2024-03-23T15:21:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów – Bieg Wiosenny 2024 |Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2024}}&lt;br /&gt;
W tym roku zapisałem się na organizowany w Parku Śląskim bieg na dystansie 10 km. Bieg cieszy się dużą popularnością, bo zapisanych było ok. 1 300 osób. W tym roku trasa była całkowicie inna niż zwykle, bo nie była to pętla wokół całego parku. W tym roku wytyczono mniejszą ok. 5 km pętlę, którą trzeba było okrążyć dwa razy, a meta jak zwykle była na bieżni stadionu śląskiego. Buli pobił swoją życiówkę kończąc bieg w czasie troszkę ponad 39 min i zajmując w klasyfikacji OPEN 49 miejsce. Ja zdecydowanie skromniej, bo dyszkę ukończyłem po 46min i 39 s, co w klasyfikacji OPEN dało 207 miejsce. Wiadomo, że trasa, trasie nie równa, ale w porównaniu z zeszłym rokiem, poprawiłem swój wynik o prawie 1 min. Jest jeszcze pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
link do zdjęć: https://dziennikzachodni.pl/ponad-1300-startujacych-bieg-wiosenny-w-parku-slaskim-odbyl-sie-juz-po-raz-jedenasty-zdjecia-wyniki/ga/c2-18406795/zd/74854771&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: xyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11463</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11463"/>
		<updated>2024-03-21T21:23:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''16 03 2023 ''' – Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''04 03 2023 ''' – AUSTRIA: Totes Gebirge&lt;br /&gt;
* '''03 03 2023 ''' – Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna&lt;br /&gt;
* '''03 03 2023 ''' – Beskid Śl. - wokół Zł. Gronia na nartach i rowerze&lt;br /&gt;
* '''02 03 2023 ''' – Tatry Zach. - Ptasia Studnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11461</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11461"/>
		<updated>2024-03-18T07:40:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: xyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11457</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11457"/>
		<updated>2024-03-17T22:31:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięcie przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawiał małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporenczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: xyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11456</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11456"/>
		<updated>2024-03-17T22:22:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M. (wszyscy sympatycy SBB mają takie klubowe bluzy?), który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięcie przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawiał małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporenczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: xyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11408</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11408"/>
		<updated>2024-02-24T23:06:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11366</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11366"/>
		<updated>2024-02-06T16:34:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''04 02 2023 ''' – Beskid Żyw. - Kopiec&lt;br /&gt;
* '''04 02 2023 ''' – Beskid Makowski - Kolisty Groń&lt;br /&gt;
* '''26 - 29 01 2023 ''' – Tatry - szkolenie zimowe kursantów&lt;br /&gt;
* '''28 01 2023 ''' – Chorzów - IX Bieg z Sercem; WOŚP&lt;br /&gt;
* '''28 01 2023 ''' – Beskid Żyw. - trawers Cyla i Diablaka&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11365</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11365"/>
		<updated>2024-02-06T16:33:30Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11364</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11364"/>
		<updated>2024-02-06T16:32:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śniegi i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11363</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11363"/>
		<updated>2024-02-06T16:31:31Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do bratowej i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śniegi i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11353</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11353"/>
		<updated>2024-01-29T20:12:33Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|29 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11352</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11352"/>
		<updated>2024-01-29T20:12:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|29 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35 km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11351</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11351"/>
		<updated>2024-01-29T20:10:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|29 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35 km/min, także jestem zadowolony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11325</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11325"/>
		<updated>2024-01-16T21:43:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11307</id>
		<title>Wyjazdy 2023</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11307"/>
		<updated>2024-01-05T08:10:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Między Stołą a Małą Panwią - rajd rowerowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Dariusz Sapieszko (TKTJ)|30 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny rajd rowerowy leśnymi szutrami po rozległych kompleksach leśnych między rzekami Stoła i Mała Panew. Start i meta w Strzybnicy. Niemal ciągle w deszczu, czasem ulewnym. 50 km jest w tej pogodzie w sam raz na krótki grudniowy dzień. Po drodze kilka ciekawych miejsc, zwłaszcza Krywałd - miejsce w dolinie Małej Panwi oraz kilka leśnych uroczysk. Po tej częściowo błotno - wodnej kąpieli wyglądamy zgoła inaczej niż na starcie no i wyziębienie też odczuwalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTarGor&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|28-30 12 2023}}&lt;br /&gt;
Mając możliwość kilku dni wolnego odwiedziłem Magdę i Staszka w Betlejemce. Przy okazji zrobiłem spacerek po okolicy i wszedłem na Kasprowy Wierch.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy i jaskinie|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wolta zimy powoduje, że znów narty muszą poczekać a rower wraca do łask. Z Chechła bardzo atrakcyjnymi, terenowymi trasami zataczamy ciekawą pętlę (ponad 30 km) przez m. in. Żelazko, Hucisko, Bydlin oraz dolinę Białej Przemszy wracamy do auta. W okolicach Huciska odnajdujemy Jaskinię w Hucisku i Jaskinię Prostą. To małe ciasne dziury w dość rozległym masywie skalnym. Obok jeszcze kilka ciekawycy otworów, w których ktoś kopie. Pogoda cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJura-rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|17 12 2023}}&lt;br /&gt;
Skuli wcześniejszej choroby, to dopiero moje pierwsze &amp;quot;foki&amp;quot; w tym sezonie. W Tatrach roztopy - na plusie było co najmniej do wysokości 2000 m. Dzień na dobre zaczynamy w Betlejemce, gdzie zostaliśmy podjęci pyszną kawą i ciastem przez gospodarzy obiektu, czyli Magdę i Staszka. Stamtąd bez większych nadziei ruszamy w kierunku Koziej Dolinki. Jednak po drodze pogoda stopniowo poprawia się, gdzieś tam w oddali zaczyna się przebijać popołudniowe słońce, a przypadkowo spotkani w dolince narciarze zapewniają nas, że nie pożałujemy podejścia ich śladami. I takim oto sposobem tak jakoś wyszło, że wdrapaliśmy się na Kozią Przełęcz. Zjazd pozytywnie nas zaskoczył, mimo dodatniej temperatury nawet na tym trudnym prożku pod Zmarzłym Stawem udało się zrobić kilka fajnych skrętów. Na koniec, dzięki porządnemu uklepaniu drogi przez pieszych, odcinek z Murowańca do parkingu w Brzezinach pokonujemy w niecałe trzynaście minut. W sumie wyszło jakieś 630 m podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - Javorowy Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Gałecka|17 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka skituorowo-piesza wycieczka z akcentem na &amp;quot;pieszo&amp;quot;. Jak to często bywa o tej porze roku, śniegi stopniały i dość wysoko dajemy z buta. Potem jednak zaplanowaną trasą docieramy już po fajnym śniegu na szczyt Javorowego Szczytu (1032). Stąd łagodny zjazd na Mały Javorowy (947) gdzie zatrzymujemy się w schronisku. Zjazd początkowo po super śniegu starą nartostradą. Niżej jednak &amp;quot;kalafiory&amp;quot; i zlodziały śnieg. Dalej kamienie, więc do auta dochodzimy &amp;quot;z buta&amp;quot;. Tym nie mniej wycieczka całkiem fajna, pogoda piękna. 9 km i 600 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Javorowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał (niezrz.)|16 12 2023}}&lt;br /&gt;
Na butach przeszliśmy trasę z parkingu w Nałężu przez Czupel i potem Błatnią na Klimczok, dalej powrót tą samą drogą na Błatnią, a potem szlakiem &amp;quot;harcerskim&amp;quot; nazot do Nałęża. Na grzbiecie piękne, zimowe krajobrazy, ale w lesie głównie błoto i na nartach nie byłoby szans. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwarzywszy na topniejący śnieg lub jego całkowity brak w Rudzie Śląskiej pełen obaw  wybieram się na skitury w Beskid. Jadąc obwodnicą Bielska Białej mijam zielone łąki, pola pszenicy i rzepaku no może bez rzepaku. Z nadzieją w sercu, bijąc się z myślami czy wracać do domu na 500m przed Złatną Hutą moim oczom ukazuje się śnieg. Startuje o 6:30 w padającym śniegu kieruje się na przełęcz Bory Orawskie i granicą Państwa podążam na Krawców Wierch dalej długim zjazdem na Przełęcz Glinka. Przekraczam drogę i wspinam się dalej granica w kierunku Javorina. Tutaj żegnam się z szlakiem i na „szago” zjazdami przez las docieram do miejscowości Glinka. Z powodu braku śniegu idę z buta. Skręcam przy kaplicy na żółty szlak. Widok płyt tworzących highway to heaven sprawia że mozolnie pokonuje następne metry. Po pół godzinie pojawia się śnieg i w lepszym nastroju  melduje się przy Bacówce na Krawcowym. Z powodu turnieju piłki siatkowej (zbyt wielu ludzi) zatrzymuję się na krótko. Ściągam przemoknięte foki i udaję się niebieskim szlakiem granicznym w stronę Złatnej. Mam szczęście teren dopisuje i już bez fok mogę śmigać ostatnie 7,5 kilometra na nartach. Udaje mi się jeszcze po jasnoku być przy aucie. Dzień uważam za udany, na szlaku spotkałem tylko 3 osoby (nie licząc schroniska). &lt;br /&gt;
Podsumowanie: dystans 34 km, przewyższenie 1150 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina górnej Kłodnicy na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Burek (os. tow. w pierwszym dniu)|09 i 10 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kłodnica to prawy dopływ Odry, płynie przez Wyżynę Śląska od Katowic do Koźla. W swoim górnym biegu w wielu miejscach zachowała naturalny charakter. Meandruje dość szeroką doliną, porośniętą często lasami. Choć wokół teren jest dość zurbanizowany to sama rzeka jest w tym rejonie izolowana różną roślinnością. Na nartach biegowych przeszliśmy wzdłuż rzeki od granicy z Katowicami do granicy z Zabrzem. Kłodnica równiez stanowi częściowo południową granicę Rudy Śląskiej. Ponieważ dysponowaliśmy ograniczonym czasem to podzieliśmy akcję na 2 dni. Na nartach mogliśmy pokonać podmokłe tereny, który latem są trudno dostępne. Ciekawostką było miejsce, gdzie bobry budują na rzece żeremię. Charakterystycznie ogryzione drzewa są tego dowodem. W drugi dzień wyszedłem na największą hałdę (bardziej już przypomina naturalne wzniesienie) w okolicy by zjechać z niej długim łagodnie opadającym trawersem (z 200 m zjazdu) do koryta Kłodnicy przy granicy z Zabrzem. Bardzo ciekawa wycieczka, zwłaszcza, że nie często zdarzają się tak dobre warunki śniegowe na jej dokonanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel|02 12 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na spore opady śniegu dojazd do Korbielowa zajmuje znacznie więcej czasu niż zwykle. Na Pilsko już wchodziliśmy przeróżnymi drogami lecz dol. Kamiennego Potoku po raz pierwszy. Po sforsowaniu strumienia leśnymi dróżkami docieramy na Halę Miziową. Stąd na przełaj przez las w głębokich śniegach na grzbiet graniczny. Dalej przez Kopiec na Pilsko (1557). Tu pojawia się nawet sporo osób (niżej wyciągi nie krusowały). Ciągle padał śnieg. Widoczność ograniczona lecz zjazd bardzo fajny. W schronisku robimy krótki rest i dalej pustymi nartostradami przez Buczynkę do parkingu. Dojazd do domu również znacznie dłuższy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybicien&amp;lt;/u&amp;gt;, Milosz Pawlik, Asia Piskorek|01 12 2023}}&lt;br /&gt;
Wyprawa do jaskini była bezpośrednim następstwem Klubowego Spotkania Andrzejkowego (zresztą bardzo licznego). Tam też każdy z nas określił &amp;quot;mam wolną sobotę - może pójdę do dziury&amp;quot;. Jak wymyślili tak zrobili. Zaczęło się wcześnie rano, od odśnieżania mocno zasypanych śniegiem samochodów. Ciężkie warunki na drodze, nie powstrzymały nas w osiągnięciu celu. Opóźnieni 30 minut, po zaparkowaniu auta, wyruszyliśmy szukać otworu wejściowego. Nie było łatwo. 15 cm śniegu i mocno zakryte wejście, nie powstrzymało Miłosza, który w try miga odnalazł wejście. Na zewnątrz zimno, pada śnieg - nie ma na co czekać - schodzę i poręczuję do samego dna, zjeżdżając studnią &amp;quot;ASa&amp;quot;. Czekając na kompanów, zwiedziłem salkę Daniela i początkowe partie ciągu Tatrzańskiego.  Gdy już wszyscy byli na dole szybka decyzja idziemy w stronę &amp;quot;Dylematów Zachodnich&amp;quot;. Po spenetrowaniu połowy dylematów robimy wycof - luźne wanty i odklejający się strop nie zachęcał do wchodzenia dalej. Po powrocie do studni &amp;quot;ASa&amp;quot; idziemy dalej - do końca &amp;quot;Ciągów Tatrzańskich. Bardzo szybko w miarę szeroka i wygodna jaskinia zmienia się w pionowy zacisk. Dochodzimy do &amp;quot;Zaburzeń Wschodnich&amp;quot;. Chcemy się dostać do &amp;quot;salki Niestałości&amp;quot; ja wchodzę innym zaciskiem, Asia innym. Miłosz kibicuje nam w z tyłu. Wchodząc jako pierwszy znajduje nowe wyjście z salki, które nie jest opisane na planie.  Mocny zacisk - tak więc nie ma na co czekać, wciskam się. Po przejściu jeszcze paru metrów odnajduję miejsca których nie uda mi się przejść oraz kawałek kartki w koszulce na dokumenty. Na kartce napis &amp;quot;PROSIMY O KONTAKT SPELEOOLKUSZ MACIEK I OSKAR (numery tel.) . Tego jeszcze w jaskini nie widziałem. Panowie Maćku i Oskarze, jeżeli to czytacie - Pozdrawiamy ;) . Po wyczołganiu się z nowych partii, ruszyliśmy do wyjścia. Po wyjściu okazało się że dosypało jeszcze śniegu - ale dla nas nie miało to już znaczenia. Szczęśliwi, zwiedzeniem nowej jaskini ruszyliśmy do samochodu. Można powiedzieć że była to Miłosza i Moja pierwsza Zimowa jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch - jesienna skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel|28 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy na Kasprowy Wierch (dla nas pierwszy w tym sezonie). Start z Rudy o 3.30. Warunki na drogach kiepskie więc i jazda nieco dłuższa. Dalej bajka. Wbrew pesymistycznym prognozom pogody było całkiem fajnie. Z Bystrego Dolnego na nartach podchodzimy zielonym szlakiem na Myślenickie Turnie. Dalej trawersem po stromym zboczu (tego wariantu dotychczas nie stosowaliśmy) na Rówień Goryczkową. Stąd już podejście na sam szczyt Kasprowego Wierchu (1987). Tu pustka bo kolejka nie kursowała. Słońce próbowało się przebić przez szarą powłokę zamieniając górski pejzaż w niesamowity koloryt. Zjazd początkowo w zsiadłym puchu a dalej też całkiem fajnie. Zjazd więc cudowny do samego auta. Ogólnie warunki na tym obszarze znakomite lecz w lesie i żlebach śniegu jeszcze musi dopadać. Spotykamy tylko kilka osób na skiturach. Robimy 1050 m przewyższenia i 17 km dystansu. W południe już opuszczamy Zakopane (wycieczka zajęła 4 h). Wieczorem jeszcze gimnastyka i zaciekłe mecze badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ciemniak i Jaskinia Zimna|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek|23 - 26 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do Kir byliśmy trochę rozczarowani brakiem śniegu, jednak miało się to zmienić w najbliższych dniach. W piątek byliśmy na Ciemniaku. W dolinie tylko lekko przyprószone śniegiem, im wyżej tym jest go więcej, już powyżej Polany Upłaz, śnieg powyżej kostek, na Równi nad Piecem zapadamy się miejscami po kolana. Dalsze dojście na Chudą Przełączkę, to torowanie w śniegu nie raz powyżej kolan, wieje, widoczność zero. Powyżej warunki jeszcze gorsze, śniegu znacznie mniej bo wywiany. Widoczność nadal jednak zerowa, gdyby nie GPS, którym Łukasz nas nawiguje, musielibyśmy zrezygnować z dalszej drogi. Na szczycie zdejmujemy plecaki tylko na chwilę, żeby dołożyć kolejne warstwy i napić się ciepłej herbaty. Na drogę powrotną wybraliśmy trasę przez Dolinę Tomanową. Tu również torowaniem i nawigowaniem GPS zajmuje się Łukasz. Choć widoczność trochę lepsza, to śniegu więcej, zapadam się miejscami po pas. Dopiero za Tomanowym Grzbietem spotykamy pierwszych ludzi, którzy idą do góry. Po zejściu do doliny idziemy jeszcze do schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano przywitała nas świeża warstwa śniegu i dużo gorsze prognozy pogody niż na dzień poprzedni, decydujemy się pozostać na poziomie dolin, robiąc dłuższy spacer reglowy, z zahaczeniem o Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, krótki spacer przed wyjazdem. Idziemy do jaskini Zimnej zobaczyć wodę w ponorze. W jaskini mokro, przemykamy nad pozalewanymi fragmentami korytarzy albo ostrożnie stąpając po kamieniach, albo unikając dotknięcia wody (dziura w kaloszu...). W ponorze zgodnie z oczekiwaniami dużo wody. Kobieca intuicja kazała mi przeciągnąć nasze rzeczy w dalsze partie jaskini choć zwykle tego nie robię, być może dobrze zrobiłam, bo po wyjściu z jaskini widzimy, że na naszych śladach pojawiła się dodatkowa podeszwa i widoczne ślady kijków, których my nie używamy. Nie wiemy, czy był to ktoś o nieczystych zamiarach, czy po prostu ciekawski zbłąkany turysta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fciemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Spełnionych Marzeń i Gienkówka|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Milosz Pawlik, Michał Przybicien|22 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowa wizyta w jaskini Spełnionych Marzeń nie zwiastowała spełnienia jakiegokolwiek marzenia tego dnia. Ekipa już na wstępie, częściowo się wykruszyła, a zmęczenie tygodniowych zmagań z pracą było widoczne na naszych twarzach od samego początku. Jeszcze ten mroźny dzień… brrr. W sumie jak podjechaliśmy na miejsce to już była 16:00 i ciemno - więc trudno mówić o dniu. Wejście do jaskini w leśnych ciemnościach prezentowało się bardziej jak studnia z “The ring” i nie zachęcało do zejścia. Ale podjęliśmy to wyzwanie. Tego dnia użyliśmy nowej liny (70m), która kupiłem dwa dni wcześniej i w pośpiechu szykowałem na wyjazd. &lt;br /&gt;
Musze przyznać że poświeciłem duzo więcej czasu niż zwykle, na zapoznanie się z planem i opisem, a mimo to ponownie miałem problemy nawigacyjne w srodku. Poreczowalem zjazd i zatrzymywałem sie co chwila sprawdzając plan mówiąc „coś mi sie tu nie zgadza”, spodziewałem sie tego o czym czytałem w opisie. Po jakichś 8 może 9 przepinkach, dotarliśmy do dna. Michał na ochotnika zszedł poszukać czy nie ma jeszcze jakiegoś przejścia - bo nie bardzo wiedzieliśmy czy dotarliśmy do Rękawa czy do Jeczydolu.&lt;br /&gt;
Ja wisiałem sobie w punkcie i wcinałem batonika próbując nabrać trochę energii.&lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się wspólnie ze będziemy się kierować ku górze i dopiero wtedy „małpując” i mając widok z innej perspektywy olśniło mnie gdzie jesteśmy. Na potwierdzenie mojej tezy znalazłem kilka punktów w innej części jaskini które zapewne poprowadziły by do Patrii Olkuskich. Ale trudno pomyślałem - nic straconego ta druga część zostawię sobie na inną wizytę. Dziś bowiem chcieliśmy jeszcze zobaczyć jaskinie Gienkówke.&lt;br /&gt;
Wyjście poszło całkiem sprawnie, ja wychodziłem ostatni i deporeczowalem. Dokładnie w momencie jak już wypełzłem na górę to Emil w ciemności dawał znaki latarką spod otworu Gienkowki, która odnalazł w ciemnościach nocy. &lt;br /&gt;
Gienkowka to mała jaskinia o przekroju pionowym, ale spokojnie można wejść bez użycia lin, a nawet trzeba, bo w uprzęży nie przecisnąłbym się nawet ja. Jaskinie pokonaliśmy w 45minut i prawie w komplecie pojawiliśmy się na dnie robiąc sobie zdjęcia z dość fotogenicznym stalagnatem.&lt;br /&gt;
W domu byliśmy ok 22.00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MOK Nowy Bytom - udział w LAWINACH&amp;lt;/u&amp;gt;|w trakcie 3 dni pojawiali się m. in.: Henryk i Monika Tomanek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia i Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Estera Dobrzyńska, Mateusz Balcer, Michał Przybycień, Miłosz Pawlikowski, Darek Rank, Karol i Iwona Pastuszka, Ola Rymarczyk, Bianka Witman-Fulde, Ryszard Widuch, Andrzej Gałecka, Tomek Jaworski, Łukasz Mazurek oraz sporo osób towarzyszących |17, 18, 19 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To było już 17-te spotkanie &amp;quot;ludzi gór&amp;quot; - LAWINY. Jak co roku wiele ciekawych prelekcji, filmów i spotkań. Damian Sz. i Piotr S. przperowadzili prlekcje o wyjazdach na płw. Indochiński, Asia P. n.t. organizacji wyprawy speleoologicznej, Mateusz B. mówił o organizacji kursów taternictwa jaskiniowego. Serdecznie dziękujemy organizatorom i prelegentom za wysiłek w przygotowanie imprezy. Równolegle do rudzkiej imprezy w Podlesicach odbywały się SPELEOKONFRONTACJE gdzie też byli nasi przedstawiciele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia znajduje się w Ruskich Górach w pobliżu Ryczowa. Nawet niczego sobie jaskinia. Trochę pełzania i komin, który wspinam (łatwo). Z góry przez szczeline wchodzi światło lecz wyjść tamtędy nie można. Później zaglądam jeszcze do kilku innych otworów w okolicy. Było dość zimno i pochmurno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskzKominem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Rejon Friuli-Wnecja Julijska, Triest, Fernetti|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurekk&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek &lt;br /&gt;
(SBB), Agnieszka Ziarko (SDD), Wiktor &amp;quot;Ahmed&amp;quot; Joniec (SDD), Waldek Bartosik (SŁ), Łukasz Pasternak (SŁ), Marcin &amp;quot;Hrabia&amp;quot; Kowalik (SŚ), Katarzyna &amp;quot;Lena&amp;quot; Koprowska (KA GB GOPR), Łukasz Paszkiewicz (WKGiJ)|01 - 05 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się do Włoch. Nasz cel to leżące w rejonie Friuli - Wenwcja Julijska miasteczko Fernetti, tuż przy Słoweńsko - Włoskiej granicy. Zatrzymujemy się na znanym mi już kampingu Excalior. Pogoda mocno jesienna, także wszyscy pod nosem nucimy na zmiane Dancing in the rain oraz Ciągle pada. Pomimo powodzi w jednym z namiotów i kapryśnej pogody, humory dopisują. Odwiedzamy jaskinie: Grotta Noe', Abisso di Fernetti, Grotta Gag, Grotta Del Margo, Grotta Sala Bianca, Grotta Sottomonte oraz inne. Nie zabrakło włoskiego jedzenia, wycieczki nad Adriatyk. Za rok wracamy na pewno do Fernetti. Nastroje psuje nam dopiero Austryjacka policja, zatrzymując na dłużej jednego busa. Jednak pomimo utrudnień wszyscy docieramy na czas do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: https://drive.google.com/drive/folders/1-H9GQRIY0FGGFkuTlUVTf01fjIDUXWLF?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BUŁGARIA: w górach Pirin|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os.tow.)|29 10 - 03 11 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Bańska na Vichren (2914) oraz zwiedzanie obszernej jaskini Prohodna (Oczy Boga) w dolinie rzeki Iskar.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBulgaria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - dogrywka jesienna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG/LVfHK), Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA/LVfHK), Miłosz Dryjański (KKS/LVfHK), Magdalena Sitarz (ST/LVfHK), Jakub Grubba (Sopocki KTJ), Karol Pastuszka|28 10 - 01 11 2023}} &lt;br /&gt;
Jeszcze jedna, udana, jesienna wycieczka jaskiń do Alp Salzburskich. Więcej: [[Relacje:Göll dogrywka 2023]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|U zbiegu Odry i Olzy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 10 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna wycieczka rowerowa po pograniczu czesko-polskim. Rezerwat - Meandry Odry jest godny odwiedzenia. Start z okolicy Gorzyczek. 31-kilometrowa pętla po obu stronach granicy wiodąca szlakami rowerowymi i pieszymi dostarcza sporo estetycznych wrażeń. Odra płynie tu naturalnym korytem wijąc się fantazyjnie w szerokim obniżeniu między Karpatami a Sudetami. Nurt Odry i Olzy jest na tych odcinkach wartki. Cudowna pogoda i oszołamiające barwy jesieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=0&amp;amp;path=.%2F2023%2FMeandryOdry&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybicień|28 10 2023}} &lt;br /&gt;
To nie mogło być normalne przejście, bo zapowiadało się zupełnie zwyczajnie, a jak wiadomo, jak coś ma pójść bez problemów, to zawsze coś się sknoci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem gwiazdami wyprawy były: latający Emil, kursant mający cohones większe niż 60litrowe worki z mokrymi linami, no i przelotka zagłady, dzięki której w słowach podłych i niewybrednych wyjaśniłem wszystkim wokół ich genealogiczne koneksje z istotami równie prymitywnymi, co przeze mnie wzgardzonymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale kolejno: trasa Kiry-Polana to tradycyjna wymiana informacji co nowego u kogo, z tym, że z racji wieku głównymi tematami były urazy, co kogo boli, jak to było kiedyś oraz dlaczego wymiana na lepszy model bywa najlepszą rzeczą, która może człowieka w życiu spotkać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek Polana-otwór, czyli podejście, to niezmiennie czas skupienia, kontemplacji, białych plam przed oczami i starania, by się nie rozpłakać, nie dostać zawału, albo sobie tego głupiego ryja na kamieniu nie rozwalić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór docieramy bez większych atrakcji, przebieramy się, a następnie zapoznajemy z programem kulturalno-fizyczno-choreograficznym Ryśka, który prezentuje, jak połączyć wchodzenie na próg z jednoczesnym z niego spadaniem przy wykorzystaniu techniki „na powaloną panzermuchę”. Szczęśliwie poza szramą na szacunku nic się nie stało i mogliśmy rozpocząć naszą podróż do wnętrza ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu znalazłem się w sytuacji, gdy po ściągnięciu lin została odcięta droga powrotna na górę. Oczywiście kiedyś już odcinaliśmy sobie powrót zalewając syfon, ale… ściągnięcie lin było bardziej namacalne. Od tego momentu teoretycznie mogliśmy iść już tylko do przodu, co też uczyniliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Czarna przyjęła nas z otwartymi ramionami i - jeśli chodzi o mnie - dała mi okazję do dostrzeżenia po raz kolejny, jak inna jest skala jaskiń na Jurze i w Tatrach. Prawdziwa przygoda w Czarnej zaczęła się dla mnie za Salą Ewy, gdy minęliśmy zejście na Techuby. W tym momencie, gdy kursanci skrupulatnie wykonywali swoje zadania, ja miałem czas i przestrzeń do biegania z miejsca w miejsce i odstawiania niskobudżetowego mistrza fotografii podziemnej.&lt;br /&gt;
Przejście z kursantami miało dla mnie jeszcze kilka dodatkowych i ważnych aspektów: na przykład miałem okazję do obserwacji nieco innych technik pokonywania przeszkód niż te, do których przywykłem na Jurze. Inna skala jaskini i instruktor pod ręką to zestaw gwarantujący świetną okazję do odświeżenia sobie wiedzy i ponownego zerknięcia na znane z innych miejsc przeszkody.&lt;br /&gt;
Jednocześnie nie wszystko co działo się w Czarnej, przypadło mi do gustu: charakter przejścia narzucał konieczność oszczędzania czasu i lin, co w sposób znaczący wpływało na moje samopoczucie i prędkość mojego poruszania się wewnątrz jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotnia wizyta w Czarnej to na pewno dwa istotne dla mnie dla mnie momenty, które na długo zapadną mi w pamięć: trawers nad Szmaragdowym Jeziorkiem i Przelotka Job Twoju Mać, o której wspomnę później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z trawersem nad Szmaragdowym, to było tak, że przypadło mi jego deporęczowanie, co na początku wydawało się proste i przyjemne. Niestety, okolica przedostatniego punktu nie miała dla mnie litości i nie pozwoliła na stabilne osadzenie się przy demontowanym punkcie. Pomimo działania w skupieniu i bez zbędnego pośpiechu (ze szczególnym naciskiem na „bez pośpiechu”), nie udało mi się stabilnie stanąć przy punkcie, przez co próbę jego rozmontowania zakończyłem efektowym lotem w stronę lśniącej gdzieś w dole tafli wody. Z mojego punktu widzenia spadałem z wysokości 100 metrów przez przynajmniej 3 sekundy nim wybrała mnie lina, więc przeleciałem w dół jakieś 25 metrów, co nie do końca zgadzało się z tym, że gdy już się zatrzymałem, to miałem niecały metr do występu skalnego, na którym wcześniej stała moja noga. Widocznie punt siedzenia nieco zmienił postrzeganie rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Teoretycznie to zsunięcie się o metr czy dwa nie było niczym nadzwyczajnym, ale doskonale przypomniało mi, jak cienka jest granica pomiędzy „stoję w sposób stabilny i wygodny” a „spadam lotem niegodnym”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, do Studni Imieninowej nie działo się wiele: prożki, zdjęcia, Ślimak, zachwyt. Ta część jaskini miała dla mnie wybitnie jurajski charakter: biało, naciekowo, tylko przestrzeń zupełnie inna. Do Sali Św. Bernarda było wręcz rekreacyjnie, a później…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naprawdę, wolę proktologa z wielkimi zimnymi łapskami niż atrakcje takie, jak na Progu Latających Want. Nie wiem skąd się wzięły w nazwie „latające wanty” – want żadnych nie było, za to latały ciężkie bluzgi ocierające się o najbardziej perwersyjne analogie pomiędzy sposobem puszczenia przelotek, a wpychaniem sobie rozżarzonych przedmiotów w miejsca, do których z założenia zazwyczaj nic się nie wkłada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wisząc sobie na progu i czekając, aż chęć mordu na tyle zelżeje, że przeistoczy się w skromną chęć łamania kołem i przypalania żywcem, zrozumiałem jedno: w życiu bym się nie podjął wywspinania tego odcinka jaskini. Pomimo możliwości pójścia zapieraczką, Próg Latających Want był całkowicie poza moimi możliwościami fizycznymi i psychicznymi. Chylę czoła przed kursantem, który zaporęczował tę drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W zasadzie ten odcinek jaskini był ostatnim, który sprowadził jakieś większe emocje. Gdy te już opadły, można było powoli zakończyć zwiedzanie nieznanych wcześniej (przynajmniej dla mnie) części Jaskini Czarnej i przygotować się do powrotu na powierzchnię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o mnie – to był bardzo przyjemny powrót w Tatry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fczarnakurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa|Asia Piskorek, Daniel Jankowski, Bogdan Posłuszny, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, Michał Przybicień|25 10 2023}} &lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hagengebirge - Tantalhöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG/LVfHK), Joanna Gawęska (KKTJ), Magdalena Sitarz (ST/LVfHK), Johannes Fischhofer (Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg)|19 - 22 10 2023}} &lt;br /&gt;
Cztery dni speleowakacji pośród pięknych barw jesieni. Szerszy opis: [[Relacje:Tantal 2023|Tantal 2023]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - barwy jesieni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 10 2023}} &lt;br /&gt;
Krótka lecz piękna wycieczka rzadko odwiedzanymi partiami Beskidu Żywieckiego. Z doliny Koszarawy (z Przyborowa) szlakiem przez Czoło,  Miziowy Groń na Jaworzynę (997). Stąd generalnie na przełaj lub ledwo widocznymi ścieżkami docieramy do Pindelówki, skąd bez przeszkód do Przyborowa. 22 st. ciepła i wiatr szumiący w liściach drzew, czyli pogoda cudo. Góry w fantazyjnych kolorach jesieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, pies|14 10 2023}} &lt;br /&gt;
Start z Wilkowic. Początkowo asfaltem, dochodzę do zielonego szlaku, prowadzącego do schroniska PTTK na Magurce. Dalej niebieskim szlakiem prowadzącym granią, aż na Czupel. Szlak bardzo prosty i wygodny zarówno dla rodzin z dziećmi, jak i dla rowerzystów. Droga powrotna tą samą trasą. Dość sporo ludzi, większość w okolicy schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fczupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Diablak i Cyl|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K.|14 10 2023}} &lt;br /&gt;
Start z Czartoży na Markowe Szczawiny. Następnię Percią Akademicką na Babią Górę (Diablak) i dalej na Przeł. Brona i Mł. Babią Górę (Cyl). Z Przeł. Jałowieckiej zejście do Czartoży. Pogoda dobra choć wietrzenie. Tłumów nie było.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2023}} &lt;br /&gt;
Wzorując się na trasie wyścigu rowerowego Szutr Master Małopolska spróbowaliśmy się zmierzyć z tą trasą (184 km) choć szanse na to były ograniczone przede wszystkim długością dnia. Nie za wcześnie (przed ósmą) startujemy z Bukowna i kierując się śladem zaplanowanej trasy mkniemy na południe. Bardzo ciekawy jak to na Jurze bywa teren na całym szlaku. Podłożem są szutry, piach, kamienie, liście, trochę błota i asfalt. W pierwszej połowie dnia poprawia się pogoda, świeci słońce choć wieje wiatr. Przejeżdżamy miejsca nam dobrze znane jak również takie, w których jesteśmy pierwszy raz. Przed dol. Będkowską skracamy trasę jednocześnie ją utrudniając o &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Nikłą ścieżką wydostajemy się na skałę kończącą się pionowym urwiskiem. Następnie przedzieramy się przez chaszcze często przenosząc rowery nad poprzewracanymi pniami. Dalej dolinkami jurajskimi na północ. Kilka razy podjazd jest zacny więc rowery wyprowadzamy. Po południu następuje pogorszenie pogody. Zaczyna padać, mocniej wieje, robi się szarówka. Skracamy więc znacząco trasę od Kolbarku. Różnymi rodzajami dróg docieramy w nieprzyjemnej mrzawce do Bukowna gdzie jeszcze musieliśmy poszukać auta. Zamknęliśmy się w 116 km i 1150 m deniwelacji. Mimo wszystko bardzo fajna przygoda i konkretny wysiłek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa i profil: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRajdJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - szkolenie wspinaczkowe KTJ PZA|RKG NOCEK: &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;|29 09 - 01 10 2023}}&lt;br /&gt;
Pod koniec września w Janowickich skałach odbyło się szkolenie wspinaczkowe pod patronatem KTJ PZA.&lt;br /&gt;
Temat przewodni tegorocznych warsztatów to &amp;quot;Zjazdy i wycofy jako elementy wspinania, podczas których najczęściej dochodzi do wypadków - jak ich uniknąć&amp;quot;&lt;br /&gt;
Szkolenie w zasadzie obejmowało cały zakres zagadnień, które znajdziemy w programie kursu skałkowego i nie tylko. &lt;br /&gt;
Zajęcia trwały od 8 do zmierzchu, a wieczorem ognisko i okazja do integracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka fotek:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fszkolenie+wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wędrówki po Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K.|10 09, 25 - 27 09 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając w miarę możliwości z pięknej pogody i dobrych warunków zrobiliśmy parę jednodniowych wypadów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
10.09&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość sprawnym dostaniu się na Halę Gąsienicową udaliśmy  się żółtym szlakiem na Skrajny Granat i następnie Orlą Percią na Krzyżne. W górach tłumy z powodu weekendu i dobrej pogogdy co spowodowało kilka korków na grani. Zejście żóltym szlakiem do Murowańca.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
25.09&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przejście przez Czerwone wierchy od Kasprowego do Ciemnika. U góry było tego dnia dosyć wietrznie. Zejście do Doliny Kościeliskiej przez Ornak. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
26.09&lt;br /&gt;
Startujemy tego dnia z parkingu w Palenicy Białczańskiej. Wejście na Szpiglasowy Wierch od strony Doliny Pięciu Stawów zóltym szlakiem. Zdecydowaliśmy się schodzić do Morskiego Oka. Po odpoczynku przy schronisku, już o zmroku schodzimy do auta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
27.09&lt;br /&gt;
Wejście zielonym szlakiem Koziej  dolinki na Żądni Granat i przejście Orla Percią do Skrajnego Granatu. Zejście żółtym szlakiem do Murowańca.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
28.09&lt;br /&gt;
Wypożyczamy tego dnia rowery u wylotu doliny  Chochołowskiej i robimy wycieczkę w dolinie do schroniska a potem  po Koscielisku i Witowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny|26 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaplanowany z dużym wyprzedzeniem wyjazd na akcje jaskiniowa do Studniska udał się idealnie. Na ostatnia chwile dołączył do nas Bogdan. Na parkingu Sokole Góry spotkaliśmy się ok 16:20 i natychmiast wyruszyliśmy w stronę otworu. Zjazd do studni zaporęczowałem ja i całkiem sprawnie mi poszło. Jak się później okazało to było jedyne miejsce, w którym lina i szpej były potrzebne. Sam zjazd, chociaż nie był jakiś super długi to przywołał, całkiem miłe wspomnienia z tatrzańskich jaskiń. Na dnie rozglądaliśmy się chwile próbując wcisnąć się w przeróżne zakamarki jaskiniowe. W końcu szef wyprawy – Emil – jedyny posiadający plan, wskazał dalszą drogę w kierunku dna. Trochę cudownego przeciskania się i dotarliśmy na dno jaskini. W sumie nie było aż tak ciasno, bo do samego końca nie ściągnąłem uprzęży. Wpierw, bo myślałem, że może jeszcze być przydatna, a później już mi się nie chciało. W jaskini było sporo nietoperzy, podczas zjazdu i później pochodzenia na linie udało mi się sfotografować ich duże skupisko. Oczywiście starając się nie wpłynąć na ich życie. Na parkingu byliśmy już chwile przed 20. Bardzo przyjemna jaskinia, chętnie do niej jeszcze wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Macieja|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielka jaskinia w zarośniętym skalnym murze między Pogorzycami a Piłą Kościelecką. W środku niebiezpiecznie odspojone warstwy skał w stropie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Maraton 3 jezior|Daniel Buli i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 09 2023}} &lt;br /&gt;
Na początku tego roku zobaczyłem ogłoszenie o terminie tegorocznego Maratonu 3 Jezior (M3J), festiwalu biegowego organizowanego przez naszych przyjaciół Magdę i Staszka. Mając na uwadze, że w 2022 r. wkręciłem się w regularne bieganie, pomyślałem, że spróbuje swoich sił i w chwili podniecenia zapisałem się na 25 km bieg z Międzybrodzia Bialskiego, poprzez przełęcz pod Rogaczem, Czernichów, Jaworzynę, Kiczerę, Górę Żar do Porąbki (ok. 1400 m przewyższenia). Od tamtej pory starałem się swoje &amp;quot;treningi&amp;quot; dostosować pod wrześniowy bieg, co zaowocowały chyba dobrym debiutem. Pogoda sobotnia była cudna, choć dla nas biegaczy było odrobinę za ciepło, tak z 18C byłoby optymalne, ale lepsze to niż deszcz :) Na starcie wielkie emocje i super klimat, kiedy formuje się grupa 166 biegaczy, którzy wspólnie ruszają. W czasie pierwszych 3 km pokonuje się ponad 500 m przewyższenia, co powoduje, że grupa dzieli się na mniejsze podgrupki, które &amp;quot;biegną&amp;quot; w swoim tempie. Ja staram się dotrzymać kroku, lecz zostaje w tyle kiedy zaczynamy zbiegać w dół. Po dotarciu do Czernichowa trasa wiedzie przez most wiszący na drugą stronę Soły, gdzie czeka podobny ostry podbieg. Po drodze mijam moich wiernych kibiców w postaci Iwony i Karolci, która wyrywa się i wbiegła na trasę aby mnie przytulić, bo już chyba na tym etapie (8km) źle wyglądałem. Dalszą część trasy biegnę sam bądź w towarzystwie 4-5 osób, które maja podobne tempo. Przy 12 km mam pierwsze zwątpienie, czy starczy mi sił do końca biegu, ale po łyku wody spinam poślady i biegnę dalej. Kolejnym punktem kulminacyjnym było wbiegnięcie na Górę Żar (18km) gdzie po wypiciu elektrolitów z punktu regeneracyjnego i usłyszeniu dopingu ruszyłem w dół. W tym momencie zaczęły doskwierać mi obtarcia na piętach, które z każdym kilometrem były coraz bardziej dokuczliwe, co mnie trochę spowolniło. Na szczęście trasa już w większości biegła w dół. Na stadionie przy okrzykach  Iwony, Karoliny, Magdy i Staszka wbiegłem na linie mety. Mój czas wyniósł 3h 38 min. co dało tempo 8min 42s na kilometr oraz 64 miejsce na 157 zawodników, którzy ukończyli bieg. Z wyniku jestem zadowolony, choć w serduszku tliła się nadzieje na czas poniżej 3h30min, ale nie można mieć wszystkiego :)&lt;br /&gt;
Buli biegł w niedzielę na trasie 17km (1200 m przewyższenia). Start pokrywał się w większości z moją trasą, ale ostatecznie po przebiegnięciu przełęczy pod Czuplem i dotarciu do Czernichowa, ponownie wbiegał pod Rogacz i na metę do Międzybrodzia Bialskiego. Buli to już nie amator co ja i chłopak uzyskał wspaniałe 20 miejsce na 144 biegaczy z czasem 1h 52min (tempo 6min 37s) a 6. w swojej kategorii wiekowej. Chociaż jak stwierdził, jest pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
Dziękujemy i gratulujemy Magdzie i Staszkowej pięknej imprezy sportowej, organizacja wzorowa, posiłek regeneracyjny przepyszny, a emocje niezapomniane! Do zobaczenia w przyszłym roku! :)&lt;br /&gt;
Strona zawodów: https://www.maraton3jezior.com/ &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Bukowiec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|17 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawy obszar z kulminacją góry Bukowiec (361). Obchodzimy teren. Na południowym skłonie skalne wychodnie. W spękanych warstwach wapienia kilka otworów. W największej jaskini sporych rozmiarów sala. Ta jaskinia ma 2 otwory. Potem jeszcze odwiedzamy nieodległe Stawy Kaskadowe oraz Schronisko w Pogorzycach w masywie Góry Grodzisko (380). Teren jest pełen różnych dolinek, parowów i zapadlisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Bukowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wycieczka na Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Asia i Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Podjazd rowerem z parkingu pod wyciągami w Dolinie Rohackiej do schroniska Tatliakowa Chata. Po zostawieniu rowerów podejście na Rakoń, a następnie Wołowiec, Ostry Rohacz, Płaczliwy Rohacz do przełęczy Smutne Sedlo. Zejście niebieskim szlakiem do schroniska Tatliakowa Chata skąd zjazd rowerem do parkingu. Pogoda piękna, ludzi nie za dużo, pętla bardzo urokliwa. Zaliczone 16km oraz ponad 1500 m podejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wycieczka na Granaty|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wciąż cudowna wręcz pogoda. Z Brzezin rowerami podjazd do Murowańca. Od dwóch lat &amp;quot;kocie łby&amp;quot; są wysypane szutrem więc podjazd rowerem stał się bardzo sensowny (w obie strony można zaoszczędzić 2 h). Zajmuje nam to 1 h 10 min. Potem już szlakami na Skrajny Granat. Dalej Pośredni i Zadni. Zejście do Murowańca i super zjazd do Brzezin (ok. 25 min). Szlaki dość rojne a przy Murowańu wręcz tłum. 1250 m deniwelacji i 21 km. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Granaty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zubowych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|07 09 2023}} &lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg w zakresie V+ - VI+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach drogą Martina|Jan Kieczka, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|06 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wszystko zagrało jak należy. Z Tatrzańskiej Polanki jeszcze o zmroku podjazd rowerami do Śląskiego Domu (1665). O poranku podejście na Polski Grzebień (2200). Stąd przepiękną granią (tzw. Martinka, trdności II - III) przez m. in. Wielicki Szczyt (2319), Litowrowy Szczyt (2423), Lawinowy Szczyt (2606), Zadni Gerlach (2616) osiągamy króla Tatr - Gerlach (2655). Pogoda była cudowna. Sama Martinka zajęła nam nieco ponad 4 h. Większośc grani zrobiliśmy bez asekuracji. Po drodze 2 zjazdy. Od drugiego szliśmy już z lotną asekuracją. Grań bardzo lufciata, kilka miejsc czujnych. Generalnie szliśmy samą granią. Zejście Batyżowieckim Żlebem. Od Śląskiego Domu w kilka chwil rowerami śmigliśmy do parkingku. Z auta do auta - 12 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMartinka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 08 09 2023}} &lt;br /&gt;
Parodniowa zmiana otoczenia, przy okazji wyjazdu Łukasza. Jestem zbyt obowiązkowa na to by ,,rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady&amp;quot;, więc pracę biorę ze sobą, a popołudnia wykorzystuję na spacery na pobliskich szlakach. Nocuję w Cisnej, skąd pierwszego dnia robię spacer na Wołosań. Szlak zaczyna się kawałek za moim apartamentem. Początkowo zieloną ścieżką przyrodniczą, dochodzę powyżej Bacówki pod Honem, do czerwonego szlaku. Tam mijam się z Łukaszem, który robi trasę z Duszatyna do Wołosatego (~90km). Początkowo ostro do góry, dalej granią. Całość udaje mi się zrobić w 4,20h - spieszę się, bo nie codzień wychodzę w góry dopiero o 14… Jednak pośpiech i 16km daje się  we znaki wieczorem i następnego dnia rano (mojemu czworonożnemu psijacielowi również). Dlatego następnego dnia wybieram trasę krótszą. Choć widokowo bardziej mi się podoba, to podejście jeszcze bardziej strome niż poprzedniego dnia. Dochodzę pod szczyt Warwosoki i tam robię krótka przerwę przed zejściem. Ostatniego dnia mam czas tylko na krótkie spacery w okolicy, nad rzekę i do lasu, żeby zdążyć odebrać Łukasza z Wołosatego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Górny Śląsk|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutry Górnego Śląska. Tak są i jest ich dużo i są w lasach. W myśl zasady „rowerki są szczęśliwe jak jeżdżą” 150 km poprzez Żor, Szczygłowice, Czerwionka- Leszczyny, Kuźnie Raciborską, Rudy i Rybnik. Piękna pętla głównie lasami. Pogoda idealna 20 stopni, zero deszczu, zero komarów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szeroko pojęta Jura (Jaskinia Szmaragdowa, Jaskinia w Zielonej &lt;br /&gt;
Górze, Studnisko, Studnia Szpatowców)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bartek potrzebuje kilku zdjęć jaskiniowych. Wypad więc ustalamy już na początku tygodnia. Ja dostaję przykaz, żeby zabrać koniecznie pomarańczowy kombinezon... No nic wiem, że będę się gotował, ale w końcu zdjęcia więc dostosowuję się. Początkowo mieliśmy podziałać w Racławicach, następnie przenieść się w okolicę Rodaków. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Gdzieś w piątek Bartek poinformował, że zrobił wpis również na Studnisko... Spotykamy się u mnie w niedzielny poranek. Decydujemy, że jedziemy najpierw w stronę Studniska a później będziemy wracać. Ostatecznie Bartek wysuwa nieśmiało propozycję jaskini &lt;br /&gt;
Szmaragdowej. Błyskawicznie ją podłapuję. Jedziemy. Szybki spacer przez nieczynny kamieniołom i jesteśmy pod otworem. Szybkie przebieranie i wchodzimy dolnym otworem. Następnie zjeżdżamy nad jeziorko. Bartek jedzie pierwszy i rozstawia się ze sprzętem następnie ja, grzecznie wykonując komendy: stój, patrz w lewo, patrz do góry, więcej światła, mniej światła, połóż tam światło i tak dalej... Poziom wody dość niski. Poręczówka nad jeziorkiem umożliwiła by przejście na koniec korytarza, &lt;br /&gt;
jednak żaden z nas nie ma nic na przebranie, więc odpuszczamy ten pomysł (chodź bardzo kusił...). No to do góry i tym razem wychodzimy górnym otworem. Szybki powrót do samochodu. Bułeczka. I dalej w drogę w stronę gór sokolich. Przejeżdżamy przez Kusięta. Tym razem ja dostaję olśnienia. &amp;quot;Bartek przecież tu jest jakaś fajna jaskinia z fajnymi naciekami&amp;quot;. No jest - Jaskinia w Zielonej Górze. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć Bartek zawrócił i kierujemy się w stronę rezerwatu &lt;br /&gt;
Zielona Góra. Tu bierzemy tylko kombinezony, kaski i sprzęt foto. Błyskawicznie się przebieramy  i czmychamy do dziury. Gdy Bartek rozstawia Sprzęt w pierwszej sali, Ja zwiedzam kolejną z pięknymi naciekami. Szybka sesja (nie zwiedzamy wszystkich zakamarków) i wychodzimy. Dalej jedziemy w stronę Gór Sokolich. Łapiemy ostatnie wolne miejsce na parkingu i żwawo udajemy się pod otwór Studniska. Tu znowu przebieranki i w stałej kolejności na ten wyjazd do dziury. I znowu stój, patrz w lewo, prawo do góry, trochę niżej i tak dalej. W końcu obaj jesteśmy na dnie wlotówki. Odpuszczamy jednak dno. Przecież tego &lt;br /&gt;
dnia chodzi nam tylko o zdjęcia... No i wio do góry. Wychodzenie w gumowym kombinezonie wytopiło ze mnie całkiem sporo tłuszczyku... Przy otworze jak zwykle mnóstwo nietopeżowej młodzieży. No i znowu kombinezony i szpej do plecaków i do samochodu. Sprawdzamy trasę do Racławic. 1,5 h = zdecydowanie za długo. Co może  być bliżej. No jak co Podlesice. zastanów się tylko czy Studnia Szpatowców czy Żabia. Ostatecznie staje na Studni Szpatowców. No i tak jak poprzednio szybko &lt;br /&gt;
pod otwór. Przebieranki i szpejenie. Znowu Bartek przodem. Z tym że tu stój, patrz do góry, w lewo i prawo zaczęło się już na pochylni... W końcu udaje nam się zjechać na dno. Zdjęcia zrobione więc znowu czas do góry. Było trochę po 18. Bartek za moją namową zagląda jeszcze do szczeliny pomiędzy Wielką a Małą Studnią Szpatowców - ja przypadkowo trafiłem na ten obiekt podczas poprzedniej wizyty z Danielem więc już odpuszczam. W domu jestem około 20.00. Dzień całkiem owocny. Teraz tylko czekam na efekty zdjęciowe tego wypadu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura - Góra Birów, Jura - Ryczów, Jura - Podzamcze  – Szkolenie wspinaczkowe  |Uczestnicy: Emanuel Soja, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|29.08.2023 - 3.09.203}} &lt;br /&gt;
Wtorek:&lt;br /&gt;
Szkolenie zaczynamy bardzo złymi prognozami meteo, aczkolwiek jedziemy z nadzieją na wypogodzenie. Tuż po dojechaniu na parking przywitały nas grzmoty w okolicy i lekki deszcz. Nie tracąc czasu schowaliśmy się w jamie w której poznaliśmy podstawy wspinaczki. Pierwsze wspinanie na wędkę, później z asekuracją z dołu.&lt;br /&gt;
Na koniec dnia, nauka zjazdu na “kubku” .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa :&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach, mocno mokre skały utrudniły wspinanie.&lt;br /&gt;
Nie przeszkodziło to nam w dalszej nauce. Przez cały dzień trenowaliśmy “wielowyciąg” drogami ubezpieczonymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek :&lt;br /&gt;
Mając już wiedzę i umiejętności wspinaczkowe na drogach ubezpieczonych, Emek podjął temat wspinania na własnej asekuracji. Na początku teoria, później praktyka.&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędziliśmy na wspinaniu z kośćmi, heksami i tricamami.&lt;br /&gt;
W międzyczasie uzupełniliśmy wiedzę na temat rodzajów stanowisk.&lt;br /&gt;
Zajęcia skończyliśmy idealnie - po 10 minutach zaczęła się ulewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek  :&lt;br /&gt;
Dzień przywitał nas piękną pogodą, co pozytywnie zmotywowało wszystkich kursantów.&lt;br /&gt;
Od rana szlifowaliśmy wcześniej poznane umiejętności, aby w międzyczasie instruktor dołożył nam umiejętność asekuracji “kubkiem” ze stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota :&lt;br /&gt;
Dzień zaczęliśmy od nauki teorii - rodzaje lin, współczynnik odpadnięcia, rodzaje asekuracji.&lt;br /&gt;
Po zakończeniu zajęć teoretycznych, wróciliśmy do wspinania. Nowością dla nas było trawersowanie i asekuracja w trawersowaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela :&lt;br /&gt;
Ostatni dzień szkolenia, zarazem najkrótszy jak i najbardziej wymagający. &lt;br /&gt;
Na początek poznanie różnych przyrządów asekuracyjnych, później nauka autoratownictwa we wspinaczce. Na tym kończymy nasz wymagający tydzień szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKurs-wspin&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 3 grotołazów (Paweł, Bartek i Dorota z SDG)|27 08 2023}} &lt;br /&gt;
Koledzy z Dąbrowy zjeżdżają progiem i przy okazji krótkie wejście do Ptasiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. rowerem |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zapowiadała się kiepska – mocno burzowo, ale wolne jest teraz a kiedy następne?. W upalny sobotni ranek wyjazd z Mikołowa. Drogami rowerowymi kieruję się na Szarculę w Istebnej gdzie planuję nocleg na punkcie widokowym. Trasa wiedzie przez Pszczynę, Goczałkowice i Bielsko. Pierwsza burza dopada mnie za zalewem goczałkowickim, częściowo udaje mi się ją przeczekać pod zadaszeniem. Następnie w deszczu aż do Bielska. Prawdziwa jazda (góra-dół) zaczyna się dopiero po 100 km a kulminacją jest podjazd do Koniakowa (miejscami 17%). Po 124 km lokuję się na nocleg &lt;br /&gt;
z pięknym widokiem na jezioro Czerniańskie. Myślałem, że był to już koniecwrażenia i spokojnie dośpię do rana. Nocą (23.00, 1.30, 3.00)  przechodzą trzy bardzo spektakularne mega burze. Noo czegoś takiego nigdy nie widziałem i nie słyszałem, a parę razy już mnie postraszyło w górach. Dotrwałem do rana i wróciłem Wiślaną Trasą Rowerową do Strumienia, a następnie przez Suszec&lt;br /&gt;
i Orzesze do domu. Łącznie wyszło ok. 210 km. Dopiero wieczorem z radia dowiaduję się, że Wisła została dotkliwie dotknięta nocnymi burzami a straty szacowane są w dziesiątkach milionów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 4 grotołazów (3 dziewczyny i 1 chłopak z SW)|26 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wrocławiacy szli do Dziadka. My z II Płytowca odbiliśmy pod Kominy Amoku. Bazowaliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. W nocy konkretna nawałnica.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Grań Fajek|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|25 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wykorzystujemy ostatnie dni urlopu i postanawiamy wybrać się jeszcze w Tatry. Przyzwyczajeni do upalnej Czarnogóry (36st), nie potrafimy się przełamać na wyjście jaskiniowe ;) również decyzja pomiędzy trekingiem, a wspinaniem jest ciężka do podjęcia, dlatego idziemy na kompromis. Robimy Grań Fajek - bardzo łatwe i przyjemne wspinanie z Żółtej przełęczy do Pańszczyckiej przełęczy. Jedynym czynnikiem decydującym o tym, że mamy do czynienia rzeczywiście ze wspinaniem, jest obustronna ekspozycja i oczywiście końcowy zjazd z Fajki. Stamtąd kierujemy się na Orlą Perć i idziemy nią aż do przełęczy Krzyżne. Schodzimy doliną Pańszczycy (ależ ona się ciągnęła…) i do samochodu w Brzezinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FgranFajek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinatu - Massif du Vercors|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|19 - 23 08 2023}} &lt;br /&gt;
We Francji oficjalna fala upałów. Mieliśmy dużo szczęścia do zakwaterowania, bo nasza baza w Saint-Laurent-en-Royans była w &amp;quot;apartamencie&amp;quot; wydzielonym w starych zabudowaniach gospodarczych przez przedsiębiorczego Brytyjczyka, który przeprowadził się do Francji. Grube mury i okna w cieniu zapewniały przyjemny chłodek. Odwiedziliśmy dwie jaskinie. Najpierw Scialet du l'Appel. Tu potrzebne było trochę sprzętu, a szczególnie plakietek ze śrubkami. Dotarliśmy nieco za drugi wodospad, co zajęło nam jakieś sześć godzin. Potem był dzień na czytanie książek i relaks, w tym kąpiele w rzece przy prawosławnym klasztorze. Wybór taki sobie: albo mroźna górska rzeka, albo powietrze jak z piekarnika. We wtorek poszliśmy do Grotte des Ramats - podobno do syfonu tam i z powrotem 2h, a jeśli go obejść i zobaczyć całość, to i z 10h. Okazało się, że nawet obejście syfonu najwyraźniej wymaga totalnego zanurzenia; choć właściwie rzecz biorąc nie byłoby to nurkowanie i myślę nawet, że mógłbym zachować jedno suche ucho. Wobec tego zawróciliśmy, ale i tak było bardzo miło - zarówno sucha, jak i mokra część jaskini są niezwykle urokliwe; może trochę męczące są tylko błota pomiędzy nimi. Zrobiliśmy dużo zdjęć i długi piknik, więc wycieczka zajęła tak raczej 4 ze godziny. Oczywiście Vercors daleko, więc proporcje między czasem w jaskini a czasem podróży i innych czynności logistycznych wyszły, jakie wyszły. No ale co zrobić, można siedzieć w domu... :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedna z najgłęszych jaskiń jurajskich rozbudowana na sporej szczelinie z piętrem górnym i dolnym. Zjazd ok 35 m urozmaicony trawersem w niezbyt obszernej szczelinie. Na dole kilka zagruzowanych ciągów i szczelin. Na samym dole krótki zjazd do ślepej salki. Całość ok. 40 - 45 m deniwelacji i z 200 m długości. Akcja ciut więcej wymagająca jak na Jurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZar&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: wspin w Kalamarce|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. tow.)|12 - 15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalamarka to Słowacki rejon wspinaczkowy położony 300km od Katowic, oferuje wyśmienite wspinanie w andezycie. Składa się z kilku sektorów z czego największe to Horné Skaly i Dolné Skaly. Znajdziemy tu dużo łatwego wspinania w przedziale 4-9 (słowacka wycena dróg) jednak trzeba się przygotować na &amp;quot;oszczędne&amp;quot; obicie dróg, większość pierwszych wpinek znajduje się na wysokości 5-8m, a drogi 18 metrowe często mają jedynie 3-4 ringi - bardzo dobry rejon do treningu psychy :). Wspinanie głównie po krawądkach, rysach, odciągach i w kominach. Bardzo dobre tarcie. Większość skał jest w cieniu więc rejon idealny na upały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parkingi są darmowe i usytuowane w odległości ok 100m od skał. W internecie znalazłem dużo sprzecznych informacji na temat biwakowania. Na miejscu dowiedziałem się od słowackich wspinaczy i właściciela terenu, że można biwakować jedynie w pobliżu górnego parkingu. Jest tam miejsce na namiot i ognisko, a w okolicy dolnych skał jest studnia z wodą pitną (nie korzystałem więc nie wiem czy dobra) UWAGA w okolicy jest dużo niedźwiedzi o czym informują tabliczki. Robotnik leśny wracający o 21ej z lasu poinformował nas żebyśmy uważali bo widział w niedaleko niedźwiedzia więc emocje gwarantowane nie tylko podczas wspinania :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga dojazdowa w skały po betonowych płytach pod górę, mało przyjemna więc najlepiej nie kursować góra-dół.&lt;br /&gt;
W tygodniu cisza i spokój, weekendy wiadomo więcej ludzi.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W skrócie świetne wspinanie i piękna okolica. Polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKalamarka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - lustracja terenu|Łukasz Mazurek i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczesaliśmy fragment terenu na południe od Ogrodzieńca zagladając do kilku dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Ptasia Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Marcin (niezrzeszony)|14 08 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysłów na poniedziałkowy wypad było kilka, bo skład osobowy się co chwilę zmieniał. Ostatecznie zadzwonił do mnie Mateusz i zaproponował wycieczkę do Ptasiej, na co chętnie przystałem. Wyjazd był bardzo wakacyjny, bo z Katowic ruszyliśmy ok. 7, a na szlak ruszyliśmy 9.30. Samo podejście poszło sprawnie, mimo żaru który się z nieba lał i po 2.45h byliśmy w przebieralni. Do samej jaskini weszliśmy ok 13. Celem była wycieczka do Parti CDN, w tym syfonu Pasożytów. Moja lekcja z tego wyjścia była taka, że warto się przylonżować do każdej poręczówki, bo noga może ujechać wszędzie. Na powierzchni byliśmy z powrotem po 19. Bardzo fajnie jest wyjść za dnia z jaskini, szczególnie, że lokalizacja Ptasiej dodaje walorów wizualnych :) Przy zejściu znowu zatakawoł nas zielony laser, tym razem jednak szybko zaprzestał swoich działań. Bardzo udana akcja, choć mogło być trochę chłodniej na podejściu, ale na szczęście źródełko nas ratowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)&amp;lt;/u&amp;gt;|13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolne niedzielne popołudnie, pogoda super. Ruszamy więc na szybki spacer. Od lipowej w górę na Skrzyczne. Tam przerwa na kiełbaskę i piwko. Następnie przez Małe Skrzyczne na Malinowską Skałę i dalej w dół do Doliny Zimnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY/POLSKA: w delcie Odry i obok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo intensywnie spędzony czas na północy. Na rowerach objechaliśmy &amp;quot;pojezierze&amp;quot; wyspy Wolin, kajakiem spenetrowaliśmy wyspy Starej Świny (właściwie to duże pola sitowia), objechaliśmy też rowerami wyspę Karsibór. Ponadto wyskoczyliśmy na niemiecką wyspę Rugia, do parku narodwoego Jasmund słynącego z przepięknych klifów. W jedną stronę przeszliśmy pod klifami a w drugą nad. Każemu polecamy. Ponadto na południu Zalweu Szczecińskiego odwiedziliśmy port jachtowy Trzebież.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ps. Równe pół wieku temu (w 1973 roku) objechałem rowerem wyspę Wolin w trakcie pobytu na wczasach. Oprócz tego zrobilem tam kilka innych ciekawych rzeczy. Druga sprawa: w roku 1981 zamusztrowałem się na rejs jachtem &amp;quot;Zew Morza&amp;quot; z Aten do Trzebieży właśnie. Moja wyprawa wtedy nie doszła do skutku bo po prostu jacht zatonął właśnie na dojściu do Aten na Morzu Śródziemnym. Tak więc mam sympatię do tych stron.'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDelta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - Dom de Mischabel (4554)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|05 - 09 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Randy docieramy w sobote poźnym wieczorem i rozbijamy sie na miejscowym kempingu Attermenzen. Nazajutrz ruszamy na szlak, ktory prowadzi nas do schroniska Domhuette. Mijamy schronisko i śpimy jakieś 300 m wyżej, w miejscu, w którym znajduje sie kilka miejsc na namioty. Po naradzie decydujemy się wejść na szczyt już następnego dnia. Przekonał nas do tego głównie fakt, że okno pogodowe miało trwać jeszcze tylko dwa kolejne dni. Opuszczamy wiec namiot około 5tej rano nastepnego dnia i ruszamy do góry. Na szlaku oprócz dwóch lodowców do pokonania jest także przełęcz, na którą trzeba sie wspiąć, aby nastepnie zejść na drugi lodowiec. Wyjście o 5tej rano (a nie wcześniej) okazało sie dobrym posunieciem ze wzgledów logistycznych. Mały korek, który stworzył się pod przełęczą zdążył się nieco rozładować w momencie w ktorym dotralismy do przełęczy (przed nami szły trzy zespoły). Na szczyt docieramy dopiero około godziny 14tej. Słaba aklimatyzacja i dośc duża odległość dały nam się nieźle we znaki. Na szczęście cały dzień utrzymuje się dobra pogoda. Prawie o zmroku zmordowani docieramy w końcu do namiotu. Kolejnego dnia na spokojnie schodzimy z powrotem do Randy. Szybki przepak, obiad i jeszcze tego samego wieczora wracamy do Niemiec.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda tym razem niedopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, parite Techuby|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na sobotni i niedzielny wieczór już dawno zostały określone i nie obejmowały wyjść jaskiniowych. Jednak w sobotę rano Łukasz zaproponował niedzielny spontaniczny wypad do Jaskini Czarnej w partie Tehuby. To był ten moment, że w mojej głowie rozpoczęła się walka racjonalnych myśli, które podpowiadały że to czasowo niemożliwe, bo na godzinę 18 musialem juz byc w domu. Z drugiej jednak strony jeszcze nie byłem w Tehubach i chciałem się wybrać. Po chwili namysłu i skrupulatnych obliczeń godzinowych padła decyzja wyjazd 4:30 rano powrot 18:00. Ambitnie, ale realnie. Tak tez sie stalo 4:35 wyjechaliśmy z Doliny Trzech Stawów o 6:40 znaleźliśmy się już u podnóża Doliny Kościeliskiej. Wszak to tylko podróż z doliny do doliny. Marsz szedł nam dość żwawo - dopóki byliśmy na zielonym szlaku. Przebieg dalszej trasy wyglądał już nieco inaczej - oficjalnie, co jakiś czas, zatrzymywaliśmy się żeby zachwycać się urokami przyrody. Nie oficjalnie - to juz kazdy wie jak wygląda podejście. Chwila po 9, po dłuższym odpoczynku, zjechaliśmy do jaskini. Musze przyznac ze nawet na chwile nie zerknąłem na plan Tehub przed wyjazdem, wiedziałem że Łukasz już tam był i będzie odgrywał rolę mojego przewodnika. Tak też było. Miałem delikatne obawy jak uslyszalem, ze bede mial za zadanie wspinać jeden odcinek, ale generalnie okazał się bardzo prosty. Nawet jak na moje znikome doświadczenie. Tehuby okazały się bardzo przyjemne. Przyznam że moje zaufanie do Łukasza zdolności nawigacyjnych w pewnym momencie nie było największe, ale jak się okazało Łukasz zabłysnął dobra orientacja jaskiniowa. Byliśmy miedzy innymi: nad jeziorkiem Tehuby, przy Biwaku oraz przy Syfonie Techuby. Teraz jak patrzę na plan Tehub to czuje pewien niedosyt, bo nie zerknąłem w kazda dziure. Zdecydowanie będę chciał tam jeszcze wrócić, ale tym razem z planem i na dłużej. Chwila po godzinie 13 byliśmy już na powierzchni, o 15:00 w samochodzie o 18:10 w domu. Wypad był bardzo udany i co ważne zgodny z planem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraina Górnej Odry czyli rowerem po zielonym Śląsku|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że weekend był w połowie pracujący pozostał mi tylko jeden dzień na wycieczkę rowerową. Padło na pętlę Górnej Odry. Startuję z Żor i od razu uciekam w leśne ścieżki, które prowadzą przez Palowice z ich malowniczymi jeziorami. Dalej Czerwionka-Leszczyny z osiedlem familoków i wspaniałe leśne szutry którymi dojeżdżam do Rybnika. Objeżdżam rynek i jadę na Rudy. Tu sporo atrakcji. Godne polecenia są: Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy i zabytkowa stacja kolei wąskotorowej. Leśnymi duktami (pierwsza klasa) docieram do Kuźni Raciborskiej i kieruję się w stronę Raciborza. Jadąc dalej starorzeczem Odry przekraczam Olzę w kierunku wschodnim i ślizgając się po granicy z Czechami docieram do Łazisk. Teraz trasa przebiega głównie asfaltami. Kolejne miasto na trasie to Jastrzębie Zdrój dla mnie to kojarzy się z kopalnią Jas-Mos, a tu niespodzianka malowniczy park zdrojowy z tłumem spacerowiczów. Opuszczam największy park w województwie i jadę w kierunku Żor kończąc 200 km pętlę rowerową. Pogoda na trasie doskonała. Tak na godzinę 18 meteoblue zapowiadało deszcz więc celowałem żeby zdążyć przed deszczem i  przy aucie melduję się z zapasem 20 min. Z statystyk spalanie na trasie wyszło 1,5 L soku/100 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA: jaskinia Postojna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|27 - 28 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Szamoniowa zatrzymujemy się jeszcze w Słowenii, aby nadrobić to co pogoda popsuła. Do hotelu docieramy w czwartkowy wieczór. Od razu po śniadaniu udajemy się do jaskini Postojnej. Kamila nigdy nie była w jaskini więc była okazja na pierwszy raz. I to od razu jaki. Jaskinia zachwyciła nas rozmaitością i ilością szaty naciekowej. Zdecydowanie jaskinie w tym regionie obfitują w nacieki. Olbrzymie sale tonące w kalcytowych formacjach powaliły nas. Teraz pozostało tylko 850 &lt;br /&gt;
km zakorkowanych dróg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FAWSF&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Chamonix |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Chamonix mamy zamiar wjechać przez tunel pod Mount Blanc. Niestety znacznie to wydłuża nasz dojazd przez gigantyczny korek. Na kamping docieramy popołudniem i odpoczywamy. Niestety następnego dnia mamy kolejne załamanie pogody od 4 rano szaleje burza i ulewa. Nie chcąc tracić dnia wsiadamy w samochód i postanawiamy udać się do Alpejskiej Wenecji czyli do miasteczka Annecy. Do godzin popołudniowych zwiedzamy miasteczko po czym wracamy do Szamoniowa na szybkie zakupy. We wtorek &lt;br /&gt;
pogoda również nie zapowiada się cudownie. Decydujemy jednak, że wyruszamy w góry. Na początek udajemy się do Montenvers Mer de Glace. Tam zjeżdżamy darmową gondolą a następnie przygotowaną ścieżką na lodowiec Mer de Glace obserwując jak na przełomie lat lodowiec się skurczył. Na lodowcu odwiedzamy Grotte de Glace. Po godzince jesteśmy już na górze (niestety musieliśmy skorzystać z kolejki, gdyż z powodu modernizacji gondoli szlak pieszy jest zamknięty). Niestety zaczyna się kolejna tego dnia ulewa. Postanawiamy przeczekać ją w górnej stacji kolejki. Gdy przestaje padać ruszamy na Signal Forbes (2200). Tam mamy &lt;br /&gt;
zdecydować co dalej. Pomimo nie najlepszej pogody ruszamy dalej wspaniałą widokową ścieżka Grand Balcon Nord trawersującą zbocza Aiguille de I'M. Niestety widoki mamy zerowe. A pogoda zaczyna się pogarszać jeszcze bardziej. Docieramy do Les Grosses Pierres (2130) i postanawiamy schodzić do Chamonix. Docieramy do chatki Alpage de Blaitiere du Dessus gdzie przeczekujemy kolejną ulewę, trochę się przesuszamy i posilamy. Temperatura znacznie się obniża. Jak się później okazało powyżej 2000 spadło całkiem sporo śniegu. Gdy docieramy do górnej stacji kolejki Telepherique d'Alpage pogoda się poprawia. &lt;br /&gt;
Schodzimy do centrum na kolację i prowiant na kolejny dzień a następnie z buta (niestety spóźniliśmy się minutę na autobus) udajemy się na kamping. Robimy jakieś 1300 przewyższenia i około 25km. W środę pogoda nieco się poprawiła, więc ruszamy ponownie w góry. Pieszo udajemy się do Les Praz. Ja szybkim marszem udaję się na La Flegere. Kamila, odczuwająca trudy wczorajszego dnia wyjeżdża kolejką i czeka na mnie na górze. Gdy i ja docieram na górę ruszamy na Szamoniowskie Morskie Oko - &lt;br /&gt;
czyli Le Lec Blanc (2352). Tam spora ilość turystów. Znajdujemy jednak kawałek spokojnego miejsca i chwilę odpoczywamy przy pięknym widoku na Mont Blanc. Następnie ruszamy w drogę powrotną tym razem przez Tate aux Vents (2140), a następnie piękną widokową ścieżką Grand Balcon Sud wracamy na La Flegere. Kamila ponownie zjeżdża gondolą, a ja szybkim marszem ruszam do Les Praz, a następnie oboje udajemy się na kamping. Wyszło około 1500 przewyższenia i 25 km. Wieczorem udajemy się jeszcze &lt;br /&gt;
do centrum Chamonix. W czwartek z rana pakujemy namiot. Zatrzymujemy się na chwilę jeszcze w centrum Chamonix i wracamy również przez tunel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Grzesiek (os. tow.)|24 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny, poniedziałkowy wyjazd do Jaskini Wiernej udał się dzięki Emilowi (który był w niej kilka dni wcześniej) i jego dobrym kontaktom z osobami opiekującymi się jaskinia.  Na godzinę 14:00 byliśmy umówieni z Piotrkiem na parkingu pod Dworkiem Ostrężnik. W tym czasie dojechał również Grzesiek (spoza klubu NOCEK). Opis dojścia jaki znalazłem był dla mnie trochę enigmatyczny: „Jaskinia znajduje się w pobliżu osady Ostrężnik, w zachodnim zboczu wzgórza, ograniczającego osadę od wschodu. Z przysiółka należy podejść ścieżką w kierunku wschodnim wzdłuż granicy lasu bukowego. Potem przez las, lekko trawersując zbocze, w stronę skałki, będącej kulminacją tej części zalesionego grzbietu”.  Na szczęście w dzisiejszych czasach GPS nie jest luksusem i dużo ułatwia. Niemniej jednak, do otworu poszliśmy od złej strony co nie znacznie wydłużyło czas dojścia. Prawidłowa droga do otworu wiedzie wydeptana ścieżka pomiędzy droga 793, a Dworkiem Ostrężnik. Dojście do jaskini z parkingu nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Do jaskini weszliśmy o godzinie 15:00. Z planu wynikało że jaskinia w większości ma rozwinięcie poziome i tylko na wejściu są dwie niewielkie studnie. Nie będąc pewnym jak pokonamy te studnie wziąłem ze sobą kawałek liny, który od jakiegoś czasu wożę w samochodzie. Jak się okazało, w obu tych miejscach są drabinki i ani lina, ani uprząż nie są potrzebne. Mimo że sam wyjazd był dość spontaniczny, to zdążyłem przejrzeć plan i widząc poziom skomplikowania postanowiłem go wydrukować. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu byliśmy w stanie planować, gdzie idziemy, a nie tylko chodzić na oślep. Nasza droga zaczęła się od Studni Tryumfu, przez Salę Rysia aż do Korytarza Południowego. Wracając zahaczyliśmy o korytarze południowo wschodnie i zmierzaliśmy w kierunku północno-wschodnim przez Korytarz Naciskowy. Następnie zwróciliśmy i kierując się przez Polewy i Pola Ryżowe doszliśmy do Sali Trójkątnej z której na chwile odbiliśmy w stronę północno-zachodnią przez Partie Dąbrowskie, aż do Incydentu Zachodniego. Na koniec trafiliśmy ponownie do Sali Wytrwałych tym razem docierając tam zapieraczka poprzez Lewa Studnie. Na powierzchni byliśmy po około 2,5 godzinach. Bardzo fajna jaskinia, dzięki której miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności czytania planów i chyba wyszło całkiem niezłe oraz wytarzać się w błotku. Nowa lekcja na przyszłość - papierowy plan szybko rozmaka i staje sie bezuzyteczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: w opisie poniżej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna i Maurycego|Emil Stępniak, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpierw penetrujemy jaskinię Wierną. To zacna dziura. Ponad 1000 m długości. System korytarzy rozmyty na równoległych szczelinach. Bogata szata naciekowa. Przecioranie się przez większość ciągów wymaga dość sporo czasu. Warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie odwiedzamy jaskinię Maurycego w Górach Sokolich. To ładna i przyjemna jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla kolegów z Spelo Myszków za udostępnienie jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Rabsztyn - Januszkowa Baszta|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
Jak w poprzednią niedzielę umówiliśmy się ze znajomy w skały. Dzieci rozrabiały, a my próbowaliśmy powalczyć z kilkoma drogami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Triest i jezioro Garda|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|20 - 23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Włoch docieramy po południu. Zatrzymujemy się tuż za Słoweńską granicą w miasteczku Fernetti na kampingu uwielbianym przez włoskich grotołazów. Uwielbianym, ponieważ w jego centralnym punkcie znajduje się jaskinia Abisso di Fernetti. Korzystając z pięknej pogody zaraz po rozbiciu udajemy się na Adriatyk do Triestu. Następnego dnia zaraz po śniadaniu pobieram klucze do &amp;quot;kampingowej&amp;quot; jaskini i idę. Zjeżdżam jedynie pierwsze dwie studnie. Jaskinia bogata naciekowo. Nie chcę jednak samotnie iść dalej więc wychodzę. Po wyjściu niestety pogoda załamuje się. Zaczynają się ulewy, burze i porywisty wiatr. Tak że nici &lt;br /&gt;
z dalszych jaskiniowych i górskich planów. Wieczorem korzystając z chwilowej poprawy pogody udajemy się do pobliskiej Opiciny na tradycyjną włoską pizze. Niestety prognozy na następne dni nie zachęcają. Postanawiamy więc w sobotę przenieść się nad jezioro Garda. Po drodze dopada nas potężna nawałnica z ulewą i gradem, która zatrzymuje ruch na autostradzie. Docieramy nad jezioro około południa do miejscowości Toscolano Maderno. Od razu po zameldowaniu się w hotelu udajemy się na długi spacer brzegami jeziora Garda. Nad wodą zostajemy do późnego wieczora. W niedzielę rano ruszamy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol &amp;quot;Wielbłąd Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 07 2023}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy pętelke wokół doliny Zimnika. Wyszliśmy żółtym szlakiem pod Malinowską Skałę, a następnie grzbietem do schroniska i niebieskim szlakiem z powrotem pod auto. Karolcia była zadowolona ze swojego wielbłąda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Dolina Höllental|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|17 - 20 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym rankiem w poniedziałek wyjeżdżamy do Austrii do pięknej doliny Höllental. Cel to głównie treking i powierzchniowy rekonesans jaskiniowy. Niestety korki w Czechach i Wiedniu sprawiają, że na miejsce docieramy dość późnym popołudniem. Rozbijamy się na polu namiotowym i wyruszamy na krótki spacer po okolicy. Między inny  mi namierzamy jedno wywierzysko przy rzece Schwarza oraz kilka otworów jaskiń. Następnego dnia udajemy się do pobliskiej miejscowości Edlach, i zamierzamy pokonać &lt;br /&gt;
trasę Törlweg, której zwięczeniem  jest słynne skalne okno o nazwie Alpejskie wrota wyprowadzające na płaskowyż RAX i scronisko Ottohaus. Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w stronę górnej stacji kolejki Raxseilbahn jednak nie docierając do samej stacji trawersując zbocza RAX od strony północno - wschodniej (nad miasteczkiem Hirszwang) docieramy do miejsca startu. Trasa to około 1100 m przewyższenia i 19 km. Pogoda dopisała (aż za bardzo) jednak gdy wsiadamy do samochodu &lt;br /&gt;
rozpoczyna się potężna ulewa, która trwa około godziny. Idąc płaskowyżem Rax wypatrzyłem  po przeciwnej stronie doliny szczyt Klosterwappen (2061) - będący bardzo charakterystycznym stożkiem  wyróżniającym się w paśmie. To jest nasz cel na następny dzień. Wyruszamy rankiem do przydrożnego schroniska Weichtalhaus. Następnie pięknym szlakiem wiodącym dnem suchego kanionu (no może nie do końca takiego suchego - zwłaszcza po ulewie z dnia poprzedniego) Weichtalklamm. Sam kanion w kilku miejscach uzbrojony w klamry, stalowe linki i drabinki stanowił nie lada atrakcję zwłaszcza dla Kamili. Ja po drodze sprawdzam otwory &lt;br /&gt;
jaskiń (te do których jestem w stanie dotrzeć bez sprzętu). Jest ich tu mnóstwo. Zresztą sam kanion wygląda na pozostałość ogromnego systemu jaskiniowego stanowiącego odwodnienie masywu. Docieramy w końcu do schroniska Kienthalerhȕtte. Tam chwila przerwy. Ja sprawdzam feratę wiodącą na szczyt Turmstein (1416). Następnie udajemy się w kierunku Klosterwappen. Siadamy pod szczytem gdyż zrywa się dość silny wiatr i warunki pogodowe na górze zaczynają się pogarszać. Schodzimy w dół. Najpierw drogą podejścia do schroniska Kienthalerhȕtte, a następnie równoległym szlakiem do drogi podejścia w dół. Całość to około 1300 &lt;br /&gt;
przewyższenia i 19 km. W czwartek nie zostało nic innego jak zwinąć biwak i ruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Suliszowice - Skała pod Prądem|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|16 07 2023}}&lt;br /&gt;
W tę niedzielę wybraliśmy się na skałki. Kolega upodobał sobie rejon Suliszowic i ukrytych w lesie skałek, co na tak upalny dzień było idealne. Skała nadawała się na &amp;quot;niedzielne&amp;quot; wspinanie, dużo łatwych i niewyślizganych dróg z przedziału od III-VI. Dzieci się bawiły, a rodzice się wspinali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pachola i Salatyny|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy Bystrą z Podbanskiego lecz z niewiadomych dla nas powodów policja w Zubercu zablokowała drogę nakazując jechać przez Rużenberok (2 h dłużej). Dostępna była tylko Zverowka. Zmieniamy więc szybko plan. Z parkingu pod Salatynem startujemy Rochacką i Zieloną Doliną na Banikowską Przeł.. Dalej na Pochola (2167). Pogoda piękna, choć u góry wiał dość chłodny wiatr. Granią przez Spaleną, Salatyny i Brestową wracamy do auta. Przed Brestową spotykamy kilka osób z Rudy Śląskiej, którzy w ramach wycieczki PTTK weszli od wyciągu na Salatyna. W sumie zrobiliśmy 1435 m przewyższenia i 16 km.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wew. Karpaty Zach rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 13 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry mogą inspirować na różne  sposoby. Na pewno jednym z nich jest górska jazda rowerem. Zachęcony ostatnimi rajdami postanowiłem zrobić jeszcze jeden. Tym razem po rzadko przez nas odwiedzanych peryferiach Karpat południowej Słowacji. Wystartowałem z Zagórza (tu dojechałem pociągiem) i m. in. przez Bieszczady, Vyhorlat, Góry Slanskie, Rudawy Słowackie i Mł. Fatrę, Beskidy dotarłem rowerem do domu. Jak zwykle po różnych traktach, po kamieniach, błocie, szutrze, asfaltach, trawach przy dość dużych deniwelacjach udało mi się przedrzeć przez poszczególne pasma górskie jadąc/idąc dolinami, grzbietami i przełęczami. Mocne podjazdy i ekscytujące zjazdy. Każdego dnia widnokrąg stanowiła pofałdowana linia bliższych lub dalszych szczytów. Obłędna w swym pięknie przyroda. W dolinach urocze wioski, często z znaczną mniejszością cygańską. Nocowałem na dziko w namiocie (raz na nim, bo komarów nie było). Ostatni nocleg spędziłem w Łabajowie u naszego klubowego przyjaciela Jasia Kieczki. Maty nie zabrałem. Trasę modyfikowałem w zależności od sytuacji, m. in. dostępem do wody, żywności, pogody. Wyszło tego ok. 800 km i niemal 9000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość późno wyjeżdżam pociągiem do Żywca, gdzie czeka na mnie już Kamila. W sumie nie mamy dokładnie określonego celu. Ostatecznie pada na Pilsko. Parkujemy pod wyciągami i leśnymi ścieżkami, polankami, korytem potoku Glinne, nie napotykając nikogo po drodze docieramy do Hali Miziowej. Tu już tłumy i piknikowy klimat. Robimy sobie chwilę przerwy licząc, że tłumy zaczną już schodzić ze szczytu i unikniemy tłumów. Na szczyt udajemy się żółtym szlakiem. Na górze pogoda przepiękna, jednak przejrzystość powietrza nie najlepsza. Tatry widać tylko w zarysie. Nie ma tłumów. Szybkim krokiem udajemy się w dół. Tym razem w stronę Hali Cebulowej, a następnie w stronę Buczynki i dalej na parking. Pogoda dopisała. Po drodze jeszcze przerwa na pyszne lody i kawę w Żywcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry 360 stopni, czyli kolarstwo romantycznie i bikepacking.|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08-09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysł na kolejną wycieczkę 40 plus zrodził się w otchłaniach internetu, kiedyś coś tam wyklikałem i już. Po ściągnięciu GPX okazało się że objazd całych Tatr do około to tak z grubsza ponad 300 km. Wyszło, że zaczynam w Czarnym Dunajcu z parkingu przy lodowisku i jadę na Słowacje. Pierwszy postój w Liptovsky Mikulas dla uzupełnienia soków które w tym upale szybko się kończą i dalej szutrami docieram na Cesta Slobody (po remoncie). Tatry w taką pogodę są jak z pocztówki. Mijam kolejno Podbanske, Sterbske pleso, Vysoke Tatry. Pod koniec dnia jadę z parę na rowerach: On na szosie spodenki Lycra, białe skarpety - typowy kolarz z Wyścigu Pokoju; Ona na elektryku dres i damska torebka przerzucona przez plecy. Da się spędzać razem urlop? DA. Za Tatranska Lomnica ląduję w hamaku. Pierwsze 208 km przejechane w doskonałym humorze. Drugi dzień pogoda również petarda. Zjeżdżam do wioski Maly Slavkov a tam pełen folklor cygański brakuje tylko wozów drabiniastych. Teraz kolejno Kezmarok, Spisska Bel, Tatranska kotlina i tu wjeżdżam na klasyczne szutry które nie opuszczają mnie aż do Polski. Za Zdiarem mam mega zjazd taki że tarcze i klocki topnieją w oczach. Podjeżdżam pod Łapszankę i odrabiam straconą wysokość (robię to już drugi raz i dalej nie wiem jak to jest że udaje mi się bez Wypychu, a kto zemną był to sobie przypomni). Teraz już w Polsce bocznymi drogami do Nowego Targu i kawałkiem trasy Velo Dunajec na parking przy lodowisku. Przejechałem kolejne 130 km. Wnioski, uwagi i spostrzeżenia:&lt;br /&gt;
- plan nie wypalił zaplanowałem trasę na trzy dni a zrobiłem w dwa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jadąc w tym kierunku słońce przeważnie miałem w plecy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- szutry, dukty leśne, kostka brukowa, tory kolejowe 50% trasy, asfaltowe ścieżki rowerowe, wioskowe drogi 40%, reszta to normalne drogi z ich ruchem ulicznym,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na wyjeździe wypito 8 litrów soków, zjedzono dwie kaszki na biwaku i rodzinną paczkę kabanosów,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nocleg w hamaku pozwolił na pełna elastyczność w doborze miejsca biwakowego,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- niektóre sklepy spożywcze na Słowacji w sobotę są czynne od 7 do 12 jak się zorientowałem to było już za późno,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- chodząc po Tatrach rzadko ma się możliwość oglądania Ich z tylu perspektyw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując polecam wszystkim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze - Śnieżne Kotły|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (niezrz.)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Ze Szklarskiej Poręby-Huty przez Wodospad Kamieńczyk i Halę Szrenica docieramy nad Śnieżne Kotły. Potem schodzimy pod Wielki Szyszak i spod Śnieżnych Stawków podziwiamy Kotły z dołu. Naprawdę ciekawe formacje, miło mnie zaskoczyły. Dalej Schronisko pod Łabskim Szczytem - tam posiłek - i z powrotem pod wyciągami narciarskimi na parking. Wyszła z tego wcale niezła sudecka wyrypa, razem jakieś 22 km i 1050 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat; wspin Filarem Staszla|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 07 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd o 3, w Brzezinach załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsca, przy wejściu na szlak. Od rana mocne słońce i dużo ludzi na szlaku. W niecałe 1,5h dochodzimy pod Czarny Staw. Tam robimy dłuższą przerwę na jedzenie i wygrzewanie się na słońcu– nasza dalsza droga wiedzie w cieniu. Sprawnie podchodzimy pod Filar Staszla i tam mamy kolejną przerwę czekając aż, zespół przed nami pokona pierwsze wyciągi. Trochę zmarzliśmy, bo czekamy przy łacie śniegu, która wyznacza początek naszej drogi. Trójka, której depczemy po piętach puszcza nas przodem po 3 wyciągu. Wspinaczka idzie nam sprawnie. W trackie 6 wyciągu słońce wychodzi zza grani i robi się cieplej. Ciekawszy miejscem jest 8 wyciąg prowadzący na szczyt turniczki, z której należy zejść kolejnym wyciągiem. Ostatni wyciąg był wyceniony najwyżej na całej drodze, pomimo to Łukasz sprawnie go pokonuje. Chwilę później również ja jestem na górze i możemy się rozszpeić. Decydujemy się nie zjeźdżać, ale podejść pod szczyt Zadniego Granatu i zejść Kozią Dolinką nad Zmarzły Staw. W drodze powrotnej idziemy do Betlejemki w odwiedzimy do Magdy i Staszka, którzy tymczasowo sprawują nad nią opiekę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FFilar+Staszla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -  jaskinie: Pod Sokola Górą, Szczelina Frakcji N oraz Urwista|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak|04 07 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna środkowo-tygodniowa akcja jaskiniowa. W planach miała być jaskinia Studnisko, ale na ostatnia chwile uświadomiliśmy sobie że do września jest niedostępna ze względu na nietoperze. Nastąpiła szybka zmiana planów i decyzja że pozostajemy przy Sokolich Górach, ale odwiedzimy trzy jaskinie: „Pod Sokola Gora”, „Szczelinę Frakcji N” oraz „Jaskinie Urwista”. Wyjazd z Zabrza przed 15 i na miejscu byliśmy już o 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Pod Sokola Gora”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza odwiedzona przez nas jaskinia nie wymagała żadnego sprzętu ani specjalnego ubioru, więc zwiedziliśmy ja na wyprostowanych nogach w samych „wnętrzach”. Tak dla względnego bezpieczeństwa wzdłuż zejścia rozwinęliśmy linę, której de facto nie użyliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu tej ogromnej Sali wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnej jaskini.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Szczelina Frakcji N”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór trafiliśmy bez większych problemów, ponieważ Emil zapisał koordynaty. Rzeczywiście jaskinia znajduje się pod najwyższym wzniesieniem Sokolich Gór. Obok otworu, po jego lewej ortogonalnie stronie znajdują się dwa drzewa z narysowanymi białymi okręgami. Jaskinia w większości ma przekrój poziomy i nie wymaga ani lin, ani sprzętu jaskiniowego. Większość korytarzy to zaciski, przedzielone małymi lub większymi salami. W wielu miejscach można się obrócić, a kilka razy udało mi się na chwile swobodnie stanąć. Nie jestem w stanie sklasyfikować zacisków, ale nie sprawiły nam większych problemów, a mnie wręcz wywołały niepowstrzymana lawinę radości. Plan i przekrój jaki posiadaliśmy był z 2000 roku (Matysiak S. Zygmunt J.) i był totalnie nie aktualny, znaczy obejmuje w mojej ocenie mniej niż 50% tego, gdzie byliśmy. Jaskinia, która miała okazać się mała szczelina pod Góra Pustelnica, okazała się zdecydowanie większa. Czołgając się niskimi korytarzami dotarliśmy w całkowicie nieoznaczone miejsca. Będąc jeszcze w tej części, która była na planie widzieliśmy, że w jaskini jest sporo luźnych want. Miejscami materiał skalny był popękany, połączony glina, gdzieniegdzie wystawały korzenie drzew. Im dalej się posuwaliśmy tym częściej natrafiliśmy na miejsca, które opisałbym jako mało stabilne. W jednym momencie trafiliśmy do dość dużej Sali, z której odchodziły wyraźne korytarze w trzy różne strony. Jeden z nich będący jakby przedłużeniem Sali, w której się znajdowaliśmy, był częściowo, od góry, przysłonięty ogromnym zaklinowanym blokiem skalnym. Za tym blokiem skalnym Sala się powiększała. Dno tej Sali było jakby podwieszona półka, taka antresola, utworzona z dużych zaklinowanych wzajemnie want. Przez szczeliny między wantami widać było duża pusta przestrzeń z ogromnym potencjałem. Nieopodal znajdowało się plastikowe wiadro, które jednoznacznie wskazuje, że ktoś w tym miejscu kopie. Jednak samo miejsce budziło jak dla nas zbyt wiele wątpliwości o własne bezpieczeństwo. Być może jesteśmy nazbyt ostrożni, a być może po prostu na tyle rozsądni by nie pchać się nigdzie na sile. Na tym etapie uznaliśmy ze ryzyko dalszej eksploracji może być zbyt duże, poza tym kończył się nam czas do planowanej godziny wyjścia. Wszakże mieliśmy być na chwile w malej jaskini. Emil zaczął się wycofywać do jednego z korytarzy, a w mojej głowie pojawiło się niezwerbalizowane pytanie: „czemu on się ciśnie do tego korytarza, przecież przyszliśmy tamtym?”. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem Emila, czy jest pewien, że stamtąd przyszliśmy? Emil chwile pomyślał i potwierdził: „Tak, na pewno”. Generalnie nie jest źle z moja orientacja w terenie, ale dla pewności zanurzyłem się na kilka metrów do innego dostępnego korytarza, który okazał się przejściem do innej salki z rozgałęzieniem w prawo i w lewo. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to zupełnie nowe partie, do których nawet nie weszliśmy. O zgrozo ta jaskinia jest jeszcze większa! Powróciłem do Emila i razem wyczołgaliśmy się do wyjścia. Kolejna lekcja jaką wyniosłem z tej jaskini. Idąc w miejsca, które nie posiadają planu, lepiej uważnie zaznaczać, którędy się szło. Adrenalina związana z odkrywaniem czegoś nowego oraz stopień skomplikowania tuneli i mnogość odgałęzień mogą spowodować dezorientację. Jaskinia nie jest specjalnie trudna i aż tak rozgałęziona, żeby się ostatecznie w niej nie odnaleźć. Jednak w większej skali taka sytuacja może być groźna. Sama jaskinia zaskoczyła mnie nie tylko swoja wielkością, ale także naciekami oraz przebarwieniami, które miejscami w świetle latarek wyglądały jak ściany pokryte złotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jaskinia Urwista”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini doszliśmy również bez większych problemów. Jednakże nie udało się nam zlokalizować punktów pozwalających na swobodny zjazd do studni wlotowej. Nie czekając zacząłem poręczować trawersem licząc że „po drodze” uda się nam znaleźć jakiś punkt do zjazdu. Gdy już byłem na końcu trawersu przyczepiony do dwóch mocnych uch skalnych i gotowy do zjazdu, przywitała nas ekipa grotołazów z innego klubu. Natychmiast udało im się zlokalizować punkty, które uszły naszej uwadze. Nie chcąc robić niepotrzebnego tłoku na tak małej jaskini zdecydowaliśmy z Emilem, że odpuścimy. Godzina była już późna, a kolejkowanie się do zjazdu zajęłoby zbyt wiele czasu. Postanowiliśmy, że wrócimy sobie do tej jaskini w innym terminie. Może przy okazji Studniska. Wycofałem się z trawersu i wróciliśmy w stronę parkingu. W domu byliśmy chwile po godzinie 22.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2F3jaskinie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów. W niedzielę rano wybieram się na przebieżkę, auto zostawiam koło słynnej restauracji &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię inny, dłuższy wariant mojej  standardowek trasy. Po sobotnich burzach, szlak mokry i miejscami błoto. Ostatecznie wychodzi ponad 20 km, ok. 880 m przewyższenia w czasie 2h 35 min. Średnie tętno takie, że Buli by ze mną nie chciał gadać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Sądecki - spływ kajakowy Popradem|Henryk Tomanek, Justyna F., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol i Tomek Jaworski, Mirek (Jajco), Grzegorz Burek, Jan Kempny, Basia Borowiec, Tomek (os. tow), Kasia (os. tow.)|01 - 02 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływamy Popradem od Andrzejówki (poniżej Muszyny) do Starego Sącza z biwakiem na polu namiotowym w Piwnicznej. Rzeka bardzo ciekawa, nie można się nudzić. Spokojniejsze odcinki przeplatane z bystrzami. Sporo dużych głazów. Niektóre bystrza bardziej wymagające dla zwykłych kajaków dwuosobowych. Nie obyło się bez wywrotek. Nawet jedną kończymy akcją ratunkową, w której przydała się rzutka. Pogoda w pierwszy dzień zmienna (burze/deszcze) w drugi dzień generalnie przewaga słońca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowanie dla Justyny, za zorganizowanie całości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P s. Spłynąłem tą rzeką pierwszy raz w maju 1980 roku w zwykłym składaku. Było wtedy zimno i deszczowo. Składak jednak posiadał fartuch co na tej rzece nie jest bez znaczenia. Teraz często musieliśmy czerpać wodę z kajaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPoprad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zamarła Turnia; wspin drogą Motyki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie w Tatrach na 1 dzień to może trochę kiepski pomysł, ale nawet się udało. Wyjazd o 4:00, powrót o 23:00.&lt;br /&gt;
Mimo wczesnego wyjazdu, szybkiego dojazdu do Zakopanego i dobrego tempa przy dojściu pod ścianę, w drogę wbijamy się sporo po 13:00, z uwagi na długie kolejki. Drogę udaje się przejść na 4 wyciągi – pierwszy wyciąg przechodzimy w normalnych butach, bez wiązania się liną, a ostatnie 2 wyciągi łączymy w jeden, na co pozwoliła nam 70-metrowa lina. Nawet udaje się nie pogubić drogi, do czego mam niewątpliwy talent. Ze szczytu zjeżdżamy na pn stronę wprost na Orlą Perć i ze względu na późną już porę wracamy do domu, zahaczając jeszcze na uczczenie sukcesu, piwem w Murowańcu. Większość dnia pogoda ładna, choć popołudniu niebo się zachmurzyło i temperatura znacznie spadła, co bardziej pomagało we wspinaniu niż przeszkadzało. Opady dnia poprzedniego widać było na szczęście, tylko na krótkich odcinkach drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla desperatów skiturowych – ilość śniegu: w żlebie z Koziej do 5 Stawów ciągłość śniegu prawie do wysokości ok. 1800mnpm; a na północną stronę do Zmarzłego Stawu z kilkoma przerwami, czyli jak ktoś bardzo musi, to coś tam się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potwierdzam urodę samej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMotyka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia z Kominkiem (Studnia Inków)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, Maciek (KKS), Piotrek|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jedna z najgłębszych jaskiń Jury (-55), ostatnie odkrycie o jeszcze nie złych perspektywach. Pierwsza studnia niezbyt obszerna lecz następna o charakterze tatrzańskim (zjazd z przepinkami). Również fajne nacieki. W jaskini spotkaliśmy grupę eksploratorów z KKTJ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnizK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia, Marcin, Romek, Furek (KKTJ), Ania, Szymon, Bartek (KKS), |24 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie celem akcji miało być zaporęczowanie Śnieżnej pod przyszły trawers Litworowa-Śnieżna, ale okazało się, że inna ekipa miała okazję zrobić to wcześniej, w związku z czym, mając do dyspozycji przygotowaną jaskinię podjęto decyzję, że idziemy do Syfonu Dziadka. Pogoda syfiata, całą noc padało, a ja dodatkowo przez pomyłkę wziąłem dwa lewe gumiaki do jaskini. Do otworu wchodzimy przed 11. Po drodze mijamy mnóstwo wody. Pod kątem logistyki osiem osób to zdecydowanie za dużo na taki cel i akcja się przeciąga. Ostatecznie zawracamy dochodząc do okolic III wodospadu i marmitu. Po drodze Furek zmienia niektóre sznurki i robi pomiary Wielkiej Studni i Lodospadu. Na powierzchni jesteśmy wszyscy razem przed 22. W Katowicach jestem po 3 w nocy. Pomimo tego, że cel nie został osiągnięty, to wyszła całkiem syta akcja, szkoda tylko, że pogoda była taka brzydka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tenczynek - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |23 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy jedziemy do jaskini. Cel przemodelowanie Łamignatka i rozpoczęcie prac nad odgruzowaniem studzienki. Chociaż tego dnia obu nam się bardzo nie chce. Dość sprawnie pakujemy się do dziury. Jakoś dziś zaciski nie trzymają, wszystko idzie gładko. Pod Łamignatkiem odpalamy sprzęt. Udaje się przemodelować go tak, że wejście nie stanowi już &lt;br /&gt;
problemu. Wyciągamy kilka mniejszych want. Zaczynamy się rozprawiać z jedną z dwóch większych. Praca idzie bardzo sprawnie. W Łamignatku bardzo silny przewiew. Wychodzimy. Udało się zrobić bardzo dużo. Teraz tylko pozostaje się rozprawić z dużymi wantami i będzie można ruszyć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia Szpatowców|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek |22 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie zamieniło się w spontaniczny wyjazd, tym razem do Jaskini Studnia Szpatowcow. Wraz z Łukaszem wyjechaliśmy o 15:20 w kierunku Kroczyc.  Wyjazd był tak spontaniczny, że z planem i opisem zaznajomiłem się dopiero w samochodzie. Jaskinia jest dobrze oznakowana na mapie, więc z dojazdem i dojściem do jaskini nie było żadnego problemu. Około godziny 17 wiązałem już line do pobliskich drzew, które idealnie rosną na wprost otworu. Zjeżdżając pochylnia w dół znalazłem kotwę w stropie, do której postanowiłem zrobić przypinkę. Chwile później po mojej prawej stronie na ścianie zobaczyłem kolejne kotwy. Chwila zastanowienia czy to ma sens i decyzja - dobra robię kolejna przepinkę. Kolejne kilka metrów w dol i znowu kotwy w ścianie. Wtedy zrozumiałem, że tamta poprzednia była całkowicie niepotrzebna, zaś te punkty muszą posłużyć jako stanowisko do zjazdu na półkę między studniami. Cały czas starałem się zużywać jak najmniej liny nie będąc pewnym czy nam jej wystarczy. Poza tym na kursie wszyscy tłukli mi do głowy - oszczędzaj line. Łukasz, który tez już powoli się zbliżał do mnie zapewniał że liny wystarczy, bo on jej już używał w tej jaskini. Jednak na wszelki wypadek gdy ja czekałem na polce między studniami Lukasz zlikwidował ta jedna pośrednia przepinkę i odzyskawszy trochę liny. Ja w międzyczasie starałem się podziwiać widoki. Sama jaskinia jak na razie mnie nie oczarowała naciekami,ale przynajmniej na ścianach były widoczne resztki kalcytu, które w świetle latarki trochę wyglądały jak szlachetne kamienie. Stojąc na półce i czekając na Łukasza, dostrzegłem że obie studnie są obficie obite z każdej strony kotwami chemicznymi, zwykle po dwie. Gdy Lukasz dołączył do mnie ponownie ruszyłem do przodu, Na horyzoncie pojawiły się kolejne punkty, w stropie nad sama studnia - ponownie uznałem je za dobry pomysł do wykonania przepinki. Moja wyobraźnia podpowiada mi że bez przepinki u góry lina będzie tarła o skały. Jednak gdy już dotarłem nad sama studnie, gdzie znajdowały się już kotwy do ostatniego stanowiska do zjazdu, zrozumiałem że nie było to konieczne. Kolejny raz Lukasz podążając za mną zlikwidował przepinkę. Tym razem jednak nie odzyskaliśmy liny, bo przecież wszędzie juz mocno zaoszczędziliśmy, więc te dwa metry nic nie zmienia. Długo sie nie zastanawiając &amp;quot;popędziłem&amp;quot; powoli w dol studni i jakieś 1,5 metra może 2 metry przed dniem złapałem węzeł w prawą dłoń - zwiastujący koniec liny. Rozbawiony sytuacja chwile się zastanowiłem - i co teraz? Jeżdżę na rolce simple i nie bardzo miałem już miejsca na linie żeby zrobić nawet pół blokadę. Za węzłem było jeszcze trochę liny co umożliwiło mi podpięcie się do crolla, na którym swobodnie sobie zawisłem w celu opracowania dalszego planu działania. Rozejrzałem się wokoło, porobiłem zdjęcia, przez chwile pomyślałem, ze w sumie jakbym rozwiązał węzeł to &amp;quot;na oko&amp;quot; dałbym rade podpiąć się później przyrządami do podchodzenia. Ale czy warto? Zdecydowanie nie.  Po prostu czułem, że to niedobry pomysł. Później Łukasz przypomniał mi że jak wiszę to lina jest naciągnięta, więc jak tylko bym z niej &amp;quot;zeskoczył&amp;quot; to te 1,5 metra od dna mogłyby okazać się nawet 3 metrami - niby to wiedziałem, ale jakoś w tamtym momencie zupełnie o tym nie pomyślałem. To fajna lekcja realnych warunków jakie mogą się wydarzyć. Spokojnym tempem wycofaliśmy się z jaskini. Po chwili rozważań Lukasz uznał, ze poprzednim razem mieli jeszcze jedna line, dlatego tym razem tej nie wystarczyło. Generalnie to uznaje że jaskinia &amp;quot;zaliczona&amp;quot;, a nie postawienie nogi na dnie, akurat w tym wypadku nie oznacza ze czegoś nie widziałem. Informacyjnie mieliśmy line 70m, która nawet po usunięciu jedynej dłuższej przepinki byłaby tak na styk. Jaskinie opuściliśmy po godzinie ok 19:30. Wykorzystując jeszcze wczesna godzinę obejrzeliśmy wejście do jaskini Żabiej oraz zerknęliśmy na chwile do jaskini Sulmow, ktore odwiedzimy prawdopodobnie nastepnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzpatowcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia|Rysiek Widuch, kurs - &amp;lt;u&amp;gt;Michał&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz|18 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabieram się w końcu z dużym opóźnieniem do mojego pierwszego sprawozdania z kursowego wyjścia do jaskini Jaskini Kasprowej Wyżniej i Średniej dla niektórych było to pierwsze wyjście do jaskini w ogóle. &lt;br /&gt;
Akcja zaplanowana była na jeden dzień, z powodu zapowiadanych opadów deszczu nie wiadomo było czy wyjście da się przeprowadzić. W końcu zapada decyzja, jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyjeżdżamy punktualnie o 5,00. Droga do Zakopanego mija bezproblemowo, kwadrans po 7 meldujemy się na parkingu, dreptamy do Kuźnic i jesteśmy po chwili na szlaku. Gwarzymy po drodze,  okazuje się że Rysiek to skarbnica wiedzy o historii taternictwa jaskiniowego i tego się raczej spodziewaliśmy, ale że to po prostu serdeczny i sympatyczny facet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbijamy w lewo ze szlaku na Kasprowy Wierch i podchodzimy pod ściany Zawraciku Kasprowego ścieżka jest wyraźna więc po chwili jesteśmy na miejscu. Przebieramy się  w międzyczasie okazuje się że nie wszyscy zabrali ze sobą drugie śniadanie ale szczęśliwie  z głodu nikt nie umarł.   Jeszcze kawałek podchodzimy do pierwszego otworu i się zaczyna. Michał poręczuje  z pierwszego otworu  a ja z drugiego mijamy się na dole i wychodzimy po przeciwnych stronach. Teraz zjazd z urwiska do podstawy ściany, wysokość robi wrażenie. Zjeżdżam pierwszy mam podczepione wory z linami trochę mi się to majta co utrudnia płynność zjazdu ale po chwili jestem na dole. Po mnie zjeżdża Michał a Rysiek zamyka stawkę. Klarujemy linę i Michał zaczyna poręczować trawers do Kasprowej Średniej. Niespodziewanie pojawia się grupka turystów szukających wejścia do jaskini ale Rysiek spłoszył ich jak orzeł świstaka. Wchodzimy do Średniej przeciskamy się przez niski korytarz, Michał poręczuje zjazd do studni i jesteśmy na dnie, chwilę myszkujemy między skalnymi blokami , wciskamy się w szczelinę ale po chwili kończy się zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż trzeba wracać, Michał wychodzi pierwszy ja deporęczuje i ściągam linę.  W czasie przechodzenia przez wąski korytarz gaśnie mi czołówka, wyciągam zapasową i przeciskam się do wyjścia. Dalej już bez problemów.&lt;br /&gt;
O 14 jesteśmy pod ścianą w punkcie startu. Wracamy po piargach na stromym zboczu, daje nam to w kość , grunt trochę ucieka i łatwo zjechać. Z ulgą wychodzimy na szlak,  schodzimy do Kuźnic  jeszcze tylko powrót zakorkowaną drogą  do Rabki i jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Liczba kursantów na początku wyjścia i na końcu się zgadza więc wyjazd w zasadzie należy  zaliczyć do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaWS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowenia - Alpy Julijskie|Karolina, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|9 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Słowenie chciałam jechać już 10lat temu na Erasmusa, co ze względów formalnych niestety nie udało się, a do tej pory było jakoś nie po drodze. Próbujemy nadrobić zaległości na tym urlopie. Na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w schronisku Blejska koča – podejście z parkingu pół h, dla naszej trójki dogodnie. Z tego miejsca robimy 2 wycieczki - na Lipanski Vrh i Mali Draški Vrh. W obydwu przypadkach łapie nas deszcz, na drugi szczyt nie docieramy. Z tego pasma są piękne widoki na pobliski Triglav – ze względu na chmury podziwiamy szczyty tylko częściowo. Nasza bazą wypadową na resztę wyjazdu będzie kwatera w miejscowości Radovljica. W kolejne dni odwiedzamy:&lt;br /&gt;
* wąwóz Vintgar – piękne, choć bardzo turystyczne i drogie miejsce;&lt;br /&gt;
* Pokljuška soteska – znacznie mniej znany od poprzednika wąwóz, dziki, zakończony tzw. Galerią – drewnianą  półką na skale, którą przechodzi się na drugą stronę wąwozu, na ścieżkę pełną paproci - zdecydowanie polecamy;&lt;br /&gt;
* szczyt Šija (niedaleko Vogel);&lt;br /&gt;
* wąwóz Mostnica – nie tak widokowy jak Vintgar, za to głębszy i też robiący dobre wrażenie;&lt;br /&gt;
* szczyt Hahnkogel / Klek - wychodziliśmy z miejscowości Planina pod Golico; w trakcie tej wycieczki pierwszy raz zmyliły nas mapy.cz i na początku trochę błądziliśmy; na szczęście udało nam się dotrzeć na szczyt. A było warto! Widoki na Triglavski PN jedyne w swoim rodzaju;&lt;br /&gt;
* wodospad Peričnik; rezerwat Zelenci; Lago di Fusine po str.włoskiej – takie widokowe wycieczki na restowy dzień;&lt;br /&gt;
* Jaskinie Szkocjańskie – mniej popularne niż słoweńska J.Postojna, a jednak to te jaskinie są wpisane na Listę UNESCO. W jaskiniach tych znajduje się podziemny kanion rzeki Reka. Jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć będąc tam. Kto nie był, niech poogląda zdjęcia w internecie;&lt;br /&gt;
* Dolinę Rakov Škocjan – brakło nam czasu na J.Postojną, więc zaglądamy do tej dolinki. To niepozorne miejsce najpierw obserwujemy z góry, po czym znajdujemy ścieżkę w dnie doliny, którą można pospacerować wzdłuż rzeki rzeźbiącej różne formy, w tym mosty skalne. &lt;br /&gt;
Na luźniejsze chwile wybieramy się nad jezioro Bohinj – znajdujemy ładny brzeg, gdzie przy pięknych widokach można się popluskać i poobserować pływające ryby. Tydzień urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić ten kraj, zwłaszcza z kilkanaście kg ważącym łobuzem, który ma już swoje zdanie. Mimo tego i kapryśnej, nieco burzowej pogody kraj nas zachwycił. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. &lt;br /&gt;
PS – a my mężu z wyjazdu zapamiętamy dodatkowo złamanego lizaka i poszukiwanie figurek Psiego Patrolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto pojawi się w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dol. Wilczego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od czasu do czasu penetruję beskidzkie parowy i wąwozy (o ile tak je można nazwać). Tym razem sprawdziliśmy Wilczy Potok (odgałęzienie z doliny Leśnicy w jej górnym biegu). Ów potok płynie w głęboko wciętej dolince o stromych zboczach. Po trasie przewrócone drzewa i kilka skalnych prożków. Fajny, dziki zakątek. U góry przedzieramy się przez splątane knieje i wydostajemy się na szlak pod Smrekowcem (835). Przez Jaworzynę schodzimy jeszcze do wodospadu Wyrchmalinki i wracamy leśną dróżką wzdłuż górnego biegu Leśnicy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Le%C5%9Bnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GROT|Tomek Bzdęga, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łuakasz Piskorek|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny Nocek włączył się w pomoc przy przeprowadzeniu miejskiej gry terenowej organizowanej przez młodzież ze Stowarzyszenia Nereusza z Rudy Śląskiej. Pomagamy przy budowie i obsłudze punktów z wyzwaniami linowymi – w tym roku był to transport noszy na wysokości. Wielki szacunek za ogrom pracy włożonej ww przygotowanie całej gry należy się młodzieży ze stowarzyszenia, a naszym klubowiczom Tomkowi, Łukaszowi i Asia, którzy włączyli się w pomoc wielkie podziękowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Rax - Jaskinia Krampusschacht|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB), Karina (niezrzeszona)|16 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rax chyba wszyscy doskonale znają z pięknych dróg wspinaczkowych, ferat no i pod kątem jaskiniowym może jeszcze z jaskini lodowej. Jednak nie to jest celem naszego wyjazdu. Jedziemy sprawdzić jak to w regionie wygląda kwestia Krasu. W Rybniku spotykamy się około 10.00 szybki przepak do jednego samochodu i ruszamy w stronę czeskiej granicy. Przejazd idzie gładko, aż do momentu kiedy zaczynają się problemy z żarówką, co powoduje dwie nie planowane przerwy. Następnie trafiamy kilka korków, co sprawia, że na kamping docieramy dopiero około 17.00. Już wiadomo, że wspin tego dnia nie wypali... Rozbijamy więc namioty, rozdzielamy szpej na dzień następny i przystępujemy do porównania walorów smakowych napojów energetycznych na bazie chmielu produkcji czeskiej vs austryjackie oraz napojów owocowych z domieszką środków dezynfekujących :). W sobotę wstajemy zgodnie z planem o 6.00. Śniadanie pakujemy prowiant i hej przygodo. Dojeżdżamy do wylotu doliny, zabieramy plecaki i do góry. Naszym celem jest jaskinia Krampusschacht, ale po drodze chcemy sprawdzić jeszcze kilka otworów na, które mamy namiary oraz przeprowadzić rekonesans powierzchniowy. Im głębiej wchodzimy w dolinę tym jestem bardziej przekonany, że nie ma opcji - tu muszą być wielkie i głebokie jaskinie. Kras jest wszędzie! Wszędzie widać otwory (niektóre ewidentnie chodzone - prowadzą do nich wydeptane ścieżki). W końcu docieramy pod dolną stację kolejki towarowej zaopatrującej schronisko Habsburghaus na szczycie Grieskogel. Tu kończy się odcinek płasko. Teraz jeszcze chwilka w miarę łagodnego podejścia do końca leśnej drogi i zaczyna się... Prawie 1000 m przewyższenia szlakiem mniej więcej na styl Kobylażowego Żlebu, również miejscami ubezpieczonego stałą asekuracją. Po drodze sprawdzamy kilka otworów na  które mamy namiary - jednak nie znajdujemy nic godnego uwagi (tylko jeden otwór wymagał użycia liny). Za to znajdujemy oporęczowane dojście do do tej pory nie znanego nam otworu - jednak na ten moment nie wchodzimy tam. W końcu docieramy do schroniska. Tu chwila przerwy na klasycznego wursta. Karina zostaje w schronisku z instrukcjami jak postępować gdybyśmy nie dali znaku do określonej godziny alarmowej, a my ruszamy dalej do jaskini. Pod otwór prowadzi wyraźna ścieżka. Niestety tuż po opuszczeniu schroniska dopada nas całkiem solidna zlewa i grad. Po drodze mijamy mnóstwo potencjalnych problemów jaskiniowych. Te dobrze prosperujące oznaczamy. Spodziewamy się, że jaskinia to raczej mała dziurka - coś na wzór naszych jurajskich jaskiń. Widzieliśmy tylko jeden filmik, kilka zdjęć i znaleźliśmy informację, że jaskinia ma 450m długości i niecałe 100m głębokości. O jakie jest nasze zdziwienie gdy po godzinie docieramy pod otwór. Wlot do jaskini to olbrzymi lej krasowy. Jaskinia jest dobrze obita. Chłopaki zjeżdżają przodem ja na końcu. Zachowujemy duże odstępy gdyż jest krucho. Gdy jestem na przepince przy właściwym otworze krzyczy do mnie Dawid, że Bartek przekazał właśnie informację, że skończyła się pierwsza lina 50m i dowiązuje następną. Gdy bezpiecznie mogę zjeżdżać jakie jest moje zdziwienie, że nie jadę typową studnią tylko lodospadem. po kolejnej przepince dojeżdżam do chłopaków w miejscu, gdzie dwa lodospady się łączą, a pod jednym z nich leżą tony śniegu. Na dzień dobry dostaję informację, że jest kiepsko. Nie ma przejścia dalej. Bartek sprawdza wspinaczkowo drugi lodospad jednak nic tam nie znajduje. Ja zerkam w niewielki otwór w którym widać jakąś kontynuację. Niestety jest dość ciasno a przede wszystkim krucho. Płaty wapienia odrywają się od ścian nawet pod delikatnym dotykiem. W końcu Dawid dostrzega możliwość kontynuacji bokiem lodospadu. Dość szybko przekopujemy korek śnieżny i zerkamy co dalej. Jest lufa! Został nam ostatni odcinek liny. Pod lodem drugiego lodospadu dostrzegamy dwa spity. Kamieniem skuwamy lód. Niestety lód jest też w środku. Nie ma jak wkręcić plakietek. Wygląda na to,  że jesteśmy o dobry miesiąc (a może i lepiej za wcześnie). Postanawiamy wycofać się i wrócić tu jesienią, z nadzieją, że uda się przejść dalej. Wyjście idzie dość sprawnie. Na zewnątrz pogoda poprawiła się. Szybkie przebieranki, pakowanie. Postanawiamy wracać skrótem na azymut. Początkowo bardzo przyjemnie żlebami i polankami. Niestety po chwili przedzieramy się już przez gęste i wysokie kosówki, schodzimy kruchymi żlebami. Po drodze znajdujemy jeszcze dwa ciekawe problemy. Ostatecznie po 25 minutach docieramy do szlaku. Czyli jednak opłacało się. Przy szlaku czeka na nas już Karina. I wszyscy razem schodzimy do doliny drogą podejścia. Cała akcja poszła niezwykle sprawnie i udaje się dotrzeć na kamping przed zmrokiem. Następnego dnia postanawiamy nieco odespać. Co ostatecznie przekłada się na zwinięcie namiotów i spakowanie przed godziną 13.00. Nikt za bardzo nie ma już ochoty na jakieś poważniejsze aktywności. Pamiętając o korkach z piątku postanawiamy wracać. Po drodze jeszcze krótka przerwa w Czechach na smażony syr i hranulki. Teraz już tylko przejazd do Polski. W niedziele wieczorem meldujemy się w Rybniku, gdzie kończymy ten rekonesansowy wypad. Do Rax i Krampusschacht na pewno jeszcze w tym roku wrócimy. Na pewno weźmiemy więcej lin i wiecej sprzętu. Teraz wiemy jakie są realia tej jaskini. Widzimy też, że jest w ciągłej eksploracji (pod otworem znajdujemy beczkę z depozytem). Jaskinia i okolica ma na pewno olbrzymi potencjał jaskiniowy. Dosłownie trzeba uważać gdzie się stąpa bo otwory są niemal wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRax&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Stankowski (KKTJ)|17 06 2023}} &lt;br /&gt;
Przebieżka do Ptasiej Sali (w Nowych Partiach Bielskich). Czas w jaskini ok. 8h15m. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo, a na szlakach tylko pojedyncze osoby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - Jaskinie: Koralowa, Wszystkich Świętych, Studnia Zygmunta|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB)|11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miała być ciekawa akcja Tatrzańska, ale prognozowane burze i opady skutecznie nas zniechęciły. Ostatecznie jedziemy na akcję zdjęciowo / filmową w Góry Sokole. Na parkingu spotykamy się po godzinie 11.00 Jako pierwszy cel pada Koralowa. Odwiedzamy cały dół - do końca, zaglądamy w kominki i ciasne korytarzyki następnie wspinamy się na WAR i zjeżdżamy do MGG. Cały czas robimy dużo fot i filmików. Na koniec zaglądamy jeszcze w dolne odnogi, gdzie znajdujemy bardzo ciekawe naciekowo salki. &lt;br /&gt;
Wychodzimy. Chwila przerwy, posiłek i idziemy do jaskini Wszystkich Świętych. Szybki zjazd, następnie przez trawers na mostek Herberta i w dół (tym razem drugą stroną niż poprzednio) do salki Peny. Pstrykamy wiele fot, kręcimy filmy i wracamy. Bartek przechodzi przez BAKK do jaskini Olsztyńskiej. Niestety mnie skutecznie blokuje kombinezon i odpuszczam. Podobnie Dawid. Bartek wychodzi przez Jaskinię Olsztyńską, a My zwijamy liny, szpej i sprzęt foto i wychodzimy przez zlotówkę. W planach była jeszcze Urwista, ale stwierdzamy, że nie ma tam nic ciekawego. Zaglądamy za to do Studni Zygmunta. Wyjazd typowo rekreacyjno &lt;br /&gt;
towarzyski. Dużo zdjęć i filmików. No i stanowiliśmy niezłą atrakcję turystyczną dla licznych tego dnia turystów, którzy odwiedzili rezerwat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskiGS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Biała Dziupla|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Piotr Strzelecki|15 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie wykorzystaliśmy na drobną akcje jaskiniowa. O 14:30 wraz z Emilem wyjechaliśmy z Zabrza i na 16.00 byliśmy już na parkingu przy Łabajowej. Kilka chwil później zjawił się Piotrek z Estera i ich nowo narodzonym przyszłym grotołazem. &lt;br /&gt;
W czasie gdy Estera spacerowała z wózkiem po okolicy, nasza trójka wybrała się na poszukiwania otworu do jaskini Biała Dziupla. Chwile to trwało, bo w okolicy jest sporo podobnych skał. Na szczęście tylko jedna charakterystyczna z okrągłym otworem w ścianie skalnej zlokalizowanym kilkadziesiąt centymetrów od poziomu ziemi. Zwierzęca czaszka wisząca na pobliskim drzewie nie była przypadkowa. 😀&lt;br /&gt;
We trójkę na kolanach rozpoczęliśmy usuwanie kamieni i gałęzi ze sztucznie przysypanego otworu wejściowego. Gdy tylko udało się uzyskać wystarczający prześwit, Emil wslizgnal sie w zacisk wejściowy zabierając ze sobą wór z lina, ktora wczesniej przymocowałem do pobliskiego drzewa. W ślad za Emilem poszedłem ja i Piotrek. Jak się okazało oba zaciski na wejściu zacisk wcale nie są wąskie. Żwawo pełzając na plecach, byłem w stanie lewą dłonią ciągnąc wór, a prawa nagrywać siebie kamera GoPro. Mój uśmiech od ucha do ucha na nagraniu jest dowodem na to jak wielka frajdę mi to sprawilo. Gdy już wygramoliłem się z tych delikatnych przewezen dotarłem do większej sali, gdzie Piotrek i Emil już zaporeczowali linę do zjazdu. W tej sali zapiąłem się już szantem do liny bo zrobilo sie bardziej stromo, poza tym ściany pokryte mlekiem wapiennym zachęcały do robienia zdjęć, więc nie mogłem polegać tylko na samych nogach. Sprawnie zjechaliśmy na dno jaskini, po drodze pokonując jeszcze jedna przepinkę. Jaskinia jest dobrze okuta, użyliśmy jednej liny 60 m, która w zupełności wystarczyła od drzewa aż po dno jaskini. Droga powrotna również odbyła sie sprawnie. Przed godziną 19 byliśmy już na zewnątrz. Piotrek szybko się zebrał dołączając do Estery, tymczasem my z Emilem trochę się jeszcze kręciliśmy po okolicy. Nie udalo nam sie zlokalizowac jaskinii na Tomaszowkach, ale zwiedziliśmy Łabajowa zostawiając sobie zjazd na kolejna wyprawę w środku tygodnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LITWA: spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Kołodziej|08 - 11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłyśmy razem z Bożeną na spływie kajakowym na Litwie. Trasa: Zopsia (rzeka) jezioro Wiejsiejai, Jezdas,  Kapciamestis (Kopciowo), Volskai, Baltoj Ančia (rzeka Biała Hańcza) jezioro Ančia (Hańcza). Przepłynęliśmy ok.60 km, średnio 15 km/ dzień.  Okolica przepiękna, przyroda cudna i prawie brak turystów. I jeszcze pogoda dopisała. Polecam gorąco. P.s. w miasteczku(?) Kapciamestis jest grób, muzeum i pomnik Emilii Plater&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - skała Biblioteka|Ryszard Widuch, Asia i Łukasz Piskorek, kursanci:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz Pawlik; jeden pies|08 06 2023}} &lt;br /&gt;
Pierwszy kursowy wyjazd na skałki, a zarazem szkolenie z technik linowych. Choć wcześniejszcze prognozy mówiły o obfitych opadach deszczu, wszystko się wyklarowało - i przez całą akcję było bezchmurnie.&lt;br /&gt;
Zaczynamy z Asią i Łukaszem - od góry - poręczujemy liny. Po szybkim przypomnieniu przepinek, Rysiu Pokazuje nam podstawy ratowictwa - co chwilę później trenujemy na linie.&lt;br /&gt;
Przed nami (kursantami) jeszcze sporo nauki - ale wszystko idzie w dobrą stronę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLINEZJA FRANCUSKA: wypad na antypody|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|20 05 - 06 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu był głównie wypoczynek, lecz ostatecznie było każdego dnia dosyć aktywnie. Po przylocie na Tahiti jeszcze tego samego dnia płyniemy z Papeete promem na oddaloną ok 15 km dużo mniejszą wyspę Moorea. Tam spędzamy następne 4 dni, zwiedzając główne atrakcje, objeżdżamy wyspę wynajetym skuterem. Jednego dnia decydujemy się na próbę zdobycia szczytu Rotui (899 m n.p.m, deniwelacja 899 m). Niestety, upał ponad 40 stopni krzyżuje nasze plany. Podczas pierwszych 2 godzin podejścia wykorzystujemy prawie cały zapas wody (po ok 3,5 litra na osobę) a nawet nie dotarliśmy do połowy drogi na szczyt. Po drodze zaliczam dość groźny upadek z grani (zarwała sie pode mną ziemia, na szczęscie szlak pozostaje jako tako możliwy do pokonania dla innych).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Góry na Polinezji Francuskiej okazały się gorące, niedostepne, piekne i dzikie. Poruszanie sie po tych obszarach wymaga dobrego przygotowania, odpornosci na piekielne upały, mądrej logistyki. Jest to zupełnie inna przygoda niż wędrowanie i zdobywanie szczytów w umiarkowanych szerokościach geograficznych. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Innego dnia, idę na trekking na Coconut Pass, gdzie przedzieram się przez dżunglę zatartym szlakiem, ale docieram do celu i w nagrodę dostaję piękny widok na oba przeciwległe krańce wyspy. Po Moorei samolotem  udajemy się na inną wyspę archipelagu Wysp Towarzystwa - Raiatea. To dosć spora wyspa, lecz stosunkowo mało zaludnona i niezbyt oblegana przez turystów, co sprawia ze jest tam troche inna atmosfera, a jednocześnie jest ciekawie. Objeżdzamy wyspę dookoła i robimy kilka krótkich trekkingów do szandarowych miejsc na wyspie. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Taputapuatea - stanowiska archeologiczne i miejsca kultu Polinezyjczyków. Z Raiatei przenosimy się na pobliski atol Bora-Bora. Spędzamy tam tylko 2 dni, ale dochodzimy do wniosku, że można tam bardzo aktywnie spędzic czas. Wyspa reklamowana w katalogach biur podróży, jako miejsce luksusowych wakacji okazała się dla nas miejscami dzika, wcale nie przepełniona przemysłem turystycznym  i bardzo ciekawa przyrodniczo. Atol oferuje też wiele możliwosci uprawiania sportów. Ostatnich pare dni spędzamy na Tahiti, gdzie wypożyczamy samochód i zwiedzamy co się da, wliczając treking na Tahiti-Iti i bardzo ciekawe narodowe muzeum Polinezji Francuskiej w Puna Auia (Muzeum Tahiti i Wysp) w poblizu Papeete. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Zwiedzilismy tylko jeden z archipelagów Polinezji Francuskiej (Wyspy Towarzystwa), ale juz sam ten obszar wydał się nam niezwykle ciekawy, bogaty po d wzgledem geologicznym, ciekawy kulturowo i zachwycajacy pod wzgeldem roslinności mimo iz tylko stosunkowo niewielka cześć to roślinność endemiczna&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
Tradycją się stało, że wizytując teściów, podbiegam na najwyższy szczyt w okolicy, czyli Leskowiec. Tym razem bez śniegu i błota, co od razu było widać po wyniku, bo poprawiłem go o ponad 15 min. od ostatniego biegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainspirowani akcją naszych klubowych kolegów z przed kilku dni udajemy się do tej pięknej jaskini. Wszystko co napisał Daniel jest autentyczne. 14 m zjazdu i zaczarowany, podziemny świat. Również otoczenie jaskini jest wspaniałe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepsc-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Michał Przybycień, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Balcer&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Mateusz Golicz|03 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwsza wyprawa uczestników kursu na taternika jaskiniowego rocznik 2023/24 miała miejsce 3. czerwca 2023, a jej celem była Jaskinia Czarna. &lt;br /&gt;
Z czterech kursantów wybrał się Michał wraz z Mateuszem, pod okiem instruktora Mateusza i asyście Oli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjścia miały miejsce przed wykładem kursowym 3 dni wcześniej. &lt;br /&gt;
Celem wyjścia było odwiedzenie Partii Techuby oraz wyjście z jaskini otworem do którego prowadzą Partie III komina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowane wyjście z Kir było opóźnione tylko o 15 minut i było to jedyne odstępstwo od przyjętego planu akcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze Doliną Kościeliską kursanci byli przepytywani z ogólnej wiedzy o Tatrach oraz szkoleni przez Mateusza w topografii doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jaskini, do którego grupa dotarła bez problemu, doszło do spotkania z inną wyprawą klubową do Czarnej - Damiana oraz Łukasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie zjazdu z głównego otworu jak poręczowanie trawersu i zejścia z progu poniżej wejścia przypadło kursantowi Mateuszowi. &lt;br /&gt;
Następny trawers i przygotowanie wejścia do Techub przygotował Michał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Techubach kursanci samodzielnie prowadzili drogę do &amp;quot;Sali pod Głazem&amp;quot;, korzystając z opisu oraz planu odwiedzając po drodze &amp;quot;Syfon Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Jeziorko Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Salę Taty Winiarskiego&amp;quot; oraz &amp;quot;Salę pod białą płytą&amp;quot;. &lt;br /&gt;
Następnie Mateusz wraz z Olą prowadzili szkolenie z przemieszczania się różnymi technikami wewnątrz korytarzy. &lt;br /&gt;
Był też czas na wykład o tworzeniu się jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjściem z Techub, po około 4 godzinach akcji w jaskini grupa miała przerwę na jedzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga prowadziła w stronę głównego wejścia do jaskini, po drodze ściągaliśmy zaporęczowane przejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z umową, w przypadku dobrego czasu akcji, przejście przez Partie III komina poprowadził instruktor Mateusz. &lt;br /&gt;
Było to pierwsze wejście w te partie jaskini naszej czwórki. &lt;br /&gt;
Całość przejścia kończył 28 metrowy zjazd z drugiego otworu Czarnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem pod otworem jaskini dotarliśmy o godzinie 18:15, a cała akcja zakończyła się ściągnięciem liny ze zjazdu głównego otworu o godzinie 18:50.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z udanej akcji, pięknej pogody i małej ilości turystów w Tatrach, grupa wróciła do pensjonatu Willa Pisana o godzinie 20:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję zakończyliśmy kolacją w okolicznej gospodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Instruktor Mateusz wraz z Olą wybrali się na akcję do jeszcze jednej jaskini, &lt;br /&gt;
natomiast kursanci Mateusz i Michał wyszli na eksplorację Jaskini Mylnej, w której odwiedzili partie jaskini poza szlakiem turystycznym i wyszli z jaskini drugim otworem. &lt;br /&gt;
W drodze do samochodu przeszli także żółtym szlakiem przez Wąwóz Kraków przechodząc przez Smoczą Jamę. &lt;br /&gt;
O godzinie 14:00 wyruszyli oni w drogę do Katowic i zakończyli kursowy weekend w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: Damian uzupełnisz? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrowaliśmy partie pod Salą Łukową. Tym razem nie udało się znaleźć przejścia do Techub (na starość pamięć siada). Przed jaskinią spotkaliśmy ekipę Mateusz Golicza, który wybierał się do Techub (pewno będzie opis). W Tatrach cudowna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek + pies|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny atakujemy Rzędkowice. Jedziemy w tygodniu, po pracy, w nadziei, że będzie trochę mniej ludzi. Dojeżdżamy po godzinie  14 i okazuje się, że drogi na Turni Kursantów, na które mieliśmy chrapkę są obwieszone linami. Wybieramy nasz plan B i idziemy na Dziurawą Turnie. Strzał w dziesiątkę! Jest w cieniu, więc upał nam nie straszny i jest na uboczu więc nie martwimy się, że pies będzie kogoś zaczepiał. Po zrobieniu kilku dróg, przenosimy się na pustą już Turnie Kursantów i wspinamy kilka dróg. Skały po południu opustoszałe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak`|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zrobienia sobie prezentu na dzień dziecka wybraliśmy się z Emilem w czwartek na poszukiwanie jaskini nazwanej „przepaść”. Współrzędne nie do końca były pewne, wiec istniało pewne ryzyko ze będziemy błądzić po lesie w poszukiwaniu otworu lub nawet go w ogóle nie znajdziemy. O samej jaskini tez wiele nie wiedzieliśmy poza filmem na YouTube. Nic więcej nie da się znaleźć, bo jaskinia nie jest dostępna w rejestrach. Zabraliśmy ze sobą to co wydawało się nam niezbędne i o 14:30 wyjechaliśmy z Zabrza w kierunku wyżyny krakowsko częstochowskiej. Samochód zaparkowaliśmy najbliżej jak się dało - na jakiejś leśnej bocznej drodze. Było przed 16. Od samego początku zakładaliśmy ze poszukiwania otworu jaskini zajmą nam sporo czasu, a ponieważ było powyżej 25 stopni Celsjusza i pełne słońce, postanowiliśmy nie przebierać się i wpierw rozpocząć poszukiwania. Jak się jednak okazało współrzędne były bardzo trafne, a pod otworem byliśmy już po około 15 minutach.&lt;br /&gt;
Wróciliśmy do samochodu po ciuchy i sprzęt bez zwłoki zabrałem się za poreczowanie do zjazdu.&lt;br /&gt;
Układ drzew idealnie ułatwił przygotowanie stanowiska. Wjazd do jaskini ma charakter zapadliny do szczeliny skalnej, po jakichś 5 metrach zwęża się, a po obu stronach znajdują się przykręcone plakietki przygotowane pod przepinke w stanowisko Y.&lt;br /&gt;
Na cały zjazd powinna wystarczyć lina 30m. I co tu dalej pisać… zdjęcia nawet w połowie nie oddają piękna jaskini, trójwymiarowości i kolorystyki nacieków. Przez 2,5h chodziliśmy po piaszczystym dnie jaskini zachwycając się jej pięknem i robiąc setki zdjęć. Wszystkie formacje skalne i nacieki które widziałem tylko na zdjęciach tam właśnie były, rzeczywiste. Nawet już nie pamiętam ich nazw. Jaskinie przecina żyła kryształu, a na jej dnie można napotkać odłamki kryształu o rożnej wielkości. Przed 20 byliśmy już na powierzchni, w dalszym ciągu oszołomieni tym co widzieliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś zastanawia się po co chodzić po jaskiniach to właśnie tam znajdzie odpowiedz. Po prostu wow!&lt;br /&gt;
Następnego dnia i ja i Emil mieliśmy po kleszczu - poszukiwania jaskini w krótkich spodenkach to nie jest dobry pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepasc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Łukasz Mazurek, Adam (niez.) + pies|28 05 2023}} &lt;br /&gt;
Jedziemy w skały świadomi, że wybieramy dość popularny i oblegany rejon. Jednak mamy tam upatrzone skałki, z którymi chcemy się bliżej zapoznać. Na początek idziemy na skałę Zegarową. W międzyczasie dojeżdżają Adam i po nim Łukasz M. z drugą liną, dzięki czemu możemy się podzielić na dwa zespoły. Po zrobieniu kilku dróg postanawiamy zmienić klimat i przechodzimy na Turnię Kursantów, gdzie robimy jedną drogę (niejako w zastępstwie zajętych sąsiednich dróg, na jakie mieliśmy bardziej chrapkę). Zbliżała się pora wyjazdu (urodziny u rodziny), więc nie mieliśmy jak czekać na naszą kolej. Ci którym doskwierał niedosyt (ja i Adam) poszli zrobić jeszcze ostatnią drogę na sąsiedniej Zadniej Turni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice_wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kłodnicy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 10 innych osób|28 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W idealnej pogodzie przejechaliśmy rowerami dolinę Kłodnicy, na której stanowi ona południową granicę naszego miasta. Jest tu kilka niesamowicie pięknych zakątków do których prowadzą nikłe ścieżki. Rzeka na tym odcinku dość czysta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.6943249889022847&amp;amp;type=3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|26 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy wracamy do Tenczynka. Tym razem uzbrojeni w ciężki sprzęt. Tym razem z jednym worem i liną do jego wyciągania udajemy się pod otwór. Wiemy co nas czeka więc bez zbędnego gadania wchodzimy do dziury. Droga w dół idzie całkiem sprawnie, choć przed ostatnim zaciskiem poważnie się zastanawiam, czy aby na pewno chcę tam wchodzić. Jednak juz po chwili obaj stoimy w &amp;quot;Y&amp;quot;. Bartek wchodzi na przodek z ciężkim sprzętem, aby rozprawić się z ostatnią wantą blokującą nam dalszą drogę. Ja natomiast rozglądam się  po drugiej odnodze &amp;quot;Y&amp;quot; i znajduję kolejny potencjalny problem. W międzyczasie Bartkowi udaje się rozkruszyć wantę i udrożnić dalszą drogę. Niestety przed samą salką (a tak na prawdę studzienką) ze ściany wystają dwie wypustki, które skutecznie uniemożliwiają wejście nad studzienkę. udaje się je nieco przemodelować. Po kilku próbach wykonywanych na zmianę Bartek jako pierwszy przedostaje się nad studzienkę, a korytarzyk dostaje wdzięczną nazwę &amp;quot;Łamignatek&amp;quot; - oddający jego charakter. Udaje się zrzucić trochę luźnego materiału ze stropu nad studzienką (istnieje szansa, że ma ona &lt;br /&gt;
kontynuację w górę). Na pewno idzie w dół. Ile? Tego jeszcze nie wiemy. Trzeba usunąć kilka małych want. Niestety to już nie podczas tego wyjazdu. Pakujemy sprzęt i do góry. Pierwszy idzie Bartek. Następnie wór który klinuje się co chwilę więc muszę iść bezpośrednio za nim i bez przerwy go odklinowywać. Wyjście nie idzie nam dobrze. Obaj walczymy w zaciskach jak nigdy. Jest ślisko i nie ma się jak wygodnie zaprzeć. Po drodze Bartek wśród leżących kamieni znajduje kilka ciekawych amonitów. &lt;br /&gt;
Następny wyjazd powinien przynieść kolejne metry i bez wątpienia pogłębimy jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wszystkich Świętych i System Jaskiń Olsztyńskich |&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|25 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
25 Maja w czwartek po pracy wybraliśmy się wraz z Łukaszem do Jaskini Wszystkich Świętych z zamiarem przejścia przez cały system Jaskiń Olsztyńskich. O godzinie 16:20 dojechaliśmy na parking Sokole Góry, gdzie przebraliśmy się w kombinezony i wraz z niezbędnym sprzętem jaskiniowym wyruszyliśmy pod otwór. Na miejsce dostaliśmy bez większych problemów. Po pierwsze dlatego, że jaskinia jest dobrze oznaczona na mapie, a po drugie dlatego ze nieopodal znajduje się otwór jaskini Koralowej, w której miałem okazje być na „rozgrzewce przed prawdziwymi jaskiniami” – tak to mniej więcej wtedy powiedział Mateusz. Samo miejsce zapamiętałem tez bardzo dobrze, bo skręciłem sobie wtedy kolano. Była godzina 17:00, a my staliśmy gotowi pod otworem. Poręczowaniem studni wejściowej zajął się Lukasz, po drodze była tylko jedna przepinka, więc zjazd poszedł ekspresowo. Był czas na zdjęcia i konstruktywna krytykę kiepskich opisów jaskiń jurajskich. Na zjazd zużyliśmy cala linę 20m. Będąc na dnie Studni Warszawskiej poszliśmy w lewo w kierunku Mostu Herberta. Zgodnie z opisem przejście do mostu odbywa się trawersem. Pierwsza kotwa znajduje się tuz przez wąskim przesmykiem, zaraz za którym znajduje się studnia. Wciśnięty w zacisk w dość niewygodnej pozycji, z nogami zwisającymi do studni próbowałem rozpracować najbezpieczniejszy sposób dostania się do kolejnego punktu trawersu, który chociaż był w zasięgu wzroku to jednak oddalony o jakieś 3 metry. Niby nic takiego, bo szata naciekowa idealna do wspinania, ale ja leżałem w poziomie nogami do przodu, więc, żeby mieć swobodne ręce musiałem wyjść całkiem w stronę studni. Po lewej ortogonalnie stronie tuz przy krawędzi znajduje się idealna formacja skalna do zaczepienia taśmy, a w moim worze zupełnym nie przypadkiem znajdowała się taśma idealnej długości, której jeszcze nie oddałem Ryśkowi z poprzedniej wyprawy (spokojnie oddam 😊). Raz dwa i zrobiłem sobie dodatkowy punkt, na którym swobodnie sobie zawisłem planując dalsze ruchy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się ze wejście w szczelinę głowa do przodu, a nie tyłem, dałoby mi więcej swobody ruchu i nie byłoby potrzeby robienia tego dodatkowego punktu. Po drodze na trawersie były jeszcze dwa punkty, ale bez problemu sobie z nimi poradziliśmy. W tej części jaskini droga jest tylko jedna, więc zaraz później zaporęczowałem zjazd w ostatniej studni aż do Sali Peny. Na dole zrobiliśmy kilka ciekawych zdjęć, bo nacieki na ścianach były bardzo fotogeniczne. Wtedy tez zwróciłem uwagę ze lewa cześć Sali Peny jest tak naprawdę dnem studni pod trawersem, który przechodziliśmy. Wiec teraz nazwa most, nabrała sensu. Sama sala nie jest duża, więc po chwili zebraliśmy się w drogę powrotna. Sprawnie wróciliśmy na dno Studni Warszawskiej z zamiarem przejścia do jaskini Olsztynskiej poprzez BAKK. Wiedzieliśmy ze będziemy się przeciskać, więc ściągnęliśmy z siebie cały sprzęt, wraz z uprzężą. Nie za wiele się zastanawiając na ochotnika próbowałem wcisnąć się w najbardziej oczywisty zacisk jaki widziałem po prawej stronie i za namowa Łukasza wpierw wciskałem nogi, a przynajmniej próbowałem. Niewiele czasu potrzebowałem by powiedzieć ze moje nogi tak się nie wygna. Rzeczywiście wyczuwałem ze zacisk mocno skręca w lewo i nie uśmiechało mi się brnąc dalej w tym kierunku. Zaproponowałem Łukaszowi, że jak on się wciśnie to ja pójdę za nim. Wiec zamieniliśmy się rolami i Lukasz chwile później tez poległ w tej samej pozycji.  Zniechęceni wzięliśmy plan jaskini do ręki i jak tylko odczytaliśmy z niego, że są też dwie ślepe szczeliny zaczęliśmy się rozglądać w około i w mgnieniu oka znaleźliśmy dużo przyjemniejsza szczelina skalna, tym razem bardziej pionowa niż pozioma. Ponownie bez zastanowienia zanurkowałem w nią bokiem i nogami do przodu. Jak już byłem w środku tej małej komory to zrozumiałem, że to była ta ślepa droga. Wyjęcie było już odrobinę mniej przyjemne, ale dla kogoś moich wymiarów obyło się bez problemów. Ponownie otworzyliśmy plan i szukaliśmy innego przejścia. Jednak wszystko wskazywało, że nasz pierwszy wybór był tym prawidłowym. Ponowiłem próbę tym razem na brzuchu i głowa do przodu. W ten sposób chciałem sobie przynajmniej zobaczyć czy ten tunel prowadzi gdzieś, czy też się kończy. To był strzał w dziesiątkę, potwierdziłem nie tylko, że to jest prawidłowa droga, ale również to ze nie chce nią iść. Pal licho ze szczelina jest bardzo wąska, bo to nie problem dla mnie. Ale to za pierwszym zakrętem w lewo znajdował się zakręt w prawo, a za nim już nic nie było widać, budziło mój nieukrywany niepokój. Oznajmiłem moje obawy Łukaszowi i ponownie zaproponowałem, że jak on przyjdzie i powie, że tam na końcu rzeczywiście jest sala, to pójdę bez wahania. Po kilku próbach Lukasz również się poddał. Wpadliśmy jednak na pomysł że zaatakujemy ten zacisk od drugiej strony. Ponownie ubraliśmy uprząż i opuściliśmy jaskinie Wszystkich Świętych, spakowaliśmy liny do worów i powierzchnia przeszliśmy do Jaskini Olsztyńskiej. Ponownie bez uprzęży w samych kombinezonach zaatakowaliśmy zaciski biegnące w stronę BAKKu, tym razem od jaskini Olsztyńskiej. W pozycji czołgającej się dżdżownicy przemierzaliśmy zaciski, które były dużo obszerniejsze, miejscami wielkości warszawskich kawalerek na wynajem. Spokojnie mogłem manewrować rękami a miejscami nawet odwrócić się. Ostatnia sala już za BAKK, a przed tym naszym nieszczęsnym zaciskiem okazała się bardzo ładna, zrobiłem tam sporo zdjęć i kilka filmów. Bez namysłu wcisnąłem się dalej w ten nieszczęsny zacisk i udało się, jakoś czołgając się od tej strony wydawał się znacznie łatwiejszy. Może też świadomość tego, że już wiem co jest po drugiej stronie, spowodowała że zacisk został pokonany. Lukasz nie chcąc pozostawać w tyle również pokonał zacisk. Z poczuciem w pełni zwiedzonej jaskini wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWszSw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Jeseniki - Bikepacking. Wokół Pradziada|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 - 21 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co poszło tak lub nie tak w Jesenikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeseniki idealna miejscówka na wyprawę rowerową. Odległość z domu to 140 km około 2 godziny i prawie całość autostradą. Startuje z miejscowości Zlate Hory w kierunku wodnej elektrowni Dlouhe strane. Pierwsze kilometry z 99 przejechałem asfaltem potem były wspaniałe leśne szutry. Objerzdzając Pradziada kończę dzień w luksusowej darmowej chatce górskiej. Czesi  zbudowali tą chatkę z rozmachem nie bawią się w drobne brak tylko klimatyzacji. Następnego dnia załapuje się na single track w Kouty nad Desnou, brakuje trochę rozmachu jak w BB, ale i tak zjazd fajny. Kolejne kilometry to nie kończące się podjazdy a że nóżka zapodała to po południu melduje się pod autem. 71 km kolarstwa romantycznego szybko się kończy i o godzinie 18 jestem w domu. Całość trasy wyniosła 170 km. W dwa dni 3750m podjazdów, kręcenia młynków i wypychów ;). Rejon ma ogromny potencjał, można eksplorować dowoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i co z tymi Jesenikami? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacyjnie wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Sprzęt dopicowany (sprawdzony), jedzenie wyliczone, kartusz z gazem zważony, miejscówka na nocleg - genialna, pogoda ideał nawet wiatr miał być w plecy, godziny poświęcone na GPX, ślad wgrany do telefonu, sprzęt odlekczony. Jedna rzecz do poprawki. H2O, dwa litry w bidonach to za mało na dwa dni (no nie ma siły braknie). W sobotę na noclegu ratowałem się źródełkiem. Ale niedziela to tak jak u nas potraviny zaverno. Dopiero przed Jesenikami benzínka z Kofolą pomagają dojechać do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPradziad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Konrad (TKG VERTICAL)|21 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym niedzielnym rankiem wybieramy się do jaskini - w wyższych partiach Tatr wciąż warunki mocno zimowe, a więc pada na Jurę. Spotykamy się w Rodakach i idziemy do jaskini Rysiej, powalczyć z ciasnotami. Wlotówkę poręczuje Łukasz. Dość sprawnie docieramy na dół. Najpierw idziemy zwiedzić Partie Kominkowe. Później powrót i po chwili meldujemy się w Katedrze. Następnie idziemy do Salki Pod Blokiem i dalej do Prasy. Konrad sprawnie wspina prasę i Poręczuje drugą studnię. Gdy jesteśmy na &lt;br /&gt;
dole najpierw udajemy się do Szczeliny Naj, następnie dołem udajemy się do Mlecznego Korytarza. Wracamy na prożek zwijamy linę i dalej w górę  Drugiej studni. Po chwili jesteśmy nad prasą. Zakładamy zjazazd i dalej wracamy znaną nam już drogą. Na I szą studnię jako pierwszy wchodzi Konrad - który stacza nierówną walkę z Zaciskiem wlotowym i spadającymi stopkami (oj jak ja dobrze znam ten ból z mojego poprzedniego wyjścia do tej jaskini). Gdy Konrad pokonuje zacisk ruszam za nim zciągając za &lt;br /&gt;
sobą  linę. Tym razem zacisk przechodzę bez żadnego bulu. Cała akcja zajmuje nam 5h. I nie ukrywamy, że jurajskie ciasnoty dały nam w kość. Teraz tylko wyczyścić kombinezony i szpej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bochnia/Nowy Wiśnicz - spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|Jerzy Ganszer (SBB) + 27 osób z SBB i innych klubów, z RKG - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach spotkania m. in. zwiedziliśmy bardzo ciekawą kopalnię soli w Bochni a później miłe spotkanie w fajnym miejscu za Nowym Wiśniczem. Szersza relacja na stronie SBB: https://speleobielsko.pl/sprawozdania/item/5874-2023-05-20-21-xxxiii-wyjazd-dla-weteranow-taternictwa-jaskiniowego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ryczów - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (niez.) + pies|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd na wspin - dla części pierwszy w tym sezonie, dla częśći pierwszy w ogóle :) Jeszcze kilka minut przed przyjazdem Adama, ciągle zastanawiamy się, gdzie jechać w skały. Szukamy miejsca z drogami mało obleganymi, tak żeby można mieć oko na psa i nie martwić się, że komuś będzie przeszkadzał i żeby Adam bez skrępowania mógł zrobić swoje pierwsze skałkowe drogi. Decydujemy się na Straszykowe Skały. Przez cały dzień robimy różne drogi na skale Weselnej i Skrzyni, w międzyczasie ćwicząc różne techniki linowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStraszykoweSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Mł. Stożek|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieganie po górach traktuję czasem jako trening kondycyjny a nie zajęcie samo w sobie. Będąc w Dziechcince na imprezie badmintonistów wykorzystuję okazję do marszobiegu na niedaleki Mł. Stożek (837). Razem z Teresą wybieramy się na wieczorną, intensywną wycieczkę. Zawsze przy okazji takich &amp;quot;biegów&amp;quot; nasuwają mi się następujące uwagi: podbieg po bardziej stromym terenie jest zupełnie nieekonomiczny. Efekt niewspółmierny do wysiłku. Lepiej szybko podchodzić płaskim krokiem. Wykorzystywać do biegu należy odcinki w miarę płaskie lub o nie wielkim nachyleniu. Na &amp;quot;odrabianie&amp;quot; dystansu przy zbieganiu na pewno należy wykorzystać bardziej połogie zbocza. Na stromych strasznie cierpią kolana. Wg mnie lepiej szybko schodzić bo też trzeba zważać na kamienie a o kontuzję nie trudno. Tak czy tak wysiłek jest gigantyczny i dobrze, że nie muszę startować w zawodach tego typu. Zrobiliśmy 12 km i 400 m przewyższenia. Czas ok 1,5 h lecz czekając na Teresę (nie miała odpowiednich butów) truchtałem w miejscu lub się cofałem by zachować rytm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/MlStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MALTA: wspin i mtb|Paweł, Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 18 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Archipelag Malty leży niemal w środku Morza Śródziemnego i jest najdalej na południe wysuniętym państwem Europy. W jego skład wchodzi kilka większych wysp, w tym Malta i Gozo są największe. Zwłaszcza ta druga wyspa jest bardzo ciekawa ze względu na jej walory krajobrazowe ale także zabytki i ogólnie charakter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie krótkiego wypadu do tego kraju wstrzeliliśmy się w znakomitą pogodę i zrealizowaliśmy postawione cele. W pierwszy dzień rowerami górskimi z wypożyczalni z Marsalfoln (nawet mają tam dobre rowery górskie) przejechaliśmy wyspę Gozo. Obrany przez nas trakt był niesamowicie atrakcyjny. Wiódł przez skamieniałe plaże, po wysokich, urwistych klifach, przez ospałe mieścinki pełne zabytkowych budowli, opuncjowe pola i obok klifowych jaskiń. Szlak miejscami trudny technicznie z fajnymi downhillami po kamienistych zboczach oraz stromymi podjazdami. Mało asfaltu a jak już to mało uczęszczanymi drogami. 36 km i 800 m przewyższenia zajmuje nam ponad pół dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień przenieśliśmy się na południe Malty (&amp;quot;bazę&amp;quot; mieliśmy w Bugriba) do wąwozu w pobliżu Blue Grotto. Tu jest sporo obitych jedno wyciągowych dróg wspinaczkowych. Robimy 5 dróg z zakresu 5a do 5c. Paweł po półrocznej rehabilitacji (złamana noga na ściance wspinaczkowej)bardzo fajnie wszedł w wspin prowadząc wszystkie drogi. Skała dość chropowata, drogi długie. Bardzo fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz tego w wolnych chwilach spenetrowaliśmy tajemnicze katakumby w pobliżu naszej kwatery. Ani jednej zmarnowanej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Malta &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1keBbe2fn0C3PZXk8XkyXbv8mSvyjj66X/view?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 47-lecia klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Barbara Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek, Ania, Agnieszka, Piotr, Tomek, Artur (wszyscy z dziećmi i żonami), Wojtek Orszulik z żoną i dzieckiem, Łukasz Mazurek, Bartek (SBB), Damian i Teresa Szołtysik z synami, oraz sporo znajomych |12 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy do Piaseczna przyjechał z Klubu RKG NOCEK Łukasz Mazurek z kolegą Bartkiem z SBB. Następni byliśmy my, tzn. Basia i Tadek. Chłopaki na nas z niecierpliwością czekali, żeby iść do jaskini Wielkanocnej i Piaskowej/Bluszczowej. Gdy oni penetrowani podziemnie czeluście, na powierzchni zjeżdżała się ekipa z RODU SZMATŁOCHÓW I PRZYJACIELE. Gdy namioty już stały wokół ogniska zaczęła się zbierać brać świętująca 47 rok powstania naszego klubu. Wybrzmiewały pieśni powstałe kiedyś w naszym klubie, które tylko Tadek pamięta i inne ogniskowe piosenki śpiewane przez wszystkich, którzy je znali i same nasuwały się na usta. Były wspomnienia niesamowitych w naszym klubie przejść jaskiniowych, których do teraz jeszcze nikt nie powtórzył w naszym klubie. Przeglądanie zdjęć i biuletynów wydawanych niegdyś w klubie. Kiedyś się ludziom chciało spotykać w realu i coś wspólnie tworzyć. W końcu przed północą dotarła Agnieszka z rodzinką, która stała w korku około 5 godzin bo był śmiertelny wypadek. Policja w naszym kraju jest tak bezsilna i tępa, że nie mogła pomyśleć w jaki sposób rozwiązać ten niekończący się korek, który uwięził tysiące aut. Agnieszka wziąwszy na ręce płaczącą w wniebogłosy Tosię poszła na spacer wzdłuż autostrady,  zobaczyła bramę, spróbowała ją otworzyć i udało się, weszła do auta i korytarzem życia wycofała się do bramy i wyjechała. Co odważniejsi i zdesperowani kierowcy ruszyli za nią. Teraz już byliśmy w komplecie. Mogliśmy się razem cieszyć przy ognisku. Gdy robiło się już bardzo chłodno, to powoli ludzie zaczęli się chować do swoich śpiworków. Rano pierwsi wstali Łukasz i Baratek, których przywitał i pożegnał Adaś. Chłopaki jechali na szkolenie kartowania jaskiń. Po siadaniu zaczęli jeszcze dojeżdżać Wojtek Orszulik z rodzinką i przyjaciele z Łodzi i z Rudy Sląskiej, którzy byli w tamtym roku. Tadek zorganizował dzieciom zawody różnego rodzaju, za które w nagrodę dostawali słodycze. Zabawa była bardzo energiczna i wesoła. Po obiedzie była niespodzianka -  tyrolka z drzewa najpierw było wahanie się, czy zjechać ale potem zabawy nie było końca, aż starsi byli wyczerpani. Usiedliśmy do ogniska. Dziś ognisko już się pięknie paliło bo było dużo żaru i dawało więcej ciepła. Na kolacyjkę były kiełbaski i kartofle z ogniska, mięsa i szaszłyki z grilla, każdy robił to na co miał ochotę. Śpiewy, toasty i opowieści. Koło 3 nad ranem ostatni poszli spać. Rano pierwsze wstały oczywiście dzieci i reszta. Po śniadaniu i kawie, koło południa przyjechali Eska i Damian, następny delegat z Nocka. Udaliśmy się w pobliskie skałki żeby zrobić małe dziecięce zawody wspinaczkowe. I rozciąganie kości starszym ochotnikom. Oczywiście nie mogło obyć się bez LOŻY SZYDERCÓW I EKSPERTÓW OD WSPINACZKI. Po wyczerpującym wysiłku udaliśmy się na zasłużony posiłek i pakowanie. Po udanym spedzeniu w dobrej atmosferze czasu razem zakończyło się 47 spotkanie świętujące powstanie 13 maja w piątek klubu RKG NOCEK.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/47lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy uczestnikom za przybycie i zorganizowanie sobie czasu, żeby razem świętować i dobrze spędzić czas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z podstaw kartowania - Łutowiec|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel + około 30 &lt;br /&gt;
członków innych klubów z całej Polski |13 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano spotykamy się w Łutowcu. Najpierw teoretyczne wdrożenie w temat kartowania, następnie jedziemy w teren. Dzień pierwszy to kartowanie po staremu na kartce. Wracamy z terenu, jemy obiad i kolejne zajęcia teoretyczne. Tym razem wyznaczamy ciąg na podstawie istniejących przekrojów i planów oraz zapoznajemy się z oprogramowaniem AVEN. Następnie ognisko i długie o jaskiniach rozmowy. W niedzielę po śniadaniu znowu zaczynamy od omówienia naszych wypocin z dnia poprzedniego. Następnie ćwiczymy rysowanie w programie Inkscape. Na koniec to na co wszyscy czekali. Zapoznajemy się z urządzeniami DistoX &lt;br /&gt;
oraz oprogramowaniem Quave. Po wtajemniczeniu udajemy się ponownie w teren, aby sprawdzić jak to wszystko działa w praktyce. Po powrocie jeszcze wspólny obiad i nie pozostało nic innego jak wrócić do domu oraz ćwiczyć i utrwalać nabytą wiedzę przekazaną przez Jacka, Mateusza, Paulinę i Olę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem (eksploracja)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |06 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę udajemy się do Tenczynka z zamiarem (mamy nadzieję) ostatecznego rozprawienia się z jaskini Pod Wiszącym Korzeniem. Dojeżdżamy w ulewie. Już na dojściu do jaskini jesteśmy przemoczeni. Szybko wchodzimy do środka. Jakoś dawno nie byliśmy w tej dziurze... Wszystko wygląda dość obco. Jakoś ciasno i klaustrofobicznie. Po wlotowej pochylni i pierwszym trawersie Bartek ma wątpliwości czy nie zasypało &amp;quot;magazynu&amp;quot; - pierwszej salki po drodze. Zmieniamy się na prowadzeniu bo jak dla mnie wszystko wygląda dobrze - i tak rzeczywiście jest - wszystko na miejscu. Następnie wstawiam się w pierwszy zacisk - &amp;quot;Eliminator&amp;quot;. No chyba przytyłem... Jednak już po chwili okazuje się, że po prostu zapomniałem jak się w nim trzeba ułożyć. Zacisk puszcza. Teraz pochylnią na dół i czekam na Bartka  w salce pod zaciskiem. Teraz kolejny zacisk - jeszcze ciaśniejszy. Znowu jakoś nie chce puścić... Po kilku minutach walki przypominam sobie sekwencję pokonania go i jestem już na ostatniej stromej pochylni i po chwili na dole przy &amp;quot;Y&amp;quot; - to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Za chwilę dociera Bartek. Wyciągamy kilka większych kamieni, wybieramy kilkadziesiąt centymetrów namuliska i ciągle nic. Kiedy już mamy odpuścić i wychodzić uznając temat za zamknięty, zauważam, że za szczeliną, którą dotąd totalnie lekceważyliśmy i uznaliśmy za niedostępną otwiera się niewielka salka, a na końcu szczeliny ułożenie luźnych want zasłania przejście gdzieś w dół. Aby tam się dostać trzeba wyciągnąć poklinowane w szczelinie wanty. Udaje się wyciągnąć prawie wszystkie - oprócz jednej. Niestety - nie damy rady jej ruszyć bez narzędzi, których akurat nie zabraliśmy. Odgruzowujemy również strop z luźnego materiału. Najważniejsze, że jest perspektywa na dalszą eksplorację. Jest też delikatny przewiew - a to zazwyczaj dobra wróżba. Wychodzimy. To była droga przez mękę. Po pierwsze było wyjątkowo mokro i ślisko, a więc podchodzenie pochylniami i wybijanie się z nich przez zaciski przysparza nam dość sporo trudności. Dodatkowo (do tej pory nie wiemy co nas skusiło) zeszliśmy na dół z dwoma worami. Teraz już wiemy dla czego nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. A więc najpierw Bartek przechodzi pierwszą pochylnię, zostawiając w połowie wory. Sam przechodzi zacisk. Następnie ja podchodzę , podaje wory i sam przechodzę zacisk, walcząc z zaczepiającym się kombinezonem. Teraz kolejna pochylnia najpierw jeden wór, później Bartek następnie drugi wór i ja. teraz ostatni korytarz z pochylnią i jesteśmy na zewnątrz. Patrzymy się na siebie i obaj stwierdzamy zgodnie,  że tak oblepieni gliną z tej jaskini jeszcze nigdy nie wyszliśmy. Sama jaskinia oparta na szczelinach. Z nacieków jedynie śladowe ilości mleka wapiennego. W jaskini dość dużo skamielin amonitów i innych żyjątek. Szybka przekąska i robimy jeszcze akcję powierzchniową, chcąc sprawdzić kilka potencjalnych miejsc o których wiedzieliśmy wcześniej. Typujemy też jedno nowe miejsce. Któremu zdecydowanie trzeba będzie się przyjrzeć dokładniej. Na koniec odwiedzamy lokalną plebanię, gdzie korzystamy z gościnności zaprzyjaźnionego księdza proboszcza, myjemy się. Zostajemy również poczęstowani kawą i domowym ciastem. Teraz tylko powrót i czyszczenie kombinezonów do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTenczynek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląsko-Morawski - Smrk|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
Udało nam się wyrwać z domu. Za cel wybraliśmy szczyt Smrk na przeciw Łysej Góry. Podejście dość mozolne (ponad 900 m przewyższenia), szczególnie z Karolcią na plecach ;) Wycieczka udana, Karola zadowolona. Na szczycie miłym zaskoczeniem był leśny &amp;quot;barek&amp;quot;, ale ze względu na brak koron nikt z nas nie skorzystał, co nam wyszło tylko na zdrowie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ojcowski Park Narodowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba najciekawsza piesza przechadzka w OPN. Z Czajowic do dol. Prądnika. Następnie do jaskini Ciemnej (zwiedzamy turystycznie) i dalej nad urwiskami doliny do jaskini Puchacz (skalne schronisko). Następnie znów do doliny i przez Bramę Krakowską do Czajowic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/OPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BORNHOLM - piechotą wzdłuż wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Emilia, Felicja i pies Kawa|30 04 - 04 05 2023}}&lt;br /&gt;
W niedzielę z Rønne przemieszczamy się pieszo pod Muleby. W poniedziałek podjazd autobusem do Hasle i idziemy dalej piechotą po klifach aż do Hammerhus i małego portu Hammerhavn. Następnego dnia zwiedzamy Hammeren Fyr i schodzimy do Sandvig. Dalej autobus do Dondal, zwiedzanie wodospadów i dalsza wędrówka piechotą w pobliże Gudhjem. W środę kręcimy się pod Gudhjem i przejeżdżamy autobusem do Arnager, czyli na drugi koniec wyspy, po czym w czwartek wracamy do domu. Nocowaliśmy w schronach i nie spotykaliśmy w nich nikogo. Wieczorami odpalaliśmy ogniska i na koniec dnia jedliśmy raz z grilla, a raz kiełbaski z patyka. Pogoda super - bardzo słonecznie - może tylko nocami trochę zimno (... pies po wyłączeniu czołówek zakradał się do śpiwora i nie mieliśmy serca go wyganiać). Z kącika statystyk, w sumie przebyliśmy 38,8 km piechotą, oczywiście z bagażem na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole, Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia + 2 os. tow|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Majówka pod znakiem tradowego wspinania. Pierwszego dnia wspinamy się sportowo żeby przypomnieć sobie jak to się wspinało w granicie, później już tylko na tradzie. Udaje się zrobić kilka tradowych klasyków:&lt;br /&gt;
Sokolik Duży – Filar Gorayskiego V+, Sokolik Duży – droga Wojnarowicza IV+, Sokolik Mały – Kroczek V, Sukiennice – Filar Kęsickiego V+, Biblioteka – Droga Freusa V, Biblioteka -Lista dłużników V+, Biblioteka – Karta stałego klienta IV+&lt;br /&gt;
Jastrzębia Turnia – Jastrzębia grań IV, Rylec – Rysa południowa wprost IV+, ...i pewnie jeszcze kilka, ale nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sokolikach tłumy wspinaczy i turystów więc jeśli ktoś chce powspinać się w ciszy i spokoju to polecam Rudawy, jednak należy pamiętać, że w Rudawach nie ma promocyjnej cyfry ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwaga!!! W Janowicach Wielkich grasuje złodziej i okrada auta parkujące na parkingach leśnych. Podczas majówki zostało okradzionych i zniszczonych kilka samochodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FGSRJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowe ostatki. Miałem wstać o 3 ( i nawet udało się obudzić) ale wyjeżdżam dopiero o 7. Droga też jakoś nie specjalnie mi idzie. W Brzezinach nie ma już miejsca na parkingach. Jadę więc do Kuźnic. Załapuję się na jedno z ostatnich miejsc. Szybko dopinam do plecaka narty i buty i ruszam w stronę wejścia do parku. Jest już prawie 11. Nie jest to łatwe. Chodnikiem, ścieżką rowerową płynie morze ludzi. Do kas nie kończąca się kolejka. Na szczęście kupiłem bilet on-line i nie muszę w niej wstać. Wybieram drogę przez Boczań. Niemal biegiem staram się jak najszybciej dotrzeć za odbicie na Nosalową Przełęcz - licząc, że zdecydowana większość ludzi kieruje się właśnie tam. Niestety. Cały czas przebijam się przez kolejne grupki idące na Halę Gąsienicową. Jest gorąco. Niestety wiem o lawinowej 3. Mam też świadomość że późna godzina, operujące słońce na pewno nie puści na nic ambitniejszego. No trudno. Śnieg zaczyna się od Przełęczy Między Kopami. Narty zapinam na Karczmisku i od razu zjazd na Halę slalomem między ludźmi. Hala wygląda niczym dolina sądu ostatecznego, do której ze wszystkich stron płynie &lt;br /&gt;
morze zbłąkanych dusz. W Tatrach poleciało ze wsząd. Ciężko znaleźć żleb, który by nie wyjechał. Pełne słońce i upał. Nie ma złudzeń - Kasprowy i nic więcej. Skoro i tak nic więcej nie ugram to przynajmniej się poopalam. Znajduje więc kawałek spokojnego miejsca i wygrzewam się na słońcu. Chcę odczekać, jak najdłużej, żeby wstrzelić się pomiędzy korki na powrocie. Rozważam też którędy zjeżdżać. Mniej więcej znam sytuację śniegową z zeszłego tygodnia - najlepiej będzie zjeżdżać przez &lt;br /&gt;
Goryczkową. Śniegi całkiem przyjemne. Głównie firny, choć zdarzają się miejsca z breją. Można znaleźć ciągle nierozjeżdżone miejsca. W kotle już wychodzą kosówki, borówki i skały spod śniegu. Docieram do Goryczkowej. Dokupuję napojów i dalej w dół. Da się dojechać do esa - a więc całkiem nieźle. Teraz tylko przebić się przez Kuźnice do samochodu i powrót. Narty trzeba odwiesić do przyszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKaspro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Rogacz|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
Plany na majówkę się posypały, więc mając dzień wolnego postanowiłem podratować z planów co się dało i zdecydowałem się przebiec jedną z tras z festiwalu biegowego &amp;quot;Maratonu trzech jezior&amp;quot;. Padło na na trasę &amp;quot;Szlakiem wołoskich pasterzy&amp;quot;, czyli 17 km i ok 1150 m przewyższenia. Pierwsze 3 km dają w kość, później było już tylko lepiej. Patrząc na czas z zegarka, to porównując go do wyników z 2022 r. to byłbym ok. na 60 pozycji na 108 uczestników w kategorii &amp;quot;open&amp;quot;, co wydaje mi się dobrym wynikiem, jak na trening bez dużego parcia. Natomiast gdybym był kobietą, to chyba byłbym w pierwszej dziesiątce i tak sobie będę to przedstawiał, a co! :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry docieramy dość późno w niedzielę. Pogoda jest piękna. Żeby nie tracić dnia udajemy się na spacer skiturowy w rejonie HG. Narty wynosimy na plecach do Karczmiska. Stamtąd zjazd na HG. Kręcimy się chwilę po Hali. Zaliczamy piwko w schronisku i wracamy drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zaczyna się psuć. Korzystając z braku tłumów udajemy się przez Wiktorówki na Rusinową Polanę i dalej na Gęsią szyję. W górnej części schodów na Gęsią Szyję jeszcze leżą płaty śniegu. Nasz cel to wrócić do samochodu przed deszczem. Udaje się. Po drodze dopada nas tylko lekka mżawka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda popsuła się całkowicie. Całą noc i cały dzień leje. Więc nie pozostało nic innego jak zdobyć tego dnia Krupówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śnieg ma sypać cały dzień - tak zresztą jest. Tym razem od Brzezin udajemy się w rejon HG. Szybka kawa w schronisku i idziemy dalej. Jest lawinowa dwójka. Cały czas intensywny opad. Trawersem małego Kościelca udajemy się nad Czarny Staw. Tam obserwujemy bardzo liczne zsuwy i pęknięcia. Idziemy jednak dalej. Podczas przechodzenia przez Czarny Staw ze Skrajnego Granatu schodzi całkiem duży obryw. Po chwili słyszymy podobny z rejonu Zadniego Kościelca.  Nie ryzykujemy więc podejścia &lt;br /&gt;
dalej i wycofujemy się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponowne pogorszenie pogody. Wyjście w wyższe partie raczej ryzykowne. Wracamy więc wcześniej do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BAŁTYK: Rejs żaglowcem ''Gedania''|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + załoga|15 - 22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglarska uczta po Bałtyku na historycznym jachcie dla polskich żeglarzy. Wypłynęliśmy z Gdyni i obraliśmy kurs na Borholm. W pobliżu Nexo ze względu na spływające prognozy (weszliśmy w zasięg telefoniczny) o zmianie kierunków i sile wiatrów, szybka decyzja i spływamy do Karlskrony w Szwecji. Na miejscu zwiedzamy miasto i bardzo ciekawe muzeum marynarki wojennej. W czwartek rano wypływamy w wietrze o sile 6-7 w skali Beauforta w stronę Gdyni. Rejs bardzo udany z super załogą. Przepłynęliśmy 415 mil morski w czasie 101 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBaltyk  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY: Stary Gierałtów - V Ogólnopolskie Forum Speleo|Mateusz Balcer, Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 23 04 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna edycja Forum Speleo za nami. Tym razem odbywało się ono w okolicach Stronia Śląskiego, w Starym Gierałtowie. Organizatorzy nie zawiedli (wspomnieć tu należy szczególnie Mateusza G., nie tylko za to że jest naszym klubowiczem, ale też pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Program był wypełniony po korek. Fantastyczne wycieczki (na których nie byliśmy, bo nie umieliśmy odpuścić ciekawych prelekcji). Dużo atrakcji dla dzieci (których nie mamy, a nawet jakbyśmy mieli, to były by tak zajęte, że czulibyśmy że ich nie mamy). No i przede wszystkim ciekawe prelekcje! Każdy znalazł ciekawy temat dla siebie. Nie będę ich wymieniać, w zamian odsyłam do strony Forum gdzie znajduje się pełny Harmonogram tej i poprzednich edycji wydarzenia. Dodatkowymi atrakcjami był piątkowy quiz spelo z dodatkowymi zadaniami praktycznymi takimi jak &amp;quot;woruj linę&amp;quot; i &amp;quot;przeciągnij wora przez zacisk&amp;quot; (nieskromnie dodam, że byłam członkiem zwycięskiej drużyny) i tu również odsyłam do relacji fotograficznej i filmograficznej na facebooku Forum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór był jak zawsze poświęcony imprezie tematycznej, której hasłem przewodnim było ,,ulubiona partia jaskini”, nasi klubowicze postawili na Wielkiego Kłamcę i Gniazdo Złotej Kaczki. Zwycięskim strojem pochwalić się mogła Ślepy Komin i wyróżniona przez publiczność Mostek Piratów. Nie mniej nie zabrakło również Płytowców, Gąbek, Białego i Czarnego Komina, Galerii Krokodyla, Mar-Woja i wielu innych kreatywnych przebrań. Jak zwykle wyjechałam z Forum z głową pełną ciekawych informacji i obrazów, i już czekam z niecierpliwością na kolejną edycję! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Dumbier|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyższy szczyt Niżnych Tatr - Dumbier (2046) był celem naszej rowerowo - narciarskiej eskapady. Z parkingu w Janowej Dolinie podjeżdżamy rowerami z nartami jak tylko da się najwyżej. 4 km asfaltu a potem niemal drugie tyle górskiego, leśnego traktu. Gdy tylko pojawił się śnieg, rowery chowamy w lesie i dalej podchodzimy z buta niosąc narty na plecach po płatach śniegu. Niebawem pokrywa śnieżna staje się trwała i już na nartach zdobywamy wysokość. Po drodze po zwalonym pniu pokonujemy potok Stiavnica i wkrótce docieramy do utulni Brenkus. Stąd ciągle wzdłuż potoku w stronę przełęczy. Obydwa zbocza doliny zryte są lawinami. Pięknym terenem docieramy do kotła i nim dość stromo na przełęcz gdzie znajduje się schronisko Stefanika. O ile w dolinie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka to tu pojawia się sporo turystów i skiturowców. Wiedzie tędy główny szlak Niżnych Tatr. Ostatnie podejście szeroką granią na Dumbier z uwagi na mocno operujące słońce wysysa z nasz resztki sił. Na szczycie sporo osób. Północne urwiska anonsowane są ogromnym nawisem śnieżnym. Zjazd jest cudowny. Po szerokich polach śnieżnych w odpuszczonym, niemal firnowatym śniegu do przełęczy. Potem doliną w fajnej rynnie do utulni i dalej do rowerów. Jak zwykle błogi zjazd rowerami do auta gdzie kończymy naszą przygodę. Pogoda była przepiękna. Zrobiliśmy 1350 m deniwelacji i 29 km w obie strony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Dumbier  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamilia (niezrzeszona)|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Żabnicy udajemy się na Rysiankę - tam chwila przerwy i dalej przez Halę Boraczą do Żabnicy. Pogoda super. Na dole wiosna pełną gębą. Na górze leży jeszcze dość sporo śniegu. Widoki piękne. Wszystko zaczyna odżywać i się zielenić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bielsko-Biała - Kozia Góra|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Po biegu wyjechaliśmy całą rodzinką na niedzielny spacer. Cel był prosty i przyjemny - Kozia Góra zwana Stefanką. Przy schronisku był plac zabaw, więc Karolina była w siódmym niebie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śl. - Bieg śladami Korfantego|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Z okazji 150 rocznicy urodzin Korfantego w Siemianowicach zorganizowany był bieg śladami słynnego Ślązaka. Dystans liczył 10 km (trasa atestowana), więc postanowiłem w nim uczestniczyć, aby sprawdzić się na tym dystansie i poczuć atmosferę &amp;quot;zawodów&amp;quot;. Swój udział uważam za udany, cel został osiągnięty bo udało mi się przebić granice 50 min, a dokładniej ukończyć trasę w 47 min 25 s. Super było słyszeć krzyki Karolinki, która cały czas dopingowała tacie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Spacery kondycyjno-topograficzne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Mam wolny weekend i rozterkę, czy bardziej chcę spędzić go aktywnie, czy powinnam się pouczyć i przygotowywać do kursu… Chętnych na jaskinie brak, a ja uznałam, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i mogę pojechać w Tatry pouczyć się topografii w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaopatrzona w zestaw map i kubek kawy, ruszam szukać widoków. W sobotę Idę doliną Kościeliską, najpierw na Stoły, kontempluję chwilę nad mapą, próbując się dopatrzyć tego i owego i ruszam dalej. Następny przystanek Wąwóz Kraków. Dalej idę coś zjeść do schroniska (no ba!, że szarlotka to konkretny posiłek). Oczywiście mapę mam pod ręką, żeby kontemplować co bardziej interesujące mnie miejsca. Na powrocie stwierdzam, że spacer jest zdecydowanie za krótki i idę jeszcze nad Smreczyński Staw, do jaskini Raptawickiej (tu akurat jestem pierwszy raz, więc z ciekawością rozglądam  się po wszystkich katach, jednocześnie okazuje się, że tym sposobem przeczekałam największą tego dnia ulewę), dalej do jaskini Mylnej i na bazę. Słońce pojawiło się oczywiście dopiero podczas mojego powrotu, ale ja już nie mam ochoty się zatrzymywać z mapą, z powodu tłumów ludzi fotografujących krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zdecydowanie krótsza trasa, jednak ciekawsza pod względem topografii. Idę z Doliny Kościeliskiej do Doliny Małej Łąki przez Przysłop Miętusi. Przystanki po drodze i końcowy na Wielkiej Polanie, dokładnie oglądając Masyw Czerwonych wierchów i analizując jego topografię. Wracam przez Staników Żleb, gdzie dzięki wiatrołomom łapię najlepszą perspektywę. Kawy już dawno brak, bo jest tak słonecznie i ciepło, że aż chciało się siedzieć i kontemplować&lt;br /&gt;
. &lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fspacertopo&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dol. Czarnej Przemszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarna Przemszy ma swoje źródła na Jurze w okolicach Ogrodzieńca. Celem rowerowej przejażdżki były tereny położone w środkowym biegu rzeki. Objeżdżam leśnymi dróżkami zaporowe jezioro Przeczyckie. Potem przez Śiewierz na północ i dalej na zachód przez las Szeligowiec. Tu natrafiam na konkretne bagna gdzie często muszę przenosić rower skacząc z kępy na kępę. Znaczny fragment lasu przebijam się na przełaj bo leśna droga rozmyła się w mchach i porostach. Finalnie natrafiam później na leśną drogę i nią docieram do Pyrzowic skąd wyruszyłem. 38 km bardzo urozmaiconej terenowo i krajobrazowo trasy na styku Jury i Wyż. Ślaskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Przeczyce &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - masyw Silvretty - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|8 - 10 04 2023}}&lt;br /&gt;
Planowanie trzeba było dostosować do skomplikowanej pogody. W Austrii byliśmy już w czwartek wieczorem, ale na piątek i sobotę prognozowane były masywne opady śniegu i niskie chmury. Postanowiliśmy więc przeczekać piątek, czytając książki i wykopując się z komputerowych zaległości. Całą sobotę zajmuje nam podejście do Tübinger Hütte - fenomenalnie zorganizowanej chatki na ok. 2200 m. Wieczorem dołącza do nas czterech miejscowych - dwóch nieco starszych panów, skiturowych &amp;quot;wymiataczy&amp;quot;, a także para Nomi i Isa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wszyscy idziemy na przełęcz Plattenjoch. Wycieczka jest krótka, +530 Hm, ale każdy jej metr się opłaca: cały zjazd bowiem przebiega w tym nowo przybyłym, nienaruszonym puchu. Do schroniska wracamy z Isą i jej chłopakiem, gdy tymczasem &amp;quot;wymiatacze&amp;quot; przez Szwajcarię przechodzą do Saarbrückner Hütte. Jest piękna pogoda, więc po zjeździe nasi towarzysze zażywają słońca na wybudowanej ze śniegu ławce. Tymczasem ja, na popołudniowe domęczenie się, wybieram się jeszcze samotnie pod grań, w okolice wierzchołka Chessichopf (ok. 450 Hm). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie spotykam pod chatką Dietera, ojca Andrei, który również poszedł się sam domęczyć - i z którym miło sobie rozmawiamy o okolicznych górach. Zresztą cały niedzielny wieczór upływa nam na herbatkach i kolejnych, miłych rozmowach. Jak się dowiadujemy, Dieter zawodowo testuje komunikację o zagrożeniach na drodze pomiędzy &amp;quot;inteligentnymi&amp;quot; samochodami, a Nomi pracuje w stoczni ... montując czy diagnozując różnoraki osprzęt nawigacyjny, będący wyposażeniem zapewne wcale nie mniej &amp;quot;inteligentnych&amp;quot; łodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek okazuje się, że Ola jest trochę chora. Aby więc skorzystać jeszcze z być może ostatniego, danego mi tej zimy puchu, gonię szybko za Dieterem i Andreą. Postanowili oni bowiem na początek dnia powtórzyć moją wczorajszą wycieczkę. Tym razem udaje się wyjść na grań (... dzięki determinacji i doświadczeniu Dietera!) i popatrzeć na Szwajcarię (... przy okazji miło rozmawiając o okolicznych górach). Zjeżdżam szybko i bardzo przyjemnie do chatki, sprzątamy i wraz z moją zakatarzoną towarzyszką zjeżdżam do doliny. Jest to nawet zaskakująco miłe, bo wyrabiamy się jeszcze zanim ostre, kwietniowe słońce przerobiło śnieg na &amp;quot;ciapletę&amp;quot;. Jeśli chodzi o punktację, to za ten wyjazd doliczam kolanom do zużycia około 2700 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw - poświąteczna przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, pies|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
Ostatni świąteczny dzień postanowiliśmy spędzić spalając poświąteczne serniczki w górach. Startujemy z Lipowej i od razu dochodzę do wniosku, że jestem optymistką. Choć widziałam prognozę pogody, zapowiadającą deszcz przez cały dzień, to i tak byłam przekonana, że nie może być tak źle. Było. Nie zeszliśmy jeszcze z asfaltu, a ja mam przemoczone buty, kapie mi z kaptura, a pies wygląda, jak zmokła kura, ale za to jest najszczęśliwszy z nas 😊 W miarę podchodzenia, zaczynami mi być obojętne, że mam mokre buty o ile woda jest w nich zagrzana, a nie namakają świeżą zimną porcją, deszcz przeszedł w mżawkę, więc można ściągnąć kaptur, pies szaleje z radości tarzając się w resztkach śniegu. W końcu zaczynam cieszyć się pętlą przez Dolinę Zimnika, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślaną i Radziechowską!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Ja rozumiem, że lany poniedziałek i powinnam być przemoczona, ale czemu Łukasz i pies oberwali to nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fbeskidprzebiezka&amp;amp;startat=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
W Poniedziałek Wielkanocny, pomimo nadmiaru serniczka w brzuchu, wstaje przed wszystkimi domownikami i ubieram butki do lotania. Nie myśląc długo postanawiam powtórzyć trasę z ostatniej wizyty u teściów i ponownie zdobywam Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło jak ostatnio ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia. Średnie tempo poprawione (niewiele), co po świątecznym obżarstwie uważam za sukces :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys.  - Pańszczyckie Czuby|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Mazurek|08 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwietniowe opady śniegu znakomicie pokryły białą powłoką szlak z Brzezin na Halę Gąsienicową. Niemal od parkingu na nartach. Choć pogoda nie szczególna, głównie ze względu na ograniczoną widoczność, stawiamy sobie dość niebanalny cel – Pańszczyckie Czuby (choć myśleliśmy również o Skrajnym Granacie). Górnym trawersem przechodzimy przeorany lawinami Mały Kościelec. Za Czarnym Stawem Gąsienicowym (przeszliśmy po lodzie) windujemy się pod Skrajny Granat w totalnym „mleku” co mocno utrudnia orientację. Zbocza stąd opadające również przeorane są lawinami. Trochę lawirując udaje nam się wstrzelić do tzw. Kanionu. Nim już z nartami na plecach, w głębokich śniegach (torował ciągle Łukasz) nie bez trudu osiągamy Pańszczycką Przełączkę Wyżnią (2145). Posiadaliśmy niezbędny sprzęt wspinaczkowy lecz z uwagi na kiepską widoczność rezygnujemy z szturmowania grani wiodącej na Skrajny Granat (2225). Zjazd z przełęczy stromy, w skalnej rynnie (niby +3 wg Życzkowskiego) po różnych śniegach. Skały jednak stanowią punkt odniesienia i jakoś da się jechać. Gęste „mleko” poniżej skał skutecznie testuje nasze błędniki czego wynikiem są upadki (po jednym z nich łamię kijek). Często też przecinaliśmy stwardniałe lawiniska z charakterystycznymi bryłami śniegu. Skośnym zjazdem, walcząc  o utrzymanie na deskach osiągamy staw a potem już łatwo do schroniska. Na nartach zjeżdżamy aż do parkingu. Zrobiliśy 1200 m deniwelacji i 20 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPanszczyckieCzuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.  - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Jurek (os. tow.), Ewa (os. tow.)|02 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę 2 kwietnia 2023 wybraliśmy się na jednodniówkę do jaskini Kasprowej Niznej. W składzie Rysiek, Jurek i Ewa i Daniel. Chwile po 5 rano byliśmy już w drodze a o 7:22 zaparkowaliśmy samochód na ulicy Bronisława Czecha i ruszyliśmy w kierunku jaskini. Na dole śniegu już nie było, bo dodatnie temperatury od jakiegoś czasu sprzyjały roztopom. Niemniej jednak podczas podchodzenia w górę śniegu było coraz więcej. Po zejściu ze szlaku, pokrywa śnieżna miejscami sięgała kolan i niestety droga nie była wydeptana. Pod otworem byliśmy o 8:50, gotowi do wejścia. Od początku zakładaliśmy ze maksymalnie dojdziemy do Gniazda Złotej Kaczki, bo spodziewaliśmy się ze będzie zalana, a nie planowaliśmy iść obejściem przez partie gąbczaste. Pierwsza przeszkoda jako napotkaliśmy to spora ilość wody w „okresowym jeziorku” – ale tego również się spodziewaliśmy z racji roztopów. Tuz przed jeziorkiem po lewej stronie biegnie obejście, w które bez większego namysłu się wpakowaliśmy. Pierwszy poszedłem ja (czyli Daniel). Nigdy wcześniej nie szedłem ta droga, więc nie bardzo zdziwiło mnie ze po drodze tunel, przez który się przeciskałem ma odejście w dół połączone z „okresowym jeziorkiem”. Bez zastanowienia obszedłem je idąc dalej i dochodząc do końca obejścia. Tutaj się chwile zatrzymałem. Po pierwsze dla tego ze „okresowe jeziorko” było tak duże, ze nawet zeskakując z progu z obejścia, musiałbym wskoczyć do jeziorka i co nieco się zamoczyć. Drugim powodem, dlaczego się zatrzymałem, były dobiegające mnie informacje, że Jurek, który szedł zaraz za mną zrzucił swój wór do tego obejścia, które tak zwinnie ominąłem. No i jego wór wpadając do wody zniknął gdzieś pod stropem lub zatonął. Ponieważ mój refleks nie jest moja dobra strona, to chwile zajęło mi przetworzenie tej informacji i rozważenie opcji jakie mamy – włącznie z szybkim nurkowaniem. Ku mojej radości wór zaczął powolutku pojawiać się na tafli „okresowego jeziorka”, więc już dłużej się nie zastanawiałem tylko postanowiłem zeskoczyć do jeziorka. Opcja nalania się wody do gumiaków wydawała się w tych okolicznościach niczym nadzwyczajnym, bo przed chwila chciałem nurkować. Po zeskoczeniu i wylaniu wody z gumiaków pływający wór przyciągnąłem do siebie za pomocą pętli z liny. Sytuacja uratowana. Żeby możliwość Jurkowi i Ewie zejście w bardziej komfortowych warunkach rozciągnęliśmy z Ryśkiem linę tworząc coś na rodzaj trawersu, w której my byliśmy „żywymi kotwami”. Sposób okazał się wystarczająco dobry i umożliwił nam dalszą drogę. Pierwszy zjazd 12m poszedł bardzo sprawnie, ale też nie należy do specjalnie trudnych. Przejście pod Wielki Komin w całości wyspinałem ja (przy asekuracji Ryska) i ku mojemu zaskoczeniu nie było to specjalnie skomplikowane. Chociaż jak pierwszy raz byłem w tej jaskini 57 tygodni wcześniej wydawało się to nie do przejścia. To chyba znak ze czegoś się jednak nauczyłem na kursie 😊. Tuz za mną podążał Jurek, Ewa i na końcu Rysiek, który pilnował całej grupy. Generalnie do samego Gniazda Złotej Kaczki nie dotarliśmy, ze względu na wysoki stan wody w jeziorkach, ale jak dla mnie cel wyprawy już został osiągnięty, bo cześć wspinaczkowa której najbardziej się obawiałem okazała się bezproblemowa. Drogę powrotna przebyliśmy w spokojnym tempie. Zachwycając się tym, że akurat w miejscach, które są okresowo zalewane w taki sposób, że nie da się ich przejść, woda wyżłobiła obejścia, które pozwalają nam przejść „prawie” suchym gumiakiem. O 12:54 byliśmy już na powierzchni. Brudni, odrobine zmęczeni, ale z dobrymi humorami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - żeby się nie zastać...|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|25 - 26 03 2023}}&lt;br /&gt;
W sobotę przebieżka do Jeziorka Szmaragdowego w Czarnej. Nie spotkaliśmy nikogo ani przed jaskinią, ani w jaskini, ani w ogóle poza szlakiem (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę jedziemy na Słowację i podchodzimy wzdłuż wyciągu do Doliny Salatyńskiej. Warunki śniegowe są paskudne (okropnie twardo), więc zawracamy po ok. 650 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wsch. Żelazne Wrota|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „Narciarskiego Trawers Tatr” przymierzamy się od 2019 roku, kiedy to podjęliśmy pierwszą próbę - przerwaną z powodu problemów żołądkowych po przejściu Baraniej Przełęczy. Następnie lockdown zamknął nam Tatry na prawie dwa sezony. W 2022 roku narciarsko rozpoznaliśmy kolejne dwie wysokie przełęcze (Czerwoną Ławkę i Rohatke). Ostatnią niewiadomą dla Nas były Żelazne Wrota. Przy warunkach śniegowych jakie zastaliśmy na tej turze – dobrze wyśnieżony żleb, zmrożony podkład i odpuszczona góra – sprawiły że, były wręcz idealne, a techniczne trudności zjazdu na stronę Popradzkiego jeziora w porównaniu do pozostałych wysokich przełęczy są najprostsze i zarazem dające najwięcej fanu. Pogoda też nie utrudniała, gdy przyjechaliśmy po 10.00 skończył się deszcz z śniegiem i wyszło słońce. Przez chwilę nawet obawiałem się, że znowu spali mnie jak tydzień wcześniej na Krywaniu. Tura sprawnie poszła i po niecałych 5 godzinach jesteśmy już przy aucie. Ostatni odcinek zjazdu czyli od Popradzkiego jeziora w technice mocno na „Damiana” z powodu czarnej asfaltowej drogi. Gdyby ktoś analizował na chłodno czas dojazdu (8 godzin) i czas aktywności górskiej (5godzin), może dojść do wniosku, że coś tu nie pasuje, ale rozpoznanie kolejnego puzzla „Narciarskiego Trawersu Tatr” daje poczucie większego bezpieczeństwa, gdy znowu rzucimy się na całość. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZelazneWrota &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolica Skalitego|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Eryka i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechadzka z Szczyrku zboczami Skalitego na przeł. Siodło i wzdłuż potoku do dol. Żylicy. Na uwagę zasługuje (jakoś do tej pory nie zwróciłem na to uwagi) parów potoku (na mapach nie ma nazwy). Jego zbocza są dość strome i miejscami wysokie. Taki charakter posiada aż do ujścia w Żylicy. Pokonanie go w górę samym łożyskiem, zwłaszcza w warunkach zimowych może być ciekawą opcją wycieczki górskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSkalite&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Kohut (os. tow.)|23 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd z domu 4:00. O godzinie 6:30 wyruszamy Kościeliską, trasa biegła przez Ciemniak- Krzesanice- Małołączniak, zjazd Kobylarzem do Kościeliskiej. Śnieg zalegał od wysokości ok1300m n.p.m. Podczas wyjazdu pogoda dopisała świeciło słońce zjazd Kobylarzem przysporzył wiele radości. Do domu dotarliśmy ok. 16:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzerwoneWierchy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocna Czantoria przez Suchy Potok|SBB: Jerzy Pukowski, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Błażej Nikiel, Ryszard Krawiec, Małgorzata Toczyłowska, Roman Czarnecki - Weteran, RKG: Damian Szołtysik, Michał Wyciślik|22 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wyjątkiem trzech osób wszyscy w żlebie byli pierwszy raz i te osoby stwierdziły &amp;quot;że była to akcja godna&amp;quot;.  Blażej zdobył szczyt Czantorii. Osoby, które miały narty zjechały w dół po nieczynnej trasie zjazdowej. Małgorzata była bardzo dzielna /miała najcięższe narty/. Można dodać, że Suchy Potok nie ma jeszcze udokumentowanego zjazdu na nartach!  Czas akcji ponad 2 godziny. Na górze sporo przebiśniegów! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MEKSYK - Wyprawa USDCT do Cheve|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; z WKTJ: Witold i Sonia Hoffmann, Michał Amborski, Joanna Haremza, Piotr Szukała, Zuzanna Palińska; z AKG: Ireneusz Królewicz, Joanna Zdżalik; z SW: Kasia Biernacka; ponadto kierownictwo wyprawy: Bill Stone i Beverly Shade; ludzie z którymi działałem w jaskini: Colin Magee, Dustin Kisner, Mowgli, Gerardo Escamilla Rojas, Raúl Calderón Martinez, Jorge Ramírez, Erika Olvera Garcia, Angel; a poza tym jeszcze dobrych kilkanaście osób, które widziałem tylko na bazie|4 - 20 03 2023}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis w [[Relacje:Cheve 2023|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna|Joanna Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się z Asią odwiedzić partie za Studnią Maurycego w Jaskini Zimnej (a dokładniej odklepać dno studni). Akcja idzie sprawnie, pomimo, że musimy się bardzo orientować gdzie iść (pamięć jest bardzo zawodna). W jaskini dużo błota (nazwy poszczególnych partii nie odzwierciedlają poziomu błota), mokro i ciasno. Dużo czołgania, zapieraczek, prożków i ogólnie wszelakich &amp;quot;przeszkód&amp;quot;, przez co wychodzimy wymęczeni i zadowoleni :) Udało nam się zakończyć akcję w krótszym niż planowaliśmy czasie, to dobrze, bo w poniedziałek trzeba było iść do pracy. Na parkingu zastajemy auto Asi popisane przez ekipę narciarską, która była na Chudej Turni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Chuda Turnia|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Jaworska, Łukasz Mazurek|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka akcja pieszo-narciarska z Kir na Chudą Turnię (1858). Dolina Kościeliska i Adamica z buta. Później po fajnym śniegu na szczyt. Ekscytujący zjazd Narciarskim Żlebem a od Pieca drogą podejścia tak daleko jak pozwalał śnieg. Pogoda wymarzona. 11 km i 950 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FChudaTurnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wycieczka narciarska na Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|18 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O wycieczce narciarskiej na Krywań myślałem już od dawna – wyjątkowo szeroki stok, który widać już z daleka, objeżdżając Tatry od południa, pobudzał wyobraźnie do wizji wspaniałego,wręcz idealnego zjazdu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Prognozy pogody były zgodne co do bezchmurnego nieba i nikłego wiatru, a niewielkie obawy o wzrost zagrożenia lawinowego w związku z ociepleniem, rozwiały poranne komunikaty służb ratowniczych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzbogaceni o liczne opisy z Internetu, tylko pierwsze 5 minut trzymamy się szlaku, potem idziemy za śladami, które pokrywały się z opisami z Internetowych przewodników. Teren bardzo szybko nabiera stromizny i tylko na kilka chwil się kładzie, dzięki czemu 1500 m przewyższenia robimy w ok. 3 godziny. W tej wycieczce praktycznie brak dojścia dolinami, gdyż od samego początku wchodzi się ramieniem góry (my wybraliśmy ramię wschodnie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu zjeżdżamy tak jak puszcza teren – najpierw żlebem tak szerokim, że można było jeszcze swobodnie znaleźć nierozjeżdżone śniegi do naznaczenia swoimi liniami. Dalej teren się lekko wypłaszcza, by zmienić się w niewielki wąwóz, w którym omijać trzeba niezliczone przeszkody w postaci gałęzi, drzew, odkrytego potoku, skał itp. Urozmaicony zjazd gwarantuje uczucie pieczenie w udach aż do samego końca wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz ud, solidnie spiekło nam też skórę na twarzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie zaliczamy tą wycieczkę do ścisłej czołówki na liście tych najbardziej udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bilans czasowy: dojazd i powrót autem 8 godzin, wycieczka 5 godzin, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Maria SBB, Sylwia  ST, Kamil  SBB, Krzysztof„Chomik” SBB, Paweł  ST|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dostałem zaproszenie od kolegów z SBB na ostatnią już akcje sprzątania Jaskini Śnieżnej.Nie zastanawiając się długo postanowiłem pomóc chłopakom, a przy okazji zwiedzić nowe dla mnie partie jaskini.&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Kamil i Krzysiek dokopali się do otworu Śnieżnej i wybudowali igloo, pozostało tylko je odkopać, udoskonalić po ostatnich opadach śniegu i udrożnić rurę.&lt;br /&gt;
Rozwieszamy liny i dzielimy się na dwie grupy, Kamil z Chomikiem idą obejściem pod Koniem i wracają żeby jeszcze pozwiedzać Partie Wrocławskie, a  reszta przez Suchy Biwak dociera do II Biwaku i zabiera zdeponowany tam karbid. Wracając zabieramy jeszcze depozyt śmieciowy z Suchego Biwaku.Pozostaje już tylko mozolne wyjście na powierzchnię i zniesienie śmieci.&lt;br /&gt;
W całą akcje sprzątania Śnieżnej było zaangażowane kilkanaście osób. W ciągu 9 miesięcy (70h pod ziemią) wyniesionych zostało około 100kg śmieci. Efekty w postaci zdjęć śmieci i obszerne relacje można zobaczyć na stronie https://tatry365.pl/epilog/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że w ten weekend byłem u teściów niedaleko Suchej Beskidzkiej, zrobiłem w niedzielny poranek kolejną &amp;quot;górską&amp;quot; przebieżkę. Tym razem na cel wybrałem Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mechy|Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatniej chwili zmieniamy cel wyjazdu gdyż w Tatrach ogłoszono &amp;quot;trójkę&amp;quot;. Idziemy na Mechy (1476) - najbardziej na południe wysunięty wierzchołek masywu Pilska.  Podchodzimy z słowackiej strony, z Mutniańskiej Pili. Podejście niemal ciągle na nartach. Pogoda dość fatalna. Sypie i wieje a im bliżej szczytu tym bardziej. Terenem o zmiennej konfiguracji i fajnym podłożem osiągamy wierzchołek w śnieżnej zadymce, która odbiera nam chęci na dalsze kombinacje. Zjeżdżamy drogą podejścia, którego nie rozpoznajemy gdyż nasze ślady zostały całkowicie zawiane. Warunki trudne lecz śnieg boski. Puch na twardym podłożu. Śmigamy między terenowymi przeszkodami jak tylko fantazja pozwala. Do auta docieramy na nartach. W tym rejonie gór nie ma szlaków, nie spotkaliśmy też ani jednego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc wiele dobrego o super wydarzeniu biegowym jakim jest Maraton Trzech Jezior (zapisałem się na 25 km bieg), postanowiłem wziąć w nim udział. Bieg doprawdy dopiero we wrześniu, ale że nigdy nie biegałem po górach, to postanowiłem w miarę możliwości się do niego przygotować. Pierwszą okazją była krótka pętla wokół Błatniej (start i koniec z parkingu w Jaworcu, głównie żółtym szlakiem, powrót niebieskim i leśnymi duktami). Wyszło ok. 10 km i ok. 500 m przewyższenia. Z czasu byłem nawet zadowolony, ale myślałem, że z większą łatwością przyjdzie mi zmierzenie się z przewyższeniem. Niestety nie wyszło i dostałem swoją nauczkę. Pod górę poruszałem się tylko szybki marszem, a w dół to już inna bajka. Następnym razem, muszę z większą pokorą podejść do podbiegów, dlatego chapeau bas dla naszych klubowych biegaczy, którymi się również inspirowałem zapisując na wrześniowe zawody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trzy Kopce|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niech żałuje do końca życia ten kto nie zjeżdżał dzisiaj z Trzech Kopców. Krótka ale ciekawa wycieczka skiturowa. Z Złatnej początkowo szlakiem a potem wzdłuż potoku Widły pod Trzy Kopce. Nieskalanym śniegiem osiągamy szczyt. Zjazd na przełaj przez las po lekko zsiadłym puchu na twardym podłożu. Coś pięknego. Później już szlakiem do auta. Super warun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/TrzyKopce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TAJLANDIA: rowerowy rajd przez wschód kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|17 - 27 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po moście na Mekongu wjechaliśmy do Tajlandii. Mieliśmy do pokonania ponad 900 km ale po przeważnie płaskim terenie, głównie drogami asfaltowymi w przeważającej części bardzo ruchliwymi lecz z wydzielonymi szerokim pasami dla rowerów i skuterów. To była dojazdówka do Bangkoku z którego wylatywaliśmy do Europy. Po drodze udało nam się zwiedzić kilka buddyjskich świątyń, park narodowy Namdok Sam Lan. Ciągłe upały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTajlandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spokojny wypad w góry|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; Sylwia, Magda, Kalina, Maciek, Sławek i syn jego Boczuś|25 02 2023}} &lt;br /&gt;
W górach po odwilży. Wszystkie zimowe jaskinie zalane, co potwierdza mi Mały. Sylwia proponuje przejść się po dolinie chochołowskiej, na co chętnie przystaje ja i reszta ekipy. Wyjście planowane było popołudniu, ja natomiast byłem w Tatrach od rana. Wiedząc, że o tej porze roku nie ma kolejek na Giewont, postanowiłem go odwiedzić. Na szczycie mocno wiało. Po powrocie do auta, wybieram się na obiad, a potem do Sylwii, gdzie czeka reszta ekipy i razem udajemy się do doliny chochołowskiej, co było fajnym doświadczeniem, bo o chochołowskiej Sylwia często w Omanie wspominała ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|17 - 19 02 2023}} &lt;br /&gt;
Po części lawinowej przenieśliśmy się w Tatry, gdzie odbywało się szkolenie zimowe. Wspinaczka w asekuracji lotnej, raki, czekany, planowanie an mapie, wyciąganie ze szczelin, asekuracja w terenie śnieżnym i trochę wspinaczki na lodospadach. Halny nie ułatwiał, tak samo jak deszcz.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce lawinowej. Poza dużą porcją wiedzy otrzymanej od specjalistów (chłopaki z GOPR), równie duża ilość praktyki, nastawionej na szybkość i skuteczność. Przy okazji skorzystałam z ciągle świeżej możliwości poruszania się na skiturach w wyznaczonych rejonach Babiej Góry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAOS: Góry Annamskie - jaskinia Kong Lor|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|13 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przełęcz Nape (722) wjechaliśmy do Laosu. Naszym głównym celem była jaskinia Kong Lor znajdująca się w centralnej części kraju w środku gór. Choć też jest dostępna dla turystów to jednak w dość spartański sposób. Jaskinia ma ponad 12 km długości z czego 7,5 km jest przepływem rzeki Nam Hinboun co stanowi jeden z najdłuższych podziemnym przepływów na świecie. Woda przebija się pod górskim pasmem łącząc w ten sposób dwie doliny. Miejsce niesamowite. Pływa się tu długimi łodziami wyposażonymi w mały silniczek z śrubą na długim wysięgniku. Oczywiście łódź jest kierowana przez tubylca. Opłata za niemal 4 godzinną eskapadę wynosi kilkanaście zł. Wielkość podziemnych gangów przewyższa chyba wszystko co do tej pory widziałem. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w Wietnamie ludzie niesamowicie otwarci, cudowne dzieci pozdrawiające z daleka. Biedni lecz jak widać bardzo szczęśliwi. Roślinność tropikalna. Próby dotarcia do innych jaskiń z naszym wyposażeniem spełzły na niczym. Roślinność splątana, ostra. Potrzebna by była maczeta i dobry ubiór. Widzieliśmy dużego węża jak pełzał po drodze, wiele przejechanych. Z Gór Annamskich zjeżdżamy nad Mekong. Przekraczamy go w Takhek opuszczając tym samym piękny Laos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLaos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WIETNAM: Góry Annamskie - rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|07 - 13 02 2023}} &lt;br /&gt;
Nasz rowerowy rajd przez Indochiny rozpoczęliśmy od Wietnamu. Zarówno ten kraj jak i sąsiednie obfitują w różnorakie zjawiska krasowe czasem nie występujące w innych rejonach świata. Właśnie celem wyjazdu było zapoznanie z tą specyfiką krasu tropikalnego. W Wietnamie to zatoka Ha Long z ponad tysiącem wapiennych wysp, a na nich wiele jaskiń. Wybieramy się na rejs stateczkiem po zatoce między wapiennymi ostańcami przeróżnych kształtów. Na wyspie Bo Hon odwiedzamy największą jaskinię Sung Sot. I choć jest przystosowana dla turystów to nacieki i szata naciekowa robi wrażenie. Oprócz tego w zatoce pływamy kajakami po lagunie Luom Bo gdzie przepływamy kilka jaskiń w które wnika światło. Wpływa się z jednej strony wysepki a wypływa z drugiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Następnie z Hanoi udajemy się do Tam Coc gdzie podobna przygoda czeka nas na rzece Nga Dong. To niesamowita sceneria. Rzeka przepływa przez trzy jaskinie - Hang Cả - długość 127 m, drugą jest Hang Hai o długości 60 m i znajduje się kilometr dalej. Trzecia jaskinia Hang Ba jest w pobliżu Hang Hai i ma długość 50 m. Po rzece tej pływa się z wioślarzami, którzy wiosłują nogami. Bardzo pomysłowy i ekonomiczny wysiłkowo sposób wiosłowania. Rejon też jest turystyczny lecz jakoś tego się nie odczuwa gdyż Wietnamczycy używają sprzętu bardzo leciwego a ich pomysłowość jest godna szacunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie podążamy bardziej na południe. Ciągle towarzyszą nam wapienne góry niestety w wielu miejscach dewastowane przez kamieniołomy. Mnóstwo śmieci. Rzeki brudne. Tym niemniej bardzo przyjacielscy ludzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dien Chau docieramy do brzegu morza Południowo-Chińskiego (zatoka Tonkińska). Stąd na zachód przez Góry Annamskie (ciągną się przez cały Płw. Indochiński) w kierunku Laosu. Początkowo pogoda deszczowa, straszna wilgotność potem upały i kurz.&lt;br /&gt;
Wietnam przejechaliśmy bardzo różnymi drogami. Ścieżkami, drogami gruntowymi pomiędzy polami ryżowymi, błotnistymi i trawiastymi traktami ale asfaltami w tym główną drogą Wietnami: Hanoi – Ho Szi Minh. Na głównych droga są szerokie pasy dla rowerów i skuterów. Mieliśmy namiot lecz go nie rozbijaliśmy gdyż różnych miejsc noclegowych było tyle iż nie warto było trudzić się z namiotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWietnam&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2023}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka spod Hotelu Zimnik na Malinowską Skałę. Zjazd doliną Malinowskiego Potoku. Śniegu dużo. Na górze miękki, pośrodku zabójczy (tj. łapiący tyły nart w gęstym bukowym lesie), a na dole ohydny (ciapa). Z auta do auta jakieś 2h 15m i ok. 620 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra (Diablak)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek (niezrzeszony)|12 02 2023}} &lt;br /&gt;
Z Zawoja Markowa zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Dalej przez Przełęcz Brona na Diablak. Zjazd na Krowiarki. Pogoda dopisała. Śniegi całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - Kaiserstein|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|9 02 2023}}&lt;br /&gt;
Z parkingu pod wyciągiem krzesełkowym najpierw podchodzę wzdłuż trasy, a następnie miejscami bardzo romantycznie postrzępioną granią na Kaiserstein (2061). Śnieg wywiany, narty przez większość czasu niosę na plecach. W ogóle wieje bardzo mocno, choć jednocześnie jest nade mną bezchmurne niebo. Zjeżdżam przez Breite Reis, to podobno jakiś lokalny klasyk. Śnieg trudny, o mocno nierównej powierzchni z powodu działalności wiatru. Każdy skręt w lewo generuje sypnięcie w twarz krupą spod tyłów moich nart. No ale oczywiście miło się było zmęczyć, skoro już i tak musiałem jechać w okolice Wiednia. W sumie 1200 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|05 02 2023}} &lt;br /&gt;
ZŁatna i Sopotnia Wielka. Z dolnego parkingu w Złatnej z buta do mostku. Tam zapinamy narty i dalej dziewiczymi stokami przez łąki i leśne dukty do niebieskiego szlaku na wysokości Polomu. Stamtą dalej w dziewiczych śniegach na Trzy Kopce. Tu dopiero szlak jest przetarty. Podchodzimy pod Stefankę i zjeżdżamy do drogi. Dalej w lewo prosto do rynny którą wychodzimy na Rysiankę. Tam przerwa na popas i z foki na Halę Lipowską. Z Hali Lipowskiej zjazd pod słupami do samego parkingu. Warunki bajeczne - ludzi garstka. Do Trzech Kopcy torowanie w puchu po kolana albo i głębszym (nawet w nartach). Zjazdy w prawdziwym puszku. Ostatni już po zmroku. To był ten dzień!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł|3 02 2023}}&lt;br /&gt;
Wejście typu &amp;quot;przed pracą&amp;quot; na Czantorię. Najpierw &amp;quot;ścieżką rycerską&amp;quot;, a potem lewymi zboczami doliny Suchego do drogi biegnącej grzbietem. Następnie grzbietem przez las na szczyt. Zjazd drogą podejścia. Trochę wystających korzeni, ale generalnie śnieg aż do drogi asfaltowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona)|03 02 2023}} &lt;br /&gt;
Ruszamy z Żabnicy skałki szlakiem na Boraczą. Tam mały popas. Na hali piekło wieje niemiłosiernie i cały czas kładzie. Idziemy dalej na Prusów. Na halach jest strasznie wietrznie. Trzeba torować. Ze szczytu chcemy się przebić przez las pod samochód niestety wpakowujemy się w niezłe maliny. Trzeba wrócić - niestety nie zapinam butów i wyskakuje mi kostka. Wracamy na Boraczą a z tamtąd zjazd asfaltem na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fprosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;Łukasz Mazurek, Bartosz Brzezinka (SBB), Szymon (niezrzeszony)|02 02 2023}} &lt;br /&gt;
Prognozowany solidny opad skłania nas do wycieczki na Świętą Górę. Spotykamy się u Bartka dość późno i jedziemy. W górę idziemy pod zboczami Soliska i przez Byka. Za Soliskiem zaczyna się torowanie. Powyżej górnej granicy lasu huraganowy wiatr i bardzo ograniczona widoczność - przy nawigacji posiłkujemy się dobrodziejstwami techniki. Docieramy jedynie na polski wierzchołek, przepinamy się w ekspresowym tempie pod krzakiem i zjazd. Góra - do Koła - mocno przewiana. Dalej bajka (przynajmniej dla mnie - 100 pod butem radzi sobie nieźle, chłopaki na wąskich nartach zaliczają kilka przyziemień ). Stajemy na szybki popas na Miziowej. Chcemy wyjść jeszcze raz na górę - ale wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Ostatecznie prujemy starą trasą wzdłuż orczyków na Szczawiny, dalej chwilę nartostradą, następnie przez las i pod krzesło - warunki pierwsza klasa. Na narcie na sam parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szkolenie lawinowe PZA na Hali Krupowej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Liwocha + około 30 innych osób z &lt;br /&gt;
klubów z całej Polski|27 - 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kamil dociera na miejsce już około 15. Ja dojeżdżam na Parking pod Krupową po 18 i na parkingu spotykam już gotową do wymarszu ekipę KKS - którzy pomagają mi w parkowaniu (niestety lodowisko). Chcą na mnie zaczekać, ale ja jeszcze muszę dokonać przepaków i nie chcę żeby marzli więc umawiamy się, że widzimy się na górze. Jest dość ciepło. Warunki śniegowe na dole nie najlepsze - dużo wystających kamieni - jednak udaje się podejść bez odpinania nart. Po nieco ponad godzinie docieram do schroniska. I lokuję się w pokoju z ekipą KKS (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kamil jest na szkoleniu). W piątek prowadzimy szeroko zakrojoną integrację. Wkrótce też dociera pierwsza część ekipy instruktorskiej - Melon a tuż za nim Diabeł. Działania rozpoczynamy w sobotę od rana. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza idzie z Melonem, my idziemy z Michałem, który dotarł rano. Na hali przygotowujemy symulowane lawinisko i trenujemy strategię działania na lawinisku - poszukiwania &lt;br /&gt;
zasypanych, pomoc zasypanym, zasypanym częściowo oraz tym którzy znaleźli się na górze. Dodatkowo uczymy się budowy stanowisk i ćwiczymy transport w dół i w górę w noszach. Po przerwie obiadowej Idziemy z Melonem. Tym razem głównie skupiamy się na technikach wykopywania oraz poszukiwania. Na koniec organizujemy improwizowany transport poszkodowanego do schroniska. Po kolacji docierają do schroniska Maciek i Tomek - z służby śniegowej Grupy Beskidzkiej GOPR. Rozpoczynamy wykłady na temat czytania i rozumienia komunikatów służb śniegowych a następnie na temat technik przeszukiwania lawinisk prawidłowej &lt;br /&gt;
konfiguracji i obsługi sprzętu - oraz jego lokalizacji. Po wykładach zostało jeszcze świętowanie urodzin Melona, któremu jeszcze raz życzymy sto lat! W niedzielę startujemy od samego rana z zajęciami praktycznymi prowadzonymi przez Tomka i Maćka. Na pierwszy ogień idziemy z Tomkiem gdzie skupiamy się na działaniu, technikach poszukiwania przy użyciu detektora lawinowego. Po przerwie kawowej zmiana grup i idziemy z Maćkiem. Tym razem przedmiotem zajęć jest technika przeszukiwania &lt;br /&gt;
lawiniska przy pomocy sondy lawinowej. Po zakończonych zajęciach Kamil schodzi na dół. Ja czekam na podsumowanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie, pakujemy się i zjeżdżamy na dół. Zjazd po średnich śniegach wąskimi drogami i stokówkami przeoranymi przez pieszych i skutery. Szkolenie bardzo ciekawe i bardzo fajnie poprowadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzkolLaw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg charytatywny - VIII Bieg z Sercem|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Buli + dużo innych biegaczy| 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
W zeszłym roku wkręciłem się w bieganie i postanowiłem, że w 2023 r. zacznę uczestniczyć w zawodach biegowych. Przy okazji WOŚP postanowiłem wziąć udział w biegu charytatywnym, dzięki czemu można było się zmierzyć i zrobić coś dobrego :) Na miejscu spotkałem Buliego. Start był o 11, a trasa liczyła ok. 7 km. Nie było oficjalnych pomiarów czasu, ale gps zmierzył mi tempo 5 min/km. Na mecie czekał już Daniel, więc on to musiał lecieć jak wariat :) Super atmosfera, fajnie widzieć ludzi, którzy na całej trasie Ciebie dopingują :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Munczolik|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od wylotu doliny Cebulowego Potoku przechodzimy leśną drogą do sąsiedniej dolinki za grzbiet Rakowca. Dalej wzdłuż potoku a później jego łożyskiem i finalnie po dość głębokim śniegu (sami przecieraliśmy trakt) wychodzimy w pobliżu Hali Górowej. W okolicy Hali Miziowej dość sporo osób. Od razu więc kierujemy się na Munczolik (1356). Grzbiet opada na boki dość stromymi zboczami. Od wys. 1000 m wspaniała pogoda. Piękny zjazd w nieruszonym śniegu do Hali Cudzichowej, którą rozpędem trawersujemy. Potem równie fajny zjazd leśnymi duktami do najniższego płaju i nim do auta przy wylocie dol. Cebulowej. Bardzo urozmaicone podejście a zjazd jeszcze bardziej. Ludzi spotkaliśmy tylko w pobliżu Miziowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kasprowy Wierch - skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (os.tow.)|28 01 2023}}&lt;br /&gt;
Z powodów logistycznych wyjeżdżamy z domu dość późno jak na tatrzańskie wycieczki (po 6:00). Do Zakopanego dojeżdżamy około 9:30. Narty zakładamy praktycznie przy samochodzie. Idziemy na Kasprowy Wierch wariantem zimowym, wzdłuż potoku Goryczkowego, w tym miejscu ludzi całkiem niewiele. Zmienia się to od dolnej stacji Kolejki Goryczkowej. Tam już tłumy. Mgła gęstniała wraz z wysokością, żeby się całkowicie rozproszyć tuż przed szczytem, oferując bajkowe widoki. Przepinamy narty pod stacją meteorologiczną i zjeżdżamy na dół. Błędniki trochę nam wariują podczas przejazdu przez największą mgłę. Mleko tak gęste, że ciężko określić czy się stoi, czy jedzie i w którą stronę :) trzymamy się chorągiewek nartostrady, żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla oka. Było to szczególnie emocjonujące dla Adama, który pierwszy raz był na skirutach w Tatrach i nie jeździł jeszcze w takich warunkach. Poniżej kolejki zjazd już spokojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fkasprowy &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - Westliche Seeblaskogel|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|26 - 28 01 2023}}&lt;br /&gt;
W czwartek z Gries (1640) podchodzimy do chatki Winnebachseehütte (2361). W piątek próbujemy się dostać na Breiter Grieskogel (3287), ale zmuszeni jesteśmy zawrócić nieco poniżej przełęczy Zwieselbachjoch (2868). Wiatr 40 km/h to może nie jest jeszcze jakaś tragedia, ale przy temperaturze rzędu -15 C i nadciągającej mgle warunki zrobiły się trochę zbyt poważne. O pierwszej jesteśmy z powrotem przy chatce i wtedy właśnie chmury schodzą w dół i nad nami ukazuje się niebieskie niebo. Ola zostaje na relaks i odmrażanie stóp, a ja idę się wyżyć, wychodząc sportowym tempem na rzeczony Seeblaskogel (3048). W sobotę miało być pięknie, ale wyszło znowu to samo, czyli mróz, mgły i nadal śniegu mało. Po śniadaniu wracamy więc do samochodu. Nie byliśmy jedynymi, którzy rozumowali, że start z samochodu zaparkowanego na 1640 powinien gwarantować niezłe warunki. Chatkę dzieliliśmy z klasyczną bandą Czechów oraz - drugiego wieczoru - z lokalną parą. Nawet miejscowi byli zaskoczeni ilością kamieni wystających spod śniegu w dolinie nad chatką. Niby koniec stycznia, ale jednak - z powodu odwilży - niedawny, masywny opad właściwie był jakby pierwszym w sezonie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - wycieczki po różnych wadi|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska, Emilia, Felicja|15 - 23 01 2023}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek zaczynamy od standardowej wycieczki po wadi z parku Ruwi w Maskacie. Wtorek - Wadi Qualhat (pusto!), środa Wadi as-Shab, czwartek zabawy na pustyni, piątek Wadi Bani Khalid, sobota prawa orograficznie odnoga Wadi al Muaydin, niedziela meczet Sułtana Qaboosa, muzeum ropy naftowej, souq i festiwal Muscat Nights (ciekawe!). No i tak minął nam tydzień ferii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wyjazd szkoleniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; i inni|19 - 22 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce autoratownictwo zaawansowane oraz pierwsza pomoc. Poczynając od czwartkowego wieczoru, do południa w niedzielę działaliśmy intensywnie, z krótkimi przerwami na sen. Działaliśmy w jaskiniach Czarnej i Kasprowej. W niedzielę szkolenie na bazie. Dodatkowa atrakcja wyjazdu: torowanie drogi do jaskiń w śniegu po pas, co prawda mój, ale jednak... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wieka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona), Anka (niezrzeszona)|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny dzień wcześniej zrobiły solidny zwiad w Beskidach więc wiemy czego się spodziewać. Jedziemy na Wielką Raczę. Po dość długiej walce o miejsce parkingowe idziemy na szczyt żółtym szlakiem. Śniegu całkiem sporo, ale wszystko to co spadło nie zdążyło usiąść i zostać przykryte świeżym opadem. Wystaje dość dużo kamieni. Na górze wchodzimy na chwilę do schroniska no i czas powrotu. Odpinamy foki pod schroniskiem i zjeżdżamy do Hali na Małej Raczy i dalej przez halę w dół. Oj piękny był to zjazd - mimo iż nie był to puszek zjazd bardzo przyjemny. dalej pożarówką w dół przejeżdżając, przechodząc lub przeskakując przez kilka strumyków. Ostatecznie udaje się zjechać do samochodu bez odpinania nart.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWlkRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wypad skiturowy wymuszony okolicznościami. Z Żabnicy od drewnianego kościółka bez szlaku, nie przetartym terenem na grzbiet Prusowa (1010). Była mgła i posiłkowałem się nawigacją z telefonu. Gdy chciałem upewnić się co do poprawności marszruty stwierdziłem z przerażeniem brak urządzenia. Kieszeń okazała się dziurawa. Zjeżdżam wzdłuż śladu w dół kilkaset metrów i nic. Na dodatek w celu oszczędzania baterii włączyłem tryb samolotowy więc nie mogłem go namierzyć po dźwięku. W sukurs przychodzi mi Teresa. Sondujemy ślad kijkami co kilka centymetrów,  co zajmuje sporo czasu. Esie udaje się przypadkowo wykopać telefon spod śniegu więc nie posiadam się z szczęścia. Potem już bez problemów idziemy na zalesiony szczyt Prusowa. Zjazd trochę inną drogą, rozległymi polanami po fantastycznym śniegu. Dolny odcinek stanowią tarasy pól poprzedzielane metrowymi uskokami więc zjazd dostarcza dodatkowych atrakcji w postaci fajnych skoków. U góry spotkaliśmy tylko kilku skiturowców. Deniwelacja - ponad 500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Prosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Hala Gąsienicowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (nie zrzeszony), Ala (niezrzeszona)&lt;br /&gt;
|15 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic. Wychodząc z parkingu spotykamy naszego klubowego kolegę Tomka wraz z Sylwią (ST), którzy idą w tą samą stronę. Celem był Kasprowy. Udajemy się więc w piątkę. NA Nosalową Przełęcz narty wynosimy dalej już z foki. Niestety na drodze staje nam jelonek. Tomek z Sylwią przechodzą, jednak nasza trójka zostaje z drugiej strony i dość długo czekamy aż ten zrobi nam miejsce. Wiatr silny a śnieg ciężki i tępy. Dochodzimy do Murowańca gdzie czekają już Tomek i Sylwia. Oni chcą iść &lt;br /&gt;
dalej. My podjęliśmy już wcześniej decyzję, że odpuszczamy dziś Kasprowy &lt;br /&gt;
bo przyjemności z tego nie będzie. Sylwia namawia jednak Alę, a ta nas, żebyśmy poszli wraz z nimi. Wychodzimy więc razem. Po drodze mijamy kolejne osoby, które wycofały się ze względu na zbyt silny wiatr. W końcu i nasza trójka odpuszcza. Sylwia z Tomkiem idą dalej na Kasprowy - my wracamy do Kuźnic drogą podejścia. Zjazd starą nartostradą mimo wcześniejszych obaw - całkiem niezły. Zjeżdżamy do Nosalowej Przełęczy. Dalej niestety narty trzeba przypiąć do plecaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FHalaGosienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry zach. - Jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia S., Magda (KKTJ), Ania, Darek i Sławek (KKS)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie planowana była jaskinia Wielka Śnieżna, ale ze względu na pogodę i informację, że otwór Śnieżnej zakorkowało, padł pomysł na Czarną. Czarna zawsze pewny plan B. Podeszliśmy od strony wysranki, torując drogę pod sam otwór. W jaskini odwiedziliśmy partie Wawelskie, a dziewczyny na powrocie zrobiły krótką sesję zdjęciową w korytarzu mamutowym i korytarzu żyrafowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Babia Góra|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek, Adam (os. tow.)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Startujemy ze Slanej Vody po stronie słowackiej. Szlak początkowo wodnisty, później błotno wodnisty, wyżej śnieżno błotny i u góry nareszcie cały we śniegu! Choć nie był to śnieg na jaki czekaliśmy, bez podkładu i ubicia wyślizgiwał się spod nóg nie ułatwiając podejścia. Widoków brak. Za to zimno, wiatr i śnieg wyczyniały czary z wszystkim co im na drodze stanęło, znaleźliśmy się w krainie lodowych rzeźb. Na szczycie Babiej znajdujemy kawałek miejsca dla siebie i rozkoszujemy się kawą w doborowym towarzystwie (widoków ciągle brak). Po zejściu na Przełęcz Brona kierujemy się w stronę Małej Babiej. Słońce próbuje się przebić przez chmury, jednak walkę przegrywa (dość malowniczo). Droga idzie nam  sprawnie i szybko więc pozwalam sobie czasem przystanąć i poudawać, że wiem jak robić zdjęcia, żeby później gonić za chłopakami. Na nasze nieszczęście szlak z Małej Babiej na stronę słowacką jest nieuczęszczany (ślady jednej! osoby) więc torujemy zejście w śniegu po kolana (miejscami niektórym po uda), żeby wariantem mieszanym (trochę szlaku trochę lasu) dojść do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Karb i Kasprowy W.|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Trochę wymuszona przez warunki śniegowe trasa, choć niemal ciągle na nartach. Przez dol. Jaworzynki wydostajemy się na Halę Gąsienicową. Dalej na przeł. Karb przez dol. Zieloną Gąsienicową. Stąd już w rakach kawałek na Czubę nad Karbem (1896). Zjazd szlakiem podejściowym (u góry czujnie gdyż głazy pod granią nie są należycie przykryte śniegiem, jak zresztą w większości żlebów) a następnie znów podejście na Kasprowy. Na górze sporo ludzi (uruchomiono wyciągi i trasy narciarskie). Z góry fajny zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic a dalej do samego auta powyżej ronda. Deniwelacja 1370 m i 19 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Deszczowa i Złodziejska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki Kroczyckie i odwiedzamy jaskinię Deszczową (w której wykopaliska potwierdziły obecność człowieka z przed tysięcy lat) oraz jaskinię Złodziejską (Schronisko w Skałach Kroczyckich). Piękna pogoda, w której te skały prezentują się bardzo malowniczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/JaskiniaDeszczowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - krótkie jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|06 - 07 01 2023}}&lt;br /&gt;
W piątek akcja popołudniowa do Brunnecker Höhle. Tym razem udaje się przejść nad wodospad Teufelsmuhle, choć niezbyt daleko. Łącznie w jaskini ok. 2.5h. Przekraczając wodospady i podchodząc wzdłuż huczących kaskad przemakamy do suchej nitki. Nie jest to problem, bo w jaskini ciągle się ruszamy, a samochód wszak zaparkowany blisko otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę idziemy do Bierlocha. Pod ziemią spędzamy około 4.5h. Przechodzimy cały Gang der Nationen i odklepujemy zjazd do Bierleichendomu. Udaje się nam zejść do samochodu przed zmrokiem i zażyć sporo przyjemnej, rześkiej pogody na powierzchni. Zimy w Alpach Salzburskich raczej brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony), Halina (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony)|07 01 2023}}&lt;br /&gt;
Dostaję info, że na Łomnicy szykuje się całkiem spoko warun. Skrzykujemy się więc stałą ekipą, a w ostatniej chwili dołącza kolejny Piotr i jedziemy. Do Skalnego Plesa wychodzimy oczywiście po trasach. W restauracji na górze szybka przerwa śniadaniowa i idziemy w górę &lt;br /&gt;
standardową drogą podejścia (mniej więcej w okolicach krzesła na Łomnicką Przełęcz). Wychodzimy nieco wyżej w stronę Łomnicy. Warun &lt;br /&gt;
Petarda - słonko, zero wiatru. Po konsumpcji odklejamy foki, schodzimy na przełęcz. W żlebie centralnym śniegu całkiem sporo - no i trafił się też niezły pow, więc pare firan poleciało. Niestety również kilka wystających i dobrze zamaskowanych kamieni się znalazło... Ale i tak &lt;br /&gt;
warunki zjazdowe całkiem dobre. Zjazd od Skalnego Plesa w dół po trasach w bardzo trudnych warunkach - śnieg na trasach bardzo mocno rozjeżdżony, a widoczność praktycznie zerowa. Na deserek zostawiamy sobie przejazd przez snow park. Co nie którzy oddają serię całkiem niezłych lotów i na nartach zjeżdżamy praktycznie do parkingu. O 14 jest już praktycznie po wszystkim. Wypad jak zwykle na duży plus, fajnie było znowu poczuć pod nartami tatrzańskie śniegi - oby zima szybko wróciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLomnickieSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd sylwestrowo - noworoczny z imprezką na Kościelcu|Łukasz Piskorek, Asia Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam (os. tow.) i pies Rufus|31 12 2022 - 01 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wieczorem ruszamy z Ostrego doliną Zimnika na Kościelec (1022). Jest +9 st. i silny wiatr. Pierwsze płaty śniegu pojawiają się dopiero w górnych partiach (na których Rufus skwapliwie się tarza). Fajną ścieżką docieramy pod szczyt pokonując ostatni odcinek stromo do góry na przełaj pod skały szczytowe. W pięknym miejscu z rozległymi widokami rozpalamy ognisko spędzając przy nim ostatnie chwile roku 2022 piekąc kiełbaski i gawędząc na różne tematy. Gdzieś tam na dole wiwatują na cześć upływającego czasu a nam przygrywa wyjący w drzewach wiatr i trzask ogniskowych bierwion. Po północy gasimy ogień i ruszamy w różne strony. Asia, Łukasz i Adam schodzą szlakiem do aut, a ja z Esą idziemy przez Malinowską Skałę, Skrzyczeńską Kopę na Mł. Skrzyczne. Na szlaku pojawia się dość sporo osób. Trakt jest pokryty mokrym lub zalodzonym śniegiem bądź błotnistą mazią. Na Mł. Skrzycznym (1211) zakładamy narty i nartostradą zjeżdżamy do godnoli. Trasa była oświetlona i wyratrakowana i byliśmy na niej tylko my. Pięknym zjazdem osiągamy parking gdzie czekał już Łukasz (przyjechał moim autem z Ostrego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKoscelec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11109</id>
		<title>Wyjazdy 2023</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11109"/>
		<updated>2023-09-21T19:16:10Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Maraton 3 jezior|Daniel Buli i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 09 2023}} &lt;br /&gt;
Na początku tego roku zobaczyłem ogłoszenie o terminie tegorocznego Maratonu 3 Jezior (M3J), festiwalu biegowego organizowanego przez naszych przyjaciół Magdę i Staszka. Mając na uwadze, że w 2022 r. wkręciłem się w regularne bieganie, pomyślałem, że spróbuje swoich sił i w chwili podniecenia zapisałem się na 25 km bieg z Międzybrodzia Bialskiego, poprzez przełęcz pod Rogaczem, Czernichów, Jaworzynę, Kiczerę, Górę Żar do Porąbki (ok. 1400 m przewyższenia). Od tamtej pory starałem się swoje &amp;quot;treningi&amp;quot; dostosować pod wrześniowy bieg, co zaowocowały chyba dobrym debiutem. Pogoda sobotnia była cudna, choć dla nas biegaczy było odrobinę za ciepło, tak z 18C byłoby optymalne, ale lepsze to niż deszcz :) Na starcie wielkie emocje i super klimat, kiedy formuje się grupa 166 biegaczy, którzy wspólnie ruszają. W czasie pierwszych 3 km pokonuje się ponad 500 m przewyższenia, co powoduje, że grupa dzieli się na mniejsze podgrupki, które &amp;quot;biegną&amp;quot; w swoim tempie. Ja staram się dotrzymać kroku, lecz zostaje w tyle kiedy zaczynamy zbiegać w dół. Po dotarciu do Czernichowa trasa wiedzie przez most wiszący na drugą stronę Soły, gdzie czeka podobny ostry podbieg. Po drodze mijam moich wiernych kibiców w postaci Iwony i Karolci, która wyrywa się i wbiegła na trasę aby mnie przytulić, bo już chyba na tym etapie (8km) źle wyglądałem. Dalszą część trasy biegnę sam bądź w towarzystwie 4-5 osób, które maja podobne tempo. Przy 12 km mam pierwsze zwątpienie, czy starczy mi sił do końca biegu, ale po łyku wody spinam poślady i biegnę dalej. Kolejnym punktem kulminacyjnym było wbiegnięcie na Górę Żar (18km) gdzie po wypiciu elektrolitów z punktu regeneracyjnego i usłyszeniu dopingu ruszyłem w dół. W tym momencie zaczęły doskwierać mi obtarcia na piętach, które z każdym kilometrem były coraz bardziej dokuczliwe, co mnie trochę spowolniło. Na szczęście trasa już w większości biegła w dół. Na stadionie przy okrzykach  Iwony, Karoliny, Magdy i Staszka wbiegłem na linie mety. Mój czas wyniósł 3h 38 min. co dało tempo 8min 42s na kilometr oraz 64 miejsce na 157 zawodników, którzy ukończyli bieg. Z wyniku jestem zadowolony, choć w serduszku tliła się nadzieje na czas poniżej 3h30min, ale nie można mieć wszystkiego :)&lt;br /&gt;
Buli biegł w niedzielę na trasie 17km (1200 m przewyższenia). Start pokrywał się w większości z moją trasą, ale ostatecznie po przebiegnięciu przełęczy pod Czuplem i dotarciu do Czernichowa, ponownie wbiegał pod Rogacz i na metę do Międzybrodzia Bialskiego. Buli to już nie amator co ja i chłopak uzyskał wspaniałe 20 miejsce na 144 biegaczy z czasem 1h 52min (tempo 6min 37s) a 6. w swojej kategorii wiekowej. Chociaż jak stwierdził, jest pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
Dziękujemy i gratulujemy Magdzie i Staszkowej pięknej imprezy sportowej, organizacja wzorowa, posiłek regeneracyjny przepyszny, a emocje niezapomniane! Do zobaczenia w przyszłym roku! :)&lt;br /&gt;
Strona zawodów: https://www.maraton3jezior.com/ &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Bukowiec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|17 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawy obszar z kulminacją góry Bukowiec (361). Obchodzimy teren. Na południowym skłonie skalne wychodnie. W spękanych warstwach wapienia kilka otworów. W największej jaskini sporych rozmiarów sala. Ta jaskinia ma 2 otwory. Potem jeszcze odwiedzamy nieodległe Stawy Kaskadowe oraz Schronisko w Pogorzycach w masywie Góry Grodzisko (380). Teren jest pełen różnych dolinek, parowów i zapadlisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Bukowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wycieczka na Granaty|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wciąż cudowna wręcz pogoda. Z Brzezin rowerami podjazd do Murowańca. Od dwóch lat &amp;quot;kocie łby&amp;quot; są wysypane szutrem więc podjazd rowerem stał się bardzo sensowny (w obie strony można zaoszczędzić 2 h). Zajmuje nam to 1 h 10 min. Potem już szlakami na Skrajny Granat. Dalej Pośredni i Zadni. Zejście do Murowańca i super zjazd do Brzezin (ok. 25 min). Szlaki dość rojne a przy Murowańu wręcz tłum. 1250 m deniwelacji i 21 km. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Granaty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zubowych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|07 09 2023}} &lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg w zakresie V+ - VI+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach drogą Martina|Jan Kieczka, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|06 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wszystko zagrało jak należy. Z Tatrzańskiej Polanki jeszcze o zmroku podjazd rowerami do Śląskiego Domu (1665). O poranku podejście na Polski Grzebień (2200). Stąd przepiękną granią (tzw. Martinka, trdności II - III) przez m. in. Wielicki Szczyt (2319), Litowrowy Szczyt (2423), Lawinowy Szczyt (2606), Zadni Gerlach (2616) osiągamy króla Tatr - Gerlach (2655). Pogoda była cudowna. Sama Martinka zajęła nam nieco ponad 4 h. Większośc grani zrobiliśmy bez asekuracji. Po drodze 2 zjazdy. Od drugiego szliśmy już z lotną asekuracją. Grań bardzo lufciata, kilka miejsc czujnych. Generalnie szliśmy samą granią. Zejście Batyżowieckim Żlebem. Od Śląskiego Domu w kilka chwil rowerami śmigliśmy do parkingku. Z auta do auta - 12 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMartinka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 08 09 2023}} &lt;br /&gt;
Parodniowa zmiana otoczenia, przy okazji wyjazdu Łukasza. Jestem zbyt obowiązkowa na to by ,,rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady&amp;quot;, więc pracę biorę ze sobą, a popołudnia wykorzystuję na spacery na pobliskich szlakach. Nocuję w Cisnej, skąd pierwszego dnia robię spacer na Wołosań. Szlak zaczyna się kawałek za moim apartamentem. Początkowo zieloną ścieżką przyrodniczą, dochodzę powyżej Bacówki pod Honem, do czerwonego szlaku. Tam mijam się z Łukaszem, który robi trasę z Duszatyna do Wołosatego (~90km). Początkowo ostro do góry, dalej granią. Całość udaje mi się zrobić w 4,20h - spieszę się, bo nie codzień wychodzę w góry dopiero o 14… Jednak pośpiech i 16km daje się  we znaki wieczorem i następnego dnia rano (mojemu czworonożnemu psijacielowi również). Dlatego następnego dnia wybieram trasę krótszą. Choć widokowo bardziej mi się podoba, to podejście jeszcze bardziej strome niż poprzedniego dnia. Dochodzę pod szczyt Warwosoki i tam robię krótka przerwę przed zejściem. Ostatniego dnia mam czas tylko na krótkie spacery w okolicy, nad rzekę i do lasu, żeby zdążyć odebrać Łukasza z Wołosatego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Górny Śląsk|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutry Górnego Śląska. Tak są i jest ich dużo i są w lasach. W myśl zasady „rowerki są szczęśliwe jak jeżdżą” 150 km poprzez Żor, Szczygłowice, Czerwionka- Leszczyny, Kuźnie Raciborską, Rudy i Rybnik. Piękna pętla głównie lasami. Pogoda idealna 20 stopni, zero deszczu, zero komarów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szeroko pojęta Jura (Jaskinia Szmaragdowa, Jaskinia w Zielonej &lt;br /&gt;
Górze, Studnisko, Studnia Szpatowców)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bartek potrzebuje kilku zdjęć jaskiniowych. Wypad więc ustalamy już na początku tygodnia. Ja dostaję przykaz, żeby zabrać koniecznie pomarańczowy kombinezon... No nic wiem, że będę się gotował, ale w końcu zdjęcia więc dostosowuję się. Początkowo mieliśmy podziałać w Racławicach, następnie przenieść się w okolicę Rodaków. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Gdzieś w piątek Bartek poinformował, że zrobił wpis również na Studnisko... Spotykamy się u mnie w niedzielny poranek. Decydujemy, że jedziemy najpierw w stronę Studniska a później będziemy wracać. Ostatecznie Bartek wysuwa nieśmiało propozycję jaskini &lt;br /&gt;
Szmaragdowej. Błyskawicznie ją podłapuję. Jedziemy. Szybki spacer przez nieczynny kamieniołom i jesteśmy pod otworem. Szybkie przebieranie i wchodzimy dolnym otworem. Następnie zjeżdżamy nad jeziorko. Bartek jedzie pierwszy i rozstawia się ze sprzętem następnie ja, grzecznie wykonując komendy: stój, patrz w lewo, patrz do góry, więcej światła, mniej światła, połóż tam światło i tak dalej... Poziom wody dość niski. Poręczówka nad jeziorkiem umożliwiła by przejście na koniec korytarza, &lt;br /&gt;
jednak żaden z nas nie ma nic na przebranie, więc odpuszczamy ten pomysł (chodź bardzo kusił...). No to do góry i tym razem wychodzimy górnym otworem. Szybki powrót do samochodu. Bułeczka. I dalej w drogę w stronę gór sokolich. Przejeżdżamy przez Kusięta. Tym razem ja dostaję olśnienia. &amp;quot;Bartek przecież tu jest jakaś fajna jaskinia z fajnymi naciekami&amp;quot;. No jest - Jaskinia w Zielonej Górze. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć Bartek zawrócił i kierujemy się w stronę rezerwatu &lt;br /&gt;
Zielona Góra. Tu bierzemy tylko kombinezony, kaski i sprzęt foto. Błyskawicznie się przebieramy  i czmychamy do dziury. Gdy Bartek rozstawia Sprzęt w pierwszej sali, Ja zwiedzam kolejną z pięknymi naciekami. Szybka sesja (nie zwiedzamy wszystkich zakamarków) i wychodzimy. Dalej jedziemy w stronę Gór Sokolich. Łapiemy ostatnie wolne miejsce na parkingu i żwawo udajemy się pod otwór Studniska. Tu znowu przebieranki i w stałej kolejności na ten wyjazd do dziury. I znowu stój, patrz w lewo, prawo do góry, trochę niżej i tak dalej. W końcu obaj jesteśmy na dnie wlotówki. Odpuszczamy jednak dno. Przecież tego &lt;br /&gt;
dnia chodzi nam tylko o zdjęcia... No i wio do góry. Wychodzenie w gumowym kombinezonie wytopiło ze mnie całkiem sporo tłuszczyku... Przy otworze jak zwykle mnóstwo nietopeżowej młodzieży. No i znowu kombinezony i szpej do plecaków i do samochodu. Sprawdzamy trasę do Racławic. 1,5 h = zdecydowanie za długo. Co może  być bliżej. No jak co Podlesice. zastanów się tylko czy Studnia Szpatowców czy Żabia. Ostatecznie staje na Studni Szpatowców. No i tak jak poprzednio szybko &lt;br /&gt;
pod otwór. Przebieranki i szpejenie. Znowu Bartek przodem. Z tym że tu stój, patrz do góry, w lewo i prawo zaczęło się już na pochylni... W końcu udaje nam się zjechać na dno. Zdjęcia zrobione więc znowu czas do góry. Było trochę po 18. Bartek za moją namową zagląda jeszcze do szczeliny pomiędzy Wielką a Małą Studnią Szpatowców - ja przypadkowo trafiłem na ten obiekt podczas poprzedniej wizyty z Danielem więc już odpuszczam. W domu jestem około 20.00. Dzień całkiem owocny. Teraz tylko czekam na efekty zdjęciowe tego wypadu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura - Góra Birów, Jura - Ryczów, Jura - Podzamcze  – Szkolenie wspinaczkowe  |Uczestnicy: Emanuel Soja, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|29.08.2023 - 3.09.203}} &lt;br /&gt;
Wtorek:&lt;br /&gt;
Szkolenie zaczynamy bardzo złymi prognozami meteo, aczkolwiek jedziemy z nadzieją na wypogodzenie. Tuż po dojechaniu na parking przywitały nas grzmoty w okolicy i lekki deszcz. Nie tracąc czasu schowaliśmy się w jamie w której poznaliśmy podstawy wspinaczki. Pierwsze wspinanie na wędkę, później z asekuracją z dołu.&lt;br /&gt;
Na koniec dnia, nauka zjazdu na “kubku” .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa :&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach, mocno mokre skały utrudniły wspinanie.&lt;br /&gt;
Nie przeszkodziło to nam w dalszej nauce. Przez cały dzień trenowaliśmy “wielowyciąg” drogami ubezpieczonymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek :&lt;br /&gt;
Mając już wiedzę i umiejętności wspinaczkowe na drogach ubezpieczonych, Emek podjął temat wspinania na własnej asekuracji. Na początku teoria, później praktyka.&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędziliśmy na wspinaniu z kośćmi, heksami i tricamami.&lt;br /&gt;
W międzyczasie uzupełniliśmy wiedzę na temat rodzajów stanowisk.&lt;br /&gt;
Zajęcia skończyliśmy idealnie - po 10 minutach zaczęła się ulewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek  :&lt;br /&gt;
Dzień przywitał nas piękną pogodą, co pozytywnie zmotywowało wszystkich kursantów.&lt;br /&gt;
Od rana szlifowaliśmy wcześniej poznane umiejętności, aby w międzyczasie instruktor dołożył nam umiejętność asekuracji “kubkiem” ze stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota :&lt;br /&gt;
Dzień zaczęliśmy od nauki teorii - rodzaje lin, współczynnik odpadnięcia, rodzaje asekuracji.&lt;br /&gt;
Po zakończeniu zajęć teoretycznych, wróciliśmy do wspinania. Nowością dla nas było trawersowanie i asekuracja w trawersowaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela :&lt;br /&gt;
Ostatni dzień szkolenia, zarazem najkrótszy jak i najbardziej wymagający. &lt;br /&gt;
Na początek poznanie różnych przyrządów asekuracyjnych, później nauka autoratownictwa we wspinaczce. Na tym kończymy nasz wymagający tydzień szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKurs-wspin&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 3 grotołazów (Paweł, Bartek i Dorota z SDG)|27 08 2023}} &lt;br /&gt;
Koledzy z Dąbrowy zjeżdżają progiem i przy okazji krótkie wejście do Ptasiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. rowerem |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zapowiadała się kiepska – mocno burzowo, ale wolne jest teraz a kiedy następne?. W upalny sobotni ranek wyjazd z Mikołowa. Drogami rowerowymi kieruję się na Szarculę w Istebnej gdzie planuję nocleg na punkcie widokowym. Trasa wiedzie przez Pszczynę, Goczałkowice i Bielsko. Pierwsza burza dopada mnie za zalewem goczałkowickim, częściowo udaje mi się ją przeczekać pod zadaszeniem. Następnie w deszczu aż do Bielska. Prawdziwa jazda (góra-dół) zaczyna się dopiero po 100 km a kulminacją jest podjazd do Koniakowa (miejscami 17%). Po 124 km lokuję się na nocleg &lt;br /&gt;
z pięknym widokiem na jezioro Czerniańskie. Myślałem, że był to już koniecwrażenia i spokojnie dośpię do rana. Nocą (23.00, 1.30, 3.00)  przechodzą trzy bardzo spektakularne mega burze. Noo czegoś takiego nigdy nie widziałem i nie słyszałem, a parę razy już mnie postraszyło w górach. Dotrwałem do rana i wróciłem Wiślaną Trasą Rowerową do Strumienia, a następnie przez Suszec&lt;br /&gt;
i Orzesze do domu. Łącznie wyszło ok. 210 km. Dopiero wieczorem z radia dowiaduję się, że Wisła została dotkliwie dotknięta nocnymi burzami a straty szacowane są w dziesiątkach milionów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 4 grotołazów (3 dziewczyny i 1 chłopak z SW)|26 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wrocławiacy szli do Dziadka. My z II Płytowca odbiliśmy pod Kominy Amoku. Bazowaliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. W nocy konkretna nawałnica.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Grań Fajek|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|25 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wykorzystujemy ostatnie dni urlopu i postanawiamy wybrać się jeszcze w Tatry. Przyzwyczajeni do upalnej Czarnogóry (36st), nie potrafimy się przełamać na wyjście jaskiniowe ;) również decyzja pomiędzy trekingiem, a wspinaniem jest ciężka do podjęcia, dlatego idziemy na kompromis. Robimy Grań Fajek - bardzo łatwe i przyjemne wspinanie z Żółtej przełęczy do Pańszczyckiej przełęczy. Jedynym czynnikiem decydującym o tym, że mamy do czynienia rzeczywiście ze wspinaniem, jest obustronna ekspozycja i oczywiście końcowy zjazd z Fajki. Stamtąd kierujemy się na Orlą Perć i idziemy nią aż do przełęczy Krzyżne. Schodzimy doliną Pańszczycy (ależ ona się ciągnęła…) i do samochodu w Brzezinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FgranFajek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinatu - Massif du Vercors|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|19 - 23 08 2023}} &lt;br /&gt;
We Francji oficjalna fala upałów. Mieliśmy dużo szczęścia do zakwaterowania, bo nasza baza w Saint-Laurent-en-Royans była w &amp;quot;apartamencie&amp;quot; wydzielonym w starych zabudowaniach gospodarczych przez przedsiębiorczego Brytyjczyka, który przeprowadził się do Francji. Grube mury i okna w cieniu zapewniały przyjemny chłodek. Odwiedziliśmy dwie jaskinie. Najpierw Scialet du l'Appel. Tu potrzebne było trochę sprzętu, a szczególnie plakietek ze śrubkami. Dotarliśmy nieco za drugi wodospad, co zajęło nam jakieś sześć godzin. Potem był dzień na czytanie książek i relaks, w tym kąpiele w rzece przy prawosławnym klasztorze. Wybór taki sobie: albo mroźna górska rzeka, albo powietrze jak z piekarnika. We wtorek poszliśmy do Grotte des Ramats - podobno do syfonu tam i z powrotem 2h, a jeśli go obejść i zobaczyć całość, to i z 10h. Okazało się, że nawet obejście syfonu najwyraźniej wymaga totalnego zanurzenia; choć właściwie rzecz biorąc nie byłoby to nurkowanie i myślę nawet, że mógłbym zachować jedno suche ucho. Wobec tego zawróciliśmy, ale i tak było bardzo miło - zarówno sucha, jak i mokra część jaskini są niezwykle urokliwe; może trochę męczące są tylko błota pomiędzy nimi. Zrobiliśmy dużo zdjęć i długi piknik, więc wycieczka zajęła tak raczej 4 ze godziny. Oczywiście Vercors daleko, więc proporcje między czasem w jaskini a czasem podróży i innych czynności logistycznych wyszły, jakie wyszły. No ale co zrobić, można siedzieć w domu... :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedna z najgłęszych jaskiń jurajskich rozbudowana na sporej szczelinie z piętrem górnym i dolnym. Zjazd ok 35 m urozmaicony trawersem w niezbyt obszernej szczelinie. Na dole kilka zagruzowanych ciągów i szczelin. Na samym dole krótki zjazd do ślepej salki. Całość ok. 40 - 45 m deniwelacji i z 200 m długości. Akcja ciut więcej wymagająca jak na Jurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZar&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: wspin w Kalamarce|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. tow.)|12 - 15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalamarka to Słowacki rejon wspinaczkowy położony 300km od Katowic, oferuje wyśmienite wspinanie w andezycie. Składa się z kilku sektorów z czego największe to Horné Skaly i Dolné Skaly. Znajdziemy tu dużo łatwego wspinania w przedziale 4-9 (słowacka wycena dróg) jednak trzeba się przygotować na &amp;quot;oszczędne&amp;quot; obicie dróg, większość pierwszych wpinek znajduje się na wysokości 5-8m, a drogi 18 metrowe często mają jedynie 3-4 ringi - bardzo dobry rejon do treningu psychy :). Wspinanie głównie po krawądkach, rysach, odciągach i w kominach. Bardzo dobre tarcie. Większość skał jest w cieniu więc rejon idealny na upały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parkingi są darmowe i usytuowane w odległości ok 100m od skał. W internecie znalazłem dużo sprzecznych informacji na temat biwakowania. Na miejscu dowiedziałem się od słowackich wspinaczy i właściciela terenu, że można biwakować jedynie w pobliżu górnego parkingu. Jest tam miejsce na namiot i ognisko, a w okolicy dolnych skał jest studnia z wodą pitną (nie korzystałem więc nie wiem czy dobra) UWAGA w okolicy jest dużo niedźwiedzi o czym informują tabliczki. Robotnik leśny wracający o 21ej z lasu poinformował nas żebyśmy uważali bo widział w niedaleko niedźwiedzia więc emocje gwarantowane nie tylko podczas wspinania :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga dojazdowa w skały po betonowych płytach pod górę, mało przyjemna więc najlepiej nie kursować góra-dół.&lt;br /&gt;
W tygodniu cisza i spokój, weekendy wiadomo więcej ludzi.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W skrócie świetne wspinanie i piękna okolica. Polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKalamarka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - lustracja terenu|Łukasz Mazurek i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczesaliśmy fragment terenu na południe od Ogrodzieńca zagladając do kilku dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Ptasia Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Marcin (niezrzeszony)|14 08 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysłów na poniedziałkowy wypad było kilka, bo skład osobowy się co chwilę zmieniał. Ostatecznie zadzwonił do mnie Mateusz i zaproponował wycieczkę do Ptasiej, na co chętnie przystałem. Wyjazd był bardzo wakacyjny, bo z Katowic ruszyliśmy ok. 7, a na szlak ruszyliśmy 9.30. Samo podejście poszło sprawnie, mimo żaru który się z nieba lał i po 2.45h byliśmy w przebieralni. Do samej jaskini weszliśmy ok 13. Celem była wycieczka do Parti CDN, w tym syfonu Pasożytów. Moja lekcja z tego wyjścia była taka, że warto się przylonżować do każdej poręczówki, bo noga może ujechać wszędzie. Na powierzchni byliśmy z powrotem po 19. Bardzo fajnie jest wyjść za dnia z jaskini, szczególnie, że lokalizacja Ptasiej dodaje walorów wizualnych :) Przy zejściu znowu zatakawoł nas zielony laser, tym razem jednak szybko zaprzestał swoich działań. Bardzo udana akcja, choć mogło być trochę chłodniej na podejściu, ale na szczęście źródełko nas ratowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)&amp;lt;/u&amp;gt;|13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolne niedzielne popołudnie, pogoda super. Ruszamy więc na szybki spacer. Od lipowej w górę na Skrzyczne. Tam przerwa na kiełbaskę i piwko. Następnie przez Małe Skrzyczne na Malinowską Skałę i dalej w dół do Doliny Zimnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY/POLSKA: w delcie Odry i obok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo intensywnie spędzony czas na północy. Na rowerach objechaliśmy &amp;quot;pojezierze&amp;quot; wyspy Wolin, kajakiem spenetrowaliśmy wyspy Starej Świny (właściwie to duże pola sitowia), objechaliśmy też rowerami wyspę Karsibór. Ponadto wyskoczyliśmy na niemiecką wyspę Rugia, do parku narodwoego Jasmund słynącego z przepięknych klifów. W jedną stronę przeszliśmy pod klifami a w drugą nad. Każemu polecamy. Ponadto na południu Zalweu Szczecińskiego odwiedziliśmy port jachtowy Trzebież.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ps. Równe pół wieku temu (w 1973 roku) objechałem rowerem wyspę Wolin w trakcie pobytu na wczasach. Oprócz tego zrobilem tam kilka innych ciekawych rzeczy. Druga sprawa: w roku 1981 zamusztrowałem się na rejs jachtem &amp;quot;Zew Morza&amp;quot; z Aten do Trzebieży właśnie. Moja wyprawa wtedy nie doszła do skutku bo po prostu jacht zatonął właśnie na dojściu do Aten na Morzu Śródziemnym. Tak więc mam sympatię do tych stron.'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDelta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - Dom de Mischabel (4554)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|05 - 09 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Randy docieramy w sobote poźnym wieczorem i rozbijamy sie na miejscowym kempingu Attermenzen. Nazajutrz ruszamy na szlak, ktory prowadzi nas do schroniska Domhuette. Mijamy schronisko i śpimy jakieś 300 m wyżej, w miejscu, w którym znajduje sie kilka miejsc na namioty. Po naradzie decydujemy się wejść na szczyt już następnego dnia. Przekonał nas do tego głównie fakt, że okno pogodowe miało trwać jeszcze tylko dwa kolejne dni. Opuszczamy wiec namiot około 5tej rano nastepnego dnia i ruszamy do góry. Na szlaku oprócz dwóch lodowców do pokonania jest także przełęcz, na którą trzeba sie wspiąć, aby nastepnie zejść na drugi lodowiec. Wyjście o 5tej rano (a nie wcześniej) okazało sie dobrym posunieciem ze wzgledów logistycznych. Mały korek, który stworzył się pod przełęczą zdążył się nieco rozładować w momencie w ktorym dotralismy do przełęczy (przed nami szły trzy zespoły). Na szczyt docieramy dopiero około godziny 14tej. Słaba aklimatyzacja i dośc duża odległość dały nam się nieźle we znaki. Na szczęście cały dzień utrzymuje się dobra pogoda. Prawie o zmroku zmordowani docieramy w końcu do namiotu. Kolejnego dnia na spokojnie schodzimy z powrotem do Randy. Szybki przepak, obiad i jeszcze tego samego wieczora wracamy do Niemiec.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda tym razem niedopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, parite Techuby|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na sobotni i niedzielny wieczór już dawno zostały określone i nie obejmowały wyjść jaskiniowych. Jednak w sobotę rano Łukasz zaproponował niedzielny spontaniczny wypad do Jaskini Czarnej w partie Tehuby. To był ten moment, że w mojej głowie rozpoczęła się walka racjonalnych myśli, które podpowiadały że to czasowo niemożliwe, bo na godzinę 18 musialem juz byc w domu. Z drugiej jednak strony jeszcze nie byłem w Tehubach i chciałem się wybrać. Po chwili namysłu i skrupulatnych obliczeń godzinowych padła decyzja wyjazd 4:30 rano powrot 18:00. Ambitnie, ale realnie. Tak tez sie stalo 4:35 wyjechaliśmy z Doliny Trzech Stawów o 6:40 znaleźliśmy się już u podnóża Doliny Kościeliskiej. Wszak to tylko podróż z doliny do doliny. Marsz szedł nam dość żwawo - dopóki byliśmy na zielonym szlaku. Przebieg dalszej trasy wyglądał już nieco inaczej - oficjalnie, co jakiś czas, zatrzymywaliśmy się żeby zachwycać się urokami przyrody. Nie oficjalnie - to juz kazdy wie jak wygląda podejście. Chwila po 9, po dłuższym odpoczynku, zjechaliśmy do jaskini. Musze przyznac ze nawet na chwile nie zerknąłem na plan Tehub przed wyjazdem, wiedziałem że Łukasz już tam był i będzie odgrywał rolę mojego przewodnika. Tak też było. Miałem delikatne obawy jak uslyszalem, ze bede mial za zadanie wspinać jeden odcinek, ale generalnie okazał się bardzo prosty. Nawet jak na moje znikome doświadczenie. Tehuby okazały się bardzo przyjemne. Przyznam że moje zaufanie do Łukasza zdolności nawigacyjnych w pewnym momencie nie było największe, ale jak się okazało Łukasz zabłysnął dobra orientacja jaskiniowa. Byliśmy miedzy innymi: nad jeziorkiem Tehuby, przy Biwaku oraz przy Syfonie Techuby. Teraz jak patrzę na plan Tehub to czuje pewien niedosyt, bo nie zerknąłem w kazda dziure. Zdecydowanie będę chciał tam jeszcze wrócić, ale tym razem z planem i na dłużej. Chwila po godzinie 13 byliśmy już na powierzchni, o 15:00 w samochodzie o 18:10 w domu. Wypad był bardzo udany i co ważne zgodny z planem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraina Górnej Odry czyli rowerem po zielonym Śląsku|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że weekend był w połowie pracujący pozostał mi tylko jeden dzień na wycieczkę rowerową. Padło na pętlę Górnej Odry. Startuję z Żor i od razu uciekam w leśne ścieżki, które prowadzą przez Palowice z ich malowniczymi jeziorami. Dalej Czerwionka-Leszczyny z osiedlem familoków i wspaniałe leśne szutry którymi dojeżdżam do Rybnika. Objeżdżam rynek i jadę na Rudy. Tu sporo atrakcji. Godne polecenia są: Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy i zabytkowa stacja kolei wąskotorowej. Leśnymi duktami (pierwsza klasa) docieram do Kuźni Raciborskiej i kieruję się w stronę Raciborza. Jadąc dalej starorzeczem Odry przekraczam Olzę w kierunku wschodnim i ślizgając się po granicy z Czechami docieram do Łazisk. Teraz trasa przebiega głównie asfaltami. Kolejne miasto na trasie to Jastrzębie Zdrój dla mnie to kojarzy się z kopalnią Jas-Mos, a tu niespodzianka malowniczy park zdrojowy z tłumem spacerowiczów. Opuszczam największy park w województwie i jadę w kierunku Żor kończąc 200 km pętlę rowerową. Pogoda na trasie doskonała. Tak na godzinę 18 meteoblue zapowiadało deszcz więc celowałem żeby zdążyć przed deszczem i  przy aucie melduję się z zapasem 20 min. Z statystyk spalanie na trasie wyszło 1,5 L soku/100 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA: jaskinia Postojna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|27 - 28 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Szamoniowa zatrzymujemy się jeszcze w Słowenii, aby nadrobić to co pogoda popsuła. Do hotelu docieramy w czwartkowy wieczór. Od razu po śniadaniu udajemy się do jaskini Postojnej. Kamila nigdy nie była w jaskini więc była okazja na pierwszy raz. I to od razu jaki. Jaskinia zachwyciła nas rozmaitością i ilością szaty naciekowej. Zdecydowanie jaskinie w tym regionie obfitują w nacieki. Olbrzymie sale tonące w kalcytowych formacjach powaliły nas. Teraz pozostało tylko 850 &lt;br /&gt;
km zakorkowanych dróg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FAWSF&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Chamonix |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Chamonix mamy zamiar wjechać przez tunel pod Mount Blanc. Niestety znacznie to wydłuża nasz dojazd przez gigantyczny korek. Na kamping docieramy popołudniem i odpoczywamy. Niestety następnego dnia mamy kolejne załamanie pogody od 4 rano szaleje burza i ulewa. Nie chcąc tracić dnia wsiadamy w samochód i postanawiamy udać się do Alpejskiej Wenecji czyli do miasteczka Annecy. Do godzin popołudniowych zwiedzamy miasteczko po czym wracamy do Szamoniowa na szybkie zakupy. We wtorek &lt;br /&gt;
pogoda również nie zapowiada się cudownie. Decydujemy jednak, że wyruszamy w góry. Na początek udajemy się do Montenvers Mer de Glace. Tam zjeżdżamy darmową gondolą a następnie przygotowaną ścieżką na lodowiec Mer de Glace obserwując jak na przełomie lat lodowiec się skurczył. Na lodowcu odwiedzamy Grotte de Glace. Po godzince jesteśmy już na górze (niestety musieliśmy skorzystać z kolejki, gdyż z powodu modernizacji gondoli szlak pieszy jest zamknięty). Niestety zaczyna się kolejna tego dnia ulewa. Postanawiamy przeczekać ją w górnej stacji kolejki. Gdy przestaje padać ruszamy na Signal Forbes (2200). Tam mamy &lt;br /&gt;
zdecydować co dalej. Pomimo nie najlepszej pogody ruszamy dalej wspaniałą widokową ścieżka Grand Balcon Nord trawersującą zbocza Aiguille de I'M. Niestety widoki mamy zerowe. A pogoda zaczyna się pogarszać jeszcze bardziej. Docieramy do Les Grosses Pierres (2130) i postanawiamy schodzić do Chamonix. Docieramy do chatki Alpage de Blaitiere du Dessus gdzie przeczekujemy kolejną ulewę, trochę się przesuszamy i posilamy. Temperatura znacznie się obniża. Jak się później okazało powyżej 2000 spadło całkiem sporo śniegu. Gdy docieramy do górnej stacji kolejki Telepherique d'Alpage pogoda się poprawia. &lt;br /&gt;
Schodzimy do centrum na kolację i prowiant na kolejny dzień a następnie z buta (niestety spóźniliśmy się minutę na autobus) udajemy się na kamping. Robimy jakieś 1300 przewyższenia i około 25km. W środę pogoda nieco się poprawiła, więc ruszamy ponownie w góry. Pieszo udajemy się do Les Praz. Ja szybkim marszem udaję się na La Flegere. Kamila, odczuwająca trudy wczorajszego dnia wyjeżdża kolejką i czeka na mnie na górze. Gdy i ja docieram na górę ruszamy na Szamoniowskie Morskie Oko - &lt;br /&gt;
czyli Le Lec Blanc (2352). Tam spora ilość turystów. Znajdujemy jednak kawałek spokojnego miejsca i chwilę odpoczywamy przy pięknym widoku na Mont Blanc. Następnie ruszamy w drogę powrotną tym razem przez Tate aux Vents (2140), a następnie piękną widokową ścieżką Grand Balcon Sud wracamy na La Flegere. Kamila ponownie zjeżdża gondolą, a ja szybkim marszem ruszam do Les Praz, a następnie oboje udajemy się na kamping. Wyszło około 1500 przewyższenia i 25 km. Wieczorem udajemy się jeszcze &lt;br /&gt;
do centrum Chamonix. W czwartek z rana pakujemy namiot. Zatrzymujemy się na chwilę jeszcze w centrum Chamonix i wracamy również przez tunel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Grzesiek (os. tow.)|24 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny, poniedziałkowy wyjazd do Jaskini Wiernej udał się dzięki Emilowi (który był w niej kilka dni wcześniej) i jego dobrym kontaktom z osobami opiekującymi się jaskinia.  Na godzinę 14:00 byliśmy umówieni z Piotrkiem na parkingu pod Dworkiem Ostrężnik. W tym czasie dojechał również Grzesiek (spoza klubu NOCEK). Opis dojścia jaki znalazłem był dla mnie trochę enigmatyczny: „Jaskinia znajduje się w pobliżu osady Ostrężnik, w zachodnim zboczu wzgórza, ograniczającego osadę od wschodu. Z przysiółka należy podejść ścieżką w kierunku wschodnim wzdłuż granicy lasu bukowego. Potem przez las, lekko trawersując zbocze, w stronę skałki, będącej kulminacją tej części zalesionego grzbietu”.  Na szczęście w dzisiejszych czasach GPS nie jest luksusem i dużo ułatwia. Niemniej jednak, do otworu poszliśmy od złej strony co nie znacznie wydłużyło czas dojścia. Prawidłowa droga do otworu wiedzie wydeptana ścieżka pomiędzy droga 793, a Dworkiem Ostrężnik. Dojście do jaskini z parkingu nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Do jaskini weszliśmy o godzinie 15:00. Z planu wynikało że jaskinia w większości ma rozwinięcie poziome i tylko na wejściu są dwie niewielkie studnie. Nie będąc pewnym jak pokonamy te studnie wziąłem ze sobą kawałek liny, który od jakiegoś czasu wożę w samochodzie. Jak się okazało, w obu tych miejscach są drabinki i ani lina, ani uprząż nie są potrzebne. Mimo że sam wyjazd był dość spontaniczny, to zdążyłem przejrzeć plan i widząc poziom skomplikowania postanowiłem go wydrukować. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu byliśmy w stanie planować, gdzie idziemy, a nie tylko chodzić na oślep. Nasza droga zaczęła się od Studni Tryumfu, przez Salę Rysia aż do Korytarza Południowego. Wracając zahaczyliśmy o korytarze południowo wschodnie i zmierzaliśmy w kierunku północno-wschodnim przez Korytarz Naciskowy. Następnie zwróciliśmy i kierując się przez Polewy i Pola Ryżowe doszliśmy do Sali Trójkątnej z której na chwile odbiliśmy w stronę północno-zachodnią przez Partie Dąbrowskie, aż do Incydentu Zachodniego. Na koniec trafiliśmy ponownie do Sali Wytrwałych tym razem docierając tam zapieraczka poprzez Lewa Studnie. Na powierzchni byliśmy po około 2,5 godzinach. Bardzo fajna jaskinia, dzięki której miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności czytania planów i chyba wyszło całkiem niezłe oraz wytarzać się w błotku. Nowa lekcja na przyszłość - papierowy plan szybko rozmaka i staje sie bezuzyteczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: w opisie poniżej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna i Maurycego|Emil Stępniak, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpierw penetrujemy jaskinię Wierną. To zacna dziura. Ponad 1000 m długości. System korytarzy rozmyty na równoległych szczelinach. Bogata szata naciekowa. Przecioranie się przez większość ciągów wymaga dość sporo czasu. Warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie odwiedzamy jaskinię Maurycego w Górach Sokolich. To ładna i przyjemna jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla kolegów z Spelo Myszków za udostępnienie jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Rabsztyn - Januszkowa Baszta|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
Jak w poprzednią niedzielę umówiliśmy się ze znajomy w skały. Dzieci rozrabiały, a my próbowaliśmy powalczyć z kilkoma drogami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Triest i jezioro Garda|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|20 - 23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Włoch docieramy po południu. Zatrzymujemy się tuż za Słoweńską granicą w miasteczku Fernetti na kampingu uwielbianym przez włoskich grotołazów. Uwielbianym, ponieważ w jego centralnym punkcie znajduje się jaskinia Abisso di Fernetti. Korzystając z pięknej pogody zaraz po rozbiciu udajemy się na Adriatyk do Triestu. Następnego dnia zaraz po śniadaniu pobieram klucze do &amp;quot;kampingowej&amp;quot; jaskini i idę. Zjeżdżam jedynie pierwsze dwie studnie. Jaskinia bogata naciekowo. Nie chcę jednak samotnie iść dalej więc wychodzę. Po wyjściu niestety pogoda załamuje się. Zaczynają się ulewy, burze i porywisty wiatr. Tak że nici &lt;br /&gt;
z dalszych jaskiniowych i górskich planów. Wieczorem korzystając z chwilowej poprawy pogody udajemy się do pobliskiej Opiciny na tradycyjną włoską pizze. Niestety prognozy na następne dni nie zachęcają. Postanawiamy więc w sobotę przenieść się nad jezioro Garda. Po drodze dopada nas potężna nawałnica z ulewą i gradem, która zatrzymuje ruch na autostradzie. Docieramy nad jezioro około południa do miejscowości Toscolano Maderno. Od razu po zameldowaniu się w hotelu udajemy się na długi spacer brzegami jeziora Garda. Nad wodą zostajemy do późnego wieczora. W niedzielę rano ruszamy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol &amp;quot;Wielbłąd Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 07 2023}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy pętelke wokół doliny Zimnika. Wyszliśmy żółtym szlakiem pod Malinowską Skałę, a następnie grzbietem do schroniska i niebieskim szlakiem z powrotem pod auto. Karolcia była zadowolona ze swojego wielbłąda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Dolina Höllental|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|17 - 20 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym rankiem w poniedziałek wyjeżdżamy do Austrii do pięknej doliny Höllental. Cel to głównie treking i powierzchniowy rekonesans jaskiniowy. Niestety korki w Czechach i Wiedniu sprawiają, że na miejsce docieramy dość późnym popołudniem. Rozbijamy się na polu namiotowym i wyruszamy na krótki spacer po okolicy. Między inny  mi namierzamy jedno wywierzysko przy rzece Schwarza oraz kilka otworów jaskiń. Następnego dnia udajemy się do pobliskiej miejscowości Edlach, i zamierzamy pokonać &lt;br /&gt;
trasę Törlweg, której zwięczeniem  jest słynne skalne okno o nazwie Alpejskie wrota wyprowadzające na płaskowyż RAX i scronisko Ottohaus. Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w stronę górnej stacji kolejki Raxseilbahn jednak nie docierając do samej stacji trawersując zbocza RAX od strony północno - wschodniej (nad miasteczkiem Hirszwang) docieramy do miejsca startu. Trasa to około 1100 m przewyższenia i 19 km. Pogoda dopisała (aż za bardzo) jednak gdy wsiadamy do samochodu &lt;br /&gt;
rozpoczyna się potężna ulewa, która trwa około godziny. Idąc płaskowyżem Rax wypatrzyłem  po przeciwnej stronie doliny szczyt Klosterwappen (2061) - będący bardzo charakterystycznym stożkiem  wyróżniającym się w paśmie. To jest nasz cel na następny dzień. Wyruszamy rankiem do przydrożnego schroniska Weichtalhaus. Następnie pięknym szlakiem wiodącym dnem suchego kanionu (no może nie do końca takiego suchego - zwłaszcza po ulewie z dnia poprzedniego) Weichtalklamm. Sam kanion w kilku miejscach uzbrojony w klamry, stalowe linki i drabinki stanowił nie lada atrakcję zwłaszcza dla Kamili. Ja po drodze sprawdzam otwory &lt;br /&gt;
jaskiń (te do których jestem w stanie dotrzeć bez sprzętu). Jest ich tu mnóstwo. Zresztą sam kanion wygląda na pozostałość ogromnego systemu jaskiniowego stanowiącego odwodnienie masywu. Docieramy w końcu do schroniska Kienthalerhȕtte. Tam chwila przerwy. Ja sprawdzam feratę wiodącą na szczyt Turmstein (1416). Następnie udajemy się w kierunku Klosterwappen. Siadamy pod szczytem gdyż zrywa się dość silny wiatr i warunki pogodowe na górze zaczynają się pogarszać. Schodzimy w dół. Najpierw drogą podejścia do schroniska Kienthalerhȕtte, a następnie równoległym szlakiem do drogi podejścia w dół. Całość to około 1300 &lt;br /&gt;
przewyższenia i 19 km. W czwartek nie zostało nic innego jak zwinąć biwak i ruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Suliszowice - Skała pod Prądem|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|16 07 2023}}&lt;br /&gt;
W tę niedzielę wybraliśmy się na skałki. Kolega upodobał sobie rejon Suliszowic i ukrytych w lesie skałek, co na tak upalny dzień było idealne. Skała nadawała się na &amp;quot;niedzielne&amp;quot; wspinanie, dużo łatwych i niewyślizganych dróg z przedziału od III-VI. Dzieci się bawiły, a rodzice się wspinali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pachola i Salatyny|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy Bystrą z Podbanskiego lecz z niewiadomych dla nas powodów policja w Zubercu zablokowała drogę nakazując jechać przez Rużenberok (2 h dłużej). Dostępna była tylko Zverowka. Zmieniamy więc szybko plan. Z parkingu pod Salatynem startujemy Rochacką i Zieloną Doliną na Banikowską Przeł.. Dalej na Pochola (2167). Pogoda piękna, choć u góry wiał dość chłodny wiatr. Granią przez Spaleną, Salatyny i Brestową wracamy do auta. Przed Brestową spotykamy kilka osób z Rudy Śląskiej, którzy w ramach wycieczki PTTK weszli od wyciągu na Salatyna. W sumie zrobiliśmy 1435 m przewyższenia i 16 km.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wew. Karpaty Zach rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 13 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry mogą inspirować na różne  sposoby. Na pewno jednym z nich jest górska jazda rowerem. Zachęcony ostatnimi rajdami postanowiłem zrobić jeszcze jeden. Tym razem po rzadko przez nas odwiedzanych peryferiach Karpat południowej Słowacji. Wystartowałem z Zagórza (tu dojechałem pociągiem) i m. in. przez Bieszczady, Vyhorlat, Góry Slanskie, Rudawy Słowackie i Mł. Fatrę, Beskidy dotarłem rowerem do domu. Jak zwykle po różnych traktach, po kamieniach, błocie, szutrze, asfaltach, trawach przy dość dużych deniwelacjach udało mi się przedrzeć przez poszczególne pasma górskie jadąc/idąc dolinami, grzbietami i przełęczami. Mocne podjazdy i ekscytujące zjazdy. Każdego dnia widnokrąg stanowiła pofałdowana linia bliższych lub dalszych szczytów. Obłędna w swym pięknie przyroda. W dolinach urocze wioski, często z znaczną mniejszością cygańską. Nocowałem na dziko w namiocie (raz na nim, bo komarów nie było). Ostatni nocleg spędziłem w Łabajowie u naszego klubowego przyjaciela Jasia Kieczki. Maty nie zabrałem. Trasę modyfikowałem w zależności od sytuacji, m. in. dostępem do wody, żywności, pogody. Wyszło tego ok. 800 km i niemal 9000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość późno wyjeżdżam pociągiem do Żywca, gdzie czeka na mnie już Kamila. W sumie nie mamy dokładnie określonego celu. Ostatecznie pada na Pilsko. Parkujemy pod wyciągami i leśnymi ścieżkami, polankami, korytem potoku Glinne, nie napotykając nikogo po drodze docieramy do Hali Miziowej. Tu już tłumy i piknikowy klimat. Robimy sobie chwilę przerwy licząc, że tłumy zaczną już schodzić ze szczytu i unikniemy tłumów. Na szczyt udajemy się żółtym szlakiem. Na górze pogoda przepiękna, jednak przejrzystość powietrza nie najlepsza. Tatry widać tylko w zarysie. Nie ma tłumów. Szybkim krokiem udajemy się w dół. Tym razem w stronę Hali Cebulowej, a następnie w stronę Buczynki i dalej na parking. Pogoda dopisała. Po drodze jeszcze przerwa na pyszne lody i kawę w Żywcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry 360 stopni, czyli kolarstwo romantycznie i bikepacking.|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08-09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysł na kolejną wycieczkę 40 plus zrodził się w otchłaniach internetu, kiedyś coś tam wyklikałem i już. Po ściągnięciu GPX okazało się że objazd całych Tatr do około to tak z grubsza ponad 300 km. Wyszło, że zaczynam w Czarnym Dunajcu z parkingu przy lodowisku i jadę na Słowacje. Pierwszy postój w Liptovsky Mikulas dla uzupełnienia soków które w tym upale szybko się kończą i dalej szutrami docieram na Cesta Slobody (po remoncie). Tatry w taką pogodę są jak z pocztówki. Mijam kolejno Podbanske, Sterbske pleso, Vysoke Tatry. Pod koniec dnia jadę z parę na rowerach: On na szosie spodenki Lycra, białe skarpety - typowy kolarz z Wyścigu Pokoju; Ona na elektryku dres i damska torebka przerzucona przez plecy. Da się spędzać razem urlop? DA. Za Tatranska Lomnica ląduję w hamaku. Pierwsze 208 km przejechane w doskonałym humorze. Drugi dzień pogoda również petarda. Zjeżdżam do wioski Maly Slavkov a tam pełen folklor cygański brakuje tylko wozów drabiniastych. Teraz kolejno Kezmarok, Spisska Bel, Tatranska kotlina i tu wjeżdżam na klasyczne szutry które nie opuszczają mnie aż do Polski. Za Zdiarem mam mega zjazd taki że tarcze i klocki topnieją w oczach. Podjeżdżam pod Łapszankę i odrabiam straconą wysokość (robię to już drugi raz i dalej nie wiem jak to jest że udaje mi się bez Wypychu, a kto zemną był to sobie przypomni). Teraz już w Polsce bocznymi drogami do Nowego Targu i kawałkiem trasy Velo Dunajec na parking przy lodowisku. Przejechałem kolejne 130 km. Wnioski, uwagi i spostrzeżenia:&lt;br /&gt;
- plan nie wypalił zaplanowałem trasę na trzy dni a zrobiłem w dwa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jadąc w tym kierunku słońce przeważnie miałem w plecy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- szutry, dukty leśne, kostka brukowa, tory kolejowe 50% trasy, asfaltowe ścieżki rowerowe, wioskowe drogi 40%, reszta to normalne drogi z ich ruchem ulicznym,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na wyjeździe wypito 8 litrów soków, zjedzono dwie kaszki na biwaku i rodzinną paczkę kabanosów,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nocleg w hamaku pozwolił na pełna elastyczność w doborze miejsca biwakowego,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- niektóre sklepy spożywcze na Słowacji w sobotę są czynne od 7 do 12 jak się zorientowałem to było już za późno,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- chodząc po Tatrach rzadko ma się możliwość oglądania Ich z tylu perspektyw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując polecam wszystkim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze - Śnieżne Kotły|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (niezrz.)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Ze Szklarskiej Poręby-Huty przez Wodospad Kamieńczyk i Halę Szrenica docieramy nad Śnieżne Kotły. Potem schodzimy pod Wielki Szyszak i spod Śnieżnych Stawków podziwiamy Kotły z dołu. Naprawdę ciekawe formacje, miło mnie zaskoczyły. Dalej Schronisko pod Łabskim Szczytem - tam posiłek - i z powrotem pod wyciągami narciarskimi na parking. Wyszła z tego wcale niezła sudecka wyrypa, razem jakieś 22 km i 1050 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat; wspin Filarem Staszla|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 07 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd o 3, w Brzezinach załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsca, przy wejściu na szlak. Od rana mocne słońce i dużo ludzi na szlaku. W niecałe 1,5h dochodzimy pod Czarny Staw. Tam robimy dłuższą przerwę na jedzenie i wygrzewanie się na słońcu– nasza dalsza droga wiedzie w cieniu. Sprawnie podchodzimy pod Filar Staszla i tam mamy kolejną przerwę czekając aż, zespół przed nami pokona pierwsze wyciągi. Trochę zmarzliśmy, bo czekamy przy łacie śniegu, która wyznacza początek naszej drogi. Trójka, której depczemy po piętach puszcza nas przodem po 3 wyciągu. Wspinaczka idzie nam sprawnie. W trackie 6 wyciągu słońce wychodzi zza grani i robi się cieplej. Ciekawszy miejscem jest 8 wyciąg prowadzący na szczyt turniczki, z której należy zejść kolejnym wyciągiem. Ostatni wyciąg był wyceniony najwyżej na całej drodze, pomimo to Łukasz sprawnie go pokonuje. Chwilę później również ja jestem na górze i możemy się rozszpeić. Decydujemy się nie zjeźdżać, ale podejść pod szczyt Zadniego Granatu i zejść Kozią Dolinką nad Zmarzły Staw. W drodze powrotnej idziemy do Betlejemki w odwiedzimy do Magdy i Staszka, którzy tymczasowo sprawują nad nią opiekę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FFilar+Staszla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -  jaskinie: Pod Sokola Górą, Szczelina Frakcji N oraz Urwista|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak|04 07 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna środkowo-tygodniowa akcja jaskiniowa. W planach miała być jaskinia Studnisko, ale na ostatnia chwile uświadomiliśmy sobie że do września jest niedostępna ze względu na nietoperze. Nastąpiła szybka zmiana planów i decyzja że pozostajemy przy Sokolich Górach, ale odwiedzimy trzy jaskinie: „Pod Sokola Gora”, „Szczelinę Frakcji N” oraz „Jaskinie Urwista”. Wyjazd z Zabrza przed 15 i na miejscu byliśmy już o 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Pod Sokola Gora”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza odwiedzona przez nas jaskinia nie wymagała żadnego sprzętu ani specjalnego ubioru, więc zwiedziliśmy ja na wyprostowanych nogach w samych „wnętrzach”. Tak dla względnego bezpieczeństwa wzdłuż zejścia rozwinęliśmy linę, której de facto nie użyliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu tej ogromnej Sali wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnej jaskini.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Szczelina Frakcji N”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór trafiliśmy bez większych problemów, ponieważ Emil zapisał koordynaty. Rzeczywiście jaskinia znajduje się pod najwyższym wzniesieniem Sokolich Gór. Obok otworu, po jego lewej ortogonalnie stronie znajdują się dwa drzewa z narysowanymi białymi okręgami. Jaskinia w większości ma przekrój poziomy i nie wymaga ani lin, ani sprzętu jaskiniowego. Większość korytarzy to zaciski, przedzielone małymi lub większymi salami. W wielu miejscach można się obrócić, a kilka razy udało mi się na chwile swobodnie stanąć. Nie jestem w stanie sklasyfikować zacisków, ale nie sprawiły nam większych problemów, a mnie wręcz wywołały niepowstrzymana lawinę radości. Plan i przekrój jaki posiadaliśmy był z 2000 roku (Matysiak S. Zygmunt J.) i był totalnie nie aktualny, znaczy obejmuje w mojej ocenie mniej niż 50% tego, gdzie byliśmy. Jaskinia, która miała okazać się mała szczelina pod Góra Pustelnica, okazała się zdecydowanie większa. Czołgając się niskimi korytarzami dotarliśmy w całkowicie nieoznaczone miejsca. Będąc jeszcze w tej części, która była na planie widzieliśmy, że w jaskini jest sporo luźnych want. Miejscami materiał skalny był popękany, połączony glina, gdzieniegdzie wystawały korzenie drzew. Im dalej się posuwaliśmy tym częściej natrafiliśmy na miejsca, które opisałbym jako mało stabilne. W jednym momencie trafiliśmy do dość dużej Sali, z której odchodziły wyraźne korytarze w trzy różne strony. Jeden z nich będący jakby przedłużeniem Sali, w której się znajdowaliśmy, był częściowo, od góry, przysłonięty ogromnym zaklinowanym blokiem skalnym. Za tym blokiem skalnym Sala się powiększała. Dno tej Sali było jakby podwieszona półka, taka antresola, utworzona z dużych zaklinowanych wzajemnie want. Przez szczeliny między wantami widać było duża pusta przestrzeń z ogromnym potencjałem. Nieopodal znajdowało się plastikowe wiadro, które jednoznacznie wskazuje, że ktoś w tym miejscu kopie. Jednak samo miejsce budziło jak dla nas zbyt wiele wątpliwości o własne bezpieczeństwo. Być może jesteśmy nazbyt ostrożni, a być może po prostu na tyle rozsądni by nie pchać się nigdzie na sile. Na tym etapie uznaliśmy ze ryzyko dalszej eksploracji może być zbyt duże, poza tym kończył się nam czas do planowanej godziny wyjścia. Wszakże mieliśmy być na chwile w malej jaskini. Emil zaczął się wycofywać do jednego z korytarzy, a w mojej głowie pojawiło się niezwerbalizowane pytanie: „czemu on się ciśnie do tego korytarza, przecież przyszliśmy tamtym?”. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem Emila, czy jest pewien, że stamtąd przyszliśmy? Emil chwile pomyślał i potwierdził: „Tak, na pewno”. Generalnie nie jest źle z moja orientacja w terenie, ale dla pewności zanurzyłem się na kilka metrów do innego dostępnego korytarza, który okazał się przejściem do innej salki z rozgałęzieniem w prawo i w lewo. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to zupełnie nowe partie, do których nawet nie weszliśmy. O zgrozo ta jaskinia jest jeszcze większa! Powróciłem do Emila i razem wyczołgaliśmy się do wyjścia. Kolejna lekcja jaką wyniosłem z tej jaskini. Idąc w miejsca, które nie posiadają planu, lepiej uważnie zaznaczać, którędy się szło. Adrenalina związana z odkrywaniem czegoś nowego oraz stopień skomplikowania tuneli i mnogość odgałęzień mogą spowodować dezorientację. Jaskinia nie jest specjalnie trudna i aż tak rozgałęziona, żeby się ostatecznie w niej nie odnaleźć. Jednak w większej skali taka sytuacja może być groźna. Sama jaskinia zaskoczyła mnie nie tylko swoja wielkością, ale także naciekami oraz przebarwieniami, które miejscami w świetle latarek wyglądały jak ściany pokryte złotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jaskinia Urwista”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini doszliśmy również bez większych problemów. Jednakże nie udało się nam zlokalizować punktów pozwalających na swobodny zjazd do studni wlotowej. Nie czekając zacząłem poręczować trawersem licząc że „po drodze” uda się nam znaleźć jakiś punkt do zjazdu. Gdy już byłem na końcu trawersu przyczepiony do dwóch mocnych uch skalnych i gotowy do zjazdu, przywitała nas ekipa grotołazów z innego klubu. Natychmiast udało im się zlokalizować punkty, które uszły naszej uwadze. Nie chcąc robić niepotrzebnego tłoku na tak małej jaskini zdecydowaliśmy z Emilem, że odpuścimy. Godzina była już późna, a kolejkowanie się do zjazdu zajęłoby zbyt wiele czasu. Postanowiliśmy, że wrócimy sobie do tej jaskini w innym terminie. Może przy okazji Studniska. Wycofałem się z trawersu i wróciliśmy w stronę parkingu. W domu byliśmy chwile po godzinie 22.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2F3jaskinie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów. W niedzielę rano wybieram się na przebieżkę, auto zostawiam koło słynnej restauracji &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię inny, dłuższy wariant mojej  standardowek trasy. Po sobotnich burzach, szlak mokry i miejscami błoto. Ostatecznie wychodzi ponad 20 km, ok. 880 m przewyższenia w czasie 2h 35 min. Średnie tętno takie, że Buli by ze mną nie chciał gadać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Sądecki - spływ kajakowy Popradem|Henryk Tomanek, Justyna F., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol i Tomek Jaworski, Mirek (Jajco), Grzegorz Burek, Jan Kempny, Basia Borowiec, Tomek (os. tow), Kasia (os. tow.)|01 - 02 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływamy Popradem od Andrzejówki (poniżej Muszyny) do Starego Sącza z biwakiem na polu namiotowym w Piwnicznej. Rzeka bardzo ciekawa, nie można się nudzić. Spokojniejsze odcinki przeplatane z bystrzami. Sporo dużych głazów. Niektóre bystrza bardziej wymagające dla zwykłych kajaków dwuosobowych. Nie obyło się bez wywrotek. Nawet jedną kończymy akcją ratunkową, w której przydała się rzutka. Pogoda w pierwszy dzień zmienna (burze/deszcze) w drugi dzień generalnie przewaga słońca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowanie dla Justyny, za zorganizowanie całości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P s. Spłynąłem tą rzeką pierwszy raz w maju 1980 roku w zwykłym składaku. Było wtedy zimno i deszczowo. Składak jednak posiadał fartuch co na tej rzece nie jest bez znaczenia. Teraz często musieliśmy czerpać wodę z kajaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPoprad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zamarła Turnia; wspin drogą Motyki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie w Tatrach na 1 dzień to może trochę kiepski pomysł, ale nawet się udało. Wyjazd o 4:00, powrót o 23:00.&lt;br /&gt;
Mimo wczesnego wyjazdu, szybkiego dojazdu do Zakopanego i dobrego tempa przy dojściu pod ścianę, w drogę wbijamy się sporo po 13:00, z uwagi na długie kolejki. Drogę udaje się przejść na 4 wyciągi – pierwszy wyciąg przechodzimy w normalnych butach, bez wiązania się liną, a ostatnie 2 wyciągi łączymy w jeden, na co pozwoliła nam 70-metrowa lina. Nawet udaje się nie pogubić drogi, do czego mam niewątpliwy talent. Ze szczytu zjeżdżamy na pn stronę wprost na Orlą Perć i ze względu na późną już porę wracamy do domu, zahaczając jeszcze na uczczenie sukcesu, piwem w Murowańcu. Większość dnia pogoda ładna, choć popołudniu niebo się zachmurzyło i temperatura znacznie spadła, co bardziej pomagało we wspinaniu niż przeszkadzało. Opady dnia poprzedniego widać było na szczęście, tylko na krótkich odcinkach drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla desperatów skiturowych – ilość śniegu: w żlebie z Koziej do 5 Stawów ciągłość śniegu prawie do wysokości ok. 1800mnpm; a na północną stronę do Zmarzłego Stawu z kilkoma przerwami, czyli jak ktoś bardzo musi, to coś tam się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potwierdzam urodę samej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMotyka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia z Kominkiem (Studnia Inków)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, Maciek (KKS), Piotrek|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jedna z najgłębszych jaskiń Jury (-55), ostatnie odkrycie o jeszcze nie złych perspektywach. Pierwsza studnia niezbyt obszerna lecz następna o charakterze tatrzańskim (zjazd z przepinkami). Również fajne nacieki. W jaskini spotkaliśmy grupę eksploratorów z KKTJ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnizK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia, Marcin, Romek, Furek (KKTJ), Ania, Szymon, Bartek (KKS), |24 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie celem akcji miało być zaporęczowanie Śnieżnej pod przyszły trawers Litworowa-Śnieżna, ale okazało się, że inna ekipa miała okazję zrobić to wcześniej, w związku z czym, mając do dyspozycji przygotowaną jaskinię podjęto decyzję, że idziemy do Syfonu Dziadka. Pogoda syfiata, całą noc padało, a ja dodatkowo przez pomyłkę wziąłem dwa lewe gumiaki do jaskini. Do otworu wchodzimy przed 11. Po drodze mijamy mnóstwo wody. Pod kątem logistyki osiem osób to zdecydowanie za dużo na taki cel i akcja się przeciąga. Ostatecznie zawracamy dochodząc do okolic III wodospadu i marmitu. Po drodze Furek zmienia niektóre sznurki i robi pomiary Wielkiej Studni i Lodospadu. Na powierzchni jesteśmy wszyscy razem przed 22. W Katowicach jestem po 3 w nocy. Pomimo tego, że cel nie został osiągnięty, to wyszła całkiem syta akcja, szkoda tylko, że pogoda była taka brzydka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tenczynek - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |23 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy jedziemy do jaskini. Cel przemodelowanie Łamignatka i rozpoczęcie prac nad odgruzowaniem studzienki. Chociaż tego dnia obu nam się bardzo nie chce. Dość sprawnie pakujemy się do dziury. Jakoś dziś zaciski nie trzymają, wszystko idzie gładko. Pod Łamignatkiem odpalamy sprzęt. Udaje się przemodelować go tak, że wejście nie stanowi już &lt;br /&gt;
problemu. Wyciągamy kilka mniejszych want. Zaczynamy się rozprawiać z jedną z dwóch większych. Praca idzie bardzo sprawnie. W Łamignatku bardzo silny przewiew. Wychodzimy. Udało się zrobić bardzo dużo. Teraz tylko pozostaje się rozprawić z dużymi wantami i będzie można ruszyć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia Szpatowców|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek |22 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie zamieniło się w spontaniczny wyjazd, tym razem do Jaskini Studnia Szpatowcow. Wraz z Łukaszem wyjechaliśmy o 15:20 w kierunku Kroczyc.  Wyjazd był tak spontaniczny, że z planem i opisem zaznajomiłem się dopiero w samochodzie. Jaskinia jest dobrze oznakowana na mapie, więc z dojazdem i dojściem do jaskini nie było żadnego problemu. Około godziny 17 wiązałem już line do pobliskich drzew, które idealnie rosną na wprost otworu. Zjeżdżając pochylnia w dół znalazłem kotwę w stropie, do której postanowiłem zrobić przypinkę. Chwile później po mojej prawej stronie na ścianie zobaczyłem kolejne kotwy. Chwila zastanowienia czy to ma sens i decyzja - dobra robię kolejna przepinkę. Kolejne kilka metrów w dol i znowu kotwy w ścianie. Wtedy zrozumiałem, że tamta poprzednia była całkowicie niepotrzebna, zaś te punkty muszą posłużyć jako stanowisko do zjazdu na półkę między studniami. Cały czas starałem się zużywać jak najmniej liny nie będąc pewnym czy nam jej wystarczy. Poza tym na kursie wszyscy tłukli mi do głowy - oszczędzaj line. Łukasz, który tez już powoli się zbliżał do mnie zapewniał że liny wystarczy, bo on jej już używał w tej jaskini. Jednak na wszelki wypadek gdy ja czekałem na polce między studniami Lukasz zlikwidował ta jedna pośrednia przepinkę i odzyskawszy trochę liny. Ja w międzyczasie starałem się podziwiać widoki. Sama jaskinia jak na razie mnie nie oczarowała naciekami,ale przynajmniej na ścianach były widoczne resztki kalcytu, które w świetle latarki trochę wyglądały jak szlachetne kamienie. Stojąc na półce i czekając na Łukasza, dostrzegłem że obie studnie są obficie obite z każdej strony kotwami chemicznymi, zwykle po dwie. Gdy Lukasz dołączył do mnie ponownie ruszyłem do przodu, Na horyzoncie pojawiły się kolejne punkty, w stropie nad sama studnia - ponownie uznałem je za dobry pomysł do wykonania przepinki. Moja wyobraźnia podpowiada mi że bez przepinki u góry lina będzie tarła o skały. Jednak gdy już dotarłem nad sama studnie, gdzie znajdowały się już kotwy do ostatniego stanowiska do zjazdu, zrozumiałem że nie było to konieczne. Kolejny raz Lukasz podążając za mną zlikwidował przepinkę. Tym razem jednak nie odzyskaliśmy liny, bo przecież wszędzie juz mocno zaoszczędziliśmy, więc te dwa metry nic nie zmienia. Długo sie nie zastanawiając &amp;quot;popędziłem&amp;quot; powoli w dol studni i jakieś 1,5 metra może 2 metry przed dniem złapałem węzeł w prawą dłoń - zwiastujący koniec liny. Rozbawiony sytuacja chwile się zastanowiłem - i co teraz? Jeżdżę na rolce simple i nie bardzo miałem już miejsca na linie żeby zrobić nawet pół blokadę. Za węzłem było jeszcze trochę liny co umożliwiło mi podpięcie się do crolla, na którym swobodnie sobie zawisłem w celu opracowania dalszego planu działania. Rozejrzałem się wokoło, porobiłem zdjęcia, przez chwile pomyślałem, ze w sumie jakbym rozwiązał węzeł to &amp;quot;na oko&amp;quot; dałbym rade podpiąć się później przyrządami do podchodzenia. Ale czy warto? Zdecydowanie nie.  Po prostu czułem, że to niedobry pomysł. Później Łukasz przypomniał mi że jak wiszę to lina jest naciągnięta, więc jak tylko bym z niej &amp;quot;zeskoczył&amp;quot; to te 1,5 metra od dna mogłyby okazać się nawet 3 metrami - niby to wiedziałem, ale jakoś w tamtym momencie zupełnie o tym nie pomyślałem. To fajna lekcja realnych warunków jakie mogą się wydarzyć. Spokojnym tempem wycofaliśmy się z jaskini. Po chwili rozważań Lukasz uznał, ze poprzednim razem mieli jeszcze jedna line, dlatego tym razem tej nie wystarczyło. Generalnie to uznaje że jaskinia &amp;quot;zaliczona&amp;quot;, a nie postawienie nogi na dnie, akurat w tym wypadku nie oznacza ze czegoś nie widziałem. Informacyjnie mieliśmy line 70m, która nawet po usunięciu jedynej dłuższej przepinki byłaby tak na styk. Jaskinie opuściliśmy po godzinie ok 19:30. Wykorzystując jeszcze wczesna godzinę obejrzeliśmy wejście do jaskini Żabiej oraz zerknęliśmy na chwile do jaskini Sulmow, ktore odwiedzimy prawdopodobnie nastepnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzpatowcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia|Rysiek Widuch, kurs - &amp;lt;u&amp;gt;Michał&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz|18 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabieram się w końcu z dużym opóźnieniem do mojego pierwszego sprawozdania z kursowego wyjścia do jaskini Jaskini Kasprowej Wyżniej i Średniej dla niektórych było to pierwsze wyjście do jaskini w ogóle. &lt;br /&gt;
Akcja zaplanowana była na jeden dzień, z powodu zapowiadanych opadów deszczu nie wiadomo było czy wyjście da się przeprowadzić. W końcu zapada decyzja, jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyjeżdżamy punktualnie o 5,00. Droga do Zakopanego mija bezproblemowo, kwadrans po 7 meldujemy się na parkingu, dreptamy do Kuźnic i jesteśmy po chwili na szlaku. Gwarzymy po drodze,  okazuje się że Rysiek to skarbnica wiedzy o historii taternictwa jaskiniowego i tego się raczej spodziewaliśmy, ale że to po prostu serdeczny i sympatyczny facet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbijamy w lewo ze szlaku na Kasprowy Wierch i podchodzimy pod ściany Zawraciku Kasprowego ścieżka jest wyraźna więc po chwili jesteśmy na miejscu. Przebieramy się  w międzyczasie okazuje się że nie wszyscy zabrali ze sobą drugie śniadanie ale szczęśliwie  z głodu nikt nie umarł.   Jeszcze kawałek podchodzimy do pierwszego otworu i się zaczyna. Michał poręczuje  z pierwszego otworu  a ja z drugiego mijamy się na dole i wychodzimy po przeciwnych stronach. Teraz zjazd z urwiska do podstawy ściany, wysokość robi wrażenie. Zjeżdżam pierwszy mam podczepione wory z linami trochę mi się to majta co utrudnia płynność zjazdu ale po chwili jestem na dole. Po mnie zjeżdża Michał a Rysiek zamyka stawkę. Klarujemy linę i Michał zaczyna poręczować trawers do Kasprowej Średniej. Niespodziewanie pojawia się grupka turystów szukających wejścia do jaskini ale Rysiek spłoszył ich jak orzeł świstaka. Wchodzimy do Średniej przeciskamy się przez niski korytarz, Michał poręczuje zjazd do studni i jesteśmy na dnie, chwilę myszkujemy między skalnymi blokami , wciskamy się w szczelinę ale po chwili kończy się zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż trzeba wracać, Michał wychodzi pierwszy ja deporęczuje i ściągam linę.  W czasie przechodzenia przez wąski korytarz gaśnie mi czołówka, wyciągam zapasową i przeciskam się do wyjścia. Dalej już bez problemów.&lt;br /&gt;
O 14 jesteśmy pod ścianą w punkcie startu. Wracamy po piargach na stromym zboczu, daje nam to w kość , grunt trochę ucieka i łatwo zjechać. Z ulgą wychodzimy na szlak,  schodzimy do Kuźnic  jeszcze tylko powrót zakorkowaną drogą  do Rabki i jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Liczba kursantów na początku wyjścia i na końcu się zgadza więc wyjazd w zasadzie należy  zaliczyć do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaWS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowenia - Alpy Julijskie|Karolina, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|9 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Słowenie chciałam jechać już 10lat temu na Erasmusa, co ze względów formalnych niestety nie udało się, a do tej pory było jakoś nie po drodze. Próbujemy nadrobić zaległości na tym urlopie. Na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w schronisku Blejska koča – podejście z parkingu pół h, dla naszej trójki dogodnie. Z tego miejsca robimy 2 wycieczki - na Lipanski Vrh i Mali Draški Vrh. W obydwu przypadkach łapie nas deszcz, na drugi szczyt nie docieramy. Z tego pasma są piękne widoki na pobliski Triglav – ze względu na chmury podziwiamy szczyty tylko częściowo. Nasza bazą wypadową na resztę wyjazdu będzie kwatera w miejscowości Radovljica. W kolejne dni odwiedzamy:&lt;br /&gt;
* wąwóz Vintgar – piękne, choć bardzo turystyczne i drogie miejsce;&lt;br /&gt;
* Pokljuška soteska – znacznie mniej znany od poprzednika wąwóz, dziki, zakończony tzw. Galerią – drewnianą  półką na skale, którą przechodzi się na drugą stronę wąwozu, na ścieżkę pełną paproci - zdecydowanie polecamy;&lt;br /&gt;
* szczyt Šija (niedaleko Vogel);&lt;br /&gt;
* wąwóz Mostnica – nie tak widokowy jak Vintgar, za to głębszy i też robiący dobre wrażenie;&lt;br /&gt;
* szczyt Hahnkogel / Klek - wychodziliśmy z miejscowości Planina pod Golico; w trakcie tej wycieczki pierwszy raz zmyliły nas mapy.cz i na początku trochę błądziliśmy; na szczęście udało nam się dotrzeć na szczyt. A było warto! Widoki na Triglavski PN jedyne w swoim rodzaju;&lt;br /&gt;
* wodospad Peričnik; rezerwat Zelenci; Lago di Fusine po str.włoskiej – takie widokowe wycieczki na restowy dzień;&lt;br /&gt;
* Jaskinie Szkocjańskie – mniej popularne niż słoweńska J.Postojna, a jednak to te jaskinie są wpisane na Listę UNESCO. W jaskiniach tych znajduje się podziemny kanion rzeki Reka. Jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć będąc tam. Kto nie był, niech poogląda zdjęcia w internecie;&lt;br /&gt;
* Dolinę Rakov Škocjan – brakło nam czasu na J.Postojną, więc zaglądamy do tej dolinki. To niepozorne miejsce najpierw obserwujemy z góry, po czym znajdujemy ścieżkę w dnie doliny, którą można pospacerować wzdłuż rzeki rzeźbiącej różne formy, w tym mosty skalne. &lt;br /&gt;
Na luźniejsze chwile wybieramy się nad jezioro Bohinj – znajdujemy ładny brzeg, gdzie przy pięknych widokach można się popluskać i poobserować pływające ryby. Tydzień urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić ten kraj, zwłaszcza z kilkanaście kg ważącym łobuzem, który ma już swoje zdanie. Mimo tego i kapryśnej, nieco burzowej pogody kraj nas zachwycił. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. &lt;br /&gt;
PS – a my mężu z wyjazdu zapamiętamy dodatkowo złamanego lizaka i poszukiwanie figurek Psiego Patrolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto pojawi się w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dol. Wilczego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od czasu do czasu penetruję beskidzkie parowy i wąwozy (o ile tak je można nazwać). Tym razem sprawdziliśmy Wilczy Potok (odgałęzienie z doliny Leśnicy w jej górnym biegu). Ów potok płynie w głęboko wciętej dolince o stromych zboczach. Po trasie przewrócone drzewa i kilka skalnych prożków. Fajny, dziki zakątek. U góry przedzieramy się przez splątane knieje i wydostajemy się na szlak pod Smrekowcem (835). Przez Jaworzynę schodzimy jeszcze do wodospadu Wyrchmalinki i wracamy leśną dróżką wzdłuż górnego biegu Leśnicy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Le%C5%9Bnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GROT|Tomek Bzdęga, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łuakasz Piskorek|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny Nocek włączył się w pomoc przy przeprowadzeniu miejskiej gry terenowej organizowanej przez młodzież ze Stowarzyszenia Nereusza z Rudy Śląskiej. Pomagamy przy budowie i obsłudze punktów z wyzwaniami linowymi – w tym roku był to transport noszy na wysokości. Wielki szacunek za ogrom pracy włożonej ww przygotowanie całej gry należy się młodzieży ze stowarzyszenia, a naszym klubowiczom Tomkowi, Łukaszowi i Asia, którzy włączyli się w pomoc wielkie podziękowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Rax - Jaskinia Krampusschacht|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB), Karina (niezrzeszona)|16 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rax chyba wszyscy doskonale znają z pięknych dróg wspinaczkowych, ferat no i pod kątem jaskiniowym może jeszcze z jaskini lodowej. Jednak nie to jest celem naszego wyjazdu. Jedziemy sprawdzić jak to w regionie wygląda kwestia Krasu. W Rybniku spotykamy się około 10.00 szybki przepak do jednego samochodu i ruszamy w stronę czeskiej granicy. Przejazd idzie gładko, aż do momentu kiedy zaczynają się problemy z żarówką, co powoduje dwie nie planowane przerwy. Następnie trafiamy kilka korków, co sprawia, że na kamping docieramy dopiero około 17.00. Już wiadomo, że wspin tego dnia nie wypali... Rozbijamy więc namioty, rozdzielamy szpej na dzień następny i przystępujemy do porównania walorów smakowych napojów energetycznych na bazie chmielu produkcji czeskiej vs austryjackie oraz napojów owocowych z domieszką środków dezynfekujących :). W sobotę wstajemy zgodnie z planem o 6.00. Śniadanie pakujemy prowiant i hej przygodo. Dojeżdżamy do wylotu doliny, zabieramy plecaki i do góry. Naszym celem jest jaskinia Krampusschacht, ale po drodze chcemy sprawdzić jeszcze kilka otworów na, które mamy namiary oraz przeprowadzić rekonesans powierzchniowy. Im głębiej wchodzimy w dolinę tym jestem bardziej przekonany, że nie ma opcji - tu muszą być wielkie i głebokie jaskinie. Kras jest wszędzie! Wszędzie widać otwory (niektóre ewidentnie chodzone - prowadzą do nich wydeptane ścieżki). W końcu docieramy pod dolną stację kolejki towarowej zaopatrującej schronisko Habsburghaus na szczycie Grieskogel. Tu kończy się odcinek płasko. Teraz jeszcze chwilka w miarę łagodnego podejścia do końca leśnej drogi i zaczyna się... Prawie 1000 m przewyższenia szlakiem mniej więcej na styl Kobylażowego Żlebu, również miejscami ubezpieczonego stałą asekuracją. Po drodze sprawdzamy kilka otworów na  które mamy namiary - jednak nie znajdujemy nic godnego uwagi (tylko jeden otwór wymagał użycia liny). Za to znajdujemy oporęczowane dojście do do tej pory nie znanego nam otworu - jednak na ten moment nie wchodzimy tam. W końcu docieramy do schroniska. Tu chwila przerwy na klasycznego wursta. Karina zostaje w schronisku z instrukcjami jak postępować gdybyśmy nie dali znaku do określonej godziny alarmowej, a my ruszamy dalej do jaskini. Pod otwór prowadzi wyraźna ścieżka. Niestety tuż po opuszczeniu schroniska dopada nas całkiem solidna zlewa i grad. Po drodze mijamy mnóstwo potencjalnych problemów jaskiniowych. Te dobrze prosperujące oznaczamy. Spodziewamy się, że jaskinia to raczej mała dziurka - coś na wzór naszych jurajskich jaskiń. Widzieliśmy tylko jeden filmik, kilka zdjęć i znaleźliśmy informację, że jaskinia ma 450m długości i niecałe 100m głębokości. O jakie jest nasze zdziwienie gdy po godzinie docieramy pod otwór. Wlot do jaskini to olbrzymi lej krasowy. Jaskinia jest dobrze obita. Chłopaki zjeżdżają przodem ja na końcu. Zachowujemy duże odstępy gdyż jest krucho. Gdy jestem na przepince przy właściwym otworze krzyczy do mnie Dawid, że Bartek przekazał właśnie informację, że skończyła się pierwsza lina 50m i dowiązuje następną. Gdy bezpiecznie mogę zjeżdżać jakie jest moje zdziwienie, że nie jadę typową studnią tylko lodospadem. po kolejnej przepince dojeżdżam do chłopaków w miejscu, gdzie dwa lodospady się łączą, a pod jednym z nich leżą tony śniegu. Na dzień dobry dostaję informację, że jest kiepsko. Nie ma przejścia dalej. Bartek sprawdza wspinaczkowo drugi lodospad jednak nic tam nie znajduje. Ja zerkam w niewielki otwór w którym widać jakąś kontynuację. Niestety jest dość ciasno a przede wszystkim krucho. Płaty wapienia odrywają się od ścian nawet pod delikatnym dotykiem. W końcu Dawid dostrzega możliwość kontynuacji bokiem lodospadu. Dość szybko przekopujemy korek śnieżny i zerkamy co dalej. Jest lufa! Został nam ostatni odcinek liny. Pod lodem drugiego lodospadu dostrzegamy dwa spity. Kamieniem skuwamy lód. Niestety lód jest też w środku. Nie ma jak wkręcić plakietek. Wygląda na to,  że jesteśmy o dobry miesiąc (a może i lepiej za wcześnie). Postanawiamy wycofać się i wrócić tu jesienią, z nadzieją, że uda się przejść dalej. Wyjście idzie dość sprawnie. Na zewnątrz pogoda poprawiła się. Szybkie przebieranki, pakowanie. Postanawiamy wracać skrótem na azymut. Początkowo bardzo przyjemnie żlebami i polankami. Niestety po chwili przedzieramy się już przez gęste i wysokie kosówki, schodzimy kruchymi żlebami. Po drodze znajdujemy jeszcze dwa ciekawe problemy. Ostatecznie po 25 minutach docieramy do szlaku. Czyli jednak opłacało się. Przy szlaku czeka na nas już Karina. I wszyscy razem schodzimy do doliny drogą podejścia. Cała akcja poszła niezwykle sprawnie i udaje się dotrzeć na kamping przed zmrokiem. Następnego dnia postanawiamy nieco odespać. Co ostatecznie przekłada się na zwinięcie namiotów i spakowanie przed godziną 13.00. Nikt za bardzo nie ma już ochoty na jakieś poważniejsze aktywności. Pamiętając o korkach z piątku postanawiamy wracać. Po drodze jeszcze krótka przerwa w Czechach na smażony syr i hranulki. Teraz już tylko przejazd do Polski. W niedziele wieczorem meldujemy się w Rybniku, gdzie kończymy ten rekonesansowy wypad. Do Rax i Krampusschacht na pewno jeszcze w tym roku wrócimy. Na pewno weźmiemy więcej lin i wiecej sprzętu. Teraz wiemy jakie są realia tej jaskini. Widzimy też, że jest w ciągłej eksploracji (pod otworem znajdujemy beczkę z depozytem). Jaskinia i okolica ma na pewno olbrzymi potencjał jaskiniowy. Dosłownie trzeba uważać gdzie się stąpa bo otwory są niemal wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRax&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Stankowski (KKTJ)|17 06 2023}} &lt;br /&gt;
Przebieżka do Ptasiej Sali (w Nowych Partiach Bielskich). Czas w jaskini ok. 8h15m. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo, a na szlakach tylko pojedyncze osoby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - Jaskinie: Koralowa, Wszystkich Świętych, Studnia Zygmunta|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB)|11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miała być ciekawa akcja Tatrzańska, ale prognozowane burze i opady skutecznie nas zniechęciły. Ostatecznie jedziemy na akcję zdjęciowo / filmową w Góry Sokole. Na parkingu spotykamy się po godzinie 11.00 Jako pierwszy cel pada Koralowa. Odwiedzamy cały dół - do końca, zaglądamy w kominki i ciasne korytarzyki następnie wspinamy się na WAR i zjeżdżamy do MGG. Cały czas robimy dużo fot i filmików. Na koniec zaglądamy jeszcze w dolne odnogi, gdzie znajdujemy bardzo ciekawe naciekowo salki. &lt;br /&gt;
Wychodzimy. Chwila przerwy, posiłek i idziemy do jaskini Wszystkich Świętych. Szybki zjazd, następnie przez trawers na mostek Herberta i w dół (tym razem drugą stroną niż poprzednio) do salki Peny. Pstrykamy wiele fot, kręcimy filmy i wracamy. Bartek przechodzi przez BAKK do jaskini Olsztyńskiej. Niestety mnie skutecznie blokuje kombinezon i odpuszczam. Podobnie Dawid. Bartek wychodzi przez Jaskinię Olsztyńską, a My zwijamy liny, szpej i sprzęt foto i wychodzimy przez zlotówkę. W planach była jeszcze Urwista, ale stwierdzamy, że nie ma tam nic ciekawego. Zaglądamy za to do Studni Zygmunta. Wyjazd typowo rekreacyjno &lt;br /&gt;
towarzyski. Dużo zdjęć i filmików. No i stanowiliśmy niezłą atrakcję turystyczną dla licznych tego dnia turystów, którzy odwiedzili rezerwat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskiGS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Biała Dziupla|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Piotr Strzelecki|15 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie wykorzystaliśmy na drobną akcje jaskiniowa. O 14:30 wraz z Emilem wyjechaliśmy z Zabrza i na 16.00 byliśmy już na parkingu przy Łabajowej. Kilka chwil później zjawił się Piotrek z Estera i ich nowo narodzonym przyszłym grotołazem. &lt;br /&gt;
W czasie gdy Estera spacerowała z wózkiem po okolicy, nasza trójka wybrała się na poszukiwania otworu do jaskini Biała Dziupla. Chwile to trwało, bo w okolicy jest sporo podobnych skał. Na szczęście tylko jedna charakterystyczna z okrągłym otworem w ścianie skalnej zlokalizowanym kilkadziesiąt centymetrów od poziomu ziemi. Zwierzęca czaszka wisząca na pobliskim drzewie nie była przypadkowa. 😀&lt;br /&gt;
We trójkę na kolanach rozpoczęliśmy usuwanie kamieni i gałęzi ze sztucznie przysypanego otworu wejściowego. Gdy tylko udało się uzyskać wystarczający prześwit, Emil wslizgnal sie w zacisk wejściowy zabierając ze sobą wór z lina, ktora wczesniej przymocowałem do pobliskiego drzewa. W ślad za Emilem poszedłem ja i Piotrek. Jak się okazało oba zaciski na wejściu zacisk wcale nie są wąskie. Żwawo pełzając na plecach, byłem w stanie lewą dłonią ciągnąc wór, a prawa nagrywać siebie kamera GoPro. Mój uśmiech od ucha do ucha na nagraniu jest dowodem na to jak wielka frajdę mi to sprawilo. Gdy już wygramoliłem się z tych delikatnych przewezen dotarłem do większej sali, gdzie Piotrek i Emil już zaporeczowali linę do zjazdu. W tej sali zapiąłem się już szantem do liny bo zrobilo sie bardziej stromo, poza tym ściany pokryte mlekiem wapiennym zachęcały do robienia zdjęć, więc nie mogłem polegać tylko na samych nogach. Sprawnie zjechaliśmy na dno jaskini, po drodze pokonując jeszcze jedna przepinkę. Jaskinia jest dobrze okuta, użyliśmy jednej liny 60 m, która w zupełności wystarczyła od drzewa aż po dno jaskini. Droga powrotna również odbyła sie sprawnie. Przed godziną 19 byliśmy już na zewnątrz. Piotrek szybko się zebrał dołączając do Estery, tymczasem my z Emilem trochę się jeszcze kręciliśmy po okolicy. Nie udalo nam sie zlokalizowac jaskinii na Tomaszowkach, ale zwiedziliśmy Łabajowa zostawiając sobie zjazd na kolejna wyprawę w środku tygodnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LITWA: spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Kołodziej|08 - 11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłyśmy razem z Bożeną na spływie kajakowym na Litwie. Trasa: Zopsia (rzeka) jezioro Wiejsiejai, Jezdas,  Kapciamestis (Kopciowo), Volskai, Baltoj Ančia (rzeka Biała Hańcza) jezioro Ančia (Hańcza). Przepłynęliśmy ok.60 km, średnio 15 km/ dzień.  Okolica przepiękna, przyroda cudna i prawie brak turystów. I jeszcze pogoda dopisała. Polecam gorąco. P.s. w miasteczku(?) Kapciamestis jest grób, muzeum i pomnik Emilii Plater&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - skała Biblioteka|Ryszard Widuch, Asia i Łukasz Piskorek, kursanci:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz Pawlik; jeden pies|08 06 2023}} &lt;br /&gt;
Pierwszy kursowy wyjazd na skałki, a zarazem szkolenie z technik linowych. Choć wcześniejszcze prognozy mówiły o obfitych opadach deszczu, wszystko się wyklarowało - i przez całą akcję było bezchmurnie.&lt;br /&gt;
Zaczynamy z Asią i Łukaszem - od góry - poręczujemy liny. Po szybkim przypomnieniu przepinek, Rysiu Pokazuje nam podstawy ratowictwa - co chwilę później trenujemy na linie.&lt;br /&gt;
Przed nami (kursantami) jeszcze sporo nauki - ale wszystko idzie w dobrą stronę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLINEZJA FRANCUSKA: wypad na antypody|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|20 05 - 06 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu był głównie wypoczynek, lecz ostatecznie było każdego dnia dosyć aktywnie. Po przylocie na Tahiti jeszcze tego samego dnia płyniemy z Papeete promem na oddaloną ok 15 km dużo mniejszą wyspę Moorea. Tam spędzamy następne 4 dni, zwiedzając główne atrakcje, objeżdżamy wyspę wynajetym skuterem. Jednego dnia decydujemy się na próbę zdobycia szczytu Rotui (899 m n.p.m, deniwelacja 899 m). Niestety, upał ponad 40 stopni krzyżuje nasze plany. Podczas pierwszych 2 godzin podejścia wykorzystujemy prawie cały zapas wody (po ok 3,5 litra na osobę) a nawet nie dotarliśmy do połowy drogi na szczyt. Po drodze zaliczam dość groźny upadek z grani (zarwała sie pode mną ziemia, na szczęscie szlak pozostaje jako tako możliwy do pokonania dla innych).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Góry na Polinezji Francuskiej okazały się gorące, niedostepne, piekne i dzikie. Poruszanie sie po tych obszarach wymaga dobrego przygotowania, odpornosci na piekielne upały, mądrej logistyki. Jest to zupełnie inna przygoda niż wędrowanie i zdobywanie szczytów w umiarkowanych szerokościach geograficznych. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Innego dnia, idę na trekking na Coconut Pass, gdzie przedzieram się przez dżunglę zatartym szlakiem, ale docieram do celu i w nagrodę dostaję piękny widok na oba przeciwległe krańce wyspy. Po Moorei samolotem  udajemy się na inną wyspę archipelagu Wysp Towarzystwa - Raiatea. To dosć spora wyspa, lecz stosunkowo mało zaludnona i niezbyt oblegana przez turystów, co sprawia ze jest tam troche inna atmosfera, a jednocześnie jest ciekawie. Objeżdzamy wyspę dookoła i robimy kilka krótkich trekkingów do szandarowych miejsc na wyspie. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Taputapuatea - stanowiska archeologiczne i miejsca kultu Polinezyjczyków. Z Raiatei przenosimy się na pobliski atol Bora-Bora. Spędzamy tam tylko 2 dni, ale dochodzimy do wniosku, że można tam bardzo aktywnie spędzic czas. Wyspa reklamowana w katalogach biur podróży, jako miejsce luksusowych wakacji okazała się dla nas miejscami dzika, wcale nie przepełniona przemysłem turystycznym  i bardzo ciekawa przyrodniczo. Atol oferuje też wiele możliwosci uprawiania sportów. Ostatnich pare dni spędzamy na Tahiti, gdzie wypożyczamy samochód i zwiedzamy co się da, wliczając treking na Tahiti-Iti i bardzo ciekawe narodowe muzeum Polinezji Francuskiej w Puna Auia (Muzeum Tahiti i Wysp) w poblizu Papeete. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Zwiedzilismy tylko jeden z archipelagów Polinezji Francuskiej (Wyspy Towarzystwa), ale juz sam ten obszar wydał się nam niezwykle ciekawy, bogaty po d wzgledem geologicznym, ciekawy kulturowo i zachwycajacy pod wzgeldem roslinności mimo iz tylko stosunkowo niewielka cześć to roślinność endemiczna&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
Tradycją się stało, że wizytując teściów, podbiegam na najwyższy szczyt w okolicy, czyli Leskowiec. Tym razem bez śniegu i błota, co od razu było widać po wyniku, bo poprawiłem go o ponad 15 min. od ostatniego biegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainspirowani akcją naszych klubowych kolegów z przed kilku dni udajemy się do tej pięknej jaskini. Wszystko co napisał Daniel jest autentyczne. 14 m zjazdu i zaczarowany, podziemny świat. Również otoczenie jaskini jest wspaniałe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepsc-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Michał Przybycień, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Balcer&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Mateusz Golicz|03 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwsza wyprawa uczestników kursu na taternika jaskiniowego rocznik 2023/24 miała miejsce 3. czerwca 2023, a jej celem była Jaskinia Czarna. &lt;br /&gt;
Z czterech kursantów wybrał się Michał wraz z Mateuszem, pod okiem instruktora Mateusza i asyście Oli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjścia miały miejsce przed wykładem kursowym 3 dni wcześniej. &lt;br /&gt;
Celem wyjścia było odwiedzenie Partii Techuby oraz wyjście z jaskini otworem do którego prowadzą Partie III komina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowane wyjście z Kir było opóźnione tylko o 15 minut i było to jedyne odstępstwo od przyjętego planu akcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze Doliną Kościeliską kursanci byli przepytywani z ogólnej wiedzy o Tatrach oraz szkoleni przez Mateusza w topografii doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jaskini, do którego grupa dotarła bez problemu, doszło do spotkania z inną wyprawą klubową do Czarnej - Damiana oraz Łukasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie zjazdu z głównego otworu jak poręczowanie trawersu i zejścia z progu poniżej wejścia przypadło kursantowi Mateuszowi. &lt;br /&gt;
Następny trawers i przygotowanie wejścia do Techub przygotował Michał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Techubach kursanci samodzielnie prowadzili drogę do &amp;quot;Sali pod Głazem&amp;quot;, korzystając z opisu oraz planu odwiedzając po drodze &amp;quot;Syfon Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Jeziorko Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Salę Taty Winiarskiego&amp;quot; oraz &amp;quot;Salę pod białą płytą&amp;quot;. &lt;br /&gt;
Następnie Mateusz wraz z Olą prowadzili szkolenie z przemieszczania się różnymi technikami wewnątrz korytarzy. &lt;br /&gt;
Był też czas na wykład o tworzeniu się jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjściem z Techub, po około 4 godzinach akcji w jaskini grupa miała przerwę na jedzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga prowadziła w stronę głównego wejścia do jaskini, po drodze ściągaliśmy zaporęczowane przejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z umową, w przypadku dobrego czasu akcji, przejście przez Partie III komina poprowadził instruktor Mateusz. &lt;br /&gt;
Było to pierwsze wejście w te partie jaskini naszej czwórki. &lt;br /&gt;
Całość przejścia kończył 28 metrowy zjazd z drugiego otworu Czarnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem pod otworem jaskini dotarliśmy o godzinie 18:15, a cała akcja zakończyła się ściągnięciem liny ze zjazdu głównego otworu o godzinie 18:50.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z udanej akcji, pięknej pogody i małej ilości turystów w Tatrach, grupa wróciła do pensjonatu Willa Pisana o godzinie 20:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję zakończyliśmy kolacją w okolicznej gospodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Instruktor Mateusz wraz z Olą wybrali się na akcję do jeszcze jednej jaskini, &lt;br /&gt;
natomiast kursanci Mateusz i Michał wyszli na eksplorację Jaskini Mylnej, w której odwiedzili partie jaskini poza szlakiem turystycznym i wyszli z jaskini drugim otworem. &lt;br /&gt;
W drodze do samochodu przeszli także żółtym szlakiem przez Wąwóz Kraków przechodząc przez Smoczą Jamę. &lt;br /&gt;
O godzinie 14:00 wyruszyli oni w drogę do Katowic i zakończyli kursowy weekend w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: Damian uzupełnisz? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrowaliśmy partie pod Salą Łukową. Tym razem nie udało się znaleźć przejścia do Techub (na starość pamięć siada). Przed jaskinią spotkaliśmy ekipę Mateusz Golicza, który wybierał się do Techub (pewno będzie opis). W Tatrach cudowna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek + pies|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny atakujemy Rzędkowice. Jedziemy w tygodniu, po pracy, w nadziei, że będzie trochę mniej ludzi. Dojeżdżamy po godzinie  14 i okazuje się, że drogi na Turni Kursantów, na które mieliśmy chrapkę są obwieszone linami. Wybieramy nasz plan B i idziemy na Dziurawą Turnie. Strzał w dziesiątkę! Jest w cieniu, więc upał nam nie straszny i jest na uboczu więc nie martwimy się, że pies będzie kogoś zaczepiał. Po zrobieniu kilku dróg, przenosimy się na pustą już Turnie Kursantów i wspinamy kilka dróg. Skały po południu opustoszałe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak`|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zrobienia sobie prezentu na dzień dziecka wybraliśmy się z Emilem w czwartek na poszukiwanie jaskini nazwanej „przepaść”. Współrzędne nie do końca były pewne, wiec istniało pewne ryzyko ze będziemy błądzić po lesie w poszukiwaniu otworu lub nawet go w ogóle nie znajdziemy. O samej jaskini tez wiele nie wiedzieliśmy poza filmem na YouTube. Nic więcej nie da się znaleźć, bo jaskinia nie jest dostępna w rejestrach. Zabraliśmy ze sobą to co wydawało się nam niezbędne i o 14:30 wyjechaliśmy z Zabrza w kierunku wyżyny krakowsko częstochowskiej. Samochód zaparkowaliśmy najbliżej jak się dało - na jakiejś leśnej bocznej drodze. Było przed 16. Od samego początku zakładaliśmy ze poszukiwania otworu jaskini zajmą nam sporo czasu, a ponieważ było powyżej 25 stopni Celsjusza i pełne słońce, postanowiliśmy nie przebierać się i wpierw rozpocząć poszukiwania. Jak się jednak okazało współrzędne były bardzo trafne, a pod otworem byliśmy już po około 15 minutach.&lt;br /&gt;
Wróciliśmy do samochodu po ciuchy i sprzęt bez zwłoki zabrałem się za poreczowanie do zjazdu.&lt;br /&gt;
Układ drzew idealnie ułatwił przygotowanie stanowiska. Wjazd do jaskini ma charakter zapadliny do szczeliny skalnej, po jakichś 5 metrach zwęża się, a po obu stronach znajdują się przykręcone plakietki przygotowane pod przepinke w stanowisko Y.&lt;br /&gt;
Na cały zjazd powinna wystarczyć lina 30m. I co tu dalej pisać… zdjęcia nawet w połowie nie oddają piękna jaskini, trójwymiarowości i kolorystyki nacieków. Przez 2,5h chodziliśmy po piaszczystym dnie jaskini zachwycając się jej pięknem i robiąc setki zdjęć. Wszystkie formacje skalne i nacieki które widziałem tylko na zdjęciach tam właśnie były, rzeczywiste. Nawet już nie pamiętam ich nazw. Jaskinie przecina żyła kryształu, a na jej dnie można napotkać odłamki kryształu o rożnej wielkości. Przed 20 byliśmy już na powierzchni, w dalszym ciągu oszołomieni tym co widzieliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś zastanawia się po co chodzić po jaskiniach to właśnie tam znajdzie odpowiedz. Po prostu wow!&lt;br /&gt;
Następnego dnia i ja i Emil mieliśmy po kleszczu - poszukiwania jaskini w krótkich spodenkach to nie jest dobry pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepasc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Łukasz Mazurek, Adam (niez.) + pies|28 05 2023}} &lt;br /&gt;
Jedziemy w skały świadomi, że wybieramy dość popularny i oblegany rejon. Jednak mamy tam upatrzone skałki, z którymi chcemy się bliżej zapoznać. Na początek idziemy na skałę Zegarową. W międzyczasie dojeżdżają Adam i po nim Łukasz M. z drugą liną, dzięki czemu możemy się podzielić na dwa zespoły. Po zrobieniu kilku dróg postanawiamy zmienić klimat i przechodzimy na Turnię Kursantów, gdzie robimy jedną drogę (niejako w zastępstwie zajętych sąsiednich dróg, na jakie mieliśmy bardziej chrapkę). Zbliżała się pora wyjazdu (urodziny u rodziny), więc nie mieliśmy jak czekać na naszą kolej. Ci którym doskwierał niedosyt (ja i Adam) poszli zrobić jeszcze ostatnią drogę na sąsiedniej Zadniej Turni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice_wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kłodnicy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 10 innych osób|28 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W idealnej pogodzie przejechaliśmy rowerami dolinę Kłodnicy, na której stanowi ona południową granicę naszego miasta. Jest tu kilka niesamowicie pięknych zakątków do których prowadzą nikłe ścieżki. Rzeka na tym odcinku dość czysta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.6943249889022847&amp;amp;type=3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|26 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy wracamy do Tenczynka. Tym razem uzbrojeni w ciężki sprzęt. Tym razem z jednym worem i liną do jego wyciągania udajemy się pod otwór. Wiemy co nas czeka więc bez zbędnego gadania wchodzimy do dziury. Droga w dół idzie całkiem sprawnie, choć przed ostatnim zaciskiem poważnie się zastanawiam, czy aby na pewno chcę tam wchodzić. Jednak juz po chwili obaj stoimy w &amp;quot;Y&amp;quot;. Bartek wchodzi na przodek z ciężkim sprzętem, aby rozprawić się z ostatnią wantą blokującą nam dalszą drogę. Ja natomiast rozglądam się  po drugiej odnodze &amp;quot;Y&amp;quot; i znajduję kolejny potencjalny problem. W międzyczasie Bartkowi udaje się rozkruszyć wantę i udrożnić dalszą drogę. Niestety przed samą salką (a tak na prawdę studzienką) ze ściany wystają dwie wypustki, które skutecznie uniemożliwiają wejście nad studzienkę. udaje się je nieco przemodelować. Po kilku próbach wykonywanych na zmianę Bartek jako pierwszy przedostaje się nad studzienkę, a korytarzyk dostaje wdzięczną nazwę &amp;quot;Łamignatek&amp;quot; - oddający jego charakter. Udaje się zrzucić trochę luźnego materiału ze stropu nad studzienką (istnieje szansa, że ma ona &lt;br /&gt;
kontynuację w górę). Na pewno idzie w dół. Ile? Tego jeszcze nie wiemy. Trzeba usunąć kilka małych want. Niestety to już nie podczas tego wyjazdu. Pakujemy sprzęt i do góry. Pierwszy idzie Bartek. Następnie wór który klinuje się co chwilę więc muszę iść bezpośrednio za nim i bez przerwy go odklinowywać. Wyjście nie idzie nam dobrze. Obaj walczymy w zaciskach jak nigdy. Jest ślisko i nie ma się jak wygodnie zaprzeć. Po drodze Bartek wśród leżących kamieni znajduje kilka ciekawych amonitów. &lt;br /&gt;
Następny wyjazd powinien przynieść kolejne metry i bez wątpienia pogłębimy jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wszystkich Świętych i System Jaskiń Olsztyńskich |&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|25 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
25 Maja w czwartek po pracy wybraliśmy się wraz z Łukaszem do Jaskini Wszystkich Świętych z zamiarem przejścia przez cały system Jaskiń Olsztyńskich. O godzinie 16:20 dojechaliśmy na parking Sokole Góry, gdzie przebraliśmy się w kombinezony i wraz z niezbędnym sprzętem jaskiniowym wyruszyliśmy pod otwór. Na miejsce dostaliśmy bez większych problemów. Po pierwsze dlatego, że jaskinia jest dobrze oznaczona na mapie, a po drugie dlatego ze nieopodal znajduje się otwór jaskini Koralowej, w której miałem okazje być na „rozgrzewce przed prawdziwymi jaskiniami” – tak to mniej więcej wtedy powiedział Mateusz. Samo miejsce zapamiętałem tez bardzo dobrze, bo skręciłem sobie wtedy kolano. Była godzina 17:00, a my staliśmy gotowi pod otworem. Poręczowaniem studni wejściowej zajął się Lukasz, po drodze była tylko jedna przepinka, więc zjazd poszedł ekspresowo. Był czas na zdjęcia i konstruktywna krytykę kiepskich opisów jaskiń jurajskich. Na zjazd zużyliśmy cala linę 20m. Będąc na dnie Studni Warszawskiej poszliśmy w lewo w kierunku Mostu Herberta. Zgodnie z opisem przejście do mostu odbywa się trawersem. Pierwsza kotwa znajduje się tuz przez wąskim przesmykiem, zaraz za którym znajduje się studnia. Wciśnięty w zacisk w dość niewygodnej pozycji, z nogami zwisającymi do studni próbowałem rozpracować najbezpieczniejszy sposób dostania się do kolejnego punktu trawersu, który chociaż był w zasięgu wzroku to jednak oddalony o jakieś 3 metry. Niby nic takiego, bo szata naciekowa idealna do wspinania, ale ja leżałem w poziomie nogami do przodu, więc, żeby mieć swobodne ręce musiałem wyjść całkiem w stronę studni. Po lewej ortogonalnie stronie tuz przy krawędzi znajduje się idealna formacja skalna do zaczepienia taśmy, a w moim worze zupełnym nie przypadkiem znajdowała się taśma idealnej długości, której jeszcze nie oddałem Ryśkowi z poprzedniej wyprawy (spokojnie oddam 😊). Raz dwa i zrobiłem sobie dodatkowy punkt, na którym swobodnie sobie zawisłem planując dalsze ruchy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się ze wejście w szczelinę głowa do przodu, a nie tyłem, dałoby mi więcej swobody ruchu i nie byłoby potrzeby robienia tego dodatkowego punktu. Po drodze na trawersie były jeszcze dwa punkty, ale bez problemu sobie z nimi poradziliśmy. W tej części jaskini droga jest tylko jedna, więc zaraz później zaporęczowałem zjazd w ostatniej studni aż do Sali Peny. Na dole zrobiliśmy kilka ciekawych zdjęć, bo nacieki na ścianach były bardzo fotogeniczne. Wtedy tez zwróciłem uwagę ze lewa cześć Sali Peny jest tak naprawdę dnem studni pod trawersem, który przechodziliśmy. Wiec teraz nazwa most, nabrała sensu. Sama sala nie jest duża, więc po chwili zebraliśmy się w drogę powrotna. Sprawnie wróciliśmy na dno Studni Warszawskiej z zamiarem przejścia do jaskini Olsztynskiej poprzez BAKK. Wiedzieliśmy ze będziemy się przeciskać, więc ściągnęliśmy z siebie cały sprzęt, wraz z uprzężą. Nie za wiele się zastanawiając na ochotnika próbowałem wcisnąć się w najbardziej oczywisty zacisk jaki widziałem po prawej stronie i za namowa Łukasza wpierw wciskałem nogi, a przynajmniej próbowałem. Niewiele czasu potrzebowałem by powiedzieć ze moje nogi tak się nie wygna. Rzeczywiście wyczuwałem ze zacisk mocno skręca w lewo i nie uśmiechało mi się brnąc dalej w tym kierunku. Zaproponowałem Łukaszowi, że jak on się wciśnie to ja pójdę za nim. Wiec zamieniliśmy się rolami i Lukasz chwile później tez poległ w tej samej pozycji.  Zniechęceni wzięliśmy plan jaskini do ręki i jak tylko odczytaliśmy z niego, że są też dwie ślepe szczeliny zaczęliśmy się rozglądać w około i w mgnieniu oka znaleźliśmy dużo przyjemniejsza szczelina skalna, tym razem bardziej pionowa niż pozioma. Ponownie bez zastanowienia zanurkowałem w nią bokiem i nogami do przodu. Jak już byłem w środku tej małej komory to zrozumiałem, że to była ta ślepa droga. Wyjęcie było już odrobinę mniej przyjemne, ale dla kogoś moich wymiarów obyło się bez problemów. Ponownie otworzyliśmy plan i szukaliśmy innego przejścia. Jednak wszystko wskazywało, że nasz pierwszy wybór był tym prawidłowym. Ponowiłem próbę tym razem na brzuchu i głowa do przodu. W ten sposób chciałem sobie przynajmniej zobaczyć czy ten tunel prowadzi gdzieś, czy też się kończy. To był strzał w dziesiątkę, potwierdziłem nie tylko, że to jest prawidłowa droga, ale również to ze nie chce nią iść. Pal licho ze szczelina jest bardzo wąska, bo to nie problem dla mnie. Ale to za pierwszym zakrętem w lewo znajdował się zakręt w prawo, a za nim już nic nie było widać, budziło mój nieukrywany niepokój. Oznajmiłem moje obawy Łukaszowi i ponownie zaproponowałem, że jak on przyjdzie i powie, że tam na końcu rzeczywiście jest sala, to pójdę bez wahania. Po kilku próbach Lukasz również się poddał. Wpadliśmy jednak na pomysł że zaatakujemy ten zacisk od drugiej strony. Ponownie ubraliśmy uprząż i opuściliśmy jaskinie Wszystkich Świętych, spakowaliśmy liny do worów i powierzchnia przeszliśmy do Jaskini Olsztyńskiej. Ponownie bez uprzęży w samych kombinezonach zaatakowaliśmy zaciski biegnące w stronę BAKKu, tym razem od jaskini Olsztyńskiej. W pozycji czołgającej się dżdżownicy przemierzaliśmy zaciski, które były dużo obszerniejsze, miejscami wielkości warszawskich kawalerek na wynajem. Spokojnie mogłem manewrować rękami a miejscami nawet odwrócić się. Ostatnia sala już za BAKK, a przed tym naszym nieszczęsnym zaciskiem okazała się bardzo ładna, zrobiłem tam sporo zdjęć i kilka filmów. Bez namysłu wcisnąłem się dalej w ten nieszczęsny zacisk i udało się, jakoś czołgając się od tej strony wydawał się znacznie łatwiejszy. Może też świadomość tego, że już wiem co jest po drugiej stronie, spowodowała że zacisk został pokonany. Lukasz nie chcąc pozostawać w tyle również pokonał zacisk. Z poczuciem w pełni zwiedzonej jaskini wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWszSw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Jeseniki - Bikepacking. Wokół Pradziada|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 - 21 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co poszło tak lub nie tak w Jesenikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeseniki idealna miejscówka na wyprawę rowerową. Odległość z domu to 140 km około 2 godziny i prawie całość autostradą. Startuje z miejscowości Zlate Hory w kierunku wodnej elektrowni Dlouhe strane. Pierwsze kilometry z 99 przejechałem asfaltem potem były wspaniałe leśne szutry. Objerzdzając Pradziada kończę dzień w luksusowej darmowej chatce górskiej. Czesi  zbudowali tą chatkę z rozmachem nie bawią się w drobne brak tylko klimatyzacji. Następnego dnia załapuje się na single track w Kouty nad Desnou, brakuje trochę rozmachu jak w BB, ale i tak zjazd fajny. Kolejne kilometry to nie kończące się podjazdy a że nóżka zapodała to po południu melduje się pod autem. 71 km kolarstwa romantycznego szybko się kończy i o godzinie 18 jestem w domu. Całość trasy wyniosła 170 km. W dwa dni 3750m podjazdów, kręcenia młynków i wypychów ;). Rejon ma ogromny potencjał, można eksplorować dowoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i co z tymi Jesenikami? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacyjnie wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Sprzęt dopicowany (sprawdzony), jedzenie wyliczone, kartusz z gazem zważony, miejscówka na nocleg - genialna, pogoda ideał nawet wiatr miał być w plecy, godziny poświęcone na GPX, ślad wgrany do telefonu, sprzęt odlekczony. Jedna rzecz do poprawki. H2O, dwa litry w bidonach to za mało na dwa dni (no nie ma siły braknie). W sobotę na noclegu ratowałem się źródełkiem. Ale niedziela to tak jak u nas potraviny zaverno. Dopiero przed Jesenikami benzínka z Kofolą pomagają dojechać do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPradziad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Konrad (TKG VERTICAL)|21 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym niedzielnym rankiem wybieramy się do jaskini - w wyższych partiach Tatr wciąż warunki mocno zimowe, a więc pada na Jurę. Spotykamy się w Rodakach i idziemy do jaskini Rysiej, powalczyć z ciasnotami. Wlotówkę poręczuje Łukasz. Dość sprawnie docieramy na dół. Najpierw idziemy zwiedzić Partie Kominkowe. Później powrót i po chwili meldujemy się w Katedrze. Następnie idziemy do Salki Pod Blokiem i dalej do Prasy. Konrad sprawnie wspina prasę i Poręczuje drugą studnię. Gdy jesteśmy na &lt;br /&gt;
dole najpierw udajemy się do Szczeliny Naj, następnie dołem udajemy się do Mlecznego Korytarza. Wracamy na prożek zwijamy linę i dalej w górę  Drugiej studni. Po chwili jesteśmy nad prasą. Zakładamy zjazazd i dalej wracamy znaną nam już drogą. Na I szą studnię jako pierwszy wchodzi Konrad - który stacza nierówną walkę z Zaciskiem wlotowym i spadającymi stopkami (oj jak ja dobrze znam ten ból z mojego poprzedniego wyjścia do tej jaskini). Gdy Konrad pokonuje zacisk ruszam za nim zciągając za &lt;br /&gt;
sobą  linę. Tym razem zacisk przechodzę bez żadnego bulu. Cała akcja zajmuje nam 5h. I nie ukrywamy, że jurajskie ciasnoty dały nam w kość. Teraz tylko wyczyścić kombinezony i szpej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bochnia/Nowy Wiśnicz - spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|Jerzy Ganszer (SBB) + 27 osób z SBB i innych klubów, z RKG - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach spotkania m. in. zwiedziliśmy bardzo ciekawą kopalnię soli w Bochni a później miłe spotkanie w fajnym miejscu za Nowym Wiśniczem. Szersza relacja na stronie SBB: https://speleobielsko.pl/sprawozdania/item/5874-2023-05-20-21-xxxiii-wyjazd-dla-weteranow-taternictwa-jaskiniowego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ryczów - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (niez.) + pies|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd na wspin - dla części pierwszy w tym sezonie, dla częśći pierwszy w ogóle :) Jeszcze kilka minut przed przyjazdem Adama, ciągle zastanawiamy się, gdzie jechać w skały. Szukamy miejsca z drogami mało obleganymi, tak żeby można mieć oko na psa i nie martwić się, że komuś będzie przeszkadzał i żeby Adam bez skrępowania mógł zrobić swoje pierwsze skałkowe drogi. Decydujemy się na Straszykowe Skały. Przez cały dzień robimy różne drogi na skale Weselnej i Skrzyni, w międzyczasie ćwicząc różne techniki linowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStraszykoweSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Mł. Stożek|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieganie po górach traktuję czasem jako trening kondycyjny a nie zajęcie samo w sobie. Będąc w Dziechcince na imprezie badmintonistów wykorzystuję okazję do marszobiegu na niedaleki Mł. Stożek (837). Razem z Teresą wybieramy się na wieczorną, intensywną wycieczkę. Zawsze przy okazji takich &amp;quot;biegów&amp;quot; nasuwają mi się następujące uwagi: podbieg po bardziej stromym terenie jest zupełnie nieekonomiczny. Efekt niewspółmierny do wysiłku. Lepiej szybko podchodzić płaskim krokiem. Wykorzystywać do biegu należy odcinki w miarę płaskie lub o nie wielkim nachyleniu. Na &amp;quot;odrabianie&amp;quot; dystansu przy zbieganiu na pewno należy wykorzystać bardziej połogie zbocza. Na stromych strasznie cierpią kolana. Wg mnie lepiej szybko schodzić bo też trzeba zważać na kamienie a o kontuzję nie trudno. Tak czy tak wysiłek jest gigantyczny i dobrze, że nie muszę startować w zawodach tego typu. Zrobiliśmy 12 km i 400 m przewyższenia. Czas ok 1,5 h lecz czekając na Teresę (nie miała odpowiednich butów) truchtałem w miejscu lub się cofałem by zachować rytm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/MlStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MALTA: wspin i mtb|Paweł, Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 18 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Archipelag Malty leży niemal w środku Morza Śródziemnego i jest najdalej na południe wysuniętym państwem Europy. W jego skład wchodzi kilka większych wysp, w tym Malta i Gozo są największe. Zwłaszcza ta druga wyspa jest bardzo ciekawa ze względu na jej walory krajobrazowe ale także zabytki i ogólnie charakter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie krótkiego wypadu do tego kraju wstrzeliliśmy się w znakomitą pogodę i zrealizowaliśmy postawione cele. W pierwszy dzień rowerami górskimi z wypożyczalni z Marsalfoln (nawet mają tam dobre rowery górskie) przejechaliśmy wyspę Gozo. Obrany przez nas trakt był niesamowicie atrakcyjny. Wiódł przez skamieniałe plaże, po wysokich, urwistych klifach, przez ospałe mieścinki pełne zabytkowych budowli, opuncjowe pola i obok klifowych jaskiń. Szlak miejscami trudny technicznie z fajnymi downhillami po kamienistych zboczach oraz stromymi podjazdami. Mało asfaltu a jak już to mało uczęszczanymi drogami. 36 km i 800 m przewyższenia zajmuje nam ponad pół dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień przenieśliśmy się na południe Malty (&amp;quot;bazę&amp;quot; mieliśmy w Bugriba) do wąwozu w pobliżu Blue Grotto. Tu jest sporo obitych jedno wyciągowych dróg wspinaczkowych. Robimy 5 dróg z zakresu 5a do 5c. Paweł po półrocznej rehabilitacji (złamana noga na ściance wspinaczkowej)bardzo fajnie wszedł w wspin prowadząc wszystkie drogi. Skała dość chropowata, drogi długie. Bardzo fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz tego w wolnych chwilach spenetrowaliśmy tajemnicze katakumby w pobliżu naszej kwatery. Ani jednej zmarnowanej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Malta &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1keBbe2fn0C3PZXk8XkyXbv8mSvyjj66X/view?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 47-lecia klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Barbara Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek, Ania, Agnieszka, Piotr, Tomek, Artur (wszyscy z dziećmi i żonami), Wojtek Orszulik z żoną i dzieckiem, Łukasz Mazurek, Bartek (SBB), Damian i Teresa Szołtysik z synami, oraz sporo znajomych |12 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy do Piaseczna przyjechał z Klubu RKG NOCEK Łukasz Mazurek z kolegą Bartkiem z SBB. Następni byliśmy my, tzn. Basia i Tadek. Chłopaki na nas z niecierpliwością czekali, żeby iść do jaskini Wielkanocnej i Piaskowej/Bluszczowej. Gdy oni penetrowani podziemnie czeluście, na powierzchni zjeżdżała się ekipa z RODU SZMATŁOCHÓW I PRZYJACIELE. Gdy namioty już stały wokół ogniska zaczęła się zbierać brać świętująca 47 rok powstania naszego klubu. Wybrzmiewały pieśni powstałe kiedyś w naszym klubie, które tylko Tadek pamięta i inne ogniskowe piosenki śpiewane przez wszystkich, którzy je znali i same nasuwały się na usta. Były wspomnienia niesamowitych w naszym klubie przejść jaskiniowych, których do teraz jeszcze nikt nie powtórzył w naszym klubie. Przeglądanie zdjęć i biuletynów wydawanych niegdyś w klubie. Kiedyś się ludziom chciało spotykać w realu i coś wspólnie tworzyć. W końcu przed północą dotarła Agnieszka z rodzinką, która stała w korku około 5 godzin bo był śmiertelny wypadek. Policja w naszym kraju jest tak bezsilna i tępa, że nie mogła pomyśleć w jaki sposób rozwiązać ten niekończący się korek, który uwięził tysiące aut. Agnieszka wziąwszy na ręce płaczącą w wniebogłosy Tosię poszła na spacer wzdłuż autostrady,  zobaczyła bramę, spróbowała ją otworzyć i udało się, weszła do auta i korytarzem życia wycofała się do bramy i wyjechała. Co odważniejsi i zdesperowani kierowcy ruszyli za nią. Teraz już byliśmy w komplecie. Mogliśmy się razem cieszyć przy ognisku. Gdy robiło się już bardzo chłodno, to powoli ludzie zaczęli się chować do swoich śpiworków. Rano pierwsi wstali Łukasz i Baratek, których przywitał i pożegnał Adaś. Chłopaki jechali na szkolenie kartowania jaskiń. Po siadaniu zaczęli jeszcze dojeżdżać Wojtek Orszulik z rodzinką i przyjaciele z Łodzi i z Rudy Sląskiej, którzy byli w tamtym roku. Tadek zorganizował dzieciom zawody różnego rodzaju, za które w nagrodę dostawali słodycze. Zabawa była bardzo energiczna i wesoła. Po obiedzie była niespodzianka -  tyrolka z drzewa najpierw było wahanie się, czy zjechać ale potem zabawy nie było końca, aż starsi byli wyczerpani. Usiedliśmy do ogniska. Dziś ognisko już się pięknie paliło bo było dużo żaru i dawało więcej ciepła. Na kolacyjkę były kiełbaski i kartofle z ogniska, mięsa i szaszłyki z grilla, każdy robił to na co miał ochotę. Śpiewy, toasty i opowieści. Koło 3 nad ranem ostatni poszli spać. Rano pierwsze wstały oczywiście dzieci i reszta. Po śniadaniu i kawie, koło południa przyjechali Eska i Damian, następny delegat z Nocka. Udaliśmy się w pobliskie skałki żeby zrobić małe dziecięce zawody wspinaczkowe. I rozciąganie kości starszym ochotnikom. Oczywiście nie mogło obyć się bez LOŻY SZYDERCÓW I EKSPERTÓW OD WSPINACZKI. Po wyczerpującym wysiłku udaliśmy się na zasłużony posiłek i pakowanie. Po udanym spedzeniu w dobrej atmosferze czasu razem zakończyło się 47 spotkanie świętujące powstanie 13 maja w piątek klubu RKG NOCEK.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/47lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy uczestnikom za przybycie i zorganizowanie sobie czasu, żeby razem świętować i dobrze spędzić czas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z podstaw kartowania - Łutowiec|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel + około 30 &lt;br /&gt;
członków innych klubów z całej Polski |13 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano spotykamy się w Łutowcu. Najpierw teoretyczne wdrożenie w temat kartowania, następnie jedziemy w teren. Dzień pierwszy to kartowanie po staremu na kartce. Wracamy z terenu, jemy obiad i kolejne zajęcia teoretyczne. Tym razem wyznaczamy ciąg na podstawie istniejących przekrojów i planów oraz zapoznajemy się z oprogramowaniem AVEN. Następnie ognisko i długie o jaskiniach rozmowy. W niedzielę po śniadaniu znowu zaczynamy od omówienia naszych wypocin z dnia poprzedniego. Następnie ćwiczymy rysowanie w programie Inkscape. Na koniec to na co wszyscy czekali. Zapoznajemy się z urządzeniami DistoX &lt;br /&gt;
oraz oprogramowaniem Quave. Po wtajemniczeniu udajemy się ponownie w teren, aby sprawdzić jak to wszystko działa w praktyce. Po powrocie jeszcze wspólny obiad i nie pozostało nic innego jak wrócić do domu oraz ćwiczyć i utrwalać nabytą wiedzę przekazaną przez Jacka, Mateusza, Paulinę i Olę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem (eksploracja)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |06 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę udajemy się do Tenczynka z zamiarem (mamy nadzieję) ostatecznego rozprawienia się z jaskini Pod Wiszącym Korzeniem. Dojeżdżamy w ulewie. Już na dojściu do jaskini jesteśmy przemoczeni. Szybko wchodzimy do środka. Jakoś dawno nie byliśmy w tej dziurze... Wszystko wygląda dość obco. Jakoś ciasno i klaustrofobicznie. Po wlotowej pochylni i pierwszym trawersie Bartek ma wątpliwości czy nie zasypało &amp;quot;magazynu&amp;quot; - pierwszej salki po drodze. Zmieniamy się na prowadzeniu bo jak dla mnie wszystko wygląda dobrze - i tak rzeczywiście jest - wszystko na miejscu. Następnie wstawiam się w pierwszy zacisk - &amp;quot;Eliminator&amp;quot;. No chyba przytyłem... Jednak już po chwili okazuje się, że po prostu zapomniałem jak się w nim trzeba ułożyć. Zacisk puszcza. Teraz pochylnią na dół i czekam na Bartka  w salce pod zaciskiem. Teraz kolejny zacisk - jeszcze ciaśniejszy. Znowu jakoś nie chce puścić... Po kilku minutach walki przypominam sobie sekwencję pokonania go i jestem już na ostatniej stromej pochylni i po chwili na dole przy &amp;quot;Y&amp;quot; - to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Za chwilę dociera Bartek. Wyciągamy kilka większych kamieni, wybieramy kilkadziesiąt centymetrów namuliska i ciągle nic. Kiedy już mamy odpuścić i wychodzić uznając temat za zamknięty, zauważam, że za szczeliną, którą dotąd totalnie lekceważyliśmy i uznaliśmy za niedostępną otwiera się niewielka salka, a na końcu szczeliny ułożenie luźnych want zasłania przejście gdzieś w dół. Aby tam się dostać trzeba wyciągnąć poklinowane w szczelinie wanty. Udaje się wyciągnąć prawie wszystkie - oprócz jednej. Niestety - nie damy rady jej ruszyć bez narzędzi, których akurat nie zabraliśmy. Odgruzowujemy również strop z luźnego materiału. Najważniejsze, że jest perspektywa na dalszą eksplorację. Jest też delikatny przewiew - a to zazwyczaj dobra wróżba. Wychodzimy. To była droga przez mękę. Po pierwsze było wyjątkowo mokro i ślisko, a więc podchodzenie pochylniami i wybijanie się z nich przez zaciski przysparza nam dość sporo trudności. Dodatkowo (do tej pory nie wiemy co nas skusiło) zeszliśmy na dół z dwoma worami. Teraz już wiemy dla czego nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. A więc najpierw Bartek przechodzi pierwszą pochylnię, zostawiając w połowie wory. Sam przechodzi zacisk. Następnie ja podchodzę , podaje wory i sam przechodzę zacisk, walcząc z zaczepiającym się kombinezonem. Teraz kolejna pochylnia najpierw jeden wór, później Bartek następnie drugi wór i ja. teraz ostatni korytarz z pochylnią i jesteśmy na zewnątrz. Patrzymy się na siebie i obaj stwierdzamy zgodnie,  że tak oblepieni gliną z tej jaskini jeszcze nigdy nie wyszliśmy. Sama jaskinia oparta na szczelinach. Z nacieków jedynie śladowe ilości mleka wapiennego. W jaskini dość dużo skamielin amonitów i innych żyjątek. Szybka przekąska i robimy jeszcze akcję powierzchniową, chcąc sprawdzić kilka potencjalnych miejsc o których wiedzieliśmy wcześniej. Typujemy też jedno nowe miejsce. Któremu zdecydowanie trzeba będzie się przyjrzeć dokładniej. Na koniec odwiedzamy lokalną plebanię, gdzie korzystamy z gościnności zaprzyjaźnionego księdza proboszcza, myjemy się. Zostajemy również poczęstowani kawą i domowym ciastem. Teraz tylko powrót i czyszczenie kombinezonów do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTenczynek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląsko-Morawski - Smrk|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
Udało nam się wyrwać z domu. Za cel wybraliśmy szczyt Smrk na przeciw Łysej Góry. Podejście dość mozolne (ponad 900 m przewyższenia), szczególnie z Karolcią na plecach ;) Wycieczka udana, Karola zadowolona. Na szczycie miłym zaskoczeniem był leśny &amp;quot;barek&amp;quot;, ale ze względu na brak koron nikt z nas nie skorzystał, co nam wyszło tylko na zdrowie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ojcowski Park Narodowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba najciekawsza piesza przechadzka w OPN. Z Czajowic do dol. Prądnika. Następnie do jaskini Ciemnej (zwiedzamy turystycznie) i dalej nad urwiskami doliny do jaskini Puchacz (skalne schronisko). Następnie znów do doliny i przez Bramę Krakowską do Czajowic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/OPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BORNHOLM - piechotą wzdłuż wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Emilia, Felicja i pies Kawa|30 04 - 04 05 2023}}&lt;br /&gt;
W niedzielę z Rønne przemieszczamy się pieszo pod Muleby. W poniedziałek podjazd autobusem do Hasle i idziemy dalej piechotą po klifach aż do Hammerhus i małego portu Hammerhavn. Następnego dnia zwiedzamy Hammeren Fyr i schodzimy do Sandvig. Dalej autobus do Dondal, zwiedzanie wodospadów i dalsza wędrówka piechotą w pobliże Gudhjem. W środę kręcimy się pod Gudhjem i przejeżdżamy autobusem do Arnager, czyli na drugi koniec wyspy, po czym w czwartek wracamy do domu. Nocowaliśmy w schronach i nie spotykaliśmy w nich nikogo. Wieczorami odpalaliśmy ogniska i na koniec dnia jedliśmy raz z grilla, a raz kiełbaski z patyka. Pogoda super - bardzo słonecznie - może tylko nocami trochę zimno (... pies po wyłączeniu czołówek zakradał się do śpiwora i nie mieliśmy serca go wyganiać). Z kącika statystyk, w sumie przebyliśmy 38,8 km piechotą, oczywiście z bagażem na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole, Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia + 2 os. tow|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Majówka pod znakiem tradowego wspinania. Pierwszego dnia wspinamy się sportowo żeby przypomnieć sobie jak to się wspinało w granicie, później już tylko na tradzie. Udaje się zrobić kilka tradowych klasyków:&lt;br /&gt;
Sokolik Duży – Filar Gorayskiego V+, Sokolik Duży – droga Wojnarowicza IV+, Sokolik Mały – Kroczek V, Sukiennice – Filar Kęsickiego V+, Biblioteka – Droga Freusa V, Biblioteka -Lista dłużników V+, Biblioteka – Karta stałego klienta IV+&lt;br /&gt;
Jastrzębia Turnia – Jastrzębia grań IV, Rylec – Rysa południowa wprost IV+, ...i pewnie jeszcze kilka, ale nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sokolikach tłumy wspinaczy i turystów więc jeśli ktoś chce powspinać się w ciszy i spokoju to polecam Rudawy, jednak należy pamiętać, że w Rudawach nie ma promocyjnej cyfry ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwaga!!! W Janowicach Wielkich grasuje złodziej i okrada auta parkujące na parkingach leśnych. Podczas majówki zostało okradzionych i zniszczonych kilka samochodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FGSRJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowe ostatki. Miałem wstać o 3 ( i nawet udało się obudzić) ale wyjeżdżam dopiero o 7. Droga też jakoś nie specjalnie mi idzie. W Brzezinach nie ma już miejsca na parkingach. Jadę więc do Kuźnic. Załapuję się na jedno z ostatnich miejsc. Szybko dopinam do plecaka narty i buty i ruszam w stronę wejścia do parku. Jest już prawie 11. Nie jest to łatwe. Chodnikiem, ścieżką rowerową płynie morze ludzi. Do kas nie kończąca się kolejka. Na szczęście kupiłem bilet on-line i nie muszę w niej wstać. Wybieram drogę przez Boczań. Niemal biegiem staram się jak najszybciej dotrzeć za odbicie na Nosalową Przełęcz - licząc, że zdecydowana większość ludzi kieruje się właśnie tam. Niestety. Cały czas przebijam się przez kolejne grupki idące na Halę Gąsienicową. Jest gorąco. Niestety wiem o lawinowej 3. Mam też świadomość że późna godzina, operujące słońce na pewno nie puści na nic ambitniejszego. No trudno. Śnieg zaczyna się od Przełęczy Między Kopami. Narty zapinam na Karczmisku i od razu zjazd na Halę slalomem między ludźmi. Hala wygląda niczym dolina sądu ostatecznego, do której ze wszystkich stron płynie &lt;br /&gt;
morze zbłąkanych dusz. W Tatrach poleciało ze wsząd. Ciężko znaleźć żleb, który by nie wyjechał. Pełne słońce i upał. Nie ma złudzeń - Kasprowy i nic więcej. Skoro i tak nic więcej nie ugram to przynajmniej się poopalam. Znajduje więc kawałek spokojnego miejsca i wygrzewam się na słońcu. Chcę odczekać, jak najdłużej, żeby wstrzelić się pomiędzy korki na powrocie. Rozważam też którędy zjeżdżać. Mniej więcej znam sytuację śniegową z zeszłego tygodnia - najlepiej będzie zjeżdżać przez &lt;br /&gt;
Goryczkową. Śniegi całkiem przyjemne. Głównie firny, choć zdarzają się miejsca z breją. Można znaleźć ciągle nierozjeżdżone miejsca. W kotle już wychodzą kosówki, borówki i skały spod śniegu. Docieram do Goryczkowej. Dokupuję napojów i dalej w dół. Da się dojechać do esa - a więc całkiem nieźle. Teraz tylko przebić się przez Kuźnice do samochodu i powrót. Narty trzeba odwiesić do przyszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKaspro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Rogacz|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
Plany na majówkę się posypały, więc mając dzień wolnego postanowiłem podratować z planów co się dało i zdecydowałem się przebiec jedną z tras z festiwalu biegowego &amp;quot;Maratonu trzech jezior&amp;quot;. Padło na na trasę &amp;quot;Szlakiem wołoskich pasterzy&amp;quot;, czyli 17 km i ok 1150 m przewyższenia. Pierwsze 3 km dają w kość, później było już tylko lepiej. Patrząc na czas z zegarka, to porównując go do wyników z 2022 r. to byłbym ok. na 60 pozycji na 108 uczestników w kategorii &amp;quot;open&amp;quot;, co wydaje mi się dobrym wynikiem, jak na trening bez dużego parcia. Natomiast gdybym był kobietą, to chyba byłbym w pierwszej dziesiątce i tak sobie będę to przedstawiał, a co! :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry docieramy dość późno w niedzielę. Pogoda jest piękna. Żeby nie tracić dnia udajemy się na spacer skiturowy w rejonie HG. Narty wynosimy na plecach do Karczmiska. Stamtąd zjazd na HG. Kręcimy się chwilę po Hali. Zaliczamy piwko w schronisku i wracamy drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zaczyna się psuć. Korzystając z braku tłumów udajemy się przez Wiktorówki na Rusinową Polanę i dalej na Gęsią szyję. W górnej części schodów na Gęsią Szyję jeszcze leżą płaty śniegu. Nasz cel to wrócić do samochodu przed deszczem. Udaje się. Po drodze dopada nas tylko lekka mżawka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda popsuła się całkowicie. Całą noc i cały dzień leje. Więc nie pozostało nic innego jak zdobyć tego dnia Krupówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śnieg ma sypać cały dzień - tak zresztą jest. Tym razem od Brzezin udajemy się w rejon HG. Szybka kawa w schronisku i idziemy dalej. Jest lawinowa dwójka. Cały czas intensywny opad. Trawersem małego Kościelca udajemy się nad Czarny Staw. Tam obserwujemy bardzo liczne zsuwy i pęknięcia. Idziemy jednak dalej. Podczas przechodzenia przez Czarny Staw ze Skrajnego Granatu schodzi całkiem duży obryw. Po chwili słyszymy podobny z rejonu Zadniego Kościelca.  Nie ryzykujemy więc podejścia &lt;br /&gt;
dalej i wycofujemy się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponowne pogorszenie pogody. Wyjście w wyższe partie raczej ryzykowne. Wracamy więc wcześniej do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BAŁTYK: Rejs żaglowcem ''Gedania''|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + załoga|15 - 22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglarska uczta po Bałtyku na historycznym jachcie dla polskich żeglarzy. Wypłynęliśmy z Gdyni i obraliśmy kurs na Borholm. W pobliżu Nexo ze względu na spływające prognozy (weszliśmy w zasięg telefoniczny) o zmianie kierunków i sile wiatrów, szybka decyzja i spływamy do Karlskrony w Szwecji. Na miejscu zwiedzamy miasto i bardzo ciekawe muzeum marynarki wojennej. W czwartek rano wypływamy w wietrze o sile 6-7 w skali Beauforta w stronę Gdyni. Rejs bardzo udany z super załogą. Przepłynęliśmy 415 mil morski w czasie 101 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBaltyk  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY: Stary Gierałtów - V Ogólnopolskie Forum Speleo|Mateusz Balcer, Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 23 04 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna edycja Forum Speleo za nami. Tym razem odbywało się ono w okolicach Stronia Śląskiego, w Starym Gierałtowie. Organizatorzy nie zawiedli (wspomnieć tu należy szczególnie Mateusza G., nie tylko za to że jest naszym klubowiczem, ale też pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Program był wypełniony po korek. Fantastyczne wycieczki (na których nie byliśmy, bo nie umieliśmy odpuścić ciekawych prelekcji). Dużo atrakcji dla dzieci (których nie mamy, a nawet jakbyśmy mieli, to były by tak zajęte, że czulibyśmy że ich nie mamy). No i przede wszystkim ciekawe prelekcje! Każdy znalazł ciekawy temat dla siebie. Nie będę ich wymieniać, w zamian odsyłam do strony Forum gdzie znajduje się pełny Harmonogram tej i poprzednich edycji wydarzenia. Dodatkowymi atrakcjami był piątkowy quiz spelo z dodatkowymi zadaniami praktycznymi takimi jak &amp;quot;woruj linę&amp;quot; i &amp;quot;przeciągnij wora przez zacisk&amp;quot; (nieskromnie dodam, że byłam członkiem zwycięskiej drużyny) i tu również odsyłam do relacji fotograficznej i filmograficznej na facebooku Forum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór był jak zawsze poświęcony imprezie tematycznej, której hasłem przewodnim było ,,ulubiona partia jaskini”, nasi klubowicze postawili na Wielkiego Kłamcę i Gniazdo Złotej Kaczki. Zwycięskim strojem pochwalić się mogła Ślepy Komin i wyróżniona przez publiczność Mostek Piratów. Nie mniej nie zabrakło również Płytowców, Gąbek, Białego i Czarnego Komina, Galerii Krokodyla, Mar-Woja i wielu innych kreatywnych przebrań. Jak zwykle wyjechałam z Forum z głową pełną ciekawych informacji i obrazów, i już czekam z niecierpliwością na kolejną edycję! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Dumbier|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyższy szczyt Niżnych Tatr - Dumbier (2046) był celem naszej rowerowo - narciarskiej eskapady. Z parkingu w Janowej Dolinie podjeżdżamy rowerami z nartami jak tylko da się najwyżej. 4 km asfaltu a potem niemal drugie tyle górskiego, leśnego traktu. Gdy tylko pojawił się śnieg, rowery chowamy w lesie i dalej podchodzimy z buta niosąc narty na plecach po płatach śniegu. Niebawem pokrywa śnieżna staje się trwała i już na nartach zdobywamy wysokość. Po drodze po zwalonym pniu pokonujemy potok Stiavnica i wkrótce docieramy do utulni Brenkus. Stąd ciągle wzdłuż potoku w stronę przełęczy. Obydwa zbocza doliny zryte są lawinami. Pięknym terenem docieramy do kotła i nim dość stromo na przełęcz gdzie znajduje się schronisko Stefanika. O ile w dolinie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka to tu pojawia się sporo turystów i skiturowców. Wiedzie tędy główny szlak Niżnych Tatr. Ostatnie podejście szeroką granią na Dumbier z uwagi na mocno operujące słońce wysysa z nasz resztki sił. Na szczycie sporo osób. Północne urwiska anonsowane są ogromnym nawisem śnieżnym. Zjazd jest cudowny. Po szerokich polach śnieżnych w odpuszczonym, niemal firnowatym śniegu do przełęczy. Potem doliną w fajnej rynnie do utulni i dalej do rowerów. Jak zwykle błogi zjazd rowerami do auta gdzie kończymy naszą przygodę. Pogoda była przepiękna. Zrobiliśmy 1350 m deniwelacji i 29 km w obie strony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Dumbier  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamilia (niezrzeszona)|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Żabnicy udajemy się na Rysiankę - tam chwila przerwy i dalej przez Halę Boraczą do Żabnicy. Pogoda super. Na dole wiosna pełną gębą. Na górze leży jeszcze dość sporo śniegu. Widoki piękne. Wszystko zaczyna odżywać i się zielenić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bielsko-Biała - Kozia Góra|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Po biegu wyjechaliśmy całą rodzinką na niedzielny spacer. Cel był prosty i przyjemny - Kozia Góra zwana Stefanką. Przy schronisku był plac zabaw, więc Karolina była w siódmym niebie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śl. - Bieg śladami Korfantego|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Z okazji 150 rocznicy urodzin Korfantego w Siemianowicach zorganizowany był bieg śladami słynnego Ślązaka. Dystans liczył 10 km (trasa atestowana), więc postanowiłem w nim uczestniczyć, aby sprawdzić się na tym dystansie i poczuć atmosferę &amp;quot;zawodów&amp;quot;. Swój udział uważam za udany, cel został osiągnięty bo udało mi się przebić granice 50 min, a dokładniej ukończyć trasę w 47 min 25 s. Super było słyszeć krzyki Karolinki, która cały czas dopingowała tacie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Spacery kondycyjno-topograficzne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Mam wolny weekend i rozterkę, czy bardziej chcę spędzić go aktywnie, czy powinnam się pouczyć i przygotowywać do kursu… Chętnych na jaskinie brak, a ja uznałam, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i mogę pojechać w Tatry pouczyć się topografii w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaopatrzona w zestaw map i kubek kawy, ruszam szukać widoków. W sobotę Idę doliną Kościeliską, najpierw na Stoły, kontempluję chwilę nad mapą, próbując się dopatrzyć tego i owego i ruszam dalej. Następny przystanek Wąwóz Kraków. Dalej idę coś zjeść do schroniska (no ba!, że szarlotka to konkretny posiłek). Oczywiście mapę mam pod ręką, żeby kontemplować co bardziej interesujące mnie miejsca. Na powrocie stwierdzam, że spacer jest zdecydowanie za krótki i idę jeszcze nad Smreczyński Staw, do jaskini Raptawickiej (tu akurat jestem pierwszy raz, więc z ciekawością rozglądam  się po wszystkich katach, jednocześnie okazuje się, że tym sposobem przeczekałam największą tego dnia ulewę), dalej do jaskini Mylnej i na bazę. Słońce pojawiło się oczywiście dopiero podczas mojego powrotu, ale ja już nie mam ochoty się zatrzymywać z mapą, z powodu tłumów ludzi fotografujących krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zdecydowanie krótsza trasa, jednak ciekawsza pod względem topografii. Idę z Doliny Kościeliskiej do Doliny Małej Łąki przez Przysłop Miętusi. Przystanki po drodze i końcowy na Wielkiej Polanie, dokładnie oglądając Masyw Czerwonych wierchów i analizując jego topografię. Wracam przez Staników Żleb, gdzie dzięki wiatrołomom łapię najlepszą perspektywę. Kawy już dawno brak, bo jest tak słonecznie i ciepło, że aż chciało się siedzieć i kontemplować&lt;br /&gt;
. &lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fspacertopo&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dol. Czarnej Przemszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarna Przemszy ma swoje źródła na Jurze w okolicach Ogrodzieńca. Celem rowerowej przejażdżki były tereny położone w środkowym biegu rzeki. Objeżdżam leśnymi dróżkami zaporowe jezioro Przeczyckie. Potem przez Śiewierz na północ i dalej na zachód przez las Szeligowiec. Tu natrafiam na konkretne bagna gdzie często muszę przenosić rower skacząc z kępy na kępę. Znaczny fragment lasu przebijam się na przełaj bo leśna droga rozmyła się w mchach i porostach. Finalnie natrafiam później na leśną drogę i nią docieram do Pyrzowic skąd wyruszyłem. 38 km bardzo urozmaiconej terenowo i krajobrazowo trasy na styku Jury i Wyż. Ślaskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Przeczyce &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - masyw Silvretty - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|8 - 10 04 2023}}&lt;br /&gt;
Planowanie trzeba było dostosować do skomplikowanej pogody. W Austrii byliśmy już w czwartek wieczorem, ale na piątek i sobotę prognozowane były masywne opady śniegu i niskie chmury. Postanowiliśmy więc przeczekać piątek, czytając książki i wykopując się z komputerowych zaległości. Całą sobotę zajmuje nam podejście do Tübinger Hütte - fenomenalnie zorganizowanej chatki na ok. 2200 m. Wieczorem dołącza do nas czterech miejscowych - dwóch nieco starszych panów, skiturowych &amp;quot;wymiataczy&amp;quot;, a także para Nomi i Isa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wszyscy idziemy na przełęcz Plattenjoch. Wycieczka jest krótka, +530 Hm, ale każdy jej metr się opłaca: cały zjazd bowiem przebiega w tym nowo przybyłym, nienaruszonym puchu. Do schroniska wracamy z Isą i jej chłopakiem, gdy tymczasem &amp;quot;wymiatacze&amp;quot; przez Szwajcarię przechodzą do Saarbrückner Hütte. Jest piękna pogoda, więc po zjeździe nasi towarzysze zażywają słońca na wybudowanej ze śniegu ławce. Tymczasem ja, na popołudniowe domęczenie się, wybieram się jeszcze samotnie pod grań, w okolice wierzchołka Chessichopf (ok. 450 Hm). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie spotykam pod chatką Dietera, ojca Andrei, który również poszedł się sam domęczyć - i z którym miło sobie rozmawiamy o okolicznych górach. Zresztą cały niedzielny wieczór upływa nam na herbatkach i kolejnych, miłych rozmowach. Jak się dowiadujemy, Dieter zawodowo testuje komunikację o zagrożeniach na drodze pomiędzy &amp;quot;inteligentnymi&amp;quot; samochodami, a Nomi pracuje w stoczni ... montując czy diagnozując różnoraki osprzęt nawigacyjny, będący wyposażeniem zapewne wcale nie mniej &amp;quot;inteligentnych&amp;quot; łodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek okazuje się, że Ola jest trochę chora. Aby więc skorzystać jeszcze z być może ostatniego, danego mi tej zimy puchu, gonię szybko za Dieterem i Andreą. Postanowili oni bowiem na początek dnia powtórzyć moją wczorajszą wycieczkę. Tym razem udaje się wyjść na grań (... dzięki determinacji i doświadczeniu Dietera!) i popatrzeć na Szwajcarię (... przy okazji miło rozmawiając o okolicznych górach). Zjeżdżam szybko i bardzo przyjemnie do chatki, sprzątamy i wraz z moją zakatarzoną towarzyszką zjeżdżam do doliny. Jest to nawet zaskakująco miłe, bo wyrabiamy się jeszcze zanim ostre, kwietniowe słońce przerobiło śnieg na &amp;quot;ciapletę&amp;quot;. Jeśli chodzi o punktację, to za ten wyjazd doliczam kolanom do zużycia około 2700 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw - poświąteczna przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, pies|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
Ostatni świąteczny dzień postanowiliśmy spędzić spalając poświąteczne serniczki w górach. Startujemy z Lipowej i od razu dochodzę do wniosku, że jestem optymistką. Choć widziałam prognozę pogody, zapowiadającą deszcz przez cały dzień, to i tak byłam przekonana, że nie może być tak źle. Było. Nie zeszliśmy jeszcze z asfaltu, a ja mam przemoczone buty, kapie mi z kaptura, a pies wygląda, jak zmokła kura, ale za to jest najszczęśliwszy z nas 😊 W miarę podchodzenia, zaczynami mi być obojętne, że mam mokre buty o ile woda jest w nich zagrzana, a nie namakają świeżą zimną porcją, deszcz przeszedł w mżawkę, więc można ściągnąć kaptur, pies szaleje z radości tarzając się w resztkach śniegu. W końcu zaczynam cieszyć się pętlą przez Dolinę Zimnika, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślaną i Radziechowską!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Ja rozumiem, że lany poniedziałek i powinnam być przemoczona, ale czemu Łukasz i pies oberwali to nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fbeskidprzebiezka&amp;amp;startat=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
W Poniedziałek Wielkanocny, pomimo nadmiaru serniczka w brzuchu, wstaje przed wszystkimi domownikami i ubieram butki do lotania. Nie myśląc długo postanawiam powtórzyć trasę z ostatniej wizyty u teściów i ponownie zdobywam Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło jak ostatnio ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia. Średnie tempo poprawione (niewiele), co po świątecznym obżarstwie uważam za sukces :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys.  - Pańszczyckie Czuby|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Mazurek|08 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwietniowe opady śniegu znakomicie pokryły białą powłoką szlak z Brzezin na Halę Gąsienicową. Niemal od parkingu na nartach. Choć pogoda nie szczególna, głównie ze względu na ograniczoną widoczność, stawiamy sobie dość niebanalny cel – Pańszczyckie Czuby (choć myśleliśmy również o Skrajnym Granacie). Górnym trawersem przechodzimy przeorany lawinami Mały Kościelec. Za Czarnym Stawem Gąsienicowym (przeszliśmy po lodzie) windujemy się pod Skrajny Granat w totalnym „mleku” co mocno utrudnia orientację. Zbocza stąd opadające również przeorane są lawinami. Trochę lawirując udaje nam się wstrzelić do tzw. Kanionu. Nim już z nartami na plecach, w głębokich śniegach (torował ciągle Łukasz) nie bez trudu osiągamy Pańszczycką Przełączkę Wyżnią (2145). Posiadaliśmy niezbędny sprzęt wspinaczkowy lecz z uwagi na kiepską widoczność rezygnujemy z szturmowania grani wiodącej na Skrajny Granat (2225). Zjazd z przełęczy stromy, w skalnej rynnie (niby +3 wg Życzkowskiego) po różnych śniegach. Skały jednak stanowią punkt odniesienia i jakoś da się jechać. Gęste „mleko” poniżej skał skutecznie testuje nasze błędniki czego wynikiem są upadki (po jednym z nich łamię kijek). Często też przecinaliśmy stwardniałe lawiniska z charakterystycznymi bryłami śniegu. Skośnym zjazdem, walcząc  o utrzymanie na deskach osiągamy staw a potem już łatwo do schroniska. Na nartach zjeżdżamy aż do parkingu. Zrobiliśy 1200 m deniwelacji i 20 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPanszczyckieCzuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.  - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Jurek (os. tow.), Ewa (os. tow.)|02 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę 2 kwietnia 2023 wybraliśmy się na jednodniówkę do jaskini Kasprowej Niznej. W składzie Rysiek, Jurek i Ewa i Daniel. Chwile po 5 rano byliśmy już w drodze a o 7:22 zaparkowaliśmy samochód na ulicy Bronisława Czecha i ruszyliśmy w kierunku jaskini. Na dole śniegu już nie było, bo dodatnie temperatury od jakiegoś czasu sprzyjały roztopom. Niemniej jednak podczas podchodzenia w górę śniegu było coraz więcej. Po zejściu ze szlaku, pokrywa śnieżna miejscami sięgała kolan i niestety droga nie była wydeptana. Pod otworem byliśmy o 8:50, gotowi do wejścia. Od początku zakładaliśmy ze maksymalnie dojdziemy do Gniazda Złotej Kaczki, bo spodziewaliśmy się ze będzie zalana, a nie planowaliśmy iść obejściem przez partie gąbczaste. Pierwsza przeszkoda jako napotkaliśmy to spora ilość wody w „okresowym jeziorku” – ale tego również się spodziewaliśmy z racji roztopów. Tuz przed jeziorkiem po lewej stronie biegnie obejście, w które bez większego namysłu się wpakowaliśmy. Pierwszy poszedłem ja (czyli Daniel). Nigdy wcześniej nie szedłem ta droga, więc nie bardzo zdziwiło mnie ze po drodze tunel, przez który się przeciskałem ma odejście w dół połączone z „okresowym jeziorkiem”. Bez zastanowienia obszedłem je idąc dalej i dochodząc do końca obejścia. Tutaj się chwile zatrzymałem. Po pierwsze dla tego ze „okresowe jeziorko” było tak duże, ze nawet zeskakując z progu z obejścia, musiałbym wskoczyć do jeziorka i co nieco się zamoczyć. Drugim powodem, dlaczego się zatrzymałem, były dobiegające mnie informacje, że Jurek, który szedł zaraz za mną zrzucił swój wór do tego obejścia, które tak zwinnie ominąłem. No i jego wór wpadając do wody zniknął gdzieś pod stropem lub zatonął. Ponieważ mój refleks nie jest moja dobra strona, to chwile zajęło mi przetworzenie tej informacji i rozważenie opcji jakie mamy – włącznie z szybkim nurkowaniem. Ku mojej radości wór zaczął powolutku pojawiać się na tafli „okresowego jeziorka”, więc już dłużej się nie zastanawiałem tylko postanowiłem zeskoczyć do jeziorka. Opcja nalania się wody do gumiaków wydawała się w tych okolicznościach niczym nadzwyczajnym, bo przed chwila chciałem nurkować. Po zeskoczeniu i wylaniu wody z gumiaków pływający wór przyciągnąłem do siebie za pomocą pętli z liny. Sytuacja uratowana. Żeby możliwość Jurkowi i Ewie zejście w bardziej komfortowych warunkach rozciągnęliśmy z Ryśkiem linę tworząc coś na rodzaj trawersu, w której my byliśmy „żywymi kotwami”. Sposób okazał się wystarczająco dobry i umożliwił nam dalszą drogę. Pierwszy zjazd 12m poszedł bardzo sprawnie, ale też nie należy do specjalnie trudnych. Przejście pod Wielki Komin w całości wyspinałem ja (przy asekuracji Ryska) i ku mojemu zaskoczeniu nie było to specjalnie skomplikowane. Chociaż jak pierwszy raz byłem w tej jaskini 57 tygodni wcześniej wydawało się to nie do przejścia. To chyba znak ze czegoś się jednak nauczyłem na kursie 😊. Tuz za mną podążał Jurek, Ewa i na końcu Rysiek, który pilnował całej grupy. Generalnie do samego Gniazda Złotej Kaczki nie dotarliśmy, ze względu na wysoki stan wody w jeziorkach, ale jak dla mnie cel wyprawy już został osiągnięty, bo cześć wspinaczkowa której najbardziej się obawiałem okazała się bezproblemowa. Drogę powrotna przebyliśmy w spokojnym tempie. Zachwycając się tym, że akurat w miejscach, które są okresowo zalewane w taki sposób, że nie da się ich przejść, woda wyżłobiła obejścia, które pozwalają nam przejść „prawie” suchym gumiakiem. O 12:54 byliśmy już na powierzchni. Brudni, odrobine zmęczeni, ale z dobrymi humorami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - żeby się nie zastać...|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|25 - 26 03 2023}}&lt;br /&gt;
W sobotę przebieżka do Jeziorka Szmaragdowego w Czarnej. Nie spotkaliśmy nikogo ani przed jaskinią, ani w jaskini, ani w ogóle poza szlakiem (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę jedziemy na Słowację i podchodzimy wzdłuż wyciągu do Doliny Salatyńskiej. Warunki śniegowe są paskudne (okropnie twardo), więc zawracamy po ok. 650 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wsch. Żelazne Wrota|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „Narciarskiego Trawers Tatr” przymierzamy się od 2019 roku, kiedy to podjęliśmy pierwszą próbę - przerwaną z powodu problemów żołądkowych po przejściu Baraniej Przełęczy. Następnie lockdown zamknął nam Tatry na prawie dwa sezony. W 2022 roku narciarsko rozpoznaliśmy kolejne dwie wysokie przełęcze (Czerwoną Ławkę i Rohatke). Ostatnią niewiadomą dla Nas były Żelazne Wrota. Przy warunkach śniegowych jakie zastaliśmy na tej turze – dobrze wyśnieżony żleb, zmrożony podkład i odpuszczona góra – sprawiły że, były wręcz idealne, a techniczne trudności zjazdu na stronę Popradzkiego jeziora w porównaniu do pozostałych wysokich przełęczy są najprostsze i zarazem dające najwięcej fanu. Pogoda też nie utrudniała, gdy przyjechaliśmy po 10.00 skończył się deszcz z śniegiem i wyszło słońce. Przez chwilę nawet obawiałem się, że znowu spali mnie jak tydzień wcześniej na Krywaniu. Tura sprawnie poszła i po niecałych 5 godzinach jesteśmy już przy aucie. Ostatni odcinek zjazdu czyli od Popradzkiego jeziora w technice mocno na „Damiana” z powodu czarnej asfaltowej drogi. Gdyby ktoś analizował na chłodno czas dojazdu (8 godzin) i czas aktywności górskiej (5godzin), może dojść do wniosku, że coś tu nie pasuje, ale rozpoznanie kolejnego puzzla „Narciarskiego Trawersu Tatr” daje poczucie większego bezpieczeństwa, gdy znowu rzucimy się na całość. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZelazneWrota &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolica Skalitego|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Eryka i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechadzka z Szczyrku zboczami Skalitego na przeł. Siodło i wzdłuż potoku do dol. Żylicy. Na uwagę zasługuje (jakoś do tej pory nie zwróciłem na to uwagi) parów potoku (na mapach nie ma nazwy). Jego zbocza są dość strome i miejscami wysokie. Taki charakter posiada aż do ujścia w Żylicy. Pokonanie go w górę samym łożyskiem, zwłaszcza w warunkach zimowych może być ciekawą opcją wycieczki górskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSkalite&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Kohut (os. tow.)|23 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd z domu 4:00. O godzinie 6:30 wyruszamy Kościeliską, trasa biegła przez Ciemniak- Krzesanice- Małołączniak, zjazd Kobylarzem do Kościeliskiej. Śnieg zalegał od wysokości ok1300m n.p.m. Podczas wyjazdu pogoda dopisała świeciło słońce zjazd Kobylarzem przysporzył wiele radości. Do domu dotarliśmy ok. 16:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzerwoneWierchy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocna Czantoria przez Suchy Potok|SBB: Jerzy Pukowski, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Błażej Nikiel, Ryszard Krawiec, Małgorzata Toczyłowska, Roman Czarnecki - Weteran, RKG: Damian Szołtysik, Michał Wyciślik|22 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wyjątkiem trzech osób wszyscy w żlebie byli pierwszy raz i te osoby stwierdziły &amp;quot;że była to akcja godna&amp;quot;.  Blażej zdobył szczyt Czantorii. Osoby, które miały narty zjechały w dół po nieczynnej trasie zjazdowej. Małgorzata była bardzo dzielna /miała najcięższe narty/. Można dodać, że Suchy Potok nie ma jeszcze udokumentowanego zjazdu na nartach!  Czas akcji ponad 2 godziny. Na górze sporo przebiśniegów! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MEKSYK - Wyprawa USDCT do Cheve|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; z WKTJ: Witold i Sonia Hoffmann, Michał Amborski, Joanna Haremza, Piotr Szukała, Zuzanna Palińska; z AKG: Ireneusz Królewicz, Joanna Zdżalik; z SW: Kasia Biernacka; ponadto kierownictwo wyprawy: Bill Stone i Beverly Shade; ludzie z którymi działałem w jaskini: Colin Magee, Dustin Kisner, Mowgli, Gerardo Escamilla Rojas, Raúl Calderón Martinez, Jorge Ramírez, Erika Olvera Garcia, Angel; a poza tym jeszcze dobrych kilkanaście osób, które widziałem tylko na bazie|4 - 20 03 2023}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis w [[Relacje:Cheve 2023|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna|Joanna Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się z Asią odwiedzić partie za Studnią Maurycego w Jaskini Zimnej (a dokładniej odklepać dno studni). Akcja idzie sprawnie, pomimo, że musimy się bardzo orientować gdzie iść (pamięć jest bardzo zawodna). W jaskini dużo błota (nazwy poszczególnych partii nie odzwierciedlają poziomu błota), mokro i ciasno. Dużo czołgania, zapieraczek, prożków i ogólnie wszelakich &amp;quot;przeszkód&amp;quot;, przez co wychodzimy wymęczeni i zadowoleni :) Udało nam się zakończyć akcję w krótszym niż planowaliśmy czasie, to dobrze, bo w poniedziałek trzeba było iść do pracy. Na parkingu zastajemy auto Asi popisane przez ekipę narciarską, która była na Chudej Turni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Chuda Turnia|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Jaworska, Łukasz Mazurek|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka akcja pieszo-narciarska z Kir na Chudą Turnię (1858). Dolina Kościeliska i Adamica z buta. Później po fajnym śniegu na szczyt. Ekscytujący zjazd Narciarskim Żlebem a od Pieca drogą podejścia tak daleko jak pozwalał śnieg. Pogoda wymarzona. 11 km i 950 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FChudaTurnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wycieczka narciarska na Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|18 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O wycieczce narciarskiej na Krywań myślałem już od dawna – wyjątkowo szeroki stok, który widać już z daleka, objeżdżając Tatry od południa, pobudzał wyobraźnie do wizji wspaniałego,wręcz idealnego zjazdu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Prognozy pogody były zgodne co do bezchmurnego nieba i nikłego wiatru, a niewielkie obawy o wzrost zagrożenia lawinowego w związku z ociepleniem, rozwiały poranne komunikaty służb ratowniczych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzbogaceni o liczne opisy z Internetu, tylko pierwsze 5 minut trzymamy się szlaku, potem idziemy za śladami, które pokrywały się z opisami z Internetowych przewodników. Teren bardzo szybko nabiera stromizny i tylko na kilka chwil się kładzie, dzięki czemu 1500 m przewyższenia robimy w ok. 3 godziny. W tej wycieczce praktycznie brak dojścia dolinami, gdyż od samego początku wchodzi się ramieniem góry (my wybraliśmy ramię wschodnie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu zjeżdżamy tak jak puszcza teren – najpierw żlebem tak szerokim, że można było jeszcze swobodnie znaleźć nierozjeżdżone śniegi do naznaczenia swoimi liniami. Dalej teren się lekko wypłaszcza, by zmienić się w niewielki wąwóz, w którym omijać trzeba niezliczone przeszkody w postaci gałęzi, drzew, odkrytego potoku, skał itp. Urozmaicony zjazd gwarantuje uczucie pieczenie w udach aż do samego końca wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz ud, solidnie spiekło nam też skórę na twarzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie zaliczamy tą wycieczkę do ścisłej czołówki na liście tych najbardziej udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bilans czasowy: dojazd i powrót autem 8 godzin, wycieczka 5 godzin, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Maria SBB, Sylwia  ST, Kamil  SBB, Krzysztof„Chomik” SBB, Paweł  ST|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dostałem zaproszenie od kolegów z SBB na ostatnią już akcje sprzątania Jaskini Śnieżnej.Nie zastanawiając się długo postanowiłem pomóc chłopakom, a przy okazji zwiedzić nowe dla mnie partie jaskini.&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Kamil i Krzysiek dokopali się do otworu Śnieżnej i wybudowali igloo, pozostało tylko je odkopać, udoskonalić po ostatnich opadach śniegu i udrożnić rurę.&lt;br /&gt;
Rozwieszamy liny i dzielimy się na dwie grupy, Kamil z Chomikiem idą obejściem pod Koniem i wracają żeby jeszcze pozwiedzać Partie Wrocławskie, a  reszta przez Suchy Biwak dociera do II Biwaku i zabiera zdeponowany tam karbid. Wracając zabieramy jeszcze depozyt śmieciowy z Suchego Biwaku.Pozostaje już tylko mozolne wyjście na powierzchnię i zniesienie śmieci.&lt;br /&gt;
W całą akcje sprzątania Śnieżnej było zaangażowane kilkanaście osób. W ciągu 9 miesięcy (70h pod ziemią) wyniesionych zostało około 100kg śmieci. Efekty w postaci zdjęć śmieci i obszerne relacje można zobaczyć na stronie https://tatry365.pl/epilog/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że w ten weekend byłem u teściów niedaleko Suchej Beskidzkiej, zrobiłem w niedzielny poranek kolejną &amp;quot;górską&amp;quot; przebieżkę. Tym razem na cel wybrałem Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mechy|Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatniej chwili zmieniamy cel wyjazdu gdyż w Tatrach ogłoszono &amp;quot;trójkę&amp;quot;. Idziemy na Mechy (1476) - najbardziej na południe wysunięty wierzchołek masywu Pilska.  Podchodzimy z słowackiej strony, z Mutniańskiej Pili. Podejście niemal ciągle na nartach. Pogoda dość fatalna. Sypie i wieje a im bliżej szczytu tym bardziej. Terenem o zmiennej konfiguracji i fajnym podłożem osiągamy wierzchołek w śnieżnej zadymce, która odbiera nam chęci na dalsze kombinacje. Zjeżdżamy drogą podejścia, którego nie rozpoznajemy gdyż nasze ślady zostały całkowicie zawiane. Warunki trudne lecz śnieg boski. Puch na twardym podłożu. Śmigamy między terenowymi przeszkodami jak tylko fantazja pozwala. Do auta docieramy na nartach. W tym rejonie gór nie ma szlaków, nie spotkaliśmy też ani jednego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc wiele dobrego o super wydarzeniu biegowym jakim jest Maraton Trzech Jezior (zapisałem się na 25 km bieg), postanowiłem wziąć w nim udział. Bieg doprawdy dopiero we wrześniu, ale że nigdy nie biegałem po górach, to postanowiłem w miarę możliwości się do niego przygotować. Pierwszą okazją była krótka pętla wokół Błatniej (start i koniec z parkingu w Jaworcu, głównie żółtym szlakiem, powrót niebieskim i leśnymi duktami). Wyszło ok. 10 km i ok. 500 m przewyższenia. Z czasu byłem nawet zadowolony, ale myślałem, że z większą łatwością przyjdzie mi zmierzenie się z przewyższeniem. Niestety nie wyszło i dostałem swoją nauczkę. Pod górę poruszałem się tylko szybki marszem, a w dół to już inna bajka. Następnym razem, muszę z większą pokorą podejść do podbiegów, dlatego chapeau bas dla naszych klubowych biegaczy, którymi się również inspirowałem zapisując na wrześniowe zawody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trzy Kopce|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niech żałuje do końca życia ten kto nie zjeżdżał dzisiaj z Trzech Kopców. Krótka ale ciekawa wycieczka skiturowa. Z Złatnej początkowo szlakiem a potem wzdłuż potoku Widły pod Trzy Kopce. Nieskalanym śniegiem osiągamy szczyt. Zjazd na przełaj przez las po lekko zsiadłym puchu na twardym podłożu. Coś pięknego. Później już szlakiem do auta. Super warun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/TrzyKopce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TAJLANDIA: rowerowy rajd przez wschód kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|17 - 27 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po moście na Mekongu wjechaliśmy do Tajlandii. Mieliśmy do pokonania ponad 900 km ale po przeważnie płaskim terenie, głównie drogami asfaltowymi w przeważającej części bardzo ruchliwymi lecz z wydzielonymi szerokim pasami dla rowerów i skuterów. To była dojazdówka do Bangkoku z którego wylatywaliśmy do Europy. Po drodze udało nam się zwiedzić kilka buddyjskich świątyń, park narodowy Namdok Sam Lan. Ciągłe upały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTajlandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spokojny wypad w góry|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; Sylwia, Magda, Kalina, Maciek, Sławek i syn jego Boczuś|25 02 2023}} &lt;br /&gt;
W górach po odwilży. Wszystkie zimowe jaskinie zalane, co potwierdza mi Mały. Sylwia proponuje przejść się po dolinie chochołowskiej, na co chętnie przystaje ja i reszta ekipy. Wyjście planowane było popołudniu, ja natomiast byłem w Tatrach od rana. Wiedząc, że o tej porze roku nie ma kolejek na Giewont, postanowiłem go odwiedzić. Na szczycie mocno wiało. Po powrocie do auta, wybieram się na obiad, a potem do Sylwii, gdzie czeka reszta ekipy i razem udajemy się do doliny chochołowskiej, co było fajnym doświadczeniem, bo o chochołowskiej Sylwia często w Omanie wspominała ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|17 - 19 02 2023}} &lt;br /&gt;
Po części lawinowej przenieśliśmy się w Tatry, gdzie odbywało się szkolenie zimowe. Wspinaczka w asekuracji lotnej, raki, czekany, planowanie an mapie, wyciąganie ze szczelin, asekuracja w terenie śnieżnym i trochę wspinaczki na lodospadach. Halny nie ułatwiał, tak samo jak deszcz.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce lawinowej. Poza dużą porcją wiedzy otrzymanej od specjalistów (chłopaki z GOPR), równie duża ilość praktyki, nastawionej na szybkość i skuteczność. Przy okazji skorzystałam z ciągle świeżej możliwości poruszania się na skiturach w wyznaczonych rejonach Babiej Góry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAOS: Góry Annamskie - jaskinia Kong Lor|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|13 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przełęcz Nape (722) wjechaliśmy do Laosu. Naszym głównym celem była jaskinia Kong Lor znajdująca się w centralnej części kraju w środku gór. Choć też jest dostępna dla turystów to jednak w dość spartański sposób. Jaskinia ma ponad 12 km długości z czego 7,5 km jest przepływem rzeki Nam Hinboun co stanowi jeden z najdłuższych podziemnym przepływów na świecie. Woda przebija się pod górskim pasmem łącząc w ten sposób dwie doliny. Miejsce niesamowite. Pływa się tu długimi łodziami wyposażonymi w mały silniczek z śrubą na długim wysięgniku. Oczywiście łódź jest kierowana przez tubylca. Opłata za niemal 4 godzinną eskapadę wynosi kilkanaście zł. Wielkość podziemnych gangów przewyższa chyba wszystko co do tej pory widziałem. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w Wietnamie ludzie niesamowicie otwarci, cudowne dzieci pozdrawiające z daleka. Biedni lecz jak widać bardzo szczęśliwi. Roślinność tropikalna. Próby dotarcia do innych jaskiń z naszym wyposażeniem spełzły na niczym. Roślinność splątana, ostra. Potrzebna by była maczeta i dobry ubiór. Widzieliśmy dużego węża jak pełzał po drodze, wiele przejechanych. Z Gór Annamskich zjeżdżamy nad Mekong. Przekraczamy go w Takhek opuszczając tym samym piękny Laos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLaos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WIETNAM: Góry Annamskie - rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|07 - 13 02 2023}} &lt;br /&gt;
Nasz rowerowy rajd przez Indochiny rozpoczęliśmy od Wietnamu. Zarówno ten kraj jak i sąsiednie obfitują w różnorakie zjawiska krasowe czasem nie występujące w innych rejonach świata. Właśnie celem wyjazdu było zapoznanie z tą specyfiką krasu tropikalnego. W Wietnamie to zatoka Ha Long z ponad tysiącem wapiennych wysp, a na nich wiele jaskiń. Wybieramy się na rejs stateczkiem po zatoce między wapiennymi ostańcami przeróżnych kształtów. Na wyspie Bo Hon odwiedzamy największą jaskinię Sung Sot. I choć jest przystosowana dla turystów to nacieki i szata naciekowa robi wrażenie. Oprócz tego w zatoce pływamy kajakami po lagunie Luom Bo gdzie przepływamy kilka jaskiń w które wnika światło. Wpływa się z jednej strony wysepki a wypływa z drugiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Następnie z Hanoi udajemy się do Tam Coc gdzie podobna przygoda czeka nas na rzece Nga Dong. To niesamowita sceneria. Rzeka przepływa przez trzy jaskinie - Hang Cả - długość 127 m, drugą jest Hang Hai o długości 60 m i znajduje się kilometr dalej. Trzecia jaskinia Hang Ba jest w pobliżu Hang Hai i ma długość 50 m. Po rzece tej pływa się z wioślarzami, którzy wiosłują nogami. Bardzo pomysłowy i ekonomiczny wysiłkowo sposób wiosłowania. Rejon też jest turystyczny lecz jakoś tego się nie odczuwa gdyż Wietnamczycy używają sprzętu bardzo leciwego a ich pomysłowość jest godna szacunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie podążamy bardziej na południe. Ciągle towarzyszą nam wapienne góry niestety w wielu miejscach dewastowane przez kamieniołomy. Mnóstwo śmieci. Rzeki brudne. Tym niemniej bardzo przyjacielscy ludzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dien Chau docieramy do brzegu morza Południowo-Chińskiego (zatoka Tonkińska). Stąd na zachód przez Góry Annamskie (ciągną się przez cały Płw. Indochiński) w kierunku Laosu. Początkowo pogoda deszczowa, straszna wilgotność potem upały i kurz.&lt;br /&gt;
Wietnam przejechaliśmy bardzo różnymi drogami. Ścieżkami, drogami gruntowymi pomiędzy polami ryżowymi, błotnistymi i trawiastymi traktami ale asfaltami w tym główną drogą Wietnami: Hanoi – Ho Szi Minh. Na głównych droga są szerokie pasy dla rowerów i skuterów. Mieliśmy namiot lecz go nie rozbijaliśmy gdyż różnych miejsc noclegowych było tyle iż nie warto było trudzić się z namiotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWietnam&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2023}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka spod Hotelu Zimnik na Malinowską Skałę. Zjazd doliną Malinowskiego Potoku. Śniegu dużo. Na górze miękki, pośrodku zabójczy (tj. łapiący tyły nart w gęstym bukowym lesie), a na dole ohydny (ciapa). Z auta do auta jakieś 2h 15m i ok. 620 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra (Diablak)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek (niezrzeszony)|12 02 2023}} &lt;br /&gt;
Z Zawoja Markowa zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Dalej przez Przełęcz Brona na Diablak. Zjazd na Krowiarki. Pogoda dopisała. Śniegi całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - Kaiserstein|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|9 02 2023}}&lt;br /&gt;
Z parkingu pod wyciągiem krzesełkowym najpierw podchodzę wzdłuż trasy, a następnie miejscami bardzo romantycznie postrzępioną granią na Kaiserstein (2061). Śnieg wywiany, narty przez większość czasu niosę na plecach. W ogóle wieje bardzo mocno, choć jednocześnie jest nade mną bezchmurne niebo. Zjeżdżam przez Breite Reis, to podobno jakiś lokalny klasyk. Śnieg trudny, o mocno nierównej powierzchni z powodu działalności wiatru. Każdy skręt w lewo generuje sypnięcie w twarz krupą spod tyłów moich nart. No ale oczywiście miło się było zmęczyć, skoro już i tak musiałem jechać w okolice Wiednia. W sumie 1200 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|05 02 2023}} &lt;br /&gt;
ZŁatna i Sopotnia Wielka. Z dolnego parkingu w Złatnej z buta do mostku. Tam zapinamy narty i dalej dziewiczymi stokami przez łąki i leśne dukty do niebieskiego szlaku na wysokości Polomu. Stamtą dalej w dziewiczych śniegach na Trzy Kopce. Tu dopiero szlak jest przetarty. Podchodzimy pod Stefankę i zjeżdżamy do drogi. Dalej w lewo prosto do rynny którą wychodzimy na Rysiankę. Tam przerwa na popas i z foki na Halę Lipowską. Z Hali Lipowskiej zjazd pod słupami do samego parkingu. Warunki bajeczne - ludzi garstka. Do Trzech Kopcy torowanie w puchu po kolana albo i głębszym (nawet w nartach). Zjazdy w prawdziwym puszku. Ostatni już po zmroku. To był ten dzień!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł|3 02 2023}}&lt;br /&gt;
Wejście typu &amp;quot;przed pracą&amp;quot; na Czantorię. Najpierw &amp;quot;ścieżką rycerską&amp;quot;, a potem lewymi zboczami doliny Suchego do drogi biegnącej grzbietem. Następnie grzbietem przez las na szczyt. Zjazd drogą podejścia. Trochę wystających korzeni, ale generalnie śnieg aż do drogi asfaltowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona)|03 02 2023}} &lt;br /&gt;
Ruszamy z Żabnicy skałki szlakiem na Boraczą. Tam mały popas. Na hali piekło wieje niemiłosiernie i cały czas kładzie. Idziemy dalej na Prusów. Na halach jest strasznie wietrznie. Trzeba torować. Ze szczytu chcemy się przebić przez las pod samochód niestety wpakowujemy się w niezłe maliny. Trzeba wrócić - niestety nie zapinam butów i wyskakuje mi kostka. Wracamy na Boraczą a z tamtąd zjazd asfaltem na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fprosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;Łukasz Mazurek, Bartosz Brzezinka (SBB), Szymon (niezrzeszony)|02 02 2023}} &lt;br /&gt;
Prognozowany solidny opad skłania nas do wycieczki na Świętą Górę. Spotykamy się u Bartka dość późno i jedziemy. W górę idziemy pod zboczami Soliska i przez Byka. Za Soliskiem zaczyna się torowanie. Powyżej górnej granicy lasu huraganowy wiatr i bardzo ograniczona widoczność - przy nawigacji posiłkujemy się dobrodziejstwami techniki. Docieramy jedynie na polski wierzchołek, przepinamy się w ekspresowym tempie pod krzakiem i zjazd. Góra - do Koła - mocno przewiana. Dalej bajka (przynajmniej dla mnie - 100 pod butem radzi sobie nieźle, chłopaki na wąskich nartach zaliczają kilka przyziemień ). Stajemy na szybki popas na Miziowej. Chcemy wyjść jeszcze raz na górę - ale wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Ostatecznie prujemy starą trasą wzdłuż orczyków na Szczawiny, dalej chwilę nartostradą, następnie przez las i pod krzesło - warunki pierwsza klasa. Na narcie na sam parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szkolenie lawinowe PZA na Hali Krupowej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Liwocha + około 30 innych osób z &lt;br /&gt;
klubów z całej Polski|27 - 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kamil dociera na miejsce już około 15. Ja dojeżdżam na Parking pod Krupową po 18 i na parkingu spotykam już gotową do wymarszu ekipę KKS - którzy pomagają mi w parkowaniu (niestety lodowisko). Chcą na mnie zaczekać, ale ja jeszcze muszę dokonać przepaków i nie chcę żeby marzli więc umawiamy się, że widzimy się na górze. Jest dość ciepło. Warunki śniegowe na dole nie najlepsze - dużo wystających kamieni - jednak udaje się podejść bez odpinania nart. Po nieco ponad godzinie docieram do schroniska. I lokuję się w pokoju z ekipą KKS (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kamil jest na szkoleniu). W piątek prowadzimy szeroko zakrojoną integrację. Wkrótce też dociera pierwsza część ekipy instruktorskiej - Melon a tuż za nim Diabeł. Działania rozpoczynamy w sobotę od rana. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza idzie z Melonem, my idziemy z Michałem, który dotarł rano. Na hali przygotowujemy symulowane lawinisko i trenujemy strategię działania na lawinisku - poszukiwania &lt;br /&gt;
zasypanych, pomoc zasypanym, zasypanym częściowo oraz tym którzy znaleźli się na górze. Dodatkowo uczymy się budowy stanowisk i ćwiczymy transport w dół i w górę w noszach. Po przerwie obiadowej Idziemy z Melonem. Tym razem głównie skupiamy się na technikach wykopywania oraz poszukiwania. Na koniec organizujemy improwizowany transport poszkodowanego do schroniska. Po kolacji docierają do schroniska Maciek i Tomek - z służby śniegowej Grupy Beskidzkiej GOPR. Rozpoczynamy wykłady na temat czytania i rozumienia komunikatów służb śniegowych a następnie na temat technik przeszukiwania lawinisk prawidłowej &lt;br /&gt;
konfiguracji i obsługi sprzętu - oraz jego lokalizacji. Po wykładach zostało jeszcze świętowanie urodzin Melona, któremu jeszcze raz życzymy sto lat! W niedzielę startujemy od samego rana z zajęciami praktycznymi prowadzonymi przez Tomka i Maćka. Na pierwszy ogień idziemy z Tomkiem gdzie skupiamy się na działaniu, technikach poszukiwania przy użyciu detektora lawinowego. Po przerwie kawowej zmiana grup i idziemy z Maćkiem. Tym razem przedmiotem zajęć jest technika przeszukiwania &lt;br /&gt;
lawiniska przy pomocy sondy lawinowej. Po zakończonych zajęciach Kamil schodzi na dół. Ja czekam na podsumowanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie, pakujemy się i zjeżdżamy na dół. Zjazd po średnich śniegach wąskimi drogami i stokówkami przeoranymi przez pieszych i skutery. Szkolenie bardzo ciekawe i bardzo fajnie poprowadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzkolLaw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg charytatywny - VIII Bieg z Sercem|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Buli + dużo innych biegaczy| 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
W zeszłym roku wkręciłem się w bieganie i postanowiłem, że w 2023 r. zacznę uczestniczyć w zawodach biegowych. Przy okazji WOŚP postanowiłem wziąć udział w biegu charytatywnym, dzięki czemu można było się zmierzyć i zrobić coś dobrego :) Na miejscu spotkałem Buliego. Start był o 11, a trasa liczyła ok. 7 km. Nie było oficjalnych pomiarów czasu, ale gps zmierzył mi tempo 5 min/km. Na mecie czekał już Daniel, więc on to musiał lecieć jak wariat :) Super atmosfera, fajnie widzieć ludzi, którzy na całej trasie Ciebie dopingują :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Munczolik|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od wylotu doliny Cebulowego Potoku przechodzimy leśną drogą do sąsiedniej dolinki za grzbiet Rakowca. Dalej wzdłuż potoku a później jego łożyskiem i finalnie po dość głębokim śniegu (sami przecieraliśmy trakt) wychodzimy w pobliżu Hali Górowej. W okolicy Hali Miziowej dość sporo osób. Od razu więc kierujemy się na Munczolik (1356). Grzbiet opada na boki dość stromymi zboczami. Od wys. 1000 m wspaniała pogoda. Piękny zjazd w nieruszonym śniegu do Hali Cudzichowej, którą rozpędem trawersujemy. Potem równie fajny zjazd leśnymi duktami do najniższego płaju i nim do auta przy wylocie dol. Cebulowej. Bardzo urozmaicone podejście a zjazd jeszcze bardziej. Ludzi spotkaliśmy tylko w pobliżu Miziowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kasprowy Wierch - skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (os.tow.)|28 01 2023}}&lt;br /&gt;
Z powodów logistycznych wyjeżdżamy z domu dość późno jak na tatrzańskie wycieczki (po 6:00). Do Zakopanego dojeżdżamy około 9:30. Narty zakładamy praktycznie przy samochodzie. Idziemy na Kasprowy Wierch wariantem zimowym, wzdłuż potoku Goryczkowego, w tym miejscu ludzi całkiem niewiele. Zmienia się to od dolnej stacji Kolejki Goryczkowej. Tam już tłumy. Mgła gęstniała wraz z wysokością, żeby się całkowicie rozproszyć tuż przed szczytem, oferując bajkowe widoki. Przepinamy narty pod stacją meteorologiczną i zjeżdżamy na dół. Błędniki trochę nam wariują podczas przejazdu przez największą mgłę. Mleko tak gęste, że ciężko określić czy się stoi, czy jedzie i w którą stronę :) trzymamy się chorągiewek nartostrady, żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla oka. Było to szczególnie emocjonujące dla Adama, który pierwszy raz był na skirutach w Tatrach i nie jeździł jeszcze w takich warunkach. Poniżej kolejki zjazd już spokojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fkasprowy &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - Westliche Seeblaskogel|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|26 - 28 01 2023}}&lt;br /&gt;
W czwartek z Gries (1640) podchodzimy do chatki Winnebachseehütte (2361). W piątek próbujemy się dostać na Breiter Grieskogel (3287), ale zmuszeni jesteśmy zawrócić nieco poniżej przełęczy Zwieselbachjoch (2868). Wiatr 40 km/h to może nie jest jeszcze jakaś tragedia, ale przy temperaturze rzędu -15 C i nadciągającej mgle warunki zrobiły się trochę zbyt poważne. O pierwszej jesteśmy z powrotem przy chatce i wtedy właśnie chmury schodzą w dół i nad nami ukazuje się niebieskie niebo. Ola zostaje na relaks i odmrażanie stóp, a ja idę się wyżyć, wychodząc sportowym tempem na rzeczony Seeblaskogel (3048). W sobotę miało być pięknie, ale wyszło znowu to samo, czyli mróz, mgły i nadal śniegu mało. Po śniadaniu wracamy więc do samochodu. Nie byliśmy jedynymi, którzy rozumowali, że start z samochodu zaparkowanego na 1640 powinien gwarantować niezłe warunki. Chatkę dzieliliśmy z klasyczną bandą Czechów oraz - drugiego wieczoru - z lokalną parą. Nawet miejscowi byli zaskoczeni ilością kamieni wystających spod śniegu w dolinie nad chatką. Niby koniec stycznia, ale jednak - z powodu odwilży - niedawny, masywny opad właściwie był jakby pierwszym w sezonie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - wycieczki po różnych wadi|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska, Emilia, Felicja|15 - 23 01 2023}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek zaczynamy od standardowej wycieczki po wadi z parku Ruwi w Maskacie. Wtorek - Wadi Qualhat (pusto!), środa Wadi as-Shab, czwartek zabawy na pustyni, piątek Wadi Bani Khalid, sobota prawa orograficznie odnoga Wadi al Muaydin, niedziela meczet Sułtana Qaboosa, muzeum ropy naftowej, souq i festiwal Muscat Nights (ciekawe!). No i tak minął nam tydzień ferii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wyjazd szkoleniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; i inni|19 - 22 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce autoratownictwo zaawansowane oraz pierwsza pomoc. Poczynając od czwartkowego wieczoru, do południa w niedzielę działaliśmy intensywnie, z krótkimi przerwami na sen. Działaliśmy w jaskiniach Czarnej i Kasprowej. W niedzielę szkolenie na bazie. Dodatkowa atrakcja wyjazdu: torowanie drogi do jaskiń w śniegu po pas, co prawda mój, ale jednak... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wieka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona), Anka (niezrzeszona)|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny dzień wcześniej zrobiły solidny zwiad w Beskidach więc wiemy czego się spodziewać. Jedziemy na Wielką Raczę. Po dość długiej walce o miejsce parkingowe idziemy na szczyt żółtym szlakiem. Śniegu całkiem sporo, ale wszystko to co spadło nie zdążyło usiąść i zostać przykryte świeżym opadem. Wystaje dość dużo kamieni. Na górze wchodzimy na chwilę do schroniska no i czas powrotu. Odpinamy foki pod schroniskiem i zjeżdżamy do Hali na Małej Raczy i dalej przez halę w dół. Oj piękny był to zjazd - mimo iż nie był to puszek zjazd bardzo przyjemny. dalej pożarówką w dół przejeżdżając, przechodząc lub przeskakując przez kilka strumyków. Ostatecznie udaje się zjechać do samochodu bez odpinania nart.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWlkRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wypad skiturowy wymuszony okolicznościami. Z Żabnicy od drewnianego kościółka bez szlaku, nie przetartym terenem na grzbiet Prusowa (1010). Była mgła i posiłkowałem się nawigacją z telefonu. Gdy chciałem upewnić się co do poprawności marszruty stwierdziłem z przerażeniem brak urządzenia. Kieszeń okazała się dziurawa. Zjeżdżam wzdłuż śladu w dół kilkaset metrów i nic. Na dodatek w celu oszczędzania baterii włączyłem tryb samolotowy więc nie mogłem go namierzyć po dźwięku. W sukurs przychodzi mi Teresa. Sondujemy ślad kijkami co kilka centymetrów,  co zajmuje sporo czasu. Esie udaje się przypadkowo wykopać telefon spod śniegu więc nie posiadam się z szczęścia. Potem już bez problemów idziemy na zalesiony szczyt Prusowa. Zjazd trochę inną drogą, rozległymi polanami po fantastycznym śniegu. Dolny odcinek stanowią tarasy pól poprzedzielane metrowymi uskokami więc zjazd dostarcza dodatkowych atrakcji w postaci fajnych skoków. U góry spotkaliśmy tylko kilku skiturowców. Deniwelacja - ponad 500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Prosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Hala Gąsienicowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (nie zrzeszony), Ala (niezrzeszona)&lt;br /&gt;
|15 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic. Wychodząc z parkingu spotykamy naszego klubowego kolegę Tomka wraz z Sylwią (ST), którzy idą w tą samą stronę. Celem był Kasprowy. Udajemy się więc w piątkę. NA Nosalową Przełęcz narty wynosimy dalej już z foki. Niestety na drodze staje nam jelonek. Tomek z Sylwią przechodzą, jednak nasza trójka zostaje z drugiej strony i dość długo czekamy aż ten zrobi nam miejsce. Wiatr silny a śnieg ciężki i tępy. Dochodzimy do Murowańca gdzie czekają już Tomek i Sylwia. Oni chcą iść &lt;br /&gt;
dalej. My podjęliśmy już wcześniej decyzję, że odpuszczamy dziś Kasprowy &lt;br /&gt;
bo przyjemności z tego nie będzie. Sylwia namawia jednak Alę, a ta nas, żebyśmy poszli wraz z nimi. Wychodzimy więc razem. Po drodze mijamy kolejne osoby, które wycofały się ze względu na zbyt silny wiatr. W końcu i nasza trójka odpuszcza. Sylwia z Tomkiem idą dalej na Kasprowy - my wracamy do Kuźnic drogą podejścia. Zjazd starą nartostradą mimo wcześniejszych obaw - całkiem niezły. Zjeżdżamy do Nosalowej Przełęczy. Dalej niestety narty trzeba przypiąć do plecaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FHalaGosienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry zach. - Jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia S., Magda (KKTJ), Ania, Darek i Sławek (KKS)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie planowana była jaskinia Wielka Śnieżna, ale ze względu na pogodę i informację, że otwór Śnieżnej zakorkowało, padł pomysł na Czarną. Czarna zawsze pewny plan B. Podeszliśmy od strony wysranki, torując drogę pod sam otwór. W jaskini odwiedziliśmy partie Wawelskie, a dziewczyny na powrocie zrobiły krótką sesję zdjęciową w korytarzu mamutowym i korytarzu żyrafowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Babia Góra|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek, Adam (os. tow.)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Startujemy ze Slanej Vody po stronie słowackiej. Szlak początkowo wodnisty, później błotno wodnisty, wyżej śnieżno błotny i u góry nareszcie cały we śniegu! Choć nie był to śnieg na jaki czekaliśmy, bez podkładu i ubicia wyślizgiwał się spod nóg nie ułatwiając podejścia. Widoków brak. Za to zimno, wiatr i śnieg wyczyniały czary z wszystkim co im na drodze stanęło, znaleźliśmy się w krainie lodowych rzeźb. Na szczycie Babiej znajdujemy kawałek miejsca dla siebie i rozkoszujemy się kawą w doborowym towarzystwie (widoków ciągle brak). Po zejściu na Przełęcz Brona kierujemy się w stronę Małej Babiej. Słońce próbuje się przebić przez chmury, jednak walkę przegrywa (dość malowniczo). Droga idzie nam  sprawnie i szybko więc pozwalam sobie czasem przystanąć i poudawać, że wiem jak robić zdjęcia, żeby później gonić za chłopakami. Na nasze nieszczęście szlak z Małej Babiej na stronę słowacką jest nieuczęszczany (ślady jednej! osoby) więc torujemy zejście w śniegu po kolana (miejscami niektórym po uda), żeby wariantem mieszanym (trochę szlaku trochę lasu) dojść do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Karb i Kasprowy W.|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Trochę wymuszona przez warunki śniegowe trasa, choć niemal ciągle na nartach. Przez dol. Jaworzynki wydostajemy się na Halę Gąsienicową. Dalej na przeł. Karb przez dol. Zieloną Gąsienicową. Stąd już w rakach kawałek na Czubę nad Karbem (1896). Zjazd szlakiem podejściowym (u góry czujnie gdyż głazy pod granią nie są należycie przykryte śniegiem, jak zresztą w większości żlebów) a następnie znów podejście na Kasprowy. Na górze sporo ludzi (uruchomiono wyciągi i trasy narciarskie). Z góry fajny zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic a dalej do samego auta powyżej ronda. Deniwelacja 1370 m i 19 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Deszczowa i Złodziejska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki Kroczyckie i odwiedzamy jaskinię Deszczową (w której wykopaliska potwierdziły obecność człowieka z przed tysięcy lat) oraz jaskinię Złodziejską (Schronisko w Skałach Kroczyckich). Piękna pogoda, w której te skały prezentują się bardzo malowniczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/JaskiniaDeszczowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - krótkie jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|06 - 07 01 2023}}&lt;br /&gt;
W piątek akcja popołudniowa do Brunnecker Höhle. Tym razem udaje się przejść nad wodospad Teufelsmuhle, choć niezbyt daleko. Łącznie w jaskini ok. 2.5h. Przekraczając wodospady i podchodząc wzdłuż huczących kaskad przemakamy do suchej nitki. Nie jest to problem, bo w jaskini ciągle się ruszamy, a samochód wszak zaparkowany blisko otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę idziemy do Bierlocha. Pod ziemią spędzamy około 4.5h. Przechodzimy cały Gang der Nationen i odklepujemy zjazd do Bierleichendomu. Udaje się nam zejść do samochodu przed zmrokiem i zażyć sporo przyjemnej, rześkiej pogody na powierzchni. Zimy w Alpach Salzburskich raczej brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony), Halina (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony)|07 01 2023}}&lt;br /&gt;
Dostaję info, że na Łomnicy szykuje się całkiem spoko warun. Skrzykujemy się więc stałą ekipą, a w ostatniej chwili dołącza kolejny Piotr i jedziemy. Do Skalnego Plesa wychodzimy oczywiście po trasach. W restauracji na górze szybka przerwa śniadaniowa i idziemy w górę &lt;br /&gt;
standardową drogą podejścia (mniej więcej w okolicach krzesła na Łomnicką Przełęcz). Wychodzimy nieco wyżej w stronę Łomnicy. Warun &lt;br /&gt;
Petarda - słonko, zero wiatru. Po konsumpcji odklejamy foki, schodzimy na przełęcz. W żlebie centralnym śniegu całkiem sporo - no i trafił się też niezły pow, więc pare firan poleciało. Niestety również kilka wystających i dobrze zamaskowanych kamieni się znalazło... Ale i tak &lt;br /&gt;
warunki zjazdowe całkiem dobre. Zjazd od Skalnego Plesa w dół po trasach w bardzo trudnych warunkach - śnieg na trasach bardzo mocno rozjeżdżony, a widoczność praktycznie zerowa. Na deserek zostawiamy sobie przejazd przez snow park. Co nie którzy oddają serię całkiem niezłych lotów i na nartach zjeżdżamy praktycznie do parkingu. O 14 jest już praktycznie po wszystkim. Wypad jak zwykle na duży plus, fajnie było znowu poczuć pod nartami tatrzańskie śniegi - oby zima szybko wróciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLomnickieSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd sylwestrowo - noworoczny z imprezką na Kościelcu|Łukasz Piskorek, Asia Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam (os. tow.) i pies Rufus|31 12 2022 - 01 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wieczorem ruszamy z Ostrego doliną Zimnika na Kościelec (1022). Jest +9 st. i silny wiatr. Pierwsze płaty śniegu pojawiają się dopiero w górnych partiach (na których Rufus skwapliwie się tarza). Fajną ścieżką docieramy pod szczyt pokonując ostatni odcinek stromo do góry na przełaj pod skały szczytowe. W pięknym miejscu z rozległymi widokami rozpalamy ognisko spędzając przy nim ostatnie chwile roku 2022 piekąc kiełbaski i gawędząc na różne tematy. Gdzieś tam na dole wiwatują na cześć upływającego czasu a nam przygrywa wyjący w drzewach wiatr i trzask ogniskowych bierwion. Po północy gasimy ogień i ruszamy w różne strony. Asia, Łukasz i Adam schodzą szlakiem do aut, a ja z Esą idziemy przez Malinowską Skałę, Skrzyczeńską Kopę na Mł. Skrzyczne. Na szlaku pojawia się dość sporo osób. Trakt jest pokryty mokrym lub zalodzonym śniegiem bądź błotnistą mazią. Na Mł. Skrzycznym (1211) zakładamy narty i nartostradą zjeżdżamy do godnoli. Trasa była oświetlona i wyratrakowana i byliśmy na niej tylko my. Pięknym zjazdem osiągamy parking gdzie czekał już Łukasz (przyjechał moim autem z Ostrego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKoscelec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11104</id>
		<title>Wyjazdy 2023</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11104"/>
		<updated>2023-09-20T22:12:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Maraton 3 jezior|Daniel Buli i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 09 2023}} &lt;br /&gt;
Na początku tego roku zobaczyłem ogłoszenie o terminie tegorocznego Maratonu 3 Jezior (M3J), festiwalu biegowego organizowanego przez naszych przyjaciół Magdę i Staszka. Mając na uwadze, że w 2022 r. wkręciłem się w regularne bieganie, pomyślałem, że spróbuje swoich sił i w chwili podniecenia zapisałem się na 25 km bieg z Międzybrodzia Bialskiego, poprzez przełęcz pod Rogaczem, Czernichów, Jaworzynę, Kiczerę, Górę Żar do Porąbki (ok. 1400 m przewyższenia). Od tamtej pory starałem się swoje &amp;quot;treningi&amp;quot; dostosować pod wrześniowy bieg, co zaowocowały chyba dobrym debiutem. Pogoda sobotnia była cudna, choć dla nas biegaczy było odrobinę za ciepło, tak z 18C byłoby optymalne, ale lepsze to niż deszcz :) Na starcie wielkie emocje i super klimat, kiedy formuje się grupa 166 biegaczy, którzy wspólnie ruszają. W czasie pierwszych 3 km pokonuje się ponad 500 m przewyższenia, co powoduje, że grupa dzieli się na mniejsze podgrupki, które &amp;quot;biegną&amp;quot; w swoim tempie. Ja staram się dotrzymać kroku, lecz zostaje w tyle kiedy zaczynamy zbiegać w dół. Po dotarciu do Czernichowa trasa wiedzie przez most wiszący na drugą stronę Soły, gdzie czeka podobny ostry podbieg. Po drodze mijam moich wiernych kibiców w postaci Iwony i Karolci, która wyrywa się i wbiegła na trasę aby mnie przytulić, bo już chyba na tym etapie (8km) źle wyglądałem. Dalszą część trasy biegnę sam bądź w towarzystwie 4-5 osób, które maja podobne tempo. Przy 12 km mam pierwsze zwątpienie, czy starczy mi sił do końca biegu, ale po łyku wody spinam poślady i biegnę dalej. Kolejnym punktem kulminacyjnym było wbiegnięcie na Górę Żar (18km) gdzie po wypiciu elektrolitów z punktu regeneracyjnego i usłyszeniu dopingu ruszyłem w dół. W tym momencie zaczęły doskwierać mi obtarcia na piętach, które z każdym kilometrem były coraz bardziej dokuczliwe, co mnie trochę spowolniło. Na szczęście trasa już w większości biegła w dół. Na stadionie przy okrzykach  Iwony, Karoliny, Magdy i Staszka wbiegłem na linie mety. Mój czas wyniósł 3h 38 min. co dało tempo 8min 42s na kilometr oraz 64 miejsce na 157 zawodników, którzy ukończyli bieg. Z wyniku jestem zadowolony, choć w serduszku tliła się nadzieje na czas poniżej 3h30min, ale nie można mieć wszystkiego :)&lt;br /&gt;
Buli biegł w niedzielę na trasie 17km (1200 m przewyższenia). Start pokrywał się w większości z moją trasą, ale ostatecznie po przebiegnięciu przełęczy pod Czuplem i dotarciu do Czernichowa, ponownie wbiegał pod Rogacz i na metę do Międzybrodzia Bialskiego. Buli to już nie amator co ja i chłopak uzyskał wspaniałe 20 miejsce na 144 biegaczy z czasem 1h 52min (tempo 6min 37s) a 6. w swojej kategorii wiekowej. Chociaż jak stwierdził, jest pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
Dziękujemy i gratulujemy Magdzie i Staszkowej pięknej imprezy sportowej, organizacja wzorowa, posiłek regeneracyjny przepyszny, a emocje niezapomniane! Do zobaczenia w przyszłym roku! :)&lt;br /&gt;
Strona zawodów: https://www.maraton3jezior.com/ &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Bukowiec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|17 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawy obszar z kulminacją góry Bukowiec (361). Obchodzimy teren. Na południowym skłonie skalne wychodnie. W spękanych warstwach wapienia kilka otworów. W największej jaskini sporych rozmiarów sala. Ta jaskinia ma 2 otwory. Potem jeszcze odwiedzamy nieodległe Stawy Kaskadowe oraz Schronisko w Pogorzycach w masywie Góry Grodzisko (380). Teren jest pełen różnych dolinek, parowów i zapadlisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Bukowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wycieczka na Granaty|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wciąż cudowna wręcz pogoda. Z Brzezin rowerami podjazd do Murowańca. Od dwóch lat &amp;quot;kocie łby&amp;quot; są wysypane szutrem więc podjazd rowerem stał się bardzo sensowny (w obie strony można zaoszczędzić 2 h). Zajmuje nam to 1 h 10 min. Potem już szlakami na Skrajny Granat. Dalej Pośredni i Zadni. Zejście do Murowańca i super zjazd do Brzezin (ok. 25 min). Szlaki dość rojne a przy Murowańu wręcz tłum. 1250 m deniwelacji i 21 km. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Granaty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zubowych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|07 09 2023}} &lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg w zakresie V+ - VI+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach drogą Martina|Jan Kieczka, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|06 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wszystko zagrało jak należy. Z Tatrzańskiej Polanki jeszcze o zmroku podjazd rowerami do Śląskiego Domu (1665). O poranku podejście na Polski Grzebień (2200). Stąd przepiękną granią (tzw. Martinka, trdności II - III) przez m. in. Wielicki Szczyt (2319), Litowrowy Szczyt (2423), Lawinowy Szczyt (2606), Zadni Gerlach (2616) osiągamy króla Tatr - Gerlach (2655). Pogoda była cudowna. Sama Martinka zajęła nam nieco ponad 4 h. Większośc grani zrobiliśmy bez asekuracji. Po drodze 2 zjazdy. Od drugiego szliśmy już z lotną asekuracją. Grań bardzo lufciata, kilka miejsc czujnych. Generalnie szliśmy samą granią. Zejście Batyżowieckim Żlebem. Od Śląskiego Domu w kilka chwil rowerami śmigliśmy do parkingku. Z auta do auta - 12 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMartinka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 08 09 2023}} &lt;br /&gt;
Parodniowa zmiana otoczenia, przy okazji wyjazdu Łukasza. Jestem zbyt obowiązkowa na to by ,,rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady&amp;quot;, więc pracę biorę ze sobą, a popołudnia wykorzystuję na spacery na pobliskich szlakach. Nocuję w Cisnej, skąd pierwszego dnia robię spacer na Wołosań. Szlak zaczyna się kawałek za moim apartamentem. Początkowo zieloną ścieżką przyrodniczą, dochodzę powyżej Bacówki pod Honem, do czerwonego szlaku. Tam mijam się z Łukaszem, który robi trasę z Duszatyna do Wołosatego (~90km). Początkowo ostro do góry, dalej granią. Całość udaje mi się zrobić w 4,20h - spieszę się, bo nie codzień wychodzę w góry dopiero o 14… Jednak pośpiech i 16km daje się  we znaki wieczorem i następnego dnia rano (mojemu czworonożnemu psijacielowi również). Dlatego następnego dnia wybieram trasę krótszą. Choć widokowo bardziej mi się podoba, to podejście jeszcze bardziej strome niż poprzedniego dnia. Dochodzę pod szczyt Warwosoki i tam robię krótka przerwę przed zejściem. Ostatniego dnia mam czas tylko na krótkie spacery w okolicy, nad rzekę i do lasu, żeby zdążyć odebrać Łukasza z Wołosatego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Górny Śląsk|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutry Górnego Śląska. Tak są i jest ich dużo i są w lasach. W myśl zasady „rowerki są szczęśliwe jak jeżdżą” 150 km poprzez Żor, Szczygłowice, Czerwionka- Leszczyny, Kuźnie Raciborską, Rudy i Rybnik. Piękna pętla głównie lasami. Pogoda idealna 20 stopni, zero deszczu, zero komarów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szeroko pojęta Jura (Jaskinia Szmaragdowa, Jaskinia w Zielonej &lt;br /&gt;
Górze, Studnisko, Studnia Szpatowców)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bartek potrzebuje kilku zdjęć jaskiniowych. Wypad więc ustalamy już na początku tygodnia. Ja dostaję przykaz, żeby zabrać koniecznie pomarańczowy kombinezon... No nic wiem, że będę się gotował, ale w końcu zdjęcia więc dostosowuję się. Początkowo mieliśmy podziałać w Racławicach, następnie przenieść się w okolicę Rodaków. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Gdzieś w piątek Bartek poinformował, że zrobił wpis również na Studnisko... Spotykamy się u mnie w niedzielny poranek. Decydujemy, że jedziemy najpierw w stronę Studniska a później będziemy wracać. Ostatecznie Bartek wysuwa nieśmiało propozycję jaskini &lt;br /&gt;
Szmaragdowej. Błyskawicznie ją podłapuję. Jedziemy. Szybki spacer przez nieczynny kamieniołom i jesteśmy pod otworem. Szybkie przebieranie i wchodzimy dolnym otworem. Następnie zjeżdżamy nad jeziorko. Bartek jedzie pierwszy i rozstawia się ze sprzętem następnie ja, grzecznie wykonując komendy: stój, patrz w lewo, patrz do góry, więcej światła, mniej światła, połóż tam światło i tak dalej... Poziom wody dość niski. Poręczówka nad jeziorkiem umożliwiła by przejście na koniec korytarza, &lt;br /&gt;
jednak żaden z nas nie ma nic na przebranie, więc odpuszczamy ten pomysł (chodź bardzo kusił...). No to do góry i tym razem wychodzimy górnym otworem. Szybki powrót do samochodu. Bułeczka. I dalej w drogę w stronę gór sokolich. Przejeżdżamy przez Kusięta. Tym razem ja dostaję olśnienia. &amp;quot;Bartek przecież tu jest jakaś fajna jaskinia z fajnymi naciekami&amp;quot;. No jest - Jaskinia w Zielonej Górze. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć Bartek zawrócił i kierujemy się w stronę rezerwatu &lt;br /&gt;
Zielona Góra. Tu bierzemy tylko kombinezony, kaski i sprzęt foto. Błyskawicznie się przebieramy  i czmychamy do dziury. Gdy Bartek rozstawia Sprzęt w pierwszej sali, Ja zwiedzam kolejną z pięknymi naciekami. Szybka sesja (nie zwiedzamy wszystkich zakamarków) i wychodzimy. Dalej jedziemy w stronę Gór Sokolich. Łapiemy ostatnie wolne miejsce na parkingu i żwawo udajemy się pod otwór Studniska. Tu znowu przebieranki i w stałej kolejności na ten wyjazd do dziury. I znowu stój, patrz w lewo, prawo do góry, trochę niżej i tak dalej. W końcu obaj jesteśmy na dnie wlotówki. Odpuszczamy jednak dno. Przecież tego &lt;br /&gt;
dnia chodzi nam tylko o zdjęcia... No i wio do góry. Wychodzenie w gumowym kombinezonie wytopiło ze mnie całkiem sporo tłuszczyku... Przy otworze jak zwykle mnóstwo nietopeżowej młodzieży. No i znowu kombinezony i szpej do plecaków i do samochodu. Sprawdzamy trasę do Racławic. 1,5 h = zdecydowanie za długo. Co może  być bliżej. No jak co Podlesice. zastanów się tylko czy Studnia Szpatowców czy Żabia. Ostatecznie staje na Studni Szpatowców. No i tak jak poprzednio szybko &lt;br /&gt;
pod otwór. Przebieranki i szpejenie. Znowu Bartek przodem. Z tym że tu stój, patrz do góry, w lewo i prawo zaczęło się już na pochylni... W końcu udaje nam się zjechać na dno. Zdjęcia zrobione więc znowu czas do góry. Było trochę po 18. Bartek za moją namową zagląda jeszcze do szczeliny pomiędzy Wielką a Małą Studnią Szpatowców - ja przypadkowo trafiłem na ten obiekt podczas poprzedniej wizyty z Danielem więc już odpuszczam. W domu jestem około 20.00. Dzień całkiem owocny. Teraz tylko czekam na efekty zdjęciowe tego wypadu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura - Góra Birów, Jura - Ryczów, Jura - Podzamcze  – Szkolenie wspinaczkowe  |Uczestnicy: Emanuel Soja, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|29.08.2023 - 3.09.203}} &lt;br /&gt;
Wtorek:&lt;br /&gt;
Szkolenie zaczynamy bardzo złymi prognozami meteo, aczkolwiek jedziemy z nadzieją na wypogodzenie. Tuż po dojechaniu na parking przywitały nas grzmoty w okolicy i lekki deszcz. Nie tracąc czasu schowaliśmy się w jamie w której poznaliśmy podstawy wspinaczki. Pierwsze wspinanie na wędkę, później z asekuracją z dołu.&lt;br /&gt;
Na koniec dnia, nauka zjazdu na “kubku” .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa :&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach, mocno mokre skały utrudniły wspinanie.&lt;br /&gt;
Nie przeszkodziło to nam w dalszej nauce. Przez cały dzień trenowaliśmy “wielowyciąg” drogami ubezpieczonymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek :&lt;br /&gt;
Mając już wiedzę i umiejętności wspinaczkowe na drogach ubezpieczonych, Emek podjął temat wspinania na własnej asekuracji. Na początku teoria, później praktyka.&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędziliśmy na wspinaniu z kośćmi, heksami i tricamami.&lt;br /&gt;
W międzyczasie uzupełniliśmy wiedzę na temat rodzajów stanowisk.&lt;br /&gt;
Zajęcia skończyliśmy idealnie - po 10 minutach zaczęła się ulewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek  :&lt;br /&gt;
Dzień przywitał nas piękną pogodą, co pozytywnie zmotywowało wszystkich kursantów.&lt;br /&gt;
Od rana szlifowaliśmy wcześniej poznane umiejętności, aby w międzyczasie instruktor dołożył nam umiejętność asekuracji “kubkiem” ze stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota :&lt;br /&gt;
Dzień zaczęliśmy od nauki teorii - rodzaje lin, współczynnik odpadnięcia, rodzaje asekuracji.&lt;br /&gt;
Po zakończeniu zajęć teoretycznych, wróciliśmy do wspinania. Nowością dla nas było trawersowanie i asekuracja w trawersowaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela :&lt;br /&gt;
Ostatni dzień szkolenia, zarazem najkrótszy jak i najbardziej wymagający. &lt;br /&gt;
Na początek poznanie różnych przyrządów asekuracyjnych, później nauka autoratownictwa we wspinaczce. Na tym kończymy nasz wymagający tydzień szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 3 grotołazów (Paweł, Bartek i Dorota z SDG)|27 08 2023}} &lt;br /&gt;
Koledzy z Dąbrowy zjeżdżają progiem i przy okazji krótkie wejście do Ptasiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. rowerem |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zapowiadała się kiepska – mocno burzowo, ale wolne jest teraz a kiedy następne?. W upalny sobotni ranek wyjazd z Mikołowa. Drogami rowerowymi kieruję się na Szarculę w Istebnej gdzie planuję nocleg na punkcie widokowym. Trasa wiedzie przez Pszczynę, Goczałkowice i Bielsko. Pierwsza burza dopada mnie za zalewem goczałkowickim, częściowo udaje mi się ją przeczekać pod zadaszeniem. Następnie w deszczu aż do Bielska. Prawdziwa jazda (góra-dół) zaczyna się dopiero po 100 km a kulminacją jest podjazd do Koniakowa (miejscami 17%). Po 124 km lokuję się na nocleg &lt;br /&gt;
z pięknym widokiem na jezioro Czerniańskie. Myślałem, że był to już koniecwrażenia i spokojnie dośpię do rana. Nocą (23.00, 1.30, 3.00)  przechodzą trzy bardzo spektakularne mega burze. Noo czegoś takiego nigdy nie widziałem i nie słyszałem, a parę razy już mnie postraszyło w górach. Dotrwałem do rana i wróciłem Wiślaną Trasą Rowerową do Strumienia, a następnie przez Suszec&lt;br /&gt;
i Orzesze do domu. Łącznie wyszło ok. 210 km. Dopiero wieczorem z radia dowiaduję się, że Wisła została dotkliwie dotknięta nocnymi burzami a straty szacowane są w dziesiątkach milionów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 4 grotołazów (3 dziewczyny i 1 chłopak z SW)|26 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wrocławiacy szli do Dziadka. My z II Płytowca odbiliśmy pod Kominy Amoku. Bazowaliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. W nocy konkretna nawałnica.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Grań Fajek|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|25 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wykorzystujemy ostatnie dni urlopu i postanawiamy wybrać się jeszcze w Tatry. Przyzwyczajeni do upalnej Czarnogóry (36st), nie potrafimy się przełamać na wyjście jaskiniowe ;) również decyzja pomiędzy trekingiem, a wspinaniem jest ciężka do podjęcia, dlatego idziemy na kompromis. Robimy Grań Fajek - bardzo łatwe i przyjemne wspinanie z Żółtej przełęczy do Pańszczyckiej przełęczy. Jedynym czynnikiem decydującym o tym, że mamy do czynienia rzeczywiście ze wspinaniem, jest obustronna ekspozycja i oczywiście końcowy zjazd z Fajki. Stamtąd kierujemy się na Orlą Perć i idziemy nią aż do przełęczy Krzyżne. Schodzimy doliną Pańszczycy (ależ ona się ciągnęła…) i do samochodu w Brzezinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FgranFajek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinatu - Massif du Vercors|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|19 - 23 08 2023}} &lt;br /&gt;
We Francji oficjalna fala upałów. Mieliśmy dużo szczęścia do zakwaterowania, bo nasza baza w Saint-Laurent-en-Royans była w &amp;quot;apartamencie&amp;quot; wydzielonym w starych zabudowaniach gospodarczych przez przedsiębiorczego Brytyjczyka, który przeprowadził się do Francji. Grube mury i okna w cieniu zapewniały przyjemny chłodek. Odwiedziliśmy dwie jaskinie. Najpierw Scialet du l'Appel. Tu potrzebne było trochę sprzętu, a szczególnie plakietek ze śrubkami. Dotarliśmy nieco za drugi wodospad, co zajęło nam jakieś sześć godzin. Potem był dzień na czytanie książek i relaks, w tym kąpiele w rzece przy prawosławnym klasztorze. Wybór taki sobie: albo mroźna górska rzeka, albo powietrze jak z piekarnika. We wtorek poszliśmy do Grotte des Ramats - podobno do syfonu tam i z powrotem 2h, a jeśli go obejść i zobaczyć całość, to i z 10h. Okazało się, że nawet obejście syfonu najwyraźniej wymaga totalnego zanurzenia; choć właściwie rzecz biorąc nie byłoby to nurkowanie i myślę nawet, że mógłbym zachować jedno suche ucho. Wobec tego zawróciliśmy, ale i tak było bardzo miło - zarówno sucha, jak i mokra część jaskini są niezwykle urokliwe; może trochę męczące są tylko błota pomiędzy nimi. Zrobiliśmy dużo zdjęć i długi piknik, więc wycieczka zajęła tak raczej 4 ze godziny. Oczywiście Vercors daleko, więc proporcje między czasem w jaskini a czasem podróży i innych czynności logistycznych wyszły, jakie wyszły. No ale co zrobić, można siedzieć w domu... :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedna z najgłęszych jaskiń jurajskich rozbudowana na sporej szczelinie z piętrem górnym i dolnym. Zjazd ok 35 m urozmaicony trawersem w niezbyt obszernej szczelinie. Na dole kilka zagruzowanych ciągów i szczelin. Na samym dole krótki zjazd do ślepej salki. Całość ok. 40 - 45 m deniwelacji i z 200 m długości. Akcja ciut więcej wymagająca jak na Jurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZar&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: wspin w Kalamarce|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. tow.)|12 - 15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalamarka to Słowacki rejon wspinaczkowy położony 300km od Katowic, oferuje wyśmienite wspinanie w andezycie. Składa się z kilku sektorów z czego największe to Horné Skaly i Dolné Skaly. Znajdziemy tu dużo łatwego wspinania w przedziale 4-9 (słowacka wycena dróg) jednak trzeba się przygotować na &amp;quot;oszczędne&amp;quot; obicie dróg, większość pierwszych wpinek znajduje się na wysokości 5-8m, a drogi 18 metrowe często mają jedynie 3-4 ringi - bardzo dobry rejon do treningu psychy :). Wspinanie głównie po krawądkach, rysach, odciągach i w kominach. Bardzo dobre tarcie. Większość skał jest w cieniu więc rejon idealny na upały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parkingi są darmowe i usytuowane w odległości ok 100m od skał. W internecie znalazłem dużo sprzecznych informacji na temat biwakowania. Na miejscu dowiedziałem się od słowackich wspinaczy i właściciela terenu, że można biwakować jedynie w pobliżu górnego parkingu. Jest tam miejsce na namiot i ognisko, a w okolicy dolnych skał jest studnia z wodą pitną (nie korzystałem więc nie wiem czy dobra) UWAGA w okolicy jest dużo niedźwiedzi o czym informują tabliczki. Robotnik leśny wracający o 21ej z lasu poinformował nas żebyśmy uważali bo widział w niedaleko niedźwiedzia więc emocje gwarantowane nie tylko podczas wspinania :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga dojazdowa w skały po betonowych płytach pod górę, mało przyjemna więc najlepiej nie kursować góra-dół.&lt;br /&gt;
W tygodniu cisza i spokój, weekendy wiadomo więcej ludzi.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W skrócie świetne wspinanie i piękna okolica. Polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKalamarka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - lustracja terenu|Łukasz Mazurek i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczesaliśmy fragment terenu na południe od Ogrodzieńca zagladając do kilku dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Ptasia Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Marcin (niezrzeszony)|14 08 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysłów na poniedziałkowy wypad było kilka, bo skład osobowy się co chwilę zmieniał. Ostatecznie zadzwonił do mnie Mateusz i zaproponował wycieczkę do Ptasiej, na co chętnie przystałem. Wyjazd był bardzo wakacyjny, bo z Katowic ruszyliśmy ok. 7, a na szlak ruszyliśmy 9.30. Samo podejście poszło sprawnie, mimo żaru który się z nieba lał i po 2.45h byliśmy w przebieralni. Do samej jaskini weszliśmy ok 13. Celem była wycieczka do Parti CDN, w tym syfonu Pasożytów. Moja lekcja z tego wyjścia była taka, że warto się przylonżować do każdej poręczówki, bo noga może ujechać wszędzie. Na powierzchni byliśmy z powrotem po 19. Bardzo fajnie jest wyjść za dnia z jaskini, szczególnie, że lokalizacja Ptasiej dodaje walorów wizualnych :) Przy zejściu znowu zatakawoł nas zielony laser, tym razem jednak szybko zaprzestał swoich działań. Bardzo udana akcja, choć mogło być trochę chłodniej na podejściu, ale na szczęście źródełko nas ratowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)&amp;lt;/u&amp;gt;|13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolne niedzielne popołudnie, pogoda super. Ruszamy więc na szybki spacer. Od lipowej w górę na Skrzyczne. Tam przerwa na kiełbaskę i piwko. Następnie przez Małe Skrzyczne na Malinowską Skałę i dalej w dół do Doliny Zimnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY/POLSKA: w delcie Odry i obok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo intensywnie spędzony czas na północy. Na rowerach objechaliśmy &amp;quot;pojezierze&amp;quot; wyspy Wolin, kajakiem spenetrowaliśmy wyspy Starej Świny (właściwie to duże pola sitowia), objechaliśmy też rowerami wyspę Karsibór. Ponadto wyskoczyliśmy na niemiecką wyspę Rugia, do parku narodwoego Jasmund słynącego z przepięknych klifów. W jedną stronę przeszliśmy pod klifami a w drugą nad. Każemu polecamy. Ponadto na południu Zalweu Szczecińskiego odwiedziliśmy port jachtowy Trzebież.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ps. Równe pół wieku temu (w 1973 roku) objechałem rowerem wyspę Wolin w trakcie pobytu na wczasach. Oprócz tego zrobilem tam kilka innych ciekawych rzeczy. Druga sprawa: w roku 1981 zamusztrowałem się na rejs jachtem &amp;quot;Zew Morza&amp;quot; z Aten do Trzebieży właśnie. Moja wyprawa wtedy nie doszła do skutku bo po prostu jacht zatonął właśnie na dojściu do Aten na Morzu Śródziemnym. Tak więc mam sympatię do tych stron.'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDelta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - Dom de Mischabel (4554)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|05 - 09 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Randy docieramy w sobote poźnym wieczorem i rozbijamy sie na miejscowym kempingu Attermenzen. Nazajutrz ruszamy na szlak, ktory prowadzi nas do schroniska Domhuette. Mijamy schronisko i śpimy jakieś 300 m wyżej, w miejscu, w którym znajduje sie kilka miejsc na namioty. Po naradzie decydujemy się wejść na szczyt już następnego dnia. Przekonał nas do tego głównie fakt, że okno pogodowe miało trwać jeszcze tylko dwa kolejne dni. Opuszczamy wiec namiot około 5tej rano nastepnego dnia i ruszamy do góry. Na szlaku oprócz dwóch lodowców do pokonania jest także przełęcz, na którą trzeba sie wspiąć, aby nastepnie zejść na drugi lodowiec. Wyjście o 5tej rano (a nie wcześniej) okazało sie dobrym posunieciem ze wzgledów logistycznych. Mały korek, który stworzył się pod przełęczą zdążył się nieco rozładować w momencie w ktorym dotralismy do przełęczy (przed nami szły trzy zespoły). Na szczyt docieramy dopiero około godziny 14tej. Słaba aklimatyzacja i dośc duża odległość dały nam się nieźle we znaki. Na szczęście cały dzień utrzymuje się dobra pogoda. Prawie o zmroku zmordowani docieramy w końcu do namiotu. Kolejnego dnia na spokojnie schodzimy z powrotem do Randy. Szybki przepak, obiad i jeszcze tego samego wieczora wracamy do Niemiec.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda tym razem niedopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, parite Techuby|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na sobotni i niedzielny wieczór już dawno zostały określone i nie obejmowały wyjść jaskiniowych. Jednak w sobotę rano Łukasz zaproponował niedzielny spontaniczny wypad do Jaskini Czarnej w partie Tehuby. To był ten moment, że w mojej głowie rozpoczęła się walka racjonalnych myśli, które podpowiadały że to czasowo niemożliwe, bo na godzinę 18 musialem juz byc w domu. Z drugiej jednak strony jeszcze nie byłem w Tehubach i chciałem się wybrać. Po chwili namysłu i skrupulatnych obliczeń godzinowych padła decyzja wyjazd 4:30 rano powrot 18:00. Ambitnie, ale realnie. Tak tez sie stalo 4:35 wyjechaliśmy z Doliny Trzech Stawów o 6:40 znaleźliśmy się już u podnóża Doliny Kościeliskiej. Wszak to tylko podróż z doliny do doliny. Marsz szedł nam dość żwawo - dopóki byliśmy na zielonym szlaku. Przebieg dalszej trasy wyglądał już nieco inaczej - oficjalnie, co jakiś czas, zatrzymywaliśmy się żeby zachwycać się urokami przyrody. Nie oficjalnie - to juz kazdy wie jak wygląda podejście. Chwila po 9, po dłuższym odpoczynku, zjechaliśmy do jaskini. Musze przyznac ze nawet na chwile nie zerknąłem na plan Tehub przed wyjazdem, wiedziałem że Łukasz już tam był i będzie odgrywał rolę mojego przewodnika. Tak też było. Miałem delikatne obawy jak uslyszalem, ze bede mial za zadanie wspinać jeden odcinek, ale generalnie okazał się bardzo prosty. Nawet jak na moje znikome doświadczenie. Tehuby okazały się bardzo przyjemne. Przyznam że moje zaufanie do Łukasza zdolności nawigacyjnych w pewnym momencie nie było największe, ale jak się okazało Łukasz zabłysnął dobra orientacja jaskiniowa. Byliśmy miedzy innymi: nad jeziorkiem Tehuby, przy Biwaku oraz przy Syfonie Techuby. Teraz jak patrzę na plan Tehub to czuje pewien niedosyt, bo nie zerknąłem w kazda dziure. Zdecydowanie będę chciał tam jeszcze wrócić, ale tym razem z planem i na dłużej. Chwila po godzinie 13 byliśmy już na powierzchni, o 15:00 w samochodzie o 18:10 w domu. Wypad był bardzo udany i co ważne zgodny z planem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraina Górnej Odry czyli rowerem po zielonym Śląsku|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że weekend był w połowie pracujący pozostał mi tylko jeden dzień na wycieczkę rowerową. Padło na pętlę Górnej Odry. Startuję z Żor i od razu uciekam w leśne ścieżki, które prowadzą przez Palowice z ich malowniczymi jeziorami. Dalej Czerwionka-Leszczyny z osiedlem familoków i wspaniałe leśne szutry którymi dojeżdżam do Rybnika. Objeżdżam rynek i jadę na Rudy. Tu sporo atrakcji. Godne polecenia są: Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy i zabytkowa stacja kolei wąskotorowej. Leśnymi duktami (pierwsza klasa) docieram do Kuźni Raciborskiej i kieruję się w stronę Raciborza. Jadąc dalej starorzeczem Odry przekraczam Olzę w kierunku wschodnim i ślizgając się po granicy z Czechami docieram do Łazisk. Teraz trasa przebiega głównie asfaltami. Kolejne miasto na trasie to Jastrzębie Zdrój dla mnie to kojarzy się z kopalnią Jas-Mos, a tu niespodzianka malowniczy park zdrojowy z tłumem spacerowiczów. Opuszczam największy park w województwie i jadę w kierunku Żor kończąc 200 km pętlę rowerową. Pogoda na trasie doskonała. Tak na godzinę 18 meteoblue zapowiadało deszcz więc celowałem żeby zdążyć przed deszczem i  przy aucie melduję się z zapasem 20 min. Z statystyk spalanie na trasie wyszło 1,5 L soku/100 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA: jaskinia Postojna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|27 - 28 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Szamoniowa zatrzymujemy się jeszcze w Słowenii, aby nadrobić to co pogoda popsuła. Do hotelu docieramy w czwartkowy wieczór. Od razu po śniadaniu udajemy się do jaskini Postojnej. Kamila nigdy nie była w jaskini więc była okazja na pierwszy raz. I to od razu jaki. Jaskinia zachwyciła nas rozmaitością i ilością szaty naciekowej. Zdecydowanie jaskinie w tym regionie obfitują w nacieki. Olbrzymie sale tonące w kalcytowych formacjach powaliły nas. Teraz pozostało tylko 850 &lt;br /&gt;
km zakorkowanych dróg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FAWSF&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Chamonix |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Chamonix mamy zamiar wjechać przez tunel pod Mount Blanc. Niestety znacznie to wydłuża nasz dojazd przez gigantyczny korek. Na kamping docieramy popołudniem i odpoczywamy. Niestety następnego dnia mamy kolejne załamanie pogody od 4 rano szaleje burza i ulewa. Nie chcąc tracić dnia wsiadamy w samochód i postanawiamy udać się do Alpejskiej Wenecji czyli do miasteczka Annecy. Do godzin popołudniowych zwiedzamy miasteczko po czym wracamy do Szamoniowa na szybkie zakupy. We wtorek &lt;br /&gt;
pogoda również nie zapowiada się cudownie. Decydujemy jednak, że wyruszamy w góry. Na początek udajemy się do Montenvers Mer de Glace. Tam zjeżdżamy darmową gondolą a następnie przygotowaną ścieżką na lodowiec Mer de Glace obserwując jak na przełomie lat lodowiec się skurczył. Na lodowcu odwiedzamy Grotte de Glace. Po godzince jesteśmy już na górze (niestety musieliśmy skorzystać z kolejki, gdyż z powodu modernizacji gondoli szlak pieszy jest zamknięty). Niestety zaczyna się kolejna tego dnia ulewa. Postanawiamy przeczekać ją w górnej stacji kolejki. Gdy przestaje padać ruszamy na Signal Forbes (2200). Tam mamy &lt;br /&gt;
zdecydować co dalej. Pomimo nie najlepszej pogody ruszamy dalej wspaniałą widokową ścieżka Grand Balcon Nord trawersującą zbocza Aiguille de I'M. Niestety widoki mamy zerowe. A pogoda zaczyna się pogarszać jeszcze bardziej. Docieramy do Les Grosses Pierres (2130) i postanawiamy schodzić do Chamonix. Docieramy do chatki Alpage de Blaitiere du Dessus gdzie przeczekujemy kolejną ulewę, trochę się przesuszamy i posilamy. Temperatura znacznie się obniża. Jak się później okazało powyżej 2000 spadło całkiem sporo śniegu. Gdy docieramy do górnej stacji kolejki Telepherique d'Alpage pogoda się poprawia. &lt;br /&gt;
Schodzimy do centrum na kolację i prowiant na kolejny dzień a następnie z buta (niestety spóźniliśmy się minutę na autobus) udajemy się na kamping. Robimy jakieś 1300 przewyższenia i około 25km. W środę pogoda nieco się poprawiła, więc ruszamy ponownie w góry. Pieszo udajemy się do Les Praz. Ja szybkim marszem udaję się na La Flegere. Kamila, odczuwająca trudy wczorajszego dnia wyjeżdża kolejką i czeka na mnie na górze. Gdy i ja docieram na górę ruszamy na Szamoniowskie Morskie Oko - &lt;br /&gt;
czyli Le Lec Blanc (2352). Tam spora ilość turystów. Znajdujemy jednak kawałek spokojnego miejsca i chwilę odpoczywamy przy pięknym widoku na Mont Blanc. Następnie ruszamy w drogę powrotną tym razem przez Tate aux Vents (2140), a następnie piękną widokową ścieżką Grand Balcon Sud wracamy na La Flegere. Kamila ponownie zjeżdża gondolą, a ja szybkim marszem ruszam do Les Praz, a następnie oboje udajemy się na kamping. Wyszło około 1500 przewyższenia i 25 km. Wieczorem udajemy się jeszcze &lt;br /&gt;
do centrum Chamonix. W czwartek z rana pakujemy namiot. Zatrzymujemy się na chwilę jeszcze w centrum Chamonix i wracamy również przez tunel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Grzesiek (os. tow.)|24 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny, poniedziałkowy wyjazd do Jaskini Wiernej udał się dzięki Emilowi (który był w niej kilka dni wcześniej) i jego dobrym kontaktom z osobami opiekującymi się jaskinia.  Na godzinę 14:00 byliśmy umówieni z Piotrkiem na parkingu pod Dworkiem Ostrężnik. W tym czasie dojechał również Grzesiek (spoza klubu NOCEK). Opis dojścia jaki znalazłem był dla mnie trochę enigmatyczny: „Jaskinia znajduje się w pobliżu osady Ostrężnik, w zachodnim zboczu wzgórza, ograniczającego osadę od wschodu. Z przysiółka należy podejść ścieżką w kierunku wschodnim wzdłuż granicy lasu bukowego. Potem przez las, lekko trawersując zbocze, w stronę skałki, będącej kulminacją tej części zalesionego grzbietu”.  Na szczęście w dzisiejszych czasach GPS nie jest luksusem i dużo ułatwia. Niemniej jednak, do otworu poszliśmy od złej strony co nie znacznie wydłużyło czas dojścia. Prawidłowa droga do otworu wiedzie wydeptana ścieżka pomiędzy droga 793, a Dworkiem Ostrężnik. Dojście do jaskini z parkingu nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Do jaskini weszliśmy o godzinie 15:00. Z planu wynikało że jaskinia w większości ma rozwinięcie poziome i tylko na wejściu są dwie niewielkie studnie. Nie będąc pewnym jak pokonamy te studnie wziąłem ze sobą kawałek liny, który od jakiegoś czasu wożę w samochodzie. Jak się okazało, w obu tych miejscach są drabinki i ani lina, ani uprząż nie są potrzebne. Mimo że sam wyjazd był dość spontaniczny, to zdążyłem przejrzeć plan i widząc poziom skomplikowania postanowiłem go wydrukować. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu byliśmy w stanie planować, gdzie idziemy, a nie tylko chodzić na oślep. Nasza droga zaczęła się od Studni Tryumfu, przez Salę Rysia aż do Korytarza Południowego. Wracając zahaczyliśmy o korytarze południowo wschodnie i zmierzaliśmy w kierunku północno-wschodnim przez Korytarz Naciskowy. Następnie zwróciliśmy i kierując się przez Polewy i Pola Ryżowe doszliśmy do Sali Trójkątnej z której na chwile odbiliśmy w stronę północno-zachodnią przez Partie Dąbrowskie, aż do Incydentu Zachodniego. Na koniec trafiliśmy ponownie do Sali Wytrwałych tym razem docierając tam zapieraczka poprzez Lewa Studnie. Na powierzchni byliśmy po około 2,5 godzinach. Bardzo fajna jaskinia, dzięki której miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności czytania planów i chyba wyszło całkiem niezłe oraz wytarzać się w błotku. Nowa lekcja na przyszłość - papierowy plan szybko rozmaka i staje sie bezuzyteczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: w opisie poniżej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna i Maurycego|Emil Stępniak, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpierw penetrujemy jaskinię Wierną. To zacna dziura. Ponad 1000 m długości. System korytarzy rozmyty na równoległych szczelinach. Bogata szata naciekowa. Przecioranie się przez większość ciągów wymaga dość sporo czasu. Warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie odwiedzamy jaskinię Maurycego w Górach Sokolich. To ładna i przyjemna jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla kolegów z Spelo Myszków za udostępnienie jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Rabsztyn - Januszkowa Baszta|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
Jak w poprzednią niedzielę umówiliśmy się ze znajomy w skały. Dzieci rozrabiały, a my próbowaliśmy powalczyć z kilkoma drogami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Triest i jezioro Garda|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|20 - 23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Włoch docieramy po południu. Zatrzymujemy się tuż za Słoweńską granicą w miasteczku Fernetti na kampingu uwielbianym przez włoskich grotołazów. Uwielbianym, ponieważ w jego centralnym punkcie znajduje się jaskinia Abisso di Fernetti. Korzystając z pięknej pogody zaraz po rozbiciu udajemy się na Adriatyk do Triestu. Następnego dnia zaraz po śniadaniu pobieram klucze do &amp;quot;kampingowej&amp;quot; jaskini i idę. Zjeżdżam jedynie pierwsze dwie studnie. Jaskinia bogata naciekowo. Nie chcę jednak samotnie iść dalej więc wychodzę. Po wyjściu niestety pogoda załamuje się. Zaczynają się ulewy, burze i porywisty wiatr. Tak że nici &lt;br /&gt;
z dalszych jaskiniowych i górskich planów. Wieczorem korzystając z chwilowej poprawy pogody udajemy się do pobliskiej Opiciny na tradycyjną włoską pizze. Niestety prognozy na następne dni nie zachęcają. Postanawiamy więc w sobotę przenieść się nad jezioro Garda. Po drodze dopada nas potężna nawałnica z ulewą i gradem, która zatrzymuje ruch na autostradzie. Docieramy nad jezioro około południa do miejscowości Toscolano Maderno. Od razu po zameldowaniu się w hotelu udajemy się na długi spacer brzegami jeziora Garda. Nad wodą zostajemy do późnego wieczora. W niedzielę rano ruszamy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol &amp;quot;Wielbłąd Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 07 2023}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy pętelke wokół doliny Zimnika. Wyszliśmy żółtym szlakiem pod Malinowską Skałę, a następnie grzbietem do schroniska i niebieskim szlakiem z powrotem pod auto. Karolcia była zadowolona ze swojego wielbłąda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Dolina Höllental|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|17 - 20 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym rankiem w poniedziałek wyjeżdżamy do Austrii do pięknej doliny Höllental. Cel to głównie treking i powierzchniowy rekonesans jaskiniowy. Niestety korki w Czechach i Wiedniu sprawiają, że na miejsce docieramy dość późnym popołudniem. Rozbijamy się na polu namiotowym i wyruszamy na krótki spacer po okolicy. Między inny  mi namierzamy jedno wywierzysko przy rzece Schwarza oraz kilka otworów jaskiń. Następnego dnia udajemy się do pobliskiej miejscowości Edlach, i zamierzamy pokonać &lt;br /&gt;
trasę Törlweg, której zwięczeniem  jest słynne skalne okno o nazwie Alpejskie wrota wyprowadzające na płaskowyż RAX i scronisko Ottohaus. Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w stronę górnej stacji kolejki Raxseilbahn jednak nie docierając do samej stacji trawersując zbocza RAX od strony północno - wschodniej (nad miasteczkiem Hirszwang) docieramy do miejsca startu. Trasa to około 1100 m przewyższenia i 19 km. Pogoda dopisała (aż za bardzo) jednak gdy wsiadamy do samochodu &lt;br /&gt;
rozpoczyna się potężna ulewa, która trwa około godziny. Idąc płaskowyżem Rax wypatrzyłem  po przeciwnej stronie doliny szczyt Klosterwappen (2061) - będący bardzo charakterystycznym stożkiem  wyróżniającym się w paśmie. To jest nasz cel na następny dzień. Wyruszamy rankiem do przydrożnego schroniska Weichtalhaus. Następnie pięknym szlakiem wiodącym dnem suchego kanionu (no może nie do końca takiego suchego - zwłaszcza po ulewie z dnia poprzedniego) Weichtalklamm. Sam kanion w kilku miejscach uzbrojony w klamry, stalowe linki i drabinki stanowił nie lada atrakcję zwłaszcza dla Kamili. Ja po drodze sprawdzam otwory &lt;br /&gt;
jaskiń (te do których jestem w stanie dotrzeć bez sprzętu). Jest ich tu mnóstwo. Zresztą sam kanion wygląda na pozostałość ogromnego systemu jaskiniowego stanowiącego odwodnienie masywu. Docieramy w końcu do schroniska Kienthalerhȕtte. Tam chwila przerwy. Ja sprawdzam feratę wiodącą na szczyt Turmstein (1416). Następnie udajemy się w kierunku Klosterwappen. Siadamy pod szczytem gdyż zrywa się dość silny wiatr i warunki pogodowe na górze zaczynają się pogarszać. Schodzimy w dół. Najpierw drogą podejścia do schroniska Kienthalerhȕtte, a następnie równoległym szlakiem do drogi podejścia w dół. Całość to około 1300 &lt;br /&gt;
przewyższenia i 19 km. W czwartek nie zostało nic innego jak zwinąć biwak i ruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Suliszowice - Skała pod Prądem|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|16 07 2023}}&lt;br /&gt;
W tę niedzielę wybraliśmy się na skałki. Kolega upodobał sobie rejon Suliszowic i ukrytych w lesie skałek, co na tak upalny dzień było idealne. Skała nadawała się na &amp;quot;niedzielne&amp;quot; wspinanie, dużo łatwych i niewyślizganych dróg z przedziału od III-VI. Dzieci się bawiły, a rodzice się wspinali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pachola i Salatyny|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy Bystrą z Podbanskiego lecz z niewiadomych dla nas powodów policja w Zubercu zablokowała drogę nakazując jechać przez Rużenberok (2 h dłużej). Dostępna była tylko Zverowka. Zmieniamy więc szybko plan. Z parkingu pod Salatynem startujemy Rochacką i Zieloną Doliną na Banikowską Przeł.. Dalej na Pochola (2167). Pogoda piękna, choć u góry wiał dość chłodny wiatr. Granią przez Spaleną, Salatyny i Brestową wracamy do auta. Przed Brestową spotykamy kilka osób z Rudy Śląskiej, którzy w ramach wycieczki PTTK weszli od wyciągu na Salatyna. W sumie zrobiliśmy 1435 m przewyższenia i 16 km.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wew. Karpaty Zach rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 13 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry mogą inspirować na różne  sposoby. Na pewno jednym z nich jest górska jazda rowerem. Zachęcony ostatnimi rajdami postanowiłem zrobić jeszcze jeden. Tym razem po rzadko przez nas odwiedzanych peryferiach Karpat południowej Słowacji. Wystartowałem z Zagórza (tu dojechałem pociągiem) i m. in. przez Bieszczady, Vyhorlat, Góry Slanskie, Rudawy Słowackie i Mł. Fatrę, Beskidy dotarłem rowerem do domu. Jak zwykle po różnych traktach, po kamieniach, błocie, szutrze, asfaltach, trawach przy dość dużych deniwelacjach udało mi się przedrzeć przez poszczególne pasma górskie jadąc/idąc dolinami, grzbietami i przełęczami. Mocne podjazdy i ekscytujące zjazdy. Każdego dnia widnokrąg stanowiła pofałdowana linia bliższych lub dalszych szczytów. Obłędna w swym pięknie przyroda. W dolinach urocze wioski, często z znaczną mniejszością cygańską. Nocowałem na dziko w namiocie (raz na nim, bo komarów nie było). Ostatni nocleg spędziłem w Łabajowie u naszego klubowego przyjaciela Jasia Kieczki. Maty nie zabrałem. Trasę modyfikowałem w zależności od sytuacji, m. in. dostępem do wody, żywności, pogody. Wyszło tego ok. 800 km i niemal 9000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość późno wyjeżdżam pociągiem do Żywca, gdzie czeka na mnie już Kamila. W sumie nie mamy dokładnie określonego celu. Ostatecznie pada na Pilsko. Parkujemy pod wyciągami i leśnymi ścieżkami, polankami, korytem potoku Glinne, nie napotykając nikogo po drodze docieramy do Hali Miziowej. Tu już tłumy i piknikowy klimat. Robimy sobie chwilę przerwy licząc, że tłumy zaczną już schodzić ze szczytu i unikniemy tłumów. Na szczyt udajemy się żółtym szlakiem. Na górze pogoda przepiękna, jednak przejrzystość powietrza nie najlepsza. Tatry widać tylko w zarysie. Nie ma tłumów. Szybkim krokiem udajemy się w dół. Tym razem w stronę Hali Cebulowej, a następnie w stronę Buczynki i dalej na parking. Pogoda dopisała. Po drodze jeszcze przerwa na pyszne lody i kawę w Żywcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry 360 stopni, czyli kolarstwo romantycznie i bikepacking.|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08-09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysł na kolejną wycieczkę 40 plus zrodził się w otchłaniach internetu, kiedyś coś tam wyklikałem i już. Po ściągnięciu GPX okazało się że objazd całych Tatr do około to tak z grubsza ponad 300 km. Wyszło, że zaczynam w Czarnym Dunajcu z parkingu przy lodowisku i jadę na Słowacje. Pierwszy postój w Liptovsky Mikulas dla uzupełnienia soków które w tym upale szybko się kończą i dalej szutrami docieram na Cesta Slobody (po remoncie). Tatry w taką pogodę są jak z pocztówki. Mijam kolejno Podbanske, Sterbske pleso, Vysoke Tatry. Pod koniec dnia jadę z parę na rowerach: On na szosie spodenki Lycra, białe skarpety - typowy kolarz z Wyścigu Pokoju; Ona na elektryku dres i damska torebka przerzucona przez plecy. Da się spędzać razem urlop? DA. Za Tatranska Lomnica ląduję w hamaku. Pierwsze 208 km przejechane w doskonałym humorze. Drugi dzień pogoda również petarda. Zjeżdżam do wioski Maly Slavkov a tam pełen folklor cygański brakuje tylko wozów drabiniastych. Teraz kolejno Kezmarok, Spisska Bel, Tatranska kotlina i tu wjeżdżam na klasyczne szutry które nie opuszczają mnie aż do Polski. Za Zdiarem mam mega zjazd taki że tarcze i klocki topnieją w oczach. Podjeżdżam pod Łapszankę i odrabiam straconą wysokość (robię to już drugi raz i dalej nie wiem jak to jest że udaje mi się bez Wypychu, a kto zemną był to sobie przypomni). Teraz już w Polsce bocznymi drogami do Nowego Targu i kawałkiem trasy Velo Dunajec na parking przy lodowisku. Przejechałem kolejne 130 km. Wnioski, uwagi i spostrzeżenia:&lt;br /&gt;
- plan nie wypalił zaplanowałem trasę na trzy dni a zrobiłem w dwa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jadąc w tym kierunku słońce przeważnie miałem w plecy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- szutry, dukty leśne, kostka brukowa, tory kolejowe 50% trasy, asfaltowe ścieżki rowerowe, wioskowe drogi 40%, reszta to normalne drogi z ich ruchem ulicznym,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na wyjeździe wypito 8 litrów soków, zjedzono dwie kaszki na biwaku i rodzinną paczkę kabanosów,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nocleg w hamaku pozwolił na pełna elastyczność w doborze miejsca biwakowego,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- niektóre sklepy spożywcze na Słowacji w sobotę są czynne od 7 do 12 jak się zorientowałem to było już za późno,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- chodząc po Tatrach rzadko ma się możliwość oglądania Ich z tylu perspektyw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując polecam wszystkim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze - Śnieżne Kotły|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (niezrz.)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Ze Szklarskiej Poręby-Huty przez Wodospad Kamieńczyk i Halę Szrenica docieramy nad Śnieżne Kotły. Potem schodzimy pod Wielki Szyszak i spod Śnieżnych Stawków podziwiamy Kotły z dołu. Naprawdę ciekawe formacje, miło mnie zaskoczyły. Dalej Schronisko pod Łabskim Szczytem - tam posiłek - i z powrotem pod wyciągami narciarskimi na parking. Wyszła z tego wcale niezła sudecka wyrypa, razem jakieś 22 km i 1050 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat; wspin Filarem Staszla|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 07 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd o 3, w Brzezinach załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsca, przy wejściu na szlak. Od rana mocne słońce i dużo ludzi na szlaku. W niecałe 1,5h dochodzimy pod Czarny Staw. Tam robimy dłuższą przerwę na jedzenie i wygrzewanie się na słońcu– nasza dalsza droga wiedzie w cieniu. Sprawnie podchodzimy pod Filar Staszla i tam mamy kolejną przerwę czekając aż, zespół przed nami pokona pierwsze wyciągi. Trochę zmarzliśmy, bo czekamy przy łacie śniegu, która wyznacza początek naszej drogi. Trójka, której depczemy po piętach puszcza nas przodem po 3 wyciągu. Wspinaczka idzie nam sprawnie. W trackie 6 wyciągu słońce wychodzi zza grani i robi się cieplej. Ciekawszy miejscem jest 8 wyciąg prowadzący na szczyt turniczki, z której należy zejść kolejnym wyciągiem. Ostatni wyciąg był wyceniony najwyżej na całej drodze, pomimo to Łukasz sprawnie go pokonuje. Chwilę później również ja jestem na górze i możemy się rozszpeić. Decydujemy się nie zjeźdżać, ale podejść pod szczyt Zadniego Granatu i zejść Kozią Dolinką nad Zmarzły Staw. W drodze powrotnej idziemy do Betlejemki w odwiedzimy do Magdy i Staszka, którzy tymczasowo sprawują nad nią opiekę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FFilar+Staszla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -  jaskinie: Pod Sokola Górą, Szczelina Frakcji N oraz Urwista|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak|04 07 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna środkowo-tygodniowa akcja jaskiniowa. W planach miała być jaskinia Studnisko, ale na ostatnia chwile uświadomiliśmy sobie że do września jest niedostępna ze względu na nietoperze. Nastąpiła szybka zmiana planów i decyzja że pozostajemy przy Sokolich Górach, ale odwiedzimy trzy jaskinie: „Pod Sokola Gora”, „Szczelinę Frakcji N” oraz „Jaskinie Urwista”. Wyjazd z Zabrza przed 15 i na miejscu byliśmy już o 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Pod Sokola Gora”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza odwiedzona przez nas jaskinia nie wymagała żadnego sprzętu ani specjalnego ubioru, więc zwiedziliśmy ja na wyprostowanych nogach w samych „wnętrzach”. Tak dla względnego bezpieczeństwa wzdłuż zejścia rozwinęliśmy linę, której de facto nie użyliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu tej ogromnej Sali wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnej jaskini.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Szczelina Frakcji N”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór trafiliśmy bez większych problemów, ponieważ Emil zapisał koordynaty. Rzeczywiście jaskinia znajduje się pod najwyższym wzniesieniem Sokolich Gór. Obok otworu, po jego lewej ortogonalnie stronie znajdują się dwa drzewa z narysowanymi białymi okręgami. Jaskinia w większości ma przekrój poziomy i nie wymaga ani lin, ani sprzętu jaskiniowego. Większość korytarzy to zaciski, przedzielone małymi lub większymi salami. W wielu miejscach można się obrócić, a kilka razy udało mi się na chwile swobodnie stanąć. Nie jestem w stanie sklasyfikować zacisków, ale nie sprawiły nam większych problemów, a mnie wręcz wywołały niepowstrzymana lawinę radości. Plan i przekrój jaki posiadaliśmy był z 2000 roku (Matysiak S. Zygmunt J.) i był totalnie nie aktualny, znaczy obejmuje w mojej ocenie mniej niż 50% tego, gdzie byliśmy. Jaskinia, która miała okazać się mała szczelina pod Góra Pustelnica, okazała się zdecydowanie większa. Czołgając się niskimi korytarzami dotarliśmy w całkowicie nieoznaczone miejsca. Będąc jeszcze w tej części, która była na planie widzieliśmy, że w jaskini jest sporo luźnych want. Miejscami materiał skalny był popękany, połączony glina, gdzieniegdzie wystawały korzenie drzew. Im dalej się posuwaliśmy tym częściej natrafiliśmy na miejsca, które opisałbym jako mało stabilne. W jednym momencie trafiliśmy do dość dużej Sali, z której odchodziły wyraźne korytarze w trzy różne strony. Jeden z nich będący jakby przedłużeniem Sali, w której się znajdowaliśmy, był częściowo, od góry, przysłonięty ogromnym zaklinowanym blokiem skalnym. Za tym blokiem skalnym Sala się powiększała. Dno tej Sali było jakby podwieszona półka, taka antresola, utworzona z dużych zaklinowanych wzajemnie want. Przez szczeliny między wantami widać było duża pusta przestrzeń z ogromnym potencjałem. Nieopodal znajdowało się plastikowe wiadro, które jednoznacznie wskazuje, że ktoś w tym miejscu kopie. Jednak samo miejsce budziło jak dla nas zbyt wiele wątpliwości o własne bezpieczeństwo. Być może jesteśmy nazbyt ostrożni, a być może po prostu na tyle rozsądni by nie pchać się nigdzie na sile. Na tym etapie uznaliśmy ze ryzyko dalszej eksploracji może być zbyt duże, poza tym kończył się nam czas do planowanej godziny wyjścia. Wszakże mieliśmy być na chwile w malej jaskini. Emil zaczął się wycofywać do jednego z korytarzy, a w mojej głowie pojawiło się niezwerbalizowane pytanie: „czemu on się ciśnie do tego korytarza, przecież przyszliśmy tamtym?”. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem Emila, czy jest pewien, że stamtąd przyszliśmy? Emil chwile pomyślał i potwierdził: „Tak, na pewno”. Generalnie nie jest źle z moja orientacja w terenie, ale dla pewności zanurzyłem się na kilka metrów do innego dostępnego korytarza, który okazał się przejściem do innej salki z rozgałęzieniem w prawo i w lewo. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to zupełnie nowe partie, do których nawet nie weszliśmy. O zgrozo ta jaskinia jest jeszcze większa! Powróciłem do Emila i razem wyczołgaliśmy się do wyjścia. Kolejna lekcja jaką wyniosłem z tej jaskini. Idąc w miejsca, które nie posiadają planu, lepiej uważnie zaznaczać, którędy się szło. Adrenalina związana z odkrywaniem czegoś nowego oraz stopień skomplikowania tuneli i mnogość odgałęzień mogą spowodować dezorientację. Jaskinia nie jest specjalnie trudna i aż tak rozgałęziona, żeby się ostatecznie w niej nie odnaleźć. Jednak w większej skali taka sytuacja może być groźna. Sama jaskinia zaskoczyła mnie nie tylko swoja wielkością, ale także naciekami oraz przebarwieniami, które miejscami w świetle latarek wyglądały jak ściany pokryte złotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jaskinia Urwista”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini doszliśmy również bez większych problemów. Jednakże nie udało się nam zlokalizować punktów pozwalających na swobodny zjazd do studni wlotowej. Nie czekając zacząłem poręczować trawersem licząc że „po drodze” uda się nam znaleźć jakiś punkt do zjazdu. Gdy już byłem na końcu trawersu przyczepiony do dwóch mocnych uch skalnych i gotowy do zjazdu, przywitała nas ekipa grotołazów z innego klubu. Natychmiast udało im się zlokalizować punkty, które uszły naszej uwadze. Nie chcąc robić niepotrzebnego tłoku na tak małej jaskini zdecydowaliśmy z Emilem, że odpuścimy. Godzina była już późna, a kolejkowanie się do zjazdu zajęłoby zbyt wiele czasu. Postanowiliśmy, że wrócimy sobie do tej jaskini w innym terminie. Może przy okazji Studniska. Wycofałem się z trawersu i wróciliśmy w stronę parkingu. W domu byliśmy chwile po godzinie 22.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2F3jaskinie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów. W niedzielę rano wybieram się na przebieżkę, auto zostawiam koło słynnej restauracji &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię inny, dłuższy wariant mojej  standardowek trasy. Po sobotnich burzach, szlak mokry i miejscami błoto. Ostatecznie wychodzi ponad 20 km, ok. 880 m przewyższenia w czasie 2h 35 min. Średnie tętno takie, że Buli by ze mną nie chciał gadać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Sądecki - spływ kajakowy Popradem|Henryk Tomanek, Justyna F., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol i Tomek Jaworski, Mirek (Jajco), Grzegorz Burek, Jan Kempny, Basia Borowiec, Tomek (os. tow), Kasia (os. tow.)|01 - 02 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływamy Popradem od Andrzejówki (poniżej Muszyny) do Starego Sącza z biwakiem na polu namiotowym w Piwnicznej. Rzeka bardzo ciekawa, nie można się nudzić. Spokojniejsze odcinki przeplatane z bystrzami. Sporo dużych głazów. Niektóre bystrza bardziej wymagające dla zwykłych kajaków dwuosobowych. Nie obyło się bez wywrotek. Nawet jedną kończymy akcją ratunkową, w której przydała się rzutka. Pogoda w pierwszy dzień zmienna (burze/deszcze) w drugi dzień generalnie przewaga słońca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowanie dla Justyny, za zorganizowanie całości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P s. Spłynąłem tą rzeką pierwszy raz w maju 1980 roku w zwykłym składaku. Było wtedy zimno i deszczowo. Składak jednak posiadał fartuch co na tej rzece nie jest bez znaczenia. Teraz często musieliśmy czerpać wodę z kajaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPoprad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zamarła Turnia; wspin drogą Motyki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie w Tatrach na 1 dzień to może trochę kiepski pomysł, ale nawet się udało. Wyjazd o 4:00, powrót o 23:00.&lt;br /&gt;
Mimo wczesnego wyjazdu, szybkiego dojazdu do Zakopanego i dobrego tempa przy dojściu pod ścianę, w drogę wbijamy się sporo po 13:00, z uwagi na długie kolejki. Drogę udaje się przejść na 4 wyciągi – pierwszy wyciąg przechodzimy w normalnych butach, bez wiązania się liną, a ostatnie 2 wyciągi łączymy w jeden, na co pozwoliła nam 70-metrowa lina. Nawet udaje się nie pogubić drogi, do czego mam niewątpliwy talent. Ze szczytu zjeżdżamy na pn stronę wprost na Orlą Perć i ze względu na późną już porę wracamy do domu, zahaczając jeszcze na uczczenie sukcesu, piwem w Murowańcu. Większość dnia pogoda ładna, choć popołudniu niebo się zachmurzyło i temperatura znacznie spadła, co bardziej pomagało we wspinaniu niż przeszkadzało. Opady dnia poprzedniego widać było na szczęście, tylko na krótkich odcinkach drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla desperatów skiturowych – ilość śniegu: w żlebie z Koziej do 5 Stawów ciągłość śniegu prawie do wysokości ok. 1800mnpm; a na północną stronę do Zmarzłego Stawu z kilkoma przerwami, czyli jak ktoś bardzo musi, to coś tam się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potwierdzam urodę samej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMotyka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia z Kominkiem (Studnia Inków)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, Maciek (KKS), Piotrek|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jedna z najgłębszych jaskiń Jury (-55), ostatnie odkrycie o jeszcze nie złych perspektywach. Pierwsza studnia niezbyt obszerna lecz następna o charakterze tatrzańskim (zjazd z przepinkami). Również fajne nacieki. W jaskini spotkaliśmy grupę eksploratorów z KKTJ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnizK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia, Marcin, Romek, Furek (KKTJ), Ania, Szymon, Bartek (KKS), |24 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie celem akcji miało być zaporęczowanie Śnieżnej pod przyszły trawers Litworowa-Śnieżna, ale okazało się, że inna ekipa miała okazję zrobić to wcześniej, w związku z czym, mając do dyspozycji przygotowaną jaskinię podjęto decyzję, że idziemy do Syfonu Dziadka. Pogoda syfiata, całą noc padało, a ja dodatkowo przez pomyłkę wziąłem dwa lewe gumiaki do jaskini. Do otworu wchodzimy przed 11. Po drodze mijamy mnóstwo wody. Pod kątem logistyki osiem osób to zdecydowanie za dużo na taki cel i akcja się przeciąga. Ostatecznie zawracamy dochodząc do okolic III wodospadu i marmitu. Po drodze Furek zmienia niektóre sznurki i robi pomiary Wielkiej Studni i Lodospadu. Na powierzchni jesteśmy wszyscy razem przed 22. W Katowicach jestem po 3 w nocy. Pomimo tego, że cel nie został osiągnięty, to wyszła całkiem syta akcja, szkoda tylko, że pogoda była taka brzydka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tenczynek - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |23 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy jedziemy do jaskini. Cel przemodelowanie Łamignatka i rozpoczęcie prac nad odgruzowaniem studzienki. Chociaż tego dnia obu nam się bardzo nie chce. Dość sprawnie pakujemy się do dziury. Jakoś dziś zaciski nie trzymają, wszystko idzie gładko. Pod Łamignatkiem odpalamy sprzęt. Udaje się przemodelować go tak, że wejście nie stanowi już &lt;br /&gt;
problemu. Wyciągamy kilka mniejszych want. Zaczynamy się rozprawiać z jedną z dwóch większych. Praca idzie bardzo sprawnie. W Łamignatku bardzo silny przewiew. Wychodzimy. Udało się zrobić bardzo dużo. Teraz tylko pozostaje się rozprawić z dużymi wantami i będzie można ruszyć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia Szpatowców|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek |22 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie zamieniło się w spontaniczny wyjazd, tym razem do Jaskini Studnia Szpatowcow. Wraz z Łukaszem wyjechaliśmy o 15:20 w kierunku Kroczyc.  Wyjazd był tak spontaniczny, że z planem i opisem zaznajomiłem się dopiero w samochodzie. Jaskinia jest dobrze oznakowana na mapie, więc z dojazdem i dojściem do jaskini nie było żadnego problemu. Około godziny 17 wiązałem już line do pobliskich drzew, które idealnie rosną na wprost otworu. Zjeżdżając pochylnia w dół znalazłem kotwę w stropie, do której postanowiłem zrobić przypinkę. Chwile później po mojej prawej stronie na ścianie zobaczyłem kolejne kotwy. Chwila zastanowienia czy to ma sens i decyzja - dobra robię kolejna przepinkę. Kolejne kilka metrów w dol i znowu kotwy w ścianie. Wtedy zrozumiałem, że tamta poprzednia była całkowicie niepotrzebna, zaś te punkty muszą posłużyć jako stanowisko do zjazdu na półkę między studniami. Cały czas starałem się zużywać jak najmniej liny nie będąc pewnym czy nam jej wystarczy. Poza tym na kursie wszyscy tłukli mi do głowy - oszczędzaj line. Łukasz, który tez już powoli się zbliżał do mnie zapewniał że liny wystarczy, bo on jej już używał w tej jaskini. Jednak na wszelki wypadek gdy ja czekałem na polce między studniami Lukasz zlikwidował ta jedna pośrednia przepinkę i odzyskawszy trochę liny. Ja w międzyczasie starałem się podziwiać widoki. Sama jaskinia jak na razie mnie nie oczarowała naciekami,ale przynajmniej na ścianach były widoczne resztki kalcytu, które w świetle latarki trochę wyglądały jak szlachetne kamienie. Stojąc na półce i czekając na Łukasza, dostrzegłem że obie studnie są obficie obite z każdej strony kotwami chemicznymi, zwykle po dwie. Gdy Lukasz dołączył do mnie ponownie ruszyłem do przodu, Na horyzoncie pojawiły się kolejne punkty, w stropie nad sama studnia - ponownie uznałem je za dobry pomysł do wykonania przepinki. Moja wyobraźnia podpowiada mi że bez przepinki u góry lina będzie tarła o skały. Jednak gdy już dotarłem nad sama studnie, gdzie znajdowały się już kotwy do ostatniego stanowiska do zjazdu, zrozumiałem że nie było to konieczne. Kolejny raz Lukasz podążając za mną zlikwidował przepinkę. Tym razem jednak nie odzyskaliśmy liny, bo przecież wszędzie juz mocno zaoszczędziliśmy, więc te dwa metry nic nie zmienia. Długo sie nie zastanawiając &amp;quot;popędziłem&amp;quot; powoli w dol studni i jakieś 1,5 metra może 2 metry przed dniem złapałem węzeł w prawą dłoń - zwiastujący koniec liny. Rozbawiony sytuacja chwile się zastanowiłem - i co teraz? Jeżdżę na rolce simple i nie bardzo miałem już miejsca na linie żeby zrobić nawet pół blokadę. Za węzłem było jeszcze trochę liny co umożliwiło mi podpięcie się do crolla, na którym swobodnie sobie zawisłem w celu opracowania dalszego planu działania. Rozejrzałem się wokoło, porobiłem zdjęcia, przez chwile pomyślałem, ze w sumie jakbym rozwiązał węzeł to &amp;quot;na oko&amp;quot; dałbym rade podpiąć się później przyrządami do podchodzenia. Ale czy warto? Zdecydowanie nie.  Po prostu czułem, że to niedobry pomysł. Później Łukasz przypomniał mi że jak wiszę to lina jest naciągnięta, więc jak tylko bym z niej &amp;quot;zeskoczył&amp;quot; to te 1,5 metra od dna mogłyby okazać się nawet 3 metrami - niby to wiedziałem, ale jakoś w tamtym momencie zupełnie o tym nie pomyślałem. To fajna lekcja realnych warunków jakie mogą się wydarzyć. Spokojnym tempem wycofaliśmy się z jaskini. Po chwili rozważań Lukasz uznał, ze poprzednim razem mieli jeszcze jedna line, dlatego tym razem tej nie wystarczyło. Generalnie to uznaje że jaskinia &amp;quot;zaliczona&amp;quot;, a nie postawienie nogi na dnie, akurat w tym wypadku nie oznacza ze czegoś nie widziałem. Informacyjnie mieliśmy line 70m, która nawet po usunięciu jedynej dłuższej przepinki byłaby tak na styk. Jaskinie opuściliśmy po godzinie ok 19:30. Wykorzystując jeszcze wczesna godzinę obejrzeliśmy wejście do jaskini Żabiej oraz zerknęliśmy na chwile do jaskini Sulmow, ktore odwiedzimy prawdopodobnie nastepnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzpatowcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia|Rysiek Widuch, kurs - &amp;lt;u&amp;gt;Michał&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz|18 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabieram się w końcu z dużym opóźnieniem do mojego pierwszego sprawozdania z kursowego wyjścia do jaskini Jaskini Kasprowej Wyżniej i Średniej dla niektórych było to pierwsze wyjście do jaskini w ogóle. &lt;br /&gt;
Akcja zaplanowana była na jeden dzień, z powodu zapowiadanych opadów deszczu nie wiadomo było czy wyjście da się przeprowadzić. W końcu zapada decyzja, jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyjeżdżamy punktualnie o 5,00. Droga do Zakopanego mija bezproblemowo, kwadrans po 7 meldujemy się na parkingu, dreptamy do Kuźnic i jesteśmy po chwili na szlaku. Gwarzymy po drodze,  okazuje się że Rysiek to skarbnica wiedzy o historii taternictwa jaskiniowego i tego się raczej spodziewaliśmy, ale że to po prostu serdeczny i sympatyczny facet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbijamy w lewo ze szlaku na Kasprowy Wierch i podchodzimy pod ściany Zawraciku Kasprowego ścieżka jest wyraźna więc po chwili jesteśmy na miejscu. Przebieramy się  w międzyczasie okazuje się że nie wszyscy zabrali ze sobą drugie śniadanie ale szczęśliwie  z głodu nikt nie umarł.   Jeszcze kawałek podchodzimy do pierwszego otworu i się zaczyna. Michał poręczuje  z pierwszego otworu  a ja z drugiego mijamy się na dole i wychodzimy po przeciwnych stronach. Teraz zjazd z urwiska do podstawy ściany, wysokość robi wrażenie. Zjeżdżam pierwszy mam podczepione wory z linami trochę mi się to majta co utrudnia płynność zjazdu ale po chwili jestem na dole. Po mnie zjeżdża Michał a Rysiek zamyka stawkę. Klarujemy linę i Michał zaczyna poręczować trawers do Kasprowej Średniej. Niespodziewanie pojawia się grupka turystów szukających wejścia do jaskini ale Rysiek spłoszył ich jak orzeł świstaka. Wchodzimy do Średniej przeciskamy się przez niski korytarz, Michał poręczuje zjazd do studni i jesteśmy na dnie, chwilę myszkujemy między skalnymi blokami , wciskamy się w szczelinę ale po chwili kończy się zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż trzeba wracać, Michał wychodzi pierwszy ja deporęczuje i ściągam linę.  W czasie przechodzenia przez wąski korytarz gaśnie mi czołówka, wyciągam zapasową i przeciskam się do wyjścia. Dalej już bez problemów.&lt;br /&gt;
O 14 jesteśmy pod ścianą w punkcie startu. Wracamy po piargach na stromym zboczu, daje nam to w kość , grunt trochę ucieka i łatwo zjechać. Z ulgą wychodzimy na szlak,  schodzimy do Kuźnic  jeszcze tylko powrót zakorkowaną drogą  do Rabki i jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Liczba kursantów na początku wyjścia i na końcu się zgadza więc wyjazd w zasadzie należy  zaliczyć do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaWS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowenia - Alpy Julijskie|Karolina, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|9 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Słowenie chciałam jechać już 10lat temu na Erasmusa, co ze względów formalnych niestety nie udało się, a do tej pory było jakoś nie po drodze. Próbujemy nadrobić zaległości na tym urlopie. Na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w schronisku Blejska koča – podejście z parkingu pół h, dla naszej trójki dogodnie. Z tego miejsca robimy 2 wycieczki - na Lipanski Vrh i Mali Draški Vrh. W obydwu przypadkach łapie nas deszcz, na drugi szczyt nie docieramy. Z tego pasma są piękne widoki na pobliski Triglav – ze względu na chmury podziwiamy szczyty tylko częściowo. Nasza bazą wypadową na resztę wyjazdu będzie kwatera w miejscowości Radovljica. W kolejne dni odwiedzamy:&lt;br /&gt;
* wąwóz Vintgar – piękne, choć bardzo turystyczne i drogie miejsce;&lt;br /&gt;
* Pokljuška soteska – znacznie mniej znany od poprzednika wąwóz, dziki, zakończony tzw. Galerią – drewnianą  półką na skale, którą przechodzi się na drugą stronę wąwozu, na ścieżkę pełną paproci - zdecydowanie polecamy;&lt;br /&gt;
* szczyt Šija (niedaleko Vogel);&lt;br /&gt;
* wąwóz Mostnica – nie tak widokowy jak Vintgar, za to głębszy i też robiący dobre wrażenie;&lt;br /&gt;
* szczyt Hahnkogel / Klek - wychodziliśmy z miejscowości Planina pod Golico; w trakcie tej wycieczki pierwszy raz zmyliły nas mapy.cz i na początku trochę błądziliśmy; na szczęście udało nam się dotrzeć na szczyt. A było warto! Widoki na Triglavski PN jedyne w swoim rodzaju;&lt;br /&gt;
* wodospad Peričnik; rezerwat Zelenci; Lago di Fusine po str.włoskiej – takie widokowe wycieczki na restowy dzień;&lt;br /&gt;
* Jaskinie Szkocjańskie – mniej popularne niż słoweńska J.Postojna, a jednak to te jaskinie są wpisane na Listę UNESCO. W jaskiniach tych znajduje się podziemny kanion rzeki Reka. Jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć będąc tam. Kto nie był, niech poogląda zdjęcia w internecie;&lt;br /&gt;
* Dolinę Rakov Škocjan – brakło nam czasu na J.Postojną, więc zaglądamy do tej dolinki. To niepozorne miejsce najpierw obserwujemy z góry, po czym znajdujemy ścieżkę w dnie doliny, którą można pospacerować wzdłuż rzeki rzeźbiącej różne formy, w tym mosty skalne. &lt;br /&gt;
Na luźniejsze chwile wybieramy się nad jezioro Bohinj – znajdujemy ładny brzeg, gdzie przy pięknych widokach można się popluskać i poobserować pływające ryby. Tydzień urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić ten kraj, zwłaszcza z kilkanaście kg ważącym łobuzem, który ma już swoje zdanie. Mimo tego i kapryśnej, nieco burzowej pogody kraj nas zachwycił. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. &lt;br /&gt;
PS – a my mężu z wyjazdu zapamiętamy dodatkowo złamanego lizaka i poszukiwanie figurek Psiego Patrolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto pojawi się w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dol. Wilczego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od czasu do czasu penetruję beskidzkie parowy i wąwozy (o ile tak je można nazwać). Tym razem sprawdziliśmy Wilczy Potok (odgałęzienie z doliny Leśnicy w jej górnym biegu). Ów potok płynie w głęboko wciętej dolince o stromych zboczach. Po trasie przewrócone drzewa i kilka skalnych prożków. Fajny, dziki zakątek. U góry przedzieramy się przez splątane knieje i wydostajemy się na szlak pod Smrekowcem (835). Przez Jaworzynę schodzimy jeszcze do wodospadu Wyrchmalinki i wracamy leśną dróżką wzdłuż górnego biegu Leśnicy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Le%C5%9Bnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GROT|Tomek Bzdęga, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łuakasz Piskorek|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny Nocek włączył się w pomoc przy przeprowadzeniu miejskiej gry terenowej organizowanej przez młodzież ze Stowarzyszenia Nereusza z Rudy Śląskiej. Pomagamy przy budowie i obsłudze punktów z wyzwaniami linowymi – w tym roku był to transport noszy na wysokości. Wielki szacunek za ogrom pracy włożonej ww przygotowanie całej gry należy się młodzieży ze stowarzyszenia, a naszym klubowiczom Tomkowi, Łukaszowi i Asia, którzy włączyli się w pomoc wielkie podziękowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Rax - Jaskinia Krampusschacht|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB), Karina (niezrzeszona)|16 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rax chyba wszyscy doskonale znają z pięknych dróg wspinaczkowych, ferat no i pod kątem jaskiniowym może jeszcze z jaskini lodowej. Jednak nie to jest celem naszego wyjazdu. Jedziemy sprawdzić jak to w regionie wygląda kwestia Krasu. W Rybniku spotykamy się około 10.00 szybki przepak do jednego samochodu i ruszamy w stronę czeskiej granicy. Przejazd idzie gładko, aż do momentu kiedy zaczynają się problemy z żarówką, co powoduje dwie nie planowane przerwy. Następnie trafiamy kilka korków, co sprawia, że na kamping docieramy dopiero około 17.00. Już wiadomo, że wspin tego dnia nie wypali... Rozbijamy więc namioty, rozdzielamy szpej na dzień następny i przystępujemy do porównania walorów smakowych napojów energetycznych na bazie chmielu produkcji czeskiej vs austryjackie oraz napojów owocowych z domieszką środków dezynfekujących :). W sobotę wstajemy zgodnie z planem o 6.00. Śniadanie pakujemy prowiant i hej przygodo. Dojeżdżamy do wylotu doliny, zabieramy plecaki i do góry. Naszym celem jest jaskinia Krampusschacht, ale po drodze chcemy sprawdzić jeszcze kilka otworów na, które mamy namiary oraz przeprowadzić rekonesans powierzchniowy. Im głębiej wchodzimy w dolinę tym jestem bardziej przekonany, że nie ma opcji - tu muszą być wielkie i głebokie jaskinie. Kras jest wszędzie! Wszędzie widać otwory (niektóre ewidentnie chodzone - prowadzą do nich wydeptane ścieżki). W końcu docieramy pod dolną stację kolejki towarowej zaopatrującej schronisko Habsburghaus na szczycie Grieskogel. Tu kończy się odcinek płasko. Teraz jeszcze chwilka w miarę łagodnego podejścia do końca leśnej drogi i zaczyna się... Prawie 1000 m przewyższenia szlakiem mniej więcej na styl Kobylażowego Żlebu, również miejscami ubezpieczonego stałą asekuracją. Po drodze sprawdzamy kilka otworów na  które mamy namiary - jednak nie znajdujemy nic godnego uwagi (tylko jeden otwór wymagał użycia liny). Za to znajdujemy oporęczowane dojście do do tej pory nie znanego nam otworu - jednak na ten moment nie wchodzimy tam. W końcu docieramy do schroniska. Tu chwila przerwy na klasycznego wursta. Karina zostaje w schronisku z instrukcjami jak postępować gdybyśmy nie dali znaku do określonej godziny alarmowej, a my ruszamy dalej do jaskini. Pod otwór prowadzi wyraźna ścieżka. Niestety tuż po opuszczeniu schroniska dopada nas całkiem solidna zlewa i grad. Po drodze mijamy mnóstwo potencjalnych problemów jaskiniowych. Te dobrze prosperujące oznaczamy. Spodziewamy się, że jaskinia to raczej mała dziurka - coś na wzór naszych jurajskich jaskiń. Widzieliśmy tylko jeden filmik, kilka zdjęć i znaleźliśmy informację, że jaskinia ma 450m długości i niecałe 100m głębokości. O jakie jest nasze zdziwienie gdy po godzinie docieramy pod otwór. Wlot do jaskini to olbrzymi lej krasowy. Jaskinia jest dobrze obita. Chłopaki zjeżdżają przodem ja na końcu. Zachowujemy duże odstępy gdyż jest krucho. Gdy jestem na przepince przy właściwym otworze krzyczy do mnie Dawid, że Bartek przekazał właśnie informację, że skończyła się pierwsza lina 50m i dowiązuje następną. Gdy bezpiecznie mogę zjeżdżać jakie jest moje zdziwienie, że nie jadę typową studnią tylko lodospadem. po kolejnej przepince dojeżdżam do chłopaków w miejscu, gdzie dwa lodospady się łączą, a pod jednym z nich leżą tony śniegu. Na dzień dobry dostaję informację, że jest kiepsko. Nie ma przejścia dalej. Bartek sprawdza wspinaczkowo drugi lodospad jednak nic tam nie znajduje. Ja zerkam w niewielki otwór w którym widać jakąś kontynuację. Niestety jest dość ciasno a przede wszystkim krucho. Płaty wapienia odrywają się od ścian nawet pod delikatnym dotykiem. W końcu Dawid dostrzega możliwość kontynuacji bokiem lodospadu. Dość szybko przekopujemy korek śnieżny i zerkamy co dalej. Jest lufa! Został nam ostatni odcinek liny. Pod lodem drugiego lodospadu dostrzegamy dwa spity. Kamieniem skuwamy lód. Niestety lód jest też w środku. Nie ma jak wkręcić plakietek. Wygląda na to,  że jesteśmy o dobry miesiąc (a może i lepiej za wcześnie). Postanawiamy wycofać się i wrócić tu jesienią, z nadzieją, że uda się przejść dalej. Wyjście idzie dość sprawnie. Na zewnątrz pogoda poprawiła się. Szybkie przebieranki, pakowanie. Postanawiamy wracać skrótem na azymut. Początkowo bardzo przyjemnie żlebami i polankami. Niestety po chwili przedzieramy się już przez gęste i wysokie kosówki, schodzimy kruchymi żlebami. Po drodze znajdujemy jeszcze dwa ciekawe problemy. Ostatecznie po 25 minutach docieramy do szlaku. Czyli jednak opłacało się. Przy szlaku czeka na nas już Karina. I wszyscy razem schodzimy do doliny drogą podejścia. Cała akcja poszła niezwykle sprawnie i udaje się dotrzeć na kamping przed zmrokiem. Następnego dnia postanawiamy nieco odespać. Co ostatecznie przekłada się na zwinięcie namiotów i spakowanie przed godziną 13.00. Nikt za bardzo nie ma już ochoty na jakieś poważniejsze aktywności. Pamiętając o korkach z piątku postanawiamy wracać. Po drodze jeszcze krótka przerwa w Czechach na smażony syr i hranulki. Teraz już tylko przejazd do Polski. W niedziele wieczorem meldujemy się w Rybniku, gdzie kończymy ten rekonesansowy wypad. Do Rax i Krampusschacht na pewno jeszcze w tym roku wrócimy. Na pewno weźmiemy więcej lin i wiecej sprzętu. Teraz wiemy jakie są realia tej jaskini. Widzimy też, że jest w ciągłej eksploracji (pod otworem znajdujemy beczkę z depozytem). Jaskinia i okolica ma na pewno olbrzymi potencjał jaskiniowy. Dosłownie trzeba uważać gdzie się stąpa bo otwory są niemal wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRax&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Stankowski (KKTJ)|17 06 2023}} &lt;br /&gt;
Przebieżka do Ptasiej Sali (w Nowych Partiach Bielskich). Czas w jaskini ok. 8h15m. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo, a na szlakach tylko pojedyncze osoby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - Jaskinie: Koralowa, Wszystkich Świętych, Studnia Zygmunta|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB)|11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miała być ciekawa akcja Tatrzańska, ale prognozowane burze i opady skutecznie nas zniechęciły. Ostatecznie jedziemy na akcję zdjęciowo / filmową w Góry Sokole. Na parkingu spotykamy się po godzinie 11.00 Jako pierwszy cel pada Koralowa. Odwiedzamy cały dół - do końca, zaglądamy w kominki i ciasne korytarzyki następnie wspinamy się na WAR i zjeżdżamy do MGG. Cały czas robimy dużo fot i filmików. Na koniec zaglądamy jeszcze w dolne odnogi, gdzie znajdujemy bardzo ciekawe naciekowo salki. &lt;br /&gt;
Wychodzimy. Chwila przerwy, posiłek i idziemy do jaskini Wszystkich Świętych. Szybki zjazd, następnie przez trawers na mostek Herberta i w dół (tym razem drugą stroną niż poprzednio) do salki Peny. Pstrykamy wiele fot, kręcimy filmy i wracamy. Bartek przechodzi przez BAKK do jaskini Olsztyńskiej. Niestety mnie skutecznie blokuje kombinezon i odpuszczam. Podobnie Dawid. Bartek wychodzi przez Jaskinię Olsztyńską, a My zwijamy liny, szpej i sprzęt foto i wychodzimy przez zlotówkę. W planach była jeszcze Urwista, ale stwierdzamy, że nie ma tam nic ciekawego. Zaglądamy za to do Studni Zygmunta. Wyjazd typowo rekreacyjno &lt;br /&gt;
towarzyski. Dużo zdjęć i filmików. No i stanowiliśmy niezłą atrakcję turystyczną dla licznych tego dnia turystów, którzy odwiedzili rezerwat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskiGS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Biała Dziupla|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Piotr Strzelecki|15 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie wykorzystaliśmy na drobną akcje jaskiniowa. O 14:30 wraz z Emilem wyjechaliśmy z Zabrza i na 16.00 byliśmy już na parkingu przy Łabajowej. Kilka chwil później zjawił się Piotrek z Estera i ich nowo narodzonym przyszłym grotołazem. &lt;br /&gt;
W czasie gdy Estera spacerowała z wózkiem po okolicy, nasza trójka wybrała się na poszukiwania otworu do jaskini Biała Dziupla. Chwile to trwało, bo w okolicy jest sporo podobnych skał. Na szczęście tylko jedna charakterystyczna z okrągłym otworem w ścianie skalnej zlokalizowanym kilkadziesiąt centymetrów od poziomu ziemi. Zwierzęca czaszka wisząca na pobliskim drzewie nie była przypadkowa. 😀&lt;br /&gt;
We trójkę na kolanach rozpoczęliśmy usuwanie kamieni i gałęzi ze sztucznie przysypanego otworu wejściowego. Gdy tylko udało się uzyskać wystarczający prześwit, Emil wslizgnal sie w zacisk wejściowy zabierając ze sobą wór z lina, ktora wczesniej przymocowałem do pobliskiego drzewa. W ślad za Emilem poszedłem ja i Piotrek. Jak się okazało oba zaciski na wejściu zacisk wcale nie są wąskie. Żwawo pełzając na plecach, byłem w stanie lewą dłonią ciągnąc wór, a prawa nagrywać siebie kamera GoPro. Mój uśmiech od ucha do ucha na nagraniu jest dowodem na to jak wielka frajdę mi to sprawilo. Gdy już wygramoliłem się z tych delikatnych przewezen dotarłem do większej sali, gdzie Piotrek i Emil już zaporeczowali linę do zjazdu. W tej sali zapiąłem się już szantem do liny bo zrobilo sie bardziej stromo, poza tym ściany pokryte mlekiem wapiennym zachęcały do robienia zdjęć, więc nie mogłem polegać tylko na samych nogach. Sprawnie zjechaliśmy na dno jaskini, po drodze pokonując jeszcze jedna przepinkę. Jaskinia jest dobrze okuta, użyliśmy jednej liny 60 m, która w zupełności wystarczyła od drzewa aż po dno jaskini. Droga powrotna również odbyła sie sprawnie. Przed godziną 19 byliśmy już na zewnątrz. Piotrek szybko się zebrał dołączając do Estery, tymczasem my z Emilem trochę się jeszcze kręciliśmy po okolicy. Nie udalo nam sie zlokalizowac jaskinii na Tomaszowkach, ale zwiedziliśmy Łabajowa zostawiając sobie zjazd na kolejna wyprawę w środku tygodnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LITWA: spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Kołodziej|08 - 11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłyśmy razem z Bożeną na spływie kajakowym na Litwie. Trasa: Zopsia (rzeka) jezioro Wiejsiejai, Jezdas,  Kapciamestis (Kopciowo), Volskai, Baltoj Ančia (rzeka Biała Hańcza) jezioro Ančia (Hańcza). Przepłynęliśmy ok.60 km, średnio 15 km/ dzień.  Okolica przepiękna, przyroda cudna i prawie brak turystów. I jeszcze pogoda dopisała. Polecam gorąco. P.s. w miasteczku(?) Kapciamestis jest grób, muzeum i pomnik Emilii Plater&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - skała Biblioteka|Ryszard Widuch, Asia i Łukasz Piskorek, kursanci:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz Pawlik; jeden pies|08 06 2023}} &lt;br /&gt;
Pierwszy kursowy wyjazd na skałki, a zarazem szkolenie z technik linowych. Choć wcześniejszcze prognozy mówiły o obfitych opadach deszczu, wszystko się wyklarowało - i przez całą akcję było bezchmurnie.&lt;br /&gt;
Zaczynamy z Asią i Łukaszem - od góry - poręczujemy liny. Po szybkim przypomnieniu przepinek, Rysiu Pokazuje nam podstawy ratowictwa - co chwilę później trenujemy na linie.&lt;br /&gt;
Przed nami (kursantami) jeszcze sporo nauki - ale wszystko idzie w dobrą stronę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLINEZJA FRANCUSKA: wypad na antypody|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|20 05 - 06 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu był głównie wypoczynek, lecz ostatecznie było każdego dnia dosyć aktywnie. Po przylocie na Tahiti jeszcze tego samego dnia płyniemy z Papeete promem na oddaloną ok 15 km dużo mniejszą wyspę Moorea. Tam spędzamy następne 4 dni, zwiedzając główne atrakcje, objeżdżamy wyspę wynajetym skuterem. Jednego dnia decydujemy się na próbę zdobycia szczytu Rotui (899 m n.p.m, deniwelacja 899 m). Niestety, upał ponad 40 stopni krzyżuje nasze plany. Podczas pierwszych 2 godzin podejścia wykorzystujemy prawie cały zapas wody (po ok 3,5 litra na osobę) a nawet nie dotarliśmy do połowy drogi na szczyt. Po drodze zaliczam dość groźny upadek z grani (zarwała sie pode mną ziemia, na szczęscie szlak pozostaje jako tako możliwy do pokonania dla innych).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Góry na Polinezji Francuskiej okazały się gorące, niedostepne, piekne i dzikie. Poruszanie sie po tych obszarach wymaga dobrego przygotowania, odpornosci na piekielne upały, mądrej logistyki. Jest to zupełnie inna przygoda niż wędrowanie i zdobywanie szczytów w umiarkowanych szerokościach geograficznych. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Innego dnia, idę na trekking na Coconut Pass, gdzie przedzieram się przez dżunglę zatartym szlakiem, ale docieram do celu i w nagrodę dostaję piękny widok na oba przeciwległe krańce wyspy. Po Moorei samolotem  udajemy się na inną wyspę archipelagu Wysp Towarzystwa - Raiatea. To dosć spora wyspa, lecz stosunkowo mało zaludnona i niezbyt oblegana przez turystów, co sprawia ze jest tam troche inna atmosfera, a jednocześnie jest ciekawie. Objeżdzamy wyspę dookoła i robimy kilka krótkich trekkingów do szandarowych miejsc na wyspie. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Taputapuatea - stanowiska archeologiczne i miejsca kultu Polinezyjczyków. Z Raiatei przenosimy się na pobliski atol Bora-Bora. Spędzamy tam tylko 2 dni, ale dochodzimy do wniosku, że można tam bardzo aktywnie spędzic czas. Wyspa reklamowana w katalogach biur podróży, jako miejsce luksusowych wakacji okazała się dla nas miejscami dzika, wcale nie przepełniona przemysłem turystycznym  i bardzo ciekawa przyrodniczo. Atol oferuje też wiele możliwosci uprawiania sportów. Ostatnich pare dni spędzamy na Tahiti, gdzie wypożyczamy samochód i zwiedzamy co się da, wliczając treking na Tahiti-Iti i bardzo ciekawe narodowe muzeum Polinezji Francuskiej w Puna Auia (Muzeum Tahiti i Wysp) w poblizu Papeete. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Zwiedzilismy tylko jeden z archipelagów Polinezji Francuskiej (Wyspy Towarzystwa), ale juz sam ten obszar wydał się nam niezwykle ciekawy, bogaty po d wzgledem geologicznym, ciekawy kulturowo i zachwycajacy pod wzgeldem roslinności mimo iz tylko stosunkowo niewielka cześć to roślinność endemiczna&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
Tradycją się stało, że wizytując teściów, podbiegam na najwyższy szczyt w okolicy, czyli Leskowiec. Tym razem bez śniegu i błota, co od razu było widać po wyniku, bo poprawiłem go o ponad 15 min. od ostatniego biegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainspirowani akcją naszych klubowych kolegów z przed kilku dni udajemy się do tej pięknej jaskini. Wszystko co napisał Daniel jest autentyczne. 14 m zjazdu i zaczarowany, podziemny świat. Również otoczenie jaskini jest wspaniałe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepsc-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Michał Przybycień, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Balcer&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Mateusz Golicz|03 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwsza wyprawa uczestników kursu na taternika jaskiniowego rocznik 2023/24 miała miejsce 3. czerwca 2023, a jej celem była Jaskinia Czarna. &lt;br /&gt;
Z czterech kursantów wybrał się Michał wraz z Mateuszem, pod okiem instruktora Mateusza i asyście Oli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjścia miały miejsce przed wykładem kursowym 3 dni wcześniej. &lt;br /&gt;
Celem wyjścia było odwiedzenie Partii Techuby oraz wyjście z jaskini otworem do którego prowadzą Partie III komina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowane wyjście z Kir było opóźnione tylko o 15 minut i było to jedyne odstępstwo od przyjętego planu akcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze Doliną Kościeliską kursanci byli przepytywani z ogólnej wiedzy o Tatrach oraz szkoleni przez Mateusza w topografii doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jaskini, do którego grupa dotarła bez problemu, doszło do spotkania z inną wyprawą klubową do Czarnej - Damiana oraz Łukasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie zjazdu z głównego otworu jak poręczowanie trawersu i zejścia z progu poniżej wejścia przypadło kursantowi Mateuszowi. &lt;br /&gt;
Następny trawers i przygotowanie wejścia do Techub przygotował Michał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Techubach kursanci samodzielnie prowadzili drogę do &amp;quot;Sali pod Głazem&amp;quot;, korzystając z opisu oraz planu odwiedzając po drodze &amp;quot;Syfon Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Jeziorko Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Salę Taty Winiarskiego&amp;quot; oraz &amp;quot;Salę pod białą płytą&amp;quot;. &lt;br /&gt;
Następnie Mateusz wraz z Olą prowadzili szkolenie z przemieszczania się różnymi technikami wewnątrz korytarzy. &lt;br /&gt;
Był też czas na wykład o tworzeniu się jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjściem z Techub, po około 4 godzinach akcji w jaskini grupa miała przerwę na jedzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga prowadziła w stronę głównego wejścia do jaskini, po drodze ściągaliśmy zaporęczowane przejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z umową, w przypadku dobrego czasu akcji, przejście przez Partie III komina poprowadził instruktor Mateusz. &lt;br /&gt;
Było to pierwsze wejście w te partie jaskini naszej czwórki. &lt;br /&gt;
Całość przejścia kończył 28 metrowy zjazd z drugiego otworu Czarnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem pod otworem jaskini dotarliśmy o godzinie 18:15, a cała akcja zakończyła się ściągnięciem liny ze zjazdu głównego otworu o godzinie 18:50.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z udanej akcji, pięknej pogody i małej ilości turystów w Tatrach, grupa wróciła do pensjonatu Willa Pisana o godzinie 20:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję zakończyliśmy kolacją w okolicznej gospodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Instruktor Mateusz wraz z Olą wybrali się na akcję do jeszcze jednej jaskini, &lt;br /&gt;
natomiast kursanci Mateusz i Michał wyszli na eksplorację Jaskini Mylnej, w której odwiedzili partie jaskini poza szlakiem turystycznym i wyszli z jaskini drugim otworem. &lt;br /&gt;
W drodze do samochodu przeszli także żółtym szlakiem przez Wąwóz Kraków przechodząc przez Smoczą Jamę. &lt;br /&gt;
O godzinie 14:00 wyruszyli oni w drogę do Katowic i zakończyli kursowy weekend w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: Damian uzupełnisz? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrowaliśmy partie pod Salą Łukową. Tym razem nie udało się znaleźć przejścia do Techub (na starość pamięć siada). Przed jaskinią spotkaliśmy ekipę Mateusz Golicza, który wybierał się do Techub (pewno będzie opis). W Tatrach cudowna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek + pies|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny atakujemy Rzędkowice. Jedziemy w tygodniu, po pracy, w nadziei, że będzie trochę mniej ludzi. Dojeżdżamy po godzinie  14 i okazuje się, że drogi na Turni Kursantów, na które mieliśmy chrapkę są obwieszone linami. Wybieramy nasz plan B i idziemy na Dziurawą Turnie. Strzał w dziesiątkę! Jest w cieniu, więc upał nam nie straszny i jest na uboczu więc nie martwimy się, że pies będzie kogoś zaczepiał. Po zrobieniu kilku dróg, przenosimy się na pustą już Turnie Kursantów i wspinamy kilka dróg. Skały po południu opustoszałe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak`|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zrobienia sobie prezentu na dzień dziecka wybraliśmy się z Emilem w czwartek na poszukiwanie jaskini nazwanej „przepaść”. Współrzędne nie do końca były pewne, wiec istniało pewne ryzyko ze będziemy błądzić po lesie w poszukiwaniu otworu lub nawet go w ogóle nie znajdziemy. O samej jaskini tez wiele nie wiedzieliśmy poza filmem na YouTube. Nic więcej nie da się znaleźć, bo jaskinia nie jest dostępna w rejestrach. Zabraliśmy ze sobą to co wydawało się nam niezbędne i o 14:30 wyjechaliśmy z Zabrza w kierunku wyżyny krakowsko częstochowskiej. Samochód zaparkowaliśmy najbliżej jak się dało - na jakiejś leśnej bocznej drodze. Było przed 16. Od samego początku zakładaliśmy ze poszukiwania otworu jaskini zajmą nam sporo czasu, a ponieważ było powyżej 25 stopni Celsjusza i pełne słońce, postanowiliśmy nie przebierać się i wpierw rozpocząć poszukiwania. Jak się jednak okazało współrzędne były bardzo trafne, a pod otworem byliśmy już po około 15 minutach.&lt;br /&gt;
Wróciliśmy do samochodu po ciuchy i sprzęt bez zwłoki zabrałem się za poreczowanie do zjazdu.&lt;br /&gt;
Układ drzew idealnie ułatwił przygotowanie stanowiska. Wjazd do jaskini ma charakter zapadliny do szczeliny skalnej, po jakichś 5 metrach zwęża się, a po obu stronach znajdują się przykręcone plakietki przygotowane pod przepinke w stanowisko Y.&lt;br /&gt;
Na cały zjazd powinna wystarczyć lina 30m. I co tu dalej pisać… zdjęcia nawet w połowie nie oddają piękna jaskini, trójwymiarowości i kolorystyki nacieków. Przez 2,5h chodziliśmy po piaszczystym dnie jaskini zachwycając się jej pięknem i robiąc setki zdjęć. Wszystkie formacje skalne i nacieki które widziałem tylko na zdjęciach tam właśnie były, rzeczywiste. Nawet już nie pamiętam ich nazw. Jaskinie przecina żyła kryształu, a na jej dnie można napotkać odłamki kryształu o rożnej wielkości. Przed 20 byliśmy już na powierzchni, w dalszym ciągu oszołomieni tym co widzieliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś zastanawia się po co chodzić po jaskiniach to właśnie tam znajdzie odpowiedz. Po prostu wow!&lt;br /&gt;
Następnego dnia i ja i Emil mieliśmy po kleszczu - poszukiwania jaskini w krótkich spodenkach to nie jest dobry pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepasc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Łukasz Mazurek, Adam (niez.) + pies|28 05 2023}} &lt;br /&gt;
Jedziemy w skały świadomi, że wybieramy dość popularny i oblegany rejon. Jednak mamy tam upatrzone skałki, z którymi chcemy się bliżej zapoznać. Na początek idziemy na skałę Zegarową. W międzyczasie dojeżdżają Adam i po nim Łukasz M. z drugą liną, dzięki czemu możemy się podzielić na dwa zespoły. Po zrobieniu kilku dróg postanawiamy zmienić klimat i przechodzimy na Turnię Kursantów, gdzie robimy jedną drogę (niejako w zastępstwie zajętych sąsiednich dróg, na jakie mieliśmy bardziej chrapkę). Zbliżała się pora wyjazdu (urodziny u rodziny), więc nie mieliśmy jak czekać na naszą kolej. Ci którym doskwierał niedosyt (ja i Adam) poszli zrobić jeszcze ostatnią drogę na sąsiedniej Zadniej Turni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice_wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kłodnicy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 10 innych osób|28 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W idealnej pogodzie przejechaliśmy rowerami dolinę Kłodnicy, na której stanowi ona południową granicę naszego miasta. Jest tu kilka niesamowicie pięknych zakątków do których prowadzą nikłe ścieżki. Rzeka na tym odcinku dość czysta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.6943249889022847&amp;amp;type=3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|26 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy wracamy do Tenczynka. Tym razem uzbrojeni w ciężki sprzęt. Tym razem z jednym worem i liną do jego wyciągania udajemy się pod otwór. Wiemy co nas czeka więc bez zbędnego gadania wchodzimy do dziury. Droga w dół idzie całkiem sprawnie, choć przed ostatnim zaciskiem poważnie się zastanawiam, czy aby na pewno chcę tam wchodzić. Jednak juz po chwili obaj stoimy w &amp;quot;Y&amp;quot;. Bartek wchodzi na przodek z ciężkim sprzętem, aby rozprawić się z ostatnią wantą blokującą nam dalszą drogę. Ja natomiast rozglądam się  po drugiej odnodze &amp;quot;Y&amp;quot; i znajduję kolejny potencjalny problem. W międzyczasie Bartkowi udaje się rozkruszyć wantę i udrożnić dalszą drogę. Niestety przed samą salką (a tak na prawdę studzienką) ze ściany wystają dwie wypustki, które skutecznie uniemożliwiają wejście nad studzienkę. udaje się je nieco przemodelować. Po kilku próbach wykonywanych na zmianę Bartek jako pierwszy przedostaje się nad studzienkę, a korytarzyk dostaje wdzięczną nazwę &amp;quot;Łamignatek&amp;quot; - oddający jego charakter. Udaje się zrzucić trochę luźnego materiału ze stropu nad studzienką (istnieje szansa, że ma ona &lt;br /&gt;
kontynuację w górę). Na pewno idzie w dół. Ile? Tego jeszcze nie wiemy. Trzeba usunąć kilka małych want. Niestety to już nie podczas tego wyjazdu. Pakujemy sprzęt i do góry. Pierwszy idzie Bartek. Następnie wór który klinuje się co chwilę więc muszę iść bezpośrednio za nim i bez przerwy go odklinowywać. Wyjście nie idzie nam dobrze. Obaj walczymy w zaciskach jak nigdy. Jest ślisko i nie ma się jak wygodnie zaprzeć. Po drodze Bartek wśród leżących kamieni znajduje kilka ciekawych amonitów. &lt;br /&gt;
Następny wyjazd powinien przynieść kolejne metry i bez wątpienia pogłębimy jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wszystkich Świętych i System Jaskiń Olsztyńskich |&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|25 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
25 Maja w czwartek po pracy wybraliśmy się wraz z Łukaszem do Jaskini Wszystkich Świętych z zamiarem przejścia przez cały system Jaskiń Olsztyńskich. O godzinie 16:20 dojechaliśmy na parking Sokole Góry, gdzie przebraliśmy się w kombinezony i wraz z niezbędnym sprzętem jaskiniowym wyruszyliśmy pod otwór. Na miejsce dostaliśmy bez większych problemów. Po pierwsze dlatego, że jaskinia jest dobrze oznaczona na mapie, a po drugie dlatego ze nieopodal znajduje się otwór jaskini Koralowej, w której miałem okazje być na „rozgrzewce przed prawdziwymi jaskiniami” – tak to mniej więcej wtedy powiedział Mateusz. Samo miejsce zapamiętałem tez bardzo dobrze, bo skręciłem sobie wtedy kolano. Była godzina 17:00, a my staliśmy gotowi pod otworem. Poręczowaniem studni wejściowej zajął się Lukasz, po drodze była tylko jedna przepinka, więc zjazd poszedł ekspresowo. Był czas na zdjęcia i konstruktywna krytykę kiepskich opisów jaskiń jurajskich. Na zjazd zużyliśmy cala linę 20m. Będąc na dnie Studni Warszawskiej poszliśmy w lewo w kierunku Mostu Herberta. Zgodnie z opisem przejście do mostu odbywa się trawersem. Pierwsza kotwa znajduje się tuz przez wąskim przesmykiem, zaraz za którym znajduje się studnia. Wciśnięty w zacisk w dość niewygodnej pozycji, z nogami zwisającymi do studni próbowałem rozpracować najbezpieczniejszy sposób dostania się do kolejnego punktu trawersu, który chociaż był w zasięgu wzroku to jednak oddalony o jakieś 3 metry. Niby nic takiego, bo szata naciekowa idealna do wspinania, ale ja leżałem w poziomie nogami do przodu, więc, żeby mieć swobodne ręce musiałem wyjść całkiem w stronę studni. Po lewej ortogonalnie stronie tuz przy krawędzi znajduje się idealna formacja skalna do zaczepienia taśmy, a w moim worze zupełnym nie przypadkiem znajdowała się taśma idealnej długości, której jeszcze nie oddałem Ryśkowi z poprzedniej wyprawy (spokojnie oddam 😊). Raz dwa i zrobiłem sobie dodatkowy punkt, na którym swobodnie sobie zawisłem planując dalsze ruchy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się ze wejście w szczelinę głowa do przodu, a nie tyłem, dałoby mi więcej swobody ruchu i nie byłoby potrzeby robienia tego dodatkowego punktu. Po drodze na trawersie były jeszcze dwa punkty, ale bez problemu sobie z nimi poradziliśmy. W tej części jaskini droga jest tylko jedna, więc zaraz później zaporęczowałem zjazd w ostatniej studni aż do Sali Peny. Na dole zrobiliśmy kilka ciekawych zdjęć, bo nacieki na ścianach były bardzo fotogeniczne. Wtedy tez zwróciłem uwagę ze lewa cześć Sali Peny jest tak naprawdę dnem studni pod trawersem, który przechodziliśmy. Wiec teraz nazwa most, nabrała sensu. Sama sala nie jest duża, więc po chwili zebraliśmy się w drogę powrotna. Sprawnie wróciliśmy na dno Studni Warszawskiej z zamiarem przejścia do jaskini Olsztynskiej poprzez BAKK. Wiedzieliśmy ze będziemy się przeciskać, więc ściągnęliśmy z siebie cały sprzęt, wraz z uprzężą. Nie za wiele się zastanawiając na ochotnika próbowałem wcisnąć się w najbardziej oczywisty zacisk jaki widziałem po prawej stronie i za namowa Łukasza wpierw wciskałem nogi, a przynajmniej próbowałem. Niewiele czasu potrzebowałem by powiedzieć ze moje nogi tak się nie wygna. Rzeczywiście wyczuwałem ze zacisk mocno skręca w lewo i nie uśmiechało mi się brnąc dalej w tym kierunku. Zaproponowałem Łukaszowi, że jak on się wciśnie to ja pójdę za nim. Wiec zamieniliśmy się rolami i Lukasz chwile później tez poległ w tej samej pozycji.  Zniechęceni wzięliśmy plan jaskini do ręki i jak tylko odczytaliśmy z niego, że są też dwie ślepe szczeliny zaczęliśmy się rozglądać w około i w mgnieniu oka znaleźliśmy dużo przyjemniejsza szczelina skalna, tym razem bardziej pionowa niż pozioma. Ponownie bez zastanowienia zanurkowałem w nią bokiem i nogami do przodu. Jak już byłem w środku tej małej komory to zrozumiałem, że to była ta ślepa droga. Wyjęcie było już odrobinę mniej przyjemne, ale dla kogoś moich wymiarów obyło się bez problemów. Ponownie otworzyliśmy plan i szukaliśmy innego przejścia. Jednak wszystko wskazywało, że nasz pierwszy wybór był tym prawidłowym. Ponowiłem próbę tym razem na brzuchu i głowa do przodu. W ten sposób chciałem sobie przynajmniej zobaczyć czy ten tunel prowadzi gdzieś, czy też się kończy. To był strzał w dziesiątkę, potwierdziłem nie tylko, że to jest prawidłowa droga, ale również to ze nie chce nią iść. Pal licho ze szczelina jest bardzo wąska, bo to nie problem dla mnie. Ale to za pierwszym zakrętem w lewo znajdował się zakręt w prawo, a za nim już nic nie było widać, budziło mój nieukrywany niepokój. Oznajmiłem moje obawy Łukaszowi i ponownie zaproponowałem, że jak on przyjdzie i powie, że tam na końcu rzeczywiście jest sala, to pójdę bez wahania. Po kilku próbach Lukasz również się poddał. Wpadliśmy jednak na pomysł że zaatakujemy ten zacisk od drugiej strony. Ponownie ubraliśmy uprząż i opuściliśmy jaskinie Wszystkich Świętych, spakowaliśmy liny do worów i powierzchnia przeszliśmy do Jaskini Olsztyńskiej. Ponownie bez uprzęży w samych kombinezonach zaatakowaliśmy zaciski biegnące w stronę BAKKu, tym razem od jaskini Olsztyńskiej. W pozycji czołgającej się dżdżownicy przemierzaliśmy zaciski, które były dużo obszerniejsze, miejscami wielkości warszawskich kawalerek na wynajem. Spokojnie mogłem manewrować rękami a miejscami nawet odwrócić się. Ostatnia sala już za BAKK, a przed tym naszym nieszczęsnym zaciskiem okazała się bardzo ładna, zrobiłem tam sporo zdjęć i kilka filmów. Bez namysłu wcisnąłem się dalej w ten nieszczęsny zacisk i udało się, jakoś czołgając się od tej strony wydawał się znacznie łatwiejszy. Może też świadomość tego, że już wiem co jest po drugiej stronie, spowodowała że zacisk został pokonany. Lukasz nie chcąc pozostawać w tyle również pokonał zacisk. Z poczuciem w pełni zwiedzonej jaskini wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWszSw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Jeseniki - Bikepacking. Wokół Pradziada|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 - 21 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co poszło tak lub nie tak w Jesenikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeseniki idealna miejscówka na wyprawę rowerową. Odległość z domu to 140 km około 2 godziny i prawie całość autostradą. Startuje z miejscowości Zlate Hory w kierunku wodnej elektrowni Dlouhe strane. Pierwsze kilometry z 99 przejechałem asfaltem potem były wspaniałe leśne szutry. Objerzdzając Pradziada kończę dzień w luksusowej darmowej chatce górskiej. Czesi  zbudowali tą chatkę z rozmachem nie bawią się w drobne brak tylko klimatyzacji. Następnego dnia załapuje się na single track w Kouty nad Desnou, brakuje trochę rozmachu jak w BB, ale i tak zjazd fajny. Kolejne kilometry to nie kończące się podjazdy a że nóżka zapodała to po południu melduje się pod autem. 71 km kolarstwa romantycznego szybko się kończy i o godzinie 18 jestem w domu. Całość trasy wyniosła 170 km. W dwa dni 3750m podjazdów, kręcenia młynków i wypychów ;). Rejon ma ogromny potencjał, można eksplorować dowoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i co z tymi Jesenikami? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacyjnie wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Sprzęt dopicowany (sprawdzony), jedzenie wyliczone, kartusz z gazem zważony, miejscówka na nocleg - genialna, pogoda ideał nawet wiatr miał być w plecy, godziny poświęcone na GPX, ślad wgrany do telefonu, sprzęt odlekczony. Jedna rzecz do poprawki. H2O, dwa litry w bidonach to za mało na dwa dni (no nie ma siły braknie). W sobotę na noclegu ratowałem się źródełkiem. Ale niedziela to tak jak u nas potraviny zaverno. Dopiero przed Jesenikami benzínka z Kofolą pomagają dojechać do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPradziad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Konrad (TKG VERTICAL)|21 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym niedzielnym rankiem wybieramy się do jaskini - w wyższych partiach Tatr wciąż warunki mocno zimowe, a więc pada na Jurę. Spotykamy się w Rodakach i idziemy do jaskini Rysiej, powalczyć z ciasnotami. Wlotówkę poręczuje Łukasz. Dość sprawnie docieramy na dół. Najpierw idziemy zwiedzić Partie Kominkowe. Później powrót i po chwili meldujemy się w Katedrze. Następnie idziemy do Salki Pod Blokiem i dalej do Prasy. Konrad sprawnie wspina prasę i Poręczuje drugą studnię. Gdy jesteśmy na &lt;br /&gt;
dole najpierw udajemy się do Szczeliny Naj, następnie dołem udajemy się do Mlecznego Korytarza. Wracamy na prożek zwijamy linę i dalej w górę  Drugiej studni. Po chwili jesteśmy nad prasą. Zakładamy zjazazd i dalej wracamy znaną nam już drogą. Na I szą studnię jako pierwszy wchodzi Konrad - który stacza nierówną walkę z Zaciskiem wlotowym i spadającymi stopkami (oj jak ja dobrze znam ten ból z mojego poprzedniego wyjścia do tej jaskini). Gdy Konrad pokonuje zacisk ruszam za nim zciągając za &lt;br /&gt;
sobą  linę. Tym razem zacisk przechodzę bez żadnego bulu. Cała akcja zajmuje nam 5h. I nie ukrywamy, że jurajskie ciasnoty dały nam w kość. Teraz tylko wyczyścić kombinezony i szpej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bochnia/Nowy Wiśnicz - spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|Jerzy Ganszer (SBB) + 27 osób z SBB i innych klubów, z RKG - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach spotkania m. in. zwiedziliśmy bardzo ciekawą kopalnię soli w Bochni a później miłe spotkanie w fajnym miejscu za Nowym Wiśniczem. Szersza relacja na stronie SBB: https://speleobielsko.pl/sprawozdania/item/5874-2023-05-20-21-xxxiii-wyjazd-dla-weteranow-taternictwa-jaskiniowego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ryczów - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (niez.) + pies|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd na wspin - dla części pierwszy w tym sezonie, dla częśći pierwszy w ogóle :) Jeszcze kilka minut przed przyjazdem Adama, ciągle zastanawiamy się, gdzie jechać w skały. Szukamy miejsca z drogami mało obleganymi, tak żeby można mieć oko na psa i nie martwić się, że komuś będzie przeszkadzał i żeby Adam bez skrępowania mógł zrobić swoje pierwsze skałkowe drogi. Decydujemy się na Straszykowe Skały. Przez cały dzień robimy różne drogi na skale Weselnej i Skrzyni, w międzyczasie ćwicząc różne techniki linowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStraszykoweSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Mł. Stożek|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieganie po górach traktuję czasem jako trening kondycyjny a nie zajęcie samo w sobie. Będąc w Dziechcince na imprezie badmintonistów wykorzystuję okazję do marszobiegu na niedaleki Mł. Stożek (837). Razem z Teresą wybieramy się na wieczorną, intensywną wycieczkę. Zawsze przy okazji takich &amp;quot;biegów&amp;quot; nasuwają mi się następujące uwagi: podbieg po bardziej stromym terenie jest zupełnie nieekonomiczny. Efekt niewspółmierny do wysiłku. Lepiej szybko podchodzić płaskim krokiem. Wykorzystywać do biegu należy odcinki w miarę płaskie lub o nie wielkim nachyleniu. Na &amp;quot;odrabianie&amp;quot; dystansu przy zbieganiu na pewno należy wykorzystać bardziej połogie zbocza. Na stromych strasznie cierpią kolana. Wg mnie lepiej szybko schodzić bo też trzeba zważać na kamienie a o kontuzję nie trudno. Tak czy tak wysiłek jest gigantyczny i dobrze, że nie muszę startować w zawodach tego typu. Zrobiliśmy 12 km i 400 m przewyższenia. Czas ok 1,5 h lecz czekając na Teresę (nie miała odpowiednich butów) truchtałem w miejscu lub się cofałem by zachować rytm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/MlStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MALTA: wspin i mtb|Paweł, Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 18 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Archipelag Malty leży niemal w środku Morza Śródziemnego i jest najdalej na południe wysuniętym państwem Europy. W jego skład wchodzi kilka większych wysp, w tym Malta i Gozo są największe. Zwłaszcza ta druga wyspa jest bardzo ciekawa ze względu na jej walory krajobrazowe ale także zabytki i ogólnie charakter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie krótkiego wypadu do tego kraju wstrzeliliśmy się w znakomitą pogodę i zrealizowaliśmy postawione cele. W pierwszy dzień rowerami górskimi z wypożyczalni z Marsalfoln (nawet mają tam dobre rowery górskie) przejechaliśmy wyspę Gozo. Obrany przez nas trakt był niesamowicie atrakcyjny. Wiódł przez skamieniałe plaże, po wysokich, urwistych klifach, przez ospałe mieścinki pełne zabytkowych budowli, opuncjowe pola i obok klifowych jaskiń. Szlak miejscami trudny technicznie z fajnymi downhillami po kamienistych zboczach oraz stromymi podjazdami. Mało asfaltu a jak już to mało uczęszczanymi drogami. 36 km i 800 m przewyższenia zajmuje nam ponad pół dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień przenieśliśmy się na południe Malty (&amp;quot;bazę&amp;quot; mieliśmy w Bugriba) do wąwozu w pobliżu Blue Grotto. Tu jest sporo obitych jedno wyciągowych dróg wspinaczkowych. Robimy 5 dróg z zakresu 5a do 5c. Paweł po półrocznej rehabilitacji (złamana noga na ściance wspinaczkowej)bardzo fajnie wszedł w wspin prowadząc wszystkie drogi. Skała dość chropowata, drogi długie. Bardzo fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz tego w wolnych chwilach spenetrowaliśmy tajemnicze katakumby w pobliżu naszej kwatery. Ani jednej zmarnowanej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Malta &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1keBbe2fn0C3PZXk8XkyXbv8mSvyjj66X/view?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 47-lecia klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Barbara Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek, Ania, Agnieszka, Piotr, Tomek, Artur (wszyscy z dziećmi i żonami), Wojtek Orszulik z żoną i dzieckiem, Łukasz Mazurek, Bartek (SBB), Damian i Teresa Szołtysik z synami, oraz sporo znajomych |12 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy do Piaseczna przyjechał z Klubu RKG NOCEK Łukasz Mazurek z kolegą Bartkiem z SBB. Następni byliśmy my, tzn. Basia i Tadek. Chłopaki na nas z niecierpliwością czekali, żeby iść do jaskini Wielkanocnej i Piaskowej/Bluszczowej. Gdy oni penetrowani podziemnie czeluście, na powierzchni zjeżdżała się ekipa z RODU SZMATŁOCHÓW I PRZYJACIELE. Gdy namioty już stały wokół ogniska zaczęła się zbierać brać świętująca 47 rok powstania naszego klubu. Wybrzmiewały pieśni powstałe kiedyś w naszym klubie, które tylko Tadek pamięta i inne ogniskowe piosenki śpiewane przez wszystkich, którzy je znali i same nasuwały się na usta. Były wspomnienia niesamowitych w naszym klubie przejść jaskiniowych, których do teraz jeszcze nikt nie powtórzył w naszym klubie. Przeglądanie zdjęć i biuletynów wydawanych niegdyś w klubie. Kiedyś się ludziom chciało spotykać w realu i coś wspólnie tworzyć. W końcu przed północą dotarła Agnieszka z rodzinką, która stała w korku około 5 godzin bo był śmiertelny wypadek. Policja w naszym kraju jest tak bezsilna i tępa, że nie mogła pomyśleć w jaki sposób rozwiązać ten niekończący się korek, który uwięził tysiące aut. Agnieszka wziąwszy na ręce płaczącą w wniebogłosy Tosię poszła na spacer wzdłuż autostrady,  zobaczyła bramę, spróbowała ją otworzyć i udało się, weszła do auta i korytarzem życia wycofała się do bramy i wyjechała. Co odważniejsi i zdesperowani kierowcy ruszyli za nią. Teraz już byliśmy w komplecie. Mogliśmy się razem cieszyć przy ognisku. Gdy robiło się już bardzo chłodno, to powoli ludzie zaczęli się chować do swoich śpiworków. Rano pierwsi wstali Łukasz i Baratek, których przywitał i pożegnał Adaś. Chłopaki jechali na szkolenie kartowania jaskiń. Po siadaniu zaczęli jeszcze dojeżdżać Wojtek Orszulik z rodzinką i przyjaciele z Łodzi i z Rudy Sląskiej, którzy byli w tamtym roku. Tadek zorganizował dzieciom zawody różnego rodzaju, za które w nagrodę dostawali słodycze. Zabawa była bardzo energiczna i wesoła. Po obiedzie była niespodzianka -  tyrolka z drzewa najpierw było wahanie się, czy zjechać ale potem zabawy nie było końca, aż starsi byli wyczerpani. Usiedliśmy do ogniska. Dziś ognisko już się pięknie paliło bo było dużo żaru i dawało więcej ciepła. Na kolacyjkę były kiełbaski i kartofle z ogniska, mięsa i szaszłyki z grilla, każdy robił to na co miał ochotę. Śpiewy, toasty i opowieści. Koło 3 nad ranem ostatni poszli spać. Rano pierwsze wstały oczywiście dzieci i reszta. Po śniadaniu i kawie, koło południa przyjechali Eska i Damian, następny delegat z Nocka. Udaliśmy się w pobliskie skałki żeby zrobić małe dziecięce zawody wspinaczkowe. I rozciąganie kości starszym ochotnikom. Oczywiście nie mogło obyć się bez LOŻY SZYDERCÓW I EKSPERTÓW OD WSPINACZKI. Po wyczerpującym wysiłku udaliśmy się na zasłużony posiłek i pakowanie. Po udanym spedzeniu w dobrej atmosferze czasu razem zakończyło się 47 spotkanie świętujące powstanie 13 maja w piątek klubu RKG NOCEK.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/47lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy uczestnikom za przybycie i zorganizowanie sobie czasu, żeby razem świętować i dobrze spędzić czas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z podstaw kartowania - Łutowiec|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel + około 30 &lt;br /&gt;
członków innych klubów z całej Polski |13 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano spotykamy się w Łutowcu. Najpierw teoretyczne wdrożenie w temat kartowania, następnie jedziemy w teren. Dzień pierwszy to kartowanie po staremu na kartce. Wracamy z terenu, jemy obiad i kolejne zajęcia teoretyczne. Tym razem wyznaczamy ciąg na podstawie istniejących przekrojów i planów oraz zapoznajemy się z oprogramowaniem AVEN. Następnie ognisko i długie o jaskiniach rozmowy. W niedzielę po śniadaniu znowu zaczynamy od omówienia naszych wypocin z dnia poprzedniego. Następnie ćwiczymy rysowanie w programie Inkscape. Na koniec to na co wszyscy czekali. Zapoznajemy się z urządzeniami DistoX &lt;br /&gt;
oraz oprogramowaniem Quave. Po wtajemniczeniu udajemy się ponownie w teren, aby sprawdzić jak to wszystko działa w praktyce. Po powrocie jeszcze wspólny obiad i nie pozostało nic innego jak wrócić do domu oraz ćwiczyć i utrwalać nabytą wiedzę przekazaną przez Jacka, Mateusza, Paulinę i Olę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem (eksploracja)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |06 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę udajemy się do Tenczynka z zamiarem (mamy nadzieję) ostatecznego rozprawienia się z jaskini Pod Wiszącym Korzeniem. Dojeżdżamy w ulewie. Już na dojściu do jaskini jesteśmy przemoczeni. Szybko wchodzimy do środka. Jakoś dawno nie byliśmy w tej dziurze... Wszystko wygląda dość obco. Jakoś ciasno i klaustrofobicznie. Po wlotowej pochylni i pierwszym trawersie Bartek ma wątpliwości czy nie zasypało &amp;quot;magazynu&amp;quot; - pierwszej salki po drodze. Zmieniamy się na prowadzeniu bo jak dla mnie wszystko wygląda dobrze - i tak rzeczywiście jest - wszystko na miejscu. Następnie wstawiam się w pierwszy zacisk - &amp;quot;Eliminator&amp;quot;. No chyba przytyłem... Jednak już po chwili okazuje się, że po prostu zapomniałem jak się w nim trzeba ułożyć. Zacisk puszcza. Teraz pochylnią na dół i czekam na Bartka  w salce pod zaciskiem. Teraz kolejny zacisk - jeszcze ciaśniejszy. Znowu jakoś nie chce puścić... Po kilku minutach walki przypominam sobie sekwencję pokonania go i jestem już na ostatniej stromej pochylni i po chwili na dole przy &amp;quot;Y&amp;quot; - to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Za chwilę dociera Bartek. Wyciągamy kilka większych kamieni, wybieramy kilkadziesiąt centymetrów namuliska i ciągle nic. Kiedy już mamy odpuścić i wychodzić uznając temat za zamknięty, zauważam, że za szczeliną, którą dotąd totalnie lekceważyliśmy i uznaliśmy za niedostępną otwiera się niewielka salka, a na końcu szczeliny ułożenie luźnych want zasłania przejście gdzieś w dół. Aby tam się dostać trzeba wyciągnąć poklinowane w szczelinie wanty. Udaje się wyciągnąć prawie wszystkie - oprócz jednej. Niestety - nie damy rady jej ruszyć bez narzędzi, których akurat nie zabraliśmy. Odgruzowujemy również strop z luźnego materiału. Najważniejsze, że jest perspektywa na dalszą eksplorację. Jest też delikatny przewiew - a to zazwyczaj dobra wróżba. Wychodzimy. To była droga przez mękę. Po pierwsze było wyjątkowo mokro i ślisko, a więc podchodzenie pochylniami i wybijanie się z nich przez zaciski przysparza nam dość sporo trudności. Dodatkowo (do tej pory nie wiemy co nas skusiło) zeszliśmy na dół z dwoma worami. Teraz już wiemy dla czego nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. A więc najpierw Bartek przechodzi pierwszą pochylnię, zostawiając w połowie wory. Sam przechodzi zacisk. Następnie ja podchodzę , podaje wory i sam przechodzę zacisk, walcząc z zaczepiającym się kombinezonem. Teraz kolejna pochylnia najpierw jeden wór, później Bartek następnie drugi wór i ja. teraz ostatni korytarz z pochylnią i jesteśmy na zewnątrz. Patrzymy się na siebie i obaj stwierdzamy zgodnie,  że tak oblepieni gliną z tej jaskini jeszcze nigdy nie wyszliśmy. Sama jaskinia oparta na szczelinach. Z nacieków jedynie śladowe ilości mleka wapiennego. W jaskini dość dużo skamielin amonitów i innych żyjątek. Szybka przekąska i robimy jeszcze akcję powierzchniową, chcąc sprawdzić kilka potencjalnych miejsc o których wiedzieliśmy wcześniej. Typujemy też jedno nowe miejsce. Któremu zdecydowanie trzeba będzie się przyjrzeć dokładniej. Na koniec odwiedzamy lokalną plebanię, gdzie korzystamy z gościnności zaprzyjaźnionego księdza proboszcza, myjemy się. Zostajemy również poczęstowani kawą i domowym ciastem. Teraz tylko powrót i czyszczenie kombinezonów do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTenczynek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląsko-Morawski - Smrk|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
Udało nam się wyrwać z domu. Za cel wybraliśmy szczyt Smrk na przeciw Łysej Góry. Podejście dość mozolne (ponad 900 m przewyższenia), szczególnie z Karolcią na plecach ;) Wycieczka udana, Karola zadowolona. Na szczycie miłym zaskoczeniem był leśny &amp;quot;barek&amp;quot;, ale ze względu na brak koron nikt z nas nie skorzystał, co nam wyszło tylko na zdrowie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ojcowski Park Narodowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba najciekawsza piesza przechadzka w OPN. Z Czajowic do dol. Prądnika. Następnie do jaskini Ciemnej (zwiedzamy turystycznie) i dalej nad urwiskami doliny do jaskini Puchacz (skalne schronisko). Następnie znów do doliny i przez Bramę Krakowską do Czajowic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/OPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BORNHOLM - piechotą wzdłuż wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Emilia, Felicja i pies Kawa|30 04 - 04 05 2023}}&lt;br /&gt;
W niedzielę z Rønne przemieszczamy się pieszo pod Muleby. W poniedziałek podjazd autobusem do Hasle i idziemy dalej piechotą po klifach aż do Hammerhus i małego portu Hammerhavn. Następnego dnia zwiedzamy Hammeren Fyr i schodzimy do Sandvig. Dalej autobus do Dondal, zwiedzanie wodospadów i dalsza wędrówka piechotą w pobliże Gudhjem. W środę kręcimy się pod Gudhjem i przejeżdżamy autobusem do Arnager, czyli na drugi koniec wyspy, po czym w czwartek wracamy do domu. Nocowaliśmy w schronach i nie spotykaliśmy w nich nikogo. Wieczorami odpalaliśmy ogniska i na koniec dnia jedliśmy raz z grilla, a raz kiełbaski z patyka. Pogoda super - bardzo słonecznie - może tylko nocami trochę zimno (... pies po wyłączeniu czołówek zakradał się do śpiwora i nie mieliśmy serca go wyganiać). Z kącika statystyk, w sumie przebyliśmy 38,8 km piechotą, oczywiście z bagażem na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole, Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia + 2 os. tow|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Majówka pod znakiem tradowego wspinania. Pierwszego dnia wspinamy się sportowo żeby przypomnieć sobie jak to się wspinało w granicie, później już tylko na tradzie. Udaje się zrobić kilka tradowych klasyków:&lt;br /&gt;
Sokolik Duży – Filar Gorayskiego V+, Sokolik Duży – droga Wojnarowicza IV+, Sokolik Mały – Kroczek V, Sukiennice – Filar Kęsickiego V+, Biblioteka – Droga Freusa V, Biblioteka -Lista dłużników V+, Biblioteka – Karta stałego klienta IV+&lt;br /&gt;
Jastrzębia Turnia – Jastrzębia grań IV, Rylec – Rysa południowa wprost IV+, ...i pewnie jeszcze kilka, ale nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sokolikach tłumy wspinaczy i turystów więc jeśli ktoś chce powspinać się w ciszy i spokoju to polecam Rudawy, jednak należy pamiętać, że w Rudawach nie ma promocyjnej cyfry ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwaga!!! W Janowicach Wielkich grasuje złodziej i okrada auta parkujące na parkingach leśnych. Podczas majówki zostało okradzionych i zniszczonych kilka samochodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FGSRJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowe ostatki. Miałem wstać o 3 ( i nawet udało się obudzić) ale wyjeżdżam dopiero o 7. Droga też jakoś nie specjalnie mi idzie. W Brzezinach nie ma już miejsca na parkingach. Jadę więc do Kuźnic. Załapuję się na jedno z ostatnich miejsc. Szybko dopinam do plecaka narty i buty i ruszam w stronę wejścia do parku. Jest już prawie 11. Nie jest to łatwe. Chodnikiem, ścieżką rowerową płynie morze ludzi. Do kas nie kończąca się kolejka. Na szczęście kupiłem bilet on-line i nie muszę w niej wstać. Wybieram drogę przez Boczań. Niemal biegiem staram się jak najszybciej dotrzeć za odbicie na Nosalową Przełęcz - licząc, że zdecydowana większość ludzi kieruje się właśnie tam. Niestety. Cały czas przebijam się przez kolejne grupki idące na Halę Gąsienicową. Jest gorąco. Niestety wiem o lawinowej 3. Mam też świadomość że późna godzina, operujące słońce na pewno nie puści na nic ambitniejszego. No trudno. Śnieg zaczyna się od Przełęczy Między Kopami. Narty zapinam na Karczmisku i od razu zjazd na Halę slalomem między ludźmi. Hala wygląda niczym dolina sądu ostatecznego, do której ze wszystkich stron płynie &lt;br /&gt;
morze zbłąkanych dusz. W Tatrach poleciało ze wsząd. Ciężko znaleźć żleb, który by nie wyjechał. Pełne słońce i upał. Nie ma złudzeń - Kasprowy i nic więcej. Skoro i tak nic więcej nie ugram to przynajmniej się poopalam. Znajduje więc kawałek spokojnego miejsca i wygrzewam się na słońcu. Chcę odczekać, jak najdłużej, żeby wstrzelić się pomiędzy korki na powrocie. Rozważam też którędy zjeżdżać. Mniej więcej znam sytuację śniegową z zeszłego tygodnia - najlepiej będzie zjeżdżać przez &lt;br /&gt;
Goryczkową. Śniegi całkiem przyjemne. Głównie firny, choć zdarzają się miejsca z breją. Można znaleźć ciągle nierozjeżdżone miejsca. W kotle już wychodzą kosówki, borówki i skały spod śniegu. Docieram do Goryczkowej. Dokupuję napojów i dalej w dół. Da się dojechać do esa - a więc całkiem nieźle. Teraz tylko przebić się przez Kuźnice do samochodu i powrót. Narty trzeba odwiesić do przyszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKaspro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Rogacz|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
Plany na majówkę się posypały, więc mając dzień wolnego postanowiłem podratować z planów co się dało i zdecydowałem się przebiec jedną z tras z festiwalu biegowego &amp;quot;Maratonu trzech jezior&amp;quot;. Padło na na trasę &amp;quot;Szlakiem wołoskich pasterzy&amp;quot;, czyli 17 km i ok 1150 m przewyższenia. Pierwsze 3 km dają w kość, później było już tylko lepiej. Patrząc na czas z zegarka, to porównując go do wyników z 2022 r. to byłbym ok. na 60 pozycji na 108 uczestników w kategorii &amp;quot;open&amp;quot;, co wydaje mi się dobrym wynikiem, jak na trening bez dużego parcia. Natomiast gdybym był kobietą, to chyba byłbym w pierwszej dziesiątce i tak sobie będę to przedstawiał, a co! :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry docieramy dość późno w niedzielę. Pogoda jest piękna. Żeby nie tracić dnia udajemy się na spacer skiturowy w rejonie HG. Narty wynosimy na plecach do Karczmiska. Stamtąd zjazd na HG. Kręcimy się chwilę po Hali. Zaliczamy piwko w schronisku i wracamy drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zaczyna się psuć. Korzystając z braku tłumów udajemy się przez Wiktorówki na Rusinową Polanę i dalej na Gęsią szyję. W górnej części schodów na Gęsią Szyję jeszcze leżą płaty śniegu. Nasz cel to wrócić do samochodu przed deszczem. Udaje się. Po drodze dopada nas tylko lekka mżawka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda popsuła się całkowicie. Całą noc i cały dzień leje. Więc nie pozostało nic innego jak zdobyć tego dnia Krupówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śnieg ma sypać cały dzień - tak zresztą jest. Tym razem od Brzezin udajemy się w rejon HG. Szybka kawa w schronisku i idziemy dalej. Jest lawinowa dwójka. Cały czas intensywny opad. Trawersem małego Kościelca udajemy się nad Czarny Staw. Tam obserwujemy bardzo liczne zsuwy i pęknięcia. Idziemy jednak dalej. Podczas przechodzenia przez Czarny Staw ze Skrajnego Granatu schodzi całkiem duży obryw. Po chwili słyszymy podobny z rejonu Zadniego Kościelca.  Nie ryzykujemy więc podejścia &lt;br /&gt;
dalej i wycofujemy się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponowne pogorszenie pogody. Wyjście w wyższe partie raczej ryzykowne. Wracamy więc wcześniej do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BAŁTYK: Rejs żaglowcem ''Gedania''|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + załoga|15 - 22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglarska uczta po Bałtyku na historycznym jachcie dla polskich żeglarzy. Wypłynęliśmy z Gdyni i obraliśmy kurs na Borholm. W pobliżu Nexo ze względu na spływające prognozy (weszliśmy w zasięg telefoniczny) o zmianie kierunków i sile wiatrów, szybka decyzja i spływamy do Karlskrony w Szwecji. Na miejscu zwiedzamy miasto i bardzo ciekawe muzeum marynarki wojennej. W czwartek rano wypływamy w wietrze o sile 6-7 w skali Beauforta w stronę Gdyni. Rejs bardzo udany z super załogą. Przepłynęliśmy 415 mil morski w czasie 101 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBaltyk  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY: Stary Gierałtów - V Ogólnopolskie Forum Speleo|Mateusz Balcer, Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 23 04 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna edycja Forum Speleo za nami. Tym razem odbywało się ono w okolicach Stronia Śląskiego, w Starym Gierałtowie. Organizatorzy nie zawiedli (wspomnieć tu należy szczególnie Mateusza G., nie tylko za to że jest naszym klubowiczem, ale też pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Program był wypełniony po korek. Fantastyczne wycieczki (na których nie byliśmy, bo nie umieliśmy odpuścić ciekawych prelekcji). Dużo atrakcji dla dzieci (których nie mamy, a nawet jakbyśmy mieli, to były by tak zajęte, że czulibyśmy że ich nie mamy). No i przede wszystkim ciekawe prelekcje! Każdy znalazł ciekawy temat dla siebie. Nie będę ich wymieniać, w zamian odsyłam do strony Forum gdzie znajduje się pełny Harmonogram tej i poprzednich edycji wydarzenia. Dodatkowymi atrakcjami był piątkowy quiz spelo z dodatkowymi zadaniami praktycznymi takimi jak &amp;quot;woruj linę&amp;quot; i &amp;quot;przeciągnij wora przez zacisk&amp;quot; (nieskromnie dodam, że byłam członkiem zwycięskiej drużyny) i tu również odsyłam do relacji fotograficznej i filmograficznej na facebooku Forum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór był jak zawsze poświęcony imprezie tematycznej, której hasłem przewodnim było ,,ulubiona partia jaskini”, nasi klubowicze postawili na Wielkiego Kłamcę i Gniazdo Złotej Kaczki. Zwycięskim strojem pochwalić się mogła Ślepy Komin i wyróżniona przez publiczność Mostek Piratów. Nie mniej nie zabrakło również Płytowców, Gąbek, Białego i Czarnego Komina, Galerii Krokodyla, Mar-Woja i wielu innych kreatywnych przebrań. Jak zwykle wyjechałam z Forum z głową pełną ciekawych informacji i obrazów, i już czekam z niecierpliwością na kolejną edycję! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Dumbier|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyższy szczyt Niżnych Tatr - Dumbier (2046) był celem naszej rowerowo - narciarskiej eskapady. Z parkingu w Janowej Dolinie podjeżdżamy rowerami z nartami jak tylko da się najwyżej. 4 km asfaltu a potem niemal drugie tyle górskiego, leśnego traktu. Gdy tylko pojawił się śnieg, rowery chowamy w lesie i dalej podchodzimy z buta niosąc narty na plecach po płatach śniegu. Niebawem pokrywa śnieżna staje się trwała i już na nartach zdobywamy wysokość. Po drodze po zwalonym pniu pokonujemy potok Stiavnica i wkrótce docieramy do utulni Brenkus. Stąd ciągle wzdłuż potoku w stronę przełęczy. Obydwa zbocza doliny zryte są lawinami. Pięknym terenem docieramy do kotła i nim dość stromo na przełęcz gdzie znajduje się schronisko Stefanika. O ile w dolinie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka to tu pojawia się sporo turystów i skiturowców. Wiedzie tędy główny szlak Niżnych Tatr. Ostatnie podejście szeroką granią na Dumbier z uwagi na mocno operujące słońce wysysa z nasz resztki sił. Na szczycie sporo osób. Północne urwiska anonsowane są ogromnym nawisem śnieżnym. Zjazd jest cudowny. Po szerokich polach śnieżnych w odpuszczonym, niemal firnowatym śniegu do przełęczy. Potem doliną w fajnej rynnie do utulni i dalej do rowerów. Jak zwykle błogi zjazd rowerami do auta gdzie kończymy naszą przygodę. Pogoda była przepiękna. Zrobiliśmy 1350 m deniwelacji i 29 km w obie strony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Dumbier  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamilia (niezrzeszona)|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Żabnicy udajemy się na Rysiankę - tam chwila przerwy i dalej przez Halę Boraczą do Żabnicy. Pogoda super. Na dole wiosna pełną gębą. Na górze leży jeszcze dość sporo śniegu. Widoki piękne. Wszystko zaczyna odżywać i się zielenić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bielsko-Biała - Kozia Góra|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Po biegu wyjechaliśmy całą rodzinką na niedzielny spacer. Cel był prosty i przyjemny - Kozia Góra zwana Stefanką. Przy schronisku był plac zabaw, więc Karolina była w siódmym niebie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śl. - Bieg śladami Korfantego|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Z okazji 150 rocznicy urodzin Korfantego w Siemianowicach zorganizowany był bieg śladami słynnego Ślązaka. Dystans liczył 10 km (trasa atestowana), więc postanowiłem w nim uczestniczyć, aby sprawdzić się na tym dystansie i poczuć atmosferę &amp;quot;zawodów&amp;quot;. Swój udział uważam za udany, cel został osiągnięty bo udało mi się przebić granice 50 min, a dokładniej ukończyć trasę w 47 min 25 s. Super było słyszeć krzyki Karolinki, która cały czas dopingowała tacie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Spacery kondycyjno-topograficzne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Mam wolny weekend i rozterkę, czy bardziej chcę spędzić go aktywnie, czy powinnam się pouczyć i przygotowywać do kursu… Chętnych na jaskinie brak, a ja uznałam, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i mogę pojechać w Tatry pouczyć się topografii w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaopatrzona w zestaw map i kubek kawy, ruszam szukać widoków. W sobotę Idę doliną Kościeliską, najpierw na Stoły, kontempluję chwilę nad mapą, próbując się dopatrzyć tego i owego i ruszam dalej. Następny przystanek Wąwóz Kraków. Dalej idę coś zjeść do schroniska (no ba!, że szarlotka to konkretny posiłek). Oczywiście mapę mam pod ręką, żeby kontemplować co bardziej interesujące mnie miejsca. Na powrocie stwierdzam, że spacer jest zdecydowanie za krótki i idę jeszcze nad Smreczyński Staw, do jaskini Raptawickiej (tu akurat jestem pierwszy raz, więc z ciekawością rozglądam  się po wszystkich katach, jednocześnie okazuje się, że tym sposobem przeczekałam największą tego dnia ulewę), dalej do jaskini Mylnej i na bazę. Słońce pojawiło się oczywiście dopiero podczas mojego powrotu, ale ja już nie mam ochoty się zatrzymywać z mapą, z powodu tłumów ludzi fotografujących krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zdecydowanie krótsza trasa, jednak ciekawsza pod względem topografii. Idę z Doliny Kościeliskiej do Doliny Małej Łąki przez Przysłop Miętusi. Przystanki po drodze i końcowy na Wielkiej Polanie, dokładnie oglądając Masyw Czerwonych wierchów i analizując jego topografię. Wracam przez Staników Żleb, gdzie dzięki wiatrołomom łapię najlepszą perspektywę. Kawy już dawno brak, bo jest tak słonecznie i ciepło, że aż chciało się siedzieć i kontemplować&lt;br /&gt;
. &lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fspacertopo&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dol. Czarnej Przemszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarna Przemszy ma swoje źródła na Jurze w okolicach Ogrodzieńca. Celem rowerowej przejażdżki były tereny położone w środkowym biegu rzeki. Objeżdżam leśnymi dróżkami zaporowe jezioro Przeczyckie. Potem przez Śiewierz na północ i dalej na zachód przez las Szeligowiec. Tu natrafiam na konkretne bagna gdzie często muszę przenosić rower skacząc z kępy na kępę. Znaczny fragment lasu przebijam się na przełaj bo leśna droga rozmyła się w mchach i porostach. Finalnie natrafiam później na leśną drogę i nią docieram do Pyrzowic skąd wyruszyłem. 38 km bardzo urozmaiconej terenowo i krajobrazowo trasy na styku Jury i Wyż. Ślaskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Przeczyce &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - masyw Silvretty - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|8 - 10 04 2023}}&lt;br /&gt;
Planowanie trzeba było dostosować do skomplikowanej pogody. W Austrii byliśmy już w czwartek wieczorem, ale na piątek i sobotę prognozowane były masywne opady śniegu i niskie chmury. Postanowiliśmy więc przeczekać piątek, czytając książki i wykopując się z komputerowych zaległości. Całą sobotę zajmuje nam podejście do Tübinger Hütte - fenomenalnie zorganizowanej chatki na ok. 2200 m. Wieczorem dołącza do nas czterech miejscowych - dwóch nieco starszych panów, skiturowych &amp;quot;wymiataczy&amp;quot;, a także para Nomi i Isa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wszyscy idziemy na przełęcz Plattenjoch. Wycieczka jest krótka, +530 Hm, ale każdy jej metr się opłaca: cały zjazd bowiem przebiega w tym nowo przybyłym, nienaruszonym puchu. Do schroniska wracamy z Isą i jej chłopakiem, gdy tymczasem &amp;quot;wymiatacze&amp;quot; przez Szwajcarię przechodzą do Saarbrückner Hütte. Jest piękna pogoda, więc po zjeździe nasi towarzysze zażywają słońca na wybudowanej ze śniegu ławce. Tymczasem ja, na popołudniowe domęczenie się, wybieram się jeszcze samotnie pod grań, w okolice wierzchołka Chessichopf (ok. 450 Hm). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie spotykam pod chatką Dietera, ojca Andrei, który również poszedł się sam domęczyć - i z którym miło sobie rozmawiamy o okolicznych górach. Zresztą cały niedzielny wieczór upływa nam na herbatkach i kolejnych, miłych rozmowach. Jak się dowiadujemy, Dieter zawodowo testuje komunikację o zagrożeniach na drodze pomiędzy &amp;quot;inteligentnymi&amp;quot; samochodami, a Nomi pracuje w stoczni ... montując czy diagnozując różnoraki osprzęt nawigacyjny, będący wyposażeniem zapewne wcale nie mniej &amp;quot;inteligentnych&amp;quot; łodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek okazuje się, że Ola jest trochę chora. Aby więc skorzystać jeszcze z być może ostatniego, danego mi tej zimy puchu, gonię szybko za Dieterem i Andreą. Postanowili oni bowiem na początek dnia powtórzyć moją wczorajszą wycieczkę. Tym razem udaje się wyjść na grań (... dzięki determinacji i doświadczeniu Dietera!) i popatrzeć na Szwajcarię (... przy okazji miło rozmawiając o okolicznych górach). Zjeżdżam szybko i bardzo przyjemnie do chatki, sprzątamy i wraz z moją zakatarzoną towarzyszką zjeżdżam do doliny. Jest to nawet zaskakująco miłe, bo wyrabiamy się jeszcze zanim ostre, kwietniowe słońce przerobiło śnieg na &amp;quot;ciapletę&amp;quot;. Jeśli chodzi o punktację, to za ten wyjazd doliczam kolanom do zużycia około 2700 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw - poświąteczna przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, pies|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
Ostatni świąteczny dzień postanowiliśmy spędzić spalając poświąteczne serniczki w górach. Startujemy z Lipowej i od razu dochodzę do wniosku, że jestem optymistką. Choć widziałam prognozę pogody, zapowiadającą deszcz przez cały dzień, to i tak byłam przekonana, że nie może być tak źle. Było. Nie zeszliśmy jeszcze z asfaltu, a ja mam przemoczone buty, kapie mi z kaptura, a pies wygląda, jak zmokła kura, ale za to jest najszczęśliwszy z nas 😊 W miarę podchodzenia, zaczynami mi być obojętne, że mam mokre buty o ile woda jest w nich zagrzana, a nie namakają świeżą zimną porcją, deszcz przeszedł w mżawkę, więc można ściągnąć kaptur, pies szaleje z radości tarzając się w resztkach śniegu. W końcu zaczynam cieszyć się pętlą przez Dolinę Zimnika, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślaną i Radziechowską!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Ja rozumiem, że lany poniedziałek i powinnam być przemoczona, ale czemu Łukasz i pies oberwali to nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fbeskidprzebiezka&amp;amp;startat=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
W Poniedziałek Wielkanocny, pomimo nadmiaru serniczka w brzuchu, wstaje przed wszystkimi domownikami i ubieram butki do lotania. Nie myśląc długo postanawiam powtórzyć trasę z ostatniej wizyty u teściów i ponownie zdobywam Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło jak ostatnio ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia. Średnie tempo poprawione (niewiele), co po świątecznym obżarstwie uważam za sukces :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys.  - Pańszczyckie Czuby|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Mazurek|08 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwietniowe opady śniegu znakomicie pokryły białą powłoką szlak z Brzezin na Halę Gąsienicową. Niemal od parkingu na nartach. Choć pogoda nie szczególna, głównie ze względu na ograniczoną widoczność, stawiamy sobie dość niebanalny cel – Pańszczyckie Czuby (choć myśleliśmy również o Skrajnym Granacie). Górnym trawersem przechodzimy przeorany lawinami Mały Kościelec. Za Czarnym Stawem Gąsienicowym (przeszliśmy po lodzie) windujemy się pod Skrajny Granat w totalnym „mleku” co mocno utrudnia orientację. Zbocza stąd opadające również przeorane są lawinami. Trochę lawirując udaje nam się wstrzelić do tzw. Kanionu. Nim już z nartami na plecach, w głębokich śniegach (torował ciągle Łukasz) nie bez trudu osiągamy Pańszczycką Przełączkę Wyżnią (2145). Posiadaliśmy niezbędny sprzęt wspinaczkowy lecz z uwagi na kiepską widoczność rezygnujemy z szturmowania grani wiodącej na Skrajny Granat (2225). Zjazd z przełęczy stromy, w skalnej rynnie (niby +3 wg Życzkowskiego) po różnych śniegach. Skały jednak stanowią punkt odniesienia i jakoś da się jechać. Gęste „mleko” poniżej skał skutecznie testuje nasze błędniki czego wynikiem są upadki (po jednym z nich łamię kijek). Często też przecinaliśmy stwardniałe lawiniska z charakterystycznymi bryłami śniegu. Skośnym zjazdem, walcząc  o utrzymanie na deskach osiągamy staw a potem już łatwo do schroniska. Na nartach zjeżdżamy aż do parkingu. Zrobiliśy 1200 m deniwelacji i 20 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPanszczyckieCzuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.  - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Jurek (os. tow.), Ewa (os. tow.)|02 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę 2 kwietnia 2023 wybraliśmy się na jednodniówkę do jaskini Kasprowej Niznej. W składzie Rysiek, Jurek i Ewa i Daniel. Chwile po 5 rano byliśmy już w drodze a o 7:22 zaparkowaliśmy samochód na ulicy Bronisława Czecha i ruszyliśmy w kierunku jaskini. Na dole śniegu już nie było, bo dodatnie temperatury od jakiegoś czasu sprzyjały roztopom. Niemniej jednak podczas podchodzenia w górę śniegu było coraz więcej. Po zejściu ze szlaku, pokrywa śnieżna miejscami sięgała kolan i niestety droga nie była wydeptana. Pod otworem byliśmy o 8:50, gotowi do wejścia. Od początku zakładaliśmy ze maksymalnie dojdziemy do Gniazda Złotej Kaczki, bo spodziewaliśmy się ze będzie zalana, a nie planowaliśmy iść obejściem przez partie gąbczaste. Pierwsza przeszkoda jako napotkaliśmy to spora ilość wody w „okresowym jeziorku” – ale tego również się spodziewaliśmy z racji roztopów. Tuz przed jeziorkiem po lewej stronie biegnie obejście, w które bez większego namysłu się wpakowaliśmy. Pierwszy poszedłem ja (czyli Daniel). Nigdy wcześniej nie szedłem ta droga, więc nie bardzo zdziwiło mnie ze po drodze tunel, przez który się przeciskałem ma odejście w dół połączone z „okresowym jeziorkiem”. Bez zastanowienia obszedłem je idąc dalej i dochodząc do końca obejścia. Tutaj się chwile zatrzymałem. Po pierwsze dla tego ze „okresowe jeziorko” było tak duże, ze nawet zeskakując z progu z obejścia, musiałbym wskoczyć do jeziorka i co nieco się zamoczyć. Drugim powodem, dlaczego się zatrzymałem, były dobiegające mnie informacje, że Jurek, który szedł zaraz za mną zrzucił swój wór do tego obejścia, które tak zwinnie ominąłem. No i jego wór wpadając do wody zniknął gdzieś pod stropem lub zatonął. Ponieważ mój refleks nie jest moja dobra strona, to chwile zajęło mi przetworzenie tej informacji i rozważenie opcji jakie mamy – włącznie z szybkim nurkowaniem. Ku mojej radości wór zaczął powolutku pojawiać się na tafli „okresowego jeziorka”, więc już dłużej się nie zastanawiałem tylko postanowiłem zeskoczyć do jeziorka. Opcja nalania się wody do gumiaków wydawała się w tych okolicznościach niczym nadzwyczajnym, bo przed chwila chciałem nurkować. Po zeskoczeniu i wylaniu wody z gumiaków pływający wór przyciągnąłem do siebie za pomocą pętli z liny. Sytuacja uratowana. Żeby możliwość Jurkowi i Ewie zejście w bardziej komfortowych warunkach rozciągnęliśmy z Ryśkiem linę tworząc coś na rodzaj trawersu, w której my byliśmy „żywymi kotwami”. Sposób okazał się wystarczająco dobry i umożliwił nam dalszą drogę. Pierwszy zjazd 12m poszedł bardzo sprawnie, ale też nie należy do specjalnie trudnych. Przejście pod Wielki Komin w całości wyspinałem ja (przy asekuracji Ryska) i ku mojemu zaskoczeniu nie było to specjalnie skomplikowane. Chociaż jak pierwszy raz byłem w tej jaskini 57 tygodni wcześniej wydawało się to nie do przejścia. To chyba znak ze czegoś się jednak nauczyłem na kursie 😊. Tuz za mną podążał Jurek, Ewa i na końcu Rysiek, który pilnował całej grupy. Generalnie do samego Gniazda Złotej Kaczki nie dotarliśmy, ze względu na wysoki stan wody w jeziorkach, ale jak dla mnie cel wyprawy już został osiągnięty, bo cześć wspinaczkowa której najbardziej się obawiałem okazała się bezproblemowa. Drogę powrotna przebyliśmy w spokojnym tempie. Zachwycając się tym, że akurat w miejscach, które są okresowo zalewane w taki sposób, że nie da się ich przejść, woda wyżłobiła obejścia, które pozwalają nam przejść „prawie” suchym gumiakiem. O 12:54 byliśmy już na powierzchni. Brudni, odrobine zmęczeni, ale z dobrymi humorami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - żeby się nie zastać...|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|25 - 26 03 2023}}&lt;br /&gt;
W sobotę przebieżka do Jeziorka Szmaragdowego w Czarnej. Nie spotkaliśmy nikogo ani przed jaskinią, ani w jaskini, ani w ogóle poza szlakiem (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę jedziemy na Słowację i podchodzimy wzdłuż wyciągu do Doliny Salatyńskiej. Warunki śniegowe są paskudne (okropnie twardo), więc zawracamy po ok. 650 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wsch. Żelazne Wrota|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „Narciarskiego Trawers Tatr” przymierzamy się od 2019 roku, kiedy to podjęliśmy pierwszą próbę - przerwaną z powodu problemów żołądkowych po przejściu Baraniej Przełęczy. Następnie lockdown zamknął nam Tatry na prawie dwa sezony. W 2022 roku narciarsko rozpoznaliśmy kolejne dwie wysokie przełęcze (Czerwoną Ławkę i Rohatke). Ostatnią niewiadomą dla Nas były Żelazne Wrota. Przy warunkach śniegowych jakie zastaliśmy na tej turze – dobrze wyśnieżony żleb, zmrożony podkład i odpuszczona góra – sprawiły że, były wręcz idealne, a techniczne trudności zjazdu na stronę Popradzkiego jeziora w porównaniu do pozostałych wysokich przełęczy są najprostsze i zarazem dające najwięcej fanu. Pogoda też nie utrudniała, gdy przyjechaliśmy po 10.00 skończył się deszcz z śniegiem i wyszło słońce. Przez chwilę nawet obawiałem się, że znowu spali mnie jak tydzień wcześniej na Krywaniu. Tura sprawnie poszła i po niecałych 5 godzinach jesteśmy już przy aucie. Ostatni odcinek zjazdu czyli od Popradzkiego jeziora w technice mocno na „Damiana” z powodu czarnej asfaltowej drogi. Gdyby ktoś analizował na chłodno czas dojazdu (8 godzin) i czas aktywności górskiej (5godzin), może dojść do wniosku, że coś tu nie pasuje, ale rozpoznanie kolejnego puzzla „Narciarskiego Trawersu Tatr” daje poczucie większego bezpieczeństwa, gdy znowu rzucimy się na całość. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZelazneWrota &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolica Skalitego|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Eryka i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechadzka z Szczyrku zboczami Skalitego na przeł. Siodło i wzdłuż potoku do dol. Żylicy. Na uwagę zasługuje (jakoś do tej pory nie zwróciłem na to uwagi) parów potoku (na mapach nie ma nazwy). Jego zbocza są dość strome i miejscami wysokie. Taki charakter posiada aż do ujścia w Żylicy. Pokonanie go w górę samym łożyskiem, zwłaszcza w warunkach zimowych może być ciekawą opcją wycieczki górskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSkalite&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Kohut (os. tow.)|23 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd z domu 4:00. O godzinie 6:30 wyruszamy Kościeliską, trasa biegła przez Ciemniak- Krzesanice- Małołączniak, zjazd Kobylarzem do Kościeliskiej. Śnieg zalegał od wysokości ok1300m n.p.m. Podczas wyjazdu pogoda dopisała świeciło słońce zjazd Kobylarzem przysporzył wiele radości. Do domu dotarliśmy ok. 16:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzerwoneWierchy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocna Czantoria przez Suchy Potok|SBB: Jerzy Pukowski, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Błażej Nikiel, Ryszard Krawiec, Małgorzata Toczyłowska, Roman Czarnecki - Weteran, RKG: Damian Szołtysik, Michał Wyciślik|22 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wyjątkiem trzech osób wszyscy w żlebie byli pierwszy raz i te osoby stwierdziły &amp;quot;że była to akcja godna&amp;quot;.  Blażej zdobył szczyt Czantorii. Osoby, które miały narty zjechały w dół po nieczynnej trasie zjazdowej. Małgorzata była bardzo dzielna /miała najcięższe narty/. Można dodać, że Suchy Potok nie ma jeszcze udokumentowanego zjazdu na nartach!  Czas akcji ponad 2 godziny. Na górze sporo przebiśniegów! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MEKSYK - Wyprawa USDCT do Cheve|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; z WKTJ: Witold i Sonia Hoffmann, Michał Amborski, Joanna Haremza, Piotr Szukała, Zuzanna Palińska; z AKG: Ireneusz Królewicz, Joanna Zdżalik; z SW: Kasia Biernacka; ponadto kierownictwo wyprawy: Bill Stone i Beverly Shade; ludzie z którymi działałem w jaskini: Colin Magee, Dustin Kisner, Mowgli, Gerardo Escamilla Rojas, Raúl Calderón Martinez, Jorge Ramírez, Erika Olvera Garcia, Angel; a poza tym jeszcze dobrych kilkanaście osób, które widziałem tylko na bazie|4 - 20 03 2023}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis w [[Relacje:Cheve 2023|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna|Joanna Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się z Asią odwiedzić partie za Studnią Maurycego w Jaskini Zimnej (a dokładniej odklepać dno studni). Akcja idzie sprawnie, pomimo, że musimy się bardzo orientować gdzie iść (pamięć jest bardzo zawodna). W jaskini dużo błota (nazwy poszczególnych partii nie odzwierciedlają poziomu błota), mokro i ciasno. Dużo czołgania, zapieraczek, prożków i ogólnie wszelakich &amp;quot;przeszkód&amp;quot;, przez co wychodzimy wymęczeni i zadowoleni :) Udało nam się zakończyć akcję w krótszym niż planowaliśmy czasie, to dobrze, bo w poniedziałek trzeba było iść do pracy. Na parkingu zastajemy auto Asi popisane przez ekipę narciarską, która była na Chudej Turni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Chuda Turnia|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Jaworska, Łukasz Mazurek|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka akcja pieszo-narciarska z Kir na Chudą Turnię (1858). Dolina Kościeliska i Adamica z buta. Później po fajnym śniegu na szczyt. Ekscytujący zjazd Narciarskim Żlebem a od Pieca drogą podejścia tak daleko jak pozwalał śnieg. Pogoda wymarzona. 11 km i 950 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FChudaTurnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wycieczka narciarska na Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|18 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O wycieczce narciarskiej na Krywań myślałem już od dawna – wyjątkowo szeroki stok, który widać już z daleka, objeżdżając Tatry od południa, pobudzał wyobraźnie do wizji wspaniałego,wręcz idealnego zjazdu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Prognozy pogody były zgodne co do bezchmurnego nieba i nikłego wiatru, a niewielkie obawy o wzrost zagrożenia lawinowego w związku z ociepleniem, rozwiały poranne komunikaty służb ratowniczych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzbogaceni o liczne opisy z Internetu, tylko pierwsze 5 minut trzymamy się szlaku, potem idziemy za śladami, które pokrywały się z opisami z Internetowych przewodników. Teren bardzo szybko nabiera stromizny i tylko na kilka chwil się kładzie, dzięki czemu 1500 m przewyższenia robimy w ok. 3 godziny. W tej wycieczce praktycznie brak dojścia dolinami, gdyż od samego początku wchodzi się ramieniem góry (my wybraliśmy ramię wschodnie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu zjeżdżamy tak jak puszcza teren – najpierw żlebem tak szerokim, że można było jeszcze swobodnie znaleźć nierozjeżdżone śniegi do naznaczenia swoimi liniami. Dalej teren się lekko wypłaszcza, by zmienić się w niewielki wąwóz, w którym omijać trzeba niezliczone przeszkody w postaci gałęzi, drzew, odkrytego potoku, skał itp. Urozmaicony zjazd gwarantuje uczucie pieczenie w udach aż do samego końca wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz ud, solidnie spiekło nam też skórę na twarzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie zaliczamy tą wycieczkę do ścisłej czołówki na liście tych najbardziej udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bilans czasowy: dojazd i powrót autem 8 godzin, wycieczka 5 godzin, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Maria SBB, Sylwia  ST, Kamil  SBB, Krzysztof„Chomik” SBB, Paweł  ST|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dostałem zaproszenie od kolegów z SBB na ostatnią już akcje sprzątania Jaskini Śnieżnej.Nie zastanawiając się długo postanowiłem pomóc chłopakom, a przy okazji zwiedzić nowe dla mnie partie jaskini.&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Kamil i Krzysiek dokopali się do otworu Śnieżnej i wybudowali igloo, pozostało tylko je odkopać, udoskonalić po ostatnich opadach śniegu i udrożnić rurę.&lt;br /&gt;
Rozwieszamy liny i dzielimy się na dwie grupy, Kamil z Chomikiem idą obejściem pod Koniem i wracają żeby jeszcze pozwiedzać Partie Wrocławskie, a  reszta przez Suchy Biwak dociera do II Biwaku i zabiera zdeponowany tam karbid. Wracając zabieramy jeszcze depozyt śmieciowy z Suchego Biwaku.Pozostaje już tylko mozolne wyjście na powierzchnię i zniesienie śmieci.&lt;br /&gt;
W całą akcje sprzątania Śnieżnej było zaangażowane kilkanaście osób. W ciągu 9 miesięcy (70h pod ziemią) wyniesionych zostało około 100kg śmieci. Efekty w postaci zdjęć śmieci i obszerne relacje można zobaczyć na stronie https://tatry365.pl/epilog/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że w ten weekend byłem u teściów niedaleko Suchej Beskidzkiej, zrobiłem w niedzielny poranek kolejną &amp;quot;górską&amp;quot; przebieżkę. Tym razem na cel wybrałem Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mechy|Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatniej chwili zmieniamy cel wyjazdu gdyż w Tatrach ogłoszono &amp;quot;trójkę&amp;quot;. Idziemy na Mechy (1476) - najbardziej na południe wysunięty wierzchołek masywu Pilska.  Podchodzimy z słowackiej strony, z Mutniańskiej Pili. Podejście niemal ciągle na nartach. Pogoda dość fatalna. Sypie i wieje a im bliżej szczytu tym bardziej. Terenem o zmiennej konfiguracji i fajnym podłożem osiągamy wierzchołek w śnieżnej zadymce, która odbiera nam chęci na dalsze kombinacje. Zjeżdżamy drogą podejścia, którego nie rozpoznajemy gdyż nasze ślady zostały całkowicie zawiane. Warunki trudne lecz śnieg boski. Puch na twardym podłożu. Śmigamy między terenowymi przeszkodami jak tylko fantazja pozwala. Do auta docieramy na nartach. W tym rejonie gór nie ma szlaków, nie spotkaliśmy też ani jednego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc wiele dobrego o super wydarzeniu biegowym jakim jest Maraton Trzech Jezior (zapisałem się na 25 km bieg), postanowiłem wziąć w nim udział. Bieg doprawdy dopiero we wrześniu, ale że nigdy nie biegałem po górach, to postanowiłem w miarę możliwości się do niego przygotować. Pierwszą okazją była krótka pętla wokół Błatniej (start i koniec z parkingu w Jaworcu, głównie żółtym szlakiem, powrót niebieskim i leśnymi duktami). Wyszło ok. 10 km i ok. 500 m przewyższenia. Z czasu byłem nawet zadowolony, ale myślałem, że z większą łatwością przyjdzie mi zmierzenie się z przewyższeniem. Niestety nie wyszło i dostałem swoją nauczkę. Pod górę poruszałem się tylko szybki marszem, a w dół to już inna bajka. Następnym razem, muszę z większą pokorą podejść do podbiegów, dlatego chapeau bas dla naszych klubowych biegaczy, którymi się również inspirowałem zapisując na wrześniowe zawody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trzy Kopce|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niech żałuje do końca życia ten kto nie zjeżdżał dzisiaj z Trzech Kopców. Krótka ale ciekawa wycieczka skiturowa. Z Złatnej początkowo szlakiem a potem wzdłuż potoku Widły pod Trzy Kopce. Nieskalanym śniegiem osiągamy szczyt. Zjazd na przełaj przez las po lekko zsiadłym puchu na twardym podłożu. Coś pięknego. Później już szlakiem do auta. Super warun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/TrzyKopce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TAJLANDIA: rowerowy rajd przez wschód kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|17 - 27 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po moście na Mekongu wjechaliśmy do Tajlandii. Mieliśmy do pokonania ponad 900 km ale po przeważnie płaskim terenie, głównie drogami asfaltowymi w przeważającej części bardzo ruchliwymi lecz z wydzielonymi szerokim pasami dla rowerów i skuterów. To była dojazdówka do Bangkoku z którego wylatywaliśmy do Europy. Po drodze udało nam się zwiedzić kilka buddyjskich świątyń, park narodowy Namdok Sam Lan. Ciągłe upały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTajlandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spokojny wypad w góry|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; Sylwia, Magda, Kalina, Maciek, Sławek i syn jego Boczuś|25 02 2023}} &lt;br /&gt;
W górach po odwilży. Wszystkie zimowe jaskinie zalane, co potwierdza mi Mały. Sylwia proponuje przejść się po dolinie chochołowskiej, na co chętnie przystaje ja i reszta ekipy. Wyjście planowane było popołudniu, ja natomiast byłem w Tatrach od rana. Wiedząc, że o tej porze roku nie ma kolejek na Giewont, postanowiłem go odwiedzić. Na szczycie mocno wiało. Po powrocie do auta, wybieram się na obiad, a potem do Sylwii, gdzie czeka reszta ekipy i razem udajemy się do doliny chochołowskiej, co było fajnym doświadczeniem, bo o chochołowskiej Sylwia często w Omanie wspominała ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|17 - 19 02 2023}} &lt;br /&gt;
Po części lawinowej przenieśliśmy się w Tatry, gdzie odbywało się szkolenie zimowe. Wspinaczka w asekuracji lotnej, raki, czekany, planowanie an mapie, wyciąganie ze szczelin, asekuracja w terenie śnieżnym i trochę wspinaczki na lodospadach. Halny nie ułatwiał, tak samo jak deszcz.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce lawinowej. Poza dużą porcją wiedzy otrzymanej od specjalistów (chłopaki z GOPR), równie duża ilość praktyki, nastawionej na szybkość i skuteczność. Przy okazji skorzystałam z ciągle świeżej możliwości poruszania się na skiturach w wyznaczonych rejonach Babiej Góry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAOS: Góry Annamskie - jaskinia Kong Lor|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|13 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przełęcz Nape (722) wjechaliśmy do Laosu. Naszym głównym celem była jaskinia Kong Lor znajdująca się w centralnej części kraju w środku gór. Choć też jest dostępna dla turystów to jednak w dość spartański sposób. Jaskinia ma ponad 12 km długości z czego 7,5 km jest przepływem rzeki Nam Hinboun co stanowi jeden z najdłuższych podziemnym przepływów na świecie. Woda przebija się pod górskim pasmem łącząc w ten sposób dwie doliny. Miejsce niesamowite. Pływa się tu długimi łodziami wyposażonymi w mały silniczek z śrubą na długim wysięgniku. Oczywiście łódź jest kierowana przez tubylca. Opłata za niemal 4 godzinną eskapadę wynosi kilkanaście zł. Wielkość podziemnych gangów przewyższa chyba wszystko co do tej pory widziałem. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w Wietnamie ludzie niesamowicie otwarci, cudowne dzieci pozdrawiające z daleka. Biedni lecz jak widać bardzo szczęśliwi. Roślinność tropikalna. Próby dotarcia do innych jaskiń z naszym wyposażeniem spełzły na niczym. Roślinność splątana, ostra. Potrzebna by była maczeta i dobry ubiór. Widzieliśmy dużego węża jak pełzał po drodze, wiele przejechanych. Z Gór Annamskich zjeżdżamy nad Mekong. Przekraczamy go w Takhek opuszczając tym samym piękny Laos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLaos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WIETNAM: Góry Annamskie - rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|07 - 13 02 2023}} &lt;br /&gt;
Nasz rowerowy rajd przez Indochiny rozpoczęliśmy od Wietnamu. Zarówno ten kraj jak i sąsiednie obfitują w różnorakie zjawiska krasowe czasem nie występujące w innych rejonach świata. Właśnie celem wyjazdu było zapoznanie z tą specyfiką krasu tropikalnego. W Wietnamie to zatoka Ha Long z ponad tysiącem wapiennych wysp, a na nich wiele jaskiń. Wybieramy się na rejs stateczkiem po zatoce między wapiennymi ostańcami przeróżnych kształtów. Na wyspie Bo Hon odwiedzamy największą jaskinię Sung Sot. I choć jest przystosowana dla turystów to nacieki i szata naciekowa robi wrażenie. Oprócz tego w zatoce pływamy kajakami po lagunie Luom Bo gdzie przepływamy kilka jaskiń w które wnika światło. Wpływa się z jednej strony wysepki a wypływa z drugiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Następnie z Hanoi udajemy się do Tam Coc gdzie podobna przygoda czeka nas na rzece Nga Dong. To niesamowita sceneria. Rzeka przepływa przez trzy jaskinie - Hang Cả - długość 127 m, drugą jest Hang Hai o długości 60 m i znajduje się kilometr dalej. Trzecia jaskinia Hang Ba jest w pobliżu Hang Hai i ma długość 50 m. Po rzece tej pływa się z wioślarzami, którzy wiosłują nogami. Bardzo pomysłowy i ekonomiczny wysiłkowo sposób wiosłowania. Rejon też jest turystyczny lecz jakoś tego się nie odczuwa gdyż Wietnamczycy używają sprzętu bardzo leciwego a ich pomysłowość jest godna szacunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie podążamy bardziej na południe. Ciągle towarzyszą nam wapienne góry niestety w wielu miejscach dewastowane przez kamieniołomy. Mnóstwo śmieci. Rzeki brudne. Tym niemniej bardzo przyjacielscy ludzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dien Chau docieramy do brzegu morza Południowo-Chińskiego (zatoka Tonkińska). Stąd na zachód przez Góry Annamskie (ciągną się przez cały Płw. Indochiński) w kierunku Laosu. Początkowo pogoda deszczowa, straszna wilgotność potem upały i kurz.&lt;br /&gt;
Wietnam przejechaliśmy bardzo różnymi drogami. Ścieżkami, drogami gruntowymi pomiędzy polami ryżowymi, błotnistymi i trawiastymi traktami ale asfaltami w tym główną drogą Wietnami: Hanoi – Ho Szi Minh. Na głównych droga są szerokie pasy dla rowerów i skuterów. Mieliśmy namiot lecz go nie rozbijaliśmy gdyż różnych miejsc noclegowych było tyle iż nie warto było trudzić się z namiotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWietnam&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2023}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka spod Hotelu Zimnik na Malinowską Skałę. Zjazd doliną Malinowskiego Potoku. Śniegu dużo. Na górze miękki, pośrodku zabójczy (tj. łapiący tyły nart w gęstym bukowym lesie), a na dole ohydny (ciapa). Z auta do auta jakieś 2h 15m i ok. 620 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra (Diablak)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek (niezrzeszony)|12 02 2023}} &lt;br /&gt;
Z Zawoja Markowa zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Dalej przez Przełęcz Brona na Diablak. Zjazd na Krowiarki. Pogoda dopisała. Śniegi całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - Kaiserstein|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|9 02 2023}}&lt;br /&gt;
Z parkingu pod wyciągiem krzesełkowym najpierw podchodzę wzdłuż trasy, a następnie miejscami bardzo romantycznie postrzępioną granią na Kaiserstein (2061). Śnieg wywiany, narty przez większość czasu niosę na plecach. W ogóle wieje bardzo mocno, choć jednocześnie jest nade mną bezchmurne niebo. Zjeżdżam przez Breite Reis, to podobno jakiś lokalny klasyk. Śnieg trudny, o mocno nierównej powierzchni z powodu działalności wiatru. Każdy skręt w lewo generuje sypnięcie w twarz krupą spod tyłów moich nart. No ale oczywiście miło się było zmęczyć, skoro już i tak musiałem jechać w okolice Wiednia. W sumie 1200 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|05 02 2023}} &lt;br /&gt;
ZŁatna i Sopotnia Wielka. Z dolnego parkingu w Złatnej z buta do mostku. Tam zapinamy narty i dalej dziewiczymi stokami przez łąki i leśne dukty do niebieskiego szlaku na wysokości Polomu. Stamtą dalej w dziewiczych śniegach na Trzy Kopce. Tu dopiero szlak jest przetarty. Podchodzimy pod Stefankę i zjeżdżamy do drogi. Dalej w lewo prosto do rynny którą wychodzimy na Rysiankę. Tam przerwa na popas i z foki na Halę Lipowską. Z Hali Lipowskiej zjazd pod słupami do samego parkingu. Warunki bajeczne - ludzi garstka. Do Trzech Kopcy torowanie w puchu po kolana albo i głębszym (nawet w nartach). Zjazdy w prawdziwym puszku. Ostatni już po zmroku. To był ten dzień!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł|3 02 2023}}&lt;br /&gt;
Wejście typu &amp;quot;przed pracą&amp;quot; na Czantorię. Najpierw &amp;quot;ścieżką rycerską&amp;quot;, a potem lewymi zboczami doliny Suchego do drogi biegnącej grzbietem. Następnie grzbietem przez las na szczyt. Zjazd drogą podejścia. Trochę wystających korzeni, ale generalnie śnieg aż do drogi asfaltowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona)|03 02 2023}} &lt;br /&gt;
Ruszamy z Żabnicy skałki szlakiem na Boraczą. Tam mały popas. Na hali piekło wieje niemiłosiernie i cały czas kładzie. Idziemy dalej na Prusów. Na halach jest strasznie wietrznie. Trzeba torować. Ze szczytu chcemy się przebić przez las pod samochód niestety wpakowujemy się w niezłe maliny. Trzeba wrócić - niestety nie zapinam butów i wyskakuje mi kostka. Wracamy na Boraczą a z tamtąd zjazd asfaltem na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fprosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;Łukasz Mazurek, Bartosz Brzezinka (SBB), Szymon (niezrzeszony)|02 02 2023}} &lt;br /&gt;
Prognozowany solidny opad skłania nas do wycieczki na Świętą Górę. Spotykamy się u Bartka dość późno i jedziemy. W górę idziemy pod zboczami Soliska i przez Byka. Za Soliskiem zaczyna się torowanie. Powyżej górnej granicy lasu huraganowy wiatr i bardzo ograniczona widoczność - przy nawigacji posiłkujemy się dobrodziejstwami techniki. Docieramy jedynie na polski wierzchołek, przepinamy się w ekspresowym tempie pod krzakiem i zjazd. Góra - do Koła - mocno przewiana. Dalej bajka (przynajmniej dla mnie - 100 pod butem radzi sobie nieźle, chłopaki na wąskich nartach zaliczają kilka przyziemień ). Stajemy na szybki popas na Miziowej. Chcemy wyjść jeszcze raz na górę - ale wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Ostatecznie prujemy starą trasą wzdłuż orczyków na Szczawiny, dalej chwilę nartostradą, następnie przez las i pod krzesło - warunki pierwsza klasa. Na narcie na sam parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szkolenie lawinowe PZA na Hali Krupowej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Liwocha + około 30 innych osób z &lt;br /&gt;
klubów z całej Polski|27 - 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kamil dociera na miejsce już około 15. Ja dojeżdżam na Parking pod Krupową po 18 i na parkingu spotykam już gotową do wymarszu ekipę KKS - którzy pomagają mi w parkowaniu (niestety lodowisko). Chcą na mnie zaczekać, ale ja jeszcze muszę dokonać przepaków i nie chcę żeby marzli więc umawiamy się, że widzimy się na górze. Jest dość ciepło. Warunki śniegowe na dole nie najlepsze - dużo wystających kamieni - jednak udaje się podejść bez odpinania nart. Po nieco ponad godzinie docieram do schroniska. I lokuję się w pokoju z ekipą KKS (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kamil jest na szkoleniu). W piątek prowadzimy szeroko zakrojoną integrację. Wkrótce też dociera pierwsza część ekipy instruktorskiej - Melon a tuż za nim Diabeł. Działania rozpoczynamy w sobotę od rana. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza idzie z Melonem, my idziemy z Michałem, który dotarł rano. Na hali przygotowujemy symulowane lawinisko i trenujemy strategię działania na lawinisku - poszukiwania &lt;br /&gt;
zasypanych, pomoc zasypanym, zasypanym częściowo oraz tym którzy znaleźli się na górze. Dodatkowo uczymy się budowy stanowisk i ćwiczymy transport w dół i w górę w noszach. Po przerwie obiadowej Idziemy z Melonem. Tym razem głównie skupiamy się na technikach wykopywania oraz poszukiwania. Na koniec organizujemy improwizowany transport poszkodowanego do schroniska. Po kolacji docierają do schroniska Maciek i Tomek - z służby śniegowej Grupy Beskidzkiej GOPR. Rozpoczynamy wykłady na temat czytania i rozumienia komunikatów służb śniegowych a następnie na temat technik przeszukiwania lawinisk prawidłowej &lt;br /&gt;
konfiguracji i obsługi sprzętu - oraz jego lokalizacji. Po wykładach zostało jeszcze świętowanie urodzin Melona, któremu jeszcze raz życzymy sto lat! W niedzielę startujemy od samego rana z zajęciami praktycznymi prowadzonymi przez Tomka i Maćka. Na pierwszy ogień idziemy z Tomkiem gdzie skupiamy się na działaniu, technikach poszukiwania przy użyciu detektora lawinowego. Po przerwie kawowej zmiana grup i idziemy z Maćkiem. Tym razem przedmiotem zajęć jest technika przeszukiwania &lt;br /&gt;
lawiniska przy pomocy sondy lawinowej. Po zakończonych zajęciach Kamil schodzi na dół. Ja czekam na podsumowanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie, pakujemy się i zjeżdżamy na dół. Zjazd po średnich śniegach wąskimi drogami i stokówkami przeoranymi przez pieszych i skutery. Szkolenie bardzo ciekawe i bardzo fajnie poprowadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzkolLaw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg charytatywny - VIII Bieg z Sercem|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Buli + dużo innych biegaczy| 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
W zeszłym roku wkręciłem się w bieganie i postanowiłem, że w 2023 r. zacznę uczestniczyć w zawodach biegowych. Przy okazji WOŚP postanowiłem wziąć udział w biegu charytatywnym, dzięki czemu można było się zmierzyć i zrobić coś dobrego :) Na miejscu spotkałem Buliego. Start był o 11, a trasa liczyła ok. 7 km. Nie było oficjalnych pomiarów czasu, ale gps zmierzył mi tempo 5 min/km. Na mecie czekał już Daniel, więc on to musiał lecieć jak wariat :) Super atmosfera, fajnie widzieć ludzi, którzy na całej trasie Ciebie dopingują :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Munczolik|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od wylotu doliny Cebulowego Potoku przechodzimy leśną drogą do sąsiedniej dolinki za grzbiet Rakowca. Dalej wzdłuż potoku a później jego łożyskiem i finalnie po dość głębokim śniegu (sami przecieraliśmy trakt) wychodzimy w pobliżu Hali Górowej. W okolicy Hali Miziowej dość sporo osób. Od razu więc kierujemy się na Munczolik (1356). Grzbiet opada na boki dość stromymi zboczami. Od wys. 1000 m wspaniała pogoda. Piękny zjazd w nieruszonym śniegu do Hali Cudzichowej, którą rozpędem trawersujemy. Potem równie fajny zjazd leśnymi duktami do najniższego płaju i nim do auta przy wylocie dol. Cebulowej. Bardzo urozmaicone podejście a zjazd jeszcze bardziej. Ludzi spotkaliśmy tylko w pobliżu Miziowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kasprowy Wierch - skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (os.tow.)|28 01 2023}}&lt;br /&gt;
Z powodów logistycznych wyjeżdżamy z domu dość późno jak na tatrzańskie wycieczki (po 6:00). Do Zakopanego dojeżdżamy około 9:30. Narty zakładamy praktycznie przy samochodzie. Idziemy na Kasprowy Wierch wariantem zimowym, wzdłuż potoku Goryczkowego, w tym miejscu ludzi całkiem niewiele. Zmienia się to od dolnej stacji Kolejki Goryczkowej. Tam już tłumy. Mgła gęstniała wraz z wysokością, żeby się całkowicie rozproszyć tuż przed szczytem, oferując bajkowe widoki. Przepinamy narty pod stacją meteorologiczną i zjeżdżamy na dół. Błędniki trochę nam wariują podczas przejazdu przez największą mgłę. Mleko tak gęste, że ciężko określić czy się stoi, czy jedzie i w którą stronę :) trzymamy się chorągiewek nartostrady, żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla oka. Było to szczególnie emocjonujące dla Adama, który pierwszy raz był na skirutach w Tatrach i nie jeździł jeszcze w takich warunkach. Poniżej kolejki zjazd już spokojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fkasprowy &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - Westliche Seeblaskogel|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|26 - 28 01 2023}}&lt;br /&gt;
W czwartek z Gries (1640) podchodzimy do chatki Winnebachseehütte (2361). W piątek próbujemy się dostać na Breiter Grieskogel (3287), ale zmuszeni jesteśmy zawrócić nieco poniżej przełęczy Zwieselbachjoch (2868). Wiatr 40 km/h to może nie jest jeszcze jakaś tragedia, ale przy temperaturze rzędu -15 C i nadciągającej mgle warunki zrobiły się trochę zbyt poważne. O pierwszej jesteśmy z powrotem przy chatce i wtedy właśnie chmury schodzą w dół i nad nami ukazuje się niebieskie niebo. Ola zostaje na relaks i odmrażanie stóp, a ja idę się wyżyć, wychodząc sportowym tempem na rzeczony Seeblaskogel (3048). W sobotę miało być pięknie, ale wyszło znowu to samo, czyli mróz, mgły i nadal śniegu mało. Po śniadaniu wracamy więc do samochodu. Nie byliśmy jedynymi, którzy rozumowali, że start z samochodu zaparkowanego na 1640 powinien gwarantować niezłe warunki. Chatkę dzieliliśmy z klasyczną bandą Czechów oraz - drugiego wieczoru - z lokalną parą. Nawet miejscowi byli zaskoczeni ilością kamieni wystających spod śniegu w dolinie nad chatką. Niby koniec stycznia, ale jednak - z powodu odwilży - niedawny, masywny opad właściwie był jakby pierwszym w sezonie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - wycieczki po różnych wadi|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska, Emilia, Felicja|15 - 23 01 2023}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek zaczynamy od standardowej wycieczki po wadi z parku Ruwi w Maskacie. Wtorek - Wadi Qualhat (pusto!), środa Wadi as-Shab, czwartek zabawy na pustyni, piątek Wadi Bani Khalid, sobota prawa orograficznie odnoga Wadi al Muaydin, niedziela meczet Sułtana Qaboosa, muzeum ropy naftowej, souq i festiwal Muscat Nights (ciekawe!). No i tak minął nam tydzień ferii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wyjazd szkoleniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; i inni|19 - 22 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce autoratownictwo zaawansowane oraz pierwsza pomoc. Poczynając od czwartkowego wieczoru, do południa w niedzielę działaliśmy intensywnie, z krótkimi przerwami na sen. Działaliśmy w jaskiniach Czarnej i Kasprowej. W niedzielę szkolenie na bazie. Dodatkowa atrakcja wyjazdu: torowanie drogi do jaskiń w śniegu po pas, co prawda mój, ale jednak... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wieka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona), Anka (niezrzeszona)|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny dzień wcześniej zrobiły solidny zwiad w Beskidach więc wiemy czego się spodziewać. Jedziemy na Wielką Raczę. Po dość długiej walce o miejsce parkingowe idziemy na szczyt żółtym szlakiem. Śniegu całkiem sporo, ale wszystko to co spadło nie zdążyło usiąść i zostać przykryte świeżym opadem. Wystaje dość dużo kamieni. Na górze wchodzimy na chwilę do schroniska no i czas powrotu. Odpinamy foki pod schroniskiem i zjeżdżamy do Hali na Małej Raczy i dalej przez halę w dół. Oj piękny był to zjazd - mimo iż nie był to puszek zjazd bardzo przyjemny. dalej pożarówką w dół przejeżdżając, przechodząc lub przeskakując przez kilka strumyków. Ostatecznie udaje się zjechać do samochodu bez odpinania nart.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWlkRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wypad skiturowy wymuszony okolicznościami. Z Żabnicy od drewnianego kościółka bez szlaku, nie przetartym terenem na grzbiet Prusowa (1010). Była mgła i posiłkowałem się nawigacją z telefonu. Gdy chciałem upewnić się co do poprawności marszruty stwierdziłem z przerażeniem brak urządzenia. Kieszeń okazała się dziurawa. Zjeżdżam wzdłuż śladu w dół kilkaset metrów i nic. Na dodatek w celu oszczędzania baterii włączyłem tryb samolotowy więc nie mogłem go namierzyć po dźwięku. W sukurs przychodzi mi Teresa. Sondujemy ślad kijkami co kilka centymetrów,  co zajmuje sporo czasu. Esie udaje się przypadkowo wykopać telefon spod śniegu więc nie posiadam się z szczęścia. Potem już bez problemów idziemy na zalesiony szczyt Prusowa. Zjazd trochę inną drogą, rozległymi polanami po fantastycznym śniegu. Dolny odcinek stanowią tarasy pól poprzedzielane metrowymi uskokami więc zjazd dostarcza dodatkowych atrakcji w postaci fajnych skoków. U góry spotkaliśmy tylko kilku skiturowców. Deniwelacja - ponad 500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Prosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Hala Gąsienicowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (nie zrzeszony), Ala (niezrzeszona)&lt;br /&gt;
|15 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic. Wychodząc z parkingu spotykamy naszego klubowego kolegę Tomka wraz z Sylwią (ST), którzy idą w tą samą stronę. Celem był Kasprowy. Udajemy się więc w piątkę. NA Nosalową Przełęcz narty wynosimy dalej już z foki. Niestety na drodze staje nam jelonek. Tomek z Sylwią przechodzą, jednak nasza trójka zostaje z drugiej strony i dość długo czekamy aż ten zrobi nam miejsce. Wiatr silny a śnieg ciężki i tępy. Dochodzimy do Murowańca gdzie czekają już Tomek i Sylwia. Oni chcą iść &lt;br /&gt;
dalej. My podjęliśmy już wcześniej decyzję, że odpuszczamy dziś Kasprowy &lt;br /&gt;
bo przyjemności z tego nie będzie. Sylwia namawia jednak Alę, a ta nas, żebyśmy poszli wraz z nimi. Wychodzimy więc razem. Po drodze mijamy kolejne osoby, które wycofały się ze względu na zbyt silny wiatr. W końcu i nasza trójka odpuszcza. Sylwia z Tomkiem idą dalej na Kasprowy - my wracamy do Kuźnic drogą podejścia. Zjazd starą nartostradą mimo wcześniejszych obaw - całkiem niezły. Zjeżdżamy do Nosalowej Przełęczy. Dalej niestety narty trzeba przypiąć do plecaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FHalaGosienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry zach. - Jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia S., Magda (KKTJ), Ania, Darek i Sławek (KKS)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie planowana była jaskinia Wielka Śnieżna, ale ze względu na pogodę i informację, że otwór Śnieżnej zakorkowało, padł pomysł na Czarną. Czarna zawsze pewny plan B. Podeszliśmy od strony wysranki, torując drogę pod sam otwór. W jaskini odwiedziliśmy partie Wawelskie, a dziewczyny na powrocie zrobiły krótką sesję zdjęciową w korytarzu mamutowym i korytarzu żyrafowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Babia Góra|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek, Adam (os. tow.)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Startujemy ze Slanej Vody po stronie słowackiej. Szlak początkowo wodnisty, później błotno wodnisty, wyżej śnieżno błotny i u góry nareszcie cały we śniegu! Choć nie był to śnieg na jaki czekaliśmy, bez podkładu i ubicia wyślizgiwał się spod nóg nie ułatwiając podejścia. Widoków brak. Za to zimno, wiatr i śnieg wyczyniały czary z wszystkim co im na drodze stanęło, znaleźliśmy się w krainie lodowych rzeźb. Na szczycie Babiej znajdujemy kawałek miejsca dla siebie i rozkoszujemy się kawą w doborowym towarzystwie (widoków ciągle brak). Po zejściu na Przełęcz Brona kierujemy się w stronę Małej Babiej. Słońce próbuje się przebić przez chmury, jednak walkę przegrywa (dość malowniczo). Droga idzie nam  sprawnie i szybko więc pozwalam sobie czasem przystanąć i poudawać, że wiem jak robić zdjęcia, żeby później gonić za chłopakami. Na nasze nieszczęście szlak z Małej Babiej na stronę słowacką jest nieuczęszczany (ślady jednej! osoby) więc torujemy zejście w śniegu po kolana (miejscami niektórym po uda), żeby wariantem mieszanym (trochę szlaku trochę lasu) dojść do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Karb i Kasprowy W.|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Trochę wymuszona przez warunki śniegowe trasa, choć niemal ciągle na nartach. Przez dol. Jaworzynki wydostajemy się na Halę Gąsienicową. Dalej na przeł. Karb przez dol. Zieloną Gąsienicową. Stąd już w rakach kawałek na Czubę nad Karbem (1896). Zjazd szlakiem podejściowym (u góry czujnie gdyż głazy pod granią nie są należycie przykryte śniegiem, jak zresztą w większości żlebów) a następnie znów podejście na Kasprowy. Na górze sporo ludzi (uruchomiono wyciągi i trasy narciarskie). Z góry fajny zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic a dalej do samego auta powyżej ronda. Deniwelacja 1370 m i 19 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Deszczowa i Złodziejska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki Kroczyckie i odwiedzamy jaskinię Deszczową (w której wykopaliska potwierdziły obecność człowieka z przed tysięcy lat) oraz jaskinię Złodziejską (Schronisko w Skałach Kroczyckich). Piękna pogoda, w której te skały prezentują się bardzo malowniczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/JaskiniaDeszczowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - krótkie jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|06 - 07 01 2023}}&lt;br /&gt;
W piątek akcja popołudniowa do Brunnecker Höhle. Tym razem udaje się przejść nad wodospad Teufelsmuhle, choć niezbyt daleko. Łącznie w jaskini ok. 2.5h. Przekraczając wodospady i podchodząc wzdłuż huczących kaskad przemakamy do suchej nitki. Nie jest to problem, bo w jaskini ciągle się ruszamy, a samochód wszak zaparkowany blisko otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę idziemy do Bierlocha. Pod ziemią spędzamy około 4.5h. Przechodzimy cały Gang der Nationen i odklepujemy zjazd do Bierleichendomu. Udaje się nam zejść do samochodu przed zmrokiem i zażyć sporo przyjemnej, rześkiej pogody na powierzchni. Zimy w Alpach Salzburskich raczej brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony), Halina (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony)|07 01 2023}}&lt;br /&gt;
Dostaję info, że na Łomnicy szykuje się całkiem spoko warun. Skrzykujemy się więc stałą ekipą, a w ostatniej chwili dołącza kolejny Piotr i jedziemy. Do Skalnego Plesa wychodzimy oczywiście po trasach. W restauracji na górze szybka przerwa śniadaniowa i idziemy w górę &lt;br /&gt;
standardową drogą podejścia (mniej więcej w okolicach krzesła na Łomnicką Przełęcz). Wychodzimy nieco wyżej w stronę Łomnicy. Warun &lt;br /&gt;
Petarda - słonko, zero wiatru. Po konsumpcji odklejamy foki, schodzimy na przełęcz. W żlebie centralnym śniegu całkiem sporo - no i trafił się też niezły pow, więc pare firan poleciało. Niestety również kilka wystających i dobrze zamaskowanych kamieni się znalazło... Ale i tak &lt;br /&gt;
warunki zjazdowe całkiem dobre. Zjazd od Skalnego Plesa w dół po trasach w bardzo trudnych warunkach - śnieg na trasach bardzo mocno rozjeżdżony, a widoczność praktycznie zerowa. Na deserek zostawiamy sobie przejazd przez snow park. Co nie którzy oddają serię całkiem niezłych lotów i na nartach zjeżdżamy praktycznie do parkingu. O 14 jest już praktycznie po wszystkim. Wypad jak zwykle na duży plus, fajnie było znowu poczuć pod nartami tatrzańskie śniegi - oby zima szybko wróciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLomnickieSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd sylwestrowo - noworoczny z imprezką na Kościelcu|Łukasz Piskorek, Asia Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam (os. tow.) i pies Rufus|31 12 2022 - 01 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wieczorem ruszamy z Ostrego doliną Zimnika na Kościelec (1022). Jest +9 st. i silny wiatr. Pierwsze płaty śniegu pojawiają się dopiero w górnych partiach (na których Rufus skwapliwie się tarza). Fajną ścieżką docieramy pod szczyt pokonując ostatni odcinek stromo do góry na przełaj pod skały szczytowe. W pięknym miejscu z rozległymi widokami rozpalamy ognisko spędzając przy nim ostatnie chwile roku 2022 piekąc kiełbaski i gawędząc na różne tematy. Gdzieś tam na dole wiwatują na cześć upływającego czasu a nam przygrywa wyjący w drzewach wiatr i trzask ogniskowych bierwion. Po północy gasimy ogień i ruszamy w różne strony. Asia, Łukasz i Adam schodzą szlakiem do aut, a ja z Esą idziemy przez Malinowską Skałę, Skrzyczeńską Kopę na Mł. Skrzyczne. Na szlaku pojawia się dość sporo osób. Trakt jest pokryty mokrym lub zalodzonym śniegiem bądź błotnistą mazią. Na Mł. Skrzycznym (1211) zakładamy narty i nartostradą zjeżdżamy do godnoli. Trasa była oświetlona i wyratrakowana i byliśmy na niej tylko my. Pięknym zjazdem osiągamy parking gdzie czekał już Łukasz (przyjechał moim autem z Ostrego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKoscelec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11103</id>
		<title>Wyjazdy 2023</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11103"/>
		<updated>2023-09-20T22:11:12Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Maraton 3 jezior|Daniel Buli i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 09 2023}} &lt;br /&gt;
Na początku tego roku zobaczyłem ogłoszenie o terminie tegorocznego Maratonu 3 Jezior (M3J), festiwalu biegowego organizowanego przez naszych przyjaciół Magdę i Staszka. Mając na uwadze, że w 2022 r. wkręciłem się w regularne bieganie, pomyślałem, że spróbuje swoich sił i w chwili podniecenia zapisałem się na 25 km bieg z Międzybrodzia Bialskiego, poprzez przełęcz pod Rogaczem, Czernichów, Jaworzynę, Kiczerę, Górę Żar do Porąbki (ok. 1400 m przewyższenia). Od tamtej pory starałem się swoje &amp;quot;treningi&amp;quot; dostosować pod wrześniowy bieg, co zaowocowały chyba dobrym debiutem. Pogoda sobotnia była cudna, choć dla nas biegaczy było odrobinę za ciepło, tak z 18C byłoby optymalne, ale lepsze to niż deszcz :) Na starcie wielkie emocje i super klimat, kiedy formuje się grupa 166 biegaczy, którzy wspólnie ruszają. W czasie pierwszych 3 km pokonuje się ponad 500 m przewyższenia, co powoduje, że grupa dzieli się na mniejsze podgrupki, które &amp;quot;biegną&amp;quot; w swoim tempie. Ja staram się dotrzymać kroku, lecz zostaje w tyle kiedy zaczynamy zbiegać w dół. Po dotarciu do Czernichowa trasa wiedzie przez most wiszący na drugą stronę Soły, gdzie czeka podobny ostry podbieg. Po drodze mijam moich wiernych kibiców w postaci Iwony i Karolci, która wyrywa się i wbiegła na trasę aby mnie przytulić, bo już chyba na tym etapie (8km) źle wyglądałem. Dalszą część trasy biegnę sam bądź w towarzystwie 4-5 osób, które maja podobne tempo. Przy 12 km mam pierwsze zwątpienie, czy starczy mi sił do końca biegu, ale po łyku wody spinam poślady i biegnę dalej. Kolejnym punktem kulminacyjnym było wbiegnięcie na Górę Żar (18km) gdzie po wypiciu elektrolitów z punktu regeneracyjnego i usłyszeniu dopingu ruszyłem w dół. W tym momencie zaczęły doskwierać mi obtarcia na piętach, które z każdym kilometrem były coraz bardziej dokuczliwe, co mnie trochę spowolniło. Na szczęście trasa już w większości biegła w dół. Na stadionie przy okrzykach  Iwony, Karoliny, Magdy i Staszka wbiegłem na linie mety. Mój czas wyniósł 3h 38 min. co dało tempo 8min 42s na kilometr oraz 64 miejsce na 157 zawodników, którzy ukończyli bieg. Z wyniku jestem zadowolony, choć w serduszku tliła się nadzieje na czas poniżej 3h30min, ale nie można mieć wszystkiego :)&lt;br /&gt;
Buli biegł w niedzielę na trasie 17km (1200 m przewyższenia). Start pokrywał się w większości z moją trasą, ale ostatecznie po przebiegnięciu przełęczy pod Czuplem i dotarciu do Czernichowa, ponownie wbiegał pod Rogacz i na metę do Międzybrodzia Bialskiego. Buli to już nie amator co ja i chłopak uzyskał wspaniałe 20 miejsce na 144 biegaczy z czasem 1h 52min (tempo 6min 37s) a 6. w swojej kategorii wiekowej. Chociaż jak stwierdził, jest pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
Dziękujemy i gratulujemy Magdzie i Staszkowej pięknej imprezy sportowej, organizacja wzorowa, posiłek regeneracyjny przepyszny, a emocje niezapomniane! Do zobaczenia w przyszłym roku! :)&lt;br /&gt;
Strona zawodów: https://www.maraton3jezior.com/ &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Bukowiec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|17 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawy obszar z kulminacją góry Bukowiec (361). Obchodzimy teren. Na południowym skłonie skalne wychodnie. W spękanych warstwach wapienia kilka otworów. W największej jaskini sporych rozmiarów sala. Ta jaskinia ma 2 otwory. Potem jeszcze odwiedzamy nieodległe Stawy Kaskadowe oraz Schronisko w Pogorzycach w masywie Góry Grodzisko (380). Teren jest pełen różnych dolinek, parowów i zapadlisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Bukowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wycieczka na Granaty|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wciąż cudowna wręcz pogoda. Z Brzezin rowerami podjazd do Murowańca. Od dwóch lat &amp;quot;kocie łby&amp;quot; są wysypane szutrem więc podjazd rowerem stał się bardzo sensowny (w obie strony można zaoszczędzić 2 h). Zajmuje nam to 1 h 10 min. Potem już szlakami na Skrajny Granat. Dalej Pośredni i Zadni. Zejście do Murowańca i super zjazd do Brzezin (ok. 25 min). Szlaki dość rojne a przy Murowańu wręcz tłum. 1250 m deniwelacji i 21 km. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Granaty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zubowych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|07 09 2023}} &lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg w zakresie V+ - VI+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach drogą Martina|Jan Kieczka, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|06 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wszystko zagrało jak należy. Z Tatrzańskiej Polanki jeszcze o zmroku podjazd rowerami do Śląskiego Domu (1665). O poranku podejście na Polski Grzebień (2200). Stąd przepiękną granią (tzw. Martinka, trdności II - III) przez m. in. Wielicki Szczyt (2319), Litowrowy Szczyt (2423), Lawinowy Szczyt (2606), Zadni Gerlach (2616) osiągamy króla Tatr - Gerlach (2655). Pogoda była cudowna. Sama Martinka zajęła nam nieco ponad 4 h. Większośc grani zrobiliśmy bez asekuracji. Po drodze 2 zjazdy. Od drugiego szliśmy już z lotną asekuracją. Grań bardzo lufciata, kilka miejsc czujnych. Generalnie szliśmy samą granią. Zejście Batyżowieckim Żlebem. Od Śląskiego Domu w kilka chwil rowerami śmigliśmy do parkingku. Z auta do auta - 12 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMartinka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 08 09 2023}} &lt;br /&gt;
Parodniowa zmiana otoczenia, przy okazji wyjazdu Łukasza. Jestem zbyt obowiązkowa na to by ,,rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady&amp;quot;, więc pracę biorę ze sobą, a popołudnia wykorzystuję na spacery na pobliskich szlakach. Nocuję w Cisnej, skąd pierwszego dnia robię spacer na Wołosań. Szlak zaczyna się kawałek za moim apartamentem. Początkowo zieloną ścieżką przyrodniczą, dochodzę powyżej Bacówki pod Honem, do czerwonego szlaku. Tam mijam się z Łukaszem, który robi trasę z Duszatyna do Wołosatego (~90km). Początkowo ostro do góry, dalej granią. Całość udaje mi się zrobić w 4,20h - spieszę się, bo nie codzień wychodzę w góry dopiero o 14… Jednak pośpiech i 16km daje się  we znaki wieczorem i następnego dnia rano (mojemu czworonożnemu psijacielowi również). Dlatego następnego dnia wybieram trasę krótszą. Choć widokowo bardziej mi się podoba, to podejście jeszcze bardziej strome niż poprzedniego dnia. Dochodzę pod szczyt Warwosoki i tam robię krótka przerwę przed zejściem. Ostatniego dnia mam czas tylko na krótkie spacery w okolicy, nad rzekę i do lasu, żeby zdążyć odebrać Łukasza z Wołosatego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Górny Śląsk|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutry Górnego Śląska. Tak są i jest ich dużo i są w lasach. W myśl zasady „rowerki są szczęśliwe jak jeżdżą” 150 km poprzez Żor, Szczygłowice, Czerwionka- Leszczyny, Kuźnie Raciborską, Rudy i Rybnik. Piękna pętla głównie lasami. Pogoda idealna 20 stopni, zero deszczu, zero komarów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szeroko pojęta Jura (Jaskinia Szmaragdowa, Jaskinia w Zielonej &lt;br /&gt;
Górze, Studnisko, Studnia Szpatowców)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bartek potrzebuje kilku zdjęć jaskiniowych. Wypad więc ustalamy już na początku tygodnia. Ja dostaję przykaz, żeby zabrać koniecznie pomarańczowy kombinezon... No nic wiem, że będę się gotował, ale w końcu zdjęcia więc dostosowuję się. Początkowo mieliśmy podziałać w Racławicach, następnie przenieść się w okolicę Rodaków. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Gdzieś w piątek Bartek poinformował, że zrobił wpis również na Studnisko... Spotykamy się u mnie w niedzielny poranek. Decydujemy, że jedziemy najpierw w stronę Studniska a później będziemy wracać. Ostatecznie Bartek wysuwa nieśmiało propozycję jaskini &lt;br /&gt;
Szmaragdowej. Błyskawicznie ją podłapuję. Jedziemy. Szybki spacer przez nieczynny kamieniołom i jesteśmy pod otworem. Szybkie przebieranie i wchodzimy dolnym otworem. Następnie zjeżdżamy nad jeziorko. Bartek jedzie pierwszy i rozstawia się ze sprzętem następnie ja, grzecznie wykonując komendy: stój, patrz w lewo, patrz do góry, więcej światła, mniej światła, połóż tam światło i tak dalej... Poziom wody dość niski. Poręczówka nad jeziorkiem umożliwiła by przejście na koniec korytarza, &lt;br /&gt;
jednak żaden z nas nie ma nic na przebranie, więc odpuszczamy ten pomysł (chodź bardzo kusił...). No to do góry i tym razem wychodzimy górnym otworem. Szybki powrót do samochodu. Bułeczka. I dalej w drogę w stronę gór sokolich. Przejeżdżamy przez Kusięta. Tym razem ja dostaję olśnienia. &amp;quot;Bartek przecież tu jest jakaś fajna jaskinia z fajnymi naciekami&amp;quot;. No jest - Jaskinia w Zielonej Górze. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć Bartek zawrócił i kierujemy się w stronę rezerwatu &lt;br /&gt;
Zielona Góra. Tu bierzemy tylko kombinezony, kaski i sprzęt foto. Błyskawicznie się przebieramy  i czmychamy do dziury. Gdy Bartek rozstawia Sprzęt w pierwszej sali, Ja zwiedzam kolejną z pięknymi naciekami. Szybka sesja (nie zwiedzamy wszystkich zakamarków) i wychodzimy. Dalej jedziemy w stronę Gór Sokolich. Łapiemy ostatnie wolne miejsce na parkingu i żwawo udajemy się pod otwór Studniska. Tu znowu przebieranki i w stałej kolejności na ten wyjazd do dziury. I znowu stój, patrz w lewo, prawo do góry, trochę niżej i tak dalej. W końcu obaj jesteśmy na dnie wlotówki. Odpuszczamy jednak dno. Przecież tego &lt;br /&gt;
dnia chodzi nam tylko o zdjęcia... No i wio do góry. Wychodzenie w gumowym kombinezonie wytopiło ze mnie całkiem sporo tłuszczyku... Przy otworze jak zwykle mnóstwo nietopeżowej młodzieży. No i znowu kombinezony i szpej do plecaków i do samochodu. Sprawdzamy trasę do Racławic. 1,5 h = zdecydowanie za długo. Co może  być bliżej. No jak co Podlesice. zastanów się tylko czy Studnia Szpatowców czy Żabia. Ostatecznie staje na Studni Szpatowców. No i tak jak poprzednio szybko &lt;br /&gt;
pod otwór. Przebieranki i szpejenie. Znowu Bartek przodem. Z tym że tu stój, patrz do góry, w lewo i prawo zaczęło się już na pochylni... W końcu udaje nam się zjechać na dno. Zdjęcia zrobione więc znowu czas do góry. Było trochę po 18. Bartek za moją namową zagląda jeszcze do szczeliny pomiędzy Wielką a Małą Studnią Szpatowców - ja przypadkowo trafiłem na ten obiekt podczas poprzedniej wizyty z Danielem więc już odpuszczam. W domu jestem około 20.00. Dzień całkiem owocny. Teraz tylko czekam na efekty zdjęciowe tego wypadu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura - Góra Birów, Jura - Ryczów, Jura - Podzamcze  – Szkolenie wspinaczkowe  |Uczestnicy: Emanuel Soja, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;|29.08.2023 - 3.09.203}} &lt;br /&gt;
Wtorek&lt;br /&gt;
Szkolenie zaczynamy bardzo złymi prognozami meteo, aczkolwiek jedziemy z nadzieją na wypogodzenie. Tuż po dojechaniu na parking przywitały nas grzmoty w okolicy i lekki deszcz. Nie tracąc czasu schowaliśmy się w jamie w której poznaliśmy podstawy wspinaczki. Pierwsze wspinanie na wędkę, później z asekuracją z dołu.&lt;br /&gt;
Na koniec dnia, nauka zjazdu na “kubku” .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa &lt;br /&gt;
Po nocnych opadach, mocno mokre skały utrudniły wspinanie.&lt;br /&gt;
Nie przeszkodziło to nam w dalszej nauce. Przez cały dzień trenowaliśmy “wielowyciąg” drogami ubezpieczonymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek &lt;br /&gt;
Mając już wiedzę i umiejętności wspinaczkowe na drogach ubezpieczonych, Emek podjął temat wspinania na własnej asekuracji. Na początku teoria, później praktyka.&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędziliśmy na wspinaniu z kośćmi, heksami i tricamami.&lt;br /&gt;
W międzyczasie uzupełniliśmy wiedzę na temat rodzajów stanowisk.&lt;br /&gt;
Zajęcia skończyliśmy idealnie - po 10 minutach zaczęła się ulewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek  &lt;br /&gt;
Dzień przywitał nas piękną pogodą, co pozytywnie zmotywowało wszystkich kursantów.&lt;br /&gt;
Od rana szlifowaliśmy wcześniej poznane umiejętności, aby w międzyczasie instruktor dołożył nam umiejętność asekuracji “kubkiem” ze stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota.&lt;br /&gt;
Dzień zaczęliśmy od nauki teorii - rodzaje lin, współczynnik odpadnięcia, rodzaje asekuracji.&lt;br /&gt;
Po zakończeniu zajęć teoretycznych, wróciliśmy do wspinania. Nowością dla nas było trawersowanie i asekuracja w trawersowaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela&lt;br /&gt;
Ostatni dzień szkolenia, zarazem najkrótszy jak i najbardziej wymagający. &lt;br /&gt;
Na początek poznanie różnych przyrządów asekuracyjnych, później nauka autoratownictwa we wspinaczce. Na tym kończymy nasz wymagający tydzień szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 3 grotołazów (Paweł, Bartek i Dorota z SDG)|27 08 2023}} &lt;br /&gt;
Koledzy z Dąbrowy zjeżdżają progiem i przy okazji krótkie wejście do Ptasiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. rowerem |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zapowiadała się kiepska – mocno burzowo, ale wolne jest teraz a kiedy następne?. W upalny sobotni ranek wyjazd z Mikołowa. Drogami rowerowymi kieruję się na Szarculę w Istebnej gdzie planuję nocleg na punkcie widokowym. Trasa wiedzie przez Pszczynę, Goczałkowice i Bielsko. Pierwsza burza dopada mnie za zalewem goczałkowickim, częściowo udaje mi się ją przeczekać pod zadaszeniem. Następnie w deszczu aż do Bielska. Prawdziwa jazda (góra-dół) zaczyna się dopiero po 100 km a kulminacją jest podjazd do Koniakowa (miejscami 17%). Po 124 km lokuję się na nocleg &lt;br /&gt;
z pięknym widokiem na jezioro Czerniańskie. Myślałem, że był to już koniecwrażenia i spokojnie dośpię do rana. Nocą (23.00, 1.30, 3.00)  przechodzą trzy bardzo spektakularne mega burze. Noo czegoś takiego nigdy nie widziałem i nie słyszałem, a parę razy już mnie postraszyło w górach. Dotrwałem do rana i wróciłem Wiślaną Trasą Rowerową do Strumienia, a następnie przez Suszec&lt;br /&gt;
i Orzesze do domu. Łącznie wyszło ok. 210 km. Dopiero wieczorem z radia dowiaduję się, że Wisła została dotkliwie dotknięta nocnymi burzami a straty szacowane są w dziesiątkach milionów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 4 grotołazów (3 dziewczyny i 1 chłopak z SW)|26 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wrocławiacy szli do Dziadka. My z II Płytowca odbiliśmy pod Kominy Amoku. Bazowaliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. W nocy konkretna nawałnica.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Grań Fajek|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|25 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wykorzystujemy ostatnie dni urlopu i postanawiamy wybrać się jeszcze w Tatry. Przyzwyczajeni do upalnej Czarnogóry (36st), nie potrafimy się przełamać na wyjście jaskiniowe ;) również decyzja pomiędzy trekingiem, a wspinaniem jest ciężka do podjęcia, dlatego idziemy na kompromis. Robimy Grań Fajek - bardzo łatwe i przyjemne wspinanie z Żółtej przełęczy do Pańszczyckiej przełęczy. Jedynym czynnikiem decydującym o tym, że mamy do czynienia rzeczywiście ze wspinaniem, jest obustronna ekspozycja i oczywiście końcowy zjazd z Fajki. Stamtąd kierujemy się na Orlą Perć i idziemy nią aż do przełęczy Krzyżne. Schodzimy doliną Pańszczycy (ależ ona się ciągnęła…) i do samochodu w Brzezinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FgranFajek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinatu - Massif du Vercors|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|19 - 23 08 2023}} &lt;br /&gt;
We Francji oficjalna fala upałów. Mieliśmy dużo szczęścia do zakwaterowania, bo nasza baza w Saint-Laurent-en-Royans była w &amp;quot;apartamencie&amp;quot; wydzielonym w starych zabudowaniach gospodarczych przez przedsiębiorczego Brytyjczyka, który przeprowadził się do Francji. Grube mury i okna w cieniu zapewniały przyjemny chłodek. Odwiedziliśmy dwie jaskinie. Najpierw Scialet du l'Appel. Tu potrzebne było trochę sprzętu, a szczególnie plakietek ze śrubkami. Dotarliśmy nieco za drugi wodospad, co zajęło nam jakieś sześć godzin. Potem był dzień na czytanie książek i relaks, w tym kąpiele w rzece przy prawosławnym klasztorze. Wybór taki sobie: albo mroźna górska rzeka, albo powietrze jak z piekarnika. We wtorek poszliśmy do Grotte des Ramats - podobno do syfonu tam i z powrotem 2h, a jeśli go obejść i zobaczyć całość, to i z 10h. Okazało się, że nawet obejście syfonu najwyraźniej wymaga totalnego zanurzenia; choć właściwie rzecz biorąc nie byłoby to nurkowanie i myślę nawet, że mógłbym zachować jedno suche ucho. Wobec tego zawróciliśmy, ale i tak było bardzo miło - zarówno sucha, jak i mokra część jaskini są niezwykle urokliwe; może trochę męczące są tylko błota pomiędzy nimi. Zrobiliśmy dużo zdjęć i długi piknik, więc wycieczka zajęła tak raczej 4 ze godziny. Oczywiście Vercors daleko, więc proporcje między czasem w jaskini a czasem podróży i innych czynności logistycznych wyszły, jakie wyszły. No ale co zrobić, można siedzieć w domu... :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedna z najgłęszych jaskiń jurajskich rozbudowana na sporej szczelinie z piętrem górnym i dolnym. Zjazd ok 35 m urozmaicony trawersem w niezbyt obszernej szczelinie. Na dole kilka zagruzowanych ciągów i szczelin. Na samym dole krótki zjazd do ślepej salki. Całość ok. 40 - 45 m deniwelacji i z 200 m długości. Akcja ciut więcej wymagająca jak na Jurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZar&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: wspin w Kalamarce|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. tow.)|12 - 15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalamarka to Słowacki rejon wspinaczkowy położony 300km od Katowic, oferuje wyśmienite wspinanie w andezycie. Składa się z kilku sektorów z czego największe to Horné Skaly i Dolné Skaly. Znajdziemy tu dużo łatwego wspinania w przedziale 4-9 (słowacka wycena dróg) jednak trzeba się przygotować na &amp;quot;oszczędne&amp;quot; obicie dróg, większość pierwszych wpinek znajduje się na wysokości 5-8m, a drogi 18 metrowe często mają jedynie 3-4 ringi - bardzo dobry rejon do treningu psychy :). Wspinanie głównie po krawądkach, rysach, odciągach i w kominach. Bardzo dobre tarcie. Większość skał jest w cieniu więc rejon idealny na upały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parkingi są darmowe i usytuowane w odległości ok 100m od skał. W internecie znalazłem dużo sprzecznych informacji na temat biwakowania. Na miejscu dowiedziałem się od słowackich wspinaczy i właściciela terenu, że można biwakować jedynie w pobliżu górnego parkingu. Jest tam miejsce na namiot i ognisko, a w okolicy dolnych skał jest studnia z wodą pitną (nie korzystałem więc nie wiem czy dobra) UWAGA w okolicy jest dużo niedźwiedzi o czym informują tabliczki. Robotnik leśny wracający o 21ej z lasu poinformował nas żebyśmy uważali bo widział w niedaleko niedźwiedzia więc emocje gwarantowane nie tylko podczas wspinania :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga dojazdowa w skały po betonowych płytach pod górę, mało przyjemna więc najlepiej nie kursować góra-dół.&lt;br /&gt;
W tygodniu cisza i spokój, weekendy wiadomo więcej ludzi.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W skrócie świetne wspinanie i piękna okolica. Polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKalamarka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - lustracja terenu|Łukasz Mazurek i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczesaliśmy fragment terenu na południe od Ogrodzieńca zagladając do kilku dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Ptasia Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Marcin (niezrzeszony)|14 08 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysłów na poniedziałkowy wypad było kilka, bo skład osobowy się co chwilę zmieniał. Ostatecznie zadzwonił do mnie Mateusz i zaproponował wycieczkę do Ptasiej, na co chętnie przystałem. Wyjazd był bardzo wakacyjny, bo z Katowic ruszyliśmy ok. 7, a na szlak ruszyliśmy 9.30. Samo podejście poszło sprawnie, mimo żaru który się z nieba lał i po 2.45h byliśmy w przebieralni. Do samej jaskini weszliśmy ok 13. Celem była wycieczka do Parti CDN, w tym syfonu Pasożytów. Moja lekcja z tego wyjścia była taka, że warto się przylonżować do każdej poręczówki, bo noga może ujechać wszędzie. Na powierzchni byliśmy z powrotem po 19. Bardzo fajnie jest wyjść za dnia z jaskini, szczególnie, że lokalizacja Ptasiej dodaje walorów wizualnych :) Przy zejściu znowu zatakawoł nas zielony laser, tym razem jednak szybko zaprzestał swoich działań. Bardzo udana akcja, choć mogło być trochę chłodniej na podejściu, ale na szczęście źródełko nas ratowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)&amp;lt;/u&amp;gt;|13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolne niedzielne popołudnie, pogoda super. Ruszamy więc na szybki spacer. Od lipowej w górę na Skrzyczne. Tam przerwa na kiełbaskę i piwko. Następnie przez Małe Skrzyczne na Malinowską Skałę i dalej w dół do Doliny Zimnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY/POLSKA: w delcie Odry i obok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo intensywnie spędzony czas na północy. Na rowerach objechaliśmy &amp;quot;pojezierze&amp;quot; wyspy Wolin, kajakiem spenetrowaliśmy wyspy Starej Świny (właściwie to duże pola sitowia), objechaliśmy też rowerami wyspę Karsibór. Ponadto wyskoczyliśmy na niemiecką wyspę Rugia, do parku narodwoego Jasmund słynącego z przepięknych klifów. W jedną stronę przeszliśmy pod klifami a w drugą nad. Każemu polecamy. Ponadto na południu Zalweu Szczecińskiego odwiedziliśmy port jachtowy Trzebież.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ps. Równe pół wieku temu (w 1973 roku) objechałem rowerem wyspę Wolin w trakcie pobytu na wczasach. Oprócz tego zrobilem tam kilka innych ciekawych rzeczy. Druga sprawa: w roku 1981 zamusztrowałem się na rejs jachtem &amp;quot;Zew Morza&amp;quot; z Aten do Trzebieży właśnie. Moja wyprawa wtedy nie doszła do skutku bo po prostu jacht zatonął właśnie na dojściu do Aten na Morzu Śródziemnym. Tak więc mam sympatię do tych stron.'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDelta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - Dom de Mischabel (4554)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|05 - 09 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Randy docieramy w sobote poźnym wieczorem i rozbijamy sie na miejscowym kempingu Attermenzen. Nazajutrz ruszamy na szlak, ktory prowadzi nas do schroniska Domhuette. Mijamy schronisko i śpimy jakieś 300 m wyżej, w miejscu, w którym znajduje sie kilka miejsc na namioty. Po naradzie decydujemy się wejść na szczyt już następnego dnia. Przekonał nas do tego głównie fakt, że okno pogodowe miało trwać jeszcze tylko dwa kolejne dni. Opuszczamy wiec namiot około 5tej rano nastepnego dnia i ruszamy do góry. Na szlaku oprócz dwóch lodowców do pokonania jest także przełęcz, na którą trzeba sie wspiąć, aby nastepnie zejść na drugi lodowiec. Wyjście o 5tej rano (a nie wcześniej) okazało sie dobrym posunieciem ze wzgledów logistycznych. Mały korek, który stworzył się pod przełęczą zdążył się nieco rozładować w momencie w ktorym dotralismy do przełęczy (przed nami szły trzy zespoły). Na szczyt docieramy dopiero około godziny 14tej. Słaba aklimatyzacja i dośc duża odległość dały nam się nieźle we znaki. Na szczęście cały dzień utrzymuje się dobra pogoda. Prawie o zmroku zmordowani docieramy w końcu do namiotu. Kolejnego dnia na spokojnie schodzimy z powrotem do Randy. Szybki przepak, obiad i jeszcze tego samego wieczora wracamy do Niemiec.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda tym razem niedopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, parite Techuby|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na sobotni i niedzielny wieczór już dawno zostały określone i nie obejmowały wyjść jaskiniowych. Jednak w sobotę rano Łukasz zaproponował niedzielny spontaniczny wypad do Jaskini Czarnej w partie Tehuby. To był ten moment, że w mojej głowie rozpoczęła się walka racjonalnych myśli, które podpowiadały że to czasowo niemożliwe, bo na godzinę 18 musialem juz byc w domu. Z drugiej jednak strony jeszcze nie byłem w Tehubach i chciałem się wybrać. Po chwili namysłu i skrupulatnych obliczeń godzinowych padła decyzja wyjazd 4:30 rano powrot 18:00. Ambitnie, ale realnie. Tak tez sie stalo 4:35 wyjechaliśmy z Doliny Trzech Stawów o 6:40 znaleźliśmy się już u podnóża Doliny Kościeliskiej. Wszak to tylko podróż z doliny do doliny. Marsz szedł nam dość żwawo - dopóki byliśmy na zielonym szlaku. Przebieg dalszej trasy wyglądał już nieco inaczej - oficjalnie, co jakiś czas, zatrzymywaliśmy się żeby zachwycać się urokami przyrody. Nie oficjalnie - to juz kazdy wie jak wygląda podejście. Chwila po 9, po dłuższym odpoczynku, zjechaliśmy do jaskini. Musze przyznac ze nawet na chwile nie zerknąłem na plan Tehub przed wyjazdem, wiedziałem że Łukasz już tam był i będzie odgrywał rolę mojego przewodnika. Tak też było. Miałem delikatne obawy jak uslyszalem, ze bede mial za zadanie wspinać jeden odcinek, ale generalnie okazał się bardzo prosty. Nawet jak na moje znikome doświadczenie. Tehuby okazały się bardzo przyjemne. Przyznam że moje zaufanie do Łukasza zdolności nawigacyjnych w pewnym momencie nie było największe, ale jak się okazało Łukasz zabłysnął dobra orientacja jaskiniowa. Byliśmy miedzy innymi: nad jeziorkiem Tehuby, przy Biwaku oraz przy Syfonie Techuby. Teraz jak patrzę na plan Tehub to czuje pewien niedosyt, bo nie zerknąłem w kazda dziure. Zdecydowanie będę chciał tam jeszcze wrócić, ale tym razem z planem i na dłużej. Chwila po godzinie 13 byliśmy już na powierzchni, o 15:00 w samochodzie o 18:10 w domu. Wypad był bardzo udany i co ważne zgodny z planem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraina Górnej Odry czyli rowerem po zielonym Śląsku|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że weekend był w połowie pracujący pozostał mi tylko jeden dzień na wycieczkę rowerową. Padło na pętlę Górnej Odry. Startuję z Żor i od razu uciekam w leśne ścieżki, które prowadzą przez Palowice z ich malowniczymi jeziorami. Dalej Czerwionka-Leszczyny z osiedlem familoków i wspaniałe leśne szutry którymi dojeżdżam do Rybnika. Objeżdżam rynek i jadę na Rudy. Tu sporo atrakcji. Godne polecenia są: Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy i zabytkowa stacja kolei wąskotorowej. Leśnymi duktami (pierwsza klasa) docieram do Kuźni Raciborskiej i kieruję się w stronę Raciborza. Jadąc dalej starorzeczem Odry przekraczam Olzę w kierunku wschodnim i ślizgając się po granicy z Czechami docieram do Łazisk. Teraz trasa przebiega głównie asfaltami. Kolejne miasto na trasie to Jastrzębie Zdrój dla mnie to kojarzy się z kopalnią Jas-Mos, a tu niespodzianka malowniczy park zdrojowy z tłumem spacerowiczów. Opuszczam największy park w województwie i jadę w kierunku Żor kończąc 200 km pętlę rowerową. Pogoda na trasie doskonała. Tak na godzinę 18 meteoblue zapowiadało deszcz więc celowałem żeby zdążyć przed deszczem i  przy aucie melduję się z zapasem 20 min. Z statystyk spalanie na trasie wyszło 1,5 L soku/100 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA: jaskinia Postojna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|27 - 28 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Szamoniowa zatrzymujemy się jeszcze w Słowenii, aby nadrobić to co pogoda popsuła. Do hotelu docieramy w czwartkowy wieczór. Od razu po śniadaniu udajemy się do jaskini Postojnej. Kamila nigdy nie była w jaskini więc była okazja na pierwszy raz. I to od razu jaki. Jaskinia zachwyciła nas rozmaitością i ilością szaty naciekowej. Zdecydowanie jaskinie w tym regionie obfitują w nacieki. Olbrzymie sale tonące w kalcytowych formacjach powaliły nas. Teraz pozostało tylko 850 &lt;br /&gt;
km zakorkowanych dróg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FAWSF&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Chamonix |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Chamonix mamy zamiar wjechać przez tunel pod Mount Blanc. Niestety znacznie to wydłuża nasz dojazd przez gigantyczny korek. Na kamping docieramy popołudniem i odpoczywamy. Niestety następnego dnia mamy kolejne załamanie pogody od 4 rano szaleje burza i ulewa. Nie chcąc tracić dnia wsiadamy w samochód i postanawiamy udać się do Alpejskiej Wenecji czyli do miasteczka Annecy. Do godzin popołudniowych zwiedzamy miasteczko po czym wracamy do Szamoniowa na szybkie zakupy. We wtorek &lt;br /&gt;
pogoda również nie zapowiada się cudownie. Decydujemy jednak, że wyruszamy w góry. Na początek udajemy się do Montenvers Mer de Glace. Tam zjeżdżamy darmową gondolą a następnie przygotowaną ścieżką na lodowiec Mer de Glace obserwując jak na przełomie lat lodowiec się skurczył. Na lodowcu odwiedzamy Grotte de Glace. Po godzince jesteśmy już na górze (niestety musieliśmy skorzystać z kolejki, gdyż z powodu modernizacji gondoli szlak pieszy jest zamknięty). Niestety zaczyna się kolejna tego dnia ulewa. Postanawiamy przeczekać ją w górnej stacji kolejki. Gdy przestaje padać ruszamy na Signal Forbes (2200). Tam mamy &lt;br /&gt;
zdecydować co dalej. Pomimo nie najlepszej pogody ruszamy dalej wspaniałą widokową ścieżka Grand Balcon Nord trawersującą zbocza Aiguille de I'M. Niestety widoki mamy zerowe. A pogoda zaczyna się pogarszać jeszcze bardziej. Docieramy do Les Grosses Pierres (2130) i postanawiamy schodzić do Chamonix. Docieramy do chatki Alpage de Blaitiere du Dessus gdzie przeczekujemy kolejną ulewę, trochę się przesuszamy i posilamy. Temperatura znacznie się obniża. Jak się później okazało powyżej 2000 spadło całkiem sporo śniegu. Gdy docieramy do górnej stacji kolejki Telepherique d'Alpage pogoda się poprawia. &lt;br /&gt;
Schodzimy do centrum na kolację i prowiant na kolejny dzień a następnie z buta (niestety spóźniliśmy się minutę na autobus) udajemy się na kamping. Robimy jakieś 1300 przewyższenia i około 25km. W środę pogoda nieco się poprawiła, więc ruszamy ponownie w góry. Pieszo udajemy się do Les Praz. Ja szybkim marszem udaję się na La Flegere. Kamila, odczuwająca trudy wczorajszego dnia wyjeżdża kolejką i czeka na mnie na górze. Gdy i ja docieram na górę ruszamy na Szamoniowskie Morskie Oko - &lt;br /&gt;
czyli Le Lec Blanc (2352). Tam spora ilość turystów. Znajdujemy jednak kawałek spokojnego miejsca i chwilę odpoczywamy przy pięknym widoku na Mont Blanc. Następnie ruszamy w drogę powrotną tym razem przez Tate aux Vents (2140), a następnie piękną widokową ścieżką Grand Balcon Sud wracamy na La Flegere. Kamila ponownie zjeżdża gondolą, a ja szybkim marszem ruszam do Les Praz, a następnie oboje udajemy się na kamping. Wyszło około 1500 przewyższenia i 25 km. Wieczorem udajemy się jeszcze &lt;br /&gt;
do centrum Chamonix. W czwartek z rana pakujemy namiot. Zatrzymujemy się na chwilę jeszcze w centrum Chamonix i wracamy również przez tunel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Grzesiek (os. tow.)|24 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny, poniedziałkowy wyjazd do Jaskini Wiernej udał się dzięki Emilowi (który był w niej kilka dni wcześniej) i jego dobrym kontaktom z osobami opiekującymi się jaskinia.  Na godzinę 14:00 byliśmy umówieni z Piotrkiem na parkingu pod Dworkiem Ostrężnik. W tym czasie dojechał również Grzesiek (spoza klubu NOCEK). Opis dojścia jaki znalazłem był dla mnie trochę enigmatyczny: „Jaskinia znajduje się w pobliżu osady Ostrężnik, w zachodnim zboczu wzgórza, ograniczającego osadę od wschodu. Z przysiółka należy podejść ścieżką w kierunku wschodnim wzdłuż granicy lasu bukowego. Potem przez las, lekko trawersując zbocze, w stronę skałki, będącej kulminacją tej części zalesionego grzbietu”.  Na szczęście w dzisiejszych czasach GPS nie jest luksusem i dużo ułatwia. Niemniej jednak, do otworu poszliśmy od złej strony co nie znacznie wydłużyło czas dojścia. Prawidłowa droga do otworu wiedzie wydeptana ścieżka pomiędzy droga 793, a Dworkiem Ostrężnik. Dojście do jaskini z parkingu nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Do jaskini weszliśmy o godzinie 15:00. Z planu wynikało że jaskinia w większości ma rozwinięcie poziome i tylko na wejściu są dwie niewielkie studnie. Nie będąc pewnym jak pokonamy te studnie wziąłem ze sobą kawałek liny, który od jakiegoś czasu wożę w samochodzie. Jak się okazało, w obu tych miejscach są drabinki i ani lina, ani uprząż nie są potrzebne. Mimo że sam wyjazd był dość spontaniczny, to zdążyłem przejrzeć plan i widząc poziom skomplikowania postanowiłem go wydrukować. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu byliśmy w stanie planować, gdzie idziemy, a nie tylko chodzić na oślep. Nasza droga zaczęła się od Studni Tryumfu, przez Salę Rysia aż do Korytarza Południowego. Wracając zahaczyliśmy o korytarze południowo wschodnie i zmierzaliśmy w kierunku północno-wschodnim przez Korytarz Naciskowy. Następnie zwróciliśmy i kierując się przez Polewy i Pola Ryżowe doszliśmy do Sali Trójkątnej z której na chwile odbiliśmy w stronę północno-zachodnią przez Partie Dąbrowskie, aż do Incydentu Zachodniego. Na koniec trafiliśmy ponownie do Sali Wytrwałych tym razem docierając tam zapieraczka poprzez Lewa Studnie. Na powierzchni byliśmy po około 2,5 godzinach. Bardzo fajna jaskinia, dzięki której miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności czytania planów i chyba wyszło całkiem niezłe oraz wytarzać się w błotku. Nowa lekcja na przyszłość - papierowy plan szybko rozmaka i staje sie bezuzyteczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: w opisie poniżej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna i Maurycego|Emil Stępniak, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpierw penetrujemy jaskinię Wierną. To zacna dziura. Ponad 1000 m długości. System korytarzy rozmyty na równoległych szczelinach. Bogata szata naciekowa. Przecioranie się przez większość ciągów wymaga dość sporo czasu. Warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie odwiedzamy jaskinię Maurycego w Górach Sokolich. To ładna i przyjemna jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla kolegów z Spelo Myszków za udostępnienie jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Rabsztyn - Januszkowa Baszta|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
Jak w poprzednią niedzielę umówiliśmy się ze znajomy w skały. Dzieci rozrabiały, a my próbowaliśmy powalczyć z kilkoma drogami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Triest i jezioro Garda|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|20 - 23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Włoch docieramy po południu. Zatrzymujemy się tuż za Słoweńską granicą w miasteczku Fernetti na kampingu uwielbianym przez włoskich grotołazów. Uwielbianym, ponieważ w jego centralnym punkcie znajduje się jaskinia Abisso di Fernetti. Korzystając z pięknej pogody zaraz po rozbiciu udajemy się na Adriatyk do Triestu. Następnego dnia zaraz po śniadaniu pobieram klucze do &amp;quot;kampingowej&amp;quot; jaskini i idę. Zjeżdżam jedynie pierwsze dwie studnie. Jaskinia bogata naciekowo. Nie chcę jednak samotnie iść dalej więc wychodzę. Po wyjściu niestety pogoda załamuje się. Zaczynają się ulewy, burze i porywisty wiatr. Tak że nici &lt;br /&gt;
z dalszych jaskiniowych i górskich planów. Wieczorem korzystając z chwilowej poprawy pogody udajemy się do pobliskiej Opiciny na tradycyjną włoską pizze. Niestety prognozy na następne dni nie zachęcają. Postanawiamy więc w sobotę przenieść się nad jezioro Garda. Po drodze dopada nas potężna nawałnica z ulewą i gradem, która zatrzymuje ruch na autostradzie. Docieramy nad jezioro około południa do miejscowości Toscolano Maderno. Od razu po zameldowaniu się w hotelu udajemy się na długi spacer brzegami jeziora Garda. Nad wodą zostajemy do późnego wieczora. W niedzielę rano ruszamy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol &amp;quot;Wielbłąd Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 07 2023}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy pętelke wokół doliny Zimnika. Wyszliśmy żółtym szlakiem pod Malinowską Skałę, a następnie grzbietem do schroniska i niebieskim szlakiem z powrotem pod auto. Karolcia była zadowolona ze swojego wielbłąda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Dolina Höllental|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|17 - 20 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym rankiem w poniedziałek wyjeżdżamy do Austrii do pięknej doliny Höllental. Cel to głównie treking i powierzchniowy rekonesans jaskiniowy. Niestety korki w Czechach i Wiedniu sprawiają, że na miejsce docieramy dość późnym popołudniem. Rozbijamy się na polu namiotowym i wyruszamy na krótki spacer po okolicy. Między inny  mi namierzamy jedno wywierzysko przy rzece Schwarza oraz kilka otworów jaskiń. Następnego dnia udajemy się do pobliskiej miejscowości Edlach, i zamierzamy pokonać &lt;br /&gt;
trasę Törlweg, której zwięczeniem  jest słynne skalne okno o nazwie Alpejskie wrota wyprowadzające na płaskowyż RAX i scronisko Ottohaus. Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w stronę górnej stacji kolejki Raxseilbahn jednak nie docierając do samej stacji trawersując zbocza RAX od strony północno - wschodniej (nad miasteczkiem Hirszwang) docieramy do miejsca startu. Trasa to około 1100 m przewyższenia i 19 km. Pogoda dopisała (aż za bardzo) jednak gdy wsiadamy do samochodu &lt;br /&gt;
rozpoczyna się potężna ulewa, która trwa około godziny. Idąc płaskowyżem Rax wypatrzyłem  po przeciwnej stronie doliny szczyt Klosterwappen (2061) - będący bardzo charakterystycznym stożkiem  wyróżniającym się w paśmie. To jest nasz cel na następny dzień. Wyruszamy rankiem do przydrożnego schroniska Weichtalhaus. Następnie pięknym szlakiem wiodącym dnem suchego kanionu (no może nie do końca takiego suchego - zwłaszcza po ulewie z dnia poprzedniego) Weichtalklamm. Sam kanion w kilku miejscach uzbrojony w klamry, stalowe linki i drabinki stanowił nie lada atrakcję zwłaszcza dla Kamili. Ja po drodze sprawdzam otwory &lt;br /&gt;
jaskiń (te do których jestem w stanie dotrzeć bez sprzętu). Jest ich tu mnóstwo. Zresztą sam kanion wygląda na pozostałość ogromnego systemu jaskiniowego stanowiącego odwodnienie masywu. Docieramy w końcu do schroniska Kienthalerhȕtte. Tam chwila przerwy. Ja sprawdzam feratę wiodącą na szczyt Turmstein (1416). Następnie udajemy się w kierunku Klosterwappen. Siadamy pod szczytem gdyż zrywa się dość silny wiatr i warunki pogodowe na górze zaczynają się pogarszać. Schodzimy w dół. Najpierw drogą podejścia do schroniska Kienthalerhȕtte, a następnie równoległym szlakiem do drogi podejścia w dół. Całość to około 1300 &lt;br /&gt;
przewyższenia i 19 km. W czwartek nie zostało nic innego jak zwinąć biwak i ruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Suliszowice - Skała pod Prądem|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|16 07 2023}}&lt;br /&gt;
W tę niedzielę wybraliśmy się na skałki. Kolega upodobał sobie rejon Suliszowic i ukrytych w lesie skałek, co na tak upalny dzień było idealne. Skała nadawała się na &amp;quot;niedzielne&amp;quot; wspinanie, dużo łatwych i niewyślizganych dróg z przedziału od III-VI. Dzieci się bawiły, a rodzice się wspinali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pachola i Salatyny|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy Bystrą z Podbanskiego lecz z niewiadomych dla nas powodów policja w Zubercu zablokowała drogę nakazując jechać przez Rużenberok (2 h dłużej). Dostępna była tylko Zverowka. Zmieniamy więc szybko plan. Z parkingu pod Salatynem startujemy Rochacką i Zieloną Doliną na Banikowską Przeł.. Dalej na Pochola (2167). Pogoda piękna, choć u góry wiał dość chłodny wiatr. Granią przez Spaleną, Salatyny i Brestową wracamy do auta. Przed Brestową spotykamy kilka osób z Rudy Śląskiej, którzy w ramach wycieczki PTTK weszli od wyciągu na Salatyna. W sumie zrobiliśmy 1435 m przewyższenia i 16 km.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wew. Karpaty Zach rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 13 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry mogą inspirować na różne  sposoby. Na pewno jednym z nich jest górska jazda rowerem. Zachęcony ostatnimi rajdami postanowiłem zrobić jeszcze jeden. Tym razem po rzadko przez nas odwiedzanych peryferiach Karpat południowej Słowacji. Wystartowałem z Zagórza (tu dojechałem pociągiem) i m. in. przez Bieszczady, Vyhorlat, Góry Slanskie, Rudawy Słowackie i Mł. Fatrę, Beskidy dotarłem rowerem do domu. Jak zwykle po różnych traktach, po kamieniach, błocie, szutrze, asfaltach, trawach przy dość dużych deniwelacjach udało mi się przedrzeć przez poszczególne pasma górskie jadąc/idąc dolinami, grzbietami i przełęczami. Mocne podjazdy i ekscytujące zjazdy. Każdego dnia widnokrąg stanowiła pofałdowana linia bliższych lub dalszych szczytów. Obłędna w swym pięknie przyroda. W dolinach urocze wioski, często z znaczną mniejszością cygańską. Nocowałem na dziko w namiocie (raz na nim, bo komarów nie było). Ostatni nocleg spędziłem w Łabajowie u naszego klubowego przyjaciela Jasia Kieczki. Maty nie zabrałem. Trasę modyfikowałem w zależności od sytuacji, m. in. dostępem do wody, żywności, pogody. Wyszło tego ok. 800 km i niemal 9000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość późno wyjeżdżam pociągiem do Żywca, gdzie czeka na mnie już Kamila. W sumie nie mamy dokładnie określonego celu. Ostatecznie pada na Pilsko. Parkujemy pod wyciągami i leśnymi ścieżkami, polankami, korytem potoku Glinne, nie napotykając nikogo po drodze docieramy do Hali Miziowej. Tu już tłumy i piknikowy klimat. Robimy sobie chwilę przerwy licząc, że tłumy zaczną już schodzić ze szczytu i unikniemy tłumów. Na szczyt udajemy się żółtym szlakiem. Na górze pogoda przepiękna, jednak przejrzystość powietrza nie najlepsza. Tatry widać tylko w zarysie. Nie ma tłumów. Szybkim krokiem udajemy się w dół. Tym razem w stronę Hali Cebulowej, a następnie w stronę Buczynki i dalej na parking. Pogoda dopisała. Po drodze jeszcze przerwa na pyszne lody i kawę w Żywcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry 360 stopni, czyli kolarstwo romantycznie i bikepacking.|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08-09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysł na kolejną wycieczkę 40 plus zrodził się w otchłaniach internetu, kiedyś coś tam wyklikałem i już. Po ściągnięciu GPX okazało się że objazd całych Tatr do około to tak z grubsza ponad 300 km. Wyszło, że zaczynam w Czarnym Dunajcu z parkingu przy lodowisku i jadę na Słowacje. Pierwszy postój w Liptovsky Mikulas dla uzupełnienia soków które w tym upale szybko się kończą i dalej szutrami docieram na Cesta Slobody (po remoncie). Tatry w taką pogodę są jak z pocztówki. Mijam kolejno Podbanske, Sterbske pleso, Vysoke Tatry. Pod koniec dnia jadę z parę na rowerach: On na szosie spodenki Lycra, białe skarpety - typowy kolarz z Wyścigu Pokoju; Ona na elektryku dres i damska torebka przerzucona przez plecy. Da się spędzać razem urlop? DA. Za Tatranska Lomnica ląduję w hamaku. Pierwsze 208 km przejechane w doskonałym humorze. Drugi dzień pogoda również petarda. Zjeżdżam do wioski Maly Slavkov a tam pełen folklor cygański brakuje tylko wozów drabiniastych. Teraz kolejno Kezmarok, Spisska Bel, Tatranska kotlina i tu wjeżdżam na klasyczne szutry które nie opuszczają mnie aż do Polski. Za Zdiarem mam mega zjazd taki że tarcze i klocki topnieją w oczach. Podjeżdżam pod Łapszankę i odrabiam straconą wysokość (robię to już drugi raz i dalej nie wiem jak to jest że udaje mi się bez Wypychu, a kto zemną był to sobie przypomni). Teraz już w Polsce bocznymi drogami do Nowego Targu i kawałkiem trasy Velo Dunajec na parking przy lodowisku. Przejechałem kolejne 130 km. Wnioski, uwagi i spostrzeżenia:&lt;br /&gt;
- plan nie wypalił zaplanowałem trasę na trzy dni a zrobiłem w dwa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jadąc w tym kierunku słońce przeważnie miałem w plecy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- szutry, dukty leśne, kostka brukowa, tory kolejowe 50% trasy, asfaltowe ścieżki rowerowe, wioskowe drogi 40%, reszta to normalne drogi z ich ruchem ulicznym,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na wyjeździe wypito 8 litrów soków, zjedzono dwie kaszki na biwaku i rodzinną paczkę kabanosów,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nocleg w hamaku pozwolił na pełna elastyczność w doborze miejsca biwakowego,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- niektóre sklepy spożywcze na Słowacji w sobotę są czynne od 7 do 12 jak się zorientowałem to było już za późno,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- chodząc po Tatrach rzadko ma się możliwość oglądania Ich z tylu perspektyw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując polecam wszystkim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze - Śnieżne Kotły|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (niezrz.)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Ze Szklarskiej Poręby-Huty przez Wodospad Kamieńczyk i Halę Szrenica docieramy nad Śnieżne Kotły. Potem schodzimy pod Wielki Szyszak i spod Śnieżnych Stawków podziwiamy Kotły z dołu. Naprawdę ciekawe formacje, miło mnie zaskoczyły. Dalej Schronisko pod Łabskim Szczytem - tam posiłek - i z powrotem pod wyciągami narciarskimi na parking. Wyszła z tego wcale niezła sudecka wyrypa, razem jakieś 22 km i 1050 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat; wspin Filarem Staszla|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 07 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd o 3, w Brzezinach załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsca, przy wejściu na szlak. Od rana mocne słońce i dużo ludzi na szlaku. W niecałe 1,5h dochodzimy pod Czarny Staw. Tam robimy dłuższą przerwę na jedzenie i wygrzewanie się na słońcu– nasza dalsza droga wiedzie w cieniu. Sprawnie podchodzimy pod Filar Staszla i tam mamy kolejną przerwę czekając aż, zespół przed nami pokona pierwsze wyciągi. Trochę zmarzliśmy, bo czekamy przy łacie śniegu, która wyznacza początek naszej drogi. Trójka, której depczemy po piętach puszcza nas przodem po 3 wyciągu. Wspinaczka idzie nam sprawnie. W trackie 6 wyciągu słońce wychodzi zza grani i robi się cieplej. Ciekawszy miejscem jest 8 wyciąg prowadzący na szczyt turniczki, z której należy zejść kolejnym wyciągiem. Ostatni wyciąg był wyceniony najwyżej na całej drodze, pomimo to Łukasz sprawnie go pokonuje. Chwilę później również ja jestem na górze i możemy się rozszpeić. Decydujemy się nie zjeźdżać, ale podejść pod szczyt Zadniego Granatu i zejść Kozią Dolinką nad Zmarzły Staw. W drodze powrotnej idziemy do Betlejemki w odwiedzimy do Magdy i Staszka, którzy tymczasowo sprawują nad nią opiekę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FFilar+Staszla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -  jaskinie: Pod Sokola Górą, Szczelina Frakcji N oraz Urwista|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak|04 07 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna środkowo-tygodniowa akcja jaskiniowa. W planach miała być jaskinia Studnisko, ale na ostatnia chwile uświadomiliśmy sobie że do września jest niedostępna ze względu na nietoperze. Nastąpiła szybka zmiana planów i decyzja że pozostajemy przy Sokolich Górach, ale odwiedzimy trzy jaskinie: „Pod Sokola Gora”, „Szczelinę Frakcji N” oraz „Jaskinie Urwista”. Wyjazd z Zabrza przed 15 i na miejscu byliśmy już o 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Pod Sokola Gora”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza odwiedzona przez nas jaskinia nie wymagała żadnego sprzętu ani specjalnego ubioru, więc zwiedziliśmy ja na wyprostowanych nogach w samych „wnętrzach”. Tak dla względnego bezpieczeństwa wzdłuż zejścia rozwinęliśmy linę, której de facto nie użyliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu tej ogromnej Sali wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnej jaskini.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Szczelina Frakcji N”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór trafiliśmy bez większych problemów, ponieważ Emil zapisał koordynaty. Rzeczywiście jaskinia znajduje się pod najwyższym wzniesieniem Sokolich Gór. Obok otworu, po jego lewej ortogonalnie stronie znajdują się dwa drzewa z narysowanymi białymi okręgami. Jaskinia w większości ma przekrój poziomy i nie wymaga ani lin, ani sprzętu jaskiniowego. Większość korytarzy to zaciski, przedzielone małymi lub większymi salami. W wielu miejscach można się obrócić, a kilka razy udało mi się na chwile swobodnie stanąć. Nie jestem w stanie sklasyfikować zacisków, ale nie sprawiły nam większych problemów, a mnie wręcz wywołały niepowstrzymana lawinę radości. Plan i przekrój jaki posiadaliśmy był z 2000 roku (Matysiak S. Zygmunt J.) i był totalnie nie aktualny, znaczy obejmuje w mojej ocenie mniej niż 50% tego, gdzie byliśmy. Jaskinia, która miała okazać się mała szczelina pod Góra Pustelnica, okazała się zdecydowanie większa. Czołgając się niskimi korytarzami dotarliśmy w całkowicie nieoznaczone miejsca. Będąc jeszcze w tej części, która była na planie widzieliśmy, że w jaskini jest sporo luźnych want. Miejscami materiał skalny był popękany, połączony glina, gdzieniegdzie wystawały korzenie drzew. Im dalej się posuwaliśmy tym częściej natrafiliśmy na miejsca, które opisałbym jako mało stabilne. W jednym momencie trafiliśmy do dość dużej Sali, z której odchodziły wyraźne korytarze w trzy różne strony. Jeden z nich będący jakby przedłużeniem Sali, w której się znajdowaliśmy, był częściowo, od góry, przysłonięty ogromnym zaklinowanym blokiem skalnym. Za tym blokiem skalnym Sala się powiększała. Dno tej Sali było jakby podwieszona półka, taka antresola, utworzona z dużych zaklinowanych wzajemnie want. Przez szczeliny między wantami widać było duża pusta przestrzeń z ogromnym potencjałem. Nieopodal znajdowało się plastikowe wiadro, które jednoznacznie wskazuje, że ktoś w tym miejscu kopie. Jednak samo miejsce budziło jak dla nas zbyt wiele wątpliwości o własne bezpieczeństwo. Być może jesteśmy nazbyt ostrożni, a być może po prostu na tyle rozsądni by nie pchać się nigdzie na sile. Na tym etapie uznaliśmy ze ryzyko dalszej eksploracji może być zbyt duże, poza tym kończył się nam czas do planowanej godziny wyjścia. Wszakże mieliśmy być na chwile w malej jaskini. Emil zaczął się wycofywać do jednego z korytarzy, a w mojej głowie pojawiło się niezwerbalizowane pytanie: „czemu on się ciśnie do tego korytarza, przecież przyszliśmy tamtym?”. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem Emila, czy jest pewien, że stamtąd przyszliśmy? Emil chwile pomyślał i potwierdził: „Tak, na pewno”. Generalnie nie jest źle z moja orientacja w terenie, ale dla pewności zanurzyłem się na kilka metrów do innego dostępnego korytarza, który okazał się przejściem do innej salki z rozgałęzieniem w prawo i w lewo. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to zupełnie nowe partie, do których nawet nie weszliśmy. O zgrozo ta jaskinia jest jeszcze większa! Powróciłem do Emila i razem wyczołgaliśmy się do wyjścia. Kolejna lekcja jaką wyniosłem z tej jaskini. Idąc w miejsca, które nie posiadają planu, lepiej uważnie zaznaczać, którędy się szło. Adrenalina związana z odkrywaniem czegoś nowego oraz stopień skomplikowania tuneli i mnogość odgałęzień mogą spowodować dezorientację. Jaskinia nie jest specjalnie trudna i aż tak rozgałęziona, żeby się ostatecznie w niej nie odnaleźć. Jednak w większej skali taka sytuacja może być groźna. Sama jaskinia zaskoczyła mnie nie tylko swoja wielkością, ale także naciekami oraz przebarwieniami, które miejscami w świetle latarek wyglądały jak ściany pokryte złotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jaskinia Urwista”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini doszliśmy również bez większych problemów. Jednakże nie udało się nam zlokalizować punktów pozwalających na swobodny zjazd do studni wlotowej. Nie czekając zacząłem poręczować trawersem licząc że „po drodze” uda się nam znaleźć jakiś punkt do zjazdu. Gdy już byłem na końcu trawersu przyczepiony do dwóch mocnych uch skalnych i gotowy do zjazdu, przywitała nas ekipa grotołazów z innego klubu. Natychmiast udało im się zlokalizować punkty, które uszły naszej uwadze. Nie chcąc robić niepotrzebnego tłoku na tak małej jaskini zdecydowaliśmy z Emilem, że odpuścimy. Godzina była już późna, a kolejkowanie się do zjazdu zajęłoby zbyt wiele czasu. Postanowiliśmy, że wrócimy sobie do tej jaskini w innym terminie. Może przy okazji Studniska. Wycofałem się z trawersu i wróciliśmy w stronę parkingu. W domu byliśmy chwile po godzinie 22.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2F3jaskinie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów. W niedzielę rano wybieram się na przebieżkę, auto zostawiam koło słynnej restauracji &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię inny, dłuższy wariant mojej  standardowek trasy. Po sobotnich burzach, szlak mokry i miejscami błoto. Ostatecznie wychodzi ponad 20 km, ok. 880 m przewyższenia w czasie 2h 35 min. Średnie tętno takie, że Buli by ze mną nie chciał gadać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Sądecki - spływ kajakowy Popradem|Henryk Tomanek, Justyna F., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol i Tomek Jaworski, Mirek (Jajco), Grzegorz Burek, Jan Kempny, Basia Borowiec, Tomek (os. tow), Kasia (os. tow.)|01 - 02 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływamy Popradem od Andrzejówki (poniżej Muszyny) do Starego Sącza z biwakiem na polu namiotowym w Piwnicznej. Rzeka bardzo ciekawa, nie można się nudzić. Spokojniejsze odcinki przeplatane z bystrzami. Sporo dużych głazów. Niektóre bystrza bardziej wymagające dla zwykłych kajaków dwuosobowych. Nie obyło się bez wywrotek. Nawet jedną kończymy akcją ratunkową, w której przydała się rzutka. Pogoda w pierwszy dzień zmienna (burze/deszcze) w drugi dzień generalnie przewaga słońca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowanie dla Justyny, za zorganizowanie całości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P s. Spłynąłem tą rzeką pierwszy raz w maju 1980 roku w zwykłym składaku. Było wtedy zimno i deszczowo. Składak jednak posiadał fartuch co na tej rzece nie jest bez znaczenia. Teraz często musieliśmy czerpać wodę z kajaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPoprad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zamarła Turnia; wspin drogą Motyki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie w Tatrach na 1 dzień to może trochę kiepski pomysł, ale nawet się udało. Wyjazd o 4:00, powrót o 23:00.&lt;br /&gt;
Mimo wczesnego wyjazdu, szybkiego dojazdu do Zakopanego i dobrego tempa przy dojściu pod ścianę, w drogę wbijamy się sporo po 13:00, z uwagi na długie kolejki. Drogę udaje się przejść na 4 wyciągi – pierwszy wyciąg przechodzimy w normalnych butach, bez wiązania się liną, a ostatnie 2 wyciągi łączymy w jeden, na co pozwoliła nam 70-metrowa lina. Nawet udaje się nie pogubić drogi, do czego mam niewątpliwy talent. Ze szczytu zjeżdżamy na pn stronę wprost na Orlą Perć i ze względu na późną już porę wracamy do domu, zahaczając jeszcze na uczczenie sukcesu, piwem w Murowańcu. Większość dnia pogoda ładna, choć popołudniu niebo się zachmurzyło i temperatura znacznie spadła, co bardziej pomagało we wspinaniu niż przeszkadzało. Opady dnia poprzedniego widać było na szczęście, tylko na krótkich odcinkach drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla desperatów skiturowych – ilość śniegu: w żlebie z Koziej do 5 Stawów ciągłość śniegu prawie do wysokości ok. 1800mnpm; a na północną stronę do Zmarzłego Stawu z kilkoma przerwami, czyli jak ktoś bardzo musi, to coś tam się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potwierdzam urodę samej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMotyka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia z Kominkiem (Studnia Inków)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, Maciek (KKS), Piotrek|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jedna z najgłębszych jaskiń Jury (-55), ostatnie odkrycie o jeszcze nie złych perspektywach. Pierwsza studnia niezbyt obszerna lecz następna o charakterze tatrzańskim (zjazd z przepinkami). Również fajne nacieki. W jaskini spotkaliśmy grupę eksploratorów z KKTJ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnizK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia, Marcin, Romek, Furek (KKTJ), Ania, Szymon, Bartek (KKS), |24 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie celem akcji miało być zaporęczowanie Śnieżnej pod przyszły trawers Litworowa-Śnieżna, ale okazało się, że inna ekipa miała okazję zrobić to wcześniej, w związku z czym, mając do dyspozycji przygotowaną jaskinię podjęto decyzję, że idziemy do Syfonu Dziadka. Pogoda syfiata, całą noc padało, a ja dodatkowo przez pomyłkę wziąłem dwa lewe gumiaki do jaskini. Do otworu wchodzimy przed 11. Po drodze mijamy mnóstwo wody. Pod kątem logistyki osiem osób to zdecydowanie za dużo na taki cel i akcja się przeciąga. Ostatecznie zawracamy dochodząc do okolic III wodospadu i marmitu. Po drodze Furek zmienia niektóre sznurki i robi pomiary Wielkiej Studni i Lodospadu. Na powierzchni jesteśmy wszyscy razem przed 22. W Katowicach jestem po 3 w nocy. Pomimo tego, że cel nie został osiągnięty, to wyszła całkiem syta akcja, szkoda tylko, że pogoda była taka brzydka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tenczynek - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |23 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy jedziemy do jaskini. Cel przemodelowanie Łamignatka i rozpoczęcie prac nad odgruzowaniem studzienki. Chociaż tego dnia obu nam się bardzo nie chce. Dość sprawnie pakujemy się do dziury. Jakoś dziś zaciski nie trzymają, wszystko idzie gładko. Pod Łamignatkiem odpalamy sprzęt. Udaje się przemodelować go tak, że wejście nie stanowi już &lt;br /&gt;
problemu. Wyciągamy kilka mniejszych want. Zaczynamy się rozprawiać z jedną z dwóch większych. Praca idzie bardzo sprawnie. W Łamignatku bardzo silny przewiew. Wychodzimy. Udało się zrobić bardzo dużo. Teraz tylko pozostaje się rozprawić z dużymi wantami i będzie można ruszyć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia Szpatowców|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek |22 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie zamieniło się w spontaniczny wyjazd, tym razem do Jaskini Studnia Szpatowcow. Wraz z Łukaszem wyjechaliśmy o 15:20 w kierunku Kroczyc.  Wyjazd był tak spontaniczny, że z planem i opisem zaznajomiłem się dopiero w samochodzie. Jaskinia jest dobrze oznakowana na mapie, więc z dojazdem i dojściem do jaskini nie było żadnego problemu. Około godziny 17 wiązałem już line do pobliskich drzew, które idealnie rosną na wprost otworu. Zjeżdżając pochylnia w dół znalazłem kotwę w stropie, do której postanowiłem zrobić przypinkę. Chwile później po mojej prawej stronie na ścianie zobaczyłem kolejne kotwy. Chwila zastanowienia czy to ma sens i decyzja - dobra robię kolejna przepinkę. Kolejne kilka metrów w dol i znowu kotwy w ścianie. Wtedy zrozumiałem, że tamta poprzednia była całkowicie niepotrzebna, zaś te punkty muszą posłużyć jako stanowisko do zjazdu na półkę między studniami. Cały czas starałem się zużywać jak najmniej liny nie będąc pewnym czy nam jej wystarczy. Poza tym na kursie wszyscy tłukli mi do głowy - oszczędzaj line. Łukasz, który tez już powoli się zbliżał do mnie zapewniał że liny wystarczy, bo on jej już używał w tej jaskini. Jednak na wszelki wypadek gdy ja czekałem na polce między studniami Lukasz zlikwidował ta jedna pośrednia przepinkę i odzyskawszy trochę liny. Ja w międzyczasie starałem się podziwiać widoki. Sama jaskinia jak na razie mnie nie oczarowała naciekami,ale przynajmniej na ścianach były widoczne resztki kalcytu, które w świetle latarki trochę wyglądały jak szlachetne kamienie. Stojąc na półce i czekając na Łukasza, dostrzegłem że obie studnie są obficie obite z każdej strony kotwami chemicznymi, zwykle po dwie. Gdy Lukasz dołączył do mnie ponownie ruszyłem do przodu, Na horyzoncie pojawiły się kolejne punkty, w stropie nad sama studnia - ponownie uznałem je za dobry pomysł do wykonania przepinki. Moja wyobraźnia podpowiada mi że bez przepinki u góry lina będzie tarła o skały. Jednak gdy już dotarłem nad sama studnie, gdzie znajdowały się już kotwy do ostatniego stanowiska do zjazdu, zrozumiałem że nie było to konieczne. Kolejny raz Lukasz podążając za mną zlikwidował przepinkę. Tym razem jednak nie odzyskaliśmy liny, bo przecież wszędzie juz mocno zaoszczędziliśmy, więc te dwa metry nic nie zmienia. Długo sie nie zastanawiając &amp;quot;popędziłem&amp;quot; powoli w dol studni i jakieś 1,5 metra może 2 metry przed dniem złapałem węzeł w prawą dłoń - zwiastujący koniec liny. Rozbawiony sytuacja chwile się zastanowiłem - i co teraz? Jeżdżę na rolce simple i nie bardzo miałem już miejsca na linie żeby zrobić nawet pół blokadę. Za węzłem było jeszcze trochę liny co umożliwiło mi podpięcie się do crolla, na którym swobodnie sobie zawisłem w celu opracowania dalszego planu działania. Rozejrzałem się wokoło, porobiłem zdjęcia, przez chwile pomyślałem, ze w sumie jakbym rozwiązał węzeł to &amp;quot;na oko&amp;quot; dałbym rade podpiąć się później przyrządami do podchodzenia. Ale czy warto? Zdecydowanie nie.  Po prostu czułem, że to niedobry pomysł. Później Łukasz przypomniał mi że jak wiszę to lina jest naciągnięta, więc jak tylko bym z niej &amp;quot;zeskoczył&amp;quot; to te 1,5 metra od dna mogłyby okazać się nawet 3 metrami - niby to wiedziałem, ale jakoś w tamtym momencie zupełnie o tym nie pomyślałem. To fajna lekcja realnych warunków jakie mogą się wydarzyć. Spokojnym tempem wycofaliśmy się z jaskini. Po chwili rozważań Lukasz uznał, ze poprzednim razem mieli jeszcze jedna line, dlatego tym razem tej nie wystarczyło. Generalnie to uznaje że jaskinia &amp;quot;zaliczona&amp;quot;, a nie postawienie nogi na dnie, akurat w tym wypadku nie oznacza ze czegoś nie widziałem. Informacyjnie mieliśmy line 70m, która nawet po usunięciu jedynej dłuższej przepinki byłaby tak na styk. Jaskinie opuściliśmy po godzinie ok 19:30. Wykorzystując jeszcze wczesna godzinę obejrzeliśmy wejście do jaskini Żabiej oraz zerknęliśmy na chwile do jaskini Sulmow, ktore odwiedzimy prawdopodobnie nastepnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzpatowcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia|Rysiek Widuch, kurs - &amp;lt;u&amp;gt;Michał&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz|18 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabieram się w końcu z dużym opóźnieniem do mojego pierwszego sprawozdania z kursowego wyjścia do jaskini Jaskini Kasprowej Wyżniej i Średniej dla niektórych było to pierwsze wyjście do jaskini w ogóle. &lt;br /&gt;
Akcja zaplanowana była na jeden dzień, z powodu zapowiadanych opadów deszczu nie wiadomo było czy wyjście da się przeprowadzić. W końcu zapada decyzja, jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyjeżdżamy punktualnie o 5,00. Droga do Zakopanego mija bezproblemowo, kwadrans po 7 meldujemy się na parkingu, dreptamy do Kuźnic i jesteśmy po chwili na szlaku. Gwarzymy po drodze,  okazuje się że Rysiek to skarbnica wiedzy o historii taternictwa jaskiniowego i tego się raczej spodziewaliśmy, ale że to po prostu serdeczny i sympatyczny facet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbijamy w lewo ze szlaku na Kasprowy Wierch i podchodzimy pod ściany Zawraciku Kasprowego ścieżka jest wyraźna więc po chwili jesteśmy na miejscu. Przebieramy się  w międzyczasie okazuje się że nie wszyscy zabrali ze sobą drugie śniadanie ale szczęśliwie  z głodu nikt nie umarł.   Jeszcze kawałek podchodzimy do pierwszego otworu i się zaczyna. Michał poręczuje  z pierwszego otworu  a ja z drugiego mijamy się na dole i wychodzimy po przeciwnych stronach. Teraz zjazd z urwiska do podstawy ściany, wysokość robi wrażenie. Zjeżdżam pierwszy mam podczepione wory z linami trochę mi się to majta co utrudnia płynność zjazdu ale po chwili jestem na dole. Po mnie zjeżdża Michał a Rysiek zamyka stawkę. Klarujemy linę i Michał zaczyna poręczować trawers do Kasprowej Średniej. Niespodziewanie pojawia się grupka turystów szukających wejścia do jaskini ale Rysiek spłoszył ich jak orzeł świstaka. Wchodzimy do Średniej przeciskamy się przez niski korytarz, Michał poręczuje zjazd do studni i jesteśmy na dnie, chwilę myszkujemy między skalnymi blokami , wciskamy się w szczelinę ale po chwili kończy się zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż trzeba wracać, Michał wychodzi pierwszy ja deporęczuje i ściągam linę.  W czasie przechodzenia przez wąski korytarz gaśnie mi czołówka, wyciągam zapasową i przeciskam się do wyjścia. Dalej już bez problemów.&lt;br /&gt;
O 14 jesteśmy pod ścianą w punkcie startu. Wracamy po piargach na stromym zboczu, daje nam to w kość , grunt trochę ucieka i łatwo zjechać. Z ulgą wychodzimy na szlak,  schodzimy do Kuźnic  jeszcze tylko powrót zakorkowaną drogą  do Rabki i jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Liczba kursantów na początku wyjścia i na końcu się zgadza więc wyjazd w zasadzie należy  zaliczyć do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaWS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowenia - Alpy Julijskie|Karolina, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|9 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Słowenie chciałam jechać już 10lat temu na Erasmusa, co ze względów formalnych niestety nie udało się, a do tej pory było jakoś nie po drodze. Próbujemy nadrobić zaległości na tym urlopie. Na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w schronisku Blejska koča – podejście z parkingu pół h, dla naszej trójki dogodnie. Z tego miejsca robimy 2 wycieczki - na Lipanski Vrh i Mali Draški Vrh. W obydwu przypadkach łapie nas deszcz, na drugi szczyt nie docieramy. Z tego pasma są piękne widoki na pobliski Triglav – ze względu na chmury podziwiamy szczyty tylko częściowo. Nasza bazą wypadową na resztę wyjazdu będzie kwatera w miejscowości Radovljica. W kolejne dni odwiedzamy:&lt;br /&gt;
* wąwóz Vintgar – piękne, choć bardzo turystyczne i drogie miejsce;&lt;br /&gt;
* Pokljuška soteska – znacznie mniej znany od poprzednika wąwóz, dziki, zakończony tzw. Galerią – drewnianą  półką na skale, którą przechodzi się na drugą stronę wąwozu, na ścieżkę pełną paproci - zdecydowanie polecamy;&lt;br /&gt;
* szczyt Šija (niedaleko Vogel);&lt;br /&gt;
* wąwóz Mostnica – nie tak widokowy jak Vintgar, za to głębszy i też robiący dobre wrażenie;&lt;br /&gt;
* szczyt Hahnkogel / Klek - wychodziliśmy z miejscowości Planina pod Golico; w trakcie tej wycieczki pierwszy raz zmyliły nas mapy.cz i na początku trochę błądziliśmy; na szczęście udało nam się dotrzeć na szczyt. A było warto! Widoki na Triglavski PN jedyne w swoim rodzaju;&lt;br /&gt;
* wodospad Peričnik; rezerwat Zelenci; Lago di Fusine po str.włoskiej – takie widokowe wycieczki na restowy dzień;&lt;br /&gt;
* Jaskinie Szkocjańskie – mniej popularne niż słoweńska J.Postojna, a jednak to te jaskinie są wpisane na Listę UNESCO. W jaskiniach tych znajduje się podziemny kanion rzeki Reka. Jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć będąc tam. Kto nie był, niech poogląda zdjęcia w internecie;&lt;br /&gt;
* Dolinę Rakov Škocjan – brakło nam czasu na J.Postojną, więc zaglądamy do tej dolinki. To niepozorne miejsce najpierw obserwujemy z góry, po czym znajdujemy ścieżkę w dnie doliny, którą można pospacerować wzdłuż rzeki rzeźbiącej różne formy, w tym mosty skalne. &lt;br /&gt;
Na luźniejsze chwile wybieramy się nad jezioro Bohinj – znajdujemy ładny brzeg, gdzie przy pięknych widokach można się popluskać i poobserować pływające ryby. Tydzień urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić ten kraj, zwłaszcza z kilkanaście kg ważącym łobuzem, który ma już swoje zdanie. Mimo tego i kapryśnej, nieco burzowej pogody kraj nas zachwycił. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. &lt;br /&gt;
PS – a my mężu z wyjazdu zapamiętamy dodatkowo złamanego lizaka i poszukiwanie figurek Psiego Patrolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto pojawi się w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dol. Wilczego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od czasu do czasu penetruję beskidzkie parowy i wąwozy (o ile tak je można nazwać). Tym razem sprawdziliśmy Wilczy Potok (odgałęzienie z doliny Leśnicy w jej górnym biegu). Ów potok płynie w głęboko wciętej dolince o stromych zboczach. Po trasie przewrócone drzewa i kilka skalnych prożków. Fajny, dziki zakątek. U góry przedzieramy się przez splątane knieje i wydostajemy się na szlak pod Smrekowcem (835). Przez Jaworzynę schodzimy jeszcze do wodospadu Wyrchmalinki i wracamy leśną dróżką wzdłuż górnego biegu Leśnicy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Le%C5%9Bnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GROT|Tomek Bzdęga, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łuakasz Piskorek|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny Nocek włączył się w pomoc przy przeprowadzeniu miejskiej gry terenowej organizowanej przez młodzież ze Stowarzyszenia Nereusza z Rudy Śląskiej. Pomagamy przy budowie i obsłudze punktów z wyzwaniami linowymi – w tym roku był to transport noszy na wysokości. Wielki szacunek za ogrom pracy włożonej ww przygotowanie całej gry należy się młodzieży ze stowarzyszenia, a naszym klubowiczom Tomkowi, Łukaszowi i Asia, którzy włączyli się w pomoc wielkie podziękowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Rax - Jaskinia Krampusschacht|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB), Karina (niezrzeszona)|16 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rax chyba wszyscy doskonale znają z pięknych dróg wspinaczkowych, ferat no i pod kątem jaskiniowym może jeszcze z jaskini lodowej. Jednak nie to jest celem naszego wyjazdu. Jedziemy sprawdzić jak to w regionie wygląda kwestia Krasu. W Rybniku spotykamy się około 10.00 szybki przepak do jednego samochodu i ruszamy w stronę czeskiej granicy. Przejazd idzie gładko, aż do momentu kiedy zaczynają się problemy z żarówką, co powoduje dwie nie planowane przerwy. Następnie trafiamy kilka korków, co sprawia, że na kamping docieramy dopiero około 17.00. Już wiadomo, że wspin tego dnia nie wypali... Rozbijamy więc namioty, rozdzielamy szpej na dzień następny i przystępujemy do porównania walorów smakowych napojów energetycznych na bazie chmielu produkcji czeskiej vs austryjackie oraz napojów owocowych z domieszką środków dezynfekujących :). W sobotę wstajemy zgodnie z planem o 6.00. Śniadanie pakujemy prowiant i hej przygodo. Dojeżdżamy do wylotu doliny, zabieramy plecaki i do góry. Naszym celem jest jaskinia Krampusschacht, ale po drodze chcemy sprawdzić jeszcze kilka otworów na, które mamy namiary oraz przeprowadzić rekonesans powierzchniowy. Im głębiej wchodzimy w dolinę tym jestem bardziej przekonany, że nie ma opcji - tu muszą być wielkie i głebokie jaskinie. Kras jest wszędzie! Wszędzie widać otwory (niektóre ewidentnie chodzone - prowadzą do nich wydeptane ścieżki). W końcu docieramy pod dolną stację kolejki towarowej zaopatrującej schronisko Habsburghaus na szczycie Grieskogel. Tu kończy się odcinek płasko. Teraz jeszcze chwilka w miarę łagodnego podejścia do końca leśnej drogi i zaczyna się... Prawie 1000 m przewyższenia szlakiem mniej więcej na styl Kobylażowego Żlebu, również miejscami ubezpieczonego stałą asekuracją. Po drodze sprawdzamy kilka otworów na  które mamy namiary - jednak nie znajdujemy nic godnego uwagi (tylko jeden otwór wymagał użycia liny). Za to znajdujemy oporęczowane dojście do do tej pory nie znanego nam otworu - jednak na ten moment nie wchodzimy tam. W końcu docieramy do schroniska. Tu chwila przerwy na klasycznego wursta. Karina zostaje w schronisku z instrukcjami jak postępować gdybyśmy nie dali znaku do określonej godziny alarmowej, a my ruszamy dalej do jaskini. Pod otwór prowadzi wyraźna ścieżka. Niestety tuż po opuszczeniu schroniska dopada nas całkiem solidna zlewa i grad. Po drodze mijamy mnóstwo potencjalnych problemów jaskiniowych. Te dobrze prosperujące oznaczamy. Spodziewamy się, że jaskinia to raczej mała dziurka - coś na wzór naszych jurajskich jaskiń. Widzieliśmy tylko jeden filmik, kilka zdjęć i znaleźliśmy informację, że jaskinia ma 450m długości i niecałe 100m głębokości. O jakie jest nasze zdziwienie gdy po godzinie docieramy pod otwór. Wlot do jaskini to olbrzymi lej krasowy. Jaskinia jest dobrze obita. Chłopaki zjeżdżają przodem ja na końcu. Zachowujemy duże odstępy gdyż jest krucho. Gdy jestem na przepince przy właściwym otworze krzyczy do mnie Dawid, że Bartek przekazał właśnie informację, że skończyła się pierwsza lina 50m i dowiązuje następną. Gdy bezpiecznie mogę zjeżdżać jakie jest moje zdziwienie, że nie jadę typową studnią tylko lodospadem. po kolejnej przepince dojeżdżam do chłopaków w miejscu, gdzie dwa lodospady się łączą, a pod jednym z nich leżą tony śniegu. Na dzień dobry dostaję informację, że jest kiepsko. Nie ma przejścia dalej. Bartek sprawdza wspinaczkowo drugi lodospad jednak nic tam nie znajduje. Ja zerkam w niewielki otwór w którym widać jakąś kontynuację. Niestety jest dość ciasno a przede wszystkim krucho. Płaty wapienia odrywają się od ścian nawet pod delikatnym dotykiem. W końcu Dawid dostrzega możliwość kontynuacji bokiem lodospadu. Dość szybko przekopujemy korek śnieżny i zerkamy co dalej. Jest lufa! Został nam ostatni odcinek liny. Pod lodem drugiego lodospadu dostrzegamy dwa spity. Kamieniem skuwamy lód. Niestety lód jest też w środku. Nie ma jak wkręcić plakietek. Wygląda na to,  że jesteśmy o dobry miesiąc (a może i lepiej za wcześnie). Postanawiamy wycofać się i wrócić tu jesienią, z nadzieją, że uda się przejść dalej. Wyjście idzie dość sprawnie. Na zewnątrz pogoda poprawiła się. Szybkie przebieranki, pakowanie. Postanawiamy wracać skrótem na azymut. Początkowo bardzo przyjemnie żlebami i polankami. Niestety po chwili przedzieramy się już przez gęste i wysokie kosówki, schodzimy kruchymi żlebami. Po drodze znajdujemy jeszcze dwa ciekawe problemy. Ostatecznie po 25 minutach docieramy do szlaku. Czyli jednak opłacało się. Przy szlaku czeka na nas już Karina. I wszyscy razem schodzimy do doliny drogą podejścia. Cała akcja poszła niezwykle sprawnie i udaje się dotrzeć na kamping przed zmrokiem. Następnego dnia postanawiamy nieco odespać. Co ostatecznie przekłada się na zwinięcie namiotów i spakowanie przed godziną 13.00. Nikt za bardzo nie ma już ochoty na jakieś poważniejsze aktywności. Pamiętając o korkach z piątku postanawiamy wracać. Po drodze jeszcze krótka przerwa w Czechach na smażony syr i hranulki. Teraz już tylko przejazd do Polski. W niedziele wieczorem meldujemy się w Rybniku, gdzie kończymy ten rekonesansowy wypad. Do Rax i Krampusschacht na pewno jeszcze w tym roku wrócimy. Na pewno weźmiemy więcej lin i wiecej sprzętu. Teraz wiemy jakie są realia tej jaskini. Widzimy też, że jest w ciągłej eksploracji (pod otworem znajdujemy beczkę z depozytem). Jaskinia i okolica ma na pewno olbrzymi potencjał jaskiniowy. Dosłownie trzeba uważać gdzie się stąpa bo otwory są niemal wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRax&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Stankowski (KKTJ)|17 06 2023}} &lt;br /&gt;
Przebieżka do Ptasiej Sali (w Nowych Partiach Bielskich). Czas w jaskini ok. 8h15m. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo, a na szlakach tylko pojedyncze osoby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - Jaskinie: Koralowa, Wszystkich Świętych, Studnia Zygmunta|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB)|11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miała być ciekawa akcja Tatrzańska, ale prognozowane burze i opady skutecznie nas zniechęciły. Ostatecznie jedziemy na akcję zdjęciowo / filmową w Góry Sokole. Na parkingu spotykamy się po godzinie 11.00 Jako pierwszy cel pada Koralowa. Odwiedzamy cały dół - do końca, zaglądamy w kominki i ciasne korytarzyki następnie wspinamy się na WAR i zjeżdżamy do MGG. Cały czas robimy dużo fot i filmików. Na koniec zaglądamy jeszcze w dolne odnogi, gdzie znajdujemy bardzo ciekawe naciekowo salki. &lt;br /&gt;
Wychodzimy. Chwila przerwy, posiłek i idziemy do jaskini Wszystkich Świętych. Szybki zjazd, następnie przez trawers na mostek Herberta i w dół (tym razem drugą stroną niż poprzednio) do salki Peny. Pstrykamy wiele fot, kręcimy filmy i wracamy. Bartek przechodzi przez BAKK do jaskini Olsztyńskiej. Niestety mnie skutecznie blokuje kombinezon i odpuszczam. Podobnie Dawid. Bartek wychodzi przez Jaskinię Olsztyńską, a My zwijamy liny, szpej i sprzęt foto i wychodzimy przez zlotówkę. W planach była jeszcze Urwista, ale stwierdzamy, że nie ma tam nic ciekawego. Zaglądamy za to do Studni Zygmunta. Wyjazd typowo rekreacyjno &lt;br /&gt;
towarzyski. Dużo zdjęć i filmików. No i stanowiliśmy niezłą atrakcję turystyczną dla licznych tego dnia turystów, którzy odwiedzili rezerwat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskiGS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Biała Dziupla|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Piotr Strzelecki|15 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie wykorzystaliśmy na drobną akcje jaskiniowa. O 14:30 wraz z Emilem wyjechaliśmy z Zabrza i na 16.00 byliśmy już na parkingu przy Łabajowej. Kilka chwil później zjawił się Piotrek z Estera i ich nowo narodzonym przyszłym grotołazem. &lt;br /&gt;
W czasie gdy Estera spacerowała z wózkiem po okolicy, nasza trójka wybrała się na poszukiwania otworu do jaskini Biała Dziupla. Chwile to trwało, bo w okolicy jest sporo podobnych skał. Na szczęście tylko jedna charakterystyczna z okrągłym otworem w ścianie skalnej zlokalizowanym kilkadziesiąt centymetrów od poziomu ziemi. Zwierzęca czaszka wisząca na pobliskim drzewie nie była przypadkowa. 😀&lt;br /&gt;
We trójkę na kolanach rozpoczęliśmy usuwanie kamieni i gałęzi ze sztucznie przysypanego otworu wejściowego. Gdy tylko udało się uzyskać wystarczający prześwit, Emil wslizgnal sie w zacisk wejściowy zabierając ze sobą wór z lina, ktora wczesniej przymocowałem do pobliskiego drzewa. W ślad za Emilem poszedłem ja i Piotrek. Jak się okazało oba zaciski na wejściu zacisk wcale nie są wąskie. Żwawo pełzając na plecach, byłem w stanie lewą dłonią ciągnąc wór, a prawa nagrywać siebie kamera GoPro. Mój uśmiech od ucha do ucha na nagraniu jest dowodem na to jak wielka frajdę mi to sprawilo. Gdy już wygramoliłem się z tych delikatnych przewezen dotarłem do większej sali, gdzie Piotrek i Emil już zaporeczowali linę do zjazdu. W tej sali zapiąłem się już szantem do liny bo zrobilo sie bardziej stromo, poza tym ściany pokryte mlekiem wapiennym zachęcały do robienia zdjęć, więc nie mogłem polegać tylko na samych nogach. Sprawnie zjechaliśmy na dno jaskini, po drodze pokonując jeszcze jedna przepinkę. Jaskinia jest dobrze okuta, użyliśmy jednej liny 60 m, która w zupełności wystarczyła od drzewa aż po dno jaskini. Droga powrotna również odbyła sie sprawnie. Przed godziną 19 byliśmy już na zewnątrz. Piotrek szybko się zebrał dołączając do Estery, tymczasem my z Emilem trochę się jeszcze kręciliśmy po okolicy. Nie udalo nam sie zlokalizowac jaskinii na Tomaszowkach, ale zwiedziliśmy Łabajowa zostawiając sobie zjazd na kolejna wyprawę w środku tygodnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LITWA: spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Kołodziej|08 - 11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłyśmy razem z Bożeną na spływie kajakowym na Litwie. Trasa: Zopsia (rzeka) jezioro Wiejsiejai, Jezdas,  Kapciamestis (Kopciowo), Volskai, Baltoj Ančia (rzeka Biała Hańcza) jezioro Ančia (Hańcza). Przepłynęliśmy ok.60 km, średnio 15 km/ dzień.  Okolica przepiękna, przyroda cudna i prawie brak turystów. I jeszcze pogoda dopisała. Polecam gorąco. P.s. w miasteczku(?) Kapciamestis jest grób, muzeum i pomnik Emilii Plater&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - skała Biblioteka|Ryszard Widuch, Asia i Łukasz Piskorek, kursanci:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz Pawlik; jeden pies|08 06 2023}} &lt;br /&gt;
Pierwszy kursowy wyjazd na skałki, a zarazem szkolenie z technik linowych. Choć wcześniejszcze prognozy mówiły o obfitych opadach deszczu, wszystko się wyklarowało - i przez całą akcję było bezchmurnie.&lt;br /&gt;
Zaczynamy z Asią i Łukaszem - od góry - poręczujemy liny. Po szybkim przypomnieniu przepinek, Rysiu Pokazuje nam podstawy ratowictwa - co chwilę później trenujemy na linie.&lt;br /&gt;
Przed nami (kursantami) jeszcze sporo nauki - ale wszystko idzie w dobrą stronę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLINEZJA FRANCUSKA: wypad na antypody|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|20 05 - 06 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu był głównie wypoczynek, lecz ostatecznie było każdego dnia dosyć aktywnie. Po przylocie na Tahiti jeszcze tego samego dnia płyniemy z Papeete promem na oddaloną ok 15 km dużo mniejszą wyspę Moorea. Tam spędzamy następne 4 dni, zwiedzając główne atrakcje, objeżdżamy wyspę wynajetym skuterem. Jednego dnia decydujemy się na próbę zdobycia szczytu Rotui (899 m n.p.m, deniwelacja 899 m). Niestety, upał ponad 40 stopni krzyżuje nasze plany. Podczas pierwszych 2 godzin podejścia wykorzystujemy prawie cały zapas wody (po ok 3,5 litra na osobę) a nawet nie dotarliśmy do połowy drogi na szczyt. Po drodze zaliczam dość groźny upadek z grani (zarwała sie pode mną ziemia, na szczęscie szlak pozostaje jako tako możliwy do pokonania dla innych).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Góry na Polinezji Francuskiej okazały się gorące, niedostepne, piekne i dzikie. Poruszanie sie po tych obszarach wymaga dobrego przygotowania, odpornosci na piekielne upały, mądrej logistyki. Jest to zupełnie inna przygoda niż wędrowanie i zdobywanie szczytów w umiarkowanych szerokościach geograficznych. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Innego dnia, idę na trekking na Coconut Pass, gdzie przedzieram się przez dżunglę zatartym szlakiem, ale docieram do celu i w nagrodę dostaję piękny widok na oba przeciwległe krańce wyspy. Po Moorei samolotem  udajemy się na inną wyspę archipelagu Wysp Towarzystwa - Raiatea. To dosć spora wyspa, lecz stosunkowo mało zaludnona i niezbyt oblegana przez turystów, co sprawia ze jest tam troche inna atmosfera, a jednocześnie jest ciekawie. Objeżdzamy wyspę dookoła i robimy kilka krótkich trekkingów do szandarowych miejsc na wyspie. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Taputapuatea - stanowiska archeologiczne i miejsca kultu Polinezyjczyków. Z Raiatei przenosimy się na pobliski atol Bora-Bora. Spędzamy tam tylko 2 dni, ale dochodzimy do wniosku, że można tam bardzo aktywnie spędzic czas. Wyspa reklamowana w katalogach biur podróży, jako miejsce luksusowych wakacji okazała się dla nas miejscami dzika, wcale nie przepełniona przemysłem turystycznym  i bardzo ciekawa przyrodniczo. Atol oferuje też wiele możliwosci uprawiania sportów. Ostatnich pare dni spędzamy na Tahiti, gdzie wypożyczamy samochód i zwiedzamy co się da, wliczając treking na Tahiti-Iti i bardzo ciekawe narodowe muzeum Polinezji Francuskiej w Puna Auia (Muzeum Tahiti i Wysp) w poblizu Papeete. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Zwiedzilismy tylko jeden z archipelagów Polinezji Francuskiej (Wyspy Towarzystwa), ale juz sam ten obszar wydał się nam niezwykle ciekawy, bogaty po d wzgledem geologicznym, ciekawy kulturowo i zachwycajacy pod wzgeldem roslinności mimo iz tylko stosunkowo niewielka cześć to roślinność endemiczna&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
Tradycją się stało, że wizytując teściów, podbiegam na najwyższy szczyt w okolicy, czyli Leskowiec. Tym razem bez śniegu i błota, co od razu było widać po wyniku, bo poprawiłem go o ponad 15 min. od ostatniego biegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainspirowani akcją naszych klubowych kolegów z przed kilku dni udajemy się do tej pięknej jaskini. Wszystko co napisał Daniel jest autentyczne. 14 m zjazdu i zaczarowany, podziemny świat. Również otoczenie jaskini jest wspaniałe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepsc-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Michał Przybycień, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Balcer&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Mateusz Golicz|03 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwsza wyprawa uczestników kursu na taternika jaskiniowego rocznik 2023/24 miała miejsce 3. czerwca 2023, a jej celem była Jaskinia Czarna. &lt;br /&gt;
Z czterech kursantów wybrał się Michał wraz z Mateuszem, pod okiem instruktora Mateusza i asyście Oli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjścia miały miejsce przed wykładem kursowym 3 dni wcześniej. &lt;br /&gt;
Celem wyjścia było odwiedzenie Partii Techuby oraz wyjście z jaskini otworem do którego prowadzą Partie III komina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowane wyjście z Kir było opóźnione tylko o 15 minut i było to jedyne odstępstwo od przyjętego planu akcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze Doliną Kościeliską kursanci byli przepytywani z ogólnej wiedzy o Tatrach oraz szkoleni przez Mateusza w topografii doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jaskini, do którego grupa dotarła bez problemu, doszło do spotkania z inną wyprawą klubową do Czarnej - Damiana oraz Łukasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie zjazdu z głównego otworu jak poręczowanie trawersu i zejścia z progu poniżej wejścia przypadło kursantowi Mateuszowi. &lt;br /&gt;
Następny trawers i przygotowanie wejścia do Techub przygotował Michał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Techubach kursanci samodzielnie prowadzili drogę do &amp;quot;Sali pod Głazem&amp;quot;, korzystając z opisu oraz planu odwiedzając po drodze &amp;quot;Syfon Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Jeziorko Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Salę Taty Winiarskiego&amp;quot; oraz &amp;quot;Salę pod białą płytą&amp;quot;. &lt;br /&gt;
Następnie Mateusz wraz z Olą prowadzili szkolenie z przemieszczania się różnymi technikami wewnątrz korytarzy. &lt;br /&gt;
Był też czas na wykład o tworzeniu się jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjściem z Techub, po około 4 godzinach akcji w jaskini grupa miała przerwę na jedzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga prowadziła w stronę głównego wejścia do jaskini, po drodze ściągaliśmy zaporęczowane przejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z umową, w przypadku dobrego czasu akcji, przejście przez Partie III komina poprowadził instruktor Mateusz. &lt;br /&gt;
Było to pierwsze wejście w te partie jaskini naszej czwórki. &lt;br /&gt;
Całość przejścia kończył 28 metrowy zjazd z drugiego otworu Czarnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem pod otworem jaskini dotarliśmy o godzinie 18:15, a cała akcja zakończyła się ściągnięciem liny ze zjazdu głównego otworu o godzinie 18:50.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z udanej akcji, pięknej pogody i małej ilości turystów w Tatrach, grupa wróciła do pensjonatu Willa Pisana o godzinie 20:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję zakończyliśmy kolacją w okolicznej gospodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Instruktor Mateusz wraz z Olą wybrali się na akcję do jeszcze jednej jaskini, &lt;br /&gt;
natomiast kursanci Mateusz i Michał wyszli na eksplorację Jaskini Mylnej, w której odwiedzili partie jaskini poza szlakiem turystycznym i wyszli z jaskini drugim otworem. &lt;br /&gt;
W drodze do samochodu przeszli także żółtym szlakiem przez Wąwóz Kraków przechodząc przez Smoczą Jamę. &lt;br /&gt;
O godzinie 14:00 wyruszyli oni w drogę do Katowic i zakończyli kursowy weekend w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: Damian uzupełnisz? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrowaliśmy partie pod Salą Łukową. Tym razem nie udało się znaleźć przejścia do Techub (na starość pamięć siada). Przed jaskinią spotkaliśmy ekipę Mateusz Golicza, który wybierał się do Techub (pewno będzie opis). W Tatrach cudowna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek + pies|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny atakujemy Rzędkowice. Jedziemy w tygodniu, po pracy, w nadziei, że będzie trochę mniej ludzi. Dojeżdżamy po godzinie  14 i okazuje się, że drogi na Turni Kursantów, na które mieliśmy chrapkę są obwieszone linami. Wybieramy nasz plan B i idziemy na Dziurawą Turnie. Strzał w dziesiątkę! Jest w cieniu, więc upał nam nie straszny i jest na uboczu więc nie martwimy się, że pies będzie kogoś zaczepiał. Po zrobieniu kilku dróg, przenosimy się na pustą już Turnie Kursantów i wspinamy kilka dróg. Skały po południu opustoszałe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak`|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zrobienia sobie prezentu na dzień dziecka wybraliśmy się z Emilem w czwartek na poszukiwanie jaskini nazwanej „przepaść”. Współrzędne nie do końca były pewne, wiec istniało pewne ryzyko ze będziemy błądzić po lesie w poszukiwaniu otworu lub nawet go w ogóle nie znajdziemy. O samej jaskini tez wiele nie wiedzieliśmy poza filmem na YouTube. Nic więcej nie da się znaleźć, bo jaskinia nie jest dostępna w rejestrach. Zabraliśmy ze sobą to co wydawało się nam niezbędne i o 14:30 wyjechaliśmy z Zabrza w kierunku wyżyny krakowsko częstochowskiej. Samochód zaparkowaliśmy najbliżej jak się dało - na jakiejś leśnej bocznej drodze. Było przed 16. Od samego początku zakładaliśmy ze poszukiwania otworu jaskini zajmą nam sporo czasu, a ponieważ było powyżej 25 stopni Celsjusza i pełne słońce, postanowiliśmy nie przebierać się i wpierw rozpocząć poszukiwania. Jak się jednak okazało współrzędne były bardzo trafne, a pod otworem byliśmy już po około 15 minutach.&lt;br /&gt;
Wróciliśmy do samochodu po ciuchy i sprzęt bez zwłoki zabrałem się za poreczowanie do zjazdu.&lt;br /&gt;
Układ drzew idealnie ułatwił przygotowanie stanowiska. Wjazd do jaskini ma charakter zapadliny do szczeliny skalnej, po jakichś 5 metrach zwęża się, a po obu stronach znajdują się przykręcone plakietki przygotowane pod przepinke w stanowisko Y.&lt;br /&gt;
Na cały zjazd powinna wystarczyć lina 30m. I co tu dalej pisać… zdjęcia nawet w połowie nie oddają piękna jaskini, trójwymiarowości i kolorystyki nacieków. Przez 2,5h chodziliśmy po piaszczystym dnie jaskini zachwycając się jej pięknem i robiąc setki zdjęć. Wszystkie formacje skalne i nacieki które widziałem tylko na zdjęciach tam właśnie były, rzeczywiste. Nawet już nie pamiętam ich nazw. Jaskinie przecina żyła kryształu, a na jej dnie można napotkać odłamki kryształu o rożnej wielkości. Przed 20 byliśmy już na powierzchni, w dalszym ciągu oszołomieni tym co widzieliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś zastanawia się po co chodzić po jaskiniach to właśnie tam znajdzie odpowiedz. Po prostu wow!&lt;br /&gt;
Następnego dnia i ja i Emil mieliśmy po kleszczu - poszukiwania jaskini w krótkich spodenkach to nie jest dobry pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepasc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Łukasz Mazurek, Adam (niez.) + pies|28 05 2023}} &lt;br /&gt;
Jedziemy w skały świadomi, że wybieramy dość popularny i oblegany rejon. Jednak mamy tam upatrzone skałki, z którymi chcemy się bliżej zapoznać. Na początek idziemy na skałę Zegarową. W międzyczasie dojeżdżają Adam i po nim Łukasz M. z drugą liną, dzięki czemu możemy się podzielić na dwa zespoły. Po zrobieniu kilku dróg postanawiamy zmienić klimat i przechodzimy na Turnię Kursantów, gdzie robimy jedną drogę (niejako w zastępstwie zajętych sąsiednich dróg, na jakie mieliśmy bardziej chrapkę). Zbliżała się pora wyjazdu (urodziny u rodziny), więc nie mieliśmy jak czekać na naszą kolej. Ci którym doskwierał niedosyt (ja i Adam) poszli zrobić jeszcze ostatnią drogę na sąsiedniej Zadniej Turni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice_wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kłodnicy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 10 innych osób|28 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W idealnej pogodzie przejechaliśmy rowerami dolinę Kłodnicy, na której stanowi ona południową granicę naszego miasta. Jest tu kilka niesamowicie pięknych zakątków do których prowadzą nikłe ścieżki. Rzeka na tym odcinku dość czysta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.6943249889022847&amp;amp;type=3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|26 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy wracamy do Tenczynka. Tym razem uzbrojeni w ciężki sprzęt. Tym razem z jednym worem i liną do jego wyciągania udajemy się pod otwór. Wiemy co nas czeka więc bez zbędnego gadania wchodzimy do dziury. Droga w dół idzie całkiem sprawnie, choć przed ostatnim zaciskiem poważnie się zastanawiam, czy aby na pewno chcę tam wchodzić. Jednak juz po chwili obaj stoimy w &amp;quot;Y&amp;quot;. Bartek wchodzi na przodek z ciężkim sprzętem, aby rozprawić się z ostatnią wantą blokującą nam dalszą drogę. Ja natomiast rozglądam się  po drugiej odnodze &amp;quot;Y&amp;quot; i znajduję kolejny potencjalny problem. W międzyczasie Bartkowi udaje się rozkruszyć wantę i udrożnić dalszą drogę. Niestety przed samą salką (a tak na prawdę studzienką) ze ściany wystają dwie wypustki, które skutecznie uniemożliwiają wejście nad studzienkę. udaje się je nieco przemodelować. Po kilku próbach wykonywanych na zmianę Bartek jako pierwszy przedostaje się nad studzienkę, a korytarzyk dostaje wdzięczną nazwę &amp;quot;Łamignatek&amp;quot; - oddający jego charakter. Udaje się zrzucić trochę luźnego materiału ze stropu nad studzienką (istnieje szansa, że ma ona &lt;br /&gt;
kontynuację w górę). Na pewno idzie w dół. Ile? Tego jeszcze nie wiemy. Trzeba usunąć kilka małych want. Niestety to już nie podczas tego wyjazdu. Pakujemy sprzęt i do góry. Pierwszy idzie Bartek. Następnie wór który klinuje się co chwilę więc muszę iść bezpośrednio za nim i bez przerwy go odklinowywać. Wyjście nie idzie nam dobrze. Obaj walczymy w zaciskach jak nigdy. Jest ślisko i nie ma się jak wygodnie zaprzeć. Po drodze Bartek wśród leżących kamieni znajduje kilka ciekawych amonitów. &lt;br /&gt;
Następny wyjazd powinien przynieść kolejne metry i bez wątpienia pogłębimy jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wszystkich Świętych i System Jaskiń Olsztyńskich |&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|25 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
25 Maja w czwartek po pracy wybraliśmy się wraz z Łukaszem do Jaskini Wszystkich Świętych z zamiarem przejścia przez cały system Jaskiń Olsztyńskich. O godzinie 16:20 dojechaliśmy na parking Sokole Góry, gdzie przebraliśmy się w kombinezony i wraz z niezbędnym sprzętem jaskiniowym wyruszyliśmy pod otwór. Na miejsce dostaliśmy bez większych problemów. Po pierwsze dlatego, że jaskinia jest dobrze oznaczona na mapie, a po drugie dlatego ze nieopodal znajduje się otwór jaskini Koralowej, w której miałem okazje być na „rozgrzewce przed prawdziwymi jaskiniami” – tak to mniej więcej wtedy powiedział Mateusz. Samo miejsce zapamiętałem tez bardzo dobrze, bo skręciłem sobie wtedy kolano. Była godzina 17:00, a my staliśmy gotowi pod otworem. Poręczowaniem studni wejściowej zajął się Lukasz, po drodze była tylko jedna przepinka, więc zjazd poszedł ekspresowo. Był czas na zdjęcia i konstruktywna krytykę kiepskich opisów jaskiń jurajskich. Na zjazd zużyliśmy cala linę 20m. Będąc na dnie Studni Warszawskiej poszliśmy w lewo w kierunku Mostu Herberta. Zgodnie z opisem przejście do mostu odbywa się trawersem. Pierwsza kotwa znajduje się tuz przez wąskim przesmykiem, zaraz za którym znajduje się studnia. Wciśnięty w zacisk w dość niewygodnej pozycji, z nogami zwisającymi do studni próbowałem rozpracować najbezpieczniejszy sposób dostania się do kolejnego punktu trawersu, który chociaż był w zasięgu wzroku to jednak oddalony o jakieś 3 metry. Niby nic takiego, bo szata naciekowa idealna do wspinania, ale ja leżałem w poziomie nogami do przodu, więc, żeby mieć swobodne ręce musiałem wyjść całkiem w stronę studni. Po lewej ortogonalnie stronie tuz przy krawędzi znajduje się idealna formacja skalna do zaczepienia taśmy, a w moim worze zupełnym nie przypadkiem znajdowała się taśma idealnej długości, której jeszcze nie oddałem Ryśkowi z poprzedniej wyprawy (spokojnie oddam 😊). Raz dwa i zrobiłem sobie dodatkowy punkt, na którym swobodnie sobie zawisłem planując dalsze ruchy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się ze wejście w szczelinę głowa do przodu, a nie tyłem, dałoby mi więcej swobody ruchu i nie byłoby potrzeby robienia tego dodatkowego punktu. Po drodze na trawersie były jeszcze dwa punkty, ale bez problemu sobie z nimi poradziliśmy. W tej części jaskini droga jest tylko jedna, więc zaraz później zaporęczowałem zjazd w ostatniej studni aż do Sali Peny. Na dole zrobiliśmy kilka ciekawych zdjęć, bo nacieki na ścianach były bardzo fotogeniczne. Wtedy tez zwróciłem uwagę ze lewa cześć Sali Peny jest tak naprawdę dnem studni pod trawersem, który przechodziliśmy. Wiec teraz nazwa most, nabrała sensu. Sama sala nie jest duża, więc po chwili zebraliśmy się w drogę powrotna. Sprawnie wróciliśmy na dno Studni Warszawskiej z zamiarem przejścia do jaskini Olsztynskiej poprzez BAKK. Wiedzieliśmy ze będziemy się przeciskać, więc ściągnęliśmy z siebie cały sprzęt, wraz z uprzężą. Nie za wiele się zastanawiając na ochotnika próbowałem wcisnąć się w najbardziej oczywisty zacisk jaki widziałem po prawej stronie i za namowa Łukasza wpierw wciskałem nogi, a przynajmniej próbowałem. Niewiele czasu potrzebowałem by powiedzieć ze moje nogi tak się nie wygna. Rzeczywiście wyczuwałem ze zacisk mocno skręca w lewo i nie uśmiechało mi się brnąc dalej w tym kierunku. Zaproponowałem Łukaszowi, że jak on się wciśnie to ja pójdę za nim. Wiec zamieniliśmy się rolami i Lukasz chwile później tez poległ w tej samej pozycji.  Zniechęceni wzięliśmy plan jaskini do ręki i jak tylko odczytaliśmy z niego, że są też dwie ślepe szczeliny zaczęliśmy się rozglądać w około i w mgnieniu oka znaleźliśmy dużo przyjemniejsza szczelina skalna, tym razem bardziej pionowa niż pozioma. Ponownie bez zastanowienia zanurkowałem w nią bokiem i nogami do przodu. Jak już byłem w środku tej małej komory to zrozumiałem, że to była ta ślepa droga. Wyjęcie było już odrobinę mniej przyjemne, ale dla kogoś moich wymiarów obyło się bez problemów. Ponownie otworzyliśmy plan i szukaliśmy innego przejścia. Jednak wszystko wskazywało, że nasz pierwszy wybór był tym prawidłowym. Ponowiłem próbę tym razem na brzuchu i głowa do przodu. W ten sposób chciałem sobie przynajmniej zobaczyć czy ten tunel prowadzi gdzieś, czy też się kończy. To był strzał w dziesiątkę, potwierdziłem nie tylko, że to jest prawidłowa droga, ale również to ze nie chce nią iść. Pal licho ze szczelina jest bardzo wąska, bo to nie problem dla mnie. Ale to za pierwszym zakrętem w lewo znajdował się zakręt w prawo, a za nim już nic nie było widać, budziło mój nieukrywany niepokój. Oznajmiłem moje obawy Łukaszowi i ponownie zaproponowałem, że jak on przyjdzie i powie, że tam na końcu rzeczywiście jest sala, to pójdę bez wahania. Po kilku próbach Lukasz również się poddał. Wpadliśmy jednak na pomysł że zaatakujemy ten zacisk od drugiej strony. Ponownie ubraliśmy uprząż i opuściliśmy jaskinie Wszystkich Świętych, spakowaliśmy liny do worów i powierzchnia przeszliśmy do Jaskini Olsztyńskiej. Ponownie bez uprzęży w samych kombinezonach zaatakowaliśmy zaciski biegnące w stronę BAKKu, tym razem od jaskini Olsztyńskiej. W pozycji czołgającej się dżdżownicy przemierzaliśmy zaciski, które były dużo obszerniejsze, miejscami wielkości warszawskich kawalerek na wynajem. Spokojnie mogłem manewrować rękami a miejscami nawet odwrócić się. Ostatnia sala już za BAKK, a przed tym naszym nieszczęsnym zaciskiem okazała się bardzo ładna, zrobiłem tam sporo zdjęć i kilka filmów. Bez namysłu wcisnąłem się dalej w ten nieszczęsny zacisk i udało się, jakoś czołgając się od tej strony wydawał się znacznie łatwiejszy. Może też świadomość tego, że już wiem co jest po drugiej stronie, spowodowała że zacisk został pokonany. Lukasz nie chcąc pozostawać w tyle również pokonał zacisk. Z poczuciem w pełni zwiedzonej jaskini wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWszSw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Jeseniki - Bikepacking. Wokół Pradziada|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 - 21 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co poszło tak lub nie tak w Jesenikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeseniki idealna miejscówka na wyprawę rowerową. Odległość z domu to 140 km około 2 godziny i prawie całość autostradą. Startuje z miejscowości Zlate Hory w kierunku wodnej elektrowni Dlouhe strane. Pierwsze kilometry z 99 przejechałem asfaltem potem były wspaniałe leśne szutry. Objerzdzając Pradziada kończę dzień w luksusowej darmowej chatce górskiej. Czesi  zbudowali tą chatkę z rozmachem nie bawią się w drobne brak tylko klimatyzacji. Następnego dnia załapuje się na single track w Kouty nad Desnou, brakuje trochę rozmachu jak w BB, ale i tak zjazd fajny. Kolejne kilometry to nie kończące się podjazdy a że nóżka zapodała to po południu melduje się pod autem. 71 km kolarstwa romantycznego szybko się kończy i o godzinie 18 jestem w domu. Całość trasy wyniosła 170 km. W dwa dni 3750m podjazdów, kręcenia młynków i wypychów ;). Rejon ma ogromny potencjał, można eksplorować dowoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i co z tymi Jesenikami? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacyjnie wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Sprzęt dopicowany (sprawdzony), jedzenie wyliczone, kartusz z gazem zważony, miejscówka na nocleg - genialna, pogoda ideał nawet wiatr miał być w plecy, godziny poświęcone na GPX, ślad wgrany do telefonu, sprzęt odlekczony. Jedna rzecz do poprawki. H2O, dwa litry w bidonach to za mało na dwa dni (no nie ma siły braknie). W sobotę na noclegu ratowałem się źródełkiem. Ale niedziela to tak jak u nas potraviny zaverno. Dopiero przed Jesenikami benzínka z Kofolą pomagają dojechać do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPradziad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Konrad (TKG VERTICAL)|21 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym niedzielnym rankiem wybieramy się do jaskini - w wyższych partiach Tatr wciąż warunki mocno zimowe, a więc pada na Jurę. Spotykamy się w Rodakach i idziemy do jaskini Rysiej, powalczyć z ciasnotami. Wlotówkę poręczuje Łukasz. Dość sprawnie docieramy na dół. Najpierw idziemy zwiedzić Partie Kominkowe. Później powrót i po chwili meldujemy się w Katedrze. Następnie idziemy do Salki Pod Blokiem i dalej do Prasy. Konrad sprawnie wspina prasę i Poręczuje drugą studnię. Gdy jesteśmy na &lt;br /&gt;
dole najpierw udajemy się do Szczeliny Naj, następnie dołem udajemy się do Mlecznego Korytarza. Wracamy na prożek zwijamy linę i dalej w górę  Drugiej studni. Po chwili jesteśmy nad prasą. Zakładamy zjazazd i dalej wracamy znaną nam już drogą. Na I szą studnię jako pierwszy wchodzi Konrad - który stacza nierówną walkę z Zaciskiem wlotowym i spadającymi stopkami (oj jak ja dobrze znam ten ból z mojego poprzedniego wyjścia do tej jaskini). Gdy Konrad pokonuje zacisk ruszam za nim zciągając za &lt;br /&gt;
sobą  linę. Tym razem zacisk przechodzę bez żadnego bulu. Cała akcja zajmuje nam 5h. I nie ukrywamy, że jurajskie ciasnoty dały nam w kość. Teraz tylko wyczyścić kombinezony i szpej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bochnia/Nowy Wiśnicz - spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|Jerzy Ganszer (SBB) + 27 osób z SBB i innych klubów, z RKG - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach spotkania m. in. zwiedziliśmy bardzo ciekawą kopalnię soli w Bochni a później miłe spotkanie w fajnym miejscu za Nowym Wiśniczem. Szersza relacja na stronie SBB: https://speleobielsko.pl/sprawozdania/item/5874-2023-05-20-21-xxxiii-wyjazd-dla-weteranow-taternictwa-jaskiniowego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ryczów - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (niez.) + pies|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd na wspin - dla części pierwszy w tym sezonie, dla częśći pierwszy w ogóle :) Jeszcze kilka minut przed przyjazdem Adama, ciągle zastanawiamy się, gdzie jechać w skały. Szukamy miejsca z drogami mało obleganymi, tak żeby można mieć oko na psa i nie martwić się, że komuś będzie przeszkadzał i żeby Adam bez skrępowania mógł zrobić swoje pierwsze skałkowe drogi. Decydujemy się na Straszykowe Skały. Przez cały dzień robimy różne drogi na skale Weselnej i Skrzyni, w międzyczasie ćwicząc różne techniki linowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStraszykoweSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Mł. Stożek|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieganie po górach traktuję czasem jako trening kondycyjny a nie zajęcie samo w sobie. Będąc w Dziechcince na imprezie badmintonistów wykorzystuję okazję do marszobiegu na niedaleki Mł. Stożek (837). Razem z Teresą wybieramy się na wieczorną, intensywną wycieczkę. Zawsze przy okazji takich &amp;quot;biegów&amp;quot; nasuwają mi się następujące uwagi: podbieg po bardziej stromym terenie jest zupełnie nieekonomiczny. Efekt niewspółmierny do wysiłku. Lepiej szybko podchodzić płaskim krokiem. Wykorzystywać do biegu należy odcinki w miarę płaskie lub o nie wielkim nachyleniu. Na &amp;quot;odrabianie&amp;quot; dystansu przy zbieganiu na pewno należy wykorzystać bardziej połogie zbocza. Na stromych strasznie cierpią kolana. Wg mnie lepiej szybko schodzić bo też trzeba zważać na kamienie a o kontuzję nie trudno. Tak czy tak wysiłek jest gigantyczny i dobrze, że nie muszę startować w zawodach tego typu. Zrobiliśmy 12 km i 400 m przewyższenia. Czas ok 1,5 h lecz czekając na Teresę (nie miała odpowiednich butów) truchtałem w miejscu lub się cofałem by zachować rytm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/MlStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MALTA: wspin i mtb|Paweł, Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 18 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Archipelag Malty leży niemal w środku Morza Śródziemnego i jest najdalej na południe wysuniętym państwem Europy. W jego skład wchodzi kilka większych wysp, w tym Malta i Gozo są największe. Zwłaszcza ta druga wyspa jest bardzo ciekawa ze względu na jej walory krajobrazowe ale także zabytki i ogólnie charakter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie krótkiego wypadu do tego kraju wstrzeliliśmy się w znakomitą pogodę i zrealizowaliśmy postawione cele. W pierwszy dzień rowerami górskimi z wypożyczalni z Marsalfoln (nawet mają tam dobre rowery górskie) przejechaliśmy wyspę Gozo. Obrany przez nas trakt był niesamowicie atrakcyjny. Wiódł przez skamieniałe plaże, po wysokich, urwistych klifach, przez ospałe mieścinki pełne zabytkowych budowli, opuncjowe pola i obok klifowych jaskiń. Szlak miejscami trudny technicznie z fajnymi downhillami po kamienistych zboczach oraz stromymi podjazdami. Mało asfaltu a jak już to mało uczęszczanymi drogami. 36 km i 800 m przewyższenia zajmuje nam ponad pół dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień przenieśliśmy się na południe Malty (&amp;quot;bazę&amp;quot; mieliśmy w Bugriba) do wąwozu w pobliżu Blue Grotto. Tu jest sporo obitych jedno wyciągowych dróg wspinaczkowych. Robimy 5 dróg z zakresu 5a do 5c. Paweł po półrocznej rehabilitacji (złamana noga na ściance wspinaczkowej)bardzo fajnie wszedł w wspin prowadząc wszystkie drogi. Skała dość chropowata, drogi długie. Bardzo fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz tego w wolnych chwilach spenetrowaliśmy tajemnicze katakumby w pobliżu naszej kwatery. Ani jednej zmarnowanej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Malta &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1keBbe2fn0C3PZXk8XkyXbv8mSvyjj66X/view?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 47-lecia klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Barbara Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek, Ania, Agnieszka, Piotr, Tomek, Artur (wszyscy z dziećmi i żonami), Wojtek Orszulik z żoną i dzieckiem, Łukasz Mazurek, Bartek (SBB), Damian i Teresa Szołtysik z synami, oraz sporo znajomych |12 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy do Piaseczna przyjechał z Klubu RKG NOCEK Łukasz Mazurek z kolegą Bartkiem z SBB. Następni byliśmy my, tzn. Basia i Tadek. Chłopaki na nas z niecierpliwością czekali, żeby iść do jaskini Wielkanocnej i Piaskowej/Bluszczowej. Gdy oni penetrowani podziemnie czeluście, na powierzchni zjeżdżała się ekipa z RODU SZMATŁOCHÓW I PRZYJACIELE. Gdy namioty już stały wokół ogniska zaczęła się zbierać brać świętująca 47 rok powstania naszego klubu. Wybrzmiewały pieśni powstałe kiedyś w naszym klubie, które tylko Tadek pamięta i inne ogniskowe piosenki śpiewane przez wszystkich, którzy je znali i same nasuwały się na usta. Były wspomnienia niesamowitych w naszym klubie przejść jaskiniowych, których do teraz jeszcze nikt nie powtórzył w naszym klubie. Przeglądanie zdjęć i biuletynów wydawanych niegdyś w klubie. Kiedyś się ludziom chciało spotykać w realu i coś wspólnie tworzyć. W końcu przed północą dotarła Agnieszka z rodzinką, która stała w korku około 5 godzin bo był śmiertelny wypadek. Policja w naszym kraju jest tak bezsilna i tępa, że nie mogła pomyśleć w jaki sposób rozwiązać ten niekończący się korek, który uwięził tysiące aut. Agnieszka wziąwszy na ręce płaczącą w wniebogłosy Tosię poszła na spacer wzdłuż autostrady,  zobaczyła bramę, spróbowała ją otworzyć i udało się, weszła do auta i korytarzem życia wycofała się do bramy i wyjechała. Co odważniejsi i zdesperowani kierowcy ruszyli za nią. Teraz już byliśmy w komplecie. Mogliśmy się razem cieszyć przy ognisku. Gdy robiło się już bardzo chłodno, to powoli ludzie zaczęli się chować do swoich śpiworków. Rano pierwsi wstali Łukasz i Baratek, których przywitał i pożegnał Adaś. Chłopaki jechali na szkolenie kartowania jaskiń. Po siadaniu zaczęli jeszcze dojeżdżać Wojtek Orszulik z rodzinką i przyjaciele z Łodzi i z Rudy Sląskiej, którzy byli w tamtym roku. Tadek zorganizował dzieciom zawody różnego rodzaju, za które w nagrodę dostawali słodycze. Zabawa była bardzo energiczna i wesoła. Po obiedzie była niespodzianka -  tyrolka z drzewa najpierw było wahanie się, czy zjechać ale potem zabawy nie było końca, aż starsi byli wyczerpani. Usiedliśmy do ogniska. Dziś ognisko już się pięknie paliło bo było dużo żaru i dawało więcej ciepła. Na kolacyjkę były kiełbaski i kartofle z ogniska, mięsa i szaszłyki z grilla, każdy robił to na co miał ochotę. Śpiewy, toasty i opowieści. Koło 3 nad ranem ostatni poszli spać. Rano pierwsze wstały oczywiście dzieci i reszta. Po śniadaniu i kawie, koło południa przyjechali Eska i Damian, następny delegat z Nocka. Udaliśmy się w pobliskie skałki żeby zrobić małe dziecięce zawody wspinaczkowe. I rozciąganie kości starszym ochotnikom. Oczywiście nie mogło obyć się bez LOŻY SZYDERCÓW I EKSPERTÓW OD WSPINACZKI. Po wyczerpującym wysiłku udaliśmy się na zasłużony posiłek i pakowanie. Po udanym spedzeniu w dobrej atmosferze czasu razem zakończyło się 47 spotkanie świętujące powstanie 13 maja w piątek klubu RKG NOCEK.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/47lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy uczestnikom za przybycie i zorganizowanie sobie czasu, żeby razem świętować i dobrze spędzić czas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z podstaw kartowania - Łutowiec|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel + około 30 &lt;br /&gt;
członków innych klubów z całej Polski |13 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano spotykamy się w Łutowcu. Najpierw teoretyczne wdrożenie w temat kartowania, następnie jedziemy w teren. Dzień pierwszy to kartowanie po staremu na kartce. Wracamy z terenu, jemy obiad i kolejne zajęcia teoretyczne. Tym razem wyznaczamy ciąg na podstawie istniejących przekrojów i planów oraz zapoznajemy się z oprogramowaniem AVEN. Następnie ognisko i długie o jaskiniach rozmowy. W niedzielę po śniadaniu znowu zaczynamy od omówienia naszych wypocin z dnia poprzedniego. Następnie ćwiczymy rysowanie w programie Inkscape. Na koniec to na co wszyscy czekali. Zapoznajemy się z urządzeniami DistoX &lt;br /&gt;
oraz oprogramowaniem Quave. Po wtajemniczeniu udajemy się ponownie w teren, aby sprawdzić jak to wszystko działa w praktyce. Po powrocie jeszcze wspólny obiad i nie pozostało nic innego jak wrócić do domu oraz ćwiczyć i utrwalać nabytą wiedzę przekazaną przez Jacka, Mateusza, Paulinę i Olę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem (eksploracja)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |06 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę udajemy się do Tenczynka z zamiarem (mamy nadzieję) ostatecznego rozprawienia się z jaskini Pod Wiszącym Korzeniem. Dojeżdżamy w ulewie. Już na dojściu do jaskini jesteśmy przemoczeni. Szybko wchodzimy do środka. Jakoś dawno nie byliśmy w tej dziurze... Wszystko wygląda dość obco. Jakoś ciasno i klaustrofobicznie. Po wlotowej pochylni i pierwszym trawersie Bartek ma wątpliwości czy nie zasypało &amp;quot;magazynu&amp;quot; - pierwszej salki po drodze. Zmieniamy się na prowadzeniu bo jak dla mnie wszystko wygląda dobrze - i tak rzeczywiście jest - wszystko na miejscu. Następnie wstawiam się w pierwszy zacisk - &amp;quot;Eliminator&amp;quot;. No chyba przytyłem... Jednak już po chwili okazuje się, że po prostu zapomniałem jak się w nim trzeba ułożyć. Zacisk puszcza. Teraz pochylnią na dół i czekam na Bartka  w salce pod zaciskiem. Teraz kolejny zacisk - jeszcze ciaśniejszy. Znowu jakoś nie chce puścić... Po kilku minutach walki przypominam sobie sekwencję pokonania go i jestem już na ostatniej stromej pochylni i po chwili na dole przy &amp;quot;Y&amp;quot; - to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Za chwilę dociera Bartek. Wyciągamy kilka większych kamieni, wybieramy kilkadziesiąt centymetrów namuliska i ciągle nic. Kiedy już mamy odpuścić i wychodzić uznając temat za zamknięty, zauważam, że za szczeliną, którą dotąd totalnie lekceważyliśmy i uznaliśmy za niedostępną otwiera się niewielka salka, a na końcu szczeliny ułożenie luźnych want zasłania przejście gdzieś w dół. Aby tam się dostać trzeba wyciągnąć poklinowane w szczelinie wanty. Udaje się wyciągnąć prawie wszystkie - oprócz jednej. Niestety - nie damy rady jej ruszyć bez narzędzi, których akurat nie zabraliśmy. Odgruzowujemy również strop z luźnego materiału. Najważniejsze, że jest perspektywa na dalszą eksplorację. Jest też delikatny przewiew - a to zazwyczaj dobra wróżba. Wychodzimy. To była droga przez mękę. Po pierwsze było wyjątkowo mokro i ślisko, a więc podchodzenie pochylniami i wybijanie się z nich przez zaciski przysparza nam dość sporo trudności. Dodatkowo (do tej pory nie wiemy co nas skusiło) zeszliśmy na dół z dwoma worami. Teraz już wiemy dla czego nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. A więc najpierw Bartek przechodzi pierwszą pochylnię, zostawiając w połowie wory. Sam przechodzi zacisk. Następnie ja podchodzę , podaje wory i sam przechodzę zacisk, walcząc z zaczepiającym się kombinezonem. Teraz kolejna pochylnia najpierw jeden wór, później Bartek następnie drugi wór i ja. teraz ostatni korytarz z pochylnią i jesteśmy na zewnątrz. Patrzymy się na siebie i obaj stwierdzamy zgodnie,  że tak oblepieni gliną z tej jaskini jeszcze nigdy nie wyszliśmy. Sama jaskinia oparta na szczelinach. Z nacieków jedynie śladowe ilości mleka wapiennego. W jaskini dość dużo skamielin amonitów i innych żyjątek. Szybka przekąska i robimy jeszcze akcję powierzchniową, chcąc sprawdzić kilka potencjalnych miejsc o których wiedzieliśmy wcześniej. Typujemy też jedno nowe miejsce. Któremu zdecydowanie trzeba będzie się przyjrzeć dokładniej. Na koniec odwiedzamy lokalną plebanię, gdzie korzystamy z gościnności zaprzyjaźnionego księdza proboszcza, myjemy się. Zostajemy również poczęstowani kawą i domowym ciastem. Teraz tylko powrót i czyszczenie kombinezonów do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTenczynek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląsko-Morawski - Smrk|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
Udało nam się wyrwać z domu. Za cel wybraliśmy szczyt Smrk na przeciw Łysej Góry. Podejście dość mozolne (ponad 900 m przewyższenia), szczególnie z Karolcią na plecach ;) Wycieczka udana, Karola zadowolona. Na szczycie miłym zaskoczeniem był leśny &amp;quot;barek&amp;quot;, ale ze względu na brak koron nikt z nas nie skorzystał, co nam wyszło tylko na zdrowie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ojcowski Park Narodowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba najciekawsza piesza przechadzka w OPN. Z Czajowic do dol. Prądnika. Następnie do jaskini Ciemnej (zwiedzamy turystycznie) i dalej nad urwiskami doliny do jaskini Puchacz (skalne schronisko). Następnie znów do doliny i przez Bramę Krakowską do Czajowic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/OPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BORNHOLM - piechotą wzdłuż wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Emilia, Felicja i pies Kawa|30 04 - 04 05 2023}}&lt;br /&gt;
W niedzielę z Rønne przemieszczamy się pieszo pod Muleby. W poniedziałek podjazd autobusem do Hasle i idziemy dalej piechotą po klifach aż do Hammerhus i małego portu Hammerhavn. Następnego dnia zwiedzamy Hammeren Fyr i schodzimy do Sandvig. Dalej autobus do Dondal, zwiedzanie wodospadów i dalsza wędrówka piechotą w pobliże Gudhjem. W środę kręcimy się pod Gudhjem i przejeżdżamy autobusem do Arnager, czyli na drugi koniec wyspy, po czym w czwartek wracamy do domu. Nocowaliśmy w schronach i nie spotykaliśmy w nich nikogo. Wieczorami odpalaliśmy ogniska i na koniec dnia jedliśmy raz z grilla, a raz kiełbaski z patyka. Pogoda super - bardzo słonecznie - może tylko nocami trochę zimno (... pies po wyłączeniu czołówek zakradał się do śpiwora i nie mieliśmy serca go wyganiać). Z kącika statystyk, w sumie przebyliśmy 38,8 km piechotą, oczywiście z bagażem na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole, Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia + 2 os. tow|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Majówka pod znakiem tradowego wspinania. Pierwszego dnia wspinamy się sportowo żeby przypomnieć sobie jak to się wspinało w granicie, później już tylko na tradzie. Udaje się zrobić kilka tradowych klasyków:&lt;br /&gt;
Sokolik Duży – Filar Gorayskiego V+, Sokolik Duży – droga Wojnarowicza IV+, Sokolik Mały – Kroczek V, Sukiennice – Filar Kęsickiego V+, Biblioteka – Droga Freusa V, Biblioteka -Lista dłużników V+, Biblioteka – Karta stałego klienta IV+&lt;br /&gt;
Jastrzębia Turnia – Jastrzębia grań IV, Rylec – Rysa południowa wprost IV+, ...i pewnie jeszcze kilka, ale nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sokolikach tłumy wspinaczy i turystów więc jeśli ktoś chce powspinać się w ciszy i spokoju to polecam Rudawy, jednak należy pamiętać, że w Rudawach nie ma promocyjnej cyfry ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwaga!!! W Janowicach Wielkich grasuje złodziej i okrada auta parkujące na parkingach leśnych. Podczas majówki zostało okradzionych i zniszczonych kilka samochodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FGSRJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowe ostatki. Miałem wstać o 3 ( i nawet udało się obudzić) ale wyjeżdżam dopiero o 7. Droga też jakoś nie specjalnie mi idzie. W Brzezinach nie ma już miejsca na parkingach. Jadę więc do Kuźnic. Załapuję się na jedno z ostatnich miejsc. Szybko dopinam do plecaka narty i buty i ruszam w stronę wejścia do parku. Jest już prawie 11. Nie jest to łatwe. Chodnikiem, ścieżką rowerową płynie morze ludzi. Do kas nie kończąca się kolejka. Na szczęście kupiłem bilet on-line i nie muszę w niej wstać. Wybieram drogę przez Boczań. Niemal biegiem staram się jak najszybciej dotrzeć za odbicie na Nosalową Przełęcz - licząc, że zdecydowana większość ludzi kieruje się właśnie tam. Niestety. Cały czas przebijam się przez kolejne grupki idące na Halę Gąsienicową. Jest gorąco. Niestety wiem o lawinowej 3. Mam też świadomość że późna godzina, operujące słońce na pewno nie puści na nic ambitniejszego. No trudno. Śnieg zaczyna się od Przełęczy Między Kopami. Narty zapinam na Karczmisku i od razu zjazd na Halę slalomem między ludźmi. Hala wygląda niczym dolina sądu ostatecznego, do której ze wszystkich stron płynie &lt;br /&gt;
morze zbłąkanych dusz. W Tatrach poleciało ze wsząd. Ciężko znaleźć żleb, który by nie wyjechał. Pełne słońce i upał. Nie ma złudzeń - Kasprowy i nic więcej. Skoro i tak nic więcej nie ugram to przynajmniej się poopalam. Znajduje więc kawałek spokojnego miejsca i wygrzewam się na słońcu. Chcę odczekać, jak najdłużej, żeby wstrzelić się pomiędzy korki na powrocie. Rozważam też którędy zjeżdżać. Mniej więcej znam sytuację śniegową z zeszłego tygodnia - najlepiej będzie zjeżdżać przez &lt;br /&gt;
Goryczkową. Śniegi całkiem przyjemne. Głównie firny, choć zdarzają się miejsca z breją. Można znaleźć ciągle nierozjeżdżone miejsca. W kotle już wychodzą kosówki, borówki i skały spod śniegu. Docieram do Goryczkowej. Dokupuję napojów i dalej w dół. Da się dojechać do esa - a więc całkiem nieźle. Teraz tylko przebić się przez Kuźnice do samochodu i powrót. Narty trzeba odwiesić do przyszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKaspro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Rogacz|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
Plany na majówkę się posypały, więc mając dzień wolnego postanowiłem podratować z planów co się dało i zdecydowałem się przebiec jedną z tras z festiwalu biegowego &amp;quot;Maratonu trzech jezior&amp;quot;. Padło na na trasę &amp;quot;Szlakiem wołoskich pasterzy&amp;quot;, czyli 17 km i ok 1150 m przewyższenia. Pierwsze 3 km dają w kość, później było już tylko lepiej. Patrząc na czas z zegarka, to porównując go do wyników z 2022 r. to byłbym ok. na 60 pozycji na 108 uczestników w kategorii &amp;quot;open&amp;quot;, co wydaje mi się dobrym wynikiem, jak na trening bez dużego parcia. Natomiast gdybym był kobietą, to chyba byłbym w pierwszej dziesiątce i tak sobie będę to przedstawiał, a co! :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry docieramy dość późno w niedzielę. Pogoda jest piękna. Żeby nie tracić dnia udajemy się na spacer skiturowy w rejonie HG. Narty wynosimy na plecach do Karczmiska. Stamtąd zjazd na HG. Kręcimy się chwilę po Hali. Zaliczamy piwko w schronisku i wracamy drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zaczyna się psuć. Korzystając z braku tłumów udajemy się przez Wiktorówki na Rusinową Polanę i dalej na Gęsią szyję. W górnej części schodów na Gęsią Szyję jeszcze leżą płaty śniegu. Nasz cel to wrócić do samochodu przed deszczem. Udaje się. Po drodze dopada nas tylko lekka mżawka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda popsuła się całkowicie. Całą noc i cały dzień leje. Więc nie pozostało nic innego jak zdobyć tego dnia Krupówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śnieg ma sypać cały dzień - tak zresztą jest. Tym razem od Brzezin udajemy się w rejon HG. Szybka kawa w schronisku i idziemy dalej. Jest lawinowa dwójka. Cały czas intensywny opad. Trawersem małego Kościelca udajemy się nad Czarny Staw. Tam obserwujemy bardzo liczne zsuwy i pęknięcia. Idziemy jednak dalej. Podczas przechodzenia przez Czarny Staw ze Skrajnego Granatu schodzi całkiem duży obryw. Po chwili słyszymy podobny z rejonu Zadniego Kościelca.  Nie ryzykujemy więc podejścia &lt;br /&gt;
dalej i wycofujemy się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponowne pogorszenie pogody. Wyjście w wyższe partie raczej ryzykowne. Wracamy więc wcześniej do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BAŁTYK: Rejs żaglowcem ''Gedania''|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + załoga|15 - 22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglarska uczta po Bałtyku na historycznym jachcie dla polskich żeglarzy. Wypłynęliśmy z Gdyni i obraliśmy kurs na Borholm. W pobliżu Nexo ze względu na spływające prognozy (weszliśmy w zasięg telefoniczny) o zmianie kierunków i sile wiatrów, szybka decyzja i spływamy do Karlskrony w Szwecji. Na miejscu zwiedzamy miasto i bardzo ciekawe muzeum marynarki wojennej. W czwartek rano wypływamy w wietrze o sile 6-7 w skali Beauforta w stronę Gdyni. Rejs bardzo udany z super załogą. Przepłynęliśmy 415 mil morski w czasie 101 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBaltyk  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY: Stary Gierałtów - V Ogólnopolskie Forum Speleo|Mateusz Balcer, Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 23 04 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna edycja Forum Speleo za nami. Tym razem odbywało się ono w okolicach Stronia Śląskiego, w Starym Gierałtowie. Organizatorzy nie zawiedli (wspomnieć tu należy szczególnie Mateusza G., nie tylko za to że jest naszym klubowiczem, ale też pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Program był wypełniony po korek. Fantastyczne wycieczki (na których nie byliśmy, bo nie umieliśmy odpuścić ciekawych prelekcji). Dużo atrakcji dla dzieci (których nie mamy, a nawet jakbyśmy mieli, to były by tak zajęte, że czulibyśmy że ich nie mamy). No i przede wszystkim ciekawe prelekcje! Każdy znalazł ciekawy temat dla siebie. Nie będę ich wymieniać, w zamian odsyłam do strony Forum gdzie znajduje się pełny Harmonogram tej i poprzednich edycji wydarzenia. Dodatkowymi atrakcjami był piątkowy quiz spelo z dodatkowymi zadaniami praktycznymi takimi jak &amp;quot;woruj linę&amp;quot; i &amp;quot;przeciągnij wora przez zacisk&amp;quot; (nieskromnie dodam, że byłam członkiem zwycięskiej drużyny) i tu również odsyłam do relacji fotograficznej i filmograficznej na facebooku Forum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór był jak zawsze poświęcony imprezie tematycznej, której hasłem przewodnim było ,,ulubiona partia jaskini”, nasi klubowicze postawili na Wielkiego Kłamcę i Gniazdo Złotej Kaczki. Zwycięskim strojem pochwalić się mogła Ślepy Komin i wyróżniona przez publiczność Mostek Piratów. Nie mniej nie zabrakło również Płytowców, Gąbek, Białego i Czarnego Komina, Galerii Krokodyla, Mar-Woja i wielu innych kreatywnych przebrań. Jak zwykle wyjechałam z Forum z głową pełną ciekawych informacji i obrazów, i już czekam z niecierpliwością na kolejną edycję! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Dumbier|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyższy szczyt Niżnych Tatr - Dumbier (2046) był celem naszej rowerowo - narciarskiej eskapady. Z parkingu w Janowej Dolinie podjeżdżamy rowerami z nartami jak tylko da się najwyżej. 4 km asfaltu a potem niemal drugie tyle górskiego, leśnego traktu. Gdy tylko pojawił się śnieg, rowery chowamy w lesie i dalej podchodzimy z buta niosąc narty na plecach po płatach śniegu. Niebawem pokrywa śnieżna staje się trwała i już na nartach zdobywamy wysokość. Po drodze po zwalonym pniu pokonujemy potok Stiavnica i wkrótce docieramy do utulni Brenkus. Stąd ciągle wzdłuż potoku w stronę przełęczy. Obydwa zbocza doliny zryte są lawinami. Pięknym terenem docieramy do kotła i nim dość stromo na przełęcz gdzie znajduje się schronisko Stefanika. O ile w dolinie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka to tu pojawia się sporo turystów i skiturowców. Wiedzie tędy główny szlak Niżnych Tatr. Ostatnie podejście szeroką granią na Dumbier z uwagi na mocno operujące słońce wysysa z nasz resztki sił. Na szczycie sporo osób. Północne urwiska anonsowane są ogromnym nawisem śnieżnym. Zjazd jest cudowny. Po szerokich polach śnieżnych w odpuszczonym, niemal firnowatym śniegu do przełęczy. Potem doliną w fajnej rynnie do utulni i dalej do rowerów. Jak zwykle błogi zjazd rowerami do auta gdzie kończymy naszą przygodę. Pogoda była przepiękna. Zrobiliśmy 1350 m deniwelacji i 29 km w obie strony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Dumbier  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamilia (niezrzeszona)|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Żabnicy udajemy się na Rysiankę - tam chwila przerwy i dalej przez Halę Boraczą do Żabnicy. Pogoda super. Na dole wiosna pełną gębą. Na górze leży jeszcze dość sporo śniegu. Widoki piękne. Wszystko zaczyna odżywać i się zielenić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bielsko-Biała - Kozia Góra|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Po biegu wyjechaliśmy całą rodzinką na niedzielny spacer. Cel był prosty i przyjemny - Kozia Góra zwana Stefanką. Przy schronisku był plac zabaw, więc Karolina była w siódmym niebie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śl. - Bieg śladami Korfantego|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Z okazji 150 rocznicy urodzin Korfantego w Siemianowicach zorganizowany był bieg śladami słynnego Ślązaka. Dystans liczył 10 km (trasa atestowana), więc postanowiłem w nim uczestniczyć, aby sprawdzić się na tym dystansie i poczuć atmosferę &amp;quot;zawodów&amp;quot;. Swój udział uważam za udany, cel został osiągnięty bo udało mi się przebić granice 50 min, a dokładniej ukończyć trasę w 47 min 25 s. Super było słyszeć krzyki Karolinki, która cały czas dopingowała tacie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Spacery kondycyjno-topograficzne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Mam wolny weekend i rozterkę, czy bardziej chcę spędzić go aktywnie, czy powinnam się pouczyć i przygotowywać do kursu… Chętnych na jaskinie brak, a ja uznałam, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i mogę pojechać w Tatry pouczyć się topografii w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaopatrzona w zestaw map i kubek kawy, ruszam szukać widoków. W sobotę Idę doliną Kościeliską, najpierw na Stoły, kontempluję chwilę nad mapą, próbując się dopatrzyć tego i owego i ruszam dalej. Następny przystanek Wąwóz Kraków. Dalej idę coś zjeść do schroniska (no ba!, że szarlotka to konkretny posiłek). Oczywiście mapę mam pod ręką, żeby kontemplować co bardziej interesujące mnie miejsca. Na powrocie stwierdzam, że spacer jest zdecydowanie za krótki i idę jeszcze nad Smreczyński Staw, do jaskini Raptawickiej (tu akurat jestem pierwszy raz, więc z ciekawością rozglądam  się po wszystkich katach, jednocześnie okazuje się, że tym sposobem przeczekałam największą tego dnia ulewę), dalej do jaskini Mylnej i na bazę. Słońce pojawiło się oczywiście dopiero podczas mojego powrotu, ale ja już nie mam ochoty się zatrzymywać z mapą, z powodu tłumów ludzi fotografujących krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zdecydowanie krótsza trasa, jednak ciekawsza pod względem topografii. Idę z Doliny Kościeliskiej do Doliny Małej Łąki przez Przysłop Miętusi. Przystanki po drodze i końcowy na Wielkiej Polanie, dokładnie oglądając Masyw Czerwonych wierchów i analizując jego topografię. Wracam przez Staników Żleb, gdzie dzięki wiatrołomom łapię najlepszą perspektywę. Kawy już dawno brak, bo jest tak słonecznie i ciepło, że aż chciało się siedzieć i kontemplować&lt;br /&gt;
. &lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fspacertopo&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dol. Czarnej Przemszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarna Przemszy ma swoje źródła na Jurze w okolicach Ogrodzieńca. Celem rowerowej przejażdżki były tereny położone w środkowym biegu rzeki. Objeżdżam leśnymi dróżkami zaporowe jezioro Przeczyckie. Potem przez Śiewierz na północ i dalej na zachód przez las Szeligowiec. Tu natrafiam na konkretne bagna gdzie często muszę przenosić rower skacząc z kępy na kępę. Znaczny fragment lasu przebijam się na przełaj bo leśna droga rozmyła się w mchach i porostach. Finalnie natrafiam później na leśną drogę i nią docieram do Pyrzowic skąd wyruszyłem. 38 km bardzo urozmaiconej terenowo i krajobrazowo trasy na styku Jury i Wyż. Ślaskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Przeczyce &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - masyw Silvretty - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|8 - 10 04 2023}}&lt;br /&gt;
Planowanie trzeba było dostosować do skomplikowanej pogody. W Austrii byliśmy już w czwartek wieczorem, ale na piątek i sobotę prognozowane były masywne opady śniegu i niskie chmury. Postanowiliśmy więc przeczekać piątek, czytając książki i wykopując się z komputerowych zaległości. Całą sobotę zajmuje nam podejście do Tübinger Hütte - fenomenalnie zorganizowanej chatki na ok. 2200 m. Wieczorem dołącza do nas czterech miejscowych - dwóch nieco starszych panów, skiturowych &amp;quot;wymiataczy&amp;quot;, a także para Nomi i Isa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wszyscy idziemy na przełęcz Plattenjoch. Wycieczka jest krótka, +530 Hm, ale każdy jej metr się opłaca: cały zjazd bowiem przebiega w tym nowo przybyłym, nienaruszonym puchu. Do schroniska wracamy z Isą i jej chłopakiem, gdy tymczasem &amp;quot;wymiatacze&amp;quot; przez Szwajcarię przechodzą do Saarbrückner Hütte. Jest piękna pogoda, więc po zjeździe nasi towarzysze zażywają słońca na wybudowanej ze śniegu ławce. Tymczasem ja, na popołudniowe domęczenie się, wybieram się jeszcze samotnie pod grań, w okolice wierzchołka Chessichopf (ok. 450 Hm). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie spotykam pod chatką Dietera, ojca Andrei, który również poszedł się sam domęczyć - i z którym miło sobie rozmawiamy o okolicznych górach. Zresztą cały niedzielny wieczór upływa nam na herbatkach i kolejnych, miłych rozmowach. Jak się dowiadujemy, Dieter zawodowo testuje komunikację o zagrożeniach na drodze pomiędzy &amp;quot;inteligentnymi&amp;quot; samochodami, a Nomi pracuje w stoczni ... montując czy diagnozując różnoraki osprzęt nawigacyjny, będący wyposażeniem zapewne wcale nie mniej &amp;quot;inteligentnych&amp;quot; łodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek okazuje się, że Ola jest trochę chora. Aby więc skorzystać jeszcze z być może ostatniego, danego mi tej zimy puchu, gonię szybko za Dieterem i Andreą. Postanowili oni bowiem na początek dnia powtórzyć moją wczorajszą wycieczkę. Tym razem udaje się wyjść na grań (... dzięki determinacji i doświadczeniu Dietera!) i popatrzeć na Szwajcarię (... przy okazji miło rozmawiając o okolicznych górach). Zjeżdżam szybko i bardzo przyjemnie do chatki, sprzątamy i wraz z moją zakatarzoną towarzyszką zjeżdżam do doliny. Jest to nawet zaskakująco miłe, bo wyrabiamy się jeszcze zanim ostre, kwietniowe słońce przerobiło śnieg na &amp;quot;ciapletę&amp;quot;. Jeśli chodzi o punktację, to za ten wyjazd doliczam kolanom do zużycia około 2700 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw - poświąteczna przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, pies|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
Ostatni świąteczny dzień postanowiliśmy spędzić spalając poświąteczne serniczki w górach. Startujemy z Lipowej i od razu dochodzę do wniosku, że jestem optymistką. Choć widziałam prognozę pogody, zapowiadającą deszcz przez cały dzień, to i tak byłam przekonana, że nie może być tak źle. Było. Nie zeszliśmy jeszcze z asfaltu, a ja mam przemoczone buty, kapie mi z kaptura, a pies wygląda, jak zmokła kura, ale za to jest najszczęśliwszy z nas 😊 W miarę podchodzenia, zaczynami mi być obojętne, że mam mokre buty o ile woda jest w nich zagrzana, a nie namakają świeżą zimną porcją, deszcz przeszedł w mżawkę, więc można ściągnąć kaptur, pies szaleje z radości tarzając się w resztkach śniegu. W końcu zaczynam cieszyć się pętlą przez Dolinę Zimnika, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślaną i Radziechowską!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Ja rozumiem, że lany poniedziałek i powinnam być przemoczona, ale czemu Łukasz i pies oberwali to nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fbeskidprzebiezka&amp;amp;startat=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
W Poniedziałek Wielkanocny, pomimo nadmiaru serniczka w brzuchu, wstaje przed wszystkimi domownikami i ubieram butki do lotania. Nie myśląc długo postanawiam powtórzyć trasę z ostatniej wizyty u teściów i ponownie zdobywam Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło jak ostatnio ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia. Średnie tempo poprawione (niewiele), co po świątecznym obżarstwie uważam za sukces :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys.  - Pańszczyckie Czuby|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Mazurek|08 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwietniowe opady śniegu znakomicie pokryły białą powłoką szlak z Brzezin na Halę Gąsienicową. Niemal od parkingu na nartach. Choć pogoda nie szczególna, głównie ze względu na ograniczoną widoczność, stawiamy sobie dość niebanalny cel – Pańszczyckie Czuby (choć myśleliśmy również o Skrajnym Granacie). Górnym trawersem przechodzimy przeorany lawinami Mały Kościelec. Za Czarnym Stawem Gąsienicowym (przeszliśmy po lodzie) windujemy się pod Skrajny Granat w totalnym „mleku” co mocno utrudnia orientację. Zbocza stąd opadające również przeorane są lawinami. Trochę lawirując udaje nam się wstrzelić do tzw. Kanionu. Nim już z nartami na plecach, w głębokich śniegach (torował ciągle Łukasz) nie bez trudu osiągamy Pańszczycką Przełączkę Wyżnią (2145). Posiadaliśmy niezbędny sprzęt wspinaczkowy lecz z uwagi na kiepską widoczność rezygnujemy z szturmowania grani wiodącej na Skrajny Granat (2225). Zjazd z przełęczy stromy, w skalnej rynnie (niby +3 wg Życzkowskiego) po różnych śniegach. Skały jednak stanowią punkt odniesienia i jakoś da się jechać. Gęste „mleko” poniżej skał skutecznie testuje nasze błędniki czego wynikiem są upadki (po jednym z nich łamię kijek). Często też przecinaliśmy stwardniałe lawiniska z charakterystycznymi bryłami śniegu. Skośnym zjazdem, walcząc  o utrzymanie na deskach osiągamy staw a potem już łatwo do schroniska. Na nartach zjeżdżamy aż do parkingu. Zrobiliśy 1200 m deniwelacji i 20 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPanszczyckieCzuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.  - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Jurek (os. tow.), Ewa (os. tow.)|02 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę 2 kwietnia 2023 wybraliśmy się na jednodniówkę do jaskini Kasprowej Niznej. W składzie Rysiek, Jurek i Ewa i Daniel. Chwile po 5 rano byliśmy już w drodze a o 7:22 zaparkowaliśmy samochód na ulicy Bronisława Czecha i ruszyliśmy w kierunku jaskini. Na dole śniegu już nie było, bo dodatnie temperatury od jakiegoś czasu sprzyjały roztopom. Niemniej jednak podczas podchodzenia w górę śniegu było coraz więcej. Po zejściu ze szlaku, pokrywa śnieżna miejscami sięgała kolan i niestety droga nie była wydeptana. Pod otworem byliśmy o 8:50, gotowi do wejścia. Od początku zakładaliśmy ze maksymalnie dojdziemy do Gniazda Złotej Kaczki, bo spodziewaliśmy się ze będzie zalana, a nie planowaliśmy iść obejściem przez partie gąbczaste. Pierwsza przeszkoda jako napotkaliśmy to spora ilość wody w „okresowym jeziorku” – ale tego również się spodziewaliśmy z racji roztopów. Tuz przed jeziorkiem po lewej stronie biegnie obejście, w które bez większego namysłu się wpakowaliśmy. Pierwszy poszedłem ja (czyli Daniel). Nigdy wcześniej nie szedłem ta droga, więc nie bardzo zdziwiło mnie ze po drodze tunel, przez który się przeciskałem ma odejście w dół połączone z „okresowym jeziorkiem”. Bez zastanowienia obszedłem je idąc dalej i dochodząc do końca obejścia. Tutaj się chwile zatrzymałem. Po pierwsze dla tego ze „okresowe jeziorko” było tak duże, ze nawet zeskakując z progu z obejścia, musiałbym wskoczyć do jeziorka i co nieco się zamoczyć. Drugim powodem, dlaczego się zatrzymałem, były dobiegające mnie informacje, że Jurek, który szedł zaraz za mną zrzucił swój wór do tego obejścia, które tak zwinnie ominąłem. No i jego wór wpadając do wody zniknął gdzieś pod stropem lub zatonął. Ponieważ mój refleks nie jest moja dobra strona, to chwile zajęło mi przetworzenie tej informacji i rozważenie opcji jakie mamy – włącznie z szybkim nurkowaniem. Ku mojej radości wór zaczął powolutku pojawiać się na tafli „okresowego jeziorka”, więc już dłużej się nie zastanawiałem tylko postanowiłem zeskoczyć do jeziorka. Opcja nalania się wody do gumiaków wydawała się w tych okolicznościach niczym nadzwyczajnym, bo przed chwila chciałem nurkować. Po zeskoczeniu i wylaniu wody z gumiaków pływający wór przyciągnąłem do siebie za pomocą pętli z liny. Sytuacja uratowana. Żeby możliwość Jurkowi i Ewie zejście w bardziej komfortowych warunkach rozciągnęliśmy z Ryśkiem linę tworząc coś na rodzaj trawersu, w której my byliśmy „żywymi kotwami”. Sposób okazał się wystarczająco dobry i umożliwił nam dalszą drogę. Pierwszy zjazd 12m poszedł bardzo sprawnie, ale też nie należy do specjalnie trudnych. Przejście pod Wielki Komin w całości wyspinałem ja (przy asekuracji Ryska) i ku mojemu zaskoczeniu nie było to specjalnie skomplikowane. Chociaż jak pierwszy raz byłem w tej jaskini 57 tygodni wcześniej wydawało się to nie do przejścia. To chyba znak ze czegoś się jednak nauczyłem na kursie 😊. Tuz za mną podążał Jurek, Ewa i na końcu Rysiek, który pilnował całej grupy. Generalnie do samego Gniazda Złotej Kaczki nie dotarliśmy, ze względu na wysoki stan wody w jeziorkach, ale jak dla mnie cel wyprawy już został osiągnięty, bo cześć wspinaczkowa której najbardziej się obawiałem okazała się bezproblemowa. Drogę powrotna przebyliśmy w spokojnym tempie. Zachwycając się tym, że akurat w miejscach, które są okresowo zalewane w taki sposób, że nie da się ich przejść, woda wyżłobiła obejścia, które pozwalają nam przejść „prawie” suchym gumiakiem. O 12:54 byliśmy już na powierzchni. Brudni, odrobine zmęczeni, ale z dobrymi humorami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - żeby się nie zastać...|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|25 - 26 03 2023}}&lt;br /&gt;
W sobotę przebieżka do Jeziorka Szmaragdowego w Czarnej. Nie spotkaliśmy nikogo ani przed jaskinią, ani w jaskini, ani w ogóle poza szlakiem (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę jedziemy na Słowację i podchodzimy wzdłuż wyciągu do Doliny Salatyńskiej. Warunki śniegowe są paskudne (okropnie twardo), więc zawracamy po ok. 650 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wsch. Żelazne Wrota|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „Narciarskiego Trawers Tatr” przymierzamy się od 2019 roku, kiedy to podjęliśmy pierwszą próbę - przerwaną z powodu problemów żołądkowych po przejściu Baraniej Przełęczy. Następnie lockdown zamknął nam Tatry na prawie dwa sezony. W 2022 roku narciarsko rozpoznaliśmy kolejne dwie wysokie przełęcze (Czerwoną Ławkę i Rohatke). Ostatnią niewiadomą dla Nas były Żelazne Wrota. Przy warunkach śniegowych jakie zastaliśmy na tej turze – dobrze wyśnieżony żleb, zmrożony podkład i odpuszczona góra – sprawiły że, były wręcz idealne, a techniczne trudności zjazdu na stronę Popradzkiego jeziora w porównaniu do pozostałych wysokich przełęczy są najprostsze i zarazem dające najwięcej fanu. Pogoda też nie utrudniała, gdy przyjechaliśmy po 10.00 skończył się deszcz z śniegiem i wyszło słońce. Przez chwilę nawet obawiałem się, że znowu spali mnie jak tydzień wcześniej na Krywaniu. Tura sprawnie poszła i po niecałych 5 godzinach jesteśmy już przy aucie. Ostatni odcinek zjazdu czyli od Popradzkiego jeziora w technice mocno na „Damiana” z powodu czarnej asfaltowej drogi. Gdyby ktoś analizował na chłodno czas dojazdu (8 godzin) i czas aktywności górskiej (5godzin), może dojść do wniosku, że coś tu nie pasuje, ale rozpoznanie kolejnego puzzla „Narciarskiego Trawersu Tatr” daje poczucie większego bezpieczeństwa, gdy znowu rzucimy się na całość. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZelazneWrota &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolica Skalitego|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Eryka i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechadzka z Szczyrku zboczami Skalitego na przeł. Siodło i wzdłuż potoku do dol. Żylicy. Na uwagę zasługuje (jakoś do tej pory nie zwróciłem na to uwagi) parów potoku (na mapach nie ma nazwy). Jego zbocza są dość strome i miejscami wysokie. Taki charakter posiada aż do ujścia w Żylicy. Pokonanie go w górę samym łożyskiem, zwłaszcza w warunkach zimowych może być ciekawą opcją wycieczki górskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSkalite&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Kohut (os. tow.)|23 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd z domu 4:00. O godzinie 6:30 wyruszamy Kościeliską, trasa biegła przez Ciemniak- Krzesanice- Małołączniak, zjazd Kobylarzem do Kościeliskiej. Śnieg zalegał od wysokości ok1300m n.p.m. Podczas wyjazdu pogoda dopisała świeciło słońce zjazd Kobylarzem przysporzył wiele radości. Do domu dotarliśmy ok. 16:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzerwoneWierchy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocna Czantoria przez Suchy Potok|SBB: Jerzy Pukowski, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Błażej Nikiel, Ryszard Krawiec, Małgorzata Toczyłowska, Roman Czarnecki - Weteran, RKG: Damian Szołtysik, Michał Wyciślik|22 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wyjątkiem trzech osób wszyscy w żlebie byli pierwszy raz i te osoby stwierdziły &amp;quot;że była to akcja godna&amp;quot;.  Blażej zdobył szczyt Czantorii. Osoby, które miały narty zjechały w dół po nieczynnej trasie zjazdowej. Małgorzata była bardzo dzielna /miała najcięższe narty/. Można dodać, że Suchy Potok nie ma jeszcze udokumentowanego zjazdu na nartach!  Czas akcji ponad 2 godziny. Na górze sporo przebiśniegów! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MEKSYK - Wyprawa USDCT do Cheve|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; z WKTJ: Witold i Sonia Hoffmann, Michał Amborski, Joanna Haremza, Piotr Szukała, Zuzanna Palińska; z AKG: Ireneusz Królewicz, Joanna Zdżalik; z SW: Kasia Biernacka; ponadto kierownictwo wyprawy: Bill Stone i Beverly Shade; ludzie z którymi działałem w jaskini: Colin Magee, Dustin Kisner, Mowgli, Gerardo Escamilla Rojas, Raúl Calderón Martinez, Jorge Ramírez, Erika Olvera Garcia, Angel; a poza tym jeszcze dobrych kilkanaście osób, które widziałem tylko na bazie|4 - 20 03 2023}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis w [[Relacje:Cheve 2023|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna|Joanna Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się z Asią odwiedzić partie za Studnią Maurycego w Jaskini Zimnej (a dokładniej odklepać dno studni). Akcja idzie sprawnie, pomimo, że musimy się bardzo orientować gdzie iść (pamięć jest bardzo zawodna). W jaskini dużo błota (nazwy poszczególnych partii nie odzwierciedlają poziomu błota), mokro i ciasno. Dużo czołgania, zapieraczek, prożków i ogólnie wszelakich &amp;quot;przeszkód&amp;quot;, przez co wychodzimy wymęczeni i zadowoleni :) Udało nam się zakończyć akcję w krótszym niż planowaliśmy czasie, to dobrze, bo w poniedziałek trzeba było iść do pracy. Na parkingu zastajemy auto Asi popisane przez ekipę narciarską, która była na Chudej Turni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Chuda Turnia|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Jaworska, Łukasz Mazurek|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka akcja pieszo-narciarska z Kir na Chudą Turnię (1858). Dolina Kościeliska i Adamica z buta. Później po fajnym śniegu na szczyt. Ekscytujący zjazd Narciarskim Żlebem a od Pieca drogą podejścia tak daleko jak pozwalał śnieg. Pogoda wymarzona. 11 km i 950 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FChudaTurnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wycieczka narciarska na Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|18 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O wycieczce narciarskiej na Krywań myślałem już od dawna – wyjątkowo szeroki stok, który widać już z daleka, objeżdżając Tatry od południa, pobudzał wyobraźnie do wizji wspaniałego,wręcz idealnego zjazdu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Prognozy pogody były zgodne co do bezchmurnego nieba i nikłego wiatru, a niewielkie obawy o wzrost zagrożenia lawinowego w związku z ociepleniem, rozwiały poranne komunikaty służb ratowniczych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzbogaceni o liczne opisy z Internetu, tylko pierwsze 5 minut trzymamy się szlaku, potem idziemy za śladami, które pokrywały się z opisami z Internetowych przewodników. Teren bardzo szybko nabiera stromizny i tylko na kilka chwil się kładzie, dzięki czemu 1500 m przewyższenia robimy w ok. 3 godziny. W tej wycieczce praktycznie brak dojścia dolinami, gdyż od samego początku wchodzi się ramieniem góry (my wybraliśmy ramię wschodnie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu zjeżdżamy tak jak puszcza teren – najpierw żlebem tak szerokim, że można było jeszcze swobodnie znaleźć nierozjeżdżone śniegi do naznaczenia swoimi liniami. Dalej teren się lekko wypłaszcza, by zmienić się w niewielki wąwóz, w którym omijać trzeba niezliczone przeszkody w postaci gałęzi, drzew, odkrytego potoku, skał itp. Urozmaicony zjazd gwarantuje uczucie pieczenie w udach aż do samego końca wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz ud, solidnie spiekło nam też skórę na twarzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie zaliczamy tą wycieczkę do ścisłej czołówki na liście tych najbardziej udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bilans czasowy: dojazd i powrót autem 8 godzin, wycieczka 5 godzin, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Maria SBB, Sylwia  ST, Kamil  SBB, Krzysztof„Chomik” SBB, Paweł  ST|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dostałem zaproszenie od kolegów z SBB na ostatnią już akcje sprzątania Jaskini Śnieżnej.Nie zastanawiając się długo postanowiłem pomóc chłopakom, a przy okazji zwiedzić nowe dla mnie partie jaskini.&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Kamil i Krzysiek dokopali się do otworu Śnieżnej i wybudowali igloo, pozostało tylko je odkopać, udoskonalić po ostatnich opadach śniegu i udrożnić rurę.&lt;br /&gt;
Rozwieszamy liny i dzielimy się na dwie grupy, Kamil z Chomikiem idą obejściem pod Koniem i wracają żeby jeszcze pozwiedzać Partie Wrocławskie, a  reszta przez Suchy Biwak dociera do II Biwaku i zabiera zdeponowany tam karbid. Wracając zabieramy jeszcze depozyt śmieciowy z Suchego Biwaku.Pozostaje już tylko mozolne wyjście na powierzchnię i zniesienie śmieci.&lt;br /&gt;
W całą akcje sprzątania Śnieżnej było zaangażowane kilkanaście osób. W ciągu 9 miesięcy (70h pod ziemią) wyniesionych zostało około 100kg śmieci. Efekty w postaci zdjęć śmieci i obszerne relacje można zobaczyć na stronie https://tatry365.pl/epilog/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że w ten weekend byłem u teściów niedaleko Suchej Beskidzkiej, zrobiłem w niedzielny poranek kolejną &amp;quot;górską&amp;quot; przebieżkę. Tym razem na cel wybrałem Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mechy|Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatniej chwili zmieniamy cel wyjazdu gdyż w Tatrach ogłoszono &amp;quot;trójkę&amp;quot;. Idziemy na Mechy (1476) - najbardziej na południe wysunięty wierzchołek masywu Pilska.  Podchodzimy z słowackiej strony, z Mutniańskiej Pili. Podejście niemal ciągle na nartach. Pogoda dość fatalna. Sypie i wieje a im bliżej szczytu tym bardziej. Terenem o zmiennej konfiguracji i fajnym podłożem osiągamy wierzchołek w śnieżnej zadymce, która odbiera nam chęci na dalsze kombinacje. Zjeżdżamy drogą podejścia, którego nie rozpoznajemy gdyż nasze ślady zostały całkowicie zawiane. Warunki trudne lecz śnieg boski. Puch na twardym podłożu. Śmigamy między terenowymi przeszkodami jak tylko fantazja pozwala. Do auta docieramy na nartach. W tym rejonie gór nie ma szlaków, nie spotkaliśmy też ani jednego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc wiele dobrego o super wydarzeniu biegowym jakim jest Maraton Trzech Jezior (zapisałem się na 25 km bieg), postanowiłem wziąć w nim udział. Bieg doprawdy dopiero we wrześniu, ale że nigdy nie biegałem po górach, to postanowiłem w miarę możliwości się do niego przygotować. Pierwszą okazją była krótka pętla wokół Błatniej (start i koniec z parkingu w Jaworcu, głównie żółtym szlakiem, powrót niebieskim i leśnymi duktami). Wyszło ok. 10 km i ok. 500 m przewyższenia. Z czasu byłem nawet zadowolony, ale myślałem, że z większą łatwością przyjdzie mi zmierzenie się z przewyższeniem. Niestety nie wyszło i dostałem swoją nauczkę. Pod górę poruszałem się tylko szybki marszem, a w dół to już inna bajka. Następnym razem, muszę z większą pokorą podejść do podbiegów, dlatego chapeau bas dla naszych klubowych biegaczy, którymi się również inspirowałem zapisując na wrześniowe zawody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trzy Kopce|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niech żałuje do końca życia ten kto nie zjeżdżał dzisiaj z Trzech Kopców. Krótka ale ciekawa wycieczka skiturowa. Z Złatnej początkowo szlakiem a potem wzdłuż potoku Widły pod Trzy Kopce. Nieskalanym śniegiem osiągamy szczyt. Zjazd na przełaj przez las po lekko zsiadłym puchu na twardym podłożu. Coś pięknego. Później już szlakiem do auta. Super warun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/TrzyKopce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TAJLANDIA: rowerowy rajd przez wschód kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|17 - 27 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po moście na Mekongu wjechaliśmy do Tajlandii. Mieliśmy do pokonania ponad 900 km ale po przeważnie płaskim terenie, głównie drogami asfaltowymi w przeważającej części bardzo ruchliwymi lecz z wydzielonymi szerokim pasami dla rowerów i skuterów. To była dojazdówka do Bangkoku z którego wylatywaliśmy do Europy. Po drodze udało nam się zwiedzić kilka buddyjskich świątyń, park narodowy Namdok Sam Lan. Ciągłe upały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTajlandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spokojny wypad w góry|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; Sylwia, Magda, Kalina, Maciek, Sławek i syn jego Boczuś|25 02 2023}} &lt;br /&gt;
W górach po odwilży. Wszystkie zimowe jaskinie zalane, co potwierdza mi Mały. Sylwia proponuje przejść się po dolinie chochołowskiej, na co chętnie przystaje ja i reszta ekipy. Wyjście planowane było popołudniu, ja natomiast byłem w Tatrach od rana. Wiedząc, że o tej porze roku nie ma kolejek na Giewont, postanowiłem go odwiedzić. Na szczycie mocno wiało. Po powrocie do auta, wybieram się na obiad, a potem do Sylwii, gdzie czeka reszta ekipy i razem udajemy się do doliny chochołowskiej, co było fajnym doświadczeniem, bo o chochołowskiej Sylwia często w Omanie wspominała ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|17 - 19 02 2023}} &lt;br /&gt;
Po części lawinowej przenieśliśmy się w Tatry, gdzie odbywało się szkolenie zimowe. Wspinaczka w asekuracji lotnej, raki, czekany, planowanie an mapie, wyciąganie ze szczelin, asekuracja w terenie śnieżnym i trochę wspinaczki na lodospadach. Halny nie ułatwiał, tak samo jak deszcz.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce lawinowej. Poza dużą porcją wiedzy otrzymanej od specjalistów (chłopaki z GOPR), równie duża ilość praktyki, nastawionej na szybkość i skuteczność. Przy okazji skorzystałam z ciągle świeżej możliwości poruszania się na skiturach w wyznaczonych rejonach Babiej Góry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAOS: Góry Annamskie - jaskinia Kong Lor|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|13 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przełęcz Nape (722) wjechaliśmy do Laosu. Naszym głównym celem była jaskinia Kong Lor znajdująca się w centralnej części kraju w środku gór. Choć też jest dostępna dla turystów to jednak w dość spartański sposób. Jaskinia ma ponad 12 km długości z czego 7,5 km jest przepływem rzeki Nam Hinboun co stanowi jeden z najdłuższych podziemnym przepływów na świecie. Woda przebija się pod górskim pasmem łącząc w ten sposób dwie doliny. Miejsce niesamowite. Pływa się tu długimi łodziami wyposażonymi w mały silniczek z śrubą na długim wysięgniku. Oczywiście łódź jest kierowana przez tubylca. Opłata za niemal 4 godzinną eskapadę wynosi kilkanaście zł. Wielkość podziemnych gangów przewyższa chyba wszystko co do tej pory widziałem. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w Wietnamie ludzie niesamowicie otwarci, cudowne dzieci pozdrawiające z daleka. Biedni lecz jak widać bardzo szczęśliwi. Roślinność tropikalna. Próby dotarcia do innych jaskiń z naszym wyposażeniem spełzły na niczym. Roślinność splątana, ostra. Potrzebna by była maczeta i dobry ubiór. Widzieliśmy dużego węża jak pełzał po drodze, wiele przejechanych. Z Gór Annamskich zjeżdżamy nad Mekong. Przekraczamy go w Takhek opuszczając tym samym piękny Laos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLaos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WIETNAM: Góry Annamskie - rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|07 - 13 02 2023}} &lt;br /&gt;
Nasz rowerowy rajd przez Indochiny rozpoczęliśmy od Wietnamu. Zarówno ten kraj jak i sąsiednie obfitują w różnorakie zjawiska krasowe czasem nie występujące w innych rejonach świata. Właśnie celem wyjazdu było zapoznanie z tą specyfiką krasu tropikalnego. W Wietnamie to zatoka Ha Long z ponad tysiącem wapiennych wysp, a na nich wiele jaskiń. Wybieramy się na rejs stateczkiem po zatoce między wapiennymi ostańcami przeróżnych kształtów. Na wyspie Bo Hon odwiedzamy największą jaskinię Sung Sot. I choć jest przystosowana dla turystów to nacieki i szata naciekowa robi wrażenie. Oprócz tego w zatoce pływamy kajakami po lagunie Luom Bo gdzie przepływamy kilka jaskiń w które wnika światło. Wpływa się z jednej strony wysepki a wypływa z drugiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Następnie z Hanoi udajemy się do Tam Coc gdzie podobna przygoda czeka nas na rzece Nga Dong. To niesamowita sceneria. Rzeka przepływa przez trzy jaskinie - Hang Cả - długość 127 m, drugą jest Hang Hai o długości 60 m i znajduje się kilometr dalej. Trzecia jaskinia Hang Ba jest w pobliżu Hang Hai i ma długość 50 m. Po rzece tej pływa się z wioślarzami, którzy wiosłują nogami. Bardzo pomysłowy i ekonomiczny wysiłkowo sposób wiosłowania. Rejon też jest turystyczny lecz jakoś tego się nie odczuwa gdyż Wietnamczycy używają sprzętu bardzo leciwego a ich pomysłowość jest godna szacunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie podążamy bardziej na południe. Ciągle towarzyszą nam wapienne góry niestety w wielu miejscach dewastowane przez kamieniołomy. Mnóstwo śmieci. Rzeki brudne. Tym niemniej bardzo przyjacielscy ludzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dien Chau docieramy do brzegu morza Południowo-Chińskiego (zatoka Tonkińska). Stąd na zachód przez Góry Annamskie (ciągną się przez cały Płw. Indochiński) w kierunku Laosu. Początkowo pogoda deszczowa, straszna wilgotność potem upały i kurz.&lt;br /&gt;
Wietnam przejechaliśmy bardzo różnymi drogami. Ścieżkami, drogami gruntowymi pomiędzy polami ryżowymi, błotnistymi i trawiastymi traktami ale asfaltami w tym główną drogą Wietnami: Hanoi – Ho Szi Minh. Na głównych droga są szerokie pasy dla rowerów i skuterów. Mieliśmy namiot lecz go nie rozbijaliśmy gdyż różnych miejsc noclegowych było tyle iż nie warto było trudzić się z namiotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWietnam&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2023}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka spod Hotelu Zimnik na Malinowską Skałę. Zjazd doliną Malinowskiego Potoku. Śniegu dużo. Na górze miękki, pośrodku zabójczy (tj. łapiący tyły nart w gęstym bukowym lesie), a na dole ohydny (ciapa). Z auta do auta jakieś 2h 15m i ok. 620 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra (Diablak)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek (niezrzeszony)|12 02 2023}} &lt;br /&gt;
Z Zawoja Markowa zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Dalej przez Przełęcz Brona na Diablak. Zjazd na Krowiarki. Pogoda dopisała. Śniegi całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - Kaiserstein|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|9 02 2023}}&lt;br /&gt;
Z parkingu pod wyciągiem krzesełkowym najpierw podchodzę wzdłuż trasy, a następnie miejscami bardzo romantycznie postrzępioną granią na Kaiserstein (2061). Śnieg wywiany, narty przez większość czasu niosę na plecach. W ogóle wieje bardzo mocno, choć jednocześnie jest nade mną bezchmurne niebo. Zjeżdżam przez Breite Reis, to podobno jakiś lokalny klasyk. Śnieg trudny, o mocno nierównej powierzchni z powodu działalności wiatru. Każdy skręt w lewo generuje sypnięcie w twarz krupą spod tyłów moich nart. No ale oczywiście miło się było zmęczyć, skoro już i tak musiałem jechać w okolice Wiednia. W sumie 1200 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|05 02 2023}} &lt;br /&gt;
ZŁatna i Sopotnia Wielka. Z dolnego parkingu w Złatnej z buta do mostku. Tam zapinamy narty i dalej dziewiczymi stokami przez łąki i leśne dukty do niebieskiego szlaku na wysokości Polomu. Stamtą dalej w dziewiczych śniegach na Trzy Kopce. Tu dopiero szlak jest przetarty. Podchodzimy pod Stefankę i zjeżdżamy do drogi. Dalej w lewo prosto do rynny którą wychodzimy na Rysiankę. Tam przerwa na popas i z foki na Halę Lipowską. Z Hali Lipowskiej zjazd pod słupami do samego parkingu. Warunki bajeczne - ludzi garstka. Do Trzech Kopcy torowanie w puchu po kolana albo i głębszym (nawet w nartach). Zjazdy w prawdziwym puszku. Ostatni już po zmroku. To był ten dzień!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł|3 02 2023}}&lt;br /&gt;
Wejście typu &amp;quot;przed pracą&amp;quot; na Czantorię. Najpierw &amp;quot;ścieżką rycerską&amp;quot;, a potem lewymi zboczami doliny Suchego do drogi biegnącej grzbietem. Następnie grzbietem przez las na szczyt. Zjazd drogą podejścia. Trochę wystających korzeni, ale generalnie śnieg aż do drogi asfaltowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona)|03 02 2023}} &lt;br /&gt;
Ruszamy z Żabnicy skałki szlakiem na Boraczą. Tam mały popas. Na hali piekło wieje niemiłosiernie i cały czas kładzie. Idziemy dalej na Prusów. Na halach jest strasznie wietrznie. Trzeba torować. Ze szczytu chcemy się przebić przez las pod samochód niestety wpakowujemy się w niezłe maliny. Trzeba wrócić - niestety nie zapinam butów i wyskakuje mi kostka. Wracamy na Boraczą a z tamtąd zjazd asfaltem na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fprosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;Łukasz Mazurek, Bartosz Brzezinka (SBB), Szymon (niezrzeszony)|02 02 2023}} &lt;br /&gt;
Prognozowany solidny opad skłania nas do wycieczki na Świętą Górę. Spotykamy się u Bartka dość późno i jedziemy. W górę idziemy pod zboczami Soliska i przez Byka. Za Soliskiem zaczyna się torowanie. Powyżej górnej granicy lasu huraganowy wiatr i bardzo ograniczona widoczność - przy nawigacji posiłkujemy się dobrodziejstwami techniki. Docieramy jedynie na polski wierzchołek, przepinamy się w ekspresowym tempie pod krzakiem i zjazd. Góra - do Koła - mocno przewiana. Dalej bajka (przynajmniej dla mnie - 100 pod butem radzi sobie nieźle, chłopaki na wąskich nartach zaliczają kilka przyziemień ). Stajemy na szybki popas na Miziowej. Chcemy wyjść jeszcze raz na górę - ale wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Ostatecznie prujemy starą trasą wzdłuż orczyków na Szczawiny, dalej chwilę nartostradą, następnie przez las i pod krzesło - warunki pierwsza klasa. Na narcie na sam parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szkolenie lawinowe PZA na Hali Krupowej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Liwocha + około 30 innych osób z &lt;br /&gt;
klubów z całej Polski|27 - 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kamil dociera na miejsce już około 15. Ja dojeżdżam na Parking pod Krupową po 18 i na parkingu spotykam już gotową do wymarszu ekipę KKS - którzy pomagają mi w parkowaniu (niestety lodowisko). Chcą na mnie zaczekać, ale ja jeszcze muszę dokonać przepaków i nie chcę żeby marzli więc umawiamy się, że widzimy się na górze. Jest dość ciepło. Warunki śniegowe na dole nie najlepsze - dużo wystających kamieni - jednak udaje się podejść bez odpinania nart. Po nieco ponad godzinie docieram do schroniska. I lokuję się w pokoju z ekipą KKS (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kamil jest na szkoleniu). W piątek prowadzimy szeroko zakrojoną integrację. Wkrótce też dociera pierwsza część ekipy instruktorskiej - Melon a tuż za nim Diabeł. Działania rozpoczynamy w sobotę od rana. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza idzie z Melonem, my idziemy z Michałem, który dotarł rano. Na hali przygotowujemy symulowane lawinisko i trenujemy strategię działania na lawinisku - poszukiwania &lt;br /&gt;
zasypanych, pomoc zasypanym, zasypanym częściowo oraz tym którzy znaleźli się na górze. Dodatkowo uczymy się budowy stanowisk i ćwiczymy transport w dół i w górę w noszach. Po przerwie obiadowej Idziemy z Melonem. Tym razem głównie skupiamy się na technikach wykopywania oraz poszukiwania. Na koniec organizujemy improwizowany transport poszkodowanego do schroniska. Po kolacji docierają do schroniska Maciek i Tomek - z służby śniegowej Grupy Beskidzkiej GOPR. Rozpoczynamy wykłady na temat czytania i rozumienia komunikatów służb śniegowych a następnie na temat technik przeszukiwania lawinisk prawidłowej &lt;br /&gt;
konfiguracji i obsługi sprzętu - oraz jego lokalizacji. Po wykładach zostało jeszcze świętowanie urodzin Melona, któremu jeszcze raz życzymy sto lat! W niedzielę startujemy od samego rana z zajęciami praktycznymi prowadzonymi przez Tomka i Maćka. Na pierwszy ogień idziemy z Tomkiem gdzie skupiamy się na działaniu, technikach poszukiwania przy użyciu detektora lawinowego. Po przerwie kawowej zmiana grup i idziemy z Maćkiem. Tym razem przedmiotem zajęć jest technika przeszukiwania &lt;br /&gt;
lawiniska przy pomocy sondy lawinowej. Po zakończonych zajęciach Kamil schodzi na dół. Ja czekam na podsumowanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie, pakujemy się i zjeżdżamy na dół. Zjazd po średnich śniegach wąskimi drogami i stokówkami przeoranymi przez pieszych i skutery. Szkolenie bardzo ciekawe i bardzo fajnie poprowadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzkolLaw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg charytatywny - VIII Bieg z Sercem|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Buli + dużo innych biegaczy| 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
W zeszłym roku wkręciłem się w bieganie i postanowiłem, że w 2023 r. zacznę uczestniczyć w zawodach biegowych. Przy okazji WOŚP postanowiłem wziąć udział w biegu charytatywnym, dzięki czemu można było się zmierzyć i zrobić coś dobrego :) Na miejscu spotkałem Buliego. Start był o 11, a trasa liczyła ok. 7 km. Nie było oficjalnych pomiarów czasu, ale gps zmierzył mi tempo 5 min/km. Na mecie czekał już Daniel, więc on to musiał lecieć jak wariat :) Super atmosfera, fajnie widzieć ludzi, którzy na całej trasie Ciebie dopingują :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Munczolik|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od wylotu doliny Cebulowego Potoku przechodzimy leśną drogą do sąsiedniej dolinki za grzbiet Rakowca. Dalej wzdłuż potoku a później jego łożyskiem i finalnie po dość głębokim śniegu (sami przecieraliśmy trakt) wychodzimy w pobliżu Hali Górowej. W okolicy Hali Miziowej dość sporo osób. Od razu więc kierujemy się na Munczolik (1356). Grzbiet opada na boki dość stromymi zboczami. Od wys. 1000 m wspaniała pogoda. Piękny zjazd w nieruszonym śniegu do Hali Cudzichowej, którą rozpędem trawersujemy. Potem równie fajny zjazd leśnymi duktami do najniższego płaju i nim do auta przy wylocie dol. Cebulowej. Bardzo urozmaicone podejście a zjazd jeszcze bardziej. Ludzi spotkaliśmy tylko w pobliżu Miziowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kasprowy Wierch - skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (os.tow.)|28 01 2023}}&lt;br /&gt;
Z powodów logistycznych wyjeżdżamy z domu dość późno jak na tatrzańskie wycieczki (po 6:00). Do Zakopanego dojeżdżamy około 9:30. Narty zakładamy praktycznie przy samochodzie. Idziemy na Kasprowy Wierch wariantem zimowym, wzdłuż potoku Goryczkowego, w tym miejscu ludzi całkiem niewiele. Zmienia się to od dolnej stacji Kolejki Goryczkowej. Tam już tłumy. Mgła gęstniała wraz z wysokością, żeby się całkowicie rozproszyć tuż przed szczytem, oferując bajkowe widoki. Przepinamy narty pod stacją meteorologiczną i zjeżdżamy na dół. Błędniki trochę nam wariują podczas przejazdu przez największą mgłę. Mleko tak gęste, że ciężko określić czy się stoi, czy jedzie i w którą stronę :) trzymamy się chorągiewek nartostrady, żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla oka. Było to szczególnie emocjonujące dla Adama, który pierwszy raz był na skirutach w Tatrach i nie jeździł jeszcze w takich warunkach. Poniżej kolejki zjazd już spokojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fkasprowy &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - Westliche Seeblaskogel|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|26 - 28 01 2023}}&lt;br /&gt;
W czwartek z Gries (1640) podchodzimy do chatki Winnebachseehütte (2361). W piątek próbujemy się dostać na Breiter Grieskogel (3287), ale zmuszeni jesteśmy zawrócić nieco poniżej przełęczy Zwieselbachjoch (2868). Wiatr 40 km/h to może nie jest jeszcze jakaś tragedia, ale przy temperaturze rzędu -15 C i nadciągającej mgle warunki zrobiły się trochę zbyt poważne. O pierwszej jesteśmy z powrotem przy chatce i wtedy właśnie chmury schodzą w dół i nad nami ukazuje się niebieskie niebo. Ola zostaje na relaks i odmrażanie stóp, a ja idę się wyżyć, wychodząc sportowym tempem na rzeczony Seeblaskogel (3048). W sobotę miało być pięknie, ale wyszło znowu to samo, czyli mróz, mgły i nadal śniegu mało. Po śniadaniu wracamy więc do samochodu. Nie byliśmy jedynymi, którzy rozumowali, że start z samochodu zaparkowanego na 1640 powinien gwarantować niezłe warunki. Chatkę dzieliliśmy z klasyczną bandą Czechów oraz - drugiego wieczoru - z lokalną parą. Nawet miejscowi byli zaskoczeni ilością kamieni wystających spod śniegu w dolinie nad chatką. Niby koniec stycznia, ale jednak - z powodu odwilży - niedawny, masywny opad właściwie był jakby pierwszym w sezonie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - wycieczki po różnych wadi|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska, Emilia, Felicja|15 - 23 01 2023}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek zaczynamy od standardowej wycieczki po wadi z parku Ruwi w Maskacie. Wtorek - Wadi Qualhat (pusto!), środa Wadi as-Shab, czwartek zabawy na pustyni, piątek Wadi Bani Khalid, sobota prawa orograficznie odnoga Wadi al Muaydin, niedziela meczet Sułtana Qaboosa, muzeum ropy naftowej, souq i festiwal Muscat Nights (ciekawe!). No i tak minął nam tydzień ferii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wyjazd szkoleniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; i inni|19 - 22 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce autoratownictwo zaawansowane oraz pierwsza pomoc. Poczynając od czwartkowego wieczoru, do południa w niedzielę działaliśmy intensywnie, z krótkimi przerwami na sen. Działaliśmy w jaskiniach Czarnej i Kasprowej. W niedzielę szkolenie na bazie. Dodatkowa atrakcja wyjazdu: torowanie drogi do jaskiń w śniegu po pas, co prawda mój, ale jednak... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wieka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona), Anka (niezrzeszona)|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny dzień wcześniej zrobiły solidny zwiad w Beskidach więc wiemy czego się spodziewać. Jedziemy na Wielką Raczę. Po dość długiej walce o miejsce parkingowe idziemy na szczyt żółtym szlakiem. Śniegu całkiem sporo, ale wszystko to co spadło nie zdążyło usiąść i zostać przykryte świeżym opadem. Wystaje dość dużo kamieni. Na górze wchodzimy na chwilę do schroniska no i czas powrotu. Odpinamy foki pod schroniskiem i zjeżdżamy do Hali na Małej Raczy i dalej przez halę w dół. Oj piękny był to zjazd - mimo iż nie był to puszek zjazd bardzo przyjemny. dalej pożarówką w dół przejeżdżając, przechodząc lub przeskakując przez kilka strumyków. Ostatecznie udaje się zjechać do samochodu bez odpinania nart.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWlkRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wypad skiturowy wymuszony okolicznościami. Z Żabnicy od drewnianego kościółka bez szlaku, nie przetartym terenem na grzbiet Prusowa (1010). Była mgła i posiłkowałem się nawigacją z telefonu. Gdy chciałem upewnić się co do poprawności marszruty stwierdziłem z przerażeniem brak urządzenia. Kieszeń okazała się dziurawa. Zjeżdżam wzdłuż śladu w dół kilkaset metrów i nic. Na dodatek w celu oszczędzania baterii włączyłem tryb samolotowy więc nie mogłem go namierzyć po dźwięku. W sukurs przychodzi mi Teresa. Sondujemy ślad kijkami co kilka centymetrów,  co zajmuje sporo czasu. Esie udaje się przypadkowo wykopać telefon spod śniegu więc nie posiadam się z szczęścia. Potem już bez problemów idziemy na zalesiony szczyt Prusowa. Zjazd trochę inną drogą, rozległymi polanami po fantastycznym śniegu. Dolny odcinek stanowią tarasy pól poprzedzielane metrowymi uskokami więc zjazd dostarcza dodatkowych atrakcji w postaci fajnych skoków. U góry spotkaliśmy tylko kilku skiturowców. Deniwelacja - ponad 500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Prosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Hala Gąsienicowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (nie zrzeszony), Ala (niezrzeszona)&lt;br /&gt;
|15 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic. Wychodząc z parkingu spotykamy naszego klubowego kolegę Tomka wraz z Sylwią (ST), którzy idą w tą samą stronę. Celem był Kasprowy. Udajemy się więc w piątkę. NA Nosalową Przełęcz narty wynosimy dalej już z foki. Niestety na drodze staje nam jelonek. Tomek z Sylwią przechodzą, jednak nasza trójka zostaje z drugiej strony i dość długo czekamy aż ten zrobi nam miejsce. Wiatr silny a śnieg ciężki i tępy. Dochodzimy do Murowańca gdzie czekają już Tomek i Sylwia. Oni chcą iść &lt;br /&gt;
dalej. My podjęliśmy już wcześniej decyzję, że odpuszczamy dziś Kasprowy &lt;br /&gt;
bo przyjemności z tego nie będzie. Sylwia namawia jednak Alę, a ta nas, żebyśmy poszli wraz z nimi. Wychodzimy więc razem. Po drodze mijamy kolejne osoby, które wycofały się ze względu na zbyt silny wiatr. W końcu i nasza trójka odpuszcza. Sylwia z Tomkiem idą dalej na Kasprowy - my wracamy do Kuźnic drogą podejścia. Zjazd starą nartostradą mimo wcześniejszych obaw - całkiem niezły. Zjeżdżamy do Nosalowej Przełęczy. Dalej niestety narty trzeba przypiąć do plecaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FHalaGosienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry zach. - Jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia S., Magda (KKTJ), Ania, Darek i Sławek (KKS)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie planowana była jaskinia Wielka Śnieżna, ale ze względu na pogodę i informację, że otwór Śnieżnej zakorkowało, padł pomysł na Czarną. Czarna zawsze pewny plan B. Podeszliśmy od strony wysranki, torując drogę pod sam otwór. W jaskini odwiedziliśmy partie Wawelskie, a dziewczyny na powrocie zrobiły krótką sesję zdjęciową w korytarzu mamutowym i korytarzu żyrafowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Babia Góra|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek, Adam (os. tow.)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Startujemy ze Slanej Vody po stronie słowackiej. Szlak początkowo wodnisty, później błotno wodnisty, wyżej śnieżno błotny i u góry nareszcie cały we śniegu! Choć nie był to śnieg na jaki czekaliśmy, bez podkładu i ubicia wyślizgiwał się spod nóg nie ułatwiając podejścia. Widoków brak. Za to zimno, wiatr i śnieg wyczyniały czary z wszystkim co im na drodze stanęło, znaleźliśmy się w krainie lodowych rzeźb. Na szczycie Babiej znajdujemy kawałek miejsca dla siebie i rozkoszujemy się kawą w doborowym towarzystwie (widoków ciągle brak). Po zejściu na Przełęcz Brona kierujemy się w stronę Małej Babiej. Słońce próbuje się przebić przez chmury, jednak walkę przegrywa (dość malowniczo). Droga idzie nam  sprawnie i szybko więc pozwalam sobie czasem przystanąć i poudawać, że wiem jak robić zdjęcia, żeby później gonić za chłopakami. Na nasze nieszczęście szlak z Małej Babiej na stronę słowacką jest nieuczęszczany (ślady jednej! osoby) więc torujemy zejście w śniegu po kolana (miejscami niektórym po uda), żeby wariantem mieszanym (trochę szlaku trochę lasu) dojść do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Karb i Kasprowy W.|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Trochę wymuszona przez warunki śniegowe trasa, choć niemal ciągle na nartach. Przez dol. Jaworzynki wydostajemy się na Halę Gąsienicową. Dalej na przeł. Karb przez dol. Zieloną Gąsienicową. Stąd już w rakach kawałek na Czubę nad Karbem (1896). Zjazd szlakiem podejściowym (u góry czujnie gdyż głazy pod granią nie są należycie przykryte śniegiem, jak zresztą w większości żlebów) a następnie znów podejście na Kasprowy. Na górze sporo ludzi (uruchomiono wyciągi i trasy narciarskie). Z góry fajny zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic a dalej do samego auta powyżej ronda. Deniwelacja 1370 m i 19 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Deszczowa i Złodziejska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki Kroczyckie i odwiedzamy jaskinię Deszczową (w której wykopaliska potwierdziły obecność człowieka z przed tysięcy lat) oraz jaskinię Złodziejską (Schronisko w Skałach Kroczyckich). Piękna pogoda, w której te skały prezentują się bardzo malowniczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/JaskiniaDeszczowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - krótkie jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|06 - 07 01 2023}}&lt;br /&gt;
W piątek akcja popołudniowa do Brunnecker Höhle. Tym razem udaje się przejść nad wodospad Teufelsmuhle, choć niezbyt daleko. Łącznie w jaskini ok. 2.5h. Przekraczając wodospady i podchodząc wzdłuż huczących kaskad przemakamy do suchej nitki. Nie jest to problem, bo w jaskini ciągle się ruszamy, a samochód wszak zaparkowany blisko otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę idziemy do Bierlocha. Pod ziemią spędzamy około 4.5h. Przechodzimy cały Gang der Nationen i odklepujemy zjazd do Bierleichendomu. Udaje się nam zejść do samochodu przed zmrokiem i zażyć sporo przyjemnej, rześkiej pogody na powierzchni. Zimy w Alpach Salzburskich raczej brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony), Halina (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony)|07 01 2023}}&lt;br /&gt;
Dostaję info, że na Łomnicy szykuje się całkiem spoko warun. Skrzykujemy się więc stałą ekipą, a w ostatniej chwili dołącza kolejny Piotr i jedziemy. Do Skalnego Plesa wychodzimy oczywiście po trasach. W restauracji na górze szybka przerwa śniadaniowa i idziemy w górę &lt;br /&gt;
standardową drogą podejścia (mniej więcej w okolicach krzesła na Łomnicką Przełęcz). Wychodzimy nieco wyżej w stronę Łomnicy. Warun &lt;br /&gt;
Petarda - słonko, zero wiatru. Po konsumpcji odklejamy foki, schodzimy na przełęcz. W żlebie centralnym śniegu całkiem sporo - no i trafił się też niezły pow, więc pare firan poleciało. Niestety również kilka wystających i dobrze zamaskowanych kamieni się znalazło... Ale i tak &lt;br /&gt;
warunki zjazdowe całkiem dobre. Zjazd od Skalnego Plesa w dół po trasach w bardzo trudnych warunkach - śnieg na trasach bardzo mocno rozjeżdżony, a widoczność praktycznie zerowa. Na deserek zostawiamy sobie przejazd przez snow park. Co nie którzy oddają serię całkiem niezłych lotów i na nartach zjeżdżamy praktycznie do parkingu. O 14 jest już praktycznie po wszystkim. Wypad jak zwykle na duży plus, fajnie było znowu poczuć pod nartami tatrzańskie śniegi - oby zima szybko wróciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLomnickieSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd sylwestrowo - noworoczny z imprezką na Kościelcu|Łukasz Piskorek, Asia Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam (os. tow.) i pies Rufus|31 12 2022 - 01 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wieczorem ruszamy z Ostrego doliną Zimnika na Kościelec (1022). Jest +9 st. i silny wiatr. Pierwsze płaty śniegu pojawiają się dopiero w górnych partiach (na których Rufus skwapliwie się tarza). Fajną ścieżką docieramy pod szczyt pokonując ostatni odcinek stromo do góry na przełaj pod skały szczytowe. W pięknym miejscu z rozległymi widokami rozpalamy ognisko spędzając przy nim ostatnie chwile roku 2022 piekąc kiełbaski i gawędząc na różne tematy. Gdzieś tam na dole wiwatują na cześć upływającego czasu a nam przygrywa wyjący w drzewach wiatr i trzask ogniskowych bierwion. Po północy gasimy ogień i ruszamy w różne strony. Asia, Łukasz i Adam schodzą szlakiem do aut, a ja z Esą idziemy przez Malinowską Skałę, Skrzyczeńską Kopę na Mł. Skrzyczne. Na szlaku pojawia się dość sporo osób. Trakt jest pokryty mokrym lub zalodzonym śniegiem bądź błotnistą mazią. Na Mł. Skrzycznym (1211) zakładamy narty i nartostradą zjeżdżamy do godnoli. Trasa była oświetlona i wyratrakowana i byliśmy na niej tylko my. Pięknym zjazdem osiągamy parking gdzie czekał już Łukasz (przyjechał moim autem z Ostrego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKoscelec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11096</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=11096"/>
		<updated>2023-09-17T21:19:50Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''17 09 2023 ''' – Jura - góra Bukowiec&lt;br /&gt;
* '''16-17 09 2023 ''' – Beskid Mał. - M3J&lt;br /&gt;
* '''10 08 2023 ''' – Tatry Wys. - Granaty&lt;br /&gt;
* '''05 - 08 09 2023 ''' – Bieszczady&lt;br /&gt;
* '''07 08 2023 ''' – Jura - wspin w Zubowych Skałach&lt;br /&gt;
* '''06 09 2023 ''' – SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11095</id>
		<title>Wyjazdy 2023</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2023&amp;diff=11095"/>
		<updated>2023-09-17T21:18:20Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Iwona: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Maraton 3 jezior|Daniel Buli i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 09 2023}} &lt;br /&gt;
Na początku tego roku zobaczyłem ogłoszenie o terminie tegorocznego Maratonu 3 Jezior (M3J), festiwalu biegowego organizowanego przez naszych przyjaciół Magdę i Staszka. Mając na uwadze, że w 2022 r. wkręciłem się w regularne bieganie, pomyślałem, że spróbuje swoich sił i w chwili podniecenia zapisałem się na 25 km bieg z Międzybrodzia Bialskiego, poprzez przełęcz pod Rogaczem, Czernichów, Jaworzynę, Kiczerę, Górę Żar do Porąbki (ok. 1400 m przewyższenia). Od tamtej pory starałem się swoje &amp;quot;treningi&amp;quot; dostosować pod wrześniowy bieg, co zaowocowały chyba dobrym debiutem. Pogoda sobotnia była cudna, choć dla nas biegaczy było odrobinę za ciepło, tak z 18C byłoby optymalne, ale lepsze to niż deszcz :) Na starcie wielkie emocje i super klimat, kiedy formuje się grupa 166 biegaczy, którzy wspólnie ruszają. W czasie pierwszych 3 km pokonuje się ponad 500 m przewyższenia, co powoduje, że grupa dzieli się na mniejsze podgrupki, które &amp;quot;biegną&amp;quot; w swoim tempie. Ja staram się dotrzymać kroku, lecz zostaje w tyle kiedy zaczynamy zbiegać w dół. Po dotarciu do Czernichowa trasa wiedzie przez most wiszący na drugą stronę Soły, gdzie czeka podobny ostry podbieg. Po drodze mijam moich wiernych kibiców w postaci Iwony i Karolci, która wyrywa się i wbiegła na trasę aby mnie przytulić, bo już chyba na tym etapie (8km) źle wyglądałem. Dalszą część trasy biegnę sam bądź w towarzystwie 4-5 osób, które maja podobne tempo. Przy 12 km mam pierwsze zwątpienie, czy starczy mi sił do końca biegu, ale po łyku wody spinam poślady i biegnę dalej. Kolejnym punktem kulminacyjnym było wbiegnięcie na Górę Żar (18km) gdzie po wypiciu elektrolitów z punktu regeneracyjnego i usłyszeniu dopingu ruszyłem w dół. W tym momencie zaczęły doskwierać mi obtarcia na piętach, które z każdym kilometrem były coraz bardziej dokuczliwe, co mnie trochę spowolniło. Na szczęście trasa już w większości biegła w dół. Na stadionie przy okrzykach  Iwony, Karoliny, Magdy i Staszka wbiegłem na linie mety. Mój czas wyniósł 3h 38 min. co dało tempo 8min 42s na kilometr oraz 64 miejsce na 157 zawodników, którzy ukończyli bieg. Z wyniku jestem zadowolony, choć w serduszku tliła się nadzieje na czas poniżej 3h30min, ale nie można mieć wszystkiego :)&lt;br /&gt;
Buli biegł w niedzielę na trasie 17km (1200 m przewyższenia). Start pokrywał się w większości z moją trasą, ale ostatecznie po przebiegnięciu przełęczy pod Czuplem i dotarciu do Czernichowa, ponownie wbiegał pod Rogacz i na metę do Międzybrodzia Bialskiego. Buli to już nie amator co ja i chłopak uzyskał wspaniałe 20 miejsce na 144 biegaczy z czasem 1h 52min (tempo 6min 37s) a 6. w swojej kategorii wiekowej. Chociaż jak stwierdził, jest pole do poprawy :)&lt;br /&gt;
Dziękujemy i gratulujemy Magdzie i Staszkowej pięknej imprezy sportowej, organizacja wzorowa, posiłek regeneracyjny przepyszny, a emocje niezapomniane! Do zobaczenia w przyszłym roku! :)&lt;br /&gt;
Strona zawodów: https://www.maraton3jezior.com/ &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Bukowiec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|17 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo ciekawy obszar z kulminacją góry Bukowiec (361). Obchodzimy teren. Na południowym skłonie skalne wychodnie. W spękanych warstwach wapienia kilka otworów. W największej jaskini sporych rozmiarów sala. Ta jaskinia ma 2 otwory. Potem jeszcze odwiedzamy nieodległe Stawy Kaskadowe oraz Schronisko w Pogorzycach w masywie Góry Grodzisko (380). Teren jest pełen różnych dolinek, parowów i zapadlisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Bukowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wycieczka na Granaty|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wciąż cudowna wręcz pogoda. Z Brzezin rowerami podjazd do Murowańca. Od dwóch lat &amp;quot;kocie łby&amp;quot; są wysypane szutrem więc podjazd rowerem stał się bardzo sensowny (w obie strony można zaoszczędzić 2 h). Zajmuje nam to 1 h 10 min. Potem już szlakami na Skrajny Granat. Dalej Pośredni i Zadni. Zejście do Murowańca i super zjazd do Brzezin (ok. 25 min). Szlaki dość rojne a przy Murowańu wręcz tłum. 1250 m deniwelacji i 21 km. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Granaty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Zubowych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|07 09 2023}} &lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg w zakresie V+ - VI+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach drogą Martina|Jan Kieczka, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|06 09 2023}} &lt;br /&gt;
Wszystko zagrało jak należy. Z Tatrzańskiej Polanki jeszcze o zmroku podjazd rowerami do Śląskiego Domu (1665). O poranku podejście na Polski Grzebień (2200). Stąd przepiękną granią (tzw. Martinka, trdności II - III) przez m. in. Wielicki Szczyt (2319), Litowrowy Szczyt (2423), Lawinowy Szczyt (2606), Zadni Gerlach (2616) osiągamy króla Tatr - Gerlach (2655). Pogoda była cudowna. Sama Martinka zajęła nam nieco ponad 4 h. Większośc grani zrobiliśmy bez asekuracji. Po drodze 2 zjazdy. Od drugiego szliśmy już z lotną asekuracją. Grań bardzo lufciata, kilka miejsc czujnych. Generalnie szliśmy samą granią. Zejście Batyżowieckim Żlebem. Od Śląskiego Domu w kilka chwil rowerami śmigliśmy do parkingku. Z auta do auta - 12 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMartinka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 08 09 2023}} &lt;br /&gt;
Parodniowa zmiana otoczenia, przy okazji wyjazdu Łukasza. Jestem zbyt obowiązkowa na to by ,,rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady&amp;quot;, więc pracę biorę ze sobą, a popołudnia wykorzystuję na spacery na pobliskich szlakach. Nocuję w Cisnej, skąd pierwszego dnia robię spacer na Wołosań. Szlak zaczyna się kawałek za moim apartamentem. Początkowo zieloną ścieżką przyrodniczą, dochodzę powyżej Bacówki pod Honem, do czerwonego szlaku. Tam mijam się z Łukaszem, który robi trasę z Duszatyna do Wołosatego (~90km). Początkowo ostro do góry, dalej granią. Całość udaje mi się zrobić w 4,20h - spieszę się, bo nie codzień wychodzę w góry dopiero o 14… Jednak pośpiech i 16km daje się  we znaki wieczorem i następnego dnia rano (mojemu czworonożnemu psijacielowi również). Dlatego następnego dnia wybieram trasę krótszą. Choć widokowo bardziej mi się podoba, to podejście jeszcze bardziej strome niż poprzedniego dnia. Dochodzę pod szczyt Warwosoki i tam robię krótka przerwę przed zejściem. Ostatniego dnia mam czas tylko na krótkie spacery w okolicy, nad rzekę i do lasu, żeby zdążyć odebrać Łukasza z Wołosatego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szuter Master Górny Śląsk|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutry Górnego Śląska. Tak są i jest ich dużo i są w lasach. W myśl zasady „rowerki są szczęśliwe jak jeżdżą” 150 km poprzez Żor, Szczygłowice, Czerwionka- Leszczyny, Kuźnie Raciborską, Rudy i Rybnik. Piękna pętla głównie lasami. Pogoda idealna 20 stopni, zero deszczu, zero komarów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szeroko pojęta Jura (Jaskinia Szmaragdowa, Jaskinia w Zielonej &lt;br /&gt;
Górze, Studnisko, Studnia Szpatowców)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|03 09 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bartek potrzebuje kilku zdjęć jaskiniowych. Wypad więc ustalamy już na początku tygodnia. Ja dostaję przykaz, żeby zabrać koniecznie pomarańczowy kombinezon... No nic wiem, że będę się gotował, ale w końcu zdjęcia więc dostosowuję się. Początkowo mieliśmy podziałać w Racławicach, następnie przenieść się w okolicę Rodaków. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Gdzieś w piątek Bartek poinformował, że zrobił wpis również na Studnisko... Spotykamy się u mnie w niedzielny poranek. Decydujemy, że jedziemy najpierw w stronę Studniska a później będziemy wracać. Ostatecznie Bartek wysuwa nieśmiało propozycję jaskini &lt;br /&gt;
Szmaragdowej. Błyskawicznie ją podłapuję. Jedziemy. Szybki spacer przez nieczynny kamieniołom i jesteśmy pod otworem. Szybkie przebieranie i wchodzimy dolnym otworem. Następnie zjeżdżamy nad jeziorko. Bartek jedzie pierwszy i rozstawia się ze sprzętem następnie ja, grzecznie wykonując komendy: stój, patrz w lewo, patrz do góry, więcej światła, mniej światła, połóż tam światło i tak dalej... Poziom wody dość niski. Poręczówka nad jeziorkiem umożliwiła by przejście na koniec korytarza, &lt;br /&gt;
jednak żaden z nas nie ma nic na przebranie, więc odpuszczamy ten pomysł (chodź bardzo kusił...). No to do góry i tym razem wychodzimy górnym otworem. Szybki powrót do samochodu. Bułeczka. I dalej w drogę w stronę gór sokolich. Przejeżdżamy przez Kusięta. Tym razem ja dostaję olśnienia. &amp;quot;Bartek przecież tu jest jakaś fajna jaskinia z fajnymi naciekami&amp;quot;. No jest - Jaskinia w Zielonej Górze. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć Bartek zawrócił i kierujemy się w stronę rezerwatu &lt;br /&gt;
Zielona Góra. Tu bierzemy tylko kombinezony, kaski i sprzęt foto. Błyskawicznie się przebieramy  i czmychamy do dziury. Gdy Bartek rozstawia Sprzęt w pierwszej sali, Ja zwiedzam kolejną z pięknymi naciekami. Szybka sesja (nie zwiedzamy wszystkich zakamarków) i wychodzimy. Dalej jedziemy w stronę Gór Sokolich. Łapiemy ostatnie wolne miejsce na parkingu i żwawo udajemy się pod otwór Studniska. Tu znowu przebieranki i w stałej kolejności na ten wyjazd do dziury. I znowu stój, patrz w lewo, prawo do góry, trochę niżej i tak dalej. W końcu obaj jesteśmy na dnie wlotówki. Odpuszczamy jednak dno. Przecież tego &lt;br /&gt;
dnia chodzi nam tylko o zdjęcia... No i wio do góry. Wychodzenie w gumowym kombinezonie wytopiło ze mnie całkiem sporo tłuszczyku... Przy otworze jak zwykle mnóstwo nietopeżowej młodzieży. No i znowu kombinezony i szpej do plecaków i do samochodu. Sprawdzamy trasę do Racławic. 1,5 h = zdecydowanie za długo. Co może  być bliżej. No jak co Podlesice. zastanów się tylko czy Studnia Szpatowców czy Żabia. Ostatecznie staje na Studni Szpatowców. No i tak jak poprzednio szybko &lt;br /&gt;
pod otwór. Przebieranki i szpejenie. Znowu Bartek przodem. Z tym że tu stój, patrz do góry, w lewo i prawo zaczęło się już na pochylni... W końcu udaje nam się zjechać na dno. Zdjęcia zrobione więc znowu czas do góry. Było trochę po 18. Bartek za moją namową zagląda jeszcze do szczeliny pomiędzy Wielką a Małą Studnią Szpatowców - ja przypadkowo trafiłem na ten obiekt podczas poprzedniej wizyty z Danielem więc już odpuszczam. W domu jestem około 20.00. Dzień całkiem owocny. Teraz tylko czekam na efekty zdjęciowe tego wypadu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 3 grotołazów (Paweł, Bartek i Dorota z SDG)|27 08 2023}} &lt;br /&gt;
Koledzy z Dąbrowy zjeżdżają progiem i przy okazji krótkie wejście do Ptasiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. rowerem |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zapowiadała się kiepska – mocno burzowo, ale wolne jest teraz a kiedy następne?. W upalny sobotni ranek wyjazd z Mikołowa. Drogami rowerowymi kieruję się na Szarculę w Istebnej gdzie planuję nocleg na punkcie widokowym. Trasa wiedzie przez Pszczynę, Goczałkowice i Bielsko. Pierwsza burza dopada mnie za zalewem goczałkowickim, częściowo udaje mi się ją przeczekać pod zadaszeniem. Następnie w deszczu aż do Bielska. Prawdziwa jazda (góra-dół) zaczyna się dopiero po 100 km a kulminacją jest podjazd do Koniakowa (miejscami 17%). Po 124 km lokuję się na nocleg &lt;br /&gt;
z pięknym widokiem na jezioro Czerniańskie. Myślałem, że był to już koniecwrażenia i spokojnie dośpię do rana. Nocą (23.00, 1.30, 3.00)  przechodzą trzy bardzo spektakularne mega burze. Noo czegoś takiego nigdy nie widziałem i nie słyszałem, a parę razy już mnie postraszyło w górach. Dotrwałem do rana i wróciłem Wiślaną Trasą Rowerową do Strumienia, a następnie przez Suszec&lt;br /&gt;
i Orzesze do domu. Łącznie wyszło ok. 210 km. Dopiero wieczorem z radia dowiaduję się, że Wisła została dotkliwie dotknięta nocnymi burzami a straty szacowane są w dziesiątkach milionów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i 4 grotołazów (3 dziewczyny i 1 chłopak z SW)|26 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wrocławiacy szli do Dziadka. My z II Płytowca odbiliśmy pod Kominy Amoku. Bazowaliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. W nocy konkretna nawałnica.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Grań Fajek|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|25 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wykorzystujemy ostatnie dni urlopu i postanawiamy wybrać się jeszcze w Tatry. Przyzwyczajeni do upalnej Czarnogóry (36st), nie potrafimy się przełamać na wyjście jaskiniowe ;) również decyzja pomiędzy trekingiem, a wspinaniem jest ciężka do podjęcia, dlatego idziemy na kompromis. Robimy Grań Fajek - bardzo łatwe i przyjemne wspinanie z Żółtej przełęczy do Pańszczyckiej przełęczy. Jedynym czynnikiem decydującym o tym, że mamy do czynienia rzeczywiście ze wspinaniem, jest obustronna ekspozycja i oczywiście końcowy zjazd z Fajki. Stamtąd kierujemy się na Orlą Perć i idziemy nią aż do przełęczy Krzyżne. Schodzimy doliną Pańszczycy (ależ ona się ciągnęła…) i do samochodu w Brzezinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FgranFajek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinatu - Massif du Vercors|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|19 - 23 08 2023}} &lt;br /&gt;
We Francji oficjalna fala upałów. Mieliśmy dużo szczęścia do zakwaterowania, bo nasza baza w Saint-Laurent-en-Royans była w &amp;quot;apartamencie&amp;quot; wydzielonym w starych zabudowaniach gospodarczych przez przedsiębiorczego Brytyjczyka, który przeprowadził się do Francji. Grube mury i okna w cieniu zapewniały przyjemny chłodek. Odwiedziliśmy dwie jaskinie. Najpierw Scialet du l'Appel. Tu potrzebne było trochę sprzętu, a szczególnie plakietek ze śrubkami. Dotarliśmy nieco za drugi wodospad, co zajęło nam jakieś sześć godzin. Potem był dzień na czytanie książek i relaks, w tym kąpiele w rzece przy prawosławnym klasztorze. Wybór taki sobie: albo mroźna górska rzeka, albo powietrze jak z piekarnika. We wtorek poszliśmy do Grotte des Ramats - podobno do syfonu tam i z powrotem 2h, a jeśli go obejść i zobaczyć całość, to i z 10h. Okazało się, że nawet obejście syfonu najwyraźniej wymaga totalnego zanurzenia; choć właściwie rzecz biorąc nie byłoby to nurkowanie i myślę nawet, że mógłbym zachować jedno suche ucho. Wobec tego zawróciliśmy, ale i tak było bardzo miło - zarówno sucha, jak i mokra część jaskini są niezwykle urokliwe; może trochę męczące są tylko błota pomiędzy nimi. Zrobiliśmy dużo zdjęć i długi piknik, więc wycieczka zajęła tak raczej 4 ze godziny. Oczywiście Vercors daleko, więc proporcje między czasem w jaskini a czasem podróży i innych czynności logistycznych wyszły, jakie wyszły. No ale co zrobić, można siedzieć w domu... :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedna z najgłęszych jaskiń jurajskich rozbudowana na sporej szczelinie z piętrem górnym i dolnym. Zjazd ok 35 m urozmaicony trawersem w niezbyt obszernej szczelinie. Na dole kilka zagruzowanych ciągów i szczelin. Na samym dole krótki zjazd do ślepej salki. Całość ok. 40 - 45 m deniwelacji i z 200 m długości. Akcja ciut więcej wymagająca jak na Jurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZar&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: wspin w Kalamarce|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. tow.)|12 - 15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalamarka to Słowacki rejon wspinaczkowy położony 300km od Katowic, oferuje wyśmienite wspinanie w andezycie. Składa się z kilku sektorów z czego największe to Horné Skaly i Dolné Skaly. Znajdziemy tu dużo łatwego wspinania w przedziale 4-9 (słowacka wycena dróg) jednak trzeba się przygotować na &amp;quot;oszczędne&amp;quot; obicie dróg, większość pierwszych wpinek znajduje się na wysokości 5-8m, a drogi 18 metrowe często mają jedynie 3-4 ringi - bardzo dobry rejon do treningu psychy :). Wspinanie głównie po krawądkach, rysach, odciągach i w kominach. Bardzo dobre tarcie. Większość skał jest w cieniu więc rejon idealny na upały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parkingi są darmowe i usytuowane w odległości ok 100m od skał. W internecie znalazłem dużo sprzecznych informacji na temat biwakowania. Na miejscu dowiedziałem się od słowackich wspinaczy i właściciela terenu, że można biwakować jedynie w pobliżu górnego parkingu. Jest tam miejsce na namiot i ognisko, a w okolicy dolnych skał jest studnia z wodą pitną (nie korzystałem więc nie wiem czy dobra) UWAGA w okolicy jest dużo niedźwiedzi o czym informują tabliczki. Robotnik leśny wracający o 21ej z lasu poinformował nas żebyśmy uważali bo widział w niedaleko niedźwiedzia więc emocje gwarantowane nie tylko podczas wspinania :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga dojazdowa w skały po betonowych płytach pod górę, mało przyjemna więc najlepiej nie kursować góra-dół.&lt;br /&gt;
W tygodniu cisza i spokój, weekendy wiadomo więcej ludzi.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W skrócie świetne wspinanie i piękna okolica. Polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKalamarka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - lustracja terenu|Łukasz Mazurek i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczesaliśmy fragment terenu na południe od Ogrodzieńca zagladając do kilku dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Ptasia Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Marcin (niezrzeszony)|14 08 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysłów na poniedziałkowy wypad było kilka, bo skład osobowy się co chwilę zmieniał. Ostatecznie zadzwonił do mnie Mateusz i zaproponował wycieczkę do Ptasiej, na co chętnie przystałem. Wyjazd był bardzo wakacyjny, bo z Katowic ruszyliśmy ok. 7, a na szlak ruszyliśmy 9.30. Samo podejście poszło sprawnie, mimo żaru który się z nieba lał i po 2.45h byliśmy w przebieralni. Do samej jaskini weszliśmy ok 13. Celem była wycieczka do Parti CDN, w tym syfonu Pasożytów. Moja lekcja z tego wyjścia była taka, że warto się przylonżować do każdej poręczówki, bo noga może ujechać wszędzie. Na powierzchni byliśmy z powrotem po 19. Bardzo fajnie jest wyjść za dnia z jaskini, szczególnie, że lokalizacja Ptasiej dodaje walorów wizualnych :) Przy zejściu znowu zatakawoł nas zielony laser, tym razem jednak szybko zaprzestał swoich działań. Bardzo udana akcja, choć mogło być trochę chłodniej na podejściu, ale na szczęście źródełko nas ratowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)&amp;lt;/u&amp;gt;|13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolne niedzielne popołudnie, pogoda super. Ruszamy więc na szybki spacer. Od lipowej w górę na Skrzyczne. Tam przerwa na kiełbaskę i piwko. Następnie przez Małe Skrzyczne na Malinowską Skałę i dalej w dół do Doliny Zimnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY/POLSKA: w delcie Odry i obok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 13 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo intensywnie spędzony czas na północy. Na rowerach objechaliśmy &amp;quot;pojezierze&amp;quot; wyspy Wolin, kajakiem spenetrowaliśmy wyspy Starej Świny (właściwie to duże pola sitowia), objechaliśmy też rowerami wyspę Karsibór. Ponadto wyskoczyliśmy na niemiecką wyspę Rugia, do parku narodwoego Jasmund słynącego z przepięknych klifów. W jedną stronę przeszliśmy pod klifami a w drugą nad. Każemu polecamy. Ponadto na południu Zalweu Szczecińskiego odwiedziliśmy port jachtowy Trzebież.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ps. Równe pół wieku temu (w 1973 roku) objechałem rowerem wyspę Wolin w trakcie pobytu na wczasach. Oprócz tego zrobilem tam kilka innych ciekawych rzeczy. Druga sprawa: w roku 1981 zamusztrowałem się na rejs jachtem &amp;quot;Zew Morza&amp;quot; z Aten do Trzebieży właśnie. Moja wyprawa wtedy nie doszła do skutku bo po prostu jacht zatonął właśnie na dojściu do Aten na Morzu Śródziemnym. Tak więc mam sympatię do tych stron.'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDelta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - Dom de Mischabel (4554)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|05 - 09 08 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Randy docieramy w sobote poźnym wieczorem i rozbijamy sie na miejscowym kempingu Attermenzen. Nazajutrz ruszamy na szlak, ktory prowadzi nas do schroniska Domhuette. Mijamy schronisko i śpimy jakieś 300 m wyżej, w miejscu, w którym znajduje sie kilka miejsc na namioty. Po naradzie decydujemy się wejść na szczyt już następnego dnia. Przekonał nas do tego głównie fakt, że okno pogodowe miało trwać jeszcze tylko dwa kolejne dni. Opuszczamy wiec namiot około 5tej rano nastepnego dnia i ruszamy do góry. Na szlaku oprócz dwóch lodowców do pokonania jest także przełęcz, na którą trzeba sie wspiąć, aby nastepnie zejść na drugi lodowiec. Wyjście o 5tej rano (a nie wcześniej) okazało sie dobrym posunieciem ze wzgledów logistycznych. Mały korek, który stworzył się pod przełęczą zdążył się nieco rozładować w momencie w ktorym dotralismy do przełęczy (przed nami szły trzy zespoły). Na szczyt docieramy dopiero około godziny 14tej. Słaba aklimatyzacja i dośc duża odległość dały nam się nieźle we znaki. Na szczęście cały dzień utrzymuje się dobra pogoda. Prawie o zmroku zmordowani docieramy w końcu do namiotu. Kolejnego dnia na spokojnie schodzimy z powrotem do Randy. Szybki przepak, obiad i jeszcze tego samego wieczora wracamy do Niemiec.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FDom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|6 08 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda tym razem niedopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, parite Techuby|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na sobotni i niedzielny wieczór już dawno zostały określone i nie obejmowały wyjść jaskiniowych. Jednak w sobotę rano Łukasz zaproponował niedzielny spontaniczny wypad do Jaskini Czarnej w partie Tehuby. To był ten moment, że w mojej głowie rozpoczęła się walka racjonalnych myśli, które podpowiadały że to czasowo niemożliwe, bo na godzinę 18 musialem juz byc w domu. Z drugiej jednak strony jeszcze nie byłem w Tehubach i chciałem się wybrać. Po chwili namysłu i skrupulatnych obliczeń godzinowych padła decyzja wyjazd 4:30 rano powrot 18:00. Ambitnie, ale realnie. Tak tez sie stalo 4:35 wyjechaliśmy z Doliny Trzech Stawów o 6:40 znaleźliśmy się już u podnóża Doliny Kościeliskiej. Wszak to tylko podróż z doliny do doliny. Marsz szedł nam dość żwawo - dopóki byliśmy na zielonym szlaku. Przebieg dalszej trasy wyglądał już nieco inaczej - oficjalnie, co jakiś czas, zatrzymywaliśmy się żeby zachwycać się urokami przyrody. Nie oficjalnie - to juz kazdy wie jak wygląda podejście. Chwila po 9, po dłuższym odpoczynku, zjechaliśmy do jaskini. Musze przyznac ze nawet na chwile nie zerknąłem na plan Tehub przed wyjazdem, wiedziałem że Łukasz już tam był i będzie odgrywał rolę mojego przewodnika. Tak też było. Miałem delikatne obawy jak uslyszalem, ze bede mial za zadanie wspinać jeden odcinek, ale generalnie okazał się bardzo prosty. Nawet jak na moje znikome doświadczenie. Tehuby okazały się bardzo przyjemne. Przyznam że moje zaufanie do Łukasza zdolności nawigacyjnych w pewnym momencie nie było największe, ale jak się okazało Łukasz zabłysnął dobra orientacja jaskiniowa. Byliśmy miedzy innymi: nad jeziorkiem Tehuby, przy Biwaku oraz przy Syfonie Techuby. Teraz jak patrzę na plan Tehub to czuje pewien niedosyt, bo nie zerknąłem w kazda dziure. Zdecydowanie będę chciał tam jeszcze wrócić, ale tym razem z planem i na dłużej. Chwila po godzinie 13 byliśmy już na powierzchni, o 15:00 w samochodzie o 18:10 w domu. Wypad był bardzo udany i co ważne zgodny z planem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraina Górnej Odry czyli rowerem po zielonym Śląsku|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że weekend był w połowie pracujący pozostał mi tylko jeden dzień na wycieczkę rowerową. Padło na pętlę Górnej Odry. Startuję z Żor i od razu uciekam w leśne ścieżki, które prowadzą przez Palowice z ich malowniczymi jeziorami. Dalej Czerwionka-Leszczyny z osiedlem familoków i wspaniałe leśne szutry którymi dojeżdżam do Rybnika. Objeżdżam rynek i jadę na Rudy. Tu sporo atrakcji. Godne polecenia są: Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy i zabytkowa stacja kolei wąskotorowej. Leśnymi duktami (pierwsza klasa) docieram do Kuźni Raciborskiej i kieruję się w stronę Raciborza. Jadąc dalej starorzeczem Odry przekraczam Olzę w kierunku wschodnim i ślizgając się po granicy z Czechami docieram do Łazisk. Teraz trasa przebiega głównie asfaltami. Kolejne miasto na trasie to Jastrzębie Zdrój dla mnie to kojarzy się z kopalnią Jas-Mos, a tu niespodzianka malowniczy park zdrojowy z tłumem spacerowiczów. Opuszczam największy park w województwie i jadę w kierunku Żor kończąc 200 km pętlę rowerową. Pogoda na trasie doskonała. Tak na godzinę 18 meteoblue zapowiadało deszcz więc celowałem żeby zdążyć przed deszczem i  przy aucie melduję się z zapasem 20 min. Z statystyk spalanie na trasie wyszło 1,5 L soku/100 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów = wizyta na Leskowcu. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA: jaskinia Postojna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|27 - 28 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Szamoniowa zatrzymujemy się jeszcze w Słowenii, aby nadrobić to co pogoda popsuła. Do hotelu docieramy w czwartkowy wieczór. Od razu po śniadaniu udajemy się do jaskini Postojnej. Kamila nigdy nie była w jaskini więc była okazja na pierwszy raz. I to od razu jaki. Jaskinia zachwyciła nas rozmaitością i ilością szaty naciekowej. Zdecydowanie jaskinie w tym regionie obfitują w nacieki. Olbrzymie sale tonące w kalcytowych formacjach powaliły nas. Teraz pozostało tylko 850 &lt;br /&gt;
km zakorkowanych dróg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FAWSF&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Chamonix |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Chamonix mamy zamiar wjechać przez tunel pod Mount Blanc. Niestety znacznie to wydłuża nasz dojazd przez gigantyczny korek. Na kamping docieramy popołudniem i odpoczywamy. Niestety następnego dnia mamy kolejne załamanie pogody od 4 rano szaleje burza i ulewa. Nie chcąc tracić dnia wsiadamy w samochód i postanawiamy udać się do Alpejskiej Wenecji czyli do miasteczka Annecy. Do godzin popołudniowych zwiedzamy miasteczko po czym wracamy do Szamoniowa na szybkie zakupy. We wtorek &lt;br /&gt;
pogoda również nie zapowiada się cudownie. Decydujemy jednak, że wyruszamy w góry. Na początek udajemy się do Montenvers Mer de Glace. Tam zjeżdżamy darmową gondolą a następnie przygotowaną ścieżką na lodowiec Mer de Glace obserwując jak na przełomie lat lodowiec się skurczył. Na lodowcu odwiedzamy Grotte de Glace. Po godzince jesteśmy już na górze (niestety musieliśmy skorzystać z kolejki, gdyż z powodu modernizacji gondoli szlak pieszy jest zamknięty). Niestety zaczyna się kolejna tego dnia ulewa. Postanawiamy przeczekać ją w górnej stacji kolejki. Gdy przestaje padać ruszamy na Signal Forbes (2200). Tam mamy &lt;br /&gt;
zdecydować co dalej. Pomimo nie najlepszej pogody ruszamy dalej wspaniałą widokową ścieżka Grand Balcon Nord trawersującą zbocza Aiguille de I'M. Niestety widoki mamy zerowe. A pogoda zaczyna się pogarszać jeszcze bardziej. Docieramy do Les Grosses Pierres (2130) i postanawiamy schodzić do Chamonix. Docieramy do chatki Alpage de Blaitiere du Dessus gdzie przeczekujemy kolejną ulewę, trochę się przesuszamy i posilamy. Temperatura znacznie się obniża. Jak się później okazało powyżej 2000 spadło całkiem sporo śniegu. Gdy docieramy do górnej stacji kolejki Telepherique d'Alpage pogoda się poprawia. &lt;br /&gt;
Schodzimy do centrum na kolację i prowiant na kolejny dzień a następnie z buta (niestety spóźniliśmy się minutę na autobus) udajemy się na kamping. Robimy jakieś 1300 przewyższenia i około 25km. W środę pogoda nieco się poprawiła, więc ruszamy ponownie w góry. Pieszo udajemy się do Les Praz. Ja szybkim marszem udaję się na La Flegere. Kamila, odczuwająca trudy wczorajszego dnia wyjeżdża kolejką i czeka na mnie na górze. Gdy i ja docieram na górę ruszamy na Szamoniowskie Morskie Oko - &lt;br /&gt;
czyli Le Lec Blanc (2352). Tam spora ilość turystów. Znajdujemy jednak kawałek spokojnego miejsca i chwilę odpoczywamy przy pięknym widoku na Mont Blanc. Następnie ruszamy w drogę powrotną tym razem przez Tate aux Vents (2140), a następnie piękną widokową ścieżką Grand Balcon Sud wracamy na La Flegere. Kamila ponownie zjeżdża gondolą, a ja szybkim marszem ruszam do Les Praz, a następnie oboje udajemy się na kamping. Wyszło około 1500 przewyższenia i 25 km. Wieczorem udajemy się jeszcze &lt;br /&gt;
do centrum Chamonix. W czwartek z rana pakujemy namiot. Zatrzymujemy się na chwilę jeszcze w centrum Chamonix i wracamy również przez tunel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Grzesiek (os. tow.)|24 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny, poniedziałkowy wyjazd do Jaskini Wiernej udał się dzięki Emilowi (który był w niej kilka dni wcześniej) i jego dobrym kontaktom z osobami opiekującymi się jaskinia.  Na godzinę 14:00 byliśmy umówieni z Piotrkiem na parkingu pod Dworkiem Ostrężnik. W tym czasie dojechał również Grzesiek (spoza klubu NOCEK). Opis dojścia jaki znalazłem był dla mnie trochę enigmatyczny: „Jaskinia znajduje się w pobliżu osady Ostrężnik, w zachodnim zboczu wzgórza, ograniczającego osadę od wschodu. Z przysiółka należy podejść ścieżką w kierunku wschodnim wzdłuż granicy lasu bukowego. Potem przez las, lekko trawersując zbocze, w stronę skałki, będącej kulminacją tej części zalesionego grzbietu”.  Na szczęście w dzisiejszych czasach GPS nie jest luksusem i dużo ułatwia. Niemniej jednak, do otworu poszliśmy od złej strony co nie znacznie wydłużyło czas dojścia. Prawidłowa droga do otworu wiedzie wydeptana ścieżka pomiędzy droga 793, a Dworkiem Ostrężnik. Dojście do jaskini z parkingu nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Do jaskini weszliśmy o godzinie 15:00. Z planu wynikało że jaskinia w większości ma rozwinięcie poziome i tylko na wejściu są dwie niewielkie studnie. Nie będąc pewnym jak pokonamy te studnie wziąłem ze sobą kawałek liny, który od jakiegoś czasu wożę w samochodzie. Jak się okazało, w obu tych miejscach są drabinki i ani lina, ani uprząż nie są potrzebne. Mimo że sam wyjazd był dość spontaniczny, to zdążyłem przejrzeć plan i widząc poziom skomplikowania postanowiłem go wydrukować. Jak się okazało był to bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu byliśmy w stanie planować, gdzie idziemy, a nie tylko chodzić na oślep. Nasza droga zaczęła się od Studni Tryumfu, przez Salę Rysia aż do Korytarza Południowego. Wracając zahaczyliśmy o korytarze południowo wschodnie i zmierzaliśmy w kierunku północno-wschodnim przez Korytarz Naciskowy. Następnie zwróciliśmy i kierując się przez Polewy i Pola Ryżowe doszliśmy do Sali Trójkątnej z której na chwile odbiliśmy w stronę północno-zachodnią przez Partie Dąbrowskie, aż do Incydentu Zachodniego. Na koniec trafiliśmy ponownie do Sali Wytrwałych tym razem docierając tam zapieraczka poprzez Lewa Studnie. Na powierzchni byliśmy po około 2,5 godzinach. Bardzo fajna jaskinia, dzięki której miałem okazję sprawdzić swoje umiejętności czytania planów i chyba wyszło całkiem niezłe oraz wytarzać się w błotku. Nowa lekcja na przyszłość - papierowy plan szybko rozmaka i staje sie bezuzyteczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: w opisie poniżej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wierna i Maurycego|Emil Stępniak, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin (os. tow.)|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpierw penetrujemy jaskinię Wierną. To zacna dziura. Ponad 1000 m długości. System korytarzy rozmyty na równoległych szczelinach. Bogata szata naciekowa. Przecioranie się przez większość ciągów wymaga dość sporo czasu. Warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie odwiedzamy jaskinię Maurycego w Górach Sokolich. To ładna i przyjemna jaskinia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla kolegów z Spelo Myszków za udostępnienie jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Rabsztyn - Januszkowa Baszta|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|23 07 2023}}&lt;br /&gt;
Jak w poprzednią niedzielę umówiliśmy się ze znajomy w skały. Dzieci rozrabiały, a my próbowaliśmy powalczyć z kilkoma drogami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Triest i jezioro Garda|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|20 - 23 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Włoch docieramy po południu. Zatrzymujemy się tuż za Słoweńską granicą w miasteczku Fernetti na kampingu uwielbianym przez włoskich grotołazów. Uwielbianym, ponieważ w jego centralnym punkcie znajduje się jaskinia Abisso di Fernetti. Korzystając z pięknej pogody zaraz po rozbiciu udajemy się na Adriatyk do Triestu. Następnego dnia zaraz po śniadaniu pobieram klucze do &amp;quot;kampingowej&amp;quot; jaskini i idę. Zjeżdżam jedynie pierwsze dwie studnie. Jaskinia bogata naciekowo. Nie chcę jednak samotnie iść dalej więc wychodzę. Po wyjściu niestety pogoda załamuje się. Zaczynają się ulewy, burze i porywisty wiatr. Tak że nici &lt;br /&gt;
z dalszych jaskiniowych i górskich planów. Wieczorem korzystając z chwilowej poprawy pogody udajemy się do pobliskiej Opiciny na tradycyjną włoską pizze. Niestety prognozy na następne dni nie zachęcają. Postanawiamy więc w sobotę przenieść się nad jezioro Garda. Po drodze dopada nas potężna nawałnica z ulewą i gradem, która zatrzymuje ruch na autostradzie. Docieramy nad jezioro około południa do miejscowości Toscolano Maderno. Od razu po zameldowaniu się w hotelu udajemy się na długi spacer brzegami jeziora Garda. Nad wodą zostajemy do późnego wieczora. W niedzielę rano ruszamy w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol &amp;quot;Wielbłąd Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 07 2023}}&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy pętelke wokół doliny Zimnika. Wyszliśmy żółtym szlakiem pod Malinowską Skałę, a następnie grzbietem do schroniska i niebieskim szlakiem z powrotem pod auto. Karolcia była zadowolona ze swojego wielbłąda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Dolina Höllental|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|17 - 20 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym rankiem w poniedziałek wyjeżdżamy do Austrii do pięknej doliny Höllental. Cel to głównie treking i powierzchniowy rekonesans jaskiniowy. Niestety korki w Czechach i Wiedniu sprawiają, że na miejsce docieramy dość późnym popołudniem. Rozbijamy się na polu namiotowym i wyruszamy na krótki spacer po okolicy. Między inny  mi namierzamy jedno wywierzysko przy rzece Schwarza oraz kilka otworów jaskiń. Następnego dnia udajemy się do pobliskiej miejscowości Edlach, i zamierzamy pokonać &lt;br /&gt;
trasę Törlweg, której zwięczeniem  jest słynne skalne okno o nazwie Alpejskie wrota wyprowadzające na płaskowyż RAX i scronisko Ottohaus. Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w stronę górnej stacji kolejki Raxseilbahn jednak nie docierając do samej stacji trawersując zbocza RAX od strony północno - wschodniej (nad miasteczkiem Hirszwang) docieramy do miejsca startu. Trasa to około 1100 m przewyższenia i 19 km. Pogoda dopisała (aż za bardzo) jednak gdy wsiadamy do samochodu &lt;br /&gt;
rozpoczyna się potężna ulewa, która trwa około godziny. Idąc płaskowyżem Rax wypatrzyłem  po przeciwnej stronie doliny szczyt Klosterwappen (2061) - będący bardzo charakterystycznym stożkiem  wyróżniającym się w paśmie. To jest nasz cel na następny dzień. Wyruszamy rankiem do przydrożnego schroniska Weichtalhaus. Następnie pięknym szlakiem wiodącym dnem suchego kanionu (no może nie do końca takiego suchego - zwłaszcza po ulewie z dnia poprzedniego) Weichtalklamm. Sam kanion w kilku miejscach uzbrojony w klamry, stalowe linki i drabinki stanowił nie lada atrakcję zwłaszcza dla Kamili. Ja po drodze sprawdzam otwory &lt;br /&gt;
jaskiń (te do których jestem w stanie dotrzeć bez sprzętu). Jest ich tu mnóstwo. Zresztą sam kanion wygląda na pozostałość ogromnego systemu jaskiniowego stanowiącego odwodnienie masywu. Docieramy w końcu do schroniska Kienthalerhȕtte. Tam chwila przerwy. Ja sprawdzam feratę wiodącą na szczyt Turmstein (1416). Następnie udajemy się w kierunku Klosterwappen. Siadamy pod szczytem gdyż zrywa się dość silny wiatr i warunki pogodowe na górze zaczynają się pogarszać. Schodzimy w dół. Najpierw drogą podejścia do schroniska Kienthalerhȕtte, a następnie równoległym szlakiem do drogi podejścia w dół. Całość to około 1300 &lt;br /&gt;
przewyższenia i 19 km. W czwartek nie zostało nic innego jak zwinąć biwak i ruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Krakowsko-Częstochowska - Suliszowice - Skała pod Prądem|Iwona, Karolina i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i znajomi|16 07 2023}}&lt;br /&gt;
W tę niedzielę wybraliśmy się na skałki. Kolega upodobał sobie rejon Suliszowic i ukrytych w lesie skałek, co na tak upalny dzień było idealne. Skała nadawała się na &amp;quot;niedzielne&amp;quot; wspinanie, dużo łatwych i niewyślizganych dróg z przedziału od III-VI. Dzieci się bawiły, a rodzice się wspinali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pachola i Salatyny|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy Bystrą z Podbanskiego lecz z niewiadomych dla nas powodów policja w Zubercu zablokowała drogę nakazując jechać przez Rużenberok (2 h dłużej). Dostępna była tylko Zverowka. Zmieniamy więc szybko plan. Z parkingu pod Salatynem startujemy Rochacką i Zieloną Doliną na Banikowską Przeł.. Dalej na Pochola (2167). Pogoda piękna, choć u góry wiał dość chłodny wiatr. Granią przez Spaleną, Salatyny i Brestową wracamy do auta. Przed Brestową spotykamy kilka osób z Rudy Śląskiej, którzy w ramach wycieczki PTTK weszli od wyciągu na Salatyna. W sumie zrobiliśmy 1435 m przewyższenia i 16 km.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Pachola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wew. Karpaty Zach rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 13 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry mogą inspirować na różne  sposoby. Na pewno jednym z nich jest górska jazda rowerem. Zachęcony ostatnimi rajdami postanowiłem zrobić jeszcze jeden. Tym razem po rzadko przez nas odwiedzanych peryferiach Karpat południowej Słowacji. Wystartowałem z Zagórza (tu dojechałem pociągiem) i m. in. przez Bieszczady, Vyhorlat, Góry Slanskie, Rudawy Słowackie i Mł. Fatrę, Beskidy dotarłem rowerem do domu. Jak zwykle po różnych traktach, po kamieniach, błocie, szutrze, asfaltach, trawach przy dość dużych deniwelacjach udało mi się przedrzeć przez poszczególne pasma górskie jadąc/idąc dolinami, grzbietami i przełęczami. Mocne podjazdy i ekscytujące zjazdy. Każdego dnia widnokrąg stanowiła pofałdowana linia bliższych lub dalszych szczytów. Obłędna w swym pięknie przyroda. W dolinach urocze wioski, często z znaczną mniejszością cygańską. Nocowałem na dziko w namiocie (raz na nim, bo komarów nie było). Ostatni nocleg spędziłem w Łabajowie u naszego klubowego przyjaciela Jasia Kieczki. Maty nie zabrałem. Trasę modyfikowałem w zależności od sytuacji, m. in. dostępem do wody, żywności, pogody. Wyszło tego ok. 800 km i niemal 9000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość późno wyjeżdżam pociągiem do Żywca, gdzie czeka na mnie już Kamila. W sumie nie mamy dokładnie określonego celu. Ostatecznie pada na Pilsko. Parkujemy pod wyciągami i leśnymi ścieżkami, polankami, korytem potoku Glinne, nie napotykając nikogo po drodze docieramy do Hali Miziowej. Tu już tłumy i piknikowy klimat. Robimy sobie chwilę przerwy licząc, że tłumy zaczną już schodzić ze szczytu i unikniemy tłumów. Na szczyt udajemy się żółtym szlakiem. Na górze pogoda przepiękna, jednak przejrzystość powietrza nie najlepsza. Tatry widać tylko w zarysie. Nie ma tłumów. Szybkim krokiem udajemy się w dół. Tym razem w stronę Hali Cebulowej, a następnie w stronę Buczynki i dalej na parking. Pogoda dopisała. Po drodze jeszcze przerwa na pyszne lody i kawę w Żywcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry 360 stopni, czyli kolarstwo romantycznie i bikepacking.|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|08-09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Pomysł na kolejną wycieczkę 40 plus zrodził się w otchłaniach internetu, kiedyś coś tam wyklikałem i już. Po ściągnięciu GPX okazało się że objazd całych Tatr do około to tak z grubsza ponad 300 km. Wyszło, że zaczynam w Czarnym Dunajcu z parkingu przy lodowisku i jadę na Słowacje. Pierwszy postój w Liptovsky Mikulas dla uzupełnienia soków które w tym upale szybko się kończą i dalej szutrami docieram na Cesta Slobody (po remoncie). Tatry w taką pogodę są jak z pocztówki. Mijam kolejno Podbanske, Sterbske pleso, Vysoke Tatry. Pod koniec dnia jadę z parę na rowerach: On na szosie spodenki Lycra, białe skarpety - typowy kolarz z Wyścigu Pokoju; Ona na elektryku dres i damska torebka przerzucona przez plecy. Da się spędzać razem urlop? DA. Za Tatranska Lomnica ląduję w hamaku. Pierwsze 208 km przejechane w doskonałym humorze. Drugi dzień pogoda również petarda. Zjeżdżam do wioski Maly Slavkov a tam pełen folklor cygański brakuje tylko wozów drabiniastych. Teraz kolejno Kezmarok, Spisska Bel, Tatranska kotlina i tu wjeżdżam na klasyczne szutry które nie opuszczają mnie aż do Polski. Za Zdiarem mam mega zjazd taki że tarcze i klocki topnieją w oczach. Podjeżdżam pod Łapszankę i odrabiam straconą wysokość (robię to już drugi raz i dalej nie wiem jak to jest że udaje mi się bez Wypychu, a kto zemną był to sobie przypomni). Teraz już w Polsce bocznymi drogami do Nowego Targu i kawałkiem trasy Velo Dunajec na parking przy lodowisku. Przejechałem kolejne 130 km. Wnioski, uwagi i spostrzeżenia:&lt;br /&gt;
- plan nie wypalił zaplanowałem trasę na trzy dni a zrobiłem w dwa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jadąc w tym kierunku słońce przeważnie miałem w plecy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- szutry, dukty leśne, kostka brukowa, tory kolejowe 50% trasy, asfaltowe ścieżki rowerowe, wioskowe drogi 40%, reszta to normalne drogi z ich ruchem ulicznym,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na wyjeździe wypito 8 litrów soków, zjedzono dwie kaszki na biwaku i rodzinną paczkę kabanosów,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nocleg w hamaku pozwolił na pełna elastyczność w doborze miejsca biwakowego,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- niektóre sklepy spożywcze na Słowacji w sobotę są czynne od 7 do 12 jak się zorientowałem to było już za późno,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- chodząc po Tatrach rzadko ma się możliwość oglądania Ich z tylu perspektyw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując polecam wszystkim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze - Śnieżne Kotły|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Golicz (niezrz.)|09 07 2023}}&lt;br /&gt;
Ze Szklarskiej Poręby-Huty przez Wodospad Kamieńczyk i Halę Szrenica docieramy nad Śnieżne Kotły. Potem schodzimy pod Wielki Szyszak i spod Śnieżnych Stawków podziwiamy Kotły z dołu. Naprawdę ciekawe formacje, miło mnie zaskoczyły. Dalej Schronisko pod Łabskim Szczytem - tam posiłek - i z powrotem pod wyciągami narciarskimi na parking. Wyszła z tego wcale niezła sudecka wyrypa, razem jakieś 22 km i 1050 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat; wspin Filarem Staszla|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 07 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd o 3, w Brzezinach załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsca, przy wejściu na szlak. Od rana mocne słońce i dużo ludzi na szlaku. W niecałe 1,5h dochodzimy pod Czarny Staw. Tam robimy dłuższą przerwę na jedzenie i wygrzewanie się na słońcu– nasza dalsza droga wiedzie w cieniu. Sprawnie podchodzimy pod Filar Staszla i tam mamy kolejną przerwę czekając aż, zespół przed nami pokona pierwsze wyciągi. Trochę zmarzliśmy, bo czekamy przy łacie śniegu, która wyznacza początek naszej drogi. Trójka, której depczemy po piętach puszcza nas przodem po 3 wyciągu. Wspinaczka idzie nam sprawnie. W trackie 6 wyciągu słońce wychodzi zza grani i robi się cieplej. Ciekawszy miejscem jest 8 wyciąg prowadzący na szczyt turniczki, z której należy zejść kolejnym wyciągiem. Ostatni wyciąg był wyceniony najwyżej na całej drodze, pomimo to Łukasz sprawnie go pokonuje. Chwilę później również ja jestem na górze i możemy się rozszpeić. Decydujemy się nie zjeźdżać, ale podejść pod szczyt Zadniego Granatu i zejść Kozią Dolinką nad Zmarzły Staw. W drodze powrotnej idziemy do Betlejemki w odwiedzimy do Magdy i Staszka, którzy tymczasowo sprawują nad nią opiekę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FFilar+Staszla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -  jaskinie: Pod Sokola Górą, Szczelina Frakcji N oraz Urwista|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak|04 07 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna środkowo-tygodniowa akcja jaskiniowa. W planach miała być jaskinia Studnisko, ale na ostatnia chwile uświadomiliśmy sobie że do września jest niedostępna ze względu na nietoperze. Nastąpiła szybka zmiana planów i decyzja że pozostajemy przy Sokolich Górach, ale odwiedzimy trzy jaskinie: „Pod Sokola Gora”, „Szczelinę Frakcji N” oraz „Jaskinie Urwista”. Wyjazd z Zabrza przed 15 i na miejscu byliśmy już o 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Pod Sokola Gora”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza odwiedzona przez nas jaskinia nie wymagała żadnego sprzętu ani specjalnego ubioru, więc zwiedziliśmy ja na wyprostowanych nogach w samych „wnętrzach”. Tak dla względnego bezpieczeństwa wzdłuż zejścia rozwinęliśmy linę, której de facto nie użyliśmy. Po zrobieniu kilku zdjęć i obejrzeniu tej ogromnej Sali wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnej jaskini.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Szczelina Frakcji N”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otwór trafiliśmy bez większych problemów, ponieważ Emil zapisał koordynaty. Rzeczywiście jaskinia znajduje się pod najwyższym wzniesieniem Sokolich Gór. Obok otworu, po jego lewej ortogonalnie stronie znajdują się dwa drzewa z narysowanymi białymi okręgami. Jaskinia w większości ma przekrój poziomy i nie wymaga ani lin, ani sprzętu jaskiniowego. Większość korytarzy to zaciski, przedzielone małymi lub większymi salami. W wielu miejscach można się obrócić, a kilka razy udało mi się na chwile swobodnie stanąć. Nie jestem w stanie sklasyfikować zacisków, ale nie sprawiły nam większych problemów, a mnie wręcz wywołały niepowstrzymana lawinę radości. Plan i przekrój jaki posiadaliśmy był z 2000 roku (Matysiak S. Zygmunt J.) i był totalnie nie aktualny, znaczy obejmuje w mojej ocenie mniej niż 50% tego, gdzie byliśmy. Jaskinia, która miała okazać się mała szczelina pod Góra Pustelnica, okazała się zdecydowanie większa. Czołgając się niskimi korytarzami dotarliśmy w całkowicie nieoznaczone miejsca. Będąc jeszcze w tej części, która była na planie widzieliśmy, że w jaskini jest sporo luźnych want. Miejscami materiał skalny był popękany, połączony glina, gdzieniegdzie wystawały korzenie drzew. Im dalej się posuwaliśmy tym częściej natrafiliśmy na miejsca, które opisałbym jako mało stabilne. W jednym momencie trafiliśmy do dość dużej Sali, z której odchodziły wyraźne korytarze w trzy różne strony. Jeden z nich będący jakby przedłużeniem Sali, w której się znajdowaliśmy, był częściowo, od góry, przysłonięty ogromnym zaklinowanym blokiem skalnym. Za tym blokiem skalnym Sala się powiększała. Dno tej Sali było jakby podwieszona półka, taka antresola, utworzona z dużych zaklinowanych wzajemnie want. Przez szczeliny między wantami widać było duża pusta przestrzeń z ogromnym potencjałem. Nieopodal znajdowało się plastikowe wiadro, które jednoznacznie wskazuje, że ktoś w tym miejscu kopie. Jednak samo miejsce budziło jak dla nas zbyt wiele wątpliwości o własne bezpieczeństwo. Być może jesteśmy nazbyt ostrożni, a być może po prostu na tyle rozsądni by nie pchać się nigdzie na sile. Na tym etapie uznaliśmy ze ryzyko dalszej eksploracji może być zbyt duże, poza tym kończył się nam czas do planowanej godziny wyjścia. Wszakże mieliśmy być na chwile w malej jaskini. Emil zaczął się wycofywać do jednego z korytarzy, a w mojej głowie pojawiło się niezwerbalizowane pytanie: „czemu on się ciśnie do tego korytarza, przecież przyszliśmy tamtym?”. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem Emila, czy jest pewien, że stamtąd przyszliśmy? Emil chwile pomyślał i potwierdził: „Tak, na pewno”. Generalnie nie jest źle z moja orientacja w terenie, ale dla pewności zanurzyłem się na kilka metrów do innego dostępnego korytarza, który okazał się przejściem do innej salki z rozgałęzieniem w prawo i w lewo. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to zupełnie nowe partie, do których nawet nie weszliśmy. O zgrozo ta jaskinia jest jeszcze większa! Powróciłem do Emila i razem wyczołgaliśmy się do wyjścia. Kolejna lekcja jaką wyniosłem z tej jaskini. Idąc w miejsca, które nie posiadają planu, lepiej uważnie zaznaczać, którędy się szło. Adrenalina związana z odkrywaniem czegoś nowego oraz stopień skomplikowania tuneli i mnogość odgałęzień mogą spowodować dezorientację. Jaskinia nie jest specjalnie trudna i aż tak rozgałęziona, żeby się ostatecznie w niej nie odnaleźć. Jednak w większej skali taka sytuacja może być groźna. Sama jaskinia zaskoczyła mnie nie tylko swoja wielkością, ale także naciekami oraz przebarwieniami, które miejscami w świetle latarek wyglądały jak ściany pokryte złotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jaskinia Urwista”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini doszliśmy również bez większych problemów. Jednakże nie udało się nam zlokalizować punktów pozwalających na swobodny zjazd do studni wlotowej. Nie czekając zacząłem poręczować trawersem licząc że „po drodze” uda się nam znaleźć jakiś punkt do zjazdu. Gdy już byłem na końcu trawersu przyczepiony do dwóch mocnych uch skalnych i gotowy do zjazdu, przywitała nas ekipa grotołazów z innego klubu. Natychmiast udało im się zlokalizować punkty, które uszły naszej uwadze. Nie chcąc robić niepotrzebnego tłoku na tak małej jaskini zdecydowaliśmy z Emilem, że odpuścimy. Godzina była już późna, a kolejkowanie się do zjazdu zajęłoby zbyt wiele czasu. Postanowiliśmy, że wrócimy sobie do tej jaskini w innym terminie. Może przy okazji Studniska. Wycofałem się z trawersu i wróciliśmy w stronę parkingu. W domu byliśmy chwile po godzinie 22.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2F3jaskinie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Groń Jana Pawła II|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2023}} &lt;br /&gt;
Wizyta u teściów. W niedzielę rano wybieram się na przebieżkę, auto zostawiam koło słynnej restauracji &amp;quot;Czartak&amp;quot; i robię inny, dłuższy wariant mojej  standardowek trasy. Po sobotnich burzach, szlak mokry i miejscami błoto. Ostatecznie wychodzi ponad 20 km, ok. 880 m przewyższenia w czasie 2h 35 min. Średnie tętno takie, że Buli by ze mną nie chciał gadać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Sądecki - spływ kajakowy Popradem|Henryk Tomanek, Justyna F., Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol i Tomek Jaworski, Mirek (Jajco), Grzegorz Burek, Jan Kempny, Basia Borowiec, Tomek (os. tow), Kasia (os. tow.)|01 - 02 07 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływamy Popradem od Andrzejówki (poniżej Muszyny) do Starego Sącza z biwakiem na polu namiotowym w Piwnicznej. Rzeka bardzo ciekawa, nie można się nudzić. Spokojniejsze odcinki przeplatane z bystrzami. Sporo dużych głazów. Niektóre bystrza bardziej wymagające dla zwykłych kajaków dwuosobowych. Nie obyło się bez wywrotek. Nawet jedną kończymy akcją ratunkową, w której przydała się rzutka. Pogoda w pierwszy dzień zmienna (burze/deszcze) w drugi dzień generalnie przewaga słońca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowanie dla Justyny, za zorganizowanie całości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P s. Spłynąłem tą rzeką pierwszy raz w maju 1980 roku w zwykłym składaku. Było wtedy zimno i deszczowo. Składak jednak posiadał fartuch co na tej rzece nie jest bez znaczenia. Teraz często musieliśmy czerpać wodę z kajaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPoprad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zamarła Turnia; wspin drogą Motyki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin Kowalski|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie w Tatrach na 1 dzień to może trochę kiepski pomysł, ale nawet się udało. Wyjazd o 4:00, powrót o 23:00.&lt;br /&gt;
Mimo wczesnego wyjazdu, szybkiego dojazdu do Zakopanego i dobrego tempa przy dojściu pod ścianę, w drogę wbijamy się sporo po 13:00, z uwagi na długie kolejki. Drogę udaje się przejść na 4 wyciągi – pierwszy wyciąg przechodzimy w normalnych butach, bez wiązania się liną, a ostatnie 2 wyciągi łączymy w jeden, na co pozwoliła nam 70-metrowa lina. Nawet udaje się nie pogubić drogi, do czego mam niewątpliwy talent. Ze szczytu zjeżdżamy na pn stronę wprost na Orlą Perć i ze względu na późną już porę wracamy do domu, zahaczając jeszcze na uczczenie sukcesu, piwem w Murowańcu. Większość dnia pogoda ładna, choć popołudniu niebo się zachmurzyło i temperatura znacznie spadła, co bardziej pomagało we wspinaniu niż przeszkadzało. Opady dnia poprzedniego widać było na szczęście, tylko na krótkich odcinkach drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla desperatów skiturowych – ilość śniegu: w żlebie z Koziej do 5 Stawów ciągłość śniegu prawie do wysokości ok. 1800mnpm; a na północną stronę do Zmarzłego Stawu z kilkoma przerwami, czyli jak ktoś bardzo musi, to coś tam się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potwierdzam urodę samej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMotyka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia z Kominkiem (Studnia Inków)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, Maciek (KKS), Piotrek|25 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jedna z najgłębszych jaskiń Jury (-55), ostatnie odkrycie o jeszcze nie złych perspektywach. Pierwsza studnia niezbyt obszerna lecz następna o charakterze tatrzańskim (zjazd z przepinkami). Również fajne nacieki. W jaskini spotkaliśmy grupę eksploratorów z KKTJ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStudnizK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wlk. Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia, Marcin, Romek, Furek (KKTJ), Ania, Szymon, Bartek (KKS), |24 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie celem akcji miało być zaporęczowanie Śnieżnej pod przyszły trawers Litworowa-Śnieżna, ale okazało się, że inna ekipa miała okazję zrobić to wcześniej, w związku z czym, mając do dyspozycji przygotowaną jaskinię podjęto decyzję, że idziemy do Syfonu Dziadka. Pogoda syfiata, całą noc padało, a ja dodatkowo przez pomyłkę wziąłem dwa lewe gumiaki do jaskini. Do otworu wchodzimy przed 11. Po drodze mijamy mnóstwo wody. Pod kątem logistyki osiem osób to zdecydowanie za dużo na taki cel i akcja się przeciąga. Ostatecznie zawracamy dochodząc do okolic III wodospadu i marmitu. Po drodze Furek zmienia niektóre sznurki i robi pomiary Wielkiej Studni i Lodospadu. Na powierzchni jesteśmy wszyscy razem przed 22. W Katowicach jestem po 3 w nocy. Pomimo tego, że cel nie został osiągnięty, to wyszła całkiem syta akcja, szkoda tylko, że pogoda była taka brzydka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tenczynek - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |23 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy jedziemy do jaskini. Cel przemodelowanie Łamignatka i rozpoczęcie prac nad odgruzowaniem studzienki. Chociaż tego dnia obu nam się bardzo nie chce. Dość sprawnie pakujemy się do dziury. Jakoś dziś zaciski nie trzymają, wszystko idzie gładko. Pod Łamignatkiem odpalamy sprzęt. Udaje się przemodelować go tak, że wejście nie stanowi już &lt;br /&gt;
problemu. Wyciągamy kilka mniejszych want. Zaczynamy się rozprawiać z jedną z dwóch większych. Praca idzie bardzo sprawnie. W Łamignatku bardzo silny przewiew. Wychodzimy. Udało się zrobić bardzo dużo. Teraz tylko pozostaje się rozprawić z dużymi wantami i będzie można ruszyć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia Szpatowców|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek |22 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie zamieniło się w spontaniczny wyjazd, tym razem do Jaskini Studnia Szpatowcow. Wraz z Łukaszem wyjechaliśmy o 15:20 w kierunku Kroczyc.  Wyjazd był tak spontaniczny, że z planem i opisem zaznajomiłem się dopiero w samochodzie. Jaskinia jest dobrze oznakowana na mapie, więc z dojazdem i dojściem do jaskini nie było żadnego problemu. Około godziny 17 wiązałem już line do pobliskich drzew, które idealnie rosną na wprost otworu. Zjeżdżając pochylnia w dół znalazłem kotwę w stropie, do której postanowiłem zrobić przypinkę. Chwile później po mojej prawej stronie na ścianie zobaczyłem kolejne kotwy. Chwila zastanowienia czy to ma sens i decyzja - dobra robię kolejna przepinkę. Kolejne kilka metrów w dol i znowu kotwy w ścianie. Wtedy zrozumiałem, że tamta poprzednia była całkowicie niepotrzebna, zaś te punkty muszą posłużyć jako stanowisko do zjazdu na półkę między studniami. Cały czas starałem się zużywać jak najmniej liny nie będąc pewnym czy nam jej wystarczy. Poza tym na kursie wszyscy tłukli mi do głowy - oszczędzaj line. Łukasz, który tez już powoli się zbliżał do mnie zapewniał że liny wystarczy, bo on jej już używał w tej jaskini. Jednak na wszelki wypadek gdy ja czekałem na polce między studniami Lukasz zlikwidował ta jedna pośrednia przepinkę i odzyskawszy trochę liny. Ja w międzyczasie starałem się podziwiać widoki. Sama jaskinia jak na razie mnie nie oczarowała naciekami,ale przynajmniej na ścianach były widoczne resztki kalcytu, które w świetle latarki trochę wyglądały jak szlachetne kamienie. Stojąc na półce i czekając na Łukasza, dostrzegłem że obie studnie są obficie obite z każdej strony kotwami chemicznymi, zwykle po dwie. Gdy Lukasz dołączył do mnie ponownie ruszyłem do przodu, Na horyzoncie pojawiły się kolejne punkty, w stropie nad sama studnia - ponownie uznałem je za dobry pomysł do wykonania przepinki. Moja wyobraźnia podpowiada mi że bez przepinki u góry lina będzie tarła o skały. Jednak gdy już dotarłem nad sama studnie, gdzie znajdowały się już kotwy do ostatniego stanowiska do zjazdu, zrozumiałem że nie było to konieczne. Kolejny raz Lukasz podążając za mną zlikwidował przepinkę. Tym razem jednak nie odzyskaliśmy liny, bo przecież wszędzie juz mocno zaoszczędziliśmy, więc te dwa metry nic nie zmienia. Długo sie nie zastanawiając &amp;quot;popędziłem&amp;quot; powoli w dol studni i jakieś 1,5 metra może 2 metry przed dniem złapałem węzeł w prawą dłoń - zwiastujący koniec liny. Rozbawiony sytuacja chwile się zastanowiłem - i co teraz? Jeżdżę na rolce simple i nie bardzo miałem już miejsca na linie żeby zrobić nawet pół blokadę. Za węzłem było jeszcze trochę liny co umożliwiło mi podpięcie się do crolla, na którym swobodnie sobie zawisłem w celu opracowania dalszego planu działania. Rozejrzałem się wokoło, porobiłem zdjęcia, przez chwile pomyślałem, ze w sumie jakbym rozwiązał węzeł to &amp;quot;na oko&amp;quot; dałbym rade podpiąć się później przyrządami do podchodzenia. Ale czy warto? Zdecydowanie nie.  Po prostu czułem, że to niedobry pomysł. Później Łukasz przypomniał mi że jak wiszę to lina jest naciągnięta, więc jak tylko bym z niej &amp;quot;zeskoczył&amp;quot; to te 1,5 metra od dna mogłyby okazać się nawet 3 metrami - niby to wiedziałem, ale jakoś w tamtym momencie zupełnie o tym nie pomyślałem. To fajna lekcja realnych warunków jakie mogą się wydarzyć. Spokojnym tempem wycofaliśmy się z jaskini. Po chwili rozważań Lukasz uznał, ze poprzednim razem mieli jeszcze jedna line, dlatego tym razem tej nie wystarczyło. Generalnie to uznaje że jaskinia &amp;quot;zaliczona&amp;quot;, a nie postawienie nogi na dnie, akurat w tym wypadku nie oznacza ze czegoś nie widziałem. Informacyjnie mieliśmy line 70m, która nawet po usunięciu jedynej dłuższej przepinki byłaby tak na styk. Jaskinie opuściliśmy po godzinie ok 19:30. Wykorzystując jeszcze wczesna godzinę obejrzeliśmy wejście do jaskini Żabiej oraz zerknęliśmy na chwile do jaskini Sulmow, ktore odwiedzimy prawdopodobnie nastepnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzpatowcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia|Rysiek Widuch, kurs - &amp;lt;u&amp;gt;Michał&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz|18 06 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabieram się w końcu z dużym opóźnieniem do mojego pierwszego sprawozdania z kursowego wyjścia do jaskini Jaskini Kasprowej Wyżniej i Średniej dla niektórych było to pierwsze wyjście do jaskini w ogóle. &lt;br /&gt;
Akcja zaplanowana była na jeden dzień, z powodu zapowiadanych opadów deszczu nie wiadomo było czy wyjście da się przeprowadzić. W końcu zapada decyzja, jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyjeżdżamy punktualnie o 5,00. Droga do Zakopanego mija bezproblemowo, kwadrans po 7 meldujemy się na parkingu, dreptamy do Kuźnic i jesteśmy po chwili na szlaku. Gwarzymy po drodze,  okazuje się że Rysiek to skarbnica wiedzy o historii taternictwa jaskiniowego i tego się raczej spodziewaliśmy, ale że to po prostu serdeczny i sympatyczny facet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbijamy w lewo ze szlaku na Kasprowy Wierch i podchodzimy pod ściany Zawraciku Kasprowego ścieżka jest wyraźna więc po chwili jesteśmy na miejscu. Przebieramy się  w międzyczasie okazuje się że nie wszyscy zabrali ze sobą drugie śniadanie ale szczęśliwie  z głodu nikt nie umarł.   Jeszcze kawałek podchodzimy do pierwszego otworu i się zaczyna. Michał poręczuje  z pierwszego otworu  a ja z drugiego mijamy się na dole i wychodzimy po przeciwnych stronach. Teraz zjazd z urwiska do podstawy ściany, wysokość robi wrażenie. Zjeżdżam pierwszy mam podczepione wory z linami trochę mi się to majta co utrudnia płynność zjazdu ale po chwili jestem na dole. Po mnie zjeżdża Michał a Rysiek zamyka stawkę. Klarujemy linę i Michał zaczyna poręczować trawers do Kasprowej Średniej. Niespodziewanie pojawia się grupka turystów szukających wejścia do jaskini ale Rysiek spłoszył ich jak orzeł świstaka. Wchodzimy do Średniej przeciskamy się przez niski korytarz, Michał poręczuje zjazd do studni i jesteśmy na dnie, chwilę myszkujemy między skalnymi blokami , wciskamy się w szczelinę ale po chwili kończy się zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż trzeba wracać, Michał wychodzi pierwszy ja deporęczuje i ściągam linę.  W czasie przechodzenia przez wąski korytarz gaśnie mi czołówka, wyciągam zapasową i przeciskam się do wyjścia. Dalej już bez problemów.&lt;br /&gt;
O 14 jesteśmy pod ścianą w punkcie startu. Wracamy po piargach na stromym zboczu, daje nam to w kość , grunt trochę ucieka i łatwo zjechać. Z ulgą wychodzimy na szlak,  schodzimy do Kuźnic  jeszcze tylko powrót zakorkowaną drogą  do Rabki i jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Liczba kursantów na początku wyjścia i na końcu się zgadza więc wyjazd w zasadzie należy  zaliczyć do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaWS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowenia - Alpy Julijskie|Karolina, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|9 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Słowenie chciałam jechać już 10lat temu na Erasmusa, co ze względów formalnych niestety nie udało się, a do tej pory było jakoś nie po drodze. Próbujemy nadrobić zaległości na tym urlopie. Na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w schronisku Blejska koča – podejście z parkingu pół h, dla naszej trójki dogodnie. Z tego miejsca robimy 2 wycieczki - na Lipanski Vrh i Mali Draški Vrh. W obydwu przypadkach łapie nas deszcz, na drugi szczyt nie docieramy. Z tego pasma są piękne widoki na pobliski Triglav – ze względu na chmury podziwiamy szczyty tylko częściowo. Nasza bazą wypadową na resztę wyjazdu będzie kwatera w miejscowości Radovljica. W kolejne dni odwiedzamy:&lt;br /&gt;
* wąwóz Vintgar – piękne, choć bardzo turystyczne i drogie miejsce;&lt;br /&gt;
* Pokljuška soteska – znacznie mniej znany od poprzednika wąwóz, dziki, zakończony tzw. Galerią – drewnianą  półką na skale, którą przechodzi się na drugą stronę wąwozu, na ścieżkę pełną paproci - zdecydowanie polecamy;&lt;br /&gt;
* szczyt Šija (niedaleko Vogel);&lt;br /&gt;
* wąwóz Mostnica – nie tak widokowy jak Vintgar, za to głębszy i też robiący dobre wrażenie;&lt;br /&gt;
* szczyt Hahnkogel / Klek - wychodziliśmy z miejscowości Planina pod Golico; w trakcie tej wycieczki pierwszy raz zmyliły nas mapy.cz i na początku trochę błądziliśmy; na szczęście udało nam się dotrzeć na szczyt. A było warto! Widoki na Triglavski PN jedyne w swoim rodzaju;&lt;br /&gt;
* wodospad Peričnik; rezerwat Zelenci; Lago di Fusine po str.włoskiej – takie widokowe wycieczki na restowy dzień;&lt;br /&gt;
* Jaskinie Szkocjańskie – mniej popularne niż słoweńska J.Postojna, a jednak to te jaskinie są wpisane na Listę UNESCO. W jaskiniach tych znajduje się podziemny kanion rzeki Reka. Jest to miejsce, które zdecydowanie trzeba zobaczyć będąc tam. Kto nie był, niech poogląda zdjęcia w internecie;&lt;br /&gt;
* Dolinę Rakov Škocjan – brakło nam czasu na J.Postojną, więc zaglądamy do tej dolinki. To niepozorne miejsce najpierw obserwujemy z góry, po czym znajdujemy ścieżkę w dnie doliny, którą można pospacerować wzdłuż rzeki rzeźbiącej różne formy, w tym mosty skalne. &lt;br /&gt;
Na luźniejsze chwile wybieramy się nad jezioro Bohinj – znajdujemy ładny brzeg, gdzie przy pięknych widokach można się popluskać i poobserować pływające ryby. Tydzień urlopu to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić ten kraj, zwłaszcza z kilkanaście kg ważącym łobuzem, który ma już swoje zdanie. Mimo tego i kapryśnej, nieco burzowej pogody kraj nas zachwycił. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. &lt;br /&gt;
PS – a my mężu z wyjazdu zapamiętamy dodatkowo złamanego lizaka i poszukiwanie figurek Psiego Patrolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto pojawi się w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dol. Wilczego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od czasu do czasu penetruję beskidzkie parowy i wąwozy (o ile tak je można nazwać). Tym razem sprawdziliśmy Wilczy Potok (odgałęzienie z doliny Leśnicy w jej górnym biegu). Ów potok płynie w głęboko wciętej dolince o stromych zboczach. Po trasie przewrócone drzewa i kilka skalnych prożków. Fajny, dziki zakątek. U góry przedzieramy się przez splątane knieje i wydostajemy się na szlak pod Smrekowcem (835). Przez Jaworzynę schodzimy jeszcze do wodospadu Wyrchmalinki i wracamy leśną dróżką wzdłuż górnego biegu Leśnicy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Le%C5%9Bnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GROT|Tomek Bzdęga, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łuakasz Piskorek|18 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny Nocek włączył się w pomoc przy przeprowadzeniu miejskiej gry terenowej organizowanej przez młodzież ze Stowarzyszenia Nereusza z Rudy Śląskiej. Pomagamy przy budowie i obsłudze punktów z wyzwaniami linowymi – w tym roku był to transport noszy na wysokości. Wielki szacunek za ogrom pracy włożonej ww przygotowanie całej gry należy się młodzieży ze stowarzyszenia, a naszym klubowiczom Tomkowi, Łukaszowi i Asia, którzy włączyli się w pomoc wielkie podziękowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Rax - Jaskinia Krampusschacht|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB), Karina (niezrzeszona)|16 - 18 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rax chyba wszyscy doskonale znają z pięknych dróg wspinaczkowych, ferat no i pod kątem jaskiniowym może jeszcze z jaskini lodowej. Jednak nie to jest celem naszego wyjazdu. Jedziemy sprawdzić jak to w regionie wygląda kwestia Krasu. W Rybniku spotykamy się około 10.00 szybki przepak do jednego samochodu i ruszamy w stronę czeskiej granicy. Przejazd idzie gładko, aż do momentu kiedy zaczynają się problemy z żarówką, co powoduje dwie nie planowane przerwy. Następnie trafiamy kilka korków, co sprawia, że na kamping docieramy dopiero około 17.00. Już wiadomo, że wspin tego dnia nie wypali... Rozbijamy więc namioty, rozdzielamy szpej na dzień następny i przystępujemy do porównania walorów smakowych napojów energetycznych na bazie chmielu produkcji czeskiej vs austryjackie oraz napojów owocowych z domieszką środków dezynfekujących :). W sobotę wstajemy zgodnie z planem o 6.00. Śniadanie pakujemy prowiant i hej przygodo. Dojeżdżamy do wylotu doliny, zabieramy plecaki i do góry. Naszym celem jest jaskinia Krampusschacht, ale po drodze chcemy sprawdzić jeszcze kilka otworów na, które mamy namiary oraz przeprowadzić rekonesans powierzchniowy. Im głębiej wchodzimy w dolinę tym jestem bardziej przekonany, że nie ma opcji - tu muszą być wielkie i głebokie jaskinie. Kras jest wszędzie! Wszędzie widać otwory (niektóre ewidentnie chodzone - prowadzą do nich wydeptane ścieżki). W końcu docieramy pod dolną stację kolejki towarowej zaopatrującej schronisko Habsburghaus na szczycie Grieskogel. Tu kończy się odcinek płasko. Teraz jeszcze chwilka w miarę łagodnego podejścia do końca leśnej drogi i zaczyna się... Prawie 1000 m przewyższenia szlakiem mniej więcej na styl Kobylażowego Żlebu, również miejscami ubezpieczonego stałą asekuracją. Po drodze sprawdzamy kilka otworów na  które mamy namiary - jednak nie znajdujemy nic godnego uwagi (tylko jeden otwór wymagał użycia liny). Za to znajdujemy oporęczowane dojście do do tej pory nie znanego nam otworu - jednak na ten moment nie wchodzimy tam. W końcu docieramy do schroniska. Tu chwila przerwy na klasycznego wursta. Karina zostaje w schronisku z instrukcjami jak postępować gdybyśmy nie dali znaku do określonej godziny alarmowej, a my ruszamy dalej do jaskini. Pod otwór prowadzi wyraźna ścieżka. Niestety tuż po opuszczeniu schroniska dopada nas całkiem solidna zlewa i grad. Po drodze mijamy mnóstwo potencjalnych problemów jaskiniowych. Te dobrze prosperujące oznaczamy. Spodziewamy się, że jaskinia to raczej mała dziurka - coś na wzór naszych jurajskich jaskiń. Widzieliśmy tylko jeden filmik, kilka zdjęć i znaleźliśmy informację, że jaskinia ma 450m długości i niecałe 100m głębokości. O jakie jest nasze zdziwienie gdy po godzinie docieramy pod otwór. Wlot do jaskini to olbrzymi lej krasowy. Jaskinia jest dobrze obita. Chłopaki zjeżdżają przodem ja na końcu. Zachowujemy duże odstępy gdyż jest krucho. Gdy jestem na przepince przy właściwym otworze krzyczy do mnie Dawid, że Bartek przekazał właśnie informację, że skończyła się pierwsza lina 50m i dowiązuje następną. Gdy bezpiecznie mogę zjeżdżać jakie jest moje zdziwienie, że nie jadę typową studnią tylko lodospadem. po kolejnej przepince dojeżdżam do chłopaków w miejscu, gdzie dwa lodospady się łączą, a pod jednym z nich leżą tony śniegu. Na dzień dobry dostaję informację, że jest kiepsko. Nie ma przejścia dalej. Bartek sprawdza wspinaczkowo drugi lodospad jednak nic tam nie znajduje. Ja zerkam w niewielki otwór w którym widać jakąś kontynuację. Niestety jest dość ciasno a przede wszystkim krucho. Płaty wapienia odrywają się od ścian nawet pod delikatnym dotykiem. W końcu Dawid dostrzega możliwość kontynuacji bokiem lodospadu. Dość szybko przekopujemy korek śnieżny i zerkamy co dalej. Jest lufa! Został nam ostatni odcinek liny. Pod lodem drugiego lodospadu dostrzegamy dwa spity. Kamieniem skuwamy lód. Niestety lód jest też w środku. Nie ma jak wkręcić plakietek. Wygląda na to,  że jesteśmy o dobry miesiąc (a może i lepiej za wcześnie). Postanawiamy wycofać się i wrócić tu jesienią, z nadzieją, że uda się przejść dalej. Wyjście idzie dość sprawnie. Na zewnątrz pogoda poprawiła się. Szybkie przebieranki, pakowanie. Postanawiamy wracać skrótem na azymut. Początkowo bardzo przyjemnie żlebami i polankami. Niestety po chwili przedzieramy się już przez gęste i wysokie kosówki, schodzimy kruchymi żlebami. Po drodze znajdujemy jeszcze dwa ciekawe problemy. Ostatecznie po 25 minutach docieramy do szlaku. Czyli jednak opłacało się. Przy szlaku czeka na nas już Karina. I wszyscy razem schodzimy do doliny drogą podejścia. Cała akcja poszła niezwykle sprawnie i udaje się dotrzeć na kamping przed zmrokiem. Następnego dnia postanawiamy nieco odespać. Co ostatecznie przekłada się na zwinięcie namiotów i spakowanie przed godziną 13.00. Nikt za bardzo nie ma już ochoty na jakieś poważniejsze aktywności. Pamiętając o korkach z piątku postanawiamy wracać. Po drodze jeszcze krótka przerwa w Czechach na smażony syr i hranulki. Teraz już tylko przejazd do Polski. W niedziele wieczorem meldujemy się w Rybniku, gdzie kończymy ten rekonesansowy wypad. Do Rax i Krampusschacht na pewno jeszcze w tym roku wrócimy. Na pewno weźmiemy więcej lin i wiecej sprzętu. Teraz wiemy jakie są realia tej jaskini. Widzimy też, że jest w ciągłej eksploracji (pod otworem znajdujemy beczkę z depozytem). Jaskinia i okolica ma na pewno olbrzymi potencjał jaskiniowy. Dosłownie trzeba uważać gdzie się stąpa bo otwory są niemal wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRax&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Stankowski (KKTJ)|17 06 2023}} &lt;br /&gt;
Przebieżka do Ptasiej Sali (w Nowych Partiach Bielskich). Czas w jaskini ok. 8h15m. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo, a na szlakach tylko pojedyncze osoby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - Jaskinie: Koralowa, Wszystkich Świętych, Studnia Zygmunta|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB), Dawid Jędrysek (SBB)|11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miała być ciekawa akcja Tatrzańska, ale prognozowane burze i opady skutecznie nas zniechęciły. Ostatecznie jedziemy na akcję zdjęciowo / filmową w Góry Sokole. Na parkingu spotykamy się po godzinie 11.00 Jako pierwszy cel pada Koralowa. Odwiedzamy cały dół - do końca, zaglądamy w kominki i ciasne korytarzyki następnie wspinamy się na WAR i zjeżdżamy do MGG. Cały czas robimy dużo fot i filmików. Na koniec zaglądamy jeszcze w dolne odnogi, gdzie znajdujemy bardzo ciekawe naciekowo salki. &lt;br /&gt;
Wychodzimy. Chwila przerwy, posiłek i idziemy do jaskini Wszystkich Świętych. Szybki zjazd, następnie przez trawers na mostek Herberta i w dół (tym razem drugą stroną niż poprzednio) do salki Peny. Pstrykamy wiele fot, kręcimy filmy i wracamy. Bartek przechodzi przez BAKK do jaskini Olsztyńskiej. Niestety mnie skutecznie blokuje kombinezon i odpuszczam. Podobnie Dawid. Bartek wychodzi przez Jaskinię Olsztyńską, a My zwijamy liny, szpej i sprzęt foto i wychodzimy przez zlotówkę. W planach była jeszcze Urwista, ale stwierdzamy, że nie ma tam nic ciekawego. Zaglądamy za to do Studni Zygmunta. Wyjazd typowo rekreacyjno &lt;br /&gt;
towarzyski. Dużo zdjęć i filmików. No i stanowiliśmy niezłą atrakcję turystyczną dla licznych tego dnia turystów, którzy odwiedzili rezerwat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FJaskiGS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Biała Dziupla|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stepniak, Piotr Strzelecki|15 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne czwartkowe popołudnie wykorzystaliśmy na drobną akcje jaskiniowa. O 14:30 wraz z Emilem wyjechaliśmy z Zabrza i na 16.00 byliśmy już na parkingu przy Łabajowej. Kilka chwil później zjawił się Piotrek z Estera i ich nowo narodzonym przyszłym grotołazem. &lt;br /&gt;
W czasie gdy Estera spacerowała z wózkiem po okolicy, nasza trójka wybrała się na poszukiwania otworu do jaskini Biała Dziupla. Chwile to trwało, bo w okolicy jest sporo podobnych skał. Na szczęście tylko jedna charakterystyczna z okrągłym otworem w ścianie skalnej zlokalizowanym kilkadziesiąt centymetrów od poziomu ziemi. Zwierzęca czaszka wisząca na pobliskim drzewie nie była przypadkowa. 😀&lt;br /&gt;
We trójkę na kolanach rozpoczęliśmy usuwanie kamieni i gałęzi ze sztucznie przysypanego otworu wejściowego. Gdy tylko udało się uzyskać wystarczający prześwit, Emil wslizgnal sie w zacisk wejściowy zabierając ze sobą wór z lina, ktora wczesniej przymocowałem do pobliskiego drzewa. W ślad za Emilem poszedłem ja i Piotrek. Jak się okazało oba zaciski na wejściu zacisk wcale nie są wąskie. Żwawo pełzając na plecach, byłem w stanie lewą dłonią ciągnąc wór, a prawa nagrywać siebie kamera GoPro. Mój uśmiech od ucha do ucha na nagraniu jest dowodem na to jak wielka frajdę mi to sprawilo. Gdy już wygramoliłem się z tych delikatnych przewezen dotarłem do większej sali, gdzie Piotrek i Emil już zaporeczowali linę do zjazdu. W tej sali zapiąłem się już szantem do liny bo zrobilo sie bardziej stromo, poza tym ściany pokryte mlekiem wapiennym zachęcały do robienia zdjęć, więc nie mogłem polegać tylko na samych nogach. Sprawnie zjechaliśmy na dno jaskini, po drodze pokonując jeszcze jedna przepinkę. Jaskinia jest dobrze okuta, użyliśmy jednej liny 60 m, która w zupełności wystarczyła od drzewa aż po dno jaskini. Droga powrotna również odbyła sie sprawnie. Przed godziną 19 byliśmy już na zewnątrz. Piotrek szybko się zebrał dołączając do Estery, tymczasem my z Emilem trochę się jeszcze kręciliśmy po okolicy. Nie udalo nam sie zlokalizowac jaskinii na Tomaszowkach, ale zwiedziliśmy Łabajowa zostawiając sobie zjazd na kolejna wyprawę w środku tygodnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LITWA: spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Kołodziej|08 - 11 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłyśmy razem z Bożeną na spływie kajakowym na Litwie. Trasa: Zopsia (rzeka) jezioro Wiejsiejai, Jezdas,  Kapciamestis (Kopciowo), Volskai, Baltoj Ančia (rzeka Biała Hańcza) jezioro Ančia (Hańcza). Przepłynęliśmy ok.60 km, średnio 15 km/ dzień.  Okolica przepiękna, przyroda cudna i prawie brak turystów. I jeszcze pogoda dopisała. Polecam gorąco. P.s. w miasteczku(?) Kapciamestis jest grób, muzeum i pomnik Emilii Plater&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - skała Biblioteka|Ryszard Widuch, Asia i Łukasz Piskorek, kursanci:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, Miłosz Pawlik; jeden pies|08 06 2023}} &lt;br /&gt;
Pierwszy kursowy wyjazd na skałki, a zarazem szkolenie z technik linowych. Choć wcześniejszcze prognozy mówiły o obfitych opadach deszczu, wszystko się wyklarowało - i przez całą akcję było bezchmurnie.&lt;br /&gt;
Zaczynamy z Asią i Łukaszem - od góry - poręczujemy liny. Po szybkim przypomnieniu przepinek, Rysiu Pokazuje nam podstawy ratowictwa - co chwilę później trenujemy na linie.&lt;br /&gt;
Przed nami (kursantami) jeszcze sporo nauki - ale wszystko idzie w dobrą stronę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLINEZJA FRANCUSKA: wypad na antypody|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka K. (os. tow.)|20 05 - 06 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu był głównie wypoczynek, lecz ostatecznie było każdego dnia dosyć aktywnie. Po przylocie na Tahiti jeszcze tego samego dnia płyniemy z Papeete promem na oddaloną ok 15 km dużo mniejszą wyspę Moorea. Tam spędzamy następne 4 dni, zwiedzając główne atrakcje, objeżdżamy wyspę wynajetym skuterem. Jednego dnia decydujemy się na próbę zdobycia szczytu Rotui (899 m n.p.m, deniwelacja 899 m). Niestety, upał ponad 40 stopni krzyżuje nasze plany. Podczas pierwszych 2 godzin podejścia wykorzystujemy prawie cały zapas wody (po ok 3,5 litra na osobę) a nawet nie dotarliśmy do połowy drogi na szczyt. Po drodze zaliczam dość groźny upadek z grani (zarwała sie pode mną ziemia, na szczęscie szlak pozostaje jako tako możliwy do pokonania dla innych).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Góry na Polinezji Francuskiej okazały się gorące, niedostepne, piekne i dzikie. Poruszanie sie po tych obszarach wymaga dobrego przygotowania, odpornosci na piekielne upały, mądrej logistyki. Jest to zupełnie inna przygoda niż wędrowanie i zdobywanie szczytów w umiarkowanych szerokościach geograficznych. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Innego dnia, idę na trekking na Coconut Pass, gdzie przedzieram się przez dżunglę zatartym szlakiem, ale docieram do celu i w nagrodę dostaję piękny widok na oba przeciwległe krańce wyspy. Po Moorei samolotem  udajemy się na inną wyspę archipelagu Wysp Towarzystwa - Raiatea. To dosć spora wyspa, lecz stosunkowo mało zaludnona i niezbyt oblegana przez turystów, co sprawia ze jest tam troche inna atmosfera, a jednocześnie jest ciekawie. Objeżdzamy wyspę dookoła i robimy kilka krótkich trekkingów do szandarowych miejsc na wyspie. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Taputapuatea - stanowiska archeologiczne i miejsca kultu Polinezyjczyków. Z Raiatei przenosimy się na pobliski atol Bora-Bora. Spędzamy tam tylko 2 dni, ale dochodzimy do wniosku, że można tam bardzo aktywnie spędzic czas. Wyspa reklamowana w katalogach biur podróży, jako miejsce luksusowych wakacji okazała się dla nas miejscami dzika, wcale nie przepełniona przemysłem turystycznym  i bardzo ciekawa przyrodniczo. Atol oferuje też wiele możliwosci uprawiania sportów. Ostatnich pare dni spędzamy na Tahiti, gdzie wypożyczamy samochód i zwiedzamy co się da, wliczając treking na Tahiti-Iti i bardzo ciekawe narodowe muzeum Polinezji Francuskiej w Puna Auia (Muzeum Tahiti i Wysp) w poblizu Papeete. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych. Zwiedzilismy tylko jeden z archipelagów Polinezji Francuskiej (Wyspy Towarzystwa), ale juz sam ten obszar wydał się nam niezwykle ciekawy, bogaty po d wzgledem geologicznym, ciekawy kulturowo i zachwycajacy pod wzgeldem roslinności mimo iz tylko stosunkowo niewielka cześć to roślinność endemiczna&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
Tradycją się stało, że wizytując teściów, podbiegam na najwyższy szczyt w okolicy, czyli Leskowiec. Tym razem bez śniegu i błota, co od razu było widać po wyniku, bo poprawiłem go o ponad 15 min. od ostatniego biegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainspirowani akcją naszych klubowych kolegów z przed kilku dni udajemy się do tej pięknej jaskini. Wszystko co napisał Daniel jest autentyczne. 14 m zjazdu i zaczarowany, podziemny świat. Również otoczenie jaskini jest wspaniałe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepsc-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Michał Przybycień, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Balcer&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz, Mateusz Golicz|03 06 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwsza wyprawa uczestników kursu na taternika jaskiniowego rocznik 2023/24 miała miejsce 3. czerwca 2023, a jej celem była Jaskinia Czarna. &lt;br /&gt;
Z czterech kursantów wybrał się Michał wraz z Mateuszem, pod okiem instruktora Mateusza i asyście Oli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjścia miały miejsce przed wykładem kursowym 3 dni wcześniej. &lt;br /&gt;
Celem wyjścia było odwiedzenie Partii Techuby oraz wyjście z jaskini otworem do którego prowadzą Partie III komina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowane wyjście z Kir było opóźnione tylko o 15 minut i było to jedyne odstępstwo od przyjętego planu akcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze Doliną Kościeliską kursanci byli przepytywani z ogólnej wiedzy o Tatrach oraz szkoleni przez Mateusza w topografii doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jaskini, do którego grupa dotarła bez problemu, doszło do spotkania z inną wyprawą klubową do Czarnej - Damiana oraz Łukasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie zjazdu z głównego otworu jak poręczowanie trawersu i zejścia z progu poniżej wejścia przypadło kursantowi Mateuszowi. &lt;br /&gt;
Następny trawers i przygotowanie wejścia do Techub przygotował Michał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Techubach kursanci samodzielnie prowadzili drogę do &amp;quot;Sali pod Głazem&amp;quot;, korzystając z opisu oraz planu odwiedzając po drodze &amp;quot;Syfon Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Jeziorko Tehuby&amp;quot;, &amp;quot;Salę Taty Winiarskiego&amp;quot; oraz &amp;quot;Salę pod białą płytą&amp;quot;. &lt;br /&gt;
Następnie Mateusz wraz z Olą prowadzili szkolenie z przemieszczania się różnymi technikami wewnątrz korytarzy. &lt;br /&gt;
Był też czas na wykład o tworzeniu się jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjściem z Techub, po około 4 godzinach akcji w jaskini grupa miała przerwę na jedzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga prowadziła w stronę głównego wejścia do jaskini, po drodze ściągaliśmy zaporęczowane przejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z umową, w przypadku dobrego czasu akcji, przejście przez Partie III komina poprowadził instruktor Mateusz. &lt;br /&gt;
Było to pierwsze wejście w te partie jaskini naszej czwórki. &lt;br /&gt;
Całość przejścia kończył 28 metrowy zjazd z drugiego otworu Czarnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem pod otworem jaskini dotarliśmy o godzinie 18:15, a cała akcja zakończyła się ściągnięciem liny ze zjazdu głównego otworu o godzinie 18:50.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z udanej akcji, pięknej pogody i małej ilości turystów w Tatrach, grupa wróciła do pensjonatu Willa Pisana o godzinie 20:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję zakończyliśmy kolacją w okolicznej gospodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Instruktor Mateusz wraz z Olą wybrali się na akcję do jeszcze jednej jaskini, &lt;br /&gt;
natomiast kursanci Mateusz i Michał wyszli na eksplorację Jaskini Mylnej, w której odwiedzili partie jaskini poza szlakiem turystycznym i wyszli z jaskini drugim otworem. &lt;br /&gt;
W drodze do samochodu przeszli także żółtym szlakiem przez Wąwóz Kraków przechodząc przez Smoczą Jamę. &lt;br /&gt;
O godzinie 14:00 wyruszyli oni w drogę do Katowic i zakończyli kursowy weekend w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: Damian uzupełnisz? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Łukasz Mazurek, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrowaliśmy partie pod Salą Łukową. Tym razem nie udało się znaleźć przejścia do Techub (na starość pamięć siada). Przed jaskinią spotkaliśmy ekipę Mateusz Golicza, który wybierał się do Techub (pewno będzie opis). W Tatrach cudowna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek + pies|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
Po raz kolejny atakujemy Rzędkowice. Jedziemy w tygodniu, po pracy, w nadziei, że będzie trochę mniej ludzi. Dojeżdżamy po godzinie  14 i okazuje się, że drogi na Turni Kursantów, na które mieliśmy chrapkę są obwieszone linami. Wybieramy nasz plan B i idziemy na Dziurawą Turnie. Strzał w dziesiątkę! Jest w cieniu, więc upał nam nie straszny i jest na uboczu więc nie martwimy się, że pies będzie kogoś zaczepiał. Po zrobieniu kilku dróg, przenosimy się na pustą już Turnie Kursantów i wspinamy kilka dróg. Skały po południu opustoszałe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Przepaść|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak`|01 06 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zrobienia sobie prezentu na dzień dziecka wybraliśmy się z Emilem w czwartek na poszukiwanie jaskini nazwanej „przepaść”. Współrzędne nie do końca były pewne, wiec istniało pewne ryzyko ze będziemy błądzić po lesie w poszukiwaniu otworu lub nawet go w ogóle nie znajdziemy. O samej jaskini tez wiele nie wiedzieliśmy poza filmem na YouTube. Nic więcej nie da się znaleźć, bo jaskinia nie jest dostępna w rejestrach. Zabraliśmy ze sobą to co wydawało się nam niezbędne i o 14:30 wyjechaliśmy z Zabrza w kierunku wyżyny krakowsko częstochowskiej. Samochód zaparkowaliśmy najbliżej jak się dało - na jakiejś leśnej bocznej drodze. Było przed 16. Od samego początku zakładaliśmy ze poszukiwania otworu jaskini zajmą nam sporo czasu, a ponieważ było powyżej 25 stopni Celsjusza i pełne słońce, postanowiliśmy nie przebierać się i wpierw rozpocząć poszukiwania. Jak się jednak okazało współrzędne były bardzo trafne, a pod otworem byliśmy już po około 15 minutach.&lt;br /&gt;
Wróciliśmy do samochodu po ciuchy i sprzęt bez zwłoki zabrałem się za poreczowanie do zjazdu.&lt;br /&gt;
Układ drzew idealnie ułatwił przygotowanie stanowiska. Wjazd do jaskini ma charakter zapadliny do szczeliny skalnej, po jakichś 5 metrach zwęża się, a po obu stronach znajdują się przykręcone plakietki przygotowane pod przepinke w stanowisko Y.&lt;br /&gt;
Na cały zjazd powinna wystarczyć lina 30m. I co tu dalej pisać… zdjęcia nawet w połowie nie oddają piękna jaskini, trójwymiarowości i kolorystyki nacieków. Przez 2,5h chodziliśmy po piaszczystym dnie jaskini zachwycając się jej pięknem i robiąc setki zdjęć. Wszystkie formacje skalne i nacieki które widziałem tylko na zdjęciach tam właśnie były, rzeczywiste. Nawet już nie pamiętam ich nazw. Jaskinie przecina żyła kryształu, a na jej dnie można napotkać odłamki kryształu o rożnej wielkości. Przed 20 byliśmy już na powierzchni, w dalszym ciągu oszołomieni tym co widzieliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś zastanawia się po co chodzić po jaskiniach to właśnie tam znajdzie odpowiedz. Po prostu wow!&lt;br /&gt;
Następnego dnia i ja i Emil mieliśmy po kleszczu - poszukiwania jaskini w krótkich spodenkach to nie jest dobry pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPrzepasc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Łukasz Mazurek, Adam (niez.) + pies|28 05 2023}} &lt;br /&gt;
Jedziemy w skały świadomi, że wybieramy dość popularny i oblegany rejon. Jednak mamy tam upatrzone skałki, z którymi chcemy się bliżej zapoznać. Na początek idziemy na skałę Zegarową. W międzyczasie dojeżdżają Adam i po nim Łukasz M. z drugą liną, dzięki czemu możemy się podzielić na dwa zespoły. Po zrobieniu kilku dróg postanawiamy zmienić klimat i przechodzimy na Turnię Kursantów, gdzie robimy jedną drogę (niejako w zastępstwie zajętych sąsiednich dróg, na jakie mieliśmy bardziej chrapkę). Zbliżała się pora wyjazdu (urodziny u rodziny), więc nie mieliśmy jak czekać na naszą kolej. Ci którym doskwierał niedosyt (ja i Adam) poszli zrobić jeszcze ostatnią drogę na sąsiedniej Zadniej Turni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frzedkowice_wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kłodnicy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 10 innych osób|28 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W idealnej pogodzie przejechaliśmy rowerami dolinę Kłodnicy, na której stanowi ona południową granicę naszego miasta. Jest tu kilka niesamowicie pięknych zakątków do których prowadzą nikłe ścieżki. Rzeka na tym odcinku dość czysta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.6943249889022847&amp;amp;type=3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|26 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy wracamy do Tenczynka. Tym razem uzbrojeni w ciężki sprzęt. Tym razem z jednym worem i liną do jego wyciągania udajemy się pod otwór. Wiemy co nas czeka więc bez zbędnego gadania wchodzimy do dziury. Droga w dół idzie całkiem sprawnie, choć przed ostatnim zaciskiem poważnie się zastanawiam, czy aby na pewno chcę tam wchodzić. Jednak juz po chwili obaj stoimy w &amp;quot;Y&amp;quot;. Bartek wchodzi na przodek z ciężkim sprzętem, aby rozprawić się z ostatnią wantą blokującą nam dalszą drogę. Ja natomiast rozglądam się  po drugiej odnodze &amp;quot;Y&amp;quot; i znajduję kolejny potencjalny problem. W międzyczasie Bartkowi udaje się rozkruszyć wantę i udrożnić dalszą drogę. Niestety przed samą salką (a tak na prawdę studzienką) ze ściany wystają dwie wypustki, które skutecznie uniemożliwiają wejście nad studzienkę. udaje się je nieco przemodelować. Po kilku próbach wykonywanych na zmianę Bartek jako pierwszy przedostaje się nad studzienkę, a korytarzyk dostaje wdzięczną nazwę &amp;quot;Łamignatek&amp;quot; - oddający jego charakter. Udaje się zrzucić trochę luźnego materiału ze stropu nad studzienką (istnieje szansa, że ma ona &lt;br /&gt;
kontynuację w górę). Na pewno idzie w dół. Ile? Tego jeszcze nie wiemy. Trzeba usunąć kilka małych want. Niestety to już nie podczas tego wyjazdu. Pakujemy sprzęt i do góry. Pierwszy idzie Bartek. Następnie wór który klinuje się co chwilę więc muszę iść bezpośrednio za nim i bez przerwy go odklinowywać. Wyjście nie idzie nam dobrze. Obaj walczymy w zaciskach jak nigdy. Jest ślisko i nie ma się jak wygodnie zaprzeć. Po drodze Bartek wśród leżących kamieni znajduje kilka ciekawych amonitów. &lt;br /&gt;
Następny wyjazd powinien przynieść kolejne metry i bez wątpienia pogłębimy jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wszystkich Świętych i System Jaskiń Olsztyńskich |&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|25 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
25 Maja w czwartek po pracy wybraliśmy się wraz z Łukaszem do Jaskini Wszystkich Świętych z zamiarem przejścia przez cały system Jaskiń Olsztyńskich. O godzinie 16:20 dojechaliśmy na parking Sokole Góry, gdzie przebraliśmy się w kombinezony i wraz z niezbędnym sprzętem jaskiniowym wyruszyliśmy pod otwór. Na miejsce dostaliśmy bez większych problemów. Po pierwsze dlatego, że jaskinia jest dobrze oznaczona na mapie, a po drugie dlatego ze nieopodal znajduje się otwór jaskini Koralowej, w której miałem okazje być na „rozgrzewce przed prawdziwymi jaskiniami” – tak to mniej więcej wtedy powiedział Mateusz. Samo miejsce zapamiętałem tez bardzo dobrze, bo skręciłem sobie wtedy kolano. Była godzina 17:00, a my staliśmy gotowi pod otworem. Poręczowaniem studni wejściowej zajął się Lukasz, po drodze była tylko jedna przepinka, więc zjazd poszedł ekspresowo. Był czas na zdjęcia i konstruktywna krytykę kiepskich opisów jaskiń jurajskich. Na zjazd zużyliśmy cala linę 20m. Będąc na dnie Studni Warszawskiej poszliśmy w lewo w kierunku Mostu Herberta. Zgodnie z opisem przejście do mostu odbywa się trawersem. Pierwsza kotwa znajduje się tuz przez wąskim przesmykiem, zaraz za którym znajduje się studnia. Wciśnięty w zacisk w dość niewygodnej pozycji, z nogami zwisającymi do studni próbowałem rozpracować najbezpieczniejszy sposób dostania się do kolejnego punktu trawersu, który chociaż był w zasięgu wzroku to jednak oddalony o jakieś 3 metry. Niby nic takiego, bo szata naciekowa idealna do wspinania, ale ja leżałem w poziomie nogami do przodu, więc, żeby mieć swobodne ręce musiałem wyjść całkiem w stronę studni. Po lewej ortogonalnie stronie tuz przy krawędzi znajduje się idealna formacja skalna do zaczepienia taśmy, a w moim worze zupełnym nie przypadkiem znajdowała się taśma idealnej długości, której jeszcze nie oddałem Ryśkowi z poprzedniej wyprawy (spokojnie oddam 😊). Raz dwa i zrobiłem sobie dodatkowy punkt, na którym swobodnie sobie zawisłem planując dalsze ruchy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się ze wejście w szczelinę głowa do przodu, a nie tyłem, dałoby mi więcej swobody ruchu i nie byłoby potrzeby robienia tego dodatkowego punktu. Po drodze na trawersie były jeszcze dwa punkty, ale bez problemu sobie z nimi poradziliśmy. W tej części jaskini droga jest tylko jedna, więc zaraz później zaporęczowałem zjazd w ostatniej studni aż do Sali Peny. Na dole zrobiliśmy kilka ciekawych zdjęć, bo nacieki na ścianach były bardzo fotogeniczne. Wtedy tez zwróciłem uwagę ze lewa cześć Sali Peny jest tak naprawdę dnem studni pod trawersem, który przechodziliśmy. Wiec teraz nazwa most, nabrała sensu. Sama sala nie jest duża, więc po chwili zebraliśmy się w drogę powrotna. Sprawnie wróciliśmy na dno Studni Warszawskiej z zamiarem przejścia do jaskini Olsztynskiej poprzez BAKK. Wiedzieliśmy ze będziemy się przeciskać, więc ściągnęliśmy z siebie cały sprzęt, wraz z uprzężą. Nie za wiele się zastanawiając na ochotnika próbowałem wcisnąć się w najbardziej oczywisty zacisk jaki widziałem po prawej stronie i za namowa Łukasza wpierw wciskałem nogi, a przynajmniej próbowałem. Niewiele czasu potrzebowałem by powiedzieć ze moje nogi tak się nie wygna. Rzeczywiście wyczuwałem ze zacisk mocno skręca w lewo i nie uśmiechało mi się brnąc dalej w tym kierunku. Zaproponowałem Łukaszowi, że jak on się wciśnie to ja pójdę za nim. Wiec zamieniliśmy się rolami i Lukasz chwile później tez poległ w tej samej pozycji.  Zniechęceni wzięliśmy plan jaskini do ręki i jak tylko odczytaliśmy z niego, że są też dwie ślepe szczeliny zaczęliśmy się rozglądać w około i w mgnieniu oka znaleźliśmy dużo przyjemniejsza szczelina skalna, tym razem bardziej pionowa niż pozioma. Ponownie bez zastanowienia zanurkowałem w nią bokiem i nogami do przodu. Jak już byłem w środku tej małej komory to zrozumiałem, że to była ta ślepa droga. Wyjęcie było już odrobinę mniej przyjemne, ale dla kogoś moich wymiarów obyło się bez problemów. Ponownie otworzyliśmy plan i szukaliśmy innego przejścia. Jednak wszystko wskazywało, że nasz pierwszy wybór był tym prawidłowym. Ponowiłem próbę tym razem na brzuchu i głowa do przodu. W ten sposób chciałem sobie przynajmniej zobaczyć czy ten tunel prowadzi gdzieś, czy też się kończy. To był strzał w dziesiątkę, potwierdziłem nie tylko, że to jest prawidłowa droga, ale również to ze nie chce nią iść. Pal licho ze szczelina jest bardzo wąska, bo to nie problem dla mnie. Ale to za pierwszym zakrętem w lewo znajdował się zakręt w prawo, a za nim już nic nie było widać, budziło mój nieukrywany niepokój. Oznajmiłem moje obawy Łukaszowi i ponownie zaproponowałem, że jak on przyjdzie i powie, że tam na końcu rzeczywiście jest sala, to pójdę bez wahania. Po kilku próbach Lukasz również się poddał. Wpadliśmy jednak na pomysł że zaatakujemy ten zacisk od drugiej strony. Ponownie ubraliśmy uprząż i opuściliśmy jaskinie Wszystkich Świętych, spakowaliśmy liny do worów i powierzchnia przeszliśmy do Jaskini Olsztyńskiej. Ponownie bez uprzęży w samych kombinezonach zaatakowaliśmy zaciski biegnące w stronę BAKKu, tym razem od jaskini Olsztyńskiej. W pozycji czołgającej się dżdżownicy przemierzaliśmy zaciski, które były dużo obszerniejsze, miejscami wielkości warszawskich kawalerek na wynajem. Spokojnie mogłem manewrować rękami a miejscami nawet odwrócić się. Ostatnia sala już za BAKK, a przed tym naszym nieszczęsnym zaciskiem okazała się bardzo ładna, zrobiłem tam sporo zdjęć i kilka filmów. Bez namysłu wcisnąłem się dalej w ten nieszczęsny zacisk i udało się, jakoś czołgając się od tej strony wydawał się znacznie łatwiejszy. Może też świadomość tego, że już wiem co jest po drugiej stronie, spowodowała że zacisk został pokonany. Lukasz nie chcąc pozostawać w tyle również pokonał zacisk. Z poczuciem w pełni zwiedzonej jaskini wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWszSw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Jeseniki - Bikepacking. Wokół Pradziada|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 - 21 05 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co poszło tak lub nie tak w Jesenikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeseniki idealna miejscówka na wyprawę rowerową. Odległość z domu to 140 km około 2 godziny i prawie całość autostradą. Startuje z miejscowości Zlate Hory w kierunku wodnej elektrowni Dlouhe strane. Pierwsze kilometry z 99 przejechałem asfaltem potem były wspaniałe leśne szutry. Objerzdzając Pradziada kończę dzień w luksusowej darmowej chatce górskiej. Czesi  zbudowali tą chatkę z rozmachem nie bawią się w drobne brak tylko klimatyzacji. Następnego dnia załapuje się na single track w Kouty nad Desnou, brakuje trochę rozmachu jak w BB, ale i tak zjazd fajny. Kolejne kilometry to nie kończące się podjazdy a że nóżka zapodała to po południu melduje się pod autem. 71 km kolarstwa romantycznego szybko się kończy i o godzinie 18 jestem w domu. Całość trasy wyniosła 170 km. W dwa dni 3750m podjazdów, kręcenia młynków i wypychów ;). Rejon ma ogromny potencjał, można eksplorować dowoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i co z tymi Jesenikami? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacyjnie wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Sprzęt dopicowany (sprawdzony), jedzenie wyliczone, kartusz z gazem zważony, miejscówka na nocleg - genialna, pogoda ideał nawet wiatr miał być w plecy, godziny poświęcone na GPX, ślad wgrany do telefonu, sprzęt odlekczony. Jedna rzecz do poprawki. H2O, dwa litry w bidonach to za mało na dwa dni (no nie ma siły braknie). W sobotę na noclegu ratowałem się źródełkiem. Ale niedziela to tak jak u nas potraviny zaverno. Dopiero przed Jesenikami benzínka z Kofolą pomagają dojechać do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPradziad&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Konrad (TKG VERTICAL)|21 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym niedzielnym rankiem wybieramy się do jaskini - w wyższych partiach Tatr wciąż warunki mocno zimowe, a więc pada na Jurę. Spotykamy się w Rodakach i idziemy do jaskini Rysiej, powalczyć z ciasnotami. Wlotówkę poręczuje Łukasz. Dość sprawnie docieramy na dół. Najpierw idziemy zwiedzić Partie Kominkowe. Później powrót i po chwili meldujemy się w Katedrze. Następnie idziemy do Salki Pod Blokiem i dalej do Prasy. Konrad sprawnie wspina prasę i Poręczuje drugą studnię. Gdy jesteśmy na &lt;br /&gt;
dole najpierw udajemy się do Szczeliny Naj, następnie dołem udajemy się do Mlecznego Korytarza. Wracamy na prożek zwijamy linę i dalej w górę  Drugiej studni. Po chwili jesteśmy nad prasą. Zakładamy zjazazd i dalej wracamy znaną nam już drogą. Na I szą studnię jako pierwszy wchodzi Konrad - który stacza nierówną walkę z Zaciskiem wlotowym i spadającymi stopkami (oj jak ja dobrze znam ten ból z mojego poprzedniego wyjścia do tej jaskini). Gdy Konrad pokonuje zacisk ruszam za nim zciągając za &lt;br /&gt;
sobą  linę. Tym razem zacisk przechodzę bez żadnego bulu. Cała akcja zajmuje nam 5h. I nie ukrywamy, że jurajskie ciasnoty dały nam w kość. Teraz tylko wyczyścić kombinezony i szpej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bochnia/Nowy Wiśnicz - spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|Jerzy Ganszer (SBB) + 27 osób z SBB i innych klubów, z RKG - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach spotkania m. in. zwiedziliśmy bardzo ciekawą kopalnię soli w Bochni a później miłe spotkanie w fajnym miejscu za Nowym Wiśniczem. Szersza relacja na stronie SBB: https://speleobielsko.pl/sprawozdania/item/5874-2023-05-20-21-xxxiii-wyjazd-dla-weteranow-taternictwa-jaskiniowego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ryczów - Wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (niez.) + pies|20 05 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd na wspin - dla części pierwszy w tym sezonie, dla częśći pierwszy w ogóle :) Jeszcze kilka minut przed przyjazdem Adama, ciągle zastanawiamy się, gdzie jechać w skały. Szukamy miejsca z drogami mało obleganymi, tak żeby można mieć oko na psa i nie martwić się, że komuś będzie przeszkadzał i żeby Adam bez skrępowania mógł zrobić swoje pierwsze skałkowe drogi. Decydujemy się na Straszykowe Skały. Przez cały dzień robimy różne drogi na skale Weselnej i Skrzyni, w międzyczasie ćwicząc różne techniki linowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FStraszykoweSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Mł. Stożek|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieganie po górach traktuję czasem jako trening kondycyjny a nie zajęcie samo w sobie. Będąc w Dziechcince na imprezie badmintonistów wykorzystuję okazję do marszobiegu na niedaleki Mł. Stożek (837). Razem z Teresą wybieramy się na wieczorną, intensywną wycieczkę. Zawsze przy okazji takich &amp;quot;biegów&amp;quot; nasuwają mi się następujące uwagi: podbieg po bardziej stromym terenie jest zupełnie nieekonomiczny. Efekt niewspółmierny do wysiłku. Lepiej szybko podchodzić płaskim krokiem. Wykorzystywać do biegu należy odcinki w miarę płaskie lub o nie wielkim nachyleniu. Na &amp;quot;odrabianie&amp;quot; dystansu przy zbieganiu na pewno należy wykorzystać bardziej połogie zbocza. Na stromych strasznie cierpią kolana. Wg mnie lepiej szybko schodzić bo też trzeba zważać na kamienie a o kontuzję nie trudno. Tak czy tak wysiłek jest gigantyczny i dobrze, że nie muszę startować w zawodach tego typu. Zrobiliśmy 12 km i 400 m przewyższenia. Czas ok 1,5 h lecz czekając na Teresę (nie miała odpowiednich butów) truchtałem w miejscu lub się cofałem by zachować rytm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/MlStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MALTA: wspin i mtb|Paweł, Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 18 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Archipelag Malty leży niemal w środku Morza Śródziemnego i jest najdalej na południe wysuniętym państwem Europy. W jego skład wchodzi kilka większych wysp, w tym Malta i Gozo są największe. Zwłaszcza ta druga wyspa jest bardzo ciekawa ze względu na jej walory krajobrazowe ale także zabytki i ogólnie charakter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie krótkiego wypadu do tego kraju wstrzeliliśmy się w znakomitą pogodę i zrealizowaliśmy postawione cele. W pierwszy dzień rowerami górskimi z wypożyczalni z Marsalfoln (nawet mają tam dobre rowery górskie) przejechaliśmy wyspę Gozo. Obrany przez nas trakt był niesamowicie atrakcyjny. Wiódł przez skamieniałe plaże, po wysokich, urwistych klifach, przez ospałe mieścinki pełne zabytkowych budowli, opuncjowe pola i obok klifowych jaskiń. Szlak miejscami trudny technicznie z fajnymi downhillami po kamienistych zboczach oraz stromymi podjazdami. Mało asfaltu a jak już to mało uczęszczanymi drogami. 36 km i 800 m przewyższenia zajmuje nam ponad pół dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień przenieśliśmy się na południe Malty (&amp;quot;bazę&amp;quot; mieliśmy w Bugriba) do wąwozu w pobliżu Blue Grotto. Tu jest sporo obitych jedno wyciągowych dróg wspinaczkowych. Robimy 5 dróg z zakresu 5a do 5c. Paweł po półrocznej rehabilitacji (złamana noga na ściance wspinaczkowej)bardzo fajnie wszedł w wspin prowadząc wszystkie drogi. Skała dość chropowata, drogi długie. Bardzo fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz tego w wolnych chwilach spenetrowaliśmy tajemnicze katakumby w pobliżu naszej kwatery. Ani jednej zmarnowanej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Malta &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1keBbe2fn0C3PZXk8XkyXbv8mSvyjj66X/view?usp=drive_link&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 47-lecia klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Barbara Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek, Ania, Agnieszka, Piotr, Tomek, Artur (wszyscy z dziećmi i żonami), Wojtek Orszulik z żoną i dzieckiem, Łukasz Mazurek, Bartek (SBB), Damian i Teresa Szołtysik z synami, oraz sporo znajomych |12 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy do Piaseczna przyjechał z Klubu RKG NOCEK Łukasz Mazurek z kolegą Bartkiem z SBB. Następni byliśmy my, tzn. Basia i Tadek. Chłopaki na nas z niecierpliwością czekali, żeby iść do jaskini Wielkanocnej i Piaskowej/Bluszczowej. Gdy oni penetrowani podziemnie czeluście, na powierzchni zjeżdżała się ekipa z RODU SZMATŁOCHÓW I PRZYJACIELE. Gdy namioty już stały wokół ogniska zaczęła się zbierać brać świętująca 47 rok powstania naszego klubu. Wybrzmiewały pieśni powstałe kiedyś w naszym klubie, które tylko Tadek pamięta i inne ogniskowe piosenki śpiewane przez wszystkich, którzy je znali i same nasuwały się na usta. Były wspomnienia niesamowitych w naszym klubie przejść jaskiniowych, których do teraz jeszcze nikt nie powtórzył w naszym klubie. Przeglądanie zdjęć i biuletynów wydawanych niegdyś w klubie. Kiedyś się ludziom chciało spotykać w realu i coś wspólnie tworzyć. W końcu przed północą dotarła Agnieszka z rodzinką, która stała w korku około 5 godzin bo był śmiertelny wypadek. Policja w naszym kraju jest tak bezsilna i tępa, że nie mogła pomyśleć w jaki sposób rozwiązać ten niekończący się korek, który uwięził tysiące aut. Agnieszka wziąwszy na ręce płaczącą w wniebogłosy Tosię poszła na spacer wzdłuż autostrady,  zobaczyła bramę, spróbowała ją otworzyć i udało się, weszła do auta i korytarzem życia wycofała się do bramy i wyjechała. Co odważniejsi i zdesperowani kierowcy ruszyli za nią. Teraz już byliśmy w komplecie. Mogliśmy się razem cieszyć przy ognisku. Gdy robiło się już bardzo chłodno, to powoli ludzie zaczęli się chować do swoich śpiworków. Rano pierwsi wstali Łukasz i Baratek, których przywitał i pożegnał Adaś. Chłopaki jechali na szkolenie kartowania jaskiń. Po siadaniu zaczęli jeszcze dojeżdżać Wojtek Orszulik z rodzinką i przyjaciele z Łodzi i z Rudy Sląskiej, którzy byli w tamtym roku. Tadek zorganizował dzieciom zawody różnego rodzaju, za które w nagrodę dostawali słodycze. Zabawa była bardzo energiczna i wesoła. Po obiedzie była niespodzianka -  tyrolka z drzewa najpierw było wahanie się, czy zjechać ale potem zabawy nie było końca, aż starsi byli wyczerpani. Usiedliśmy do ogniska. Dziś ognisko już się pięknie paliło bo było dużo żaru i dawało więcej ciepła. Na kolacyjkę były kiełbaski i kartofle z ogniska, mięsa i szaszłyki z grilla, każdy robił to na co miał ochotę. Śpiewy, toasty i opowieści. Koło 3 nad ranem ostatni poszli spać. Rano pierwsze wstały oczywiście dzieci i reszta. Po śniadaniu i kawie, koło południa przyjechali Eska i Damian, następny delegat z Nocka. Udaliśmy się w pobliskie skałki żeby zrobić małe dziecięce zawody wspinaczkowe. I rozciąganie kości starszym ochotnikom. Oczywiście nie mogło obyć się bez LOŻY SZYDERCÓW I EKSPERTÓW OD WSPINACZKI. Po wyczerpującym wysiłku udaliśmy się na zasłużony posiłek i pakowanie. Po udanym spedzeniu w dobrej atmosferze czasu razem zakończyło się 47 spotkanie świętujące powstanie 13 maja w piątek klubu RKG NOCEK.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/47lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy uczestnikom za przybycie i zorganizowanie sobie czasu, żeby razem świętować i dobrze spędzić czas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z podstaw kartowania - Łutowiec|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel + około 30 &lt;br /&gt;
członków innych klubów z całej Polski |13 - 14 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano spotykamy się w Łutowcu. Najpierw teoretyczne wdrożenie w temat kartowania, następnie jedziemy w teren. Dzień pierwszy to kartowanie po staremu na kartce. Wracamy z terenu, jemy obiad i kolejne zajęcia teoretyczne. Tym razem wyznaczamy ciąg na podstawie istniejących przekrojów i planów oraz zapoznajemy się z oprogramowaniem AVEN. Następnie ognisko i długie o jaskiniach rozmowy. W niedzielę po śniadaniu znowu zaczynamy od omówienia naszych wypocin z dnia poprzedniego. Następnie ćwiczymy rysowanie w programie Inkscape. Na koniec to na co wszyscy czekali. Zapoznajemy się z urządzeniami DistoX &lt;br /&gt;
oraz oprogramowaniem Quave. Po wtajemniczeniu udajemy się ponownie w teren, aby sprawdzić jak to wszystko działa w praktyce. Po powrocie jeszcze wspólny obiad i nie pozostało nic innego jak wrócić do domu oraz ćwiczyć i utrwalać nabytą wiedzę przekazaną przez Jacka, Mateusza, Paulinę i Olę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Pod Wiszącym Korzeniem (eksploracja)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB) |06 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę udajemy się do Tenczynka z zamiarem (mamy nadzieję) ostatecznego rozprawienia się z jaskini Pod Wiszącym Korzeniem. Dojeżdżamy w ulewie. Już na dojściu do jaskini jesteśmy przemoczeni. Szybko wchodzimy do środka. Jakoś dawno nie byliśmy w tej dziurze... Wszystko wygląda dość obco. Jakoś ciasno i klaustrofobicznie. Po wlotowej pochylni i pierwszym trawersie Bartek ma wątpliwości czy nie zasypało &amp;quot;magazynu&amp;quot; - pierwszej salki po drodze. Zmieniamy się na prowadzeniu bo jak dla mnie wszystko wygląda dobrze - i tak rzeczywiście jest - wszystko na miejscu. Następnie wstawiam się w pierwszy zacisk - &amp;quot;Eliminator&amp;quot;. No chyba przytyłem... Jednak już po chwili okazuje się, że po prostu zapomniałem jak się w nim trzeba ułożyć. Zacisk puszcza. Teraz pochylnią na dół i czekam na Bartka  w salce pod zaciskiem. Teraz kolejny zacisk - jeszcze ciaśniejszy. Znowu jakoś nie chce puścić... Po kilku minutach walki przypominam sobie sekwencję pokonania go i jestem już na ostatniej stromej pochylni i po chwili na dole przy &amp;quot;Y&amp;quot; - to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Za chwilę dociera Bartek. Wyciągamy kilka większych kamieni, wybieramy kilkadziesiąt centymetrów namuliska i ciągle nic. Kiedy już mamy odpuścić i wychodzić uznając temat za zamknięty, zauważam, że za szczeliną, którą dotąd totalnie lekceważyliśmy i uznaliśmy za niedostępną otwiera się niewielka salka, a na końcu szczeliny ułożenie luźnych want zasłania przejście gdzieś w dół. Aby tam się dostać trzeba wyciągnąć poklinowane w szczelinie wanty. Udaje się wyciągnąć prawie wszystkie - oprócz jednej. Niestety - nie damy rady jej ruszyć bez narzędzi, których akurat nie zabraliśmy. Odgruzowujemy również strop z luźnego materiału. Najważniejsze, że jest perspektywa na dalszą eksplorację. Jest też delikatny przewiew - a to zazwyczaj dobra wróżba. Wychodzimy. To była droga przez mękę. Po pierwsze było wyjątkowo mokro i ślisko, a więc podchodzenie pochylniami i wybijanie się z nich przez zaciski przysparza nam dość sporo trudności. Dodatkowo (do tej pory nie wiemy co nas skusiło) zeszliśmy na dół z dwoma worami. Teraz już wiemy dla czego nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. A więc najpierw Bartek przechodzi pierwszą pochylnię, zostawiając w połowie wory. Sam przechodzi zacisk. Następnie ja podchodzę , podaje wory i sam przechodzę zacisk, walcząc z zaczepiającym się kombinezonem. Teraz kolejna pochylnia najpierw jeden wór, później Bartek następnie drugi wór i ja. teraz ostatni korytarz z pochylnią i jesteśmy na zewnątrz. Patrzymy się na siebie i obaj stwierdzamy zgodnie,  że tak oblepieni gliną z tej jaskini jeszcze nigdy nie wyszliśmy. Sama jaskinia oparta na szczelinach. Z nacieków jedynie śladowe ilości mleka wapiennego. W jaskini dość dużo skamielin amonitów i innych żyjątek. Szybka przekąska i robimy jeszcze akcję powierzchniową, chcąc sprawdzić kilka potencjalnych miejsc o których wiedzieliśmy wcześniej. Typujemy też jedno nowe miejsce. Któremu zdecydowanie trzeba będzie się przyjrzeć dokładniej. Na koniec odwiedzamy lokalną plebanię, gdzie korzystamy z gościnności zaprzyjaźnionego księdza proboszcza, myjemy się. Zostajemy również poczęstowani kawą i domowym ciastem. Teraz tylko powrót i czyszczenie kombinezonów do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTenczynek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląsko-Morawski - Smrk|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
Udało nam się wyrwać z domu. Za cel wybraliśmy szczyt Smrk na przeciw Łysej Góry. Podejście dość mozolne (ponad 900 m przewyższenia), szczególnie z Karolcią na plecach ;) Wycieczka udana, Karola zadowolona. Na szczycie miłym zaskoczeniem był leśny &amp;quot;barek&amp;quot;, ale ze względu na brak koron nikt z nas nie skorzystał, co nam wyszło tylko na zdrowie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ojcowski Park Narodowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba najciekawsza piesza przechadzka w OPN. Z Czajowic do dol. Prądnika. Następnie do jaskini Ciemnej (zwiedzamy turystycznie) i dalej nad urwiskami doliny do jaskini Puchacz (skalne schronisko). Następnie znów do doliny i przez Bramę Krakowską do Czajowic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/OPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BORNHOLM - piechotą wzdłuż wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Emilia, Felicja i pies Kawa|30 04 - 04 05 2023}}&lt;br /&gt;
W niedzielę z Rønne przemieszczamy się pieszo pod Muleby. W poniedziałek podjazd autobusem do Hasle i idziemy dalej piechotą po klifach aż do Hammerhus i małego portu Hammerhavn. Następnego dnia zwiedzamy Hammeren Fyr i schodzimy do Sandvig. Dalej autobus do Dondal, zwiedzanie wodospadów i dalsza wędrówka piechotą w pobliże Gudhjem. W środę kręcimy się pod Gudhjem i przejeżdżamy autobusem do Arnager, czyli na drugi koniec wyspy, po czym w czwartek wracamy do domu. Nocowaliśmy w schronach i nie spotykaliśmy w nich nikogo. Wieczorami odpalaliśmy ogniska i na koniec dnia jedliśmy raz z grilla, a raz kiełbaski z patyka. Pogoda super - bardzo słonecznie - może tylko nocami trochę zimno (... pies po wyłączeniu czołówek zakradał się do śpiwora i nie mieliśmy serca go wyganiać). Z kącika statystyk, w sumie przebyliśmy 38,8 km piechotą, oczywiście z bagażem na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole, Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia + 2 os. tow|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Majówka pod znakiem tradowego wspinania. Pierwszego dnia wspinamy się sportowo żeby przypomnieć sobie jak to się wspinało w granicie, później już tylko na tradzie. Udaje się zrobić kilka tradowych klasyków:&lt;br /&gt;
Sokolik Duży – Filar Gorayskiego V+, Sokolik Duży – droga Wojnarowicza IV+, Sokolik Mały – Kroczek V, Sukiennice – Filar Kęsickiego V+, Biblioteka – Droga Freusa V, Biblioteka -Lista dłużników V+, Biblioteka – Karta stałego klienta IV+&lt;br /&gt;
Jastrzębia Turnia – Jastrzębia grań IV, Rylec – Rysa południowa wprost IV+, ...i pewnie jeszcze kilka, ale nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sokolikach tłumy wspinaczy i turystów więc jeśli ktoś chce powspinać się w ciszy i spokoju to polecam Rudawy, jednak należy pamiętać, że w Rudawach nie ma promocyjnej cyfry ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwaga!!! W Janowicach Wielkich grasuje złodziej i okrada auta parkujące na parkingach leśnych. Podczas majówki zostało okradzionych i zniszczonych kilka samochodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FGSRJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowe ostatki. Miałem wstać o 3 ( i nawet udało się obudzić) ale wyjeżdżam dopiero o 7. Droga też jakoś nie specjalnie mi idzie. W Brzezinach nie ma już miejsca na parkingach. Jadę więc do Kuźnic. Załapuję się na jedno z ostatnich miejsc. Szybko dopinam do plecaka narty i buty i ruszam w stronę wejścia do parku. Jest już prawie 11. Nie jest to łatwe. Chodnikiem, ścieżką rowerową płynie morze ludzi. Do kas nie kończąca się kolejka. Na szczęście kupiłem bilet on-line i nie muszę w niej wstać. Wybieram drogę przez Boczań. Niemal biegiem staram się jak najszybciej dotrzeć za odbicie na Nosalową Przełęcz - licząc, że zdecydowana większość ludzi kieruje się właśnie tam. Niestety. Cały czas przebijam się przez kolejne grupki idące na Halę Gąsienicową. Jest gorąco. Niestety wiem o lawinowej 3. Mam też świadomość że późna godzina, operujące słońce na pewno nie puści na nic ambitniejszego. No trudno. Śnieg zaczyna się od Przełęczy Między Kopami. Narty zapinam na Karczmisku i od razu zjazd na Halę slalomem między ludźmi. Hala wygląda niczym dolina sądu ostatecznego, do której ze wszystkich stron płynie &lt;br /&gt;
morze zbłąkanych dusz. W Tatrach poleciało ze wsząd. Ciężko znaleźć żleb, który by nie wyjechał. Pełne słońce i upał. Nie ma złudzeń - Kasprowy i nic więcej. Skoro i tak nic więcej nie ugram to przynajmniej się poopalam. Znajduje więc kawałek spokojnego miejsca i wygrzewam się na słońcu. Chcę odczekać, jak najdłużej, żeby wstrzelić się pomiędzy korki na powrocie. Rozważam też którędy zjeżdżać. Mniej więcej znam sytuację śniegową z zeszłego tygodnia - najlepiej będzie zjeżdżać przez &lt;br /&gt;
Goryczkową. Śniegi całkiem przyjemne. Głównie firny, choć zdarzają się miejsca z breją. Można znaleźć ciągle nierozjeżdżone miejsca. W kotle już wychodzą kosówki, borówki i skały spod śniegu. Docieram do Goryczkowej. Dokupuję napojów i dalej w dół. Da się dojechać do esa - a więc całkiem nieźle. Teraz tylko przebić się przez Kuźnice do samochodu i powrót. Narty trzeba odwiesić do przyszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKaspro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Rogacz|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2023}} &lt;br /&gt;
Plany na majówkę się posypały, więc mając dzień wolnego postanowiłem podratować z planów co się dało i zdecydowałem się przebiec jedną z tras z festiwalu biegowego &amp;quot;Maratonu trzech jezior&amp;quot;. Padło na na trasę &amp;quot;Szlakiem wołoskich pasterzy&amp;quot;, czyli 17 km i ok 1150 m przewyższenia. Pierwsze 3 km dają w kość, później było już tylko lepiej. Patrząc na czas z zegarka, to porównując go do wyników z 2022 r. to byłbym ok. na 60 pozycji na 108 uczestników w kategorii &amp;quot;open&amp;quot;, co wydaje mi się dobrym wynikiem, jak na trening bez dużego parcia. Natomiast gdybym był kobietą, to chyba byłbym w pierwszej dziesiątce i tak sobie będę to przedstawiał, a co! :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamila (niezrzeszona)|23 - 27 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry docieramy dość późno w niedzielę. Pogoda jest piękna. Żeby nie tracić dnia udajemy się na spacer skiturowy w rejonie HG. Narty wynosimy na plecach do Karczmiska. Stamtąd zjazd na HG. Kręcimy się chwilę po Hali. Zaliczamy piwko w schronisku i wracamy drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda zaczyna się psuć. Korzystając z braku tłumów udajemy się przez Wiktorówki na Rusinową Polanę i dalej na Gęsią szyję. W górnej części schodów na Gęsią Szyję jeszcze leżą płaty śniegu. Nasz cel to wrócić do samochodu przed deszczem. Udaje się. Po drodze dopada nas tylko lekka mżawka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda popsuła się całkowicie. Całą noc i cały dzień leje. Więc nie pozostało nic innego jak zdobyć tego dnia Krupówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śnieg ma sypać cały dzień - tak zresztą jest. Tym razem od Brzezin udajemy się w rejon HG. Szybka kawa w schronisku i idziemy dalej. Jest lawinowa dwójka. Cały czas intensywny opad. Trawersem małego Kościelca udajemy się nad Czarny Staw. Tam obserwujemy bardzo liczne zsuwy i pęknięcia. Idziemy jednak dalej. Podczas przechodzenia przez Czarny Staw ze Skrajnego Granatu schodzi całkiem duży obryw. Po chwili słyszymy podobny z rejonu Zadniego Kościelca.  Nie ryzykujemy więc podejścia &lt;br /&gt;
dalej i wycofujemy się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponowne pogorszenie pogody. Wyjście w wyższe partie raczej ryzykowne. Wracamy więc wcześniej do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BAŁTYK: Rejs żaglowcem ''Gedania''|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + załoga|15 - 22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglarska uczta po Bałtyku na historycznym jachcie dla polskich żeglarzy. Wypłynęliśmy z Gdyni i obraliśmy kurs na Borholm. W pobliżu Nexo ze względu na spływające prognozy (weszliśmy w zasięg telefoniczny) o zmianie kierunków i sile wiatrów, szybka decyzja i spływamy do Karlskrony w Szwecji. Na miejscu zwiedzamy miasto i bardzo ciekawe muzeum marynarki wojennej. W czwartek rano wypływamy w wietrze o sile 6-7 w skali Beauforta w stronę Gdyni. Rejs bardzo udany z super załogą. Przepłynęliśmy 415 mil morski w czasie 101 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBaltyk  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY: Stary Gierałtów - V Ogólnopolskie Forum Speleo|Mateusz Balcer, Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 23 04 2023}} &lt;br /&gt;
Kolejna edycja Forum Speleo za nami. Tym razem odbywało się ono w okolicach Stronia Śląskiego, w Starym Gierałtowie. Organizatorzy nie zawiedli (wspomnieć tu należy szczególnie Mateusza G., nie tylko za to że jest naszym klubowiczem, ale też pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Program był wypełniony po korek. Fantastyczne wycieczki (na których nie byliśmy, bo nie umieliśmy odpuścić ciekawych prelekcji). Dużo atrakcji dla dzieci (których nie mamy, a nawet jakbyśmy mieli, to były by tak zajęte, że czulibyśmy że ich nie mamy). No i przede wszystkim ciekawe prelekcje! Każdy znalazł ciekawy temat dla siebie. Nie będę ich wymieniać, w zamian odsyłam do strony Forum gdzie znajduje się pełny Harmonogram tej i poprzednich edycji wydarzenia. Dodatkowymi atrakcjami był piątkowy quiz spelo z dodatkowymi zadaniami praktycznymi takimi jak &amp;quot;woruj linę&amp;quot; i &amp;quot;przeciągnij wora przez zacisk&amp;quot; (nieskromnie dodam, że byłam członkiem zwycięskiej drużyny) i tu również odsyłam do relacji fotograficznej i filmograficznej na facebooku Forum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór był jak zawsze poświęcony imprezie tematycznej, której hasłem przewodnim było ,,ulubiona partia jaskini”, nasi klubowicze postawili na Wielkiego Kłamcę i Gniazdo Złotej Kaczki. Zwycięskim strojem pochwalić się mogła Ślepy Komin i wyróżniona przez publiczność Mostek Piratów. Nie mniej nie zabrakło również Płytowców, Gąbek, Białego i Czarnego Komina, Galerii Krokodyla, Mar-Woja i wielu innych kreatywnych przebrań. Jak zwykle wyjechałam z Forum z głową pełną ciekawych informacji i obrazów, i już czekam z niecierpliwością na kolejną edycję! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Dumbier|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najwyższy szczyt Niżnych Tatr - Dumbier (2046) był celem naszej rowerowo - narciarskiej eskapady. Z parkingu w Janowej Dolinie podjeżdżamy rowerami z nartami jak tylko da się najwyżej. 4 km asfaltu a potem niemal drugie tyle górskiego, leśnego traktu. Gdy tylko pojawił się śnieg, rowery chowamy w lesie i dalej podchodzimy z buta niosąc narty na plecach po płatach śniegu. Niebawem pokrywa śnieżna staje się trwała i już na nartach zdobywamy wysokość. Po drodze po zwalonym pniu pokonujemy potok Stiavnica i wkrótce docieramy do utulni Brenkus. Stąd ciągle wzdłuż potoku w stronę przełęczy. Obydwa zbocza doliny zryte są lawinami. Pięknym terenem docieramy do kotła i nim dość stromo na przełęcz gdzie znajduje się schronisko Stefanika. O ile w dolinie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka to tu pojawia się sporo turystów i skiturowców. Wiedzie tędy główny szlak Niżnych Tatr. Ostatnie podejście szeroką granią na Dumbier z uwagi na mocno operujące słońce wysysa z nasz resztki sił. Na szczycie sporo osób. Północne urwiska anonsowane są ogromnym nawisem śnieżnym. Zjazd jest cudowny. Po szerokich polach śnieżnych w odpuszczonym, niemal firnowatym śniegu do przełęczy. Potem doliną w fajnej rynnie do utulni i dalej do rowerów. Jak zwykle błogi zjazd rowerami do auta gdzie kończymy naszą przygodę. Pogoda była przepiękna. Zrobiliśmy 1350 m deniwelacji i 29 km w obie strony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Dumbier  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamilia (niezrzeszona)|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Żabnicy udajemy się na Rysiankę - tam chwila przerwy i dalej przez Halę Boraczą do Żabnicy. Pogoda super. Na dole wiosna pełną gębą. Na górze leży jeszcze dość sporo śniegu. Widoki piękne. Wszystko zaczyna odżywać i się zielenić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bielsko-Biała - Kozia Góra|Karolina, Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Po biegu wyjechaliśmy całą rodzinką na niedzielny spacer. Cel był prosty i przyjemny - Kozia Góra zwana Stefanką. Przy schronisku był plac zabaw, więc Karolina była w siódmym niebie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siemianowice Śl. - Bieg śladami Korfantego|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Z okazji 150 rocznicy urodzin Korfantego w Siemianowicach zorganizowany był bieg śladami słynnego Ślązaka. Dystans liczył 10 km (trasa atestowana), więc postanowiłem w nim uczestniczyć, aby sprawdzić się na tym dystansie i poczuć atmosferę &amp;quot;zawodów&amp;quot;. Swój udział uważam za udany, cel został osiągnięty bo udało mi się przebić granice 50 min, a dokładniej ukończyć trasę w 47 min 25 s. Super było słyszeć krzyki Karolinki, która cały czas dopingowała tacie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Spacery kondycyjno-topograficzne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 04 2023}} &lt;br /&gt;
Mam wolny weekend i rozterkę, czy bardziej chcę spędzić go aktywnie, czy powinnam się pouczyć i przygotowywać do kursu… Chętnych na jaskinie brak, a ja uznałam, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i mogę pojechać w Tatry pouczyć się topografii w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaopatrzona w zestaw map i kubek kawy, ruszam szukać widoków. W sobotę Idę doliną Kościeliską, najpierw na Stoły, kontempluję chwilę nad mapą, próbując się dopatrzyć tego i owego i ruszam dalej. Następny przystanek Wąwóz Kraków. Dalej idę coś zjeść do schroniska (no ba!, że szarlotka to konkretny posiłek). Oczywiście mapę mam pod ręką, żeby kontemplować co bardziej interesujące mnie miejsca. Na powrocie stwierdzam, że spacer jest zdecydowanie za krótki i idę jeszcze nad Smreczyński Staw, do jaskini Raptawickiej (tu akurat jestem pierwszy raz, więc z ciekawością rozglądam  się po wszystkich katach, jednocześnie okazuje się, że tym sposobem przeczekałam największą tego dnia ulewę), dalej do jaskini Mylnej i na bazę. Słońce pojawiło się oczywiście dopiero podczas mojego powrotu, ale ja już nie mam ochoty się zatrzymywać z mapą, z powodu tłumów ludzi fotografujących krokusy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zdecydowanie krótsza trasa, jednak ciekawsza pod względem topografii. Idę z Doliny Kościeliskiej do Doliny Małej Łąki przez Przysłop Miętusi. Przystanki po drodze i końcowy na Wielkiej Polanie, dokładnie oglądając Masyw Czerwonych wierchów i analizując jego topografię. Wracam przez Staników Żleb, gdzie dzięki wiatrołomom łapię najlepszą perspektywę. Kawy już dawno brak, bo jest tak słonecznie i ciepło, że aż chciało się siedzieć i kontemplować&lt;br /&gt;
. &lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fspacertopo&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dol. Czarnej Przemszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarna Przemszy ma swoje źródła na Jurze w okolicach Ogrodzieńca. Celem rowerowej przejażdżki były tereny położone w środkowym biegu rzeki. Objeżdżam leśnymi dróżkami zaporowe jezioro Przeczyckie. Potem przez Śiewierz na północ i dalej na zachód przez las Szeligowiec. Tu natrafiam na konkretne bagna gdzie często muszę przenosić rower skacząc z kępy na kępę. Znaczny fragment lasu przebijam się na przełaj bo leśna droga rozmyła się w mchach i porostach. Finalnie natrafiam później na leśną drogę i nią docieram do Pyrzowic skąd wyruszyłem. 38 km bardzo urozmaiconej terenowo i krajobrazowo trasy na styku Jury i Wyż. Ślaskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Przeczyce &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - masyw Silvretty - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|8 - 10 04 2023}}&lt;br /&gt;
Planowanie trzeba było dostosować do skomplikowanej pogody. W Austrii byliśmy już w czwartek wieczorem, ale na piątek i sobotę prognozowane były masywne opady śniegu i niskie chmury. Postanowiliśmy więc przeczekać piątek, czytając książki i wykopując się z komputerowych zaległości. Całą sobotę zajmuje nam podejście do Tübinger Hütte - fenomenalnie zorganizowanej chatki na ok. 2200 m. Wieczorem dołącza do nas czterech miejscowych - dwóch nieco starszych panów, skiturowych &amp;quot;wymiataczy&amp;quot;, a także para Nomi i Isa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wszyscy idziemy na przełęcz Plattenjoch. Wycieczka jest krótka, +530 Hm, ale każdy jej metr się opłaca: cały zjazd bowiem przebiega w tym nowo przybyłym, nienaruszonym puchu. Do schroniska wracamy z Isą i jej chłopakiem, gdy tymczasem &amp;quot;wymiatacze&amp;quot; przez Szwajcarię przechodzą do Saarbrückner Hütte. Jest piękna pogoda, więc po zjeździe nasi towarzysze zażywają słońca na wybudowanej ze śniegu ławce. Tymczasem ja, na popołudniowe domęczenie się, wybieram się jeszcze samotnie pod grań, w okolice wierzchołka Chessichopf (ok. 450 Hm). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie spotykam pod chatką Dietera, ojca Andrei, który również poszedł się sam domęczyć - i z którym miło sobie rozmawiamy o okolicznych górach. Zresztą cały niedzielny wieczór upływa nam na herbatkach i kolejnych, miłych rozmowach. Jak się dowiadujemy, Dieter zawodowo testuje komunikację o zagrożeniach na drodze pomiędzy &amp;quot;inteligentnymi&amp;quot; samochodami, a Nomi pracuje w stoczni ... montując czy diagnozując różnoraki osprzęt nawigacyjny, będący wyposażeniem zapewne wcale nie mniej &amp;quot;inteligentnych&amp;quot; łodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek okazuje się, że Ola jest trochę chora. Aby więc skorzystać jeszcze z być może ostatniego, danego mi tej zimy puchu, gonię szybko za Dieterem i Andreą. Postanowili oni bowiem na początek dnia powtórzyć moją wczorajszą wycieczkę. Tym razem udaje się wyjść na grań (... dzięki determinacji i doświadczeniu Dietera!) i popatrzeć na Szwajcarię (... przy okazji miło rozmawiając o okolicznych górach). Zjeżdżam szybko i bardzo przyjemnie do chatki, sprzątamy i wraz z moją zakatarzoną towarzyszką zjeżdżam do doliny. Jest to nawet zaskakująco miłe, bo wyrabiamy się jeszcze zanim ostre, kwietniowe słońce przerobiło śnieg na &amp;quot;ciapletę&amp;quot;. Jeśli chodzi o punktację, to za ten wyjazd doliczam kolanom do zużycia około 2700 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw - poświąteczna przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, pies|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
Ostatni świąteczny dzień postanowiliśmy spędzić spalając poświąteczne serniczki w górach. Startujemy z Lipowej i od razu dochodzę do wniosku, że jestem optymistką. Choć widziałam prognozę pogody, zapowiadającą deszcz przez cały dzień, to i tak byłam przekonana, że nie może być tak źle. Było. Nie zeszliśmy jeszcze z asfaltu, a ja mam przemoczone buty, kapie mi z kaptura, a pies wygląda, jak zmokła kura, ale za to jest najszczęśliwszy z nas 😊 W miarę podchodzenia, zaczynami mi być obojętne, że mam mokre buty o ile woda jest w nich zagrzana, a nie namakają świeżą zimną porcją, deszcz przeszedł w mżawkę, więc można ściągnąć kaptur, pies szaleje z radości tarzając się w resztkach śniegu. W końcu zaczynam cieszyć się pętlą przez Dolinę Zimnika, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślaną i Radziechowską!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Ja rozumiem, że lany poniedziałek i powinnam być przemoczona, ale czemu Łukasz i pies oberwali to nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2023%2Fbeskidprzebiezka&amp;amp;startat=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2023}} &lt;br /&gt;
W Poniedziałek Wielkanocny, pomimo nadmiaru serniczka w brzuchu, wstaje przed wszystkimi domownikami i ubieram butki do lotania. Nie myśląc długo postanawiam powtórzyć trasę z ostatniej wizyty u teściów i ponownie zdobywam Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło jak ostatnio ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia. Średnie tempo poprawione (niewiele), co po świątecznym obżarstwie uważam za sukces :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys.  - Pańszczyckie Czuby|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Mazurek|08 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwietniowe opady śniegu znakomicie pokryły białą powłoką szlak z Brzezin na Halę Gąsienicową. Niemal od parkingu na nartach. Choć pogoda nie szczególna, głównie ze względu na ograniczoną widoczność, stawiamy sobie dość niebanalny cel – Pańszczyckie Czuby (choć myśleliśmy również o Skrajnym Granacie). Górnym trawersem przechodzimy przeorany lawinami Mały Kościelec. Za Czarnym Stawem Gąsienicowym (przeszliśmy po lodzie) windujemy się pod Skrajny Granat w totalnym „mleku” co mocno utrudnia orientację. Zbocza stąd opadające również przeorane są lawinami. Trochę lawirując udaje nam się wstrzelić do tzw. Kanionu. Nim już z nartami na plecach, w głębokich śniegach (torował ciągle Łukasz) nie bez trudu osiągamy Pańszczycką Przełączkę Wyżnią (2145). Posiadaliśmy niezbędny sprzęt wspinaczkowy lecz z uwagi na kiepską widoczność rezygnujemy z szturmowania grani wiodącej na Skrajny Granat (2225). Zjazd z przełęczy stromy, w skalnej rynnie (niby +3 wg Życzkowskiego) po różnych śniegach. Skały jednak stanowią punkt odniesienia i jakoś da się jechać. Gęste „mleko” poniżej skał skutecznie testuje nasze błędniki czego wynikiem są upadki (po jednym z nich łamię kijek). Często też przecinaliśmy stwardniałe lawiniska z charakterystycznymi bryłami śniegu. Skośnym zjazdem, walcząc  o utrzymanie na deskach osiągamy staw a potem już łatwo do schroniska. Na nartach zjeżdżamy aż do parkingu. Zrobiliśy 1200 m deniwelacji i 20 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FPanszczyckieCzuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.  - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Jurek (os. tow.), Ewa (os. tow.)|02 04 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę 2 kwietnia 2023 wybraliśmy się na jednodniówkę do jaskini Kasprowej Niznej. W składzie Rysiek, Jurek i Ewa i Daniel. Chwile po 5 rano byliśmy już w drodze a o 7:22 zaparkowaliśmy samochód na ulicy Bronisława Czecha i ruszyliśmy w kierunku jaskini. Na dole śniegu już nie było, bo dodatnie temperatury od jakiegoś czasu sprzyjały roztopom. Niemniej jednak podczas podchodzenia w górę śniegu było coraz więcej. Po zejściu ze szlaku, pokrywa śnieżna miejscami sięgała kolan i niestety droga nie była wydeptana. Pod otworem byliśmy o 8:50, gotowi do wejścia. Od początku zakładaliśmy ze maksymalnie dojdziemy do Gniazda Złotej Kaczki, bo spodziewaliśmy się ze będzie zalana, a nie planowaliśmy iść obejściem przez partie gąbczaste. Pierwsza przeszkoda jako napotkaliśmy to spora ilość wody w „okresowym jeziorku” – ale tego również się spodziewaliśmy z racji roztopów. Tuz przed jeziorkiem po lewej stronie biegnie obejście, w które bez większego namysłu się wpakowaliśmy. Pierwszy poszedłem ja (czyli Daniel). Nigdy wcześniej nie szedłem ta droga, więc nie bardzo zdziwiło mnie ze po drodze tunel, przez który się przeciskałem ma odejście w dół połączone z „okresowym jeziorkiem”. Bez zastanowienia obszedłem je idąc dalej i dochodząc do końca obejścia. Tutaj się chwile zatrzymałem. Po pierwsze dla tego ze „okresowe jeziorko” było tak duże, ze nawet zeskakując z progu z obejścia, musiałbym wskoczyć do jeziorka i co nieco się zamoczyć. Drugim powodem, dlaczego się zatrzymałem, były dobiegające mnie informacje, że Jurek, który szedł zaraz za mną zrzucił swój wór do tego obejścia, które tak zwinnie ominąłem. No i jego wór wpadając do wody zniknął gdzieś pod stropem lub zatonął. Ponieważ mój refleks nie jest moja dobra strona, to chwile zajęło mi przetworzenie tej informacji i rozważenie opcji jakie mamy – włącznie z szybkim nurkowaniem. Ku mojej radości wór zaczął powolutku pojawiać się na tafli „okresowego jeziorka”, więc już dłużej się nie zastanawiałem tylko postanowiłem zeskoczyć do jeziorka. Opcja nalania się wody do gumiaków wydawała się w tych okolicznościach niczym nadzwyczajnym, bo przed chwila chciałem nurkować. Po zeskoczeniu i wylaniu wody z gumiaków pływający wór przyciągnąłem do siebie za pomocą pętli z liny. Sytuacja uratowana. Żeby możliwość Jurkowi i Ewie zejście w bardziej komfortowych warunkach rozciągnęliśmy z Ryśkiem linę tworząc coś na rodzaj trawersu, w której my byliśmy „żywymi kotwami”. Sposób okazał się wystarczająco dobry i umożliwił nam dalszą drogę. Pierwszy zjazd 12m poszedł bardzo sprawnie, ale też nie należy do specjalnie trudnych. Przejście pod Wielki Komin w całości wyspinałem ja (przy asekuracji Ryska) i ku mojemu zaskoczeniu nie było to specjalnie skomplikowane. Chociaż jak pierwszy raz byłem w tej jaskini 57 tygodni wcześniej wydawało się to nie do przejścia. To chyba znak ze czegoś się jednak nauczyłem na kursie 😊. Tuz za mną podążał Jurek, Ewa i na końcu Rysiek, który pilnował całej grupy. Generalnie do samego Gniazda Złotej Kaczki nie dotarliśmy, ze względu na wysoki stan wody w jeziorkach, ale jak dla mnie cel wyprawy już został osiągnięty, bo cześć wspinaczkowa której najbardziej się obawiałem okazała się bezproblemowa. Drogę powrotna przebyliśmy w spokojnym tempie. Zachwycając się tym, że akurat w miejscach, które są okresowo zalewane w taki sposób, że nie da się ich przejść, woda wyżłobiła obejścia, które pozwalają nam przejść „prawie” suchym gumiakiem. O 12:54 byliśmy już na powierzchni. Brudni, odrobine zmęczeni, ale z dobrymi humorami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - żeby się nie zastać...|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska|25 - 26 03 2023}}&lt;br /&gt;
W sobotę przebieżka do Jeziorka Szmaragdowego w Czarnej. Nie spotkaliśmy nikogo ani przed jaskinią, ani w jaskini, ani w ogóle poza szlakiem (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę jedziemy na Słowację i podchodzimy wzdłuż wyciągu do Doliny Salatyńskiej. Warunki śniegowe są paskudne (okropnie twardo), więc zawracamy po ok. 650 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wsch. Żelazne Wrota|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „Narciarskiego Trawers Tatr” przymierzamy się od 2019 roku, kiedy to podjęliśmy pierwszą próbę - przerwaną z powodu problemów żołądkowych po przejściu Baraniej Przełęczy. Następnie lockdown zamknął nam Tatry na prawie dwa sezony. W 2022 roku narciarsko rozpoznaliśmy kolejne dwie wysokie przełęcze (Czerwoną Ławkę i Rohatke). Ostatnią niewiadomą dla Nas były Żelazne Wrota. Przy warunkach śniegowych jakie zastaliśmy na tej turze – dobrze wyśnieżony żleb, zmrożony podkład i odpuszczona góra – sprawiły że, były wręcz idealne, a techniczne trudności zjazdu na stronę Popradzkiego jeziora w porównaniu do pozostałych wysokich przełęczy są najprostsze i zarazem dające najwięcej fanu. Pogoda też nie utrudniała, gdy przyjechaliśmy po 10.00 skończył się deszcz z śniegiem i wyszło słońce. Przez chwilę nawet obawiałem się, że znowu spali mnie jak tydzień wcześniej na Krywaniu. Tura sprawnie poszła i po niecałych 5 godzinach jesteśmy już przy aucie. Ostatni odcinek zjazdu czyli od Popradzkiego jeziora w technice mocno na „Damiana” z powodu czarnej asfaltowej drogi. Gdyby ktoś analizował na chłodno czas dojazdu (8 godzin) i czas aktywności górskiej (5godzin), może dojść do wniosku, że coś tu nie pasuje, ale rozpoznanie kolejnego puzzla „Narciarskiego Trawersu Tatr” daje poczucie większego bezpieczeństwa, gdy znowu rzucimy się na całość. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FZelazneWrota &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolica Skalitego|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Eryka i Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechadzka z Szczyrku zboczami Skalitego na przeł. Siodło i wzdłuż potoku do dol. Żylicy. Na uwagę zasługuje (jakoś do tej pory nie zwróciłem na to uwagi) parów potoku (na mapach nie ma nazwy). Jego zbocza są dość strome i miejscami wysokie. Taki charakter posiada aż do ujścia w Żylicy. Pokonanie go w górę samym łożyskiem, zwłaszcza w warunkach zimowych może być ciekawą opcją wycieczki górskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSkalite&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Kohut (os. tow.)|23 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd z domu 4:00. O godzinie 6:30 wyruszamy Kościeliską, trasa biegła przez Ciemniak- Krzesanice- Małołączniak, zjazd Kobylarzem do Kościeliskiej. Śnieg zalegał od wysokości ok1300m n.p.m. Podczas wyjazdu pogoda dopisała świeciło słońce zjazd Kobylarzem przysporzył wiele radości. Do domu dotarliśmy ok. 16:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzerwoneWierchy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocna Czantoria przez Suchy Potok|SBB: Jerzy Pukowski, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Ganszer&amp;lt;/u&amp;gt;, Błażej Nikiel, Ryszard Krawiec, Małgorzata Toczyłowska, Roman Czarnecki - Weteran, RKG: Damian Szołtysik, Michał Wyciślik|22 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wyjątkiem trzech osób wszyscy w żlebie byli pierwszy raz i te osoby stwierdziły &amp;quot;że była to akcja godna&amp;quot;.  Blażej zdobył szczyt Czantorii. Osoby, które miały narty zjechały w dół po nieczynnej trasie zjazdowej. Małgorzata była bardzo dzielna /miała najcięższe narty/. Można dodać, że Suchy Potok nie ma jeszcze udokumentowanego zjazdu na nartach!  Czas akcji ponad 2 godziny. Na górze sporo przebiśniegów! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MEKSYK - Wyprawa USDCT do Cheve|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; z WKTJ: Witold i Sonia Hoffmann, Michał Amborski, Joanna Haremza, Piotr Szukała, Zuzanna Palińska; z AKG: Ireneusz Królewicz, Joanna Zdżalik; z SW: Kasia Biernacka; ponadto kierownictwo wyprawy: Bill Stone i Beverly Shade; ludzie z którymi działałem w jaskini: Colin Magee, Dustin Kisner, Mowgli, Gerardo Escamilla Rojas, Raúl Calderón Martinez, Jorge Ramírez, Erika Olvera Garcia, Angel; a poza tym jeszcze dobrych kilkanaście osób, które widziałem tylko na bazie|4 - 20 03 2023}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis w [[Relacje:Cheve 2023|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna|Joanna Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
Zdecydowaliśmy się z Asią odwiedzić partie za Studnią Maurycego w Jaskini Zimnej (a dokładniej odklepać dno studni). Akcja idzie sprawnie, pomimo, że musimy się bardzo orientować gdzie iść (pamięć jest bardzo zawodna). W jaskini dużo błota (nazwy poszczególnych partii nie odzwierciedlają poziomu błota), mokro i ciasno. Dużo czołgania, zapieraczek, prożków i ogólnie wszelakich &amp;quot;przeszkód&amp;quot;, przez co wychodzimy wymęczeni i zadowoleni :) Udało nam się zakończyć akcję w krótszym niż planowaliśmy czasie, to dobrze, bo w poniedziałek trzeba było iść do pracy. Na parkingu zastajemy auto Asi popisane przez ekipę narciarską, która była na Chudej Turni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Chuda Turnia|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Jaworska, Łukasz Mazurek|19 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka akcja pieszo-narciarska z Kir na Chudą Turnię (1858). Dolina Kościeliska i Adamica z buta. Później po fajnym śniegu na szczyt. Ekscytujący zjazd Narciarskim Żlebem a od Pieca drogą podejścia tak daleko jak pozwalał śnieg. Pogoda wymarzona. 11 km i 950 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FChudaTurnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wycieczka narciarska na Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|18 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O wycieczce narciarskiej na Krywań myślałem już od dawna – wyjątkowo szeroki stok, który widać już z daleka, objeżdżając Tatry od południa, pobudzał wyobraźnie do wizji wspaniałego,wręcz idealnego zjazdu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Prognozy pogody były zgodne co do bezchmurnego nieba i nikłego wiatru, a niewielkie obawy o wzrost zagrożenia lawinowego w związku z ociepleniem, rozwiały poranne komunikaty służb ratowniczych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzbogaceni o liczne opisy z Internetu, tylko pierwsze 5 minut trzymamy się szlaku, potem idziemy za śladami, które pokrywały się z opisami z Internetowych przewodników. Teren bardzo szybko nabiera stromizny i tylko na kilka chwil się kładzie, dzięki czemu 1500 m przewyższenia robimy w ok. 3 godziny. W tej wycieczce praktycznie brak dojścia dolinami, gdyż od samego początku wchodzi się ramieniem góry (my wybraliśmy ramię wschodnie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu zjeżdżamy tak jak puszcza teren – najpierw żlebem tak szerokim, że można było jeszcze swobodnie znaleźć nierozjeżdżone śniegi do naznaczenia swoimi liniami. Dalej teren się lekko wypłaszcza, by zmienić się w niewielki wąwóz, w którym omijać trzeba niezliczone przeszkody w postaci gałęzi, drzew, odkrytego potoku, skał itp. Urozmaicony zjazd gwarantuje uczucie pieczenie w udach aż do samego końca wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz ud, solidnie spiekło nam też skórę na twarzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie zaliczamy tą wycieczkę do ścisłej czołówki na liście tych najbardziej udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bilans czasowy: dojazd i powrót autem 8 godzin, wycieczka 5 godzin, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Hansel&amp;lt;/u&amp;gt;, Maria SBB, Sylwia  ST, Kamil  SBB, Krzysztof„Chomik” SBB, Paweł  ST|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dostałem zaproszenie od kolegów z SBB na ostatnią już akcje sprzątania Jaskini Śnieżnej.Nie zastanawiając się długo postanowiłem pomóc chłopakom, a przy okazji zwiedzić nowe dla mnie partie jaskini.&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Kamil i Krzysiek dokopali się do otworu Śnieżnej i wybudowali igloo, pozostało tylko je odkopać, udoskonalić po ostatnich opadach śniegu i udrożnić rurę.&lt;br /&gt;
Rozwieszamy liny i dzielimy się na dwie grupy, Kamil z Chomikiem idą obejściem pod Koniem i wracają żeby jeszcze pozwiedzać Partie Wrocławskie, a  reszta przez Suchy Biwak dociera do II Biwaku i zabiera zdeponowany tam karbid. Wracając zabieramy jeszcze depozyt śmieciowy z Suchego Biwaku.Pozostaje już tylko mozolne wyjście na powierzchnię i zniesienie śmieci.&lt;br /&gt;
W całą akcje sprzątania Śnieżnej było zaangażowane kilkanaście osób. W ciągu 9 miesięcy (70h pod ziemią) wyniesionych zostało około 100kg śmieci. Efekty w postaci zdjęć śmieci i obszerne relacje można zobaczyć na stronie https://tatry365.pl/epilog/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2023}} &lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że w ten weekend byłem u teściów niedaleko Suchej Beskidzkiej, zrobiłem w niedzielny poranek kolejną &amp;quot;górską&amp;quot; przebieżkę. Tym razem na cel wybrałem Leskowiec (922 m.n.p.m). Wyszło ok. 17 km i ok. 650 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mechy|Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatniej chwili zmieniamy cel wyjazdu gdyż w Tatrach ogłoszono &amp;quot;trójkę&amp;quot;. Idziemy na Mechy (1476) - najbardziej na południe wysunięty wierzchołek masywu Pilska.  Podchodzimy z słowackiej strony, z Mutniańskiej Pili. Podejście niemal ciągle na nartach. Pogoda dość fatalna. Sypie i wieje a im bliżej szczytu tym bardziej. Terenem o zmiennej konfiguracji i fajnym podłożem osiągamy wierzchołek w śnieżnej zadymce, która odbiera nam chęci na dalsze kombinacje. Zjeżdżamy drogą podejścia, którego nie rozpoznajemy gdyż nasze ślady zostały całkowicie zawiane. Warunki trudne lecz śnieg boski. Puch na twardym podłożu. Śmigamy między terenowymi przeszkodami jak tylko fantazja pozwala. Do auta docieramy na nartach. W tym rejonie gór nie ma szlaków, nie spotkaliśmy też ani jednego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FMechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc wiele dobrego o super wydarzeniu biegowym jakim jest Maraton Trzech Jezior (zapisałem się na 25 km bieg), postanowiłem wziąć w nim udział. Bieg doprawdy dopiero we wrześniu, ale że nigdy nie biegałem po górach, to postanowiłem w miarę możliwości się do niego przygotować. Pierwszą okazją była krótka pętla wokół Błatniej (start i koniec z parkingu w Jaworcu, głównie żółtym szlakiem, powrót niebieskim i leśnymi duktami). Wyszło ok. 10 km i ok. 500 m przewyższenia. Z czasu byłem nawet zadowolony, ale myślałem, że z większą łatwością przyjdzie mi zmierzenie się z przewyższeniem. Niestety nie wyszło i dostałem swoją nauczkę. Pod górę poruszałem się tylko szybki marszem, a w dół to już inna bajka. Następnym razem, muszę z większą pokorą podejść do podbiegów, dlatego chapeau bas dla naszych klubowych biegaczy, którymi się również inspirowałem zapisując na wrześniowe zawody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trzy Kopce|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niech żałuje do końca życia ten kto nie zjeżdżał dzisiaj z Trzech Kopców. Krótka ale ciekawa wycieczka skiturowa. Z Złatnej początkowo szlakiem a potem wzdłuż potoku Widły pod Trzy Kopce. Nieskalanym śniegiem osiągamy szczyt. Zjazd na przełaj przez las po lekko zsiadłym puchu na twardym podłożu. Coś pięknego. Później już szlakiem do auta. Super warun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/TrzyKopce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TAJLANDIA: rowerowy rajd przez wschód kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|17 - 27 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po moście na Mekongu wjechaliśmy do Tajlandii. Mieliśmy do pokonania ponad 900 km ale po przeważnie płaskim terenie, głównie drogami asfaltowymi w przeważającej części bardzo ruchliwymi lecz z wydzielonymi szerokim pasami dla rowerów i skuterów. To była dojazdówka do Bangkoku z którego wylatywaliśmy do Europy. Po drodze udało nam się zwiedzić kilka buddyjskich świątyń, park narodowy Namdok Sam Lan. Ciągłe upały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FTajlandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spokojny wypad w góry|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; Sylwia, Magda, Kalina, Maciek, Sławek i syn jego Boczuś|25 02 2023}} &lt;br /&gt;
W górach po odwilży. Wszystkie zimowe jaskinie zalane, co potwierdza mi Mały. Sylwia proponuje przejść się po dolinie chochołowskiej, na co chętnie przystaje ja i reszta ekipy. Wyjście planowane było popołudniu, ja natomiast byłem w Tatrach od rana. Wiedząc, że o tej porze roku nie ma kolejek na Giewont, postanowiłem go odwiedzić. Na szczycie mocno wiało. Po powrocie do auta, wybieram się na obiad, a potem do Sylwii, gdzie czeka reszta ekipy i razem udajemy się do doliny chochołowskiej, co było fajnym doświadczeniem, bo o chochołowskiej Sylwia często w Omanie wspominała ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|17 - 19 02 2023}} &lt;br /&gt;
Po części lawinowej przenieśliśmy się w Tatry, gdzie odbywało się szkolenie zimowe. Wspinaczka w asekuracji lotnej, raki, czekany, planowanie an mapie, wyciąganie ze szczelin, asekuracja w terenie śnieżnym i trochę wspinaczki na lodospadach. Halny nie ułatwiał, tak samo jak deszcz.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce lawinowej. Poza dużą porcją wiedzy otrzymanej od specjalistów (chłopaki z GOPR), równie duża ilość praktyki, nastawionej na szybkość i skuteczność. Przy okazji skorzystałam z ciągle świeżej możliwości poruszania się na skiturach w wyznaczonych rejonach Babiej Góry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAOS: Góry Annamskie - jaskinia Kong Lor|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|13 - 17 02 2023}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przełęcz Nape (722) wjechaliśmy do Laosu. Naszym głównym celem była jaskinia Kong Lor znajdująca się w centralnej części kraju w środku gór. Choć też jest dostępna dla turystów to jednak w dość spartański sposób. Jaskinia ma ponad 12 km długości z czego 7,5 km jest przepływem rzeki Nam Hinboun co stanowi jeden z najdłuższych podziemnym przepływów na świecie. Woda przebija się pod górskim pasmem łącząc w ten sposób dwie doliny. Miejsce niesamowite. Pływa się tu długimi łodziami wyposażonymi w mały silniczek z śrubą na długim wysięgniku. Oczywiście łódź jest kierowana przez tubylca. Opłata za niemal 4 godzinną eskapadę wynosi kilkanaście zł. Wielkość podziemnych gangów przewyższa chyba wszystko co do tej pory widziałem. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w Wietnamie ludzie niesamowicie otwarci, cudowne dzieci pozdrawiające z daleka. Biedni lecz jak widać bardzo szczęśliwi. Roślinność tropikalna. Próby dotarcia do innych jaskiń z naszym wyposażeniem spełzły na niczym. Roślinność splątana, ostra. Potrzebna by była maczeta i dobry ubiór. Widzieliśmy dużego węża jak pełzał po drodze, wiele przejechanych. Z Gór Annamskich zjeżdżamy nad Mekong. Przekraczamy go w Takhek opuszczając tym samym piękny Laos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLaos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WIETNAM: Góry Annamskie - rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzystof Hilus (b. czł. klubu)|07 - 13 02 2023}} &lt;br /&gt;
Nasz rowerowy rajd przez Indochiny rozpoczęliśmy od Wietnamu. Zarówno ten kraj jak i sąsiednie obfitują w różnorakie zjawiska krasowe czasem nie występujące w innych rejonach świata. Właśnie celem wyjazdu było zapoznanie z tą specyfiką krasu tropikalnego. W Wietnamie to zatoka Ha Long z ponad tysiącem wapiennych wysp, a na nich wiele jaskiń. Wybieramy się na rejs stateczkiem po zatoce między wapiennymi ostańcami przeróżnych kształtów. Na wyspie Bo Hon odwiedzamy największą jaskinię Sung Sot. I choć jest przystosowana dla turystów to nacieki i szata naciekowa robi wrażenie. Oprócz tego w zatoce pływamy kajakami po lagunie Luom Bo gdzie przepływamy kilka jaskiń w które wnika światło. Wpływa się z jednej strony wysepki a wypływa z drugiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Następnie z Hanoi udajemy się do Tam Coc gdzie podobna przygoda czeka nas na rzece Nga Dong. To niesamowita sceneria. Rzeka przepływa przez trzy jaskinie - Hang Cả - długość 127 m, drugą jest Hang Hai o długości 60 m i znajduje się kilometr dalej. Trzecia jaskinia Hang Ba jest w pobliżu Hang Hai i ma długość 50 m. Po rzece tej pływa się z wioślarzami, którzy wiosłują nogami. Bardzo pomysłowy i ekonomiczny wysiłkowo sposób wiosłowania. Rejon też jest turystyczny lecz jakoś tego się nie odczuwa gdyż Wietnamczycy używają sprzętu bardzo leciwego a ich pomysłowość jest godna szacunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie podążamy bardziej na południe. Ciągle towarzyszą nam wapienne góry niestety w wielu miejscach dewastowane przez kamieniołomy. Mnóstwo śmieci. Rzeki brudne. Tym niemniej bardzo przyjacielscy ludzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Dien Chau docieramy do brzegu morza Południowo-Chińskiego (zatoka Tonkińska). Stąd na zachód przez Góry Annamskie (ciągną się przez cały Płw. Indochiński) w kierunku Laosu. Początkowo pogoda deszczowa, straszna wilgotność potem upały i kurz.&lt;br /&gt;
Wietnam przejechaliśmy bardzo różnymi drogami. Ścieżkami, drogami gruntowymi pomiędzy polami ryżowymi, błotnistymi i trawiastymi traktami ale asfaltami w tym główną drogą Wietnami: Hanoi – Ho Szi Minh. Na głównych droga są szerokie pasy dla rowerów i skuterów. Mieliśmy namiot lecz go nie rozbijaliśmy gdyż różnych miejsc noclegowych było tyle iż nie warto było trudzić się z namiotem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWietnam&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:G%C3%B3ry_Annamskie_i_obok &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2023}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka spod Hotelu Zimnik na Malinowską Skałę. Zjazd doliną Malinowskiego Potoku. Śniegu dużo. Na górze miękki, pośrodku zabójczy (tj. łapiący tyły nart w gęstym bukowym lesie), a na dole ohydny (ciapa). Z auta do auta jakieś 2h 15m i ok. 620 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra (Diablak)|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek (niezrzeszony)|12 02 2023}} &lt;br /&gt;
Z Zawoja Markowa zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Dalej przez Przełęcz Brona na Diablak. Zjazd na Krowiarki. Pogoda dopisała. Śniegi całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fbabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Schneeberg - Kaiserstein|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|9 02 2023}}&lt;br /&gt;
Z parkingu pod wyciągiem krzesełkowym najpierw podchodzę wzdłuż trasy, a następnie miejscami bardzo romantycznie postrzępioną granią na Kaiserstein (2061). Śnieg wywiany, narty przez większość czasu niosę na plecach. W ogóle wieje bardzo mocno, choć jednocześnie jest nade mną bezchmurne niebo. Zjeżdżam przez Breite Reis, to podobno jakiś lokalny klasyk. Śnieg trudny, o mocno nierównej powierzchni z powodu działalności wiatru. Każdy skręt w lewo generuje sypnięcie w twarz krupą spod tyłów moich nart. No ale oczywiście miło się było zmęczyć, skoro już i tak musiałem jechać w okolice Wiednia. W sumie 1200 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|05 02 2023}} &lt;br /&gt;
ZŁatna i Sopotnia Wielka. Z dolnego parkingu w Złatnej z buta do mostku. Tam zapinamy narty i dalej dziewiczymi stokami przez łąki i leśne dukty do niebieskiego szlaku na wysokości Polomu. Stamtą dalej w dziewiczych śniegach na Trzy Kopce. Tu dopiero szlak jest przetarty. Podchodzimy pod Stefankę i zjeżdżamy do drogi. Dalej w lewo prosto do rynny którą wychodzimy na Rysiankę. Tam przerwa na popas i z foki na Halę Lipowską. Z Hali Lipowskiej zjazd pod słupami do samego parkingu. Warunki bajeczne - ludzi garstka. Do Trzech Kopcy torowanie w puchu po kolana albo i głębszym (nawet w nartach). Zjazdy w prawdziwym puszku. Ostatni już po zmroku. To był ten dzień!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Frysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł|3 02 2023}}&lt;br /&gt;
Wejście typu &amp;quot;przed pracą&amp;quot; na Czantorię. Najpierw &amp;quot;ścieżką rycerską&amp;quot;, a potem lewymi zboczami doliny Suchego do drogi biegnącej grzbietem. Następnie grzbietem przez las na szczyt. Zjazd drogą podejścia. Trochę wystających korzeni, ale generalnie śnieg aż do drogi asfaltowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona)|03 02 2023}} &lt;br /&gt;
Ruszamy z Żabnicy skałki szlakiem na Boraczą. Tam mały popas. Na hali piekło wieje niemiłosiernie i cały czas kładzie. Idziemy dalej na Prusów. Na halach jest strasznie wietrznie. Trzeba torować. Ze szczytu chcemy się przebić przez las pod samochód niestety wpakowujemy się w niezłe maliny. Trzeba wrócić - niestety nie zapinam butów i wyskakuje mi kostka. Wracamy na Boraczą a z tamtąd zjazd asfaltem na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fprosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;Łukasz Mazurek, Bartosz Brzezinka (SBB), Szymon (niezrzeszony)|02 02 2023}} &lt;br /&gt;
Prognozowany solidny opad skłania nas do wycieczki na Świętą Górę. Spotykamy się u Bartka dość późno i jedziemy. W górę idziemy pod zboczami Soliska i przez Byka. Za Soliskiem zaczyna się torowanie. Powyżej górnej granicy lasu huraganowy wiatr i bardzo ograniczona widoczność - przy nawigacji posiłkujemy się dobrodziejstwami techniki. Docieramy jedynie na polski wierzchołek, przepinamy się w ekspresowym tempie pod krzakiem i zjazd. Góra - do Koła - mocno przewiana. Dalej bajka (przynajmniej dla mnie - 100 pod butem radzi sobie nieźle, chłopaki na wąskich nartach zaliczają kilka przyziemień ). Stajemy na szybki popas na Miziowej. Chcemy wyjść jeszcze raz na górę - ale wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Ostatecznie prujemy starą trasą wzdłuż orczyków na Szczawiny, dalej chwilę nartostradą, następnie przez las i pod krzesło - warunki pierwsza klasa. Na narcie na sam parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
galeria:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fpilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szkolenie lawinowe PZA na Hali Krupowej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Liwocha + około 30 innych osób z &lt;br /&gt;
klubów z całej Polski|27 - 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kamil dociera na miejsce już około 15. Ja dojeżdżam na Parking pod Krupową po 18 i na parkingu spotykam już gotową do wymarszu ekipę KKS - którzy pomagają mi w parkowaniu (niestety lodowisko). Chcą na mnie zaczekać, ale ja jeszcze muszę dokonać przepaków i nie chcę żeby marzli więc umawiamy się, że widzimy się na górze. Jest dość ciepło. Warunki śniegowe na dole nie najlepsze - dużo wystających kamieni - jednak udaje się podejść bez odpinania nart. Po nieco ponad godzinie docieram do schroniska. I lokuję się w pokoju z ekipą KKS (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kamil jest na szkoleniu). W piątek prowadzimy szeroko zakrojoną integrację. Wkrótce też dociera pierwsza część ekipy instruktorskiej - Melon a tuż za nim Diabeł. Działania rozpoczynamy w sobotę od rana. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza idzie z Melonem, my idziemy z Michałem, który dotarł rano. Na hali przygotowujemy symulowane lawinisko i trenujemy strategię działania na lawinisku - poszukiwania &lt;br /&gt;
zasypanych, pomoc zasypanym, zasypanym częściowo oraz tym którzy znaleźli się na górze. Dodatkowo uczymy się budowy stanowisk i ćwiczymy transport w dół i w górę w noszach. Po przerwie obiadowej Idziemy z Melonem. Tym razem głównie skupiamy się na technikach wykopywania oraz poszukiwania. Na koniec organizujemy improwizowany transport poszkodowanego do schroniska. Po kolacji docierają do schroniska Maciek i Tomek - z służby śniegowej Grupy Beskidzkiej GOPR. Rozpoczynamy wykłady na temat czytania i rozumienia komunikatów służb śniegowych a następnie na temat technik przeszukiwania lawinisk prawidłowej &lt;br /&gt;
konfiguracji i obsługi sprzętu - oraz jego lokalizacji. Po wykładach zostało jeszcze świętowanie urodzin Melona, któremu jeszcze raz życzymy sto lat! W niedzielę startujemy od samego rana z zajęciami praktycznymi prowadzonymi przez Tomka i Maćka. Na pierwszy ogień idziemy z Tomkiem gdzie skupiamy się na działaniu, technikach poszukiwania przy użyciu detektora lawinowego. Po przerwie kawowej zmiana grup i idziemy z Maćkiem. Tym razem przedmiotem zajęć jest technika przeszukiwania &lt;br /&gt;
lawiniska przy pomocy sondy lawinowej. Po zakończonych zajęciach Kamil schodzi na dół. Ja czekam na podsumowanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie, pakujemy się i zjeżdżamy na dół. Zjazd po średnich śniegach wąskimi drogami i stokówkami przeoranymi przez pieszych i skutery. Szkolenie bardzo ciekawe i bardzo fajnie poprowadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FSzkolLaw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg charytatywny - VIII Bieg z Sercem|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Buli + dużo innych biegaczy| 29 01 2023}}&lt;br /&gt;
W zeszłym roku wkręciłem się w bieganie i postanowiłem, że w 2023 r. zacznę uczestniczyć w zawodach biegowych. Przy okazji WOŚP postanowiłem wziąć udział w biegu charytatywnym, dzięki czemu można było się zmierzyć i zrobić coś dobrego :) Na miejscu spotkałem Buliego. Start był o 11, a trasa liczyła ok. 7 km. Nie było oficjalnych pomiarów czasu, ale gps zmierzył mi tempo 5 min/km. Na mecie czekał już Daniel, więc on to musiał lecieć jak wariat :) Super atmosfera, fajnie widzieć ludzi, którzy na całej trasie Ciebie dopingują :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Munczolik|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od wylotu doliny Cebulowego Potoku przechodzimy leśną drogą do sąsiedniej dolinki za grzbiet Rakowca. Dalej wzdłuż potoku a później jego łożyskiem i finalnie po dość głębokim śniegu (sami przecieraliśmy trakt) wychodzimy w pobliżu Hali Górowej. W okolicy Hali Miziowej dość sporo osób. Od razu więc kierujemy się na Munczolik (1356). Grzbiet opada na boki dość stromymi zboczami. Od wys. 1000 m wspaniała pogoda. Piękny zjazd w nieruszonym śniegu do Hali Cudzichowej, którą rozpędem trawersujemy. Potem równie fajny zjazd leśnymi duktami do najniższego płaju i nim do auta przy wylocie dol. Cebulowej. Bardzo urozmaicone podejście a zjazd jeszcze bardziej. Ludzi spotkaliśmy tylko w pobliżu Miziowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kasprowy Wierch - skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Adam (os.tow.)|28 01 2023}}&lt;br /&gt;
Z powodów logistycznych wyjeżdżamy z domu dość późno jak na tatrzańskie wycieczki (po 6:00). Do Zakopanego dojeżdżamy około 9:30. Narty zakładamy praktycznie przy samochodzie. Idziemy na Kasprowy Wierch wariantem zimowym, wzdłuż potoku Goryczkowego, w tym miejscu ludzi całkiem niewiele. Zmienia się to od dolnej stacji Kolejki Goryczkowej. Tam już tłumy. Mgła gęstniała wraz z wysokością, żeby się całkowicie rozproszyć tuż przed szczytem, oferując bajkowe widoki. Przepinamy narty pod stacją meteorologiczną i zjeżdżamy na dół. Błędniki trochę nam wariują podczas przejazdu przez największą mgłę. Mleko tak gęste, że ciężko określić czy się stoi, czy jedzie i w którą stronę :) trzymamy się chorągiewek nartostrady, żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla oka. Było to szczególnie emocjonujące dla Adama, który pierwszy raz był na skirutach w Tatrach i nie jeździł jeszcze w takich warunkach. Poniżej kolejki zjazd już spokojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2Fkasprowy &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie - Westliche Seeblaskogel|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|26 - 28 01 2023}}&lt;br /&gt;
W czwartek z Gries (1640) podchodzimy do chatki Winnebachseehütte (2361). W piątek próbujemy się dostać na Breiter Grieskogel (3287), ale zmuszeni jesteśmy zawrócić nieco poniżej przełęczy Zwieselbachjoch (2868). Wiatr 40 km/h to może nie jest jeszcze jakaś tragedia, ale przy temperaturze rzędu -15 C i nadciągającej mgle warunki zrobiły się trochę zbyt poważne. O pierwszej jesteśmy z powrotem przy chatce i wtedy właśnie chmury schodzą w dół i nad nami ukazuje się niebieskie niebo. Ola zostaje na relaks i odmrażanie stóp, a ja idę się wyżyć, wychodząc sportowym tempem na rzeczony Seeblaskogel (3048). W sobotę miało być pięknie, ale wyszło znowu to samo, czyli mróz, mgły i nadal śniegu mało. Po śniadaniu wracamy więc do samochodu. Nie byliśmy jedynymi, którzy rozumowali, że start z samochodu zaparkowanego na 1640 powinien gwarantować niezłe warunki. Chatkę dzieliliśmy z klasyczną bandą Czechów oraz - drugiego wieczoru - z lokalną parą. Nawet miejscowi byli zaskoczeni ilością kamieni wystających spod śniegu w dolinie nad chatką. Niby koniec stycznia, ale jednak - z powodu odwilży - niedawny, masywny opad właściwie był jakby pierwszym w sezonie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - wycieczki po różnych wadi|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska, Emilia, Felicja|15 - 23 01 2023}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek zaczynamy od standardowej wycieczki po wadi z parku Ruwi w Maskacie. Wtorek - Wadi Qualhat (pusto!), środa Wadi as-Shab, czwartek zabawy na pustyni, piątek Wadi Bani Khalid, sobota prawa orograficznie odnoga Wadi al Muaydin, niedziela meczet Sułtana Qaboosa, muzeum ropy naftowej, souq i festiwal Muscat Nights (ciekawe!). No i tak minął nam tydzień ferii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wyjazd szkoleniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; i inni|19 - 22 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wyjazd szkoleniowy o tematyce autoratownictwo zaawansowane oraz pierwsza pomoc. Poczynając od czwartkowego wieczoru, do południa w niedzielę działaliśmy intensywnie, z krótkimi przerwami na sen. Działaliśmy w jaskiniach Czarnej i Kasprowej. W niedzielę szkolenie na bazie. Dodatkowa atrakcja wyjazdu: torowanie drogi do jaskiń w śniegu po pas, co prawda mój, ale jednak... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wieka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Halina (niezrzeszona), Anka (niezrzeszona)|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny dzień wcześniej zrobiły solidny zwiad w Beskidach więc wiemy czego się spodziewać. Jedziemy na Wielką Raczę. Po dość długiej walce o miejsce parkingowe idziemy na szczyt żółtym szlakiem. Śniegu całkiem sporo, ale wszystko to co spadło nie zdążyło usiąść i zostać przykryte świeżym opadem. Wystaje dość dużo kamieni. Na górze wchodzimy na chwilę do schroniska no i czas powrotu. Odpinamy foki pod schroniskiem i zjeżdżamy do Hali na Małej Raczy i dalej przez halę w dół. Oj piękny był to zjazd - mimo iż nie był to puszek zjazd bardzo przyjemny. dalej pożarówką w dół przejeżdżając, przechodząc lub przeskakując przez kilka strumyków. Ostatecznie udaje się zjechać do samochodu bez odpinania nart.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FWlkRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Prusów|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki wypad skiturowy wymuszony okolicznościami. Z Żabnicy od drewnianego kościółka bez szlaku, nie przetartym terenem na grzbiet Prusowa (1010). Była mgła i posiłkowałem się nawigacją z telefonu. Gdy chciałem upewnić się co do poprawności marszruty stwierdziłem z przerażeniem brak urządzenia. Kieszeń okazała się dziurawa. Zjeżdżam wzdłuż śladu w dół kilkaset metrów i nic. Na dodatek w celu oszczędzania baterii włączyłem tryb samolotowy więc nie mogłem go namierzyć po dźwięku. W sukurs przychodzi mi Teresa. Sondujemy ślad kijkami co kilka centymetrów,  co zajmuje sporo czasu. Esie udaje się przypadkowo wykopać telefon spod śniegu więc nie posiadam się z szczęścia. Potem już bez problemów idziemy na zalesiony szczyt Prusowa. Zjazd trochę inną drogą, rozległymi polanami po fantastycznym śniegu. Dolny odcinek stanowią tarasy pól poprzedzielane metrowymi uskokami więc zjazd dostarcza dodatkowych atrakcji w postaci fajnych skoków. U góry spotkaliśmy tylko kilku skiturowców. Deniwelacja - ponad 500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/Prosow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Hala Gąsienicowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (nie zrzeszony), Ala (niezrzeszona)&lt;br /&gt;
|15 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic. Wychodząc z parkingu spotykamy naszego klubowego kolegę Tomka wraz z Sylwią (ST), którzy idą w tą samą stronę. Celem był Kasprowy. Udajemy się więc w piątkę. NA Nosalową Przełęcz narty wynosimy dalej już z foki. Niestety na drodze staje nam jelonek. Tomek z Sylwią przechodzą, jednak nasza trójka zostaje z drugiej strony i dość długo czekamy aż ten zrobi nam miejsce. Wiatr silny a śnieg ciężki i tępy. Dochodzimy do Murowańca gdzie czekają już Tomek i Sylwia. Oni chcą iść &lt;br /&gt;
dalej. My podjęliśmy już wcześniej decyzję, że odpuszczamy dziś Kasprowy &lt;br /&gt;
bo przyjemności z tego nie będzie. Sylwia namawia jednak Alę, a ta nas, żebyśmy poszli wraz z nimi. Wychodzimy więc razem. Po drodze mijamy kolejne osoby, które wycofały się ze względu na zbyt silny wiatr. W końcu i nasza trójka odpuszcza. Sylwia z Tomkiem idą dalej na Kasprowy - my wracamy do Kuźnic drogą podejścia. Zjazd starą nartostradą mimo wcześniejszych obaw - całkiem niezły. Zjeżdżamy do Nosalowej Przełęczy. Dalej niestety narty trzeba przypiąć do plecaków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FHalaGosienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry zach. - Jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwia S., Magda (KKTJ), Ania, Darek i Sławek (KKS)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie planowana była jaskinia Wielka Śnieżna, ale ze względu na pogodę i informację, że otwór Śnieżnej zakorkowało, padł pomysł na Czarną. Czarna zawsze pewny plan B. Podeszliśmy od strony wysranki, torując drogę pod sam otwór. W jaskini odwiedziliśmy partie Wawelskie, a dziewczyny na powrocie zrobiły krótką sesję zdjęciową w korytarzu mamutowym i korytarzu żyrafowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Babia Góra|Asia Piskorek, Łukasz Piskorek, Adam (os. tow.)|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Startujemy ze Slanej Vody po stronie słowackiej. Szlak początkowo wodnisty, później błotno wodnisty, wyżej śnieżno błotny i u góry nareszcie cały we śniegu! Choć nie był to śnieg na jaki czekaliśmy, bez podkładu i ubicia wyślizgiwał się spod nóg nie ułatwiając podejścia. Widoków brak. Za to zimno, wiatr i śnieg wyczyniały czary z wszystkim co im na drodze stanęło, znaleźliśmy się w krainie lodowych rzeźb. Na szczycie Babiej znajdujemy kawałek miejsca dla siebie i rozkoszujemy się kawą w doborowym towarzystwie (widoków ciągle brak). Po zejściu na Przełęcz Brona kierujemy się w stronę Małej Babiej. Słońce próbuje się przebić przez chmury, jednak walkę przegrywa (dość malowniczo). Droga idzie nam  sprawnie i szybko więc pozwalam sobie czasem przystanąć i poudawać, że wiem jak robić zdjęcia, żeby później gonić za chłopakami. Na nasze nieszczęście szlak z Małej Babiej na stronę słowacką jest nieuczęszczany (ślady jednej! osoby) więc torujemy zejście w śniegu po kolana (miejscami niektórym po uda), żeby wariantem mieszanym (trochę szlaku trochę lasu) dojść do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Karb i Kasprowy W.|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek|14 01 2023}}&lt;br /&gt;
Trochę wymuszona przez warunki śniegowe trasa, choć niemal ciągle na nartach. Przez dol. Jaworzynki wydostajemy się na Halę Gąsienicową. Dalej na przeł. Karb przez dol. Zieloną Gąsienicową. Stąd już w rakach kawałek na Czubę nad Karbem (1896). Zjazd szlakiem podejściowym (u góry czujnie gdyż głazy pod granią nie są należycie przykryte śniegiem, jak zresztą w większości żlebów) a następnie znów podejście na Kasprowy. Na górze sporo ludzi (uruchomiono wyciągi i trasy narciarskie). Z góry fajny zjazd dol. Goryczkową do Kuźnic a dalej do samego auta powyżej ronda. Deniwelacja 1370 m i 19 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Deszczowa i Złodziejska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 01 2023}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Penetrujemy skałki Kroczyckie i odwiedzamy jaskinię Deszczową (w której wykopaliska potwierdziły obecność człowieka z przed tysięcy lat) oraz jaskinię Złodziejską (Schronisko w Skałach Kroczyckich). Piękna pogoda, w której te skały prezentują się bardzo malowniczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2023/JaskiniaDeszczowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - krótkie jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|06 - 07 01 2023}}&lt;br /&gt;
W piątek akcja popołudniowa do Brunnecker Höhle. Tym razem udaje się przejść nad wodospad Teufelsmuhle, choć niezbyt daleko. Łącznie w jaskini ok. 2.5h. Przekraczając wodospady i podchodząc wzdłuż huczących kaskad przemakamy do suchej nitki. Nie jest to problem, bo w jaskini ciągle się ruszamy, a samochód wszak zaparkowany blisko otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę idziemy do Bierlocha. Pod ziemią spędzamy około 4.5h. Przechodzimy cały Gang der Nationen i odklepujemy zjazd do Bierleichendomu. Udaje się nam zejść do samochodu przed zmrokiem i zażyć sporo przyjemnej, rześkiej pogody na powierzchni. Zimy w Alpach Salzburskich raczej brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony), Halina (niezrzeszona), Piotr (niezrzeszony)|07 01 2023}}&lt;br /&gt;
Dostaję info, że na Łomnicy szykuje się całkiem spoko warun. Skrzykujemy się więc stałą ekipą, a w ostatniej chwili dołącza kolejny Piotr i jedziemy. Do Skalnego Plesa wychodzimy oczywiście po trasach. W restauracji na górze szybka przerwa śniadaniowa i idziemy w górę &lt;br /&gt;
standardową drogą podejścia (mniej więcej w okolicach krzesła na Łomnicką Przełęcz). Wychodzimy nieco wyżej w stronę Łomnicy. Warun &lt;br /&gt;
Petarda - słonko, zero wiatru. Po konsumpcji odklejamy foki, schodzimy na przełęcz. W żlebie centralnym śniegu całkiem sporo - no i trafił się też niezły pow, więc pare firan poleciało. Niestety również kilka wystających i dobrze zamaskowanych kamieni się znalazło... Ale i tak &lt;br /&gt;
warunki zjazdowe całkiem dobre. Zjazd od Skalnego Plesa w dół po trasach w bardzo trudnych warunkach - śnieg na trasach bardzo mocno rozjeżdżony, a widoczność praktycznie zerowa. Na deserek zostawiamy sobie przejazd przez snow park. Co nie którzy oddają serię całkiem niezłych lotów i na nartach zjeżdżamy praktycznie do parkingu. O 14 jest już praktycznie po wszystkim. Wypad jak zwykle na duży plus, fajnie było znowu poczuć pod nartami tatrzańskie śniegi - oby zima szybko wróciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FLomnickieSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd sylwestrowo - noworoczny z imprezką na Kościelcu|Łukasz Piskorek, Asia Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam (os. tow.) i pies Rufus|31 12 2022 - 01 01 2023}}&lt;br /&gt;
Wieczorem ruszamy z Ostrego doliną Zimnika na Kościelec (1022). Jest +9 st. i silny wiatr. Pierwsze płaty śniegu pojawiają się dopiero w górnych partiach (na których Rufus skwapliwie się tarza). Fajną ścieżką docieramy pod szczyt pokonując ostatni odcinek stromo do góry na przełaj pod skały szczytowe. W pięknym miejscu z rozległymi widokami rozpalamy ognisko spędzając przy nim ostatnie chwile roku 2022 piekąc kiełbaski i gawędząc na różne tematy. Gdzieś tam na dole wiwatują na cześć upływającego czasu a nam przygrywa wyjący w drzewach wiatr i trzask ogniskowych bierwion. Po północy gasimy ogień i ruszamy w różne strony. Asia, Łukasz i Adam schodzą szlakiem do aut, a ja z Esą idziemy przez Malinowską Skałę, Skrzyczeńską Kopę na Mł. Skrzyczne. Na szlaku pojawia się dość sporo osób. Trakt jest pokryty mokrym lub zalodzonym śniegiem bądź błotnistą mazią. Na Mł. Skrzycznym (1211) zakładamy narty i nartostradą zjeżdżamy do godnoli. Trasa była oświetlona i wyratrakowana i byliśmy na niej tylko my. Pięknym zjazdem osiągamy parking gdzie czekał już Łukasz (przyjechał moim autem z Ostrego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2023%2FKoscelec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Iwona</name></author>
		
	</entry>
</feed>