<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=DZmuda</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=DZmuda"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/DZmuda"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:40Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6908</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6908"/>
		<updated>2016-10-10T16:31:26Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na dwa najwyższe szczyty Gór Skalistych Mt. Elbert (4401) i Mt. Massive (4398). Obie góry znajdują się w stanie Colorado. Niebawem szersza relacja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Kirgistan_2016&amp;diff=6815</id>
		<title>Relacje:Kirgistan 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Kirgistan_2016&amp;diff=6815"/>
		<updated>2016-09-18T12:43:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* Kirgistan dzień po dniu */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;== '''Kirgistan dzień po dniu''' ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Można zastanawiać się nad polityczną zasadnością działania Uni Europejskiej. Trudno jednak nie zauważyć, że na tym najniższym poziomie codzienności staliśmy się już jednym krajem. Nosimy te same ubrania, mamy te same sklepy i produkty, jeździmy takimi samymi samochodami, a nawet urządzamy mieszkania z tym samym katalogiem Ikea w ręce.''&lt;br /&gt;
''Oczywiście wciąż się różnimy kulturą i mentalnością, ale te różnice są znane, oswojone. Gdy napotkani ludzie zachowują się inaczej niż my, mówimy „no tak Włosi”, „Wiadomo, Francuzi”, „Hiszpanie!”. Podróż po Europie to poszukiwanie innej przyrody, kuchni albo zabytków, ale już nie inności jako takiej.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wyjeżdżając do Azji nie byliśmy pewni, czego się spodziewać. Nie wiedzieliśmy jak czuje się obcy, który nie rozumie otaczającej go rzeczywistości. Dziś już wiemy, że w prawdziwej podróży każdy dzień jest osobną przygodą.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O szóstej rano zostawiamy samochód w Ostrawie i idziemy na dworzec. Jedziemy Pendolino do Pragi, bo jest znacznie tańsze niż pociąg z Polski. Najwyraźniej międzynarodowa podróż musi kosztować więcej niż zwykły przejazd czeską koleją, której przecież niczego nie brakuje. W cenie jest woda mineralna, gazety, wi-fi i papier toaletowy w kaczuszki.&lt;br /&gt;
Na dworcu w Pradze przesiadamy się do autobusu, który wiezie nas prosto na lotnisko. Czeska część podróży przebiega idealnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny etap to lot Turkish Airlines z przesiadką w Stambule. Przyjazd do stolicy Turcji tydzień po nieudanym zamachu stanu i dzień po wprowadzeniu stanu wyjątkowego w Turcji początkowo wydaje się być szaleństwem. Później okazuje się, że gdyby nie histeryczne doniesienia mediów nigdy byśmy nie zauważyli, że w kraju dzieje się coś złego. Komfort podróży Turkish Airlines robi wrażenie podobnie jak wielkość Stambułu. Widziany nocą z okna samolotu wydaje się nie tyle miastem, co całym państwem nieustannie pulsującym setkami świateł. &lt;br /&gt;
Do Biszkeku przylatujemy o piątej nad ranem miejscowego czasu. Wbrew pozorom wcale nie jesteśmy na miejscu, bo pierwszą noc chcemy spędzić w górach, a dokładniej w położonym blisko stolicy rejonie Ala Archa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wiemy jakim busikiem (maszrutką) się tam dostać i teoretycznie wiemy skąd odjeżdża. Pierwsza rzecz, której uczymy się o podróżowaniu na wschodzie: tutaj wie się coś na pewno albo wcale. My więc w ogóle nie wiemy jak dostać się na rzeczoną maszrutkę. Pytanie kierowców innych busów mija się z celem, bo kilku pod rząd zapewnia, że zawiozą nas, gdzie tylko sobie życzymy. Ale my nie potrzebujemy wynajmować całej maszrutki na dwie osoby!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pytamy kilkudziesięciu miejscowych o drogę i dostajemy kilkadziesiąt różnych odpowiedzi. Dwie jednak się powtarzają: „nigdy nie słyszałem o Ala Archa” i „spod bazaru Osz”.&lt;br /&gt;
Cały czas więc z wielkimi plecakami i bagażami podręcznymi w ręku biegniemy przez miasto poszukując bazaru Osz. Jakimś cudem docieramy na właściwy przystanek lub raczej na trzy, które znajdują się w bliskim sąsiedztwie bazaru. Znowu pytamy miejscowych i otrzymujemy dokładnie trzy rodzaje odpowiedzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie lądujemy na największym z przystanków, gdzie aż roi się od busików. Przy czym roi się, to określenie nieprzypadkowe, bo maszrutki podjeżdżają i odjeżdżają zatrzymując się w przypadkowych miejscach i nieustannie trąbiąc. Siadamy w tym zgiełku i narastającym skwarze, ale „naszej” maszrutki nie udaje nam się wypatrzyć. O tym, że widzimy inną, która jedzie w to samo miejsce, nie mamy się jak dowiedzieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu poddajemy się i bierzemy taksówkę. Kierowca bez wahania podaje cenę, mimo że nie wie, gdzie jest Ala-Archa. Na skrzyżowaniach wychyla się przez okno i pyta miejscowych o drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak docieramy do bramy parku narodowego skąd ruszamy na piechotę do Alplageru – ośrodka, przy którym znajduje się wejście na szlak. To raptem dwanaście kilometrów asfaltowej drogi z pięknymi widokami dookoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym momencie trzeba dodać, że jest dziesiąta rano czasu miejscowego lub też szósta czasu polskiego, czyli nasza podróż trwa już dłużej niż dwadzieścia cztery godziny. Pewnie dlatego w ogóle nie zastanawiamy się ładując bagaże podręczne z całym mnóstwem niepotrzebnych drobiazgów do plecaków i nabierając jedną butelkę wody.&lt;br /&gt;
Mamy więcej szczęścia niż rozumu, bo udaje nam się złapać stopa. Bez trudu zatem docieramy do Alplageru. Pouczeni przez wszystkie blogi podróżnicze chcemy zapłacić, ale kierowca nie przyjmuje od nas pieniędzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opisami niezadowolonych zachodnich turystów Alplager, to dwa hotele i sklepik – podobno wiecznie zamknięty. Wstępny plan zakładał zostawienie w hotelu depozytu z wszystkimi niepotrzebnymi rzeczami, ale nie robimy tego. Nie dobieramy nawet wody, chociaż żar nieprzerwanie leje się z nieba. Nad wodospad, gdzie możemy spędzić noc są przecież tylko trzy godziny drogi...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy zepsuje niespodziankę, jeśli powiem, że nie docieramy tego dnia nad wodospad? Rozbijamy namiot jakieś dwieście metrów wcześniej, bo pokonanie tego odcinka okazuje się dla mnie zbyt trudne. Po trzydziestu sześciu godzinach podróży i dwunastu godzinach bez jedzenia muszę walczyć o każdy krok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo, że większość trasy nie była, ani stroma, ani wymagająca, zapamiętam to jako najtrudniejsze podejście w moim z życiu. Jeden z dowodów na to, że nie wysokość szczytu, a warunki przesądzają o skali dokonania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis dnia drugiego należałoby zacząć od tego, że większość turystów w Ala Archy dochodzi tylko do wodospadu (oczywiście spośród tych, którzy w ogóle wychodzą ponad Alplager). Z tego względu znaleźliśmy bardzo niewiele relacji na temat dojścia do Racek Base Camp. W zasadzie przypominam sobie tylko dwie. Jedna opisywała dramatyczną walkę ludzi pokonanych przez chorobę wysokościową, a druga mówiła o dwóch godzinach drogi. Z perspektywy mogę powiedzieć, że prawda leży gdzieś po środku, ale my przyjęliśmy wspomniane dwie godziny za pewnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedynym przebłyskiem zdrowego rozsądku jest wyciągnięcie i ukrycie przy szlaku kilku nadmiarowych kilogramów z plecaków. &lt;br /&gt;
O ile trasa do wodospadu okazała się całkiem sympatyczną ścieżką, o tyle podejście do Base Camp było obiektywnie za strome i wymagające kondycyjnie. Robienie go w pełnym słońcu na pewno nie ułatwiało sprawy. Robienie go w pełnym słońcu, z chorobą wysokościową i deficytem cukru...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobno wszystkie trudy wędrówki ma nam wynagrodzić widok ośnieżonych szczytów pod koniec trasy. To nie do końca prawda. Góry w tym rejonie są bardzo alpejskie. Podejrzewam, że większe wrażenie robią na osobach, które w Alpach nigdy nie były albo nie spodziewały się wielkiego „łał”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy widać za to lodowiec. Nie jakieś płaty śnieżne tylko wielkie ściany prawdziwego lodowca. Łał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia mieliśmy podchodzić na Uchitel (4550 m.). Uczciwie jednak informuje Damiana, że zważywszy na imponujące czasy przejścia, jakie osiągałam przez ostatnie dwa dni, mam marne szanse na przeżycie ataku szczytowego. Niestety, trudno dyskutować z faktami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach dnia restowego wstajemy więc wcześnie rano i schodzimy na dół. Pozwala nam to uniknąć palącego słońca, zwłaszcza na najbardziej stromym odcinku pomiędzy Racek Base Camp, a wodospadem. Tym razem nie powtarzam błędów z ostatnich dni i wyciągam z plecaka czekoladę, gdy tylko pojawia się pierwszy kryzys. Dopiero po zażyciu połowy tabliczki uświadamiam sobie, że nie zrobiliśmy zdjęć w Racek Base Camp. Cholera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zejście zajmuje nam około czterech godzin i w Alplagerze jesteśmy o jedenastej. Nasz pierwotny plan zakłada poszukiwanie maszrutki albo taksówki, która przywiozła tu turystów. Pierwszy samochód zatrzymuje się jednak nim zaczynamy się rozglądać za środkiem transportu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Veronika i Andrej to Rosjanie. Wiozą nas do Biszkeku, a tam wzywają taksówkę na dworzec. Veronika grozi kierowcy palcem, żeby tylko nas nie oszukał. Potem żegnają się z nami serdecznie. Oni również nie przyjmują od nas pieniędzy, mimo że przejechaliśmy z nimi naprawdę długą trasę. To by było na tyle, jeśli chodzi o krzewiony w Internecie obraz chciwych mieszkańców Kirgistanu.&lt;br /&gt;
Na końcu trasy pouczony taksówkarz pokazuje nam taksometr. O taksometr?! Czyli jednak dotarło do nich to urządzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten oto sposób trafiamy w miejsce, skąd odjeżdżają sharowane taksówki do Karakol. Oczywiście tak zwane taksówki, bo trudno zgadnąć jak to wszystko tutaj działa od strony prawnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upieramy się, że chcemy jechać maszrutką, więc trafiamy do minibusu, który ma odjechać za pół godziny. Mamy akurat tyle czasu, żeby kupić miejscowe bułki z ziemniakami i schłodzoną ice tea. Trzy godziny czekania w kirgiskim słońcu później, zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że nie rozumiemy zasad rządzących tutejszym transportem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Co chwilę podjeżdża jakiś drogi samochód, którego pasażerowie wysiadają bądź nie, negocjują warunki przejazdu, przesiadają się do innego samochodu, wracają z powrotem. Turystów w tym zamieszaniu prawie nie widać. W większości to skomplikowana gra miejscowych, którzy kłócą się przekrzykują, poklepują po plecach. Rozumiemy z tego tylko tyle, że nasz busik zapełnia się bardzo wolno. W końcu rusza znacznie później niż powinien.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oto doświadczamy prawdziwego przejazdu maszrutką przez Kirgistan. Wprawdzie miejsca mamy sporo, ale kierowca pędzi jak szalony, a chwilami nawet leci wyrzucany w powietrze na wybojach. Dziur na trasie nie brakuje, więc bawimy się świetnie. Trudno policzyć ile razy unosimy się ponad siedzenia. Czasami nawet spadamy przed nimi. Ech, nie był w Kirgistanie kto nie jechał spóźnioną maszrutką z Biszkeku do Karakolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pośpiechu kierowca kulturalnie odwozi każdego pod wskazany adres. My prosimy, żeby nas wysadzić w centrum miasta, bo liczymy na to, że nocleg sam się znajdzie. W ten sposób lądujemy tuż przed zmrokiem na głównej ulicy Karakolu, gdzie nie ma nawet kogo zapytać o drogę. Prawdopodobnie wyobrażając sobie to miejsce na podstawie opisów w Internecie mieliśmy przed oczami obraz Zakopanego. Tymczasem Karakol wcale nie ma Krupówek, setek szyldów wabiących turystów ani nawet jakiegoś szczególnego centrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia idziemy po prostu przed siebie i jakimś cudem trafiamy na hostel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 4'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan jest taki, żeby od razu jechać w góry, ale dnia czwartego pada. Następuje wymuszony dzień odpoczynku, kiedy zakwasy z Ala Archy po raz pierwszy mają czas się odezwać. &lt;br /&gt;
Próbujemy zmienić znaleziony na szybko hostelik, ale opinie użytkowników Tip Advisory okazują się bezużyteczne. Odkrywamy, że nawet w tak skromnej, na pierwszy rzut oka, miejscowości jak Karakol można znaleźć nieprawdopodobnie drogie noclegi. W efekcie zostajemy w klimatycznym „Neoficie”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach dnia deszczowego poznajemy Karakol, który przypomina nam Polskę początku lat '90. W spożywczakach jest mnóstwo cukierków i ciastek na wagę. Znajdujemy też sklepy z porcelanowymi figurkami i innymi ozdobami do mieszkania, a także całe mnóstwo aptek i stoisk z telefonami komórkowymi. O ile fenomenalna popularność telefonów pasuje do tego miejsca, o tyle nie wiemy czemu mieszkańcy potrzebują aż tylu aptek. Jest ich więcej niż piekarń, mięsnych i spożywczych, kto wie czy nie razem wziętych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na obiad wybieramy jedną z lepszych restauracji w mieście: cafe Zarina. Pierwsza ciekawostka: knajpa ma vip roomy, czyli stoliki w małych zamykanych pokojach, jak najbardziej z napisem „VIP”. Wygląda na to, że korzystają z nich głównie miejscowi, bo turyści nie rozumieją jak to jest być kirgiskim VIP-em.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Większość pozycji w menu, to oczywiście potrawy mięsne. Zarina jest porządną knajpą, więc tradycyjne dania skomponowane zostały z wyjątkowo chudych i ładnych kawałeczków. Prawdziwa kirgiska kuchnia stoi bowiem tłuszczem i cebulą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie jest jednak tak tragicznie jak straszą Internety. W typowych turystycznych miejscowościach wegetarianin nie umrze z głodu. Po pierwsze, personel wydaje się być przeszkolony na tę ewentualność i można odnieść wrażenie, że dosyć duży odsetek przyjezdnych to roślinożercy. Po drugie, w wielu restauracjach można znaleźć w karcie duży wybór sałatek. Najczęściej przypominają naszą klasyczną jarzynową, ale różne inne ciekawostki też da się upolować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W kirgiskiej restauracji nie ma za to miejsca dla ludzi nieużywających soli. Oto po długich podróżach po Europie trafiliśmy do ziemi obiecanej. Tutaj potrawy soli się w trakcie ich przygotowywania. Nikt nie zaserwuje nam niedoprawionej sałatki albo – o zgrozo – jajecznicy do samodzielnego posolenia już na talerzu. Dostajemy tylko gotowe kompozycje smakowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejną miła odmianą po europejskich podróżach jest herbata. Tutaj nie trzeba długo literować tego słowa, żeby kelner przyniósł szklankę jakiegoś owocowego naparu. W każdej, najmniejszej nawet knajpce dostaniemy czarną herbatę, do której nasze Liptony i Dilmahy nie mają startu. W dodatku kosztuje grosze (dosłownie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na sam koniec rekomendacji kulinarnych warto jeszcze polecić miejscowe koniaki : Biszkek i Kirgistan. Cena nieproporcjonalnie niska w stosunku do jakości. Rzeczywiście są słońcem zaklętym w butelce. Pewnie dlatego pijemy je najczęściej wtedy, gdy prawdziwego, kirgiskiego słońca brakuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 5'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z prognozami powinno padać przez cały dzień, ale rano wychodzi słońce. Rzucamy więc wszystko i biegniemy w góry, a właściwie to na bazar. Tutaj każda przygoda zaczyna się na bazarze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do sanatorium Jeti-Oguz. W Kirgistanie najtrudniej oswoić się z tym, że miejsca będą wyglądały zupełnie inaczej niż je sobie wyobrażaliśmy. Na przykład sanatorium, to ustawione w półkole przyczepy – bardzo podobne do tych, które można było kiedyś (nadal?) spotkać w wesołych miasteczkach. Da się w nich coś kupić, ot cała infrastruktura turystyczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutrową drogą idziemy w stronę doliny kwiatów, ale dosyć szybko łapiemy stopa, który pozwala połknąć około trzech godzin trekkingu. Myliłby się jednak ten kto pomyśli, że przejażdżka jest pójściem na łatwiznę. To przygoda sama w sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy upchnięci z pięcioosobową rodziną w szoferce starej ciężarówki. Na pace jedzie krowa z cielakiem. Samochód ma dziurę w podłodze, a kierowca zatrzymuje się regularnie, by nabrać wody z rzeki i schłodzić nią silnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pewnym momencie ciężarówka musi przekroczyć dosyć duży rów z wodą. Kierowca wyciąga więc w trakcie jazdy drążek zmiany biegów, przestawia coś wewnątrz mechanizmu i samochód Batmana jest już gotowy do zanurzenia. Przez dziurę w podłodze widzimy jak woda przykrywa oś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten sposób docieramy do doliny kwiatów, gdzie – o dziwo – nie ma kwiatów. W każdym razie nie o tej porze roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku trasy, gdzie jakimś cudem, dojeżdżają zupełnie zwyczajne samochody, spotykamy całkiem sporo miejscowych. Potem droga się kończy i kończą się ludzie, a my wchodzimy do doliny Teleti.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ciągu kilku godzin przyjemnego spaceru trafiamy tylko na konie. Przechodzenie przez środek stada, które nie reaguje już na obecność turystów, to doświadczenie z pogranicza magii. Człowiek czuje gdzieś w środku, że dzieje się coś wyjątkowego, ale nie potrafiłby tego nazwać ani wytłumaczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem spotykamy idącą z naprzeciwka parę. Tak jak my idą do Ala Kol, ale zawrócili, bo nie udało im się znaleźć miejsca, gdzie można przekroczyć rzekę. Za naszą radą rozstawiają namioty i postanawiają spróbować rano. Na co dzień mieszkają w Paryżu. On studiuje psychologie, a ona jest adwokatem w fundacji walczącej o prawa pracowników w krajach trzeciego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem pijemy koniak z plastikowej butelki po ice tea i rozmawiamy o tolerancji w naszych krajach. Nigdy więcej się nie spotykamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 6'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia mamy stawić czoła największemu wyzwaniu naszego trekkingu, a właściwie to dwóm, bo oprócz przełęczy Teleti(3800 m.) musimy przekroczyć też rzekę, która po nocnym deszczu wydaje się jeszcze bardziej wezbrana niż poprzedniego wieczora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia również Damian jest chory (zatrucie wodą). Zarzeka się, że nic mu nie dolega i początkowo rzeczywiście zostawia mnie daleko w tyle. Wkrótce jednak okazuje się, że po raz pierwszy, to ja muszę udźwignąć ciężki plecak i odpowiedzialność bycia tym silniejszym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim jednak zacznę udawać silną i zaradną panikuję przed przejściem przez rzekę. Bez trudu odnajdujemy oznaczone kopczykami miejsce jej przekraczania. Ściągamy buty. Damian idzie pierwszy. Ja jestem półprzytomna ze strachu, chociaż jako druga, wiem już na pewno, że przejście jest możliwe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzeka na tym odcinku jest dosyć szeroka, ale dzięki temu nawet w najgłębszym miejscu sięga tylko za kolana. Mimo to potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której nurt przewraca drobniejszą osobę. W każdym razie idąc przez rzekę, wyobrażam to sobie nieustannie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień spotykamy zaledwie kilka osób. Bardzo niewielu turystów wybiera się na Pass Teleti, bo pogoda nie zachęca do spacerów. Chociaż nie pada, jest pochmurno, a cała trasa wygląda jak scenografia do filmów o Marsie. Widzimy niewiele więcej niż otaczające nas zewsząd skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla nas najważniejsze jest jednak to, że udaje się przekroczyć przełęcz, mimo wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 7'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstajemy i zbieramy się wcześnie rano. Czego to my dzisiaj nie zrobimy? Ruszamy raźno przed siebie nie zważając na pierwsze krople drobnej mżawki. Przerabialiśmy to już dzień wcześniej, więc nie mamy wątpliwości, że pokropi i przestanie. Akurat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy godziny w deszczu później zaczyna się przygoda w lesie. Prawdopodobnie idziemy ścieżką, którą schodzą rocznie setki turystów i większość z nich nie tylko nie poczuła na karku oddechu śmierci, ale nawet nie odnotowała lekkiego łaskotania kortyzolu. Góry przy dobrej i złej pogodzie to jednak dwa zupełnie różne miejsca. Całodzienna zlewa nie jest oczywiście jeszcze najgorszym co może nas spotkać, ale zejście po osuwającym się błocie przyprawia o szybsze bicie serca. Tym bardziej, że trwa bardzo długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ścieżka wiedzie w dół, przez las, a przy każdym kroku zjeżdża się coraz niżej i niżej niż się planowało. Napotykamy dużą grupę Czechów, którzy dzielą trasę na krótkie odcinki i pokonują ją małymi kroczkami. Damian wyprzedza ich bez trudu. Ja dopiero po dłuższym czasie zbieram się na odwagę, by dosłownie przejechać obok nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wreszcie bezpiecznie lądujemy na płaskiej ścieżce nasze ubrania i – a jakżeby inaczej – niezabezpieczone plecaki są już kompletnie mokre. Idziemy dalej do miejsca oznaczonego na mapie jako Karakol Base Camp. Podobno można tam kupić Coca Colę, a my chętnie byśmy zapłacili za coś ciepłego i kawałek dachu nad głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, szybko uświadamiamy sobie, że w górach Kirgistanu infrastruktura dla turystów dopiero raczkuje, więc im wyżej, tym trudniej jej się wdrapać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemoczeni docieramy do grupy namiotów, gdzie nikt nas nie zaprasza na herbatę i nie proponuje suchego noclegu. Świat bez kapitalizmu jest znacznie mniej sielankowy niż mogłoby się wydawać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nic to że pada, a jedyna nadzieja właśnie umarła. Trzeba iść dalej. Jakiś kilometr za Base Campem zatrzymujemy się pod drzewem, gdzie trzęsąc się odbywamy sympatyczną konwersacje z innym turystą z Polski. Od niego dowiadujemy się, że klimat Środkowej Azji właśnie teraz zaczął się gwałtownie zmieniać. W Kazachstanie są powodzie, a w Biszkeku – dzień po naszym wyjeździe – wiatr unosił stoliki w powietrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkany rodak podszedł do jeziora od strony Aksu. Padało. Dzisiaj wraca do Karakolu i już się cieszy na myśl o noclegu w hostelu. Możemy oczywiście iść z nim, ale dajemy pogodzie czas do jutra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znajduję suche miejsce pomiędzy dwoma drzewami, a Damian robi dach z kupionej w Castoramie plandeki za osiem złotych. Zachodni turyści patrzą na nas z zazdrością. Zakładamy puchowe kurtki, rozkładamy namiot i rozwieszamy mokre rzeczy. Mimo nieudanego dnia zasypiamy zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 8'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzimy się w chmurze. Wszystko, co zostawiliśmy do suszenia jest nadal mokre, a wokół nas rozkwitło wielkie namiotowe miasteczko. Idziemy spać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano numer dwa wygląda już dużo lepiej. Pogoda w Kirgistanie potrafi zmieniać się o sto osiemdziesiąt stopni, więc nagle wita nas piękne słońce i bezchmurne niebo. Namioty dookoła topnieją i odpływają, ale my mamy czas. Czekamy aż nasze rzeczy wyschną i o dziwo udaje nam się wrócić do punktu wyjścia. Jesteśmy cali zdrowi i susi, więc możemy zacząć jeszcze raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek podejścia do Ala-Kol wiedzie przez las i jest dosyć łagodny. Później panorama otwiera się na piękne widoczki. Duża część ścieżki biegnie bezpośrednio obok strumienia, a nawet obok wodospadu. Jak łatwo zgadnąć spacerowanie „wzdłuż” wodospadów nie jest szczególnie rekreacyjne, bo znajdujemy się już bardziej w pionie niż w poziomie. Widokowo jednak nie ma powodów do narzekania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad Ala-Kol docieramy w miarę wcześnie. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to, że „jezioro jak jezioro”. No dobrze, jest oczywiście pięknym jeziorem w górach, ale nie bardziej niż podobne miejsca na Słowackich Tatrach czy nawet nasze rodzime Morskie Oko. Podkreślam jednak, że ta myśl zrodziła się w chwili, gdy jeszcze nie wiedziałam, że to jest zaledwie początek, żeby nie powiedzieć „począteczek” Ala-Kol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opisami obejście jeziora zajmuje dwie godziny i wtedy można nocować po jego drugiej stronie.  Robimy więc zdjęcia i idziemy dalej, a im dalej w Ala-Kol tym piękniej. Największe wrażenie robi dokładnie przeciwległy brzeg jeziora i pod tym względem zazdroszczę osobom, które pokonują tę trasę w przeciwną stronę niż my. Ich pierwsze wrażenie musi być dużo lepsze. Ośnieżone szczyty otaczają wodę, która ma idealnie morski odcień, jak kredka. Odróżnia się tym od pozostałej części tafli – bardziej lazurowej, jak moja kurtka.  &lt;br /&gt;
Otoczenie jeziora rzeczywiście zajmuje dwie godziny, ale dochodzi się do wejścia na kolejną przełęcz, a nie miejsca na nocleg. Jest już późno, jesteśmy zmęczeni (no dobrze, tylko ja jestem), a przekroczenie przełęczy na oko będzie trwało kilka godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja, bo na inną nie ma czasu i idziemy. Towarzyszy nam cień, który stopniowo ogarnia tę część doliny i robi się chłodno, czujemy to nawet podchodząc. Na przełęczy (3860 m.) jest naprawdę pięknie, ale nie mamy za wiele czasu na cieszenie się tą chwilą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybkie zdjęcia i idziemy dalej. Początek zejścia jest stromy, później mamy do pokonania długi odcinek osypującego się, drobnego piargu. W tych warunkach trudno spieszyć. Mimo to staramy się dostać tak nisko jak to tylko możliwe. Namiot rozbijamy już po zmroku, pomagając sobie czołówkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to najzimniejsza noc w całej naszej podróży, ale też najpiękniejsza. Po raz pierwszy widać GWIAZDY. Nie takie gwiazdy jak u nas, ale właśnie takie pisane dużymi literami.&lt;br /&gt;
To jeden z tych widoków, które powodują straszny smutek, bo nie można go oddać na fotografii, opisać ani skutecznie zachować w pamięci. Mimo że niewątpliwie wart jest uwiecznienia, znika gdy tylko wracamy do namiotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 9'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpiękniejsze w nocowaniu pod namiotem w górach są poranki. Człowiek budzi się, wychodzi na zewnątrz, a świat dookoła wydaje się nierealnie piękny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo zamarzniętej trawy pogoda jest chwilowo idealna. Chwilowo, bo tutaj wszystko może się zmienić bardzo szybko. Na razie jednak ruszamy przed siebie spokojnym tempem planując, co zrobimy/zjemy po powrocie do cywilizacji. Tak, tak, człowiek ulega takim niskim myślom nawet w najwspanialszych miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zahaczamy jeszcze o jurty. To znaczy, Damian zahacza, żeby spróbować Kumysu – sfermentowanego mleka od kobyły. Ja nie zamierzam ryzykować tej przyjemności. Ponieważ wypija pełny kubek i jeszcze jest w stanie powiedzieć, że dobre, to Kirgizi witają go z radością, częstują wódką, a nawet zapraszają na obiad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć brzmi to jak bardzo miłe doświadczenie, nie żałuje, że nie poszłam razem z nim. Nie mam wątpliwości, że nie przeszłabym próby kumysu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilku godzinach docieramy do Altyn Arsan – zgodnie ze znalezionymi w Internecie opisami jest to zawalona turystami dolina z gorącymi źródłami, infrastrukturą noclegową, a nawet restauracjami. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy na miejscu zastajemy około pięciu domów z szyldami reklamującymi gorące źródła. A turyści? Cóż spędzamy tam chwilę, więc rzeczywiście spotykamy około dziesięciu osób. Prawie jak na Krupówkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście nie ma tu przystanku. W każdym domu są samochody terenowe, więc można chodzić i pytać o przejazd do najbliższej miejscowości, ale ceny są kosmiczne. &lt;br /&gt;
Okazuje się, że jednak musimy zejść na dół. Nieplanowe piętnaście kilometrów spaceru potrafi zepsuć humor. Trochę szkoda, bo w innej sytuacji trasa byłaby bardzo malownicza i nawet my musimy w końcu przyznać, że jest warta zobaczenia. Nie tylko przez szybę samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku miejscowości Aksu zaczepia nas kierowca, który proponuje transport. Jest już osiemnasta, nie jedliśmy obiadu, nie mamy zapasu wody i nie mamy ochoty sprawdzać jak daleko jeszcze do przystanku. Jesteśmy świadomi, że przepłacamy ale jedziemy taksówką do Karakolu (przepłacamy znaczy, że za przejechanie kilkunastu kilometrów płacimy ok. 20zł).&lt;br /&gt;
Kolorowe napoje, menu po angielsku i prysznic w pokoju – jeszcze pięć dni temu nie sądziliśmy, że to taka wspaniała sprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 10'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czyli wyczekiwany dzień odpoczynku, w ramach którego jemy rano śniadanie, pakujemy się, kupujemy na mieście kilka potrzebnych drobiazgów i idziemy na maszrutkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie jest to żaden minibus ani shared taxi, ale prawdziwa maszrutka, gdzie jedzie się trzymając plecaki na kolanach, a i tak dobrze, że jest gdzie usiąść. Sympatyczna kirgiska babcia zagaduje Damiana... i  tu jest odpowiednie miejsce na pewną dygresję. Kiedy mówimy, że jesteśmy z Polski, to ludzie potrafią powiedzieć „pan, pani” (nie wiemy dlaczego akurat te dwa słowa), wymienić stolicę i ewentualnie skojarzyć nas z wojną przeciw Niemcom. Niektórzy z nich byli w Polsce, niektórzy oglądali po rosyjsku „Czterech pancernych”. Wspomniana babcia pyta o Annę German i Cybulskiego. A my? Ok, oboje jeszcze przed decyzją o wyjeździe wiedzieliśmy, że takie państwo istnieje, gdzie się mniej więcej znajduje i to, że jest byłą republiką Związku Radzieckiego. Tyle, a przecież wiele osób wie jeszcze mniej i pewnie nigdy nam nie przyszło do głowy, że to taki sam rodzaj ignorancji jak ten, którym obdarzają nas państwa zachodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do kanionu Skazka – to bardzo turystyczne miejsce, więc przy drodze znajduje się tablica z drogowskazem. Nic ponadto. Żadnych sklepików, jurt, tylko szczere pole. &lt;br /&gt;
Do kanionu idziemy na piechotę, choć wszyscy wjeżdżają tu samochodami. Ludzi jest całkiem sporo i o dziwo w większości miejscowych. Sama Skazka jest dosyć specyficznym miejscem, na które składają się wzgórza, pagórki i fantazyjne formacje z... gliny. Z jednej strony więc obserwujemy niesamowite kształty, z drugiej nieprawdopodobne kolory: różne odcienie żółtego sąsiadują z ceglaną czerwienią, pomarańczem, a nawet zielenią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko to wydaje się kruche i ulotne, aż strach po tym chodzić. Miejscowi turyści z własnym dziedzictwem obchodzą się dużo mniej delikatnie. Później zaczynamy rozumieć dlaczego. Takich miejsc jak Skazka jest w Kirgistanie wiele i nikomu jeszcze nie przychodzi do głowy, że trzeba je chronić, bo kiedyś mogą zniknąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy wracamy z tej krótkiej wycieczki przy wjeździe do kanionu stoi bus agencji turystycznej. Wylewają się z niego przyjezdni z zachodu w jasnych sportowych ciuchach, z iPhonami i lustrzankami. Ktoś robi nam zdjęcie. Nie wiem czemu, ale domyślam się. Mamy górskie buty, kapelusze, kijki i wielkie plecaki. Dla nich najwyraźniej wyglądamy jak egzotyczna ciekawostka. Pomyśleć, że my też mogliśmy wykupić wczasy w agencji, stać tam teraz i nawet nie rozumieć jakie to wszystko nieprawdziwe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadciąga burza lub też, zupełnie standardowo, pojawia się znikąd. Rozbijamy namiot niedaleko kanionu, gdzie jest cicho i spokojnie. Nigdzie już nie trzeba iść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 11'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano jest piękna pogoda, ale fala ciemnych chmur powoli nadpływa od strony gór. Zbieramy się, przechodzimy przez drogę i już jesteśmy na południowym brzegu Issyk-Kul. Pusta plaża, idealnie przejrzysta woda, bajka. Nie przepadam za sportami wodnymi, ale w takiej wersji potrafię sobie wyobrazić urlop nad jeziorem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pływamy, potem schniemy na słońcu, rozłożeni na karimatach. Ot poranek. Idziemy do drogi i bez trudu łapiemy stopa do Bałykczy. Kierowca wysadza nas, na przystanku, z którego odjeżdżają samochody do Narynia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do Narynia jest jednocześnie drogą do granicy chińskiej. Jest również drogą w remoncie albo budowie, więc spore odcinki pokonujemy zatopieni w wielkiej chmurze kurzu. Jednak dla miejscowych kierowców absolutny brak widoczności to nie jest żaden powód, żeby zwolnić lub zrezygnować z wyprzedzania „na trzeciego”. Docieramy na miejsce późnym popołudniem. &lt;br /&gt;
Tym razem korzystamy z pomocy agencji CBT, która pośredniczy w wynajmie mieszkań pomiędzy turystami, a lokalnymi mieszkańcami jak również w organizacji transportu. Dopytujemy się co można zobaczyć w okolicy. Oczywiście Tash Rabbat – jeden z niewielu zabytków Kirgistanu i jezioro Kel-Suu w dolinie Aksai – najnowszą atrakcję regionu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani w CBT zapewnia, że Aksai jest warte każdych pieniędzy, ale opłata okazuje się proporcjonalnie wysoka do tej sentencji. Wahamy się. Nie dlatego, że szkoda nam pieniędzy. Po prostu koncepcja zapłacenia za zobaczenie czegoś ładnego niebezpiecznie nam się kojarzy z kolorowo ubranymi ludźmi, którzy wysiedli z minibusa agencji turystycznej w kanionie Skazka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem kupujemy owoce. Większość smakuje okropnie. Jest wiele krajów, gdzie owoce są znacznie słodsze niż w Polsce, więc w ramach równowagi muszą też być takie, gdzie są one kwaśniejsze i mniej aromatyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 12'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia jedziemy zorganizowanym przez CBT busem do Tash Rabbat. Jest nas piątka: para z Belgii, która nie przyjechała tu na trekking i student z Izraela – Or, który tak jak my planuje trasę wokół jeziora Chatyr-Kol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróż przebiega w ciszy. Sam Tash Rabbat nie robi powalającego wrażenia, bo jest stosunkowo niewielką budowlą.  Oprócz Europejczyków przyjeżdża w to miejsce całkiem sporo miejscowych. Obok  dawnego karawanseraju czekają na gości turystyczne jurty z łóżkami w środku (sic) i rozkręcona na cały regulator muzyka. Wychodząc z cichego i mrocznego Tash Rabbat słyszymy Makarenę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno mi ocenić wrażenia osób, dla których to miejsce jest celem podróży. Dla nas jest ciekawym początkiem. Wyruszamy stąd do przełęczy nad Chatyr Kol. Pogoda jest umiarkowanie dobra, czyli jeszcze nie pada, ale na pewno będzie. Turystów na tej trasie nie ma praktycznie w ogóle, za to jest mnóstwo świstaków, które uciekają przed nami po zielonych zboczach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idziemy we trójkę, my i Or. Pogoda dosyć szybko migruje w stronę złej, więc jeszcze przed przełęczą rozbijamy namioty. Gotujemy obiady i rozmawiamy lub też zupełnie otwarcie wypytujemy Or’a o życie w Izraelu. Jego zdaniem żyje się normalnie jak w każdym innym kraju. Ani on, ani jego znajomi nigdy nie doświadczyli bezpośrednio ataków lub działań wojennych. Z drugiej strony jednak w Izraelu służba wojskowa wygląda zupełnie inaczej niż u nas: trzy lata dla mężczyzn, dwa lata dla kobiet – wszystkich, studentów też. Oraz w wypadku wojny. A wojna jest zawsze w wakacje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siekący deszcz leje coraz mocniej, stoimy obok namiotów i mokniemy wciągnięci w rozmowę. To niesamowite jak wiele zupełnie różnych światów współistnieje na ziemi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 13'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chmury stopniowo się podnoszą. Idziemy na przełęcz, którą dawniej przebiegał jedwabny szlak, więc wiemy, że nie będzie specjalnie stromo. Widoki po drodze są całkiem przyjemne, chwilami ładniejsze niż z samej przełęczy, ale to może być kwestia pogody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć i zaczynamy schodzić w dół, w stronę jeziora. Tu już kończą się szlaki. Mamy tylko niedokładną mapę kupioną w Naryniu i pomysł Or’a, aby otoczyć jezioro z lewej strony, gdzie nie ma żadnych gór, ale za to można poczuć prawdziwą przestrzeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chatyr-Kol nie jest tak lazurowy jak Ala-Kol, ale nadrabia pięknym tłem, które tworzy pasmo gór na chińskiej granicy. Idziemy kilka godzin niekończącą się równiną i dopiero wtedy zaczynam rozumieć, co to znaczy „czuć przestrzeń”, bo to rzeczywiście jest rodzaj wrażenia, tak samo jak zdobycie górskiego szczytu. &lt;br /&gt;
Tego dnia w ogóle nie spotykamy ludzi. Są tylko stada koni, które na nasz widok zrywają się do galopu i ustawiają w rzędzie, jakby szykowały się do walki z przeciwnikiem. Czy muszę dodawać, że widok koni galopujących na tle gór zapiera dech w piersiach?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzech godzinach docieramy do rzeki, która wypływa z jeziora. W CBT powiedziano nam, że jest na niej most, ale tutaj widać jak na dłoni, że to niemożliwe. Nie ma ludzi ani dróg, więc skąd miałby wciąć się most? Tym bardziej, że rzeka jest zbyt szeroka i głęboka, by wystarczyło przerzucić prowizoryczną kładkę z powalonego drzewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sprawdzamy na mapie. Wychodzi na to, że obejście jeziora i dotarcie do drogi po jego prawej stronie, to ponad czterdzieści dwa kilometry, czyli następnego dnia czeka nas maraton. &lt;br /&gt;
Słońce zachodzi pomarańczowo. Bardzo często wieczorami pada, więc to nasz pierwszy zachód słońca w kirgiskich górach. Nawet jeśli musimy się wrócić, i tak było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 14'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień maratonu, wbrew pozorom, nie jest ekscytujący. Idzie się po płaszczyźnie, więc pomimo dużego dystansu trasa nie wydaje się szczególnie męcząca i cóż, po prostu się idzie. &lt;br /&gt;
Poznajemy się trochę lepiej. Or jest studentem bio-chemo-geologii, a Kirgistan jest tylko jednym z przystanków na trasie jego trzymiesięcznych wakacji w Azji Środkowej. Jego prawdziwą pasją jest zbieranie minerałów i skamielin. Idąc z nami cały czas się zatrzymuje i ogląda kamienie. Czasem pokazuje nam coś ciekawego. Aktualnie pisze książkę o swoich podróżach i poszukiwaniu skamielin. Kilka dni później obiecuje, że się w niej znajdziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze spotykamy dwóch Kirgizów i po raz pierwszy znajdujemy w tym kraju ludzi, którzy nie mówią po rosyjsku. Poza nimi, nie ma tu nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod koniec trasy, już nad brzegiem jeziora trafiamy na jaki. Ludzie muszą być na tym terenie rzeczywiście rzadkością, bo chociaż staramy się jakoś od nich oddalić, to zwierzęta nie potrafią zrozumieć, że mogą się spokojnie paść i nie biec przed nami.  Idziemy z jakami przez jakąś godzinę nim  udaje nam się je zostawić. Całe szczęście, bo pewnie ciężko byłoby złapać z nimi stopa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem docieramy do przeciwległego brzegu jeziora. Stąd  do drogi jest już niedaleko, a do tego zapowiada się piękna noc. Jedynym naszym problemem jest brak wody pitnej, bo ta z jeziora nawet do uzdatnienia umiarkowanie się nadaje. Po drodze nie było ani jednego strumienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy o tym rozmawiamy podjeżdża do nas na koniach dwóch Kirgizów i namawiają, żebyśmy przyszli do ich jurt, bo są niedaleko. Mnie osobiście żal noclegu nad jeziorem, ale okazja odwiedzenia prawdziwej jurty też może się nie powtórzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idziemy więc. W jurtach nie ma łóżek, są piecyki, a także oświetlenie z żarówek, filmy DVD i pudełko z malutką owieczką w środku. Dostajemy całe mnóstwo herbaty, chleb i konfiturę z moreli. Rozmawiamy, oni próbują się dowiedzieć czegoś o nas i naszych krajach, my o nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pytamy skąd mają prąd. Okazuje się, że jurty wykorzystują baterie słoneczne. „Allah daje” – mówi ze śmiechem pasterz. &lt;br /&gt;
Po kolacji niesiemy owieczkę do mamy. Mała urodziła się tego samego dnia. Zastanawiam się jak teraz rozpoznają właściwą owce w stadzie, ale ta wybiega nam na przeciw. Pomagamy zagonić całą gromadę za ogrodzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kładziemy się spać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 15'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia na śniadanie jest świeżo upieczony przez „babuszkę” chleb i niezrównana konfitura z moreli. Nie można oczywiście zapomnieć o litrach herbaty. Pijemy z czarek, do których nieustannie ktoś nam dolewa kolejną porcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jurtach w ciągu lata mieszka pięć osób: dwóch braci, syn jednego z nich i dziadkowie. Dziadek ma osiemdziesiąt sześć lat i jeszcze jeździ konno. Na zimę wracają do miasta. Pytamy gdzie się czują lepiej i odpowiadają, że właśnie w mieście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo, że przez otwarte drzwi jurty widać chińską granice nigdy nie byli w Chinach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu zostajemy zaproszeni na kumys. Z tego, co rozumiemy jest to zaszczyt, cokolwiek jednak nie potrafimy go docenić. No i mam swoją próbę kumysu. Jakby posługując się szóstym zmysłem dają mi kubek, Damianowi pół litrowy kufel, a Or’owi małą czarkę. Damian dałby spokojnie radę kubkowi, ale kufel stanowi już dla niego wyzwanie. Ja jakoś staję na wysokości zadania. Piłam kiedyś len i nawet sfermentowane mleko od kobyły nie może się równać ze smakiem mielonego lnu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Or, który otrzymał najmniejszą porcję, ma z nią największy problem. Kirgizi zapowiadają, że nie wypuszczą nas dopóki nie wypije chociaż połowy. Zachowują się, jakby to była kwestia szacunku, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby czerpali przyjemność z takiego „znęcania się” nad przyjezdnymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Turystów  przyjmują często. Nie biorą od nich pieniędzy za gościnę. Nas proszą tylko o wysłanie zdjęć, bo bardzo je lubią. Jeden z braci zapisuje mi swój adres. Mam nadzieję, że uda mi się go przekopiować na kopertę i że kirgiska poczta coś z tego zrozumie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żegnamy się i idziemy łapać stopa. Choć jest to jedna z największych i najlepiej utrzymanych dróg w kraju, od strony chińskiej granicy nic nie jedzie. Czekamy, oglądamy kamyki, chyba pasja Or'a zaczyna nam się udzielać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Happy end następuje szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Zatrzymuje się jeden z pierwszych samochodów, które w ogóle pojawiają się na horyzoncie. W dodatku jest to komfortowy minibus agencji turystycznej. Wracamy do Narynia podziwiając widoki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia odwiedzamy CBT i okazuje się, że i tak już wysoka cena wyjazdu do Kel-Suu wzrosła niespodziewanie, a dojście do jeziora trwa tylko dwie godziny, więc mowa o jednodniowej wycieczce. Wydaje nam się to bez sensu. Rezygnujemy, zaczynamy planować co dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem, gdy decyzja już zapadła, idziemy do CBT zorganizować transport w zupełnie innym kierunku i spotykamy Amerykanina. Ta postać oczywiście ma imię, ale trudno mi go nazywać inaczej, bo jest on uosobieniem naszych stereotypów i zdawałoby się zafałszowanych wyobrażeń na temat tej nacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Amerykanin ściąga więc kowbojski kapelusz, przyjmuje niedbałą pozę i mówi z silnym filmowym akcentem : „czy to wy chcecie jechać do Kel-Suu?”. Na początku zaprzeczamy, wywiązuje się rozmowa, z której wynika, że mężczyzna już od kilku dni czeka w Naryniu na ludzi, którzy podzielą z nim koszty dojazdu. Trochę daje nam to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od słowa do słowa powoli zaczynamy się łamać, tym bardziej, że jest opcja noclegu nad jeziorem, a sam dojazd trwa sześć godzin, więc również pozwala zobaczyć spory kawałek kraju. Do samochodu wchodzą cztery osoby oprócz kierowcy, więc w naszej drużynie brakuje jeszcze jednej. Wychodzimy na zewnątrz i dokładnie w tej chwili, gdy najbardziej tego potrzebujemy, spotykamy Or’a. Streszczamy mu całą sytuacje, a on zastanawia się i odpowiada „I'm in” . Amerykanin dodaje entuzjastycznie, że on też w to wchodzi. My tylko w ramach konwencji wypowiadamy to samo zdanie, bo dokładnie tak wyglądałaby ta scena na filmie. Tak powinna zaczynać się przygoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 16'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wczesnym rankiem kierowca przyjeżdża pod nasz dom. Ponieważ zrozumieliśmy, że na miejsce można dojechać tylko samochodem terenowym, niezupełnie spodziewamy się starego audi z pękniętą szybą. Z drugiej strony, sami się buntowaliśmy przeciwko burżuazyjnemu modelowi turystyki, więc wysiadając z tego samochodu na pewno nie poczujemy się jak rozpieszczeni, zachodni turyści.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i już sama podróż jest przygodą. Nie dlatego, żeby audi miało jakiś problem z terenowymi wyzwaniami ani dlatego, żeby po drodze wydarzyło się coś niezwykłego. Amerykanin siada na przodzie i swoim podstawowym rosyjskim przetykanym angielskimi wstawkami rozmawia z kierowcą. Już za samo usłyszenie tego warto było zapłacić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się od tematów osobistych. Mężczyźni są rówieśnikami, ale Amerykanin rozwiódł się kilka lat wcześniej. Dla Kirgiza sam rozwód nie jest szokujący lecz dorosły mężczyzna bez żony już tak. „Jak można żyć bez żony?”. Trochę, jakby ktoś próbował tłumaczyć, że jest bezdomny z wyboru i dobrze mu z tym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja powoli schodzi na tematy polityczne, więc kirgiski kierowca pyta dlaczego Ameryka zaatakowała Liban. Zagadnięty zaczyna oczywiście coś opowiadać o dyktaturze i demokracji. Wtedy Kirgiz – ze względu na naszą słabą znajomość rosyjskiego – mówi prostymi słowami:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„W Kirgistanie żyją ludzie i haraszo. W Polsce żyją ludzie i haraszo. Dlaczego ludzie z Kirgistanu mieliby mieć coś do ludzi z Polski?” &lt;br /&gt;
Moim zdaniem, trudno to lepiej ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach odbicia piłeczki Amerykanin sprowadza rozmowę na temat Rosji i Putina. Jak łatwo zgadnąć ludzie, którzy do dziś posługują się językiem rosyjskim i mają pomniki Lenina w centrach miast są do tego kraju dosyć pozytywnie nastawieni. „My bracia” – mówi kierowca – „Rosja, Białoruś, Kirgistan, bracia”. Jego rozmówca pyta więc o atak na Ukrainę.&lt;br /&gt;
„Ludzie na Ukrainie sami sobie winni” – odpowiada mężczyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście w samochodzie zapada pełna zgrozy cisza, ale z drugiej strony... Potępiliśmy (my jako Europa Zachodnia) Putina i Rosję za atak na Ukrainę, ale kiedy Ameryka najechała Irak zaproponowaliśmy swoich żołnierzy. Dlaczego nie nazwaliśmy tego zbrodnią?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo pozwoliliśmy na wytłumaczenie, że „ludzie w Iraku sami sobie winni”. Ci wszyscy, którzy na co dzień żyli tam zupełnie normalnie nikogo nie krzywdząc i było haraszo zasłużyli sobie – w światowej opinii – na zniszczenie ich kraju działaniami wojennymi. Czym więc my „oświeceni Europejczycy” różnimy się od prostych ludzi w Kirgizji? Wychodzi na to, że kanałami w telewizji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Napoleon był takim samym zbrodniarzem jak Hitler” – mówi też kierowca w toku dyskusji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby wiemy, że nie ma jednej historii, ale łatwo zapomnieć jak bardzo subiektywny jest nasz obraz przeszłości. Wierzymy, że Napoleon był bohaterem, bo znajdowaliśmy się po właściwej stronie frontu. Kto wie co by było gdybyśmy umieli uczyć historii nieco bardziej obiektywnie i mówić o tym, że nie wszytko jest czarne albo białe? Nie chodzi mi o relatywizm moralny ani poprawność polityczną, a jedynie o przedstawianie wszystkich faktów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowca powiedział jeszcze:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Izrael, Polska, Ameryka, Kirgistan, w jednym samochodzie i haraszo. To po co wojny na świecie?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Och, gdyby było to takie proste! Wojny są na świecie, bo przynoszą pieniądze i dlatego, że istnieje całe mnóstwo ludzi, którzy nigdy nie znaleźli się w tym samochodzie. Nie rozmawiali z mieszkańcem Izraela patrząc mu w oczu ani z tym muzułmaninem (O zgrozo, choć moglibyśmy tego w ogóle nie zauważyć, jesteśmy w kraju islamskim), który pyta po rosyjsku : „dlaczego są wojny na świecie?”.  A także dlatego, że niektórzy nawet słysząc, że Napoleon był takim samym zbrodniarzem jak Hitler, nie będą się nad tym zastanawiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto wie ile jeszcze jest takich powodów, które nie przyjdą mi teraz do głowy, bo nie widziałam dostatecznie wielu światów ani nie słyszałam wystarczającej ilości wersji historii?Docieramy na miejsce. Choć całą drogę towarzyszyło nam intensywne słońce i błękitne niebo, gdy tylko siadamy do herbaty, którą częstują nas właściciele turystycznych jurt nadciągają burzowe chmury. Echo odległych grzmotów nie wróży najlepiej. Mimo, że zaczyna padać ruszamy, we trójkę, bo Amerykanin zostaje przy jurtach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze ulewa rozkręca się na dobre, więc robimy sobie przerwę na prowizoryczny biwak. Z kupionej w Castoramie płachty i kijków budujemy namiot, a potem siadamy w nim na swoich plecakach. Or wyciąga ciasteczka, a Damian gotuje wodę na herbatę. Jest haraszo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wznawiamy wędrówkę, gdy przestaje padać. Nie ma tu zbyt wyraźnych ścieżek, ale panom udaje się odnaleźć właściwą trasę i po jakimś czasie docieramy nad jezioro. Właściwie, to nie jest nawet do końca jezioro, lecz rzeka otoczona ze wszystkich stron wysokimi na kilkadziesiąt metrów skałami.  Żałuje, że nie jestem i nigdy nie będę w stanie opisać choćby w niewielkiej części jak tam jest pięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może spróbuję w ten sposób: kiedy dotarliśmy na miejsce rzuciliśmy plecaki i pobiegliśmy dookoła jeziora. Nie da się go obejść całego, ale spacer i tak zajmuje dłuższą chwilę. Robiliśmy zdjęcia, Damian sprawdzał warunki wspinaczkowe, wspólnie z Or’em zwiedziliśmy też dużą jaskinię, która stanowi tam dodatkową atrakcję. Nasze rzeczy bardzo szybko zniknęły nam z oczu. Zostawiliśmy wszystko: paszporty, sprzęt, pieniądze. W tamtej chwili to jednak nie miało znaczenia. To był najpiękniejszy widok w naszym życiu i nie mogliśmy zmarnować magii, którą świat nagle tak szczodrze nas obdarzył. Pomyśleć, że tak niewiele brakowało, byśmy tu nie przyjechali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch godzinach nasze plecaki czekają na nas cierpliwie wraz z rozrzuconymi kijkami. Zakładamy kurtki, bo oprócz tego, że nie zabezpieczyliśmy rzeczy, nie zważaliśmy też na zimny wiatr. Choć podejście nie było szczególnie długie ani strome, przynajmniej przy naszej aktualnej kondycji, to jesteśmy na wysokości 3500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozbijamy namioty nad brzegiem jeziora i gotujemy obiad. Wiatr się uspokaja, a noc okazuje się wyjątkowo ciepła. Popijając miejscowy Calvados z butelki po równie miejscowej ice tea, czekamy na gwiazdy. Tym razem jednak niebo pozostaje zachmurzone. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego, a my mamy już bardzo dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 17'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzi nas śpiew ptaków. Trudno powiedzieć dlaczego akurat w tym surowym krajobrazie jest ich tak dużo. Wychodzę z namiotu, siadam na jednym z kamieni i patrzę na jezioro, bo w tamtej chwili wydaje się to najbardziej właściwe. Bo tak powinna zakończyć się ta przygoda i ta opowieść.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście kończąc opis w tym momencie muszę zrezygnować z jeszcze kilku magicznych lub ciekawych momentów. Chcę jednak, abyśmy zapamiętali właśnie taki Kirgistan. Jesteśmy w środku gór, dokoła nie ma nikogo innego. Jest cicho i tak nierealnie pięknie, że aż trudno w to uwierzyć, ale z całą pewnością ten świat istnieje naprawdę. Nie potrafiłabym go wymyślić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Katarzyna Rupiewicz''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6814</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6814"/>
		<updated>2016-09-18T12:42:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kirgistan trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6813</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6813"/>
		<updated>2016-09-18T12:42:14Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kirgistan trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]]. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6812</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6812"/>
		<updated>2016-09-18T12:41:30Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kirgistan trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]]. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6811</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6811"/>
		<updated>2016-09-18T12:28:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyprawy&amp;diff=6810</id>
		<title>Wyprawy</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyprawy&amp;diff=6810"/>
		<updated>2016-09-18T12:22:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* Rok 2016 */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== Rok 2016 ==&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Kirgistan_2016|Kirgistan dzień po dniu]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|Anglia i jaskinie Yorkshire]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Alpy|Wyprawa Jaskiniowa Hoher Göll 2016]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Andy|ARGENTYNA: wyjście na Aconcagua]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Kreta_2016|GRECJA: Jaskinie i inne dziwności Krety]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2015 ==&lt;br /&gt;
* Centralna Wyprawa KTJ PZA Chiny'2015 - http://www.nowe.pza.org.pl/jaskinie/wyprawy/sprawozdania/54538&lt;br /&gt;
* [[Wyprawa Jaskiniowa Hoher Göll]]&lt;br /&gt;
* [[GSB na nartach - 500 km przez Beskidy]]&lt;br /&gt;
* [[Góry Kaukaz - Elbrus i Kazbek]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2014 ==&lt;br /&gt;
* [http://www.pza.org.pl/news.acs?id=2895804 CHINY - centralna wyprawa PZA]&lt;br /&gt;
* [http://www.pza.org.pl/news.acs?id=2738635 AUSTRIA - Goll'2014]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:RUMUNIA - majówka|Majówka w górach i jaskiniach Apuseni]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2013 ==&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Rejs - Wielkie Jeziora Mazurskie|WJM - rejs]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Francuska majówka|Francuska majówka]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|CHINY: Rekonesans w prowincji Chongqing]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Damian_2013|Wyprawa dookoła świata]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2012 ==&lt;br /&gt;
* Chiny: Centralna wyprawa KTJ PZA - http://www.pza.org.pl/news.acs?id=1677767&lt;br /&gt;
* Austria: Hoher Göll 2012 - http://www.pza.org.pl/news.acs?id=1574273&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Hiszpania_2012|HISZPANIA: Wspinanie w rejonie Barcelony]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Setsaa_2012|NORWEGIA: Spotkanie grotołazów w Setså oraz wędrówki]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Gruzja_2012|Tydzień w Gruzji albo Kaukaz w pigułce]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2011 ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Mont_Blanc_2011|Mont Blanc i inne]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Alpy_2011|I feministyczno – geriatryczna wyprawa klubowa Gran Paradiso – Monte Viso]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Hagengebirge_2011|Austria - Hagengebirge]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Lofoty_2011|Wspinanie na Lofotach]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Oman_2011|Wyjazd sportowo-poznawczy do jaskiń Omanu]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:THR_2011|Narciarski trawers Tatr]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2010 ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|Wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Czarnogora_2010|Czarnogóra - wyprawa do wapiennych gór]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Portugalia|Portugalia - szlakiem portugalskim do Santigo]]&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Szwajcaria|Szwajcaria - starcie z Matterhornem]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2009 ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Usa Kanada/USA - wyprawa rowerowa - Great Divide]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Hagen Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Hagengebirge&lt;br /&gt;
* Indie, Nepal - wyprawa trekkingowa wokół Annapurny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2008 ==&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Sylwester_w_Norwegii_2008|Norwegia - zabawy na śniegu w sylwestra]]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll08.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hagen08.htm Austria  - Hagengebirge 2008]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_lofoty08.htm Norwegia - wspinaczki na Lofotach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rumunia-08-1.htm Rumunia - off road i jaskinie]&lt;br /&gt;
* Włochy - Dolomity&lt;br /&gt;
* Rumunia - jaskinie Karpat Zachodniorumuńskich&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2007 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_meksyk07.htm Meksyk - wulkany, jaskinie i piramidy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll07.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_dolomity07.htm Włochy - Dolomity]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_camino07.htm Hiszpania - Moje Camino czyli na przełaj przez Europę]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_turcja07.htm Turcja -  Rowerem do Turcji]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hiszpania07.htm Hiszpania - Picos de Europa i Pireneje]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_czarnohora07.htm Ukraina - skiturowa wyprawa na Czarnohorę]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_alpy07.htm Francja - Parc National des Ecrins]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2006 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll06.htm Austria - eksploracja masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_gotland06.htm Szwecja - żeglarska wyprawa na Gotlandię]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_maroko06.htm Maroko]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hiszp06.htm Wyprawa rowerowa El Camino]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_czarnohora06.htm Ukraina - Czarnohora]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_wegry06.htm Węgry - Jaskinie parku Aggtelek]&lt;br /&gt;
* [http://dzyndzyryndzy.w.interia.pl/ten1.html Teneryfa - rowerowa eskapada Stanisława Zawady]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2005 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll05.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_moldowal05.htm Mołdowa - jaskinie w gipsach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_ukrl05.htm Ukraina - przejście Czarnohory]&lt;br /&gt;
* Rejs po Bałtyku&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_francja05.htm Jaskinie Francji]&lt;br /&gt;
* Gotlandia - wspinaczki na klifach&lt;br /&gt;
* Rumunia - jaskinie i góry&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_slow05.htm Słowenia i Chorwacja]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2004 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll04.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rum.htm Góry i jaskinie Rumunii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_balt.htm Kraje nadbałtyckie]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_mb.htm Alpy - Mount Blanc]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_borl.htm Dania - wspinaczki na Bornholmie]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_dolom.htm Włochy - feratty w Dolomitach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_pirynej.htm Hiszpania i Francja - treking w Pirenejach]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2003 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll.htm Austria - Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_picos.htm Hiszpania - Picos de Europa]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rejs.htm Gotlandia - wyprawa żeglarska &amp;quot;Kuszy&amp;quot;]&lt;br /&gt;
* Polska - dookoła rowerem 1 lipiec - 13 sierpien &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2002 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_gol2.htm Austria Hoher Goll, jaskiniowa wyprawa eksploracyjna w Alpy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_benelux.htm Kraje Beneluxu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2001 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_wegry.htm Węgry]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_austria01.htm Austria]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_korsyka.htm Korsyka]&lt;br /&gt;
* Ukraina&lt;br /&gt;
* Czechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2000 ==&lt;br /&gt;
* Austria&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_norway.htm Norwegia]&lt;br /&gt;
* Czechy&lt;br /&gt;
* Bornholm&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 1999 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_austria99.htm Austria]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_usa.htm USA]&lt;br /&gt;
* Kaukaz - wejście na Elbrus&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Archiwum ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_przejscie.htm Przejście polskiego łańcucha Karpat]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_dook_pol.htm Rowerowa wyprawa dookoła Polski]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_przez_slow.htm Rowerowa wyprawa na Słowację i Węgry]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_splyw.htm Spływ pontonem Wisły z Oświęcimia do Warszawy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_splyw1.htm Spływ kajakowy górnego Dunajca i Popradu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel.htm Wyprawa speleologiczna do Jugosławii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/tunezja.htm Wyprawa rowerowo - speleologiczna do Tunezji]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_nor.htm Wyprawa speleologiczna do Norwegii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_mong.htm Wyprawa trekingowa do Mongolii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_hiszp.htm Wyprawa speleologiczna do Hiszpanii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_kaukaz.htm Wyprawa speleologiczna w Kaukaz]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_indie.htm Wyprawa trekingowa do Indii i Nepalu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_bornho.htm Wyjazd rowerowy dookoła Bornholmu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/argent.htm Wyprawa trekingowa do Argentyny]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/anglia.htm Wyprawa do jaskiń Wielkiej Brytanii]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Kirgistan_2016&amp;diff=6809</id>
		<title>Relacje:Kirgistan 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Kirgistan_2016&amp;diff=6809"/>
		<updated>2016-09-18T12:21:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: Nowa strona: == '''Kirgistan dzień po dniu''' ==   ''Można zastanawiać się nad polityczną zasadnością działania Uni Europejskiej. Trudno jednak nie zauważyć, że na tym najniższym poziomi...&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;== '''Kirgistan dzień po dniu''' ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Można zastanawiać się nad polityczną zasadnością działania Uni Europejskiej. Trudno jednak nie zauważyć, że na tym najniższym poziomie codzienności staliśmy się już jednym krajem. Nosimy te same ubrania, mamy te same sklepy i produkty, jeździmy takimi samymi samochodami, a nawet urządzamy mieszkania z tym samym katalogiem Ikea w ręce.''&lt;br /&gt;
''Oczywiście wciąż się różnimy kulturą i mentalnością, ale te różnice są znane, oswojone. Gdy napotkani ludzie zachowują się inaczej niż my, mówimy „no tak Włosi”, „Wiadomo, Francuzi”, „Hiszpanie!”. Podróż po Europie to poszukiwanie innej przyrody, kuchni albo zabytków, ale już nie inności jako takiej.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wyjeżdżając do Azji nie byliśmy pewni, czego się spodziewać. Nie wiedzieliśmy jak czuje się obcy, który nie rozumie otaczającej go rzeczywistości. Dziś już wiemy, że w prawdziwej podróży każdy dzień jest osobną przygodą.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O szóstej rano zostawiamy samochód w Ostrawie i idziemy na dworzec. Jedziemy Pendolino do Pragi, bo jest znacznie tańsze niż pociąg z Polski. Najwyraźniej międzynarodowa podróż musi kosztować więcej niż zwykły przejazd czeską koleją, której przecież niczego nie brakuje. W cenie jest woda mineralna, gazety, wi-fi i papier toaletowy w kaczuszki.&lt;br /&gt;
Na dworcu w Pradze przesiadamy się do autobusu, który wiezie nas prosto na lotnisko. Czeska część podróży przebiega idealnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny etap to lot Turkish Airlines z przesiadką w Stambule. Przyjazd do stolicy Turcji tydzień po nieudanym zamachu stanu i dzień po wprowadzeniu stanu wyjątkowego w Turcji początkowo wydaje się być szaleństwem. Później okazuje się, że gdyby nie histeryczne doniesienia mediów nigdy byśmy nie zauważyli, że w kraju dzieje się coś złego. Komfort podróży Turkish Airlines robi wrażenie podobnie jak wielkość Stambułu. Widziany nocą z okna samolotu wydaje się nie tyle miastem, co całym państwem nieustannie pulsującym setkami świateł. &lt;br /&gt;
Do Biszkeku przylatujemy o piątej nad ranem miejscowego czasu. Wbrew pozorom wcale nie jesteśmy na miejscu, bo pierwszą noc chcemy spędzić w górach, a dokładniej w położonym blisko stolicy rejonie Ala Archa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wiemy jakim busikiem (maszrutką) się tam dostać i teoretycznie wiemy skąd odjeżdża. Pierwsza rzecz, której uczymy się o podróżowaniu na wschodzie: tutaj wie się coś na pewno albo wcale. My więc w ogóle nie wiemy jak dostać się na rzeczoną maszrutkę. Pytanie kierowców innych busów mija się z celem, bo kilku pod rząd zapewnia, że zawiozą nas, gdzie tylko sobie życzymy. Ale my nie potrzebujemy wynajmować całej maszrutki na dwie osoby!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pytamy kilkudziesięciu miejscowych o drogę i dostajemy kilkadziesiąt różnych odpowiedzi. Dwie jednak się powtarzają: „nigdy nie słyszałem o Ala Archa” i „spod bazaru Osz”.&lt;br /&gt;
Cały czas więc z wielkimi plecakami i bagażami podręcznymi w ręku biegniemy przez miasto poszukując bazaru Osz. Jakimś cudem docieramy na właściwy przystanek lub raczej na trzy, które znajdują się w bliskim sąsiedztwie bazaru. Znowu pytamy miejscowych i otrzymujemy dokładnie trzy rodzaje odpowiedzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie lądujemy na największym z przystanków, gdzie aż roi się od busików. Przy czym roi się, to określenie nieprzypadkowe, bo maszrutki podjeżdżają i odjeżdżają zatrzymując się w przypadkowych miejscach i nieustannie trąbiąc. Siadamy w tym zgiełku i narastającym skwarze, ale „naszej” maszrutki nie udaje nam się wypatrzyć. O tym, że widzimy inną, która jedzie w to samo miejsce, nie mamy się jak dowiedzieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu poddajemy się i bierzemy taksówkę. Kierowca bez wahania podaje cenę, mimo że nie wie, gdzie jest Ala-Archa. Na skrzyżowaniach wychyla się przez okno i pyta miejscowych o drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak docieramy do bramy parku narodowego skąd ruszamy na piechotę do Alplageru – ośrodka, przy którym znajduje się wejście na szlak. To raptem dwanaście kilometrów asfaltowej drogi z pięknymi widokami dookoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym momencie trzeba dodać, że jest dziesiąta rano czasu miejscowego lub też szósta czasu polskiego, czyli nasza podróż trwa już dłużej niż dwadzieścia cztery godziny. Pewnie dlatego w ogóle nie zastanawiamy się ładując bagaże podręczne z całym mnóstwem niepotrzebnych drobiazgów do plecaków i nabierając jedną butelkę wody.&lt;br /&gt;
Mamy więcej szczęścia niż rozumu, bo udaje nam się złapać stopa. Bez trudu zatem docieramy do Alplageru. Pouczeni przez wszystkie blogi podróżnicze chcemy zapłacić, ale kierowca nie przyjmuje od nas pieniędzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opisami niezadowolonych zachodnich turystów Alplager, to dwa hotele i sklepik – podobno wiecznie zamknięty. Wstępny plan zakładał zostawienie w hotelu depozytu z wszystkimi niepotrzebnymi rzeczami, ale nie robimy tego. Nie dobieramy nawet wody, chociaż żar nieprzerwanie leje się z nieba. Nad wodospad, gdzie możemy spędzić noc są przecież tylko trzy godziny drogi...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy zepsuje niespodziankę, jeśli powiem, że nie docieramy tego dnia nad wodospad? Rozbijamy namiot jakieś dwieście metrów wcześniej, bo pokonanie tego odcinka okazuje się dla mnie zbyt trudne. Po trzydziestu sześciu godzinach podróży i dwunastu godzinach bez jedzenia muszę walczyć o każdy krok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo, że większość trasy nie była, ani stroma, ani wymagająca, zapamiętam to jako najtrudniejsze podejście w moim z życiu. Jeden z dowodów na to, że nie wysokość szczytu, a warunki przesądzają o skali dokonania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis dnia drugiego należałoby zacząć od tego, że większość turystów w Ala Archy dochodzi tylko do wodospadu (oczywiście spośród tych, którzy w ogóle wychodzą ponad Alplager). Z tego względu znaleźliśmy bardzo niewiele relacji na temat dojścia do Racek Base Camp. W zasadzie przypominam sobie tylko dwie. Jedna opisywała dramatyczną walkę ludzi pokonanych przez chorobę wysokościową, a druga mówiła o dwóch godzinach drogi. Z perspektywy mogę powiedzieć, że prawda leży gdzieś po środku, ale my przyjęliśmy wspomniane dwie godziny za pewnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedynym przebłyskiem zdrowego rozsądku jest wyciągnięcie i ukrycie przy szlaku kilku nadmiarowych kilogramów z plecaków. &lt;br /&gt;
O ile trasa do wodospadu okazała się całkiem sympatyczną ścieżką, o tyle podejście do Base Camp było obiektywnie za strome i wymagające kondycyjnie. Robienie go w pełnym słońcu na pewno nie ułatwiało sprawy. Robienie go w pełnym słońcu, z chorobą wysokościową i deficytem cukru...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobno wszystkie trudy wędrówki ma nam wynagrodzić widok ośnieżonych szczytów pod koniec trasy. To nie do końca prawda. Góry w tym rejonie są bardzo alpejskie. Podejrzewam, że większe wrażenie robią na osobach, które w Alpach nigdy nie były albo nie spodziewały się wielkiego „łał”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy widać za to lodowiec. Nie jakieś płaty śnieżne tylko wielkie ściany prawdziwego lodowca. Łał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia mieliśmy podchodzić na Uchitel (4550 m.). Uczciwie jednak informuje Damiana, że zważywszy na imponujące czasy przejścia, jakie osiągałam przez ostatnie dwa dni, mam marne szanse na przeżycie ataku szczytowego. Niestety, trudno dyskutować z faktami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach dnia restowego wstajemy więc wcześnie rano i schodzimy na dół. Pozwala nam to uniknąć palącego słońca, zwłaszcza na najbardziej stromym odcinku pomiędzy Racek Base Camp, a wodospadem. Tym razem nie powtarzam błędów z ostatnich dni i wyciągam z plecaka czekoladę, gdy tylko pojawia się pierwszy kryzys. Dopiero po zażyciu połowy tabliczki uświadamiam sobie, że nie zrobiliśmy zdjęć w Racek Base Camp. Cholera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zejście zajmuje nam około czterech godzin i w Alplagerze jesteśmy o jedenastej. Nasz pierwotny plan zakłada poszukiwanie maszrutki albo taksówki, która przywiozła tu turystów. Pierwszy samochód zatrzymuje się jednak nim zaczynamy się rozglądać za środkiem transportu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Veronika i Andrej to Rosjanie. Wiozą nas do Biszkeku, a tam wzywają taksówkę na dworzec. Veronika grozi kierowcy palcem, żeby tylko nas nie oszukał. Potem żegnają się z nami serdecznie. Oni również nie przyjmują od nas pieniędzy, mimo że przejechaliśmy z nimi naprawdę długą trasę. To by było na tyle, jeśli chodzi o krzewiony w Internecie obraz chciwych mieszkańców Kirgistanu.&lt;br /&gt;
Na końcu trasy pouczony taksówkarz pokazuje nam taksometr. O taksometr?! Czyli jednak dotarło do nich to urządzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten oto sposób trafiamy w miejsce, skąd odjeżdżają sharowane taksówki do Karakol. Oczywiście tak zwane taksówki, bo trudno zgadnąć jak to wszystko tutaj działa od strony prawnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upieramy się, że chcemy jechać maszrutką, więc trafiamy do minibusu, który ma odjechać za pół godziny. Mamy akurat tyle czasu, żeby kupić miejscowe bułki z ziemniakami i schłodzoną ice tea. Trzy godziny czekania w kirgiskim słońcu później, zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że nie rozumiemy zasad rządzących tutejszym transportem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Co chwilę podjeżdża jakiś drogi samochód, którego pasażerowie wysiadają bądź nie, negocjują warunki przejazdu, przesiadają się do innego samochodu, wracają z powrotem. Turystów w tym zamieszaniu prawie nie widać. W większości to skomplikowana gra miejscowych, którzy kłócą się przekrzykują, poklepują po plecach. Rozumiemy z tego tylko tyle, że nasz busik zapełnia się bardzo wolno. W końcu rusza znacznie później niż powinien.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oto doświadczamy prawdziwego przejazdu maszrutką przez Kirgistan. Wprawdzie miejsca mamy sporo, ale kierowca pędzi jak szalony, a chwilami nawet leci wyrzucany w powietrze na wybojach. Dziur na trasie nie brakuje, więc bawimy się świetnie. Trudno policzyć ile razy unosimy się ponad siedzenia. Czasami nawet spadamy przed nimi. Ech, nie był w Kirgistanie kto nie jechał spóźnioną maszrutką z Biszkeku do Karakolu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pośpiechu kierowca kulturalnie odwozi każdego pod wskazany adres. My prosimy, żeby nas wysadzić w centrum miasta, bo liczymy na to, że nocleg sam się znajdzie. W ten sposób lądujemy tuż przed zmrokiem na głównej ulicy Karakolu, gdzie nie ma nawet kogo zapytać o drogę. Prawdopodobnie wyobrażając sobie to miejsce na podstawie opisów w Internecie mieliśmy przed oczami obraz Zakopanego. Tymczasem Karakol wcale nie ma Krupówek, setek szyldów wabiących turystów ani nawet jakiegoś szczególnego centrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia idziemy po prostu przed siebie i jakimś cudem trafiamy na hostel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 4'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan jest taki, żeby od razu jechać w góry, ale dnia czwartego pada. Następuje wymuszony dzień odpoczynku, kiedy zakwasy z Ala Archy po raz pierwszy mają czas się odezwać. &lt;br /&gt;
Próbujemy zmienić znaleziony na szybko hostelik, ale opinie użytkowników Tip Advisory okazują się bezużyteczne. Odkrywamy, że nawet w tak skromnej, na pierwszy rzut oka, miejscowości jak Karakol można znaleźć nieprawdopodobnie drogie noclegi. W efekcie zostajemy w klimatycznym „Neoficie”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach dnia deszczowego poznajemy Karakol, który przypomina nam Polskę początku lat '90. W spożywczakach jest mnóstwo cukierków i ciastek na wagę. Znajdujemy też sklepy z porcelanowymi figurkami i innymi ozdobami do mieszkania, a także całe mnóstwo aptek i stoisk z telefonami komórkowymi. O ile fenomenalna popularność telefonów pasuje do tego miejsca, o tyle nie wiemy czemu mieszkańcy potrzebują aż tylu aptek. Jest ich więcej niż piekarń, mięsnych i spożywczych, kto wie czy nie razem wziętych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na obiad wybieramy jedną z lepszych restauracji w mieście: cafe Zarina. Pierwsza ciekawostka: knajpa ma vip roomy, czyli stoliki w małych zamykanych pokojach, jak najbardziej z napisem „VIP”. Wygląda na to, że korzystają z nich głównie miejscowi, bo turyści nie rozumieją jak to jest być kirgiskim VIP-em.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Większość pozycji w menu, to oczywiście potrawy mięsne. Zarina jest porządną knajpą, więc tradycyjne dania skomponowane zostały z wyjątkowo chudych i ładnych kawałeczków. Prawdziwa kirgiska kuchnia stoi bowiem tłuszczem i cebulą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie jest jednak tak tragicznie jak straszą Internety. W typowych turystycznych miejscowościach wegetarianin nie umrze z głodu. Po pierwsze, personel wydaje się być przeszkolony na tę ewentualność i można odnieść wrażenie, że dosyć duży odsetek przyjezdnych to roślinożercy. Po drugie, w wielu restauracjach można znaleźć w karcie duży wybór sałatek. Najczęściej przypominają naszą klasyczną jarzynową, ale różne inne ciekawostki też da się upolować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W kirgiskiej restauracji nie ma za to miejsca dla ludzi nieużywających soli. Oto po długich podróżach po Europie trafiliśmy do ziemi obiecanej. Tutaj potrawy soli się w trakcie ich przygotowywania. Nikt nie zaserwuje nam niedoprawionej sałatki albo – o zgrozo – jajecznicy do samodzielnego posolenia już na talerzu. Dostajemy tylko gotowe kompozycje smakowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejną miła odmianą po europejskich podróżach jest herbata. Tutaj nie trzeba długo literować tego słowa, żeby kelner przyniósł szklankę jakiegoś owocowego naparu. W każdej, najmniejszej nawet knajpce dostaniemy czarną herbatę, do której nasze Liptony i Dilmahy nie mają startu. W dodatku kosztuje grosze (dosłownie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na sam koniec rekomendacji kulinarnych warto jeszcze polecić miejscowe koniaki : Biszkek i Kirgistan. Cena nieproporcjonalnie niska w stosunku do jakości. Rzeczywiście są słońcem zaklętym w butelce. Pewnie dlatego pijemy je najczęściej wtedy, gdy prawdziwego, kirgiskiego słońca brakuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 5'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z prognozami powinno padać przez cały dzień, ale rano wychodzi słońce. Rzucamy więc wszystko i biegniemy w góry, a właściwie to na bazar. Tutaj każda przygoda zaczyna się na bazarze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do sanatorium Jeti-Oguz. W Kirgistanie najtrudniej oswoić się z tym, że miejsca będą wyglądały zupełnie inaczej niż je sobie wyobrażaliśmy. Na przykład sanatorium, to ustawione w półkole przyczepy – bardzo podobne do tych, które można było kiedyś (nadal?) spotkać w wesołych miasteczkach. Da się w nich coś kupić, ot cała infrastruktura turystyczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szutrową drogą idziemy w stronę doliny kwiatów, ale dosyć szybko łapiemy stopa, który pozwala połknąć około trzech godzin trekkingu. Myliłby się jednak ten kto pomyśli, że przejażdżka jest pójściem na łatwiznę. To przygoda sama w sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy upchnięci z pięcioosobową rodziną w szoferce starej ciężarówki. Na pace jedzie krowa z cielakiem. Samochód ma dziurę w podłodze, a kierowca zatrzymuje się regularnie, by nabrać wody z rzeki i schłodzić nią silnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pewnym momencie ciężarówka musi przekroczyć dosyć duży rów z wodą. Kierowca wyciąga więc w trakcie jazdy drążek zmiany biegów, przestawia coś wewnątrz mechanizmu i samochód Batmana jest już gotowy do zanurzenia. Przez dziurę w podłodze widzimy jak woda przykrywa oś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten sposób docieramy do doliny kwiatów, gdzie – o dziwo – nie ma kwiatów. W każdym razie nie o tej porze roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku trasy, gdzie jakimś cudem, dojeżdżają zupełnie zwyczajne samochody, spotykamy całkiem sporo miejscowych. Potem droga się kończy i kończą się ludzie, a my wchodzimy do doliny Teleti.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ciągu kilku godzin przyjemnego spaceru trafiamy tylko na konie. Przechodzenie przez środek stada, które nie reaguje już na obecność turystów, to doświadczenie z pogranicza magii. Człowiek czuje gdzieś w środku, że dzieje się coś wyjątkowego, ale nie potrafiłby tego nazwać ani wytłumaczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem spotykamy idącą z naprzeciwka parę. Tak jak my idą do Ala Kol, ale zawrócili, bo nie udało im się znaleźć miejsca, gdzie można przekroczyć rzekę. Za naszą radą rozstawiają namioty i postanawiają spróbować rano. Na co dzień mieszkają w Paryżu. On studiuje psychologie, a ona jest adwokatem w fundacji walczącej o prawa pracowników w krajach trzeciego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem pijemy koniak z plastikowej butelki po ice tea i rozmawiamy o tolerancji w naszych krajach. Nigdy więcej się nie spotykamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 6'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia mamy stawić czoła największemu wyzwaniu naszego trekkingu, a właściwie to dwóm, bo oprócz przełęczy Teleti(3800 m.) musimy przekroczyć też rzekę, która po nocnym deszczu wydaje się jeszcze bardziej wezbrana niż poprzedniego wieczora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia również Damian jest chory (zatrucie wodą). Zarzeka się, że nic mu nie dolega i początkowo rzeczywiście zostawia mnie daleko w tyle. Wkrótce jednak okazuje się, że po raz pierwszy, to ja muszę udźwignąć ciężki plecak i odpowiedzialność bycia tym silniejszym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim jednak zacznę udawać silną i zaradną panikuję przed przejściem przez rzekę. Bez trudu odnajdujemy oznaczone kopczykami miejsce jej przekraczania. Ściągamy buty. Damian idzie pierwszy. Ja jestem półprzytomna ze strachu, chociaż jako druga, wiem już na pewno, że przejście jest możliwe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzeka na tym odcinku jest dosyć szeroka, ale dzięki temu nawet w najgłębszym miejscu sięga tylko za kolana. Mimo to potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której nurt przewraca drobniejszą osobę. W każdym razie idąc przez rzekę, wyobrażam to sobie nieustannie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień spotykamy zaledwie kilka osób. Bardzo niewielu turystów wybiera się na Pass Teleti, bo pogoda nie zachęca do spacerów. Chociaż nie pada, jest pochmurno, a cała trasa wygląda jak scenografia do filmów o Marsie. Widzimy niewiele więcej niż otaczające nas zewsząd skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla nas najważniejsze jest jednak to, że udaje się przekroczyć przełęcz, mimo wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 7'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstajemy i zbieramy się wcześnie rano. Czego to my dzisiaj nie zrobimy? Ruszamy raźno przed siebie nie zważając na pierwsze krople drobnej mżawki. Przerabialiśmy to już dzień wcześniej, więc nie mamy wątpliwości, że pokropi i przestanie. Akurat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy godziny w deszczu później zaczyna się przygoda w lesie. Prawdopodobnie idziemy ścieżką, którą schodzą rocznie setki turystów i większość z nich nie tylko nie poczuła na karku oddechu śmierci, ale nawet nie odnotowała lekkiego łaskotania kortyzolu. Góry przy dobrej i złej pogodzie to jednak dwa zupełnie różne miejsca. Całodzienna zlewa nie jest oczywiście jeszcze najgorszym co może nas spotkać, ale zejście po osuwającym się błocie przyprawia o szybsze bicie serca. Tym bardziej, że trwa bardzo długo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ścieżka wiedzie w dół, przez las, a przy każdym kroku zjeżdża się coraz niżej i niżej niż się planowało. Napotykamy dużą grupę Czechów, którzy dzielą trasę na krótkie odcinki i pokonują ją małymi kroczkami. Damian wyprzedza ich bez trudu. Ja dopiero po dłuższym czasie zbieram się na odwagę, by dosłownie przejechać obok nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wreszcie bezpiecznie lądujemy na płaskiej ścieżce nasze ubrania i – a jakżeby inaczej – niezabezpieczone plecaki są już kompletnie mokre. Idziemy dalej do miejsca oznaczonego na mapie jako Karakol Base Camp. Podobno można tam kupić Coca Colę, a my chętnie byśmy zapłacili za coś ciepłego i kawałek dachu nad głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, szybko uświadamiamy sobie, że w górach Kirgistanu infrastruktura dla turystów dopiero raczkuje, więc im wyżej, tym trudniej jej się wdrapać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemoczeni docieramy do grupy namiotów, gdzie nikt nas nie zaprasza na herbatę i nie proponuje suchego noclegu. Świat bez kapitalizmu jest znacznie mniej sielankowy niż mogłoby się wydawać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nic to że pada, a jedyna nadzieja właśnie umarła. Trzeba iść dalej. Jakiś kilometr za Base Campem zatrzymujemy się pod drzewem, gdzie trzęsąc się odbywamy sympatyczną konwersacje z innym turystą z Polski. Od niego dowiadujemy się, że klimat Środkowej Azji właśnie teraz zaczął się gwałtownie zmieniać. W Kazachstanie są powodzie, a w Biszkeku – dzień po naszym wyjeździe – wiatr unosił stoliki w powietrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkany rodak podszedł do jeziora od strony Aksu. Padało. Dzisiaj wraca do Karakolu i już się cieszy na myśl o noclegu w hostelu. Możemy oczywiście iść z nim, ale dajemy pogodzie czas do jutra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znajduję suche miejsce pomiędzy dwoma drzewami, a Damian robi dach z kupionej w Castoramie plandeki za osiem złotych. Zachodni turyści patrzą na nas z zazdrością. Zakładamy puchowe kurtki, rozkładamy namiot i rozwieszamy mokre rzeczy. Mimo nieudanego dnia zasypiamy zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 8'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzimy się w chmurze. Wszystko, co zostawiliśmy do suszenia jest nadal mokre, a wokół nas rozkwitło wielkie namiotowe miasteczko. Idziemy spać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano numer dwa wygląda już dużo lepiej. Pogoda w Kirgistanie potrafi zmieniać się o sto osiemdziesiąt stopni, więc nagle wita nas piękne słońce i bezchmurne niebo. Namioty dookoła topnieją i odpływają, ale my mamy czas. Czekamy aż nasze rzeczy wyschną i o dziwo udaje nam się wrócić do punktu wyjścia. Jesteśmy cali zdrowi i susi, więc możemy zacząć jeszcze raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek podejścia do Ala-Kol wiedzie przez las i jest dosyć łagodny. Później panorama otwiera się na piękne widoczki. Duża część ścieżki biegnie bezpośrednio obok strumienia, a nawet obok wodospadu. Jak łatwo zgadnąć spacerowanie „wzdłuż” wodospadów nie jest szczególnie rekreacyjne, bo znajdujemy się już bardziej w pionie niż w poziomie. Widokowo jednak nie ma powodów do narzekania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad Ala-Kol docieramy w miarę wcześnie. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to, że „jezioro jak jezioro”. No dobrze, jest oczywiście pięknym jeziorem w górach, ale nie bardziej niż podobne miejsca na Słowackich Tatrach czy nawet nasze rodzime Morskie Oko. Podkreślam jednak, że ta myśl zrodziła się w chwili, gdy jeszcze nie wiedziałam, że to jest zaledwie początek, żeby nie powiedzieć „począteczek” Ala-Kol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opisami obejście jeziora zajmuje dwie godziny i wtedy można nocować po jego drugiej stronie.  Robimy więc zdjęcia i idziemy dalej, a im dalej w Ala-Kol tym piękniej. Największe wrażenie robi dokładnie przeciwległy brzeg jeziora i pod tym względem zazdroszczę osobom, które pokonują tę trasę w przeciwną stronę niż my. Ich pierwsze wrażenie musi być dużo lepsze. Ośnieżone szczyty otaczają wodę, która ma idealnie morski odcień, jak kredka. Odróżnia się tym od pozostałej części tafli – bardziej lazurowej, jak moja kurtka.  &lt;br /&gt;
Otoczenie jeziora rzeczywiście zajmuje dwie godziny, ale dochodzi się do wejścia na kolejną przełęcz, a nie miejsca na nocleg. Jest już późno, jesteśmy zmęczeni (no dobrze, tylko ja jestem), a przekroczenie przełęczy na oko będzie trwało kilka godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja, bo na inną nie ma czasu i idziemy. Towarzyszy nam cień, który stopniowo ogarnia tę część doliny i robi się chłodno, czujemy to nawet podchodząc. Na przełęczy (3860 m.) jest naprawdę pięknie, ale nie mamy za wiele czasu na cieszenie się tą chwilą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybkie zdjęcia i idziemy dalej. Początek zejścia jest stromy, później mamy do pokonania długi odcinek osypującego się, drobnego piargu. W tych warunkach trudno spieszyć. Mimo to staramy się dostać tak nisko jak to tylko możliwe. Namiot rozbijamy już po zmroku, pomagając sobie czołówkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to najzimniejsza noc w całej naszej podróży, ale też najpiękniejsza. Po raz pierwszy widać GWIAZDY. Nie takie gwiazdy jak u nas, ale właśnie takie pisane dużymi literami.&lt;br /&gt;
To jeden z tych widoków, które powodują straszny smutek, bo nie można go oddać na fotografii, opisać ani skutecznie zachować w pamięci. Mimo że niewątpliwie wart jest uwiecznienia, znika gdy tylko wracamy do namiotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 9'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpiękniejsze w nocowaniu pod namiotem w górach są poranki. Człowiek budzi się, wychodzi na zewnątrz, a świat dookoła wydaje się nierealnie piękny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo zamarzniętej trawy pogoda jest chwilowo idealna. Chwilowo, bo tutaj wszystko może się zmienić bardzo szybko. Na razie jednak ruszamy przed siebie spokojnym tempem planując, co zrobimy/zjemy po powrocie do cywilizacji. Tak, tak, człowiek ulega takim niskim myślom nawet w najwspanialszych miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zahaczamy jeszcze o jurty. To znaczy, Damian zahacza, żeby spróbować Kumysu – sfermentowanego mleka od kobyły. Ja nie zamierzam ryzykować tej przyjemności. Ponieważ wypija pełny kubek i jeszcze jest w stanie powiedzieć, że dobre, to Kirgizi witają go z radością, częstują wódką, a nawet zapraszają na obiad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć brzmi to jak bardzo miłe doświadczenie, nie żałuje, że nie poszłam razem z nim. Nie mam wątpliwości, że nie przeszłabym próby kumysu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilku godzinach docieramy do Altyn Arsan – zgodnie ze znalezionymi w Internecie opisami jest to zawalona turystami dolina z gorącymi źródłami, infrastrukturą noclegową, a nawet restauracjami. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy na miejscu zastajemy około pięciu domów z szyldami reklamującymi gorące źródła. A turyści? Cóż spędzamy tam chwilę, więc rzeczywiście spotykamy około dziesięciu osób. Prawie jak na Krupówkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście nie ma tu przystanku. W każdym domu są samochody terenowe, więc można chodzić i pytać o przejazd do najbliższej miejscowości, ale ceny są kosmiczne. &lt;br /&gt;
Okazuje się, że jednak musimy zejść na dół. Nieplanowe piętnaście kilometrów spaceru potrafi zepsuć humor. Trochę szkoda, bo w innej sytuacji trasa byłaby bardzo malownicza i nawet my musimy w końcu przyznać, że jest warta zobaczenia. Nie tylko przez szybę samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku miejscowości Aksu zaczepia nas kierowca, który proponuje transport. Jest już osiemnasta, nie jedliśmy obiadu, nie mamy zapasu wody i nie mamy ochoty sprawdzać jak daleko jeszcze do przystanku. Jesteśmy świadomi, że przepłacamy ale jedziemy taksówką do Karakolu (przepłacamy znaczy, że za przejechanie kilkunastu kilometrów płacimy ok. 20zł).&lt;br /&gt;
Kolorowe napoje, menu po angielsku i prysznic w pokoju – jeszcze pięć dni temu nie sądziliśmy, że to taka wspaniała sprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 10'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czyli wyczekiwany dzień odpoczynku, w ramach którego jemy rano śniadanie, pakujemy się, kupujemy na mieście kilka potrzebnych drobiazgów i idziemy na maszrutkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie jest to żaden minibus ani shared taxi, ale prawdziwa maszrutka, gdzie jedzie się trzymając plecaki na kolanach, a i tak dobrze, że jest gdzie usiąść. Sympatyczna kirgiska babcia zagaduje Damiana... i  tu jest odpowiednie miejsce na pewną dygresję. Kiedy mówimy, że jesteśmy z Polski, to ludzie potrafią powiedzieć „pan, pani” (nie wiemy dlaczego akurat te dwa słowa), wymienić stolicę i ewentualnie skojarzyć nas z wojną przeciw Niemcom. Niektórzy z nich byli w Polsce, niektórzy oglądali po rosyjsku „Czterech pancernych”. Wspomniana babcia pyta o Annę German i Cybulskiego. A my? Ok, oboje jeszcze przed decyzją o wyjeździe wiedzieliśmy, że takie państwo istnieje, gdzie się mniej więcej znajduje i to, że jest byłą republiką Związku Radzieckiego. Tyle, a przecież wiele osób wie jeszcze mniej i pewnie nigdy nam nie przyszło do głowy, że to taki sam rodzaj ignorancji jak ten, którym obdarzają nas państwa zachodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do kanionu Skazka – to bardzo turystyczne miejsce, więc przy drodze znajduje się tablica z drogowskazem. Nic ponadto. Żadnych sklepików, jurt, tylko szczere pole. &lt;br /&gt;
Do kanionu idziemy na piechotę, choć wszyscy wjeżdżają tu samochodami. Ludzi jest całkiem sporo i o dziwo w większości miejscowych. Sama Skazka jest dosyć specyficznym miejscem, na które składają się wzgórza, pagórki i fantazyjne formacje z... gliny. Z jednej strony więc obserwujemy niesamowite kształty, z drugiej nieprawdopodobne kolory: różne odcienie żółtego sąsiadują z ceglaną czerwienią, pomarańczem, a nawet zielenią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko to wydaje się kruche i ulotne, aż strach po tym chodzić. Miejscowi turyści z własnym dziedzictwem obchodzą się dużo mniej delikatnie. Później zaczynamy rozumieć dlaczego. Takich miejsc jak Skazka jest w Kirgistanie wiele i nikomu jeszcze nie przychodzi do głowy, że trzeba je chronić, bo kiedyś mogą zniknąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy wracamy z tej krótkiej wycieczki przy wjeździe do kanionu stoi bus agencji turystycznej. Wylewają się z niego przyjezdni z zachodu w jasnych sportowych ciuchach, z iPhonami i lustrzankami. Ktoś robi nam zdjęcie. Nie wiem czemu, ale domyślam się. Mamy górskie buty, kapelusze, kijki i wielkie plecaki. Dla nich najwyraźniej wyglądamy jak egzotyczna ciekawostka. Pomyśleć, że my też mogliśmy wykupić wczasy w agencji, stać tam teraz i nawet nie rozumieć jakie to wszystko nieprawdziwe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadciąga burza lub też, zupełnie standardowo, pojawia się znikąd. Rozbijamy namiot niedaleko kanionu, gdzie jest cicho i spokojnie. Nigdzie już nie trzeba iść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 11'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano jest piękna pogoda, ale fala ciemnych chmur powoli nadpływa od strony gór. Zbieramy się, przechodzimy przez drogę i już jesteśmy na południowym brzegu Issyk-Kul. Pusta plaża, idealnie przejrzysta woda, bajka. Nie przepadam za sportami wodnymi, ale w takiej wersji potrafię sobie wyobrazić urlop nad jeziorem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pływamy, potem schniemy na słońcu, rozłożeni na karimatach. Ot poranek. Idziemy do drogi i bez trudu łapiemy stopa do Bałykczy. Kierowca wysadza nas, na przystanku, z którego odjeżdżają samochody do Narynia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do Narynia jest jednocześnie drogą do granicy chińskiej. Jest również drogą w remoncie albo budowie, więc spore odcinki pokonujemy zatopieni w wielkiej chmurze kurzu. Jednak dla miejscowych kierowców absolutny brak widoczności to nie jest żaden powód, żeby zwolnić lub zrezygnować z wyprzedzania „na trzeciego”. Docieramy na miejsce późnym popołudniem. &lt;br /&gt;
Tym razem korzystamy z pomocy agencji CBT, która pośredniczy w wynajmie mieszkań pomiędzy turystami, a lokalnymi mieszkańcami jak również w organizacji transportu. Dopytujemy się co można zobaczyć w okolicy. Oczywiście Tash Rabbat – jeden z niewielu zabytków Kirgistanu i jezioro Kel-Suu w dolinie Aksai – najnowszą atrakcję regionu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani w CBT zapewnia, że Aksai jest warte każdych pieniędzy, ale opłata okazuje się proporcjonalnie wysoka do tej sentencji. Wahamy się. Nie dlatego, że szkoda nam pieniędzy. Po prostu koncepcja zapłacenia za zobaczenie czegoś ładnego niebezpiecznie nam się kojarzy z kolorowo ubranymi ludźmi, którzy wysiedli z minibusa agencji turystycznej w kanionie Skazka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem kupujemy owoce. Większość smakuje okropnie. Jest wiele krajów, gdzie owoce są znacznie słodsze niż w Polsce, więc w ramach równowagi muszą też być takie, gdzie są one kwaśniejsze i mniej aromatyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 12'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia jedziemy zorganizowanym przez CBT busem do Tash Rabbat. Jest nas piątka: para z Belgii, która nie przyjechała tu na trekking i student z Izraela – Or, który tak jak my planuje trasę wokół jeziora Chatyr-Kol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróż przebiega w ciszy. Sam Tash Rabbat nie robi powalającego wrażenia, bo jest stosunkowo niewielką budowlą.  Oprócz Europejczyków przyjeżdża w to miejsce całkiem sporo miejscowych. Obok  dawnego karawanseraju czekają na gości turystyczne jurty z łóżkami w środku (sic) i rozkręcona na cały regulator muzyka. Wychodząc z cichego i mrocznego Tash Rabbat słyszymy Makarenę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno mi ocenić wrażenia osób, dla których to miejsce jest celem podróży. Dla nas jest ciekawym początkiem. Wyruszamy stąd do przełęczy nad Chatyr Kol. Pogoda jest umiarkowanie dobra, czyli jeszcze nie pada, ale na pewno będzie. Turystów na tej trasie nie ma praktycznie w ogóle, za to jest mnóstwo świstaków, które uciekają przed nami po zielonych zboczach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idziemy we trójkę, my i Or. Pogoda dosyć szybko migruje w stronę złej, więc jeszcze przed przełęczą rozbijamy namioty. Gotujemy obiady i rozmawiamy lub też zupełnie otwarcie wypytujemy Or’a o życie w Izraelu. Jego zdaniem żyje się normalnie jak w każdym innym kraju. Ani on, ani jego znajomi nigdy nie doświadczyli bezpośrednio ataków lub działań wojennych. Z drugiej strony jednak w Izraelu służba wojskowa wygląda zupełnie inaczej niż u nas: trzy lata dla mężczyzn, dwa lata dla kobiet – wszystkich, studentów też. Oraz w wypadku wojny. A wojna jest zawsze w wakacje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siekący deszcz leje coraz mocniej, stoimy obok namiotów i mokniemy wciągnięci w rozmowę. To niesamowite jak wiele zupełnie różnych światów współistnieje na ziemi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 13'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chmury stopniowo się podnoszą. Idziemy na przełęcz, którą dawniej przebiegał jedwabny szlak, więc wiemy, że nie będzie specjalnie stromo. Widoki po drodze są całkiem przyjemne, chwilami ładniejsze niż z samej przełęczy, ale to może być kwestia pogody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć i zaczynamy schodzić w dół, w stronę jeziora. Tu już kończą się szlaki. Mamy tylko niedokładną mapę kupioną w Naryniu i pomysł Or’a, aby otoczyć jezioro z lewej strony, gdzie nie ma żadnych gór, ale za to można poczuć prawdziwą przestrzeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chatyr-Kol nie jest tak lazurowy jak Ala-Kol, ale nadrabia pięknym tłem, które tworzy pasmo gór na chińskiej granicy. Idziemy kilka godzin niekończącą się równiną i dopiero wtedy zaczynam rozumieć, co to znaczy „czuć przestrzeń”, bo to rzeczywiście jest rodzaj wrażenia, tak samo jak zdobycie górskiego szczytu. &lt;br /&gt;
Tego dnia w ogóle nie spotykamy ludzi. Są tylko stada koni, które na nasz widok zrywają się do galopu i ustawiają w rzędzie, jakby szykowały się do walki z przeciwnikiem. Czy muszę dodawać, że widok koni galopujących na tle gór zapiera dech w piersiach?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzech godzinach docieramy do rzeki, która wypływa z jeziora. W CBT powiedziano nam, że jest na niej most, ale tutaj widać jak na dłoni, że to niemożliwe. Nie ma ludzi ani dróg, więc skąd miałby wciąć się most? Tym bardziej, że rzeka jest zbyt szeroka i głęboka, by wystarczyło przerzucić prowizoryczną kładkę z powalonego drzewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sprawdzamy na mapie. Wychodzi na to, że obejście jeziora i dotarcie do drogi po jego prawej stronie, to ponad czterdzieści dwa kilometry, czyli następnego dnia czeka nas maraton. &lt;br /&gt;
Słońce zachodzi pomarańczowo. Bardzo często wieczorami pada, więc to nasz pierwszy zachód słońca w kirgiskich górach. Nawet jeśli musimy się wrócić, i tak było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 14'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień maratonu, wbrew pozorom, nie jest ekscytujący. Idzie się po płaszczyźnie, więc pomimo dużego dystansu trasa nie wydaje się szczególnie męcząca i cóż, po prostu się idzie. &lt;br /&gt;
Poznajemy się trochę lepiej. Or jest studentem bio-chemo-geologii, a Kirgistan jest tylko jednym z przystanków na trasie jego trzymiesięcznych wakacji w Azji Środkowej. Jego prawdziwą pasją jest zbieranie minerałów i skamielin. Idąc z nami cały czas się zatrzymuje i ogląda kamienie. Czasem pokazuje nam coś ciekawego. Aktualnie pisze książkę o swoich podróżach i poszukiwaniu skamielin. Kilka dni później obiecuje, że się w niej znajdziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze spotykamy dwóch Kirgizów i po raz pierwszy znajdujemy w tym kraju ludzi, którzy nie mówią po rosyjsku. Poza nimi, nie ma tu nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod koniec trasy, już nad brzegiem jeziora trafiamy na jaki. Ludzie muszą być na tym terenie rzeczywiście rzadkością, bo chociaż staramy się jakoś od nich oddalić, to zwierzęta nie potrafią zrozumieć, że mogą się spokojnie paść i nie biec przed nami.  Idziemy z jakami przez jakąś godzinę nim  udaje nam się je zostawić. Całe szczęście, bo pewnie ciężko byłoby złapać z nimi stopa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem docieramy do przeciwległego brzegu jeziora. Stąd  do drogi jest już niedaleko, a do tego zapowiada się piękna noc. Jedynym naszym problemem jest brak wody pitnej, bo ta z jeziora nawet do uzdatnienia umiarkowanie się nadaje. Po drodze nie było ani jednego strumienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy o tym rozmawiamy podjeżdża do nas na koniach dwóch Kirgizów i namawiają, żebyśmy przyszli do ich jurt, bo są niedaleko. Mnie osobiście żal noclegu nad jeziorem, ale okazja odwiedzenia prawdziwej jurty też może się nie powtórzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idziemy więc. W jurtach nie ma łóżek, są piecyki, a także oświetlenie z żarówek, filmy DVD i pudełko z malutką owieczką w środku. Dostajemy całe mnóstwo herbaty, chleb i konfiturę z moreli. Rozmawiamy, oni próbują się dowiedzieć czegoś o nas i naszych krajach, my o nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pytamy skąd mają prąd. Okazuje się, że jurty wykorzystują baterie słoneczne. „Allah daje” – mówi ze śmiechem pasterz. &lt;br /&gt;
Po kolacji niesiemy owieczkę do mamy. Mała urodziła się tego samego dnia. Zastanawiam się jak teraz rozpoznają właściwą owce w stadzie, ale ta wybiega nam na przeciw. Pomagamy zagonić całą gromadę za ogrodzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kładziemy się spać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 15'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia na śniadanie jest świeżo upieczony przez „babuszkę” chleb i niezrównana konfitura z moreli. Nie można oczywiście zapomnieć o litrach herbaty. Pijemy z czarek, do których nieustannie ktoś nam dolewa kolejną porcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jurtach w ciągu lata mieszka pięć osób: dwóch braci, syn jednego z nich i dziadkowie. Dziadek ma osiemdziesiąt sześć lat i jeszcze jeździ konno. Na zimę wracają do miasta. Pytamy gdzie się czują lepiej i odpowiadają, że właśnie w mieście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo, że przez otwarte drzwi jurty widać chińską granice nigdy nie byli w Chinach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu zostajemy zaproszeni na kumys. Z tego, co rozumiemy jest to zaszczyt, cokolwiek jednak nie potrafimy go docenić. No i mam swoją próbę kumysu. Jakby posługując się szóstym zmysłem dają mi kubek, Damianowi pół litrowy kufel, a Or’owi małą czarkę. Damian dałby spokojnie radę kubkowi, ale kufel stanowi już dla niego wyzwanie. Ja jakoś staję na wysokości zadania. Piłam kiedyś len i nawet sfermentowane mleko od kobyły nie może się równać ze smakiem mielonego lnu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Or, który otrzymał najmniejszą porcję, ma z nią największy problem. Kirgizi zapowiadają, że nie wypuszczą nas dopóki nie wypije chociaż połowy. Zachowują się, jakby to była kwestia szacunku, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby czerpali przyjemność z takiego „znęcania się” nad przyjezdnymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Turystów  przyjmują często. Nie biorą od nich pieniędzy za gościnę. Nas proszą tylko o wysłanie zdjęć, bo bardzo je lubią. Jeden z braci zapisuje mi swój adres. Mam nadzieję, że uda mi się go przekopiować na kopertę i że kirgiska poczta coś z tego zrozumie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żegnamy się i idziemy łapać stopa. Choć jest to jedna z największych i najlepiej utrzymanych dróg w kraju, od strony chińskiej granicy nic nie jedzie. Czekamy, oglądamy kamyki, chyba pasja Or'a zaczyna nam się udzielać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Happy end następuje szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Zatrzymuje się jeden z pierwszych samochodów, które w ogóle pojawiają się na horyzoncie. W dodatku jest to komfortowy minibus agencji turystycznej. Wracamy do Narynia podziwiając widoki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego dnia odwiedzamy CBT i okazuje się, że i tak już wysoka cena wyjazdu do Kel-Suu wzrosła niespodziewanie, a dojście do jeziora trwa tylko dwie godziny, więc mowa o jednodniowej wycieczce. Wydaje nam się to bez sensu. Rezygnujemy, zaczynamy planować co dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem, gdy decyzja już zapadła, idziemy do CBT zorganizować transport w zupełnie innym kierunku i spotykamy Amerykanina. Ta postać oczywiście ma imię, ale trudno mi go nazywać inaczej, bo jest on uosobieniem naszych stereotypów i zdawałoby się zafałszowanych wyobrażeń na temat tej nacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Amerykanin ściąga więc kowbojski kapelusz, przyjmuje niedbałą pozę i mówi z silnym filmowym akcentem : „czy to wy chcecie jechać do Kel-Suu?”. Na początku zaprzeczamy, wywiązuje się rozmowa, z której wynika, że mężczyzna już od kilku dni czeka w Naryniu na ludzi, którzy podzielą z nim koszty dojazdu. Trochę daje nam to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od słowa do słowa powoli zaczynamy się łamać, tym bardziej, że jest opcja noclegu nad jeziorem, a sam dojazd trwa sześć godzin, więc również pozwala zobaczyć spory kawałek kraju. Do samochodu wchodzą cztery osoby oprócz kierowcy, więc w naszej drużynie brakuje jeszcze jednej. Wychodzimy na zewnątrz i dokładnie w tej chwili, gdy najbardziej tego potrzebujemy, spotykamy Or’a. Streszczamy mu całą sytuacje, a on zastanawia się i odpowiada „I'm in” . Amerykanin dodaje entuzjastycznie, że on też w to wchodzi. My tylko w ramach konwencji wypowiadamy to samo zdanie, bo dokładnie tak wyglądałaby ta scena na filmie. Tak powinna zaczynać się przygoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 16'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia wczesnym rankiem kierowca przyjeżdża pod nasz dom. Ponieważ zrozumieliśmy, że na miejsce można dojechać tylko samochodem terenowym, niezupełnie spodziewamy się starego audi z pękniętą szybą. Z drugiej strony, sami się buntowaliśmy przeciwko burżuazyjnemu modelowi turystyki, więc wysiadając z tego samochodu na pewno nie poczujemy się jak rozpieszczeni, zachodni turyści.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i już sama podróż jest przygodą. Nie dlatego, żeby audi miało jakiś problem z terenowymi wyzwaniami ani dlatego, żeby po drodze wydarzyło się coś niezwykłego. Amerykanin siada na przodzie i swoim podstawowym rosyjskim przetykanym angielskimi wstawkami rozmawia z kierowcą. Już za samo usłyszenie tego warto było zapłacić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się od tematów osobistych. Mężczyźni są rówieśnikami, ale Amerykanin rozwiódł się kilka lat wcześniej. Dla Kirgiza sam rozwód nie jest szokujący lecz dorosły mężczyzna bez żony już tak. „Jak można żyć bez żony?”. Trochę, jakby ktoś próbował tłumaczyć, że jest bezdomny z wyboru i dobrze mu z tym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja powoli schodzi na tematy polityczne, więc kirgiski kierowca pyta dlaczego Ameryka zaatakowała Liban. Zagadnięty zaczyna oczywiście coś opowiadać o dyktaturze i demokracji. Wtedy Kirgiz – ze względu na naszą słabą znajomość rosyjskiego – mówi prostymi słowami:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„W Kirgistanie żyją ludzie i haraszo. W Polsce żyją ludzie i haraszo. Dlaczego ludzie z Kirgistanu mieliby mieć coś do ludzi z Polski?” &lt;br /&gt;
Moim zdaniem, trudno to lepiej ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach odbicia piłeczki Amerykanin sprowadza rozmowę na temat Rosji i Putina. Jak łatwo zgadnąć ludzie, którzy do dziś posługują się językiem rosyjskim i mają pomniki Lenina w centrach miast są do tego kraju dosyć pozytywnie nastawieni. „My bracia” – mówi kierowca – „Rosja, Białoruś, Kirgistan, bracia”. Jego rozmówca pyta więc o atak na Ukrainę.&lt;br /&gt;
„Ludzie na Ukrainie sami sobie winni” – odpowiada mężczyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście w samochodzie zapada pełna zgrozy cisza, ale z drugiej strony... Potępiliśmy (my jako Europa Zachodnia) Putina i Rosję za atak na Ukrainę, ale kiedy Ameryka najechała Irak zaproponowaliśmy swoich żołnierzy. Dlaczego nie nazwaliśmy tego zbrodnią?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo pozwoliliśmy na wytłumaczenie, że „ludzie w Iraku sami sobie winni”. Ci wszyscy, którzy na co dzień żyli tam zupełnie normalnie nikogo nie krzywdząc i było haraszo zasłużyli sobie – w światowej opinii – na zniszczenie ich kraju działaniami wojennymi. Czym więc my „oświeceni Europejczycy” różnimy się od prostych ludzi w Kirgizji? Wychodzi na to, że kanałami w telewizji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Napoleon był takim samym zbrodniarzem jak Hitler” – mówi też kierowca w toku dyskusji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby wiemy, że nie ma jednej historii, ale łatwo zapomnieć jak bardzo subiektywny jest nasz obraz przeszłości. Wierzymy, że Napoleon był bohaterem, bo znajdowaliśmy się po właściwej stronie frontu. Kto wie co by było gdybyśmy umieli uczyć historii nieco bardziej obiektywnie i mówić o tym, że nie wszytko jest czarne albo białe? Nie chodzi mi o relatywizm moralny ani poprawność polityczną, a jedynie o przedstawianie wszystkich faktów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowca powiedział jeszcze:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Izrael, Polska, Ameryka, Kirgistan, w jednym samochodzie i haraszo. To po co wojny na świecie?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Och, gdyby było to takie proste! Wojny są na świecie, bo przynoszą pieniądze i dlatego, że istnieje całe mnóstwo ludzi, którzy nigdy nie znaleźli się w tym samochodzie. Nie rozmawiali z mieszkańcem Izraela patrząc mu w oczu ani z tym muzułmaninem (O zgrozo, choć moglibyśmy tego w ogóle nie zauważyć, jesteśmy w kraju islamskim), który pyta po rosyjsku : „dlaczego są wojny na świecie?”.  A także dlatego, że niektórzy nawet słysząc, że Napoleon był takim samym zbrodniarzem jak Hitler, nie będą się nad tym zastanawiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto wie ile jeszcze jest takich powodów, które nie przyjdą mi teraz do głowy, bo nie widziałam dostatecznie wielu światów ani nie słyszałam wystarczającej ilości wersji historii?Docieramy na miejsce. Choć całą drogę towarzyszyło nam intensywne słońce i błękitne niebo, gdy tylko siadamy do herbaty, którą częstują nas właściciele turystycznych jurt nadciągają burzowe chmury. Echo odległych grzmotów nie wróży najlepiej. Mimo, że zaczyna padać ruszamy, we trójkę, bo Amerykanin zostaje przy jurtach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze ulewa rozkręca się na dobre, więc robimy sobie przerwę na prowizoryczny biwak. Z kupionej w Castoramie płachty i kijków budujemy namiot, a potem siadamy w nim na swoich plecakach. Or wyciąga ciasteczka, a Damian gotuje wodę na herbatę. Jest haraszo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wznawiamy wędrówkę, gdy przestaje padać. Nie ma tu zbyt wyraźnych ścieżek, ale panom udaje się odnaleźć właściwą trasę i po jakimś czasie docieramy nad jezioro. Właściwie, to nie jest nawet do końca jezioro, lecz rzeka otoczona ze wszystkich stron wysokimi na kilkadziesiąt metrów skałami.  Żałuje, że nie jestem i nigdy nie będę w stanie opisać choćby w niewielkiej części jak tam jest pięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może spróbuję w ten sposób: kiedy dotarliśmy na miejsce rzuciliśmy plecaki i pobiegliśmy dookoła jeziora. Nie da się go obejść całego, ale spacer i tak zajmuje dłuższą chwilę. Robiliśmy zdjęcia, Damian sprawdzał warunki wspinaczkowe, wspólnie z Or’em zwiedziliśmy też dużą jaskinię, która stanowi tam dodatkową atrakcję. Nasze rzeczy bardzo szybko zniknęły nam z oczu. Zostawiliśmy wszystko: paszporty, sprzęt, pieniądze. W tamtej chwili to jednak nie miało znaczenia. To był najpiękniejszy widok w naszym życiu i nie mogliśmy zmarnować magii, którą świat nagle tak szczodrze nas obdarzył. Pomyśleć, że tak niewiele brakowało, byśmy tu nie przyjechali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch godzinach nasze plecaki czekają na nas cierpliwie wraz z rozrzuconymi kijkami. Zakładamy kurtki, bo oprócz tego, że nie zabezpieczyliśmy rzeczy, nie zważaliśmy też na zimny wiatr. Choć podejście nie było szczególnie długie ani strome, przynajmniej przy naszej aktualnej kondycji, to jesteśmy na wysokości 3500 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozbijamy namioty nad brzegiem jeziora i gotujemy obiad. Wiatr się uspokaja, a noc okazuje się wyjątkowo ciepła. Popijając miejscowy Calvados z butelki po równie miejscowej ice tea, czekamy na gwiazdy. Tym razem jednak niebo pozostaje zachmurzone. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego, a my mamy już bardzo dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 17'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzi nas śpiew ptaków. Trudno powiedzieć dlaczego akurat w tym surowym krajobrazie jest ich tak dużo. Wychodzę z namiotu, siadam na jednym z kamieni i patrzę na jezioro, bo w tamtej chwili wydaje się to najbardziej właściwe. Bo tak powinna zakończyć się ta przygoda i ta opowieść.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście kończąc opis w tym momencie muszę zrezygnować z jeszcze kilku magicznych lub ciekawych momentów. Chcę jednak, abyśmy zapamiętali właśnie taki Kirgistan. Jesteśmy w środku gór, dokoła nie ma nikogo innego. Jest cicho i tak nierealnie pięknie, że aż trudno w to uwierzyć, ale z całą pewnością ten świat istnieje naprawdę. Nie potrafiłabym go wymyślić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Katarzyna Rupiewicz''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4778</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4778"/>
		<updated>2014-11-09T13:10:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia (os. tow.), Ala (os. tow.)|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4777</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4777"/>
		<updated>2014-11-09T13:06:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia Rupiewicz, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4776</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4776"/>
		<updated>2014-11-09T13:04:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia Rupiewicz, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4775</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4775"/>
		<updated>2014-11-09T13:02:25Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia Rupiewicz, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.&amp;quot;&amp;amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4774</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4774"/>
		<updated>2014-11-09T12:57:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia Rupiewicz, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Czy byliście już na Kalymnos?”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
„Tam jest organizowany festiwal North Face'a.”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
„Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Czy byliście już na Kalymnos?”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
„Tam jest organizowany festiwal North Face'a.”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
„Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.”&amp;amp;nbsp&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4773</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4773"/>
		<updated>2014-11-09T12:54:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia Rupiewicz, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Czy byliście już na Kalymnos?”&lt;br /&gt;
„Tam jest organizowany festiwal North Face'a.”&lt;br /&gt;
„Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Czy byliście już na Kalymnos?”&lt;br /&gt;
„Tam jest organizowany festiwal North Face'a.”&lt;br /&gt;
„Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4426</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4426"/>
		<updated>2014-07-29T18:34:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
Opis w trakcje realizacji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4425</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4425"/>
		<updated>2014-07-29T18:22:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
Opis w trakcje realizacji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3485</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3485"/>
		<updated>2013-07-31T01:58:27Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Światowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Światowej Unii Speleologii (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3484</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3484"/>
		<updated>2013-07-31T01:57:19Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|27 - 28 07 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Światowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Światowej Unii Speleologii (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3483</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3483"/>
		<updated>2013-07-31T01:55:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|27 - 28 07 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem  Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Światowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Światowej Unii Speleologii (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3482</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3482"/>
		<updated>2013-07-31T01:52:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|27 - 28 07 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne &lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem  Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Światowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Światowej Unii Speleologii (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2590</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2590"/>
		<updated>2012-04-30T21:26:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2589</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2589"/>
		<updated>2012-04-30T21:21:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia do obejrzenia w Galerii : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2580</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2580"/>
		<updated>2012-04-29T08:54:46Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Katarzyna Rupiewicz - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
Relacja powstaje i wkrótce powstanie :-) Zdjęcia do obejrzenia w Galerii : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2579</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2579"/>
		<updated>2012-04-26T14:04:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Katarzyna Rupiewicz - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
Relacja powstaje i wkrótce powstanie :-) Zdjęcia do obejrzenia w Galerii : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2438</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2438"/>
		<updated>2012-02-03T10:45:00Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|02 03 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2437</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2437"/>
		<updated>2012-02-03T10:41:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|02 03 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za moda na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
Kasia (os. tow.)&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2136</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2136"/>
		<updated>2011-07-23T08:15:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - wypad na Wołowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, osoby tow.: Helena K., Ewa B.|17 07 2011}}&lt;br /&gt;
Z Zwerowki idziemy pustą doliną Łataną, dalej przełęcz Zabrat - Rakoń - Wołowiec (2045). Wszędzie dominuje zieleń. Zejście z Zabratu do doliny Rochackiej. Przepiękna pogoda, wspaniałe widoki i nawet nie dużo ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepiej wszystko obrazują zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWolowec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długiej przerwie od wspinania w wapieniu nie mogłem się doczekać, aby znów poczuć polskie mydełko, bo ileż można się wspinać w zacięciach i rysach, no i te nieznośne tarcie w tym granicie:). Wybór padł na Podzamcze, gdyż miałem tam rachunki do wyrównania (Ani gniady nie da rady), niestety okazało się, że forma była daleka od tej z przed wyjazdu do Norwegii. Mimo 2 dni wstawek droga nie puściła, trzykrotnie odpadałem na ostatnim ruchu!!!  Ania również walczyła dzielnie na swoim projekcie, ale niestety też nie udało się go poprowadzić.  Na otarcie łez udało się zrobić: Godzina W, Belladonna,  Hot Rats, 997, Żywcem się Okocim, Policjanci to palanci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Norwegia, Lofoty - Wspinaczka|Mateusz Górowski, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|30 06 - 14 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dziale Wyprawy pojawiła się, nie wiadomo skąd, długa i nudna (bo mojego autorstwa) relacja z naszego wyjazdu na Lofoty. Polecam jako środek nasenny, bądź równoważnik tępego gapienia się w sufit podczas kolejnego tygodnia opadów ciągłych :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Ciężkowickie - spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) oraz grotołazi z Speleoklubu Beskidzkiego z Dębicy: Dorota Cichowska, Tomasz Mleczek,  Michał Klimek , Monika Klimek, Bogdan Szatkowski, Jerzy Marszałek, Małgorzata Marszałek, Kamila Marszałek, Tomasz Kałuża, Tomasz Lechowski, Monika Lechowska , Adam Klimek, Bartosz Lechowski (os. tow), Kinga Lechowska (os. tow), Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego: Michał Zatorski, Speleoklub Bielsko Biała: Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Błażej Nikiel, Filip Nikiel (os. tow.), Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer |9 - 10 07 2011}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Speleoklubu Beskidzkiego zorganizowali kolejne spotkanie. W sobotę razem zwiedzamy Skamieniałe Miasto oraz Diable Boisko. Wieczorem udajemy się do uroczego Bukowca. Gwoździem programu była akcja w jaskini Diabla Dziura. Ma ona 42 m głębokości i 365 m długości. Jaskinia rozbudowana jest na pionowych szczelinach. Przy zwiedzaniu wskazana lina. Ponieważ oprowadzali nas eksploratorzy tej jaskini (&amp;quot;znali każdy kamień&amp;quot;) część grupy pokonuje całą dziurę obejściami bez liny. W każdym razie jaskinia godna. W nocy ognisko. Śpimy w namiotach w uroczym miejscu na polanie za starym kościółkiem w Bukowcu. W niedzielę jedziemy do Rożnowa gdzie niezłym wyzwaniem była jaskinia Szkieletowa. Otwór w ścianie więc aby się tam dostać musimy zjeżdżać na linie. W samej dziurze pionowa, wąska szczelina ok. 7 m głębokości. W dół nieźle za to w górę trzeba było się sprężać. Z otworu zjeżdżamy na linie do podstawy ściany. Potem większość zażywa kąpieli w pobliskim jeziorze Rożnowskim. Bardzo fajny wyjazd, wesoła atmosfera. Podziękowania dla Tomka Mleczka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FDiabla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Oravske Beskydy - spacer na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|2 07 2011}}&lt;br /&gt;
Opis wieczorem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|25 - 26 06 2011}}&lt;br /&gt;
Nie było czasu na porządny obiad, więc w sobotę o godzinie 15:30 odebraliśmy pizzę z &amp;quot;Drewnianego Bociana&amp;quot; i spożyliśmy ją niezdrowo po drodze do Wyżnich Hagów. Dzięki korzystnej porze roku (długi dzień) i dzięki zapakowaniu plecaków zgodnie z ideą &amp;quot;light and fast&amp;quot;, udało się nam jeszcze przed zmrokiem dotrzeć do Batyżowieckiego Stawu. U jego północnego brzegu odnaleźliśmy kolibę, z której korzystałem rok temu. Pogoda była dosyć niestabilna, co chyba było przyczyną dla której mieliśmy całą dolinę dla siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazało się, że w naszych podejrzanie lekkich plecakach znalazło się jednak wszystko czego potrzeba, żeby miło spędzić noc pod kamieniem. Jedyne co można by poprawić to grubość karimatek - w sumie izolowały dobrze (na oko było ok. 5 st.), ale czuć było przez nie nierówności podłoża. Rano obudziło nas słońce. Chmury podniosły się o kilkaset metrów, ujawniając ok. 3 - 5 centymetrową pokrywę śniegu od wys. ok. 2000 m. Nasz cel - Gierlach - był stosunkowo słabo widoczny. W trakcie śniadania zaobserwowaliśmy grupkę Słowaków dziarsko zmierzających do Batyżowieckiego Żlebu. Zarazili nas swoim optymistycznym podejściem, więc spakowaliśmy się jak gdyby nigdy nic i ruszyliśmy po ich śladach, na wszelki wypadek konfrontując co kilkaset kroków ich pomysł na wejście na szczyt z opisem klasyka (Witolda H. P.). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po około 150 m pionu, idąc &amp;quot;rynną tą (do jej rozwidlenia lewą odnogą) w górę z odchyleniem w lewo&amp;quot;, doszliśmy jednak do wniosku że cel nie jest dobrze dobrany do warunków. Cienka warstwa mokrego śniegu na eksponowanych płytach po prostu pachniała śmiercią. Wobec tego podjęliśmy decyzję o wycofie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszą część dnia spędziliśmy na spacerze magistralą w kierunku Doliny Mięguszowieckiej - do Przełęczy pod Osterwą. Żeby mimo wszystko trochę się zmęczyć, zdecydowaliśmy się na zejście stamtąd przez Dolinę Wielkiej Huczawy. Z dala widzieliśmy zakosy, oznaczone zresztą dobrze na mapie. Niestety nie udało się w nie trafić. Nawet amerykańska, wojskowa technika satelitarna okazała się bezsilna wobec morza kosówki, przez które brnęliśmy przez następne dwie i pół godziny... Takie ćwiczenie zresztą w ogóle mogłoby się znaleźć w programie szkolenia sił specjalnych armii USA. Na szczęście z grubsza nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawało się nam, że po zejściu do drogi i zjedzeniu obiadu bazującego na specjałach kuchni regionalnej (mmm!), możemy już odetchnać z ulgą. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwa czyhały na nas dopiero na trasie Nowy Targ - Katowice. Musieliśmy uważać na rajdowców (ścinanie zakrętów przy dużej prędkości z naprzeciwka) i mafię gubiącą pościg Policji (przecinanie dwóch pasów w celu dotarcia do zjazdu który już zniknął w lusterku). Również im nie udało się nas zabić, choć muszę przyznać, że przez moment wstrząsnęli moim poczuciem nieśmiertelności nawet bardziej niż przepaści pod Gierlachem i mięsożerna kosodrzewina. Z duszą na ramieniu, o godzinie 20:30 udało się nam osiągnąć dom. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – wspin i trekking|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek (os. towarzysząca)|23-26 06 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem sprawdzam prognozy pogody. Nie zapowiadają się najlepiej, ale co portal to nieco inna wersja pogody, więc ostatecznie zapada decyzja o wyjeździe. Pakujemy szpej i w czwartek po południu meldujemy się w Murowańcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowy poranek nie napawa optymizmem. W nocy padało, choć teraz tylko mgła. Dajemy pogodzie trochę czasu na określenie się, i późnym przedpołudniem już w promieniach słońca ruszamy na Zamarłą. Płytowe formacje i południowa ekspozycja pozwalają sądzić, że warunki będą znośne. Podchodzimy pod ścianę, jest praktycznie sucha. Na Lewych Wrześniakach (V) nie ma żadnego zespołu więc decydujemy się zaatakować. Pod drogą zalega duży płat starego śniegu więc obieramy sprytną strategię wbicia się w ścianę na lewo od oryginalnego przebiegu drogi i przetrawersowania ponad płatem śniegu na prawo, do jej właściwej linii. Dochodzimy do pierwszego stanu, gdzie grad wielkości groszku zmusza nas do wycofu ze ściany. Żeby wynagrodzić sobie niedosyt wspinu chowamy plecak w kolebie pod ścianą i na lekko udajemy się na szarlotkę do schroniska w „Piątce” :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotę spędzamy na kiblowaniu w betlejemce, wpatrywaniu się w padający na Hali deszcz i bielejące od padającego śniegu wyższe szczyty, przeglądaniu topo, podpatrywaniu kursantów podczas ćwiczeń technik linowych, jedzeniu i picu :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę budzi nas słońce, choć w wyższych partiach ciągle leży gdzie niegdzie trochę śniegu. Wstajemy czym prędzej, wpisujemy się do książki wyjść i ruszamy w kierunku Granatów. Udaje się zrobić całe środkowe żeberko, choć woda z topniejącego śniegu w zacięciu Kusiona (V-) zmusza mnie do przeazerowania i zadania z ekspresa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wycieczka topograficzna|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz; KKTJ: Ewa Wójcik, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Paweł (os. tow.)|23 06 2011}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy wycieczkę topograficzną do doliny tatrzańskiej. W dolnie tatrzańskiej zwiedziliśmy m.in. dwie niewielkie jaskinie tatrzańskie. Ta druga była bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil, Wojtek Sitko, Bartek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody decydujemy się na wyjazd na Góre Birów. Na miejscu spotykamy kolegów speleologów z Dąbrowy Górniczej, którzy organizowali wyjazd kursowy. Po rozgrzewkowej drodze wstawiłem się w Czarną wdowę VI.4. Udało mi się ją  poprowadzić już w 2 próbie i tym samym ustalić swój nowy rekord:). Choć zbieranie patentów w 1 próbie trwało jakieś 30min, asekurujący mnie Wojtek wykazał się wielką cierpliwością i wytrzymałością (nie zasnął, przynajmniej ja o tym nic nie wiem). Spotkaliśmy także Dariusza Ranka, który polecił nam parę fajnych, długich dróg. Kończymy wspin równo z nadejściem burzy, co ostatnio staje się  normą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Damian  Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch z os.tow., Tomek Szmatłoch z Wiolettą (os.tow.), Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman, Janusz Dolibog, Wojtciech Orszulik, Ewa Orszulik, Adam Tomanek z Manuelą (os. tow.), Zygmunt Zbirenda (towarzyszył nam z lądu) |17 - 19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Część ekipy jedzie już w piątek wieczorem wyszukując przy okazji miejsce biwaku. W sobotę rano spotykamy się w stanicy wodnej w Krupskim Młynie skąd rozpoczynamy spływ. Ten odcinek rzeki obfituje w różne terenowe przeszkody w postaci zwalonych drzew, płycizn, kamieni. Na rzece spotykamy 2 załogi z kolegami z TKTJ. Biwak mamy przy progu wodnym w Żędowicach. Fajny wieczór przy ognisku. Rano zwiedzamy pobliski młyn. Przez Zawadzkie płyniemy szerszą już i łatwiejszą rzeką do Kolonowskiego. Rzeka wije się przez lasy a po drodze mamy 2 krótkie przenoski progów wodnych. W końcu finiszujemy przy moście w Kolonowskim gdzie kończymy spływ. W sam raz bo kilku minutach przyszła burza ale my już byliśmy przy autach. Niektóre osoby były pierwszy raz i na pewno nabyły nowych doświadczeń. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/Splyw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; TKTJ: Tomasz Chojnacki|18 06 2011}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy od otworu Nadkotlin do najniższego punktu systemu do którego można dotrzeć bez nurkowania (Syfon Dziadka, -754). Dzięki uprzejmości kolegów ze Speleoklubu Olkusz oraz Sekcji Grotołazów Wrocław, nie musieliśmy poręczować i w worach generalnie  mieliśmy tylko krótkie kawałki lin &amp;quot;na wszelki wypadek&amp;quot; (dzięki!). Mimo to, akcja zajęła niespełna 12 godzin. Błądziliśmy na połączeniu Nadkotlin ze Śnieżną oraz później w Błotnych Łaźniach; długo zajęło także wychodzenie &amp;quot;Setki&amp;quot; po jednej osobie. Kiedy wyszliśmy z jaskini (godz. 22:00), na zewnątrz zastaliśmy dosyć słabe warunki (zmrok + deszcz i mgła). Trochę utrudniło nam to powrót. Szczęśliwie jednak dzięki doświadczeniu kolegów wspomaganemu amerykańską technologią satelitarną, udało się nam bezpiecznie zejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Podufała Baszta|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|12 06 2011}}&lt;br /&gt;
Z Tatranskych Zrubów podchodzimy do Doliny Wielickiej - do Śląskiego Domu i dalej, do Wielickiego Ogrodu. Stamtąd kierujemy się na Podufałą Basztę - turnię o wysokości ok. 2285 mnpm, znajdującą się poniżej Granatów Wielickich. Wchodzimy na Basztę tak z grubsza filarem (wg Słowaków IV+, cztery wyciągi). Był to dosyć dobry cel na rozpoczęcie sezonu w Tatrach. Pogoda słoneczna, ale wspinaczkę utrudniał intensywny wiatr, przez który było nam naprawdę bardzo zimno (zwłaszcza w ręce). Ludzi w górnym piętrze doliny brak, w końcu jeszcze nie wolno tam chodzić. Wspinaczy nie odnotowaliśmy. Wyjazd kończymy kuchnią regionalną. Tym razem jednak słabo trafiliśmy - rosół z czosnkiem to jeszcze nie czesnaczka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pływanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk oraz Kasia M. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Woda rześka... acz cieplejsza niż w jaskini, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że do pływania się nadaje. Styl pływacki - niezidentyfikowany, lekka hipotermia po niespełna 3 minutowej kąpieli ustępuje jednak dosyć szybko. Samych jaskiń w okolicy nie było - jeno podziemne korytarze piaskowych zamków. Poza tym słońce, plaża, błękit nieba, morska bryza... ;-) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena K. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Krowiarki płajem a potem Percią Akademicką na szczyt Diablaka (1725). Zejście granią przez Sokolicę. Pogoda w miarę dobra. U góry oczywiście chłodno i wietrznie a szliśmy &amp;quot;skąpo&amp;quot; ubrani jako ludzie hartu ducha i ciała. Cały czas górskie klimaty czyli zapach kosówki i wiatru. Wycieczkę kończymy w karczmie &amp;quot;Koliba&amp;quot; w Zawoji na szarlotce z lodami. Powrót do domu w wesołych nastrojach przy akompaniamentach muzyki głównie lat siedemdziesiątych. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - wspin i slaczenie|Dariusz Rank, osoby tow.|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedzamy obitą pod koniec zeszłego sezony skałę podlesicką – Aptekę. Skała jeszcze nie wyślizgana, drogi długie, ciekawe. Niestety akurat na Aptece zadomowiła się też spora grupa osób z klubu sportów ekstremalnych „On Sight” więc wybór dróg mamy nieco ograniczony. Ostatecznie naszym łupem padają: Anakolut (V+), Fizyk (V+). Potem przenosimy się na mniej obleganą turnię motocyklistów gdzie walczymy początkowo z VI.1 (Ku Słońcu) a później z zaklinowaną na tej drodze liną. W międzyczasie próbujemy swoich sił w slackliningu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Tatry –śniegu już nie ma, więc najwyższy czas rozpocząć sezon! Po długiej debacie z Damianem o wyższości icmu nad innymi prognozami pogody, dochodzimy do trudnego  kompromisu: w sobotę wspinamy się  na przełomie Białki i obserwujemy pogodę w Tatrach,  w niedzielę jak pogoda pozwoli  to wybierzemy się na Mnicha. W ostatniej chwili Łukasz decyduje się jechać z nami, co było dla nas niezmiernie wygodne,  gdyż pełnił on funkcje kustosza rejonu (wspinał się tam już 2 razy). W piątek docieramy na miejsce i szybko zaczynamy wizualizować drogi jakie zrobimy w sobotę.  Skały okazują się być bardzo ciekawe, przewieszone i lekko patenciarskie. Za namową kustosza wstawiamy się w piękną drogę Telewizor,  potem  jakby z rozpędu udaje się poprowadzić Bóg Honor Okocim i jeszcze parę innych fajnych dróg. Pogoda z icmu niestety się sprawdza,  więc bez większego żalu odpuszczamy sobie wycieczkę bryczką nad Morskie Oko i zostajemy na niedzielę w skałkach.  Niestety nawet tu nie byliśmy bezpieczni , burza uderzyła około 13-tej i wybiła nam z głowy dalsze wspinanie, czekała nas jeszcze emocjonująca  przeprawa przez wezbraną Białkę, obyło się bez większych strat nie licząc mojej magnezji , z której  powstało mleczko magnezjowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|Grupa wędrowna: Aleksandra Golicz, Małgorzata Strach (os. tow.); grupa jaskiniowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjście do jaskini Marmurowej w formule &amp;quot;light and fast&amp;quot;. Liny &amp;quot;9&amp;quot;, Marek bez kaloszy, ja bez kurtki itd. Czas jakim dysponowaliśmy i zabrany sprzęt pozwoliły na dotarcie raptem do dna Studni Kandydata (niecałe -100). Razem z podejściem i powrotem zajęło nam to 5h 40min. Udało się nam podejść na sucho, ale w jaskini było już dosyć dużo wody. Na zejściu dopadła nas regularna zlewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola z mamą odbyły spacer do Czarnego Stawu pod Rysami. Sezon powoli się zaczyna, chociaż nie było jeszcze dzikich tłumów. Dziewczynom udało się przez cały dzień być akurat w tych miejscach, gdzie chwilowo nie padało. Dzień kończymy w trójkę obiadem, tym razem bazującym na potrawach dosyć odległych od kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|Damian Szołtysik|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z Ostrego doliną. Stokową drogą w miarę wygodnie do jej końca. Potem na przełaj na Magurę Radziechowską a dalej na Magurkę Wiślańską (1140), Zielony Kopiec (1154). Wokół krążyły burzowe chmury, jedna mnie nawet zmoczyła. Żółtym szlakiem uciekam w dół przed kolejną czarną chmurą. Zjazd kamienistym traktem był dość wymagający. Szczęśliwie docieram do auta w Ostrym. Zlewa nadeszła jak już jechałem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda - spływ kajakowy|Łukasz Pawlas + ok.60 os.|29 05 2011}}&lt;br /&gt;
Spływ zaczynamy przy Jeziorze Rybnickim i kończymy w Kuźni Raciborskiej. Cały odcinek liczy ok. 16 km więc idealnie jak na jeden dzień. Rzeczka bardzo urokliwa, szczególnie w okolicach Rud Raciborskich (rzeka przepływa przez Park Krajobrazowy „Cysterskie Kompozycje” Rud Wielkich). Kilka kajaków zalicza wywrotkę, ale wszystko pod czujnym okiem ratownika WOPR, zresztą i tak głębokość wody nie przekracza 1m. Choć,  jak nas przekonywał organizator jeszcze 4 lata temu nie chcielibyśmy zanurzyć w tej rzece palca, to woda wydawała się czysta, a nawet zaskakująco czysta jak na warunki śląskie. Po spływie kiełbaski z ogniska i dobra zabawa do wieczora. Cały dzień pogoda lenia, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Od organizatorów udało mi się uzyskać parę cennych informacji na temat możliwości spływów w województwie śląskim i okolicach, więc wystarczy tylko przetrzepać Internet w tym zakresie i organizować spływy Nockowe.&lt;br /&gt;
Zdjęcia niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wojcieszów - Kurs instruktorski|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 05 2011}}&lt;br /&gt;
W Wojcieszowie odbył się egzamin końcowy kursu instruktorskiego, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Egzamin prowadzili Marek Lorczyk, Krzysztof Recielski i Dariusz Sapieszko. Wszyscy kursanci otrzymali ponad połowę możliwych punktów, zatem całą grupą zaliczyliśmy. Najlepszy wynik uzyskał Michał Parczewski (ST), a ja, mimo bardzo słabo napisanej topografii zająłem zaszczytne drugie miejsce. Dwie najsłabsze osoby zostały poproszone o uzupełnienie braków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym samym, do grona instruktorów taternictwa jaskiniowego wkrótce dołączą: '''Jacek Szczygieł''' (Katowicki Klub Speleologiczny), '''Tomasz Olczak''' (Speleoklub Łódzki), '''Michał Składzień''' (Sekcja Grotołazów Wrocław), '''Michał Parczewski''' (Speleoklub Tatrzański), '''Arkadiusz Brzoza''' (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), '''Bartosz Sierota''' i '''Sebastian Lewandowski''' (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy), '''Piotr Sienkiewicz''' (Sekcja Taternictwa Jaskiniowego KW Kraków) oraz wyżej podpisany (Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gliwice - zawody wspinaczkowe|RKG: Jerzy Krzyżanowski z synem Wojtkiem, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; z członkami UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;: Łukasz Pałka, Adrian Filipiak|25 05 2011}}&lt;br /&gt;
Na ściance wspinaczkowej Fabryki Mocy w Gliwicach odbyły się zawody wspinaczkowe dla dzieci i młodzieży (od podstawówek do szkół ponadgimnazjalnych). Wojtek Krzyżanowski dotarł do półfinału, Łukasz Pałka do finału a Adrian Filipiak do półfinału. Eliminacje we wszystkich grupach odbywały się na &amp;quot;wędkę&amp;quot; a finały dla starszych &amp;quot;z dołem&amp;quot;. Tu kilka zdjęć Pająka: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/1gzwdim &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 35-lecie klubu w Łutowcu|Wojtek Sitko, Ola i Wojciech Rymarczyk, Łukasz Pawlas (byli w sobotę), Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Daniel Bula z Magdą, Jerzy Krzyżanowski, Ola Krzyżanowska z dzieckiem, Henryk Tomanek, Adam Tomanek z Manuelą i osobami tow., Janusz Rudol z Ramoną, Bianka Fulde, Jurek Fulde oraz osoby tow. Na rowerach przyjechali nas odwiedzić byli członkowie klubu: Janusz Proksza, Celina Proksza, Esi i Iwona Piotrowska|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
Młodzież wspinała się całą sobotę patentując z sukcesem 6.3 ma Knurze. Przerywnikami były krótkie opady deszczu. Wieczorem przy ognisku prezes wręczył nagrody w konkursie &amp;quot;Spity 2011&amp;quot; oraz podziękował byłemu już prezesowi za całokształt działalności. Został również rozwiązany konkurs &amp;quot;gwoździowy&amp;quot;. W niedzielę część osób udała się do jaskini Szczelina Piętrowa, część się wspinała a część (1) ćwiczył techniki jaskiniowe (tyrolka, przepinki). Jak zwykle było wiele śmiechu i bardzo miła atmosfera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
SPITY 2011 - wyniki: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie w TPN; wycieczki|z RKG – Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę odbyło się szkolenie w TPN dla instruktorów i kursantów z kursu instruktorskiego. Udział wzięło ok. 30 osób. Szkolenie prowadził Jan Krzeptowski, który najpierw zaprowadził nas na wystawę ze spreparowanymi zwierzętami, zlokalizowaną w byłej wozowni dworu Homolacsów. Potem przeszliśmy spacerem z Kuźnic, do Kalatówek, następnie po przeczekaniu deszczu, ścieżką nad reglami do Doliny Białego i stamtąd z powrotem wzdłuż Białego Potoku do skoczni. Co jakiś czas przystawaliśmy na krótką pogadankę. Ogółem, wszyscy z którymi rozmawiałem byli pozytywnie zaskoczeni programem i jakością tego szkolenia. Było jasne, że Jasiek nie tylko pracuje w TPN, ale też zna się na rzeczy i ma zamiłowanie do przyrody. Szkolenie było dostosowane do słuchaczy. Oprócz ogólnych treści, było także wiele uwag dotyczących działalności jaskiniowej. Ilościowo, materiału było w sam raz. Na tyle żeby było ciekawie, ale żebyśmy też byli w stanie coś zapamiętać. W kuluarach rozmawialiśmy trochę o trudnych tematach - m.in. wyjaśniono nam dlaczego Park nie zgadza się na udostępnienie określonych jaskiń. Z drugiej strony dostaliśmy też wskazówki, na co Park ewentualnie byłby skłonny się zgodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola kondycyjnym tempem przeszła Czerwone Wierchy od wylotu Kościeliskiej, przez Ciemniak, do przełęczy pod Kondracką Kopą i dalej przez Dolinę Kondratową do Kuźnic i Ronda, gdzie spotkaliśmy się na obiedzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wędrówkom towarzyszyły grzmoty i przelotne opady. Po południu rozpadało się na dobre. Pod wieczór chmury ustąpiły miejsca słońcu, pozwalając jeszcze na krótkie wycieczki w okolicach Kir, gdzie bazowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę pojechaliśmy we dwójkę z Olą na Słowację, do Doliny Młynickiej. Chcieliśmy się wspinać na Stenie i Veży pod Skokom, ale skończyło się na kondycyjnym noszeniu sprzętu po dolinie. Grzmoty i ściana opadów nad Strbskim Plesem skutecznie odstraszyły nas od wejścia w ścianę. Poprzestaliśmy więc na romantycznym spacerze z obciążeniem, który okazał się równie dobrym sposobem na spędzenie dnia. W pewnym momencie zrobiło się dosyć ciemno i ludzie się stracili, a my mieliśmy całą dolinę dla siebie. Zmokliśmy tylko trochę. Wyjazd zakończyliśmy obiadem bazującym na kuchni regionalnej (w Oravskym Podzamoku).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice, Kurs Instruktorów Taternictwa Jaskiniowego|z RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|7 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
Udział w zajęciach, skądinąd bardzo intensywnych. Zgodnie z harmonogramem, każdego dnia mieliśmy uczyć się od 08:00 do 21:30. W praktyce było różnie, czasem kończyliśmy nieco wcześniej, a czasem o 23:00. Był to bardzo pouczający tydzień. Udało się zgromadzić w jednym miejscu i w jednym czasie wiele osób z bardzo dużym doświadczeniem. Nawet jeśli nie uda mi się zdać egzaminu, było warto poświęcić czas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tematyka zajęć obejmowała: geologię i procesy krasowe, metodykę nauczania technik podstawowych, kryteria doboru i cechy węzłów, topografię Tatr i rejonów krasowych Polski, przygotowanie instruktora do zajęć w terenie, uwarunkowania medyczne w pracy instruktora, florę i faunę jaskiń, konfigurację sprzętu indywidualnego, procesy starzeniowe i zużycie w sprzęcie, techniki linowe w rekreacji, teorię asekuracji, ćwiczenia na zrzutni, dobre praktyki w poręczowaniu, techniki prezentacji wiedzy teoretycznej o TJ, terenoznawstwo, kartowanie i wstępną obróbkę danych pomiarowych, konsekwencje prawne ustawy o sporcie, historię eksploracji, ogólną metodykę nauczania na kursie taternickim, rozwiązywanie sytuacji konfliktowych w grupie, elementy psychologii, historię sprzętu, organizację formalną kursu, wytrzymałość i uwarunkowania osadzania stałych punktów asekuracyjnych. Na koniec wysłuchaliśmy 6-godzinnego wykładu Andrzeja Ciszewskiego o rejonach krasowych świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kadrę kursu stanowili głównie: Marek Lorczyk, Piotr Słupiński i Krzysztof Recielski. Ponadto zajęcia i warsztaty prowadzili Robert Matuszczak, Marcin Gala, Michał Gradziński, Agnieszka Gajewska, Bogusław Kowalski, Rafał Kardaś, Jakub Nowak, Marek Wierzbowski, Andrzej Ciszewski, a w części psychologiczno-metodycznej także Sylwia Gutkowska i Tomasz Fiedorowicz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego, jaskinia Ostra&lt;br /&gt;
|Weterani i osoby towarzyszące z różnych środowisk jaskiniowo-wspinaczkowych z kraju, RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi), wykaz wszystkich na stronie SBB&lt;br /&gt;
|14 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Jurek Ganszer z SBB, zorganizował już 22 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego (choć byli i ludzie z klubów wysokogórskich). Tym razem poszliśmy do jaskini Ostrej. W tej chwili to najgłębsza (-61) jaskinia polskich Karpat fliszowych. Jej długość to 700 m. Została odkryta w zeszłym roku przez Rafała Klimarę z SBB i on oprowadzał nas po tej pięknej jaskini. Jej przestrzenne gangi są jak na flisz ewenementem na niespotykaną skalę (kubatura kojarzyła się nam bardziej z jaskinię tatrzańską). Jaskinia posiada 2 otwory (Ostra i Rolling Stones) - na co dzień zamknięte. Rozbudowana jest na potężnej skośnej szczelinie opadającej dość jednolicie w dół. Strop choć miejscami spękany jest gładki jak przysłowiowe lustro. Wszyscy docierają do końca przestrzennej upadowy. Dalej jest ciaśniej ale nie tragicznie. Do końca na deniwelację załapujemy się w trójkę (Rudi, Kazik, Damian), prowadził nas oczywiście Rafał. Akcja w dziurze trwała ok. 2 godzin. Potem zwiedzamy jeszcze 2 mniejsze jaskinie w pobliżu. W dalszym programie szacowne grono weteranów przemieszcza się do Szczyrku gdzie wchodzimy do jaskini Lodowej. Tym razem był lód o czym niektórzy przekonali się dosadnie. Po części jaskiniowej spotykamy się na Zieleńskiej Polanie (wiślańska strona Salmopolu). Na tzw. Wyrszczyku jest obszerna wiata. W pobliżu rozpalamy watrę i dalsze uroczystości mają miejsce przy ognisku. „Oficjalne” przemowy wygłasza Jurek i Paweł natomiast Chwieju przytoczył życiorys zmarłego niedawno weterana Mariusza Szelerewicza i chwilą ciszy uczciliśmy jego pamięć.&lt;br /&gt;
Odbyło się również pasowanie na nowych weteranów. Dalej do godzin późno nocnych odbywała  się część „artystyczna”. Nocowaliśmy w namiotach a niektórzy w wiacie. Ranek okazał się mglisty i deszczowy co w zasadzie położyło kres dalszym „wyczynom”. Wracamy do domu przez Wisłę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Malinowska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/U&amp;gt;, Marek Kohut, Joanna Bujak, (strażacy z OSP Istebna Centrum oraz OSP Wisła Malinka)  &lt;br /&gt;
|8 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorny wypad do Jaskini Malinowskiej. Niestety w jaskini widać liczne ślady ludzkiej działalności w postaci śmieci i niedopałków po pseudo turystach no ale cóż bandytów nie brakuje. Wycieczka udana pogoda dobra. Jaskinia dostępna w całości bez dodatkowego sprzętu poza światłem. Przy wejściu w dalszym ciągu znajduje się drabinka metalowa z tym że nie jest ona przymocowana na stałe tak jak kiedyś tylko oparta jest o skałę. Zwiedzanie wewnętrznych partii jaskini dla wprawnego grotołaza nie powinno stanowić żadnych problemów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin w Podzamczu&lt;br /&gt;
|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/U&amp;gt;&lt;br /&gt;
|08 05 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo mocno opóźnionego startu (z godz. 8 na 10 ) z powodu deszczu, wyjazd okazał się bardzo udany. W skałach spotkaliśmy niespodziewanie Świerzynkę, który sprzedał nam patenty na przepiękną drogę – Ani gniady nie da rady. Niestety droga nie puściła, ale padło za to wiele innych zacnych dróg: Małe modrzewiowe loty, 998 (wreszcie udało się je poprowadził), Z okna na świat, Bal samców. Znaczna większość z nich (4 z 5) prowadzi przez przewieszenia, czyli formację, którą tygryski lubię najbardziej. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - wspinaczki i MTB w rejonie Roviste&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski, Aleksandra Golicz, Adam Langer, Janusz Rudol (Rudi)   |29 04 2011 - 03 05 2011}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy ze Śląska (Ola właściwie prosto z Norwegii) w piątkowe późne popołudnie by po 500 km jazdy głównie przez Czechy dotrzeć w środku nocy na polanę w Roviste. Ten wyszukany w necie przez Mateusza rejon położony jest w przełomie Wełtawy ok. 50 km na południe od Pragi. Granitowe mury skalne na wysokość do jednego wyciągu w wielu miejscach sięgają wód Wełtawy. Tak więc po przespaniu reszty nocy i skorygowaniu biwaku wspinamy się od razu w bardzo ciekawych formacjach. Karol i Mateusz jako najlepsi wspinacze z naszej grupki wybierali ambitniejsze drogi (&amp;gt; VII) a reszta satysfakcjonowała się &amp;quot;piątkami&amp;quot; z dołem lub ciut trudniejszymi &amp;quot;z górą&amp;quot;. W pierwszy dzień tylko Ola na krótko czmychła na rowerową przejażdżkę (z wyjątkiem Karola i Mateusza wszyscy zabrali rowery górskie) a reszta walczyła do zmroku w granitowych stromiznach patentując skrajne dla siebie trudności. Na krótko tylko pozwoliła na odpoczynek burza. W drugi dzień dalsze wspinanie. Do południa razem a potem wspinacze (Karol i Mateusz) łoili dalej a reszta pojechała na bardzo ciekawą pod względem krajobrazowym ale także i technicznym wycieczkę rowerową na trasie Roviste - Predni Chlum - Solenice - Kamyk na Veltawou - Roviste. Trasa wiodła wzdłuż meandrów Wełtawy w urozmaiconym terenie, z fajnymi zjazdami i trochę wymagającymi podjazdami. Po drodze ciekawe ruiny zamku w Kamyku n. V. Wieczór przy ognisku. W trzeci dzień znów do południa wspinaczki w skałkach po przeciwnym brzegu Wełtawy w Blanicach. Pęka kilka ciekawych dróg a Karol przepatentował VIII. Po południu Ola urządza krótką wycieczkę i kotwiczy w obozie, Karol z Mateuszem kontynuują wspin a Damian, Rudi i Adam przemierzają rowerami również ciekawą a miejscami bardzo piękną trasę: Roviste - Krasna Hora - Svaty Jan - Zrubek - Roviste. Wieczorem znów wszyscy spotykamy się przy ognisku. Ostatni dzień to powrót do domu. Od rana leje. Do Polski wjeżdżamy już w śniegu. I pomyśleć, że 3 dni mieliśmy piękną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka uwag ogólnych - skały bardzo ciekawe, urozmaicone o różnej skali trudności. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Obicie dróg jednak już różne. Często pierwsze wpinki są dopiero po kilku metrach od ziemi i to w po trudnych fragmentach. Można również pochodzić na własnej protekcji. Miejsce biwaku przy 2 opuszczonych chatkach z fajnymi werandami (dobre w razie deszczu) jest blisko skał. Brak jedynie wody (można nabrać przy pobliskim campingu). Kąpiel w Wełtawie raczej nie wskazana ze względu na jej stan czystości (a raczej nieczystości). Szlaki piesze i trasy rowerowe bardzo ciekawe choć wysokości względne nie są najwyższe ale to raczej na plus tego terenu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia :http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FMaj%C3%B3wka%20Czechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
﻿{{wyjazd|NORWEGIA: Hardangervidda, Hallingskarvet. Cztery dni i pół dnia w Norwegii|Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 28 04 2011}}&lt;br /&gt;
Na prawach &amp;quot;szybkiej akcji&amp;quot;, z okazji swiat wielkanocnych, wybralismy sie zakonczyc sezon skiturowy do Norwegii. Rejon dzialania dobralismy pod katem latwosci transportu - kupilismy bilety do najwyzej polozonej stacji w kraju fjordow i zalozylismy, ze musi byc tam snieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W podrozy nocnym pociagiem do Wroclawia czulismy sie nieswojo w towarzystwie pokrowca na narty z naszym sprzetem. Sytuacja niewiele sie zmienila po dotarciu samolotem do Sandefjord i przesiadce na norweski pociag. Wyswietlacz w wagonie pokazywal temperature na zewnatrz: 18 stopni. Moze popsuty? Jednak werandy domow ktore widzielismy przez okna pociagu byly zastawione lezakami. Miejscowi korzystali ze swiat, zazywajac slonca.  Podobalo sie nam to, czy nie, wiosna w poludniowej Norwegii zawitala juz na dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bylismy przerazeni. Zamykalismy oczy i probowalismy zasnac, z nadzieja, ze kiedy sie obudzimy, za oknami beda przechadzac sie po zamarznietych jeziorach renifery. Snieg pojawil sie na  godzine przed naszym celem. Termometr w wagonie ciagle obwieszczal wiosne: 16 st. C. Kiedy jednak dotarlismy na miejsce - do Finse, na 1222 m n.p.m. - nie mielismy watpliwosci, ze bialego wystarczy jeszcze na miesiac czy dwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finse to wioska powstala na okolicznosc utrzymywania linii kolejowej Oslo-Bergen.  Lezy na polnocnym krancu plaskowyzu Hardangervidda; dalej na polnoc od niej ciagna sie gory Skarvheimen. Jak na nasze standardy, to rejony dosyc nisko polozone (1000 - 2000 m n.p.m.) i przewaznie o niewielkich wysokosciach wzglednych. Jest to jednak bardzo rozlegly obszar gor, ze szczatkowa roslinnoscia (brak drzew) i  lodowcami zaczynajacymi sie juz na 1400 m n.p.m. Snieg zalega tu dlugo i koleje norweskie musialy przez caly XX wiek utrzymywac stala zaloge odsniezajaca tory. Potem technika poszla do przodu, zbudowano tunele i dzis Finse to raczej kurort. O ile tak mozna nazwac ok. 20 domow, do ktorych nawet nie da sie dojechac samochodem - bo nie ma drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko turystyczne pekalo w szwach. I zabijalo cenami, ale na to na szczescie bylismy przygotowani. Przynajmniej psychicznie. Podczas moich wczesniejszych podrozy do Norwegii korzystalem ze schronisk samoobslugowych i wygladalo to jednak znosniej niz tu w Finse - gdzie jest normalna obsluga, kuchnia itp. Ceny posilkow juz na etapie przygotowan do wyjazdu uznalismy za nie do przeskoczenia. Grzecznie przestrzegajac zakazow i nakazow oddalilismy sie od chatki i zjedlismy posilek na bazie produktow przywiezionych z Polski. Noclegu jednak nie dalo sie uniknac - bylo juz po poludniu, a ciezar naszych plecakow tylko potwierdzal slusznosc decyzji o nie zabieraniu ze soba namiotu i szturmowych spiworow.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W swiateczna niedziele, wczesnym rankiem ruszylismy na polnocny zachod, w park Hallingskarvet w gorach Skarvheimen. Naszym celem bylo Hallingskeid, punkt na linii kolejowej, w ktorym moglismy liczyc na nocleg w mniej obleganej, samoobslugowej chatce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chodzenie w nartach alpejskich po tym terenie jest pewnego rodzaju ekscentryzmem. Miejscowi preferuja biegowki. Ma to sens, biorac pod uwage wystepujace tu nachylenia i odleglosci. Mimo tego, ze celowo poszlismy inaczej niz szlak - zeby bardziej optymalnie wykorzystac nasz sprzet - zjazdow bylo niewiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nam dopisywala, wlasciwie przez caly wyjazd bylo bez opadow, przewaznie slonecznie. Wiekszosc czasu dosyc konkretnie wialo. Tylko tego pierwszego dnia, na drodze do Hallingskeid, spotkalismy dwojke Norwegow - poza tym co najwyzej widzielismy w oddali ludzkie sylwetki lub skuter sniezny. (Tu trasa calego wyjazdu: [http://nocek.pl/wiki/images/Nor.jpg])&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chatka w Hallingskeid faktycznie oferowala lepsze warunki - moglismy sami gotowac i mielismy pokoj dla siebie (oprocz nas bylo jeszcze 5 osob). O specyfice norweskich schronisk samoobslugowych pisalem juz kiedys. Przypomne tylko smutna refleksje, ze system jest zupelnie nieprzygotowany na wieksza ilosc Polakow m.in. ze wzgledu na w zaden sposob niezabezpieczone szafy pelne prowiantu (prowiant nalezy pobrac i uiscic oplate zgodnie z wiszacym cennikiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Hallingskeid spedzilismy dwie noce, w poniedzialek spacerujac &amp;quot;na lekko&amp;quot; w Grondalen. Snieg tego dnia byl na tyle rozmiekly, ze pokonalismy 500 metrow przewyzszenia ani na moment nie zakladajac fok. Tego dnia nawet zalozylismy na chwile zestawy lawinowe. Znowu jednak malo przydaly sie kaski i czolowki (jasno od 5 do 22). Tymczasem Norwegom skonczylo sie wolne, takze wieczorem w chatce bylismy juz sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem na wtorek bylo dotarcie do Rembesdalsseter - chatki na polnocno-zachodnich krancach plaskowyzu Hardangervidda, na wys. ok. 960 m. Podazalismy szlakiem prowadzacym przez wielkie, plytkie U-ksztaltne doliny bez zadnych charakterystycznych punktow - silne skojarzenia z pustynia. Ciekawym epizodem bylo natrafienie w miejscu, gdzie zgodnie z mapa mial stac szalas na... komin wystajacy raptem na pol metra ze sniegu. Jak dlugo trwa tu sezon?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo wszystko, w ciagu osmiu godzin wedrowki zaliczylismy dwa krotkie, ale przyjemne zjazdy. Drugi, na 1 km przed chatka, przebiegal 200-metrowym progiem eksponowanym na slonce. Trzeba przyznac, ze na koniec dnia byl nieco stresujacy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce w Rembesdal zastalismy dwojke studentow z Niemiec (na biegowkach - przyznali sie ze prog schodzili piechota - ha!). Warunki tam sa kameralne, chatka sklada sie z jadalniokuchni i dwoch malych sypialni. Pradu brak, jest za to widok na jezioro i na bloki lodu odrywajace sie od lodowca Hardangerjokulen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mozna powiedziec, ze to wlasnie ten lodowiec, jeden z wiekszych w Norwegii, byl tematem wiodacym naszego ostatniego, czwartego dnia w terenie. Obeszlismy go od polnocnego zachodu, podziwiajac z bezpiecznej odleglosci bezkresna biel i moreny usypane w zwiazku z wahaniami zasiegu lodowca z ostatnich kilkudziesieciu lat. Nie obeszlo sie bez odrobiny problemow orientacyjnych - w tym terenie mapa to niewiele, trzeba jeszcze miec glowe na karku i najlepiej odbiornik GPS. Pod koniec spaceru spotkal nas calkiem dlugi, lagodny zjazd do Finsevatnet. Potem poszlismy za sladami ok. dwa kilometry po zamarznietym jeziorze. Minelismy wprawdzie kilka konkretnych pekniec ktore troche nas zaniepokoily, ale jak dowiedzielismy sie potem w schronisku, w ubieglym roku lod odpuscil dopiero w sierpniu. Do Finse dotarlismy dosyc wczesnie. Mielismy cos gotowac, ale zalapalismy sie na lasagne dla pracownikow w hotelu (w pewnym sensie bylo to tanie). Ostro juz sie nudzac, pojechalismy w strone domu nocnym pociagiem o 01:38.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec zostaje wyjasnienie dlugosci opisu i braku polskich liter. Otoz odwolano nasz lot powrotny do Katowic i chcac zdazyc na piatek do pracy, musielismy przebukowac sie na... Gdansk. I dalej przemieszczac sie pociagiem. Pociag jedzie 8 godzin i 30 minut - opis w zwiazku z tym powstal na telefonie komorkowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitour na Salatyn&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|26 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli ktoś w końcu kwietnia w Zachodnich Tatrach chce zjechać z głównej grani do auta  pokonując ponad 1000 m deniwelacji i kilka kilometrów pysznego zjazdu to wycieczka na Salatyn może zaspokoić te oczekiwania. Powodem takiego stanu rzeczy jest naśnieżana nartostrada (na wys. 1477) w dolinie Salatyńskiej a wyżej naturalne śniegi zalegające w tej wystawionej ku północy dolinie. Przeanalizowanie widoku z internetowych webkamer pomaga podjąć decyzję. Tak więc w dość pogodne przedpołudnie ruszamy na fokach z parkingu w Spalonej. Wyciąg nie działa więc wszędzie pustki i tylko nasze auto jako jedyne stało na  rozległym parkingu. Do górnej stacji podchodzimy po rozmiękłym śniegu. Dalej czasem kłopotliwe przedzieranie się przez kosówki choć generalnie poruszamy się naturalną rozpadliną. Dość stromym żlebem wydostajemy się na Pośrednią Salatyńską Przełęcz (2012) a stąd na wierzchołek Salatyna (2048). Znów możemy nasycić oczy rozległymi widokami choć tak bardzo nam znanymi to zawsze fascynującymi. Zjazd po mokrych śniegach jest ciekawy. Żleb jest początkowo dość stromy ale zarazem dość szeroki więc jest możliwość manewru. Na stromiznach stacza się z nami „rzeka” mokrego śniegu a czasem duże kule. Fajnie się jednak bawimy. Dalej mykamy pod zboczami Zadniego Salatynu by ominąć kosówki. Tylko na chwilę musimy zdjąć narty by przez małą górkę dostać się na nartostradę. Dalej w dół pędzimy jak szaleni aż na parking. Wkrótce jedziemy autem przez dolinę Rochacką gdzie nie ma nawet grama śniegu. Niżej już całkowicie rządziła wiosna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin na górze Zborów w Podlesicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|21 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy w sumie 12 dróg od IV+ do VI+ na Długiej Grani, Dziurkach, Czujniku i Młynarzu. Paweł przystawił się do dwóch VI.2. Fantastyczna pogoda do łojenia, ludzi mało, cisza i spokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – &amp;quot;otwarcie sezonu&amp;quot; w Górach Towarnych, wspinaczki, jaskinie&lt;br /&gt;
|2 dni - Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Adam Langer, Tomasz Wieszyński, Łukasz Pawlas (z koleżanką), Ola Golicz, Mateusz Golicz, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch,  Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Daniel Bula, Ola Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk,, niedziela - &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Olek Kufel, Tomek Jaworski, Asia Jaworska (z Karolkiem), Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch (z Wojtusiem)|16 - 17 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne „otwarcie sezonu” (tak naprawdę jest stale otwarty). Padło wiele dróg wspinaczkowych i każdy znalazł chyba coś dla siebie. Ponadto niektórzy zwiedzili jaskinie: Niedźwiedzia-Dzwonnica, Cabanowa, Towarna. Na pewno coś dopisze Karol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wezwany do tablicy pisze:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zaczynamy około godziny 10 tej jesteśmy w trójkę, lecz z każdą następną godziną przybywa Nockowiczów. Wspinamy się w górach Towarnych Małych, nazwa ta nie jest przypadkowa, gdyż na większość z dróg wystarczają 3 ekspresy!!! Wieczorem wybieramy się w licznym składzie (około 10 osób) do pobliskich jaskiń, które okazują się warte zobaczenia.&lt;br /&gt;
Pozostała część ekipy rozpalała w tym czasie ognisko, przy którym siedzimy do późnego wieczoru próbując rozwiązać zagadkę, tzw..gwóźdź programu. Brak rozwiązania tego problemu nie pozwolił zapewne zmrużyć oczu większości z uczestników. Z tego pewnie powodu część z nas nie była wstanie wspinać się dnia następnego:). Braki w zespole uzupełniony został tzw. ,,niedzielnymi Nockowiczami’’ Wspinamy się na ciekawszych niż sobotnie skałkach w Górach Towarnych Dużych -  4 ekspresy tu to standard - do godzinny 16- tej.( nawet najstarsi górale nie pamiętają, żebym tak wcześnie kończył wspinanie !!!) Wracając zahaczamy jeszcze o Olsztyn, aby skosztować specjalności miejscowej, czyli dobrych lodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko |10 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby uciec od codziennego zgiełku i tłoku udaliśmy się do zacisznych Rzędkowic:) Pogoda mimo kilku prób(wiatr, zachmurzenie, temperatura) nie zdołała stłumić naszego pragnienia wspinu. Działaliśmy w sprawdzonym dwuosobowym składzie, co bezpośrednio przełożyło się na liczbę zrobionych dróg (jak zwykle wspinanie non stop od świtu do zmierzchu). Padły między innymi: Myśliwi z Jurgowa, Trwoga Ginekologa, Homer Simpson, polecamy także ładną i dłuuuuugą drogę Nikodemówkę – patenty sprzedam niedrogo:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – Jaskinia Czarna, Partie Królewskie&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Fidzińska (KKTJ) |09 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch tygodniach wspinu nieuchronnie musiałem zatęsknić za jaskiniami. Kaja po dwóch tygodniach na Kitzu chciała więcej... Nikt nikogo nie musiał namawiać, zachęcać, przekonywać. Dwa krótkie maile i jedziemy. Uwielbiam to. Prognoza mało zachęcająca, więc wybór pada na Czarną. Partie Królewskie, bo żadne z nas jeszcze nie było. Taki jaskiniowy sobotni spacer. Powłóczyliśmy się po jaskini, nacieszyliśmy urokiem królewskich (zdecydowanie polecam). Czyli wieczorne piwko można było uznać za zasłużone :) Spożywamy je już w Krakowie oglądając Staszka i Kai zdjęcia z wyprawy i słuchając opowieści... I mimo, że parę godzin wcześniej byliśmy jeszcze w jaskini tęsknię za kolejnym wyjazdem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wspin na Kobylej w Wiśle&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, (Seweryn Kohut, Agnieszka Kaczmarzyk, Karolina Kukuczka, OSP Istebna Centrum) |9 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd a raczej krótki wypad na skałki do Wisły na tzw. Kobylą. W przypadku moich kompanów było to pierwsze spotkanie ze skałkową przygodą. Jak na strażaków przystało bez większych problemów poradzili sobie z pierwszymi krokami w wspinaczce. Powspinaliśmy się trochę na wędkę drogą ok. czwórkową oraz potrenowaliśmy wychodzenie po linie przy pomocy przyrządów zaciskowych. Pogoda podczas wycieczki była słoneczna jedynie wiejący od PN zimny wiatr powodował dreszcze i nie przyjemne uczucie zimna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA/POLSKA: Tatry - narciarski trawers Tatr&lt;br /&gt;
|Zofia Chruściel (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG) - zrobili całość, do przełęczy Zawory - Ewa Kondela (SBB/GOPR), Stanisław Banot (GOPR), Krzysztof Banot (GOPR), Przemysław Miszczyk (GOPR) |1 - 5 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tzw. tatrzańska Haute Route zrobiona. Przepiękna a zarazem trudna i wymagająca kondycyjnie wysokogórska tura przemierzona od Kieżmarskich Żlebów u wylotu Kieżmarskiej Doliny na wschodzie po Zwerowkę w Dolinie Rochackiej na zachodzie. Przez przełęcze: Barania, Czerwona Ławska, Rohatka, Wschodnie Żelazne Wrota, Koprowa, Zawory, Tomanowa, Iwaniacka i wierzchołek Grzesia. Pogoda z wyjątkiem ostatniego dnia wspaniała (tylko dzięki temu udało się zrealizować projekt), warunki z uwagi na mało śniegu trudne. Jeżeli komuś chce się poczytać więcej to szerszy opis tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:THR_2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FTHR&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Łysych Skałach&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Mateusz Górowski, Sara (os. tow.)|03 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwiecień - po 5 miesiącach ściankowego restu wreszcie trafił się słoneczny, ciepły weekend, więc co do wyjazdu porozumieliśmy się niemal bez słów. Jak się okazało po całkiem spokojnym poranku, znacznie więcej wspinaczy stęskniło się już za kasującym palce jurajskim wapieniem - koło południa zrobiło się trochę ciasno. Udało nam się jednak wywspinać parę ciekawych dróg - między innymi: &amp;quot;Niedzielny Dülferek&amp;quot; za VI.1+/2, niejaki &amp;quot;Koziołek&amp;quot;(VI.1+) i &amp;quot;Prawa płytka&amp;quot; (VI.1). Wyjazd zakończylismy w nienagannych humorach.  Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2Flyse%20skaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA/WŁOCHY – wspinanie w Ospie i Lumignano&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 26 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przejazd przełożony z uwagi na chorobę Prezesa i intensywne opady dla docelowego rejonu, na późny poniedziałkowy wieczór. Wyjeżdżamy z Bytomia i zaczyna lać; generalnie co nas to obchodzi, w końcu jedziemy na południe – tam przecież nie będzie padać. Nad Czechami i Austrią gwieździste niebo, lecz gdy wjeżdżamy do Włoch zaczęło się … i nie przestało przez kolejne 2 dni – totalna zlewa. Na miejsce –Osp – dojeżdżamy nad ranem i na krótką chwilę przestaje padać więc mamy trochę czasu na poznanie okolicy i znalezienie miejsca na rozbicie namiotu. Decyzja pada na płaski teren tuż obok jednego z filarów podtrzymujących wiadukt z autostradą. Już na samym początku musimy wykazać się zdolnościami McGyver’a bo łamiemy jeden z pałąków namiotu Damiana. Nad Słowenią wiszą ciężkie chmury ale nie leje, więc wspinamy po jednej drodze w rejonie Crni Kal. Generalnie skała podobna do tej z polskiej jury, ale nie przypada nam do gustu – przecież przyjechaliśmy na południowy wapień a nie na jurajskie dziurki. W nocy najprawdopodobniej w okolicy przechodziło tornado bo budzimy się z wyrwanymi odciągami i kałużą błota w namiocie. Następny – jeszcze bardziej deszczowy dzień przeznaczamy na zwiedzanie Słoweńskiego wybrzeża, w szczególności miasta Koper i Piran. Na ten temat rozpisywał się nie będę – Piran choć mniejszy to dużo ładniejszy. W 2 biurach informacji turystycznej dostajemy rozbieżne informacje dotyczące prognozy pogody – według tej bardziej optymistycznej jutro może na chwile przestanie padać, a potem już słońce. I rzeczywiście, a nawet lepiej bo tylko parę minut lekko pokropiło, a silny wiatr skutecznie osuszył większość z połaci skał. Do dziś nie wiem czemu w pierwszy dzień wspinaczkowy Karol wyciągnął Nas do Misji Pec - sektora z najtrudniejszymi drogami – jakaś nowa strategia rozgrzewki? Pod skałą prawie sami włosi i Słoweńcy ale słyszymy też polskie słowa – w Ospie wspinał się z nami Tomek „Mendoza” Ręgwelski z Krakowa,  znany nam z Grochowca i z historii polskiego wspinania:) Zaczynamy mocno - od w ogóle nie rozgrzewkowych 6b+ i 6c! na których bułuje się na cały dzień. Pod wieczór decydujemy się zmienić miejsce noclegu na mniej błotne i mniej wietrzne. W Crnim Kalu, opodal parkingu pod skałami znajdujemy przytulną polankę; miejsce idealne: blisko do samochodu, blisko do kibelka, po wodę, tylko pod skały mamy jakieś 5 km. Przez kolejne dni wspinamy w Ospie od rana do wieczora, zmieniając się na drogach, z krótkimi przerwami na ciasteczka i lekturę na hamaku – po prostu wspinaczkowe wakacje:) Liczba dróg wspinaczkowych w Ospie jest przytłaczająca, jak i wysokość tutejszych skał; pomimo niedostępności połowy dróg – ze względu na intensywne opady, w połowie długości muru skalnego powstało potężne wywierzysko i kaskady odcinające dostęp do wielu dróg wspinaczkowych -  jest tu do czego się przystawiać przynajmniej na kilka sezonów. Po kilku dniach łojenia pora na odpoczynek; wybieramy się więc do Postojnej żeby zwiedzić jaskinie turystyczną i w drodze powrotnej zobaczyć Skocjanskie Jamy. Niestety ceny biletów wstępu do tych jaskiń były iście Europejskie i jak dla Nas zaporowe więc  korzystamy tylko z tamtejszych toalet, gdzie bierzemy porządną kąpiel w umywalkach:)po kilku dniach wspinania była to rzeczywiście już konieczność, chociaż Damian dopiero przedostatniego dnia wyjazdu zaczął narzekać, że mu tapicerka przesiąkła smrodem rzekomo moich skarpetek:) W poniedziałek w skałach spotykamy Bytomsko-Gliwickich znajomych, a następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszamy do Lumignano. Z Ospu do Lumignano jest ok 230 km więc zdążyliśmy się jeszcze tego dnia solidnie powspinać. Skała tu inna niż w Słowenii- brak długich i masywnych kaloryferów, choć niewielkie też się zdarzały, dużo za to dziurek i krawądek często bardzo ostrych - spytajcie Damiana żeby pokazał rozcięty palec. Warunki socjalne rewelacyjne: parking, dwa stoliki z ławeczkami, ubikacja, umywalka i bieżąca woda, tylko namiotu nie ma za bardzo gdzie rozbić, a w grotach spać nie będziemy bo grasują skorpiony-naprawdę. W Lumignano wspinamy już bez dnia odpoczynkowego, zmieniając tylko sektory. Wieczory standardowo spędzamy przy grzanym winie w towarzystwie sympatycznych Niemców, z którymi wymieniamy się doświadczeniami i rekomendujemy sobie nawzajem Nasze rodzime rejony. Na ostatni dzień zostawiamy sobie po jednym projekcie, z których tylko Damianowi udało się swój wykonać, pakujemy samochód, szybka pizza w towarzystwie wesołego kelnera i powrót do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Informacje praktyczne:'''&lt;br /&gt;
Osp – woda we wsi Crnotice; zakupy w centrum handlowym na przedmieściach Triestu tuż za granicą Włosko-Słoweńską-podobno w ubikacji dla niepełnosprawnych można wziąć niezłą kąpiel:); spanie na campingu w Ospie (10EUR/os/dobę) lub na dziko ale trzeba dobrze szukać – właściciel campu wzywa Policję; w dni odpoczynkowe można zwiedzać całą Słowenię-nie jest zbyt duża.&lt;br /&gt;
Lumignano- woda i kibelek na parkingu; zakupy można zrobić w sklepikach w samym Lumignano lub przejechać się ok 4 km do marketu w pobliskim Longare; spanie w namiocie na parkingu, ale zmieszczą się tylko 2 lub 3 namioty więc weekendami może być problem, można próbować w licznych, bardzo klimatycznych grotkach skalnych, uwaga na skorpiony; na odpoczynek można wybrać się do pobliskich miast (Padwa, Vicenza, Wenecja), a jak się znudzi wspinanie w Lumignano lub będzie tu za gorąco to można przenieść się do Arco (ok. 120km) lub właśnie do Ospu (ok230km).&lt;br /&gt;
Myślę, że Karol i Damian też napiszą parę słów relacji z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik,&lt;br /&gt;
Jakub Nowak, Jan Wołek, Bartosz Berdel, Marcin Grych, Stanisław Wasyluk, Kaja Fidzińska; ST: Filip Filar; SC: Kazimierz Szych; SDG: Włodzimierz Porębski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 - 2 04 2011}}&lt;br /&gt;
W dniach 16.03. - 2.04. odbyła się kolejna wyprawa Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini Feichtnerschacht, w której uczestniczyłem przez dwa tygodnie. Specyficzną cechą tych cyklicznych wyjazdów jest położenie bazy wyprawy - w podziemiach tzw. Alpincenter, centrum rozrywkowo-gastronomicznego ośrodka narciarskiego, na wysokości 2450 m. Aktywność nie ogranicza się więc tylko do jaskiń - są też narty zjazdowe i skitury. Ja, dzięki całkiem dobremu połączeniu z Internetem sporo pracowałem w ciszy i spokoju nad pewnym programem komputerowym, przeszkadzające mi telefony zbywając stwierdzeniem &amp;quot;jestem za granicą, proszę dzwonić po powrocie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Feichtnerschacht jest rozwinięta w nietypowej skale - marglu mikowo-wapiennym. W miejscach gdzie nie ma błota, przypomina ona nieco piaskowiec. Działalność odbywa się w oparciu o biwak w tzw. Sali z Miśkiem - na głębokości ok. 430 m, za piaszczystym przekopem. W tym roku kierunki eksploracji były dwa - po pierwsze, zjeżdżaliśmy z tzw. Kubatur (ok. 610 m) studniami w dół. Po około 60 m zjazdu zostało jednak osiągnięte połączenie z Żółtymi Marmitami - częścią jaskini znajdująca się poniżej. To połączenie nie było zresztą niczym niespodziewanym, Feichtnerschacht rozwija się bowiem pod przewidywalnym upadem; spróbować jednak było trzeba. Drugi &amp;quot;przodek&amp;quot;, na którym działałem m.in. ja, był problemem &amp;quot;do kopania&amp;quot; z zeszłego roku, położonym w najbardziej wysuniętym na wschód punkcie jaskini. Urobek (piasek) trzeba było wyciągać wykonaną z karnistra wanienką przez ok. 10-metrową rurę. Na trzecim z kolei biwaku, na którym znalazłem się wspólnie z Kają Fidzińską (w zespole) oraz Michałem Pawlikowskim i Staszkiem Wasylukiem (druga ekipa), wyciągnęliśmy z Kają 83 takie wanienki. Na kolejnej szychcie, Michałowi i Staszkowi udało się w końcu przekopać. Wąski korytarz, w którym trzeba było się czołgać, skręcał pod kątem prostym, by przejść w 7-metrową studzienkę o ok. 2-3 metrach średnicy. Na końcu zastaliśmy szczelinę nie do przejścia i zamulony korytarz idący pod górę. Łącznie za naszym przekopem zmierzyliśmy ok. 37 metrów i wobec słabych perspektyw, trzeba było podjąć trudną decyzję o deporęczowaniu tej części jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza trzema dniami w jaskini, popołudniami około trzech razy byłem na Grosser Schmiedingerze (ok. 440 Hm z Alpincenter), raz na Maurerkoglu (podobnie), raz na Schmiedingerscharte. Pod koniec wyprawy rozjeździłem się na tyle, że zdecydowałem się na zjazd z samego wierzchołka Kitzsteinhorna (wys. 3203 m, ale podejść trzeba niespełna 200 m). Warunki śniegowe były od strony lawinowej dosyć dobre, ale spod niewielkiej ilości śniegu wystawały niebezpieczne skały, więc poszaleć się nie dało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Czarna, partie III Komina&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Jerzy Krzyżanowski (Pająk)|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było dotarcie do drugiego otworu. Poruszając się zgodnie z opisem docieramy do miejsca gdzie było dużo ziemi, roślinki, ćmy i muszki. Otwór jak tu jest to był zasypany (chyba, że to nie ten). Ponieważ byliśmy uzależnieni od dojazdu to nie mamy czasu chodzić po tych pięknych partiach jaskini. Po wyjściu z dziury lecimy w dół i do domu wracamy z Ryśkiem i Tomkiem, którzy byli na szkoleniu w TPN. Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – szkolenie z ochrony przyrody dla instruktorów PZA.&lt;br /&gt;
|Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, na miejscu instruktorzy w wszystkich klubów PZA|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się wycieczka ścieżką nad Reglami pod przewodnictwem pracownika TPN. Na wycieczce poruszone były kwestie ochrony przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry – skitour na Chabenec&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz, Adam Langer (szedł bez nart)|26 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Magurki  (1050) zielonym szlakiem na główną grań Niżnych Tatr. Śnieg znajdujemy dopiero na wys. 1500 i to jeszcze z przerwami. Podejście boczną granią na zwornik i dalej w fatalnych warunkach przy mocnym wietrze i mgle docieramy na szczyt Chabenca (1955). Szybko jednak stąd uciekamy. Zjazd łagodny ale w/w warunkach pogodowych i zmarzniętym śniegu a często po trawach zjeżdżamy do porzełęczy. Dalej upatrzonym wcześniej żlebem w dół do doliny. Zjazd żlebem wynagrodził nam wszystkie poprzednie trudy. Od 1300 na przemian idziemy a jak się pojawia śnieg jedziemy docierając tak aż do Magurki. Była to wspaniała tura. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FChabenec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd do jaskini Trzy Kopce&lt;br /&gt;
|Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Wieszyński|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 16 spotykamy się przy Plazie i wyruszamy &amp;quot;panterką&amp;quot; Buliego&lt;br /&gt;
w stronę Szczyrku. Przed dotarciem na miejsce, zatrzymujemy się&lt;br /&gt;
jeszcze na pyszną (ponoć) szarlotkę na ciepło i herbatę w Bagateli, by&lt;br /&gt;
ostatecznie do Chaty Wuja Toma dojść ok. 19. Tu raczymy się zimnym&lt;br /&gt;
piwkiem (oczywiście bezalkoholowym) i idziemy spać, aby na drugi dzień&lt;br /&gt;
być wypoczętym na akcję w jaskini. Pobudka, z uwagi na fakt iż jaskinia&lt;br /&gt;
jest o &amp;quot;rzut beretem&amp;quot; nie była skoro świt, związku z tym ze schroniska&lt;br /&gt;
wychodzimy dopiero ok. 9. Dnia poprzedniego spadło 20cm świeżego&lt;br /&gt;
śniegu, także w stronę Klimczoka przecieraliśmy szlak brodząc po&lt;br /&gt;
kostki w białym puchu. Pod wejście do jaskini dotarliśmy po 30 min,&lt;br /&gt;
gdzie nastąpiła krótka przebierka i byliśmy gotowi do wejścia. Dla&lt;br /&gt;
niektórych z nas była to pierwsza poważna (poważna jak na nasze&lt;br /&gt;
umiejętności) jaskinia w życiu, także na pewno adrenalina pojawiła się&lt;br /&gt;
w naszej krwi. Zejście do jaskini (4 metrową studnię) pokonaliśmy bez&lt;br /&gt;
problemów, a dzięki przewodnikowi w roli Buliego bez kłopotów&lt;br /&gt;
pokonywaliśmy kolejne sale, by ostatecznie dotrzeć do sali Smoczej,&lt;br /&gt;
gdzie znaleźliśmy kartkę z informacją iż księga wpisów znajduje się na&lt;br /&gt;
stronie Speleoklubu Bielsko-Biała. W drodze powrotnej Buli zrobił nam&lt;br /&gt;
test i kazał nam prowadzić do wyjścia, niestety wstyd się przyznać ale&lt;br /&gt;
nie mogliśmy znaleźć poprawnej drogi już przy pierwszym rozwidleniu.&lt;br /&gt;
Jednak z małą pomocą naszego przewodnika, ostatecznie trafiliśmy do&lt;br /&gt;
wyjścia, zwiedzając po drodze jeszcze Komnatę Chrystusa i Salę Ewy.&lt;br /&gt;
Akcja nie trwała długo, bo troszkę ponad 2h, także pod Plazą byliśmy&lt;br /&gt;
już przed 16, skąd rozjechaliśmy się do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - nocny wypad pieszo z Ustronia do Bielska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Langer|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do celu udajemy się pociągiem z Katowic i jesteśmy o 20.40 na stacji Ustroń Polana. Wysiadając widzimy, że śniegu na peronie jest ponad kostki, to już nam zwiastuje co nas będzie czekać w nocy. Na początku udajemy się w stronę Równicy, dochodząc w okolicę schroniska spotyka nas pierwsza niespodzianka – mgła. Po drodze mijamy biesiadników z knajpek przy schronisku, którzy oczywiście ewakuowali się do domów samochodami. Z Równicy kierujemy się zielonym szlakiem do Brennej, momentami ściegu jest około 30 cm. Oczywiście mgła też nie dawała za wygraną, czasem się nasilała i próbowała dać nam w kość. Na szczęście mieliśmy gpsa, co usprawniło poruszanie się w tych warunkach. W Brennej jesteśmy około północy, później dalej kierujemy nasze kroki zielonym szlakiem na Błatnią, a stamtąd na Szyndzielnię. W tym czasie zaczął przez chmury przebijać się księżyc, który był tej nocy w pełni (oprócz saren i zająca żadnego wilkołaka nie spotkaliśmy), pozwoliło nam to w każdym razie trochę dojrzeć sąsiadujące góry. W drodze na Szyndzielnię mogliśmy też przyjrzeć się rozświetlonemu Bielsku. Po zejściu z góry ok. 5.15 okazuje się, że za 5 minut mamy autobus na dworzec pkp, więc szybko pakujemy niepotrzebne rzeczy i po przyjeździe busa kończymy naszą nocną wędrówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA-CHOPOK - Skitury i spacery po okolicy |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |19 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo niesprzyjającym warunkom pogodowym za oknem wybraliśmy się na - jak się okazało - bardzo przyjemną wycieczkę. Na  rozgrzewkę zrobiliśmy krótką turę na nartach- spod dolnych wyciągów na Chopok na wysokość około 1600m. Początek trasy robimy lewą odnogą nartostrady (sztucznie naśnieżona), a następnie idziemy poza trasą wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego już na naturalnym śniegu, którego wraz z wysokością systematycznie przybywa. Odnajdujemy tam świetny teren do zjazdu. Niestety wraz z wysokością robi się coraz bardziej mglisto, a do tego wynik testu lawinowego, którego dokonuje  Mateusz jednoznacznie wskazuje, iż trzeba wracać (przy drugim wykonaniu płyta śniegu wyjeżdża już po wbiciu łopaty…). Kolejną atrakcją jest więc eksploracja skądinąd znanego nam już nieco sporego terenu wspinaczkowego (Machnato) w tej samej dolinie.&lt;br /&gt;
A potem to już tylko spokojny powrót do domów, przerywany zakupami słowackich „towarów eksportowych” :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY ZACHODNIE - Dolina Jarząbcza - skitury |Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Wyciślik|13 03 2011}}&lt;br /&gt;
Debiut Michała na nartach. Postanowiliśmy od razu uczyć go na skiturach, żeby nie wchodziły mu w krew złe nawyki. W Chochołowskiej próbujemy trochę iść na nartach, ale sens miało to średni - totalnie zamoczyliśmy foki od spodu. Pierwotny plan - Kończysty - szybko musiał ulec modyfikacji, gdy gołym okiem ujrzeliśmy, że na stokach tego szczytu nie możemy liczyć nawet na niewielkie płaty śniegu. Ostatecznie poszliśmy za śladami wzdłuż potoku, prowadzącymi do Doliny Jarząbczej. Stoki Łopaty i Czerwonego Wierchu okazały się bardzo ciekawym terenem narciarskim, na którym śnieg dosyć dobrze się trzyma. Na wysokości ok. 1 700 m, nie docierając do żadnego specyficznego punktu, zdecydowaliśmy się na odwrót z uwagi na bardzo silny wiatr. Nasz kursant zmęczył się jak... kursant, ale dzielnie przyjął na zjeździe wiedzę z zakresu wpinania i wypinania nart, trawersowania zbocz i zsuwania się. Kiedy zaczęły się drzewa, natychmiast zapięliśmy mu kask, bo polegaliśmy na nim jeśli chodzi o transport do domu. Niestety ze względu na późną porę i zmęczenie materiału, zakręcanie będziemy musieli poćwiczyć na następnym wyjeździe. Doliną Chochołowską dało się zjechać do Polany Huciska, ale to może być już nieaktualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY WYSOKIE - Niżnie Rysy|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przebieżka skitourowa na Niżnie Rysy (2430). Do Morskiego Oka idziemy z buta - wprawdzie dało się na nartach, ale uznaliśmy, że nie mamy na to czasu (piechotą zajęło nam to 1.5h). Morskie Oko, Czarny Próg i Czarny Staw pod Rysami tj. ok. 200 metrów przewyższenia przechodzimy na fokach; kolejne 800 m pionu to już tylko raki. Pod Bulą pod Rysami wykonujemy wykop, który potwierdza, że sytuacja śniegowa jest nieciekawa - górna warstwa śniegu jest zupełnie niezwiązana z podłożem. Na szczęście grubość tej pokrywy wynosiła na ogół kilka cm. Jesteśmy jedynymi skiturowcami w okolicy (czyżby wszyscy na zawodach?), poza nami widzimy tylko piechurów drapiących się na Rysy i wspinaczy działających na Kazalnicy. Wierzchołek osiągamy przed 16:00 - najtrudniejsze było ostatnie 200 m, nie da się ukryć że trochę zmęczyło nas te 1446 metrów podejścia. Zjazd jest pierwszorzędny, stromy (początkowo 42 stopnie) ale na ogół szeroki. Pod wierzchnią warstwą, która natychmiast się osuwała, śnieg był dosyć twardy, lecz nie zlodzony. Przed przemierzeniem Morskiego Oka musieliśmy przystanąć na dłużej na płotku, bo nogi zaczynały już odmawiać nam posłuszeństwa. Na szczęście sporą część stawu udało się pokonać bezwysiłkowo dzięki silnemu wiatrowi. W schronisku dłuższy postój; zjazd do Palenicy odbywamy już po zmroku. Piechotą idziemy ostatnie 20 minut, nie chcąc katować szlachetnych nart, które mieliśmy na tym wyjeździe na nogach (mieliśmy dokładnie ten sam model). Za ten dzień przyszło mi zapłacić okrutnymi odciskami na nogach od moich nowych butów - superlekkich i superniewygodnych (tanio sprzedam!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie nagroda w postaci legendarnego wschódu słońca na &amp;quot;babci&amp;quot;. Pięknie. Widok na Tatry dosłownie miażdżący. Robimy zdjęcia, chłoniemy słońce i schodzimy, bo jednak mróz. Powrót przez Bronę do samochodu i walcząc z narastającą sennością do domu, pod pierzynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia tatrzańska|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;, SŁ:Tomasz Olczak, ST:Zbigniew Tabaczynski, SGW:Mirek Kopertowski, SW:Oliwia Ryśnik|05 - 07 03 2011}}&lt;br /&gt;
Udana akcja w jednej z jaskiń tatrzańskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - spacerowo na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Sara (os. tow.) |26 - 27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Spokojny spacerek do Bacówki na Krawców Wierch, pogoda zdecydowanie wiosenna. Bacówka bardzo przyjemna i w dobrej lokalizacji gdyby chcieć robić przejście np. narciarskie od Zwardonia do Babiej (może w przyszłym sezonie ;)).&lt;br /&gt;
W niedzielę szybki spacer granią na Grubą Buczynę, skąd rozpościera się piękny widok na Tatry i Pilsko. Wracając zatrzymujemy się jeszcze w Rajczy na boulderze :). Warunki na tury nieciekawe, granią niby się da, ale tylko szlakiem i to nie wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2011&amp;diff=2135</id>
		<title>Relacje:Oman 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2011&amp;diff=2135"/>
		<updated>2011-07-23T08:05:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{{wyjazd|Norwegia, Lofoty - Wspinaczka|Mateusz Górowski, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|30 06 - 14 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd na wspinanie do Norwegii chodził mi po głowie dawno. Mateusza ciągnie tam zawsze, już teraz wiem dlaczego. Norwegia wspinaczkowo i górsko ma potencjał nie do wyczerpania. I urok, który każe tam wracać.&lt;br /&gt;
Już teraz wiem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Lofoty są daleko. Taki banał. Kiedy gdzieś daleko lecimy samolotem albo jedziemy kradnącymi przestrzeń autostradami nie do końca dociera do nas co znaczy to banalne zdanie. Zrozumienie daje PODRÓŻ.&lt;br /&gt;
Podróż – 30 czerwca-2 lipca. 3000km, 3 doby. Samolot, pociąg, autobusy, prom, autostop.&lt;br /&gt;
Garść informacji praktycznych dotyczących dojazdu: Lot z Pyrzowic do Oslo (Wizzair). Z lotniska Oslo-Torp darmowy bus do stacji kolejowej Torp. Dalej pociągiami (kilka przesiadek) przez Trondeheim do Bodo. 1500 km, łącznie 20h. Stąd prom na wyspy i dojazd autobusem do miejsca docelowego. Dla nas łączny koszt podróży w obie strony wyniósł po 900zł na osobę.&lt;br /&gt;
Norweska kolej funkcjonuje świetnie. Widoki z okna pociągu fenomenalne. Poznaje się krajobrazy niemal całego kraju. Magiczne krajobrazy. Jako, że był to dla mnie pierwszy kontakt z Norwegią wrażenie było silne. Na tyle silne, że w pociągu co pewien czas muszę je zapisać. Po prostu wstawiam tu te zapiski: &lt;br /&gt;
„Jak określić przesuwający się za oknem krajobraz? Prostota, przejrzystość i uporządkowanie. Budowa krystaliczna. Przestrzeń wydaje się być zrobiona z metalu. W każdym punkcie północnej Norwegii składa się z trzch elementów: nieba, morza i zieleni. Zachmurzone, przygniatające niebo zdaje się wisieć kilka metrów nad pociągiem. Ma kolor ołowiu. Morze jest jak z płynnej rtęci - srebrne i ciężkie. Najdziwniejsza jest zieleń – niesamowicie gęsta, zwarta, zagarniająca. Brzmi to absurdalnie, ale jest tak gęsta i zimna, że równiż zdaje się być z metalu. Zielona ściana aluminium.&lt;br /&gt;
Płaskowyż północny – przekraczamy koło polarne.&lt;br /&gt;
Ta część kraju nie przystaje do niczego co znam i rozumiem. To inny fragment planety – jakiś zupełnie nielogiczny. Pustkowie. Wyżyny przeraźliwie monotonne i martwe. Trudno nawet powiedzieć czy jest tu ładnie. Jest obco. Krajobraz absolutnie nieludzki. I ekspansywny. Zamieszkać w takim miejscu to praktycznie skazać się na samobójstwo albo chorobę psychiczną. Tak to czuję. A jednak ludzie tu mieszkają. Mijamy domy. I właśnie te domy są dla mnie niepojęte. Stoją samotnie, kilkanaście kilometrów jeden od drugiego. Na śnieżnym pustkowiu. Przeżycie w nich w trakcie polarnej zimy zależne być musi w 100% od sprawności infrastruktury – odśnieżenia drogi, utrzymania lini energetycznej itp. W tych niezwykle trudnych warunkach to gigantyczne koszty – dla jednego domu!”&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Z Bodo prom na Lofoty. Mieliśmy płynąć szybkim katamaranem do Svolvear, skąd jest ok 30 kilometrów do naszej pierwszej planowanej bazy w Heninngsvear. Pomiędzy Svolvear a Heninngsvear kursują koszmarnie drogie autobusy. Niestety okazuje się, że na katamaran nie ma już miejsc i mamy do wyboru 24h czekania w Bodo na kolejny albo prom na południe Lofotów, do Mosskenes i przejechanie jakoś (czyli stopem) ok 120 km z Mosskenes do Henningvaer. Mateusz próbował autostopu podczas wcześniejszego pobytu i jest mocno sceptyczny, ale perspektywa kiblowania bezczynnie całej doby przemawia do wyobraźni. Okazuje się, że nie jest wcale tak źle. W czterech facetów z wielkimi plecakami przestopowujemy całkiem sprawnie i po południu rozbijamy namioty w  Henningvaer.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Lofoty – Znowu odmienne widoki. Pięknie. Jak z folderów reklamowych biur podróży. Ale to banał. I pozór... Nie ma palm, hoteli, tłumów i bezmyślnej komercji. Tu rządzi wciąż natura nie pieniądz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Lofoty to krople skał rzucone na morze.&lt;br /&gt;
Znajoma przysyła smsa „I nie gap się tylko na te swoje góry, pamiętaj też o morzu...”. Tu można by równie dobrze powiedzieć „pamiętaj o powietrzu”. Morze jest wszędzie. Z każdego miejsca się je widzi, wszędzie słychać szum fal i wrzaski mew. Zawsze czujesz jego zapach. &lt;br /&gt;
Skały też są wszędzie. Skała i morze przenikają się i uzupełniają. Szorstka skała rani dłonie, które po zejściu należy umyć w morskiej wodzie fenomenalnie przyspieszającej ich gojenie. Jin i Jang.&lt;br /&gt;
I specyfika klimatu wysp. Słońce i wiatr są nierozłączne. Kiedy nie ma słońca nie wieje. Wiatr jest arktyczny. Słońce grzeje mocno, czasem bardzo mocno. Właściwie nie wiadomo: upał czy zimno? &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Namioty rozbite. Długie kilometry wyczekiwania, żeby wreszcie dotknąć tego granitu motywują. Do końca pobytu na wyspach wspinamy się codziennie. Pogoda nie przeszkodziła tym ani jednergo dnia. Niżej mały dzinnik wyjazdu i informacje o drogach. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
3 lipca – Pianokrakken. Ścianka 60m, dwie dwuwyciągowe drogi VI – „Applecake Arrete” i „Lys og Skygge” (Światło i Cień). Powrót do podstawy ściany jednym długim wolnym zjazdem.&lt;br /&gt;
Drogi oferowały wspinanie po zróżnicowanych formacjach skalnych i niewygórowanych trudnościach. Dobry wstęp dalszego wspinania, dający „lofockim nowicjuszom” pojęcie o charakterystyce i trudnościach dróg oraz fantastycznych możliwościach asekuracji w tamtejszym młodym granicie.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
4 lipca, Djupfjord, „Bare Blabaer” (Tylko jagody), V+, 236m, 7 wyciągów.&lt;br /&gt;
Klasyk Lofotów. Popularna i uczęszczana droga. Opinie o niej były wśród nas podzielone. Przytoczmy:&lt;br /&gt;
Prezes: „Mordercze podejście. Zdaniem Mateusza miało trwać 1h, tymczasem my, do podstawy ściany przedzieraliśmy się 2h gęstwinami północy w iście równikowym upale.Po to aby pod drogą ujrzeć cztery konkurencyjne zespoły. Mit dzikich i dziewiczych ścian prysł jak mydlana bańka. Sama droga praktycznie jednowyciągowa (syty pierwszy wyciąg, niemal mnie zrzucił). Reszta okazała się typową „popierdółką” o nachyleniu pastwiska...”&lt;br /&gt;
Pozostała część ekipy uznała drogę za bardzo łądną. Wyrażę to słowami Wojtka: „biegnie fantastycznymi rysami w pięknej, litej skale oferując niespotykane w naszym kraju wspinanie”.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
5 lipca – „Na podbój norweskiej szóstki” - Gandalf&lt;br /&gt;
Naszym najważniejszym celem wspinaczkowym wyjazdu miało być zrobienie zachodniego filara Presten o norweskim stopniu trudności 6, czyli około VI.1 Musieliśmy więc zweryfikować swoje umiejętności na drogach o takich trudnościach. Wybieramy położoną niemalże obok namiotów stumetrową ścianę o nazwie Gandalf. Dzielimy się na zespoły, w których nazajutrz idziemy na Westpillaren. Wybór dróg jest nieprzypadkowy. Ja i Mateusz przechodzimy linię o nazwie nomen omen „Stary Lis” (Gamle rev) natomiast Karol z Wojtkiem ekspresowo robią „Ekspres do Tromso” (Tromso Ekspressen). Przed wejściem w ścianę rozmiękcza naszą psychę zespół norwegów intensywnie telegrafujący w trudnościach pierwszego wyciągu... nam tymczasem szósty stopień wydał się łatwy. Następny dzień skutecznie zweryfikował te opinie &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
6 lipca – Presten Westpillaren. (Zachodni filar), VI.1, 400m, 12 wyciągów.&lt;br /&gt;
Estetyka wspinania w tych wielkich granitowych ścianach nie ma sobie równej. Linie dróg są wspaniałe – czyste i logiczne. W ponad czterystometrowej ścianie bez najmniejszego problemu identyfikujemy z dołu każdy wyciąg. Formacje skalne ewidentne, badzo równe trudności – tylko ostatni wyciąg (wyjście na grań) jest w łatwy. Pozostałe jedenaście jest pomiędzy V+ a VI.1. Walka zaczyna się już na drugim – jest na tyle solidnie, że próbuję małego obejścia, w efekcie ładuję się w jeszcze gorszy teren – jakieś trawersy po mikrostopieńkach z zapinaniem na słabych krawądkach. Męcząco i na granicy odpadnięcia. Nastpny wyciąg jeszcze konkretniej – kluczowe czujne sięganie wysoooko do chwytu. Porządne VI.1. Nie wiem jakim cudem nie zaliczyłem lotu... Mateusz idąc na drugiego odpadł. Robimy jeszcze jeden, łatwiejszy już wyciąg i wychodzimy na Storhyllę – wielką półkę przecinającą całą ścianę. Stąd można się jeszcze wycofać (linia zjazdów). Cały czas wieje mocny, zimny wiatr. Tempo wspinaczki słabiutkie, trudności zrobiły wrażenie... w efekcie następuje załamanie ducha bojowego w części ekipy. Po dłuższej dyskusji Mateusz i Wojtek decydują się na wycof. Ja z Karolem idziemy do góry. Karol jest w świetnej formie, więc zmieniamy się na prowadzeniu tak, że on robi najtrudniejsze wyciągi. Jest na czym powalczyć. I coraz piękniejsze wspinanie. Wąskie pionowe ryski, wiszące stanowisko, cały wyciąg dilfera po odstrzelonych płytach,  sławne, groźnie prezentujące się skośne zacięcie, psychiczny trawers bez przelotu na przedostatnim wyciągu... trzyma niemal do końca. Wspaniałości. Najtrudniejsza i chyba najpiękniejsza górska droga skalna jaką robiłem. Wreszcie szczyt. Panorama 360* Dokoła tylko góry i morze, wszędzie, po horyzont. Jeszcze tylko eksponowane zejście z grani, trochę monotonnego dreptania w dół i wreszcie namiot. Po 19h od wyjścia z niego. I zasłużone zimne, zabójczo drogie piwko. (Jedyny alkohol jaki wypiliśmy przez te dwa tygodnie). Długo nie zapomnę tego dnia.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
7 lipca – rest po Prestenie, wspinanie w skałkach. Ospitowane (rzadkość tutaj), krótkie ale ładne drogi pomiędzy V a VI.1. Karol uczy się chodzić po skale jak zwierzę – na nogach  Dziś moja psycha nie pozwalała na nic innego niż wspinanie po spitach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
8 lipca – Puffriset&lt;br /&gt;
Zmiana rejonu. Przenosimy si€ do Kalle. Chyba najlepsze miejsce biwakowe na Lofotach. Darmowy kamp z bierzcą wodą, ubikacją i plażą. Sielankowo i komfortowo. W pobliżu kilka pięknych ścian, rejon skałkowy i bulderowy oraz największa ściana Lofotów. Storpillaren, 800m filar, wyłącznie bardzo trudne drogi, również big wall. W tym mityczna, wytyczona przez rodzeństwo Jaspersów Freya (8, A3+, 24 wyciągi, czas przejścia ok. 5 dni, biwaki w portaladge). Freja to nordycka bogini miłości, płodności, wojny i poległych wojowników – odpowiednia partonka dla takiej drogi. Przyglądamy się ścianie z podziwem... i załorzeniem, że pewnego dnia... &lt;br /&gt;
Tymczasem idziemy na Puffriset (Wietrzna Rysa) VI, 110m, 4 wyciągi. Wspomnienia: drugi wyciąg – piękna, ascetyczna wąska ryska przecinająca granitowe lustro. Trudności w sam raz, świetna asekuracja, przyjemność. Dla odmiany trzeci wyciąg włącza strach. Czujne wspinanie po płytach. W sporej części nieasekurowalnych. Trzeba w 100% zawierzyć świetnemu tarciu. Stopni i chwytów brak, nawet minimalnych. Ściana staje coraz bardziej dęba, od ostatniego przelotu kilkanaście metrów skośnego trawersu. Czujnie do niewielkiego ząbka. Na nim przelot. Najcieńsza taśma ze spectry, zaciśnięta wyblinką – byle tylko nie spadła... bo wyżej trudno, a ewentualny lot kończyłby się na półkach kilkanaście metrów niżej. Dalej bardzo delikatnie cztery metry w górę do odstrzelonej płytki w podchwyt. Jedyne miejsce na punkt. Mam! Żółty cam (Nr 2) pasuje idealnie. Nic innego by nie siadło. Na szczęście. Bo wyjście z podchwytu to najtrudniejszy i najdelikatniejszy ruch na drodze. O czym przekonuję się chwilę później – niedokładne wyważenie ciała i lot... friend Metoliusa zadziałał pewnie  Drugie podejście puszcza już gładko. Po locie opada psychiczne napięcie i okazuje się, że jest to niemal łatwe. Dalej to już spacer.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
9 lipca – Paradiset.&lt;br /&gt;
Paradiset to popularny rejon skałkowy na Lofotach. Sporo estetycznych, stosunkowo krótkich (do ok. 20m) dróg o różnych trudnościach (od IV do VI.5). Rajska sceneria – klify, seledynowe morze, wspaniałe góry w tle. Brakuje tylko jednego elementu typowych rejonów skałkowych – boltów. Paradiset to rejon tradowy. Spity dostrzec można tylko sporadycznie, w miejscach gdzie tradycyjna asekuracja jest całkowicie niemożliwa.&lt;br /&gt;
Karol prowadzi (ale z blokami) technicznie najtrudniejszą na tym wyjeździe drogę na własniej protekcji – Svenske Diedret (Szweckie Zacięcie). 22m, w skali norweskiej 6+, czyli nasze VI.1/VI.1+. Pozostała część ekipy czuje się jedynie na powtórzenie drogi na wędkę... W sumie jedno trudniejsze miejsce a dalej zwykły difler, asekuracja dobra. Należało prowadzić – miękka fajka ze mnie! Ten dzień był też najcieplejszym podczas naszego pobytu – do południa upał uniemożliwiał wspinanie.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
10 lipca – Myggapillaren (Filar komarów), VI, 240m 8 wyciągów. Nazwa drogi nieprzypadkowa. Komary gryzą jak opętane. Na drodze miejscami bujna wegetacja roślinna, czyli wspinanie „w ogrodach botanicznych”. Drugi wyciąg – ponad 20m piątkowego trawersu po płytach, bez przelotu. Niby łatwo, ale nieprzyjemnie. Częściowo defekty te wynagradza ostatni, podobno najtrudniejszy wyciąg. Kilkumetrowy trawers w pełnej ekspozycji. Efektownie.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
11 lipca – Svolvear&lt;br /&gt;
Przenosimy się z Kalle (stopem, z rosyjskimi wspinaczami, od których dostaję mnóstwo informacji praktycznych do planowanego na wrzesień wyjazdu wspinaczkowego na Krym) i czekamy na prom z wysp. Pogoda zła – pełne zachmurzenie, przelotny deszcz, dość zimno. Mimo to Wojtek i Karol idą się wspinać. Na górę będącą wizytówką rejonu – Svolveargeita, czyli Koza ze Svolvear. Nazwa bierze się z charakterystycznego kształtu góry. Wierzchołek zwieńczają dwie turniczki przypominające rogi kozy, pomiędzy którymi należy wykonać efektowny przeskok schodząc ze szczytu. Chłopaki wybierają krótką ale podobno bardzo ładną drogę Rappelruta (48m VI-). Zaliczają drogę i obowiązkowy skok, przy którym Wojtek nadwyręża ścięgno i wraca kuśtykając.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
12-14 lipca. Bezproblemowa, ale dłużąca się podróż powrotna.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Niekończący się polarny dzień dla nas się skończył. Przez wyobraźnie wciąż przetaczają się obrazy idealnych rys i zacięć, jak z okładek amerykańskich magazynów górskich. Nienasycenie. Właśnie po takich drogach chcę się wspinać.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Teraz już wiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szukając schronienia przed siarczystymi mrozami, z inicjatywy Andrzeja, drugą połowę lutego spędziliśmy na Półwyspie Arabskim. Głównym celem naszego wypadu było przejście sportowo-poznawcze największych spośród znanych jaskiń Omanu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka faktów o Omanie. Powierzchnia porównywalna z Polską - 309,5 tys. km2. Ludność: ok. 2,8 mln. Na każdego Omańczyka przypada średnio ok. 4 palm daktylowych. Głównym źródłem dochodu kraju jest wydobycie ropy naftowej. Benzyna kosztuje mniej więcej tyle samo co woda pitna tj. 80 gr / l. Przeciętnie w Omanie deszcz pada przez ok. 9 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om19_strazak_mc.jpg|left|thumb|Muskat nocą ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Muskatu, stolicy Omanu, docieramy z Krakowa z przesiadkami w Monachium i Frankfurcie oraz międzylądowaniem w Abu Dhabi (Emiraty Arabskie). Zajmuje to cały dzień, od 6:55am aż do późnego wieczora. Na lotnisku w Muskacie witają nas wszechobecne w Omanie portrety Sułtana. Ustrój polityczny tego kraju to bowiem monarchia absolutna. Głową państwa jest Sułtan ''Qaboos bin Said al Said'', w którego rękach skupiona jest cała władza. Nie ma partii politycznych, wyborów, Tuska, Kaczyńskiego. Nie ma także podatku dochodowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zasypiając już na stojąco, zgodnie z planem wypożyczyliśmy dwa samochody terenowe i ruszyliśmy do hotelu, który na czas trwania naszego wypadu miał stanowić bazę wypadową. Nocna podróż przez Muskat pozbawiła nas resztek wyobrażeń o pustyniach, oazach i wielbłądach. Naszym oczom ukazały się oświetlone, trzypasmowe autostrady, budynki o kształtach jak z baśni i... kwiaty wzdłuż głównych ulic miasta. Rozczarowaniem był za to miejscowy hotel. Wyposażenie naszego apartamentu lata świetności miało już za sobą. Lodówka nie działała. Jak się dowiedzieliśmy później, Omańczycy nie do końca rozumieją sens pojęć: konserwacja, remont, dbanie. Szczególną trudność sprawia im słowo &amp;quot;konserwacja&amp;quot; - jak to, naprawiać jeszcze ''zanim'' się zepsuje?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om01_smialo_ml.jpg|right|thumb|Śmiało budowane drogi ''fot. Marek Lorczyk'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na trudy podróży, ale także gwałtowne przesunięcie wschodu słońca o trzy godziny do przodu, po pierwszej nocy obudziliśmy się o 11:30. Aby w jakikolwiek sposób przybliżyć się do naszego celu, musieliśmy uzyskać w Ministerstwie Turstyki pozwolenie na wejście do ''Khoshilat Maqandeli'' (czyt. ''[koszilat makandeli]''), jedynej jaskini w Omanie do której wstęp jest reglamentowany, ale zarazem tej, która interesowała nas najbardziej. Spotkanie w tej sprawie umówiliśmy w sobotę. Do tego czasu pozostało nam zagospodarować weekend, który w tej części świata obchodzi się w czwartek i piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla lepszego poznania kraju, w czwartek wybraliśmy się na wspinanie w rejon Wadi Dayquah, rozpoznany przez Andrzeja i rodzinę już w listopadzie. Ponieważ wyjechaliśmy dość późno, udało się nam zrobić raptem dwie drogi, ale nie to było najistotniejsze. Do Wadi Dayquah jedzie się z Muskatu ok. godziny, podczas których ustaliliśmy w naszym Nissanie, że kluczowym słowem polityki modernizacji kraju prowadzonej przez Sułtana jest przysłowek ''ŚMIAŁO''. Otóż drogi buduje się tu śmiało. Skala robót - ilość zaangażowanych koparek i Pakistańczyków - była trudna do ogarnięcia dla nas, obywateli kraju w którym oddaje się momentami 35 km autostrad rocznie. W Omanie, brzydko, ale bardzo obrazowo mówiąc, nie p....ą się. Po co budować tunele, skoro można po prostu wyciąć w górze przełęcz. Będzie się osypywało? Oj tam, bez przesady, wystarczy położyć na zboczach siatkę i zalać betonem. Ciągle nie wiemy jak oni to robią, ale mimo temperatur przekraczających 50 st., w asfalcie nie ma kolein. Autostrady są oświetlone na całej długości. Oceniamy ich na ok. 2.5 MW na każde 100 km. Skąd oni biorą ten prąd, z ropy? Co ciekawe, wszystkie samochody są czyste. Za jazdę brudnym samochodem... grozi mandat w wysokości ok. 400 zł!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om02_wadi_mc.jpg|left|thumb|Wadi Dayquah ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą ciekawą obserwacją poznawczą z czwartkowej wizyty w Wadi Dayquah było... Wadi Dayquah. Wadi to słowo oznaczające dolinę rzeczną, w której chwilowo nie płynie rzeka. Jeśli jednak zdarzy jej się już płynąć (po opadach), to często nie na żarty. Sądząc po tym, co znajduje się w takim wadi - płaska, równa powierzchnia żwiru, z której wystają gdzieniegdzie suche pnie drzew - mówimy tu o fizyce wielkich energii. Podobno w Omanie co roku ginie w wadi kilka osób, które nie potraktowały prognozy pogody dostatecznie poważnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wspinaliśmy się w Kubrah Canyon. Długie drogi sportowe (25 - 35 m) o trudności od 5b do 6b. Podobnie jak w Wadi Dayquah, drogi poprowadzone były w ostrym jak brzytwa wapieniu. Warunki były idealne, choć upał momentami dawał się we znaki (ok. 27 - 30 st. C). Pod koniec dnia wybraliśmy się na spotkanie z lokalną Polonią w domu p. Reginy Dąbrowskiej (pozdrawiamy!). Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o Omanie, Sułtanie i Arabach w ogóle, rewanżując się filmami i opowieściami o naszym nietypowym hobby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rozpytaliśmy w MT o nasze opcje na działalność merytoryczną. Rozmowy prowadziliśmy z pracownikiem na stanowisku ''Cave Expert'', Andrew Lawrence, z pochodzenia brytyjczykiem. Jako pierwsza sportowa ekipa od 2008 roku, mieliśmy zostać wpuszczeni do ''Khoshilat Maqandeli''. Warunkiem był udział naszego rozmówcy oraz miejscowego przewodnika, aby ktoś miał baczenie na bezpieczeństwo odpowiednio przyrody i nasze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om04_wukan_mc.jpg|right|thumb|W Wukan ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini miało nastąpić 24. lutego, mieliśmy zatem kolejne 5 dni do zaplanowania. Zamierzaliśmy przez ten czas wspinać się w nieco bardziej oddalonych od stolicy rejonach kraju. Dysponowaliśmy kilkoma topo wydrukowanymi &amp;quot;z Internetu&amp;quot; i przewodnikiem &amp;quot;Oman off-road&amp;quot;. Przed kolejnym wspinaniem w rejonie ''Wadi Dayquah'' postanowiliśmy najpierw wybrać się na wycieczkę proponowaną przez ten drugi. W efekcie tej decyzji, nie wspinaliśmy się przez kolejne trzy dni. Widoki, nawet podziwiane z okien samochodu, przekonały nas że powspinać to jeszcze się w życiu zdążymy, a czy uda się wrócić jeszcze raz do Omanu, tego nie wiadomo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widzieliśmy m.in. Wukan - wioskę-oazę w nieprzyjaznych człowiekowi górach; Jabbal Shams - najwyższy szczyt Omanu i Jabbal Misht - najsłynniejszą ścianę na Półwyspie Arabskim, a także wiele ŚMIAŁO poprowadzonych dróg szutrowych. Reduktor był w użyciu często. Niektóre z tych dróg były poprowadzone tak, jakby zrobić przecinkę z Polski na Słowację przez Mięgusze. Po trzech dniach w autach (z jednym biwakiem w terenie) rozbolały nas siedzenia i 22.02. musieliśmy wrócić do wspinania, ponownie w Wadi Dayquah. Warto może odnotować, że przez cały wyjazd żadne z nas nie przechodziło drogi więcej niż raz. Wieczorem zrobiliśmy wielkie zakupy i 23.02. ruszyliśmy na ''Salmah Plateau'', aby wreszcie rozpocząć nasz program jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plateau ''Salmah'' jest raptem niewielką częścią głównie wapiennych gór ''Al Hajar'' (&amp;quot;kamienne góry&amp;quot;), rozciągających się na długości ok. 500 km. Wapień sięga tu od powierzchni (ok. 1 600 mnpm) aż do poziomu Oceanu Indyjskiego, który zresztą bardzo dobrze widać z Plateau. Tylko tu i w ''Dhofarze'' (na południu kraju) działały poważne wyprawy jaskiniowe - amerykańskie i brytyjskie. Pozostała część Omanu jest właściwie terenem dziewiczym, nie poddanym systematycznej eksploracji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om06_salmah_mc.jpg|left|thumb|Na Salmah Plateau ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku trochę naśmiewaliśmy się z tego, że amerykanie szukali otworów z helikoptera. Krótka wycieczka w stronę otworu ''Khaf Thary'', którą odbyliśmy jeszcze 23.-go, uświadomiła nam jednak powagę sytuacji. Całe plateau jest poprzecinane wąwozami opadającymi stromymi ścianami w dół po kilkaset metrów. Czasem jakiś szczyt wydaje się na wyciągnięcie ręki - ot godzina drogi - a jednak zaraz za pagórkiem, po drodze, czai się dolina, której niepodobna forsować - trzeba po prostu ją obejść. Podobnie było z podejściem pod ''Khaf Thary''. Andrzej został przy samochodach, poinformowany, że wrócimy za nie więcej niż trzy godziny. Szliśmy w dwie strony 4.5h i cóż, nie udało się. Zatrzymał nas 100-metrowy próg i wróciliśmy do aut dopiero po zmroku, który zresztą w tej części świata zapada bardzo szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz wcześnie rano podjeżdżamy do otworu ''Khoshilat Maqandeli'', znanej w świecie bardziej jako ''Majlis al Jinn'' (czyt. ''[madżlis al dżin]''). Po wybudowaniu przez Sułtana drogi i zapewnieniu darmowych dostaw wody, ok. sześć lat temu powstała tu mała wioska. Po chwili od rozpakowania przez nas produktów na śniadanie, dwójka miejscowych w towarzystwie gromadki dzieci przyniosła daktyle i kawę. Byli bardzo wyrozumiali, wybaczając nam popełniane przez nas faux pas jak np. jedzenie lewą ręką czy pokazywanie gołych stóp. Na rozmowie w języku Simple English miło upływa nam czas, aż do przyjazu naszego znajomego z ministerstwa i Reinharda - naszego przewodnika, z pochodzenia szwajcara. Reinhard okazał się całkiem miłym gościem, który wprawdzie przywiózł wyciągarkę spalinową dla Andrew, ale uznał, że jeśli nie chcemy z niej korzystać i wolimy wychodzić z jaskini o własnych siłach, to on się w to nie miesza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om08_sniadanie_mc.jpg|right|thumb|Śniadanie z miejscowymi ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich obradach na temat dostępnych punktów asekuracyjnych, weszliśmy w końcu do ''Majlis al Jinn'' poprzez otwór ''Cheryl's drop'' tj. dokonując 159 metrów zjazdu bez kontaktu ze ścianą. Jak się wydaje, jest to najbardziej spektakularny otwór, gdyż z wstępnej ciasnoty o średnicy ok. 2 - 3 m wypada się w stropie wielkiej sali. Jaskinia składa się wyłącznie z tej jednej sali o wymiarach 310 x 225 m i wysokości 120 m. Do sali prowadzą trzy otwory, przez które przez cały dzień sączy się światło. Rano, kiedy przez otwory zagląda słońce, używanie czołówek było tam dosyć absurdalnym pomysłem. Podobnie zresztą z kaskami, które na niewiele by się zdały, gdyby coś odpadło ze stropu. Wewnątrz panuje temperatura rzędu ok. 20 stopni - poruszaliśmy się w cienkich kombinezonach lub wręcz tylko bieliźnie termoaktywnej. Razem z nami do jaskini zjechał Andrew, wyjaśniając pokrótce gdzie możemy się poruszać, a gdzie ze względu na ochronę osadów w jaskini byłoby to niewskazane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om10_majlis_mg.jpg|left|thumb|Koshilat Maqandeli - ludzik jest widoczny na lewo od otworu, na wysokości najwyższej jego części ''fot. Mateusz Golicz'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali spędzamy ok. 1.5 - 2h, fotografując maleńkich ludzików na linie i promienie słońca wpadające poszczególnymi otworami. Pomogliśmy też zebrać trochę śmieci. Perspektywa wychodzenia tych 159 metrów była przerażająca, ale stanowiła także swego rodzaju wyzwanie. Ostatecznie nie było tak źle - nasze czasy wahały się od 13 (Furek) do 20 minut. Reinhard powiesił nam dwie dodatkowe liny w otworze ''First Drop'', dzięki czemu mogliśmy się podzielić i nie wychodzić przez pół dnia. Andrew został podniesiony wyciągarką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czekając na wyjście wszystkich, a potem klarując sprzęt, podyskutowaliśmy sporo z Reinhardem na temat jaskiń w Omanie i Omanie jako takim. Reinhard pokazał nam dwa otwory systemu ''Khaf Thary''-''Funnel Cave''-''Three Window''-''7th Hole''-''Arch Cave'', przekazał też dosyć szczegółowe plany systemu i dał kilka podpowiedzi odnośnie trawersu ''7th Hole''-''Khaf Thary'', którym byliśmy najbardziej zainteresowani. W miłej atmosferze, rozstaliśmy się tuż przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano obudziliśmy się bez palników. Jak się okazało, zostały rozjechane podczas nocnych manewrów, mających na celu ustawienie samochodów tak, aby jak najlepiej osłaniały od wiatru. Opóźniło to nasze śniadanie o ok. godzinę, którą trzeba było poświęcić na doprowadzenie jednego z palników do stanu używalności przy pomocy podnośnika samochodowego. Drugi niestety złamał sie w krytycznym miejscu. Na ten dzień (25.02.) zaplanowaliśmy akcję w systemie ''Salmah'' - trawers pomiędzy ''7th Hole'' a ''Khaf Thary''. Ponieważ nie byliśmy pewni drogi powrotnej po powierzchni z ''Khaf Thary'', założyliśmy z góry powrót jaskinią (trawers tam i z powrotem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om12_7th_hole_mc.jpg|right|thumb|Otwór 7th Hole ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieśmiałe szacunki przewidywały, że zajmie nam to ok. 8 godzin. W praktyce, po siedmiu udało się nam dopiero opuścić zasięg światła dziennego, tj. znaleźć się na dnie ciągu studni wlotowych, na głębokości ok. -260 m. Tu jaskinia się zaczynała. Zjazd na tę głębokość zajął nam dużo czasu ze względu na konieczność testowania różnych opcji zjazdu i wbijanie punktów asekuracyjnych. Zastaliśmy wprawdzie wiele kotew HSA, ale w większości umieszczonych pod kątem zastosowania grubych lin i dywaników. Dla nas jednak, chcących w tej jaskini zastosować 70m liny wspinaczkowej, a następnie linę statyczną 8.5 mm, nie mogło być mowy o kompromisach w sprawie tarcia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om13_7th_inside_mc.jpg|left|thumb|Wewnątrz 7th Hole - sylwetka człowieka w lewej dolnej części zdjęcia ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O godzinie 18 zjedliśmy na dnie lunch, włączyliśmy czołówki i ruszyliśmy w głąb. Po rozmiarach &amp;quot;wlotówki&amp;quot; spodziewaliśmy się dużych przestrzeni, ale to co zastaliśmy i tak dalece nas zaskoczyło. Nie będę opisywał wielkości korytarzy, bo i tak nikt w to nie uwierzy. W każdym razie, korytarzem o kubaturze klasy ''Koshilat Maqandeli'' szliśmy ponad 10 minut. Potem nastąpiło zwężenie do ciasnotek o wymiarach rzędu 4 m x 5 m z dekoracją w postaci pni drzew zaklinowanych pod stropem. Drogę zaczęły zastawiać nam progi - niewielkie, bo o wysokości 3 - 4 m, ale uciążliwe w pokonywaniu. W przeciwieństwie do studni wlotowej, progi miały być oporęczowane, toteż nie wzięliśmy na nie lin. Liny istotnie wisiały, ale było to poręczowanie ŚMIAŁE. &lt;br /&gt;
[[Image:Om14_7th_barriers_mc.jpg|right|thumb|Bariery w jaskini ''fot. Michał Ciszewski'']]&lt;br /&gt;
Marek i Słupek, ryzykując utratę uprawnień instruktorskich, włożyli łącznie kilka godzin w poprawki za pomocą różnego sprzętu znalezionego po drodze. Właściwie każdy odcinek wymagał wymiany przetartych odcinków, dołożenia punktu zabezpieczającego, czasem także przełożenia punktu podstawowego na coś bardziej budzącego zaufanie niż 2-centymetrowa naturka. Gdyby była to typowa akcja tatrzańska, dawno wysiedlibyśmy termicznie. Po ok. 4.5h dotarliśmy do partii przyotworowych otworu ''Khaf Thary'' tj. ''Selmeh Highway''. Rozpoznaliśmy to po kubaturze korytarzy - do powierzchni czekał nas jeszcze kilometr &amp;quot;gangami&amp;quot;. Tam, po długim postoju i kontemplowaniu gwiazd przy drzewach rosnących w ''Khaf Thary'', zawróciliśmy jaskinią do domu, na spotkanie świtu i Andrzeja, którzy czekali na nas przy ''7th Hole''. Cała akcja, razem z ekspresowym powrotem, zajęła nam 19 godzin. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om15_ocean_ml.jpg|left|thumb|Ocean Indyjski ''fot. Marek Lorczyk'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez pozostałą część dnia odchorowywaliśmy akcję. Zjedliśmy obiadośniadanie i zjechaliśmy z gór, aby zażyć kąpieli w Oceanie Indyjskim i wrócić do Muskatu. Wieczorem wyszliśmy na trochę zwiedzania, m.in. na bazar. Niewiele pamiętam z tego dnia, poza tym, że było bardzo sennie. Nawet Furek w końcu padł i spał jak zabity. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przedostatniego dnia pobytu w Omanie tj. 27.02., na zaproszenie Dyrektora Departamentu (przełożonego Andrew) stawiliśmy się całą ekipą w Ministerstwie Turystyki. Wymieniliśmy grzeczności i przedyskutowaliśmy możliwości współpracy pomiędzy polskimi grotołazami zrzeszonymi w PZA a Sułtanatem. Podziękowaliśmy serdecznie za możliwość wejścia do ''Koshilat Maqandeli''. Na zakończenie spotkania przypadkiem zrzuciłem na podłogę (na szczęście mój) komputer, dzięki czemu w stratach materialnych przebiłem wydarzenie z palnikami. Dalszą część dnia spędziliśmy ponownie w Wadi Dayquah, wspinając się na drogach w skale nieco przypominającej Tatry. Wspinaliśmy się aż do zmroku i dalej, kończąc nocną kąpielą w małym jeziorku w wadi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:Om18_mosque_mg.jpg|right|thumb|Meczet Sułtana Qaboosa ''fot. Mateusz Golicz'']]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz wyjazd zakończyliśmy 28.02. zwiedzaniem Wielkiego Meczetu Sułtana Qaboosa, jednego z większych na świecie. W meczecie znajduje się m.in. drugi co do wielkości dywan świata, mierzący ok. 0.43 ha. Potem udaliśmy się nad morze. Trudno było uwierzyć, że wkrótce czekać będzie nas drastyczny skok temperatury - owego dnia temperatura wynosiła ok. 37 st. w cieniu. Około północy wystartowaliśmy z Muskatu, mając w perspektywie powrót do szarej codzienności i do szarych, zimnych i ciasnych jaskiń w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oman zapamiętałem jako kraj dosyć przyjazny przyjezdnym, przynajmniej o tej porze roku. Mimo różnic kulturowych, mimo tego, a może właśnie dlatego, że jest to państwo policyjne, czuliśmy się dosyć bezpiecznie. Nie widzieliśmy jednak reżimu na ulicy, może poza wielkimi portretami Sułtana. Nie spotkaliśmy się z agresywnymi zachowaniami. Ruch drogowy jest w miarę normalny tj. samochody jeżdżą w spodziewanym kierunku i po jednym na każdym pasie. Większość kierowców używa nawet kierunkowskazów. Nikt nigdzie nie wymagał od Pumy zakładania chusty; jedynie w restauracjach byliśmy czasem proszeni do osobnej sali. Nie było znaczących problemów żołądkowych i nie spotkaliśmy zbyt dużo tzw. robactwa. Walory przyrodnicze Omanu, w tym jaskinie, są za to niesamowite. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie mi dane do tego kraju wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Mateusz Golicz'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Podziękowania dla Andrzeja i Michała za przygotowanie organizacyjne tego wyjazdu.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1974</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1974"/>
		<updated>2011-04-18T22:14:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{{wyjazd|Jura – &amp;quot;otwarcie sezonu&amp;quot; w Górach Towarnych, wspinaczki, jaskinie&lt;br /&gt;
|2 dni - Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Adam Langer, Tomasz Wieszyński, Łukasz Pawlas (z koleżanką), Ola Golicz, Mateusz Golicz, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch,  Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Daniel Bula, Ola Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk,, niedziela - &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Olek Kufel, Tomek Jaworski, Asia Jaworska (z Karolkiem), Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch (z Wojtusiem)|16 - 17 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne „otwarcie sezonu” (tak naprawdę jest stale otwarty). Padło wiele dróg wspinaczkowych i każdy znalazł chyba coś dla siebie. Ponadto niektórzy zwiedzili jaskinie: Niedźwiedzia-Dzwonnica, Cabanowa, Towarna. Na pewno coś dopisze Karol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wezwany do tablicy pisze:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zaczynamy około godziny 10 tej jesteśmy w trójkę, lecz z każdą następną godziną przybywa Nockowiczów. Wspinamy się w górach Towarnych Małych, nazwa ta nie jest przypadkowa, gdyż na większość z dróg wystarczają 3 ekspresy!!! Wieczorem wybieramy się w licznym składzie (około 10 osób) do pobliskich jaskiń, które okazują się warte zobaczenia.&lt;br /&gt;
Pozostała część ekipy rozpalała w tym czasie ognisko, przy którym siedzimy do późnego wieczoru próbując rozwiązać zagadkę, tzw..gwóźdź programu. Brak rozwiązania tego problemu nie pozwolił zapewne zmrużyć oczu większości z uczestników. Z tego pewnie powodu część z nas nie była wstanie wspinać się dnia następnego:). Braki w zespole uzupełniony został tzw. ,,niedzielnymi Nockowiczami’’ Wspinamy się na ciekawszych niż sobotnie skałkach w Górach Towarnych Dużych -  4 ekspresy tu to standard - do godzinny 16- tej.( nawet najstarsi górale nie pamiętają, żebym tak wcześnie kończył wspinanie !!!) Wracając zahaczamy jeszcze o Olsztyn, aby skosztować specjalności miejscowej, czyli dobrych lodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko |10 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby uciec od codziennego zgiełku i tłoku udaliśmy się do zacisznych Rzędkowic:) Pogoda mimo kilku prób(wiatr, zachmurzenie, temperatura) nie zdołała stłumić naszego pragnienia wspinu. Działaliśmy w sprawdzonym dwuosobowym składzie, co bezpośrednio przełożyło się na liczbę zrobionych dróg (jak zwykle wspinanie non stop od świtu do zmierzchu). Padły między innymi: Myśliwi z Jurgowa, Trwoga Ginekologa, Homer Simpson, polecamy także ładną i dłuuuuugą drogę Nikodemówkę – patenty sprzedam niedrogo:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – Jaskinia Czarna, Partie Królewskie&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Fidzińska (KKTJ) |09 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch tygodniach wspinu nieuchronnie musiałem zatęsknić za jaskiniami. Kaja po dwóch tygodniach na Kitzu chciała więcej... Nikt nikogo nie musiał namawiać, zachęcać, przekonywać. Dwa krótkie maile i jedziemy. Uwielbiam to. Prognoza mało zachęcająca, więc wybór pada na Czarną. Partie Królewskie, bo żadne z nas jeszcze nie było. Taki jaskiniowy sobotni spacer. Powłóczyliśmy się po jaskini, nacieszyliśmy urokiem królewskich (zdecydowanie polecam). Czyli wieczorne piwko można było uznać za zasłużone :) Spożywamy je już w Krakowie oglądając Staszka i Kai zdjęcia z wyprawy i słuchając opowieści... I mimo, że parę godzin wcześniej byliśmy jeszcze w jaskini tęsknię za kolejnym wyjazdem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wspin na Kobylej w Wiśle&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, (Seweryn Kohut, Agnieszka Kaczmarzyk, Karolina Kukuczka, OSP Istebna Centrum) |9 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd a raczej krótki wypad na skałki do Wisły na tzw. Kobylą. W przypadku moich kompanów było to pierwsze spotkanie ze skałkową przygodą. Jak na strażaków przystało bez większych problemów poradzili sobie z pierwszymi krokami w wspinaczce. Powspinaliśmy się trochę na wędkę drogą ok. czwórkową oraz potrenowaliśmy wychodzenie po linie przy pomocy przyrządów zaciskowych. Pogoda podczas wycieczki była słoneczna jedynie wiejący od PN zimny wiatr powodował dreszcze i nie przyjemne uczucie zimna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA/POLSKA: Tatry - narciarski trawers Tatr&lt;br /&gt;
|Zofia Chruściel (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG) - zrobili całość, do przełęczy Zawory - Ewa Kondela (SBB/GOPR), Stanisław Banot (GOPR), Krzysztof Banot (GOPR), Przemysław Miszczyk (GOPR) |1 - 5 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tzw. tatrzańska Haute Route zrobiona. Przepiękna a zarazem trudna i wymagająca kondycyjnie wysokogórska tura przemierzona od Kieżmarskich Żlebów u wylotu Kieżmarskiej Doliny na wschodzie po Zwerowkę w Dolinie Rochackiej na zachodzie. Przez przełęcze: Barania, Czerwona Ławska, Rohatka, Wschodnie Żelazne Wrota, Koprowa, Zawory, Tomanowa, Iwaniacka i wierzchołek Grzesia. Pogoda z wyjątkiem ostatniego dnia wspaniała (tylko dzięki temu udało się zrealizować projekt), warunki z uwagi na mało śniegu trudne. Jeżeli komuś chce się poczytać więcej to szerszy opis tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:THR_2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FTHR&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Łysych Skałach&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Mateusz Górowski, Sara (os. tow.)|03 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwiecień - po 5 miesiącach ściankowego restu wreszcie trafił się słoneczny, ciepły weekend, więc co do wyjazdu porozumieliśmy się niemal bez słów. Jak się okazało po całkiem spokojnym poranku, znacznie więcej wspinaczy stęskniło się już za kasującym palce jurajskim wapieniem - koło południa zrobiło się trochę ciasno. Udało nam się jednak wywspinać parę ciekawych dróg - między innymi: &amp;quot;Niedzielny Dülferek&amp;quot; za VI.1+/2, niejaki &amp;quot;Koziołek&amp;quot;(VI.1+) i &amp;quot;Prawa płytka&amp;quot; (VI.1). Wyjazd zakończylismy w nienagannych humorach.  Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2Flyse%20skaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA/WŁOCHY – wspinanie w Ospie i Lumignano&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 26 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przejazd przełożony z uwagi na chorobę Prezesa i intensywne opady dla docelowego rejonu, na późny poniedziałkowy wieczór. Wyjeżdżamy z Bytomia i zaczyna lać; generalnie co nas to obchodzi, w końcu jedziemy na południe – tam przecież nie będzie padać. Nad Czechami i Austrią gwieździste niebo, lecz gdy wjeżdżamy do Włoch zaczęło się … i nie przestało przez kolejne 2 dni – totalna zlewa. Na miejsce –Osp – dojeżdżamy nad ranem i na krótką chwilę przestaje padać więc mamy trochę czasu na poznanie okolicy i znalezienie miejsca na rozbicie namiotu. Decyzja pada na płaski teren tuż obok jednego z filarów podtrzymujących wiadukt z autostradą. Już na samym początku musimy wykazać się zdolnościami McGyver’a bo łamiemy jeden z pałąków namiotu Damiana. Nad Słowenią wiszą ciężkie chmury ale nie leje, więc wspinamy po jednej drodze w rejonie Crni Kal. Generalnie skała podobna do tej z polskiej jury, ale nie przypada nam do gustu – przecież przyjechaliśmy na południowy wapień a nie na jurajskie dziurki. W nocy najprawdopodobniej w okolicy przechodziło tornado bo budzimy się z wyrwanymi odciągami i kałużą błota w namiocie. Następny – jeszcze bardziej deszczowy dzień przeznaczamy na zwiedzanie Słoweńskiego wybrzeża, w szczególności miasta Koper i Piran. Na ten temat rozpisywał się nie będę – Piran choć mniejszy to dużo ładniejszy. W 2 biurach informacji turystycznej dostajemy rozbieżne informacje dotyczące prognozy pogody – według tej bardziej optymistycznej jutro może na chwile przestanie padać, a potem już słońce. I rzeczywiście, a nawet lepiej bo tylko parę minut lekko pokropiło, a silny wiatr skutecznie osuszył większość z połaci skał. Do dziś nie wiem czemu w pierwszy dzień wspinaczkowy Karol wyciągnął Nas do Misji Pec - sektora z najtrudniejszymi drogami – jakaś nowa strategia rozgrzewki? Pod skałą prawie sami włosi i Słoweńcy ale słyszymy też polskie słowa – w Ospie wspinał się z nami Tomek „Mendoza” Ręgwelski z Krakowa,  znany nam z Grochowca i z historii polskiego wspinania:) Zaczynamy mocno - od w ogóle nie rozgrzewkowych 6b+ i 6c! na których bułuje się na cały dzień. Pod wieczór decydujemy się zmienić miejsce noclegu na mniej błotne i mniej wietrzne. W Crnim Kalu, opodal parkingu pod skałami znajdujemy przytulną polankę; miejsce idealne: blisko do samochodu, blisko do kibelka, po wodę, tylko pod skały mamy jakieś 5 km. Przez kolejne dni wspinamy w Ospie od rana do wieczora, zmieniając się na drogach, z krótkimi przerwami na ciasteczka i lekturę na hamaku – po prostu wspinaczkowe wakacje:) Liczba dróg wspinaczkowych w Ospie jest przytłaczająca, jak i wysokość tutejszych skał; pomimo niedostępności połowy dróg – ze względu na intensywne opady, w połowie długości muru skalnego powstało potężne wywierzysko i kaskady odcinające dostęp do wielu dróg wspinaczkowych -  jest tu do czego się przystawiać przynajmniej na kilka sezonów. Po kilku dniach łojenia pora na odpoczynek; wybieramy się więc do Postojnej żeby zwiedzić jaskinie turystyczną i w drodze powrotnej zobaczyć Skocjanskie Jamy. Niestety ceny biletów wstępu do tych jaskiń były iście Europejskie i jak dla Nas zaporowe więc  korzystamy tylko z tamtejszych toalet, gdzie bierzemy porządną kąpiel w umywalkach:)po kilku dniach wspinania była to rzeczywiście już konieczność, chociaż Damian dopiero przedostatniego dnia wyjazdu zaczął narzekać, że mu tapicerka przesiąkła smrodem rzekomo moich skarpetek:) W poniedziałek w skałach spotykamy Bytomsko-Gliwickich znajomych, a następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszamy do Lumignano. Z Ospu do Lumignano jest ok 230 km więc zdążyliśmy się jeszcze tego dnia solidnie powspinać. Skała tu inna niż w Słowenii- brak długich i masywnych kaloryferów, choć niewielkie też się zdarzały, dużo za to dziurek i krawądek często bardzo ostrych - spytajcie Damiana żeby pokazał rozcięty palec. Warunki socjalne rewelacyjne: parking, dwa stoliki z ławeczkami, ubikacja, umywalka i bieżąca woda, tylko namiotu nie ma za bardzo gdzie rozbić, a w grotach spać nie będziemy bo grasują skorpiony-naprawdę. W Lumignano wspinamy już bez dnia odpoczynkowego, zmieniając tylko sektory. Wieczory standardowo spędzamy przy grzanym winie w towarzystwie sympatycznych Niemców, z którymi wymieniamy się doświadczeniami i rekomendujemy sobie nawzajem Nasze rodzime rejony. Na ostatni dzień zostawiamy sobie po jednym projekcie, z których tylko Damianowi udało się swój wykonać, pakujemy samochód, szybka pizza w towarzystwie wesołego kelnera i powrót do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Informacje praktyczne:'''&lt;br /&gt;
Osp – woda we wsi Crnotice; zakupy w centrum handlowym na przedmieściach Triestu tuż za granicą Włosko-Słoweńską-podobno w ubikacji dla niepełnosprawnych można wziąć niezłą kąpiel:); spanie na campingu w Ospie (10EUR/os/dobę) lub na dziko ale trzeba dobrze szukać – właściciel campu wzywa Policję; w dni odpoczynkowe można zwiedzać całą Słowenię-nie jest zbyt duża.&lt;br /&gt;
Lumignano- woda i kibelek na parkingu; zakupy można zrobić w sklepikach w samym Lumignano lub przejechać się ok 4 km do marketu w pobliskim Longare; spanie w namiocie na parkingu, ale zmieszczą się tylko 2 lub 3 namioty więc weekendami może być problem, można próbować w licznych, bardzo klimatycznych grotkach skalnych, uwaga na skorpiony; na odpoczynek można wybrać się do pobliskich miast (Padwa, Vicenza, Wenecja), a jak się znudzi wspinanie w Lumignano lub będzie tu za gorąco to można przenieść się do Arco (ok. 120km) lub właśnie do Ospu (ok230km).&lt;br /&gt;
Myślę, że Karol i Damian też napiszą parę słów relacji z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik,&lt;br /&gt;
Jakub Nowak, Jan Wołek, Bartosz Berdel, Marcin Grych, Stanisław Wasyluk, Kaja Fidzińska; ST: Filip Filar; SC: Kazimierz Szych; SDG: Włodzimierz Porębski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 - 2 04 2011}}&lt;br /&gt;
W dniach 16.03. - 2.04. odbyła się kolejna wyprawa Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini Feichtnerschacht, w której uczestniczyłem przez dwa tygodnie. Specyficzną cechą tych cyklicznych wyjazdów jest położenie bazy wyprawy - w podziemiach tzw. Alpincenter, centrum rozrywkowo-gastronomicznego ośrodka narciarskiego, na wysokości 2450 m. Aktywność nie ogranicza się więc tylko do jaskiń - są też narty zjazdowe i skitury. Ja, dzięki całkiem dobremu połączeniu z Internetem sporo pracowałem w ciszy i spokoju nad pewnym programem komputerowym, przeszkadzające mi telefony zbywając stwierdzeniem &amp;quot;jestem za granicą, proszę dzwonić po powrocie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Feichtnerschacht jest rozwinięta w nietypowej skale - marglu mikowo-wapiennym. W miejscach gdzie nie ma błota, przypomina ona nieco piaskowiec. Działalność odbywa się w oparciu o biwak w tzw. Sali z Miśkiem - na głębokości ok. 430 m, za piaszczystym przekopem. W tym roku kierunki eksploracji były dwa - po pierwsze, zjeżdżaliśmy z tzw. Kubatur (ok. 610 m) studniami w dół. Po około 60 m zjazdu zostało jednak osiągnięte połączenie z Żółtymi Marmitami - częścią jaskini znajdująca się poniżej. To połączenie nie było zresztą niczym niespodziewanym, Feichtnerschacht rozwija się bowiem pod przewidywalnym upadem; spróbować jednak było trzeba. Drugi &amp;quot;przodek&amp;quot;, na którym działałem m.in. ja, był problemem &amp;quot;do kopania&amp;quot; z zeszłego roku, położonym w najbardziej wysuniętym na wschód punkcie jaskini. Urobek (piasek) trzeba było wyciągać wykonaną z karnistra wanienką przez ok. 10-metrową rurę. Na trzecim z kolei biwaku, na którym znalazłem się wspólnie z Kają Fidzińską (w zespole) oraz Michałem Pawlikowskim i Staszkiem Wasylukiem (druga ekipa), wyciągnęliśmy z Kają 83 takie wanienki. Na kolejnej szychcie, Michałowi i Staszkowi udało się w końcu przekopać. Wąski korytarz, w którym trzeba było się czołgać, skręcał pod kątem prostym, by przejść w 7-metrową studzienkę o ok. 2-3 metrach średnicy. Na końcu zastaliśmy szczelinę nie do przejścia i zamulony korytarz idący pod górę. Łącznie za naszym przekopem zmierzyliśmy ok. 37 metrów i wobec słabych perspektyw, trzeba było podjąć trudną decyzję o deporęczowaniu tej części jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza trzema dniami w jaskini, popołudniami około trzech razy byłem na Grosser Schmiedingerze (ok. 440 Hm z Alpincenter), raz na Maurerkoglu (podobnie), raz na Schmiedingerscharte. Pod koniec wyprawy rozjeździłem się na tyle, że zdecydowałem się na zjazd z samego wierzchołka Kitzsteinhorna (wys. 3203 m, ale podejść trzeba niespełna 200 m). Warunki śniegowe były od strony lawinowej dosyć dobre, ale spod niewielkiej ilości śniegu wystawały niebezpieczne skały, więc poszaleć się nie dało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Czarna, partie III Komina&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Jerzy Krzyżanowski (Pająk)|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było dotarcie do drugiego otworu. Poruszając się zgodnie z opisem docieramy do miejsca gdzie było dużo ziemi, roślinki, ćmy i muszki. Otwór jak tu jest to był zasypany (chyba, że to nie ten). Ponieważ byliśmy uzależnieni od dojazdu to nie mamy czasu chodzić po tych pięknych partiach jaskini. Po wyjściu z dziury lecimy w dół i do domu wracamy z Ryśkiem i Tomkiem, którzy byli na szkoleniu w TPN. Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – szkolenie z ochrony przyrody dla instruktorów PZA.&lt;br /&gt;
|Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, na miejscu instruktorzy w wszystkich klubów PZA|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się wycieczka ścieżką nad Reglami pod przewodnictwem pracownika TPN. Na wycieczce poruszone były kwestie ochrony przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry – skitour na Chabenec&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz, Adam Langer (szedł bez nart)|26 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Magurki  (1050) zielonym szlakiem na główną grań Niżnych Tatr. Śnieg znajdujemy dopiero na wys. 1500 i to jeszcze z przerwami. Podejście boczną granią na zwornik i dalej w fatalnych warunkach przy mocnym wietrze i mgle docieramy na szczyt Chabenca (1955). Szybko jednak stąd uciekamy. Zjazd łagodny ale w/w warunkach pogodowych i zmarzniętym śniegu a często po trawach zjeżdżamy do porzełęczy. Dalej upatrzonym wcześniej żlebem w dół do doliny. Zjazd żlebem wynagrodził nam wszystkie poprzednie trudy. Od 1300 na przemian idziemy a jak się pojawia śnieg jedziemy docierając tak aż do Magurki. Była to wspaniała tura. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FChabenec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd do jaskini Trzy Kopce&lt;br /&gt;
|Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Wieszyński|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 16 spotykamy się przy Plazie i wyruszamy &amp;quot;panterką&amp;quot; Buliego&lt;br /&gt;
w stronę Szczyrku. Przed dotarciem na miejsce, zatrzymujemy się&lt;br /&gt;
jeszcze na pyszną (ponoć) szarlotkę na ciepło i herbatę w Bagateli, by&lt;br /&gt;
ostatecznie do Chaty Wuja Toma dojść ok. 19. Tu raczymy się zimnym&lt;br /&gt;
piwkiem (oczywiście bezalkoholowym) i idziemy spać, aby na drugi dzień&lt;br /&gt;
być wypoczętym na akcję w jaskini. Pobudka, z uwagi na fakt iż jaskinia&lt;br /&gt;
jest o &amp;quot;rzut beretem&amp;quot; nie była skoro świt, związku z tym ze schroniska&lt;br /&gt;
wychodzimy dopiero ok. 9. Dnia poprzedniego spadło 20cm świeżego&lt;br /&gt;
śniegu, także w stronę Klimczoka przecieraliśmy szlak brodząc po&lt;br /&gt;
kostki w białym puchu. Pod wejście do jaskini dotarliśmy po 30 min,&lt;br /&gt;
gdzie nastąpiła krótka przebierka i byliśmy gotowi do wejścia. Dla&lt;br /&gt;
niektórych z nas była to pierwsza poważna (poważna jak na nasze&lt;br /&gt;
umiejętności) jaskinia w życiu, także na pewno adrenalina pojawiła się&lt;br /&gt;
w naszej krwi. Zejście do jaskini (4 metrową studnię) pokonaliśmy bez&lt;br /&gt;
problemów, a dzięki przewodnikowi w roli Buliego bez kłopotów&lt;br /&gt;
pokonywaliśmy kolejne sale, by ostatecznie dotrzeć do sali Smoczej,&lt;br /&gt;
gdzie znaleźliśmy kartkę z informacją iż księga wpisów znajduje się na&lt;br /&gt;
stronie Speleoklubu Bielsko-Biała. W drodze powrotnej Buli zrobił nam&lt;br /&gt;
test i kazał nam prowadzić do wyjścia, niestety wstyd się przyznać ale&lt;br /&gt;
nie mogliśmy znaleźć poprawnej drogi już przy pierwszym rozwidleniu.&lt;br /&gt;
Jednak z małą pomocą naszego przewodnika, ostatecznie trafiliśmy do&lt;br /&gt;
wyjścia, zwiedzając po drodze jeszcze Komnatę Chrystusa i Salę Ewy.&lt;br /&gt;
Akcja nie trwała długo, bo troszkę ponad 2h, także pod Plazą byliśmy&lt;br /&gt;
już przed 16, skąd rozjechaliśmy się do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - nocny wypad pieszo z Ustronia do Bielska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Langer|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do celu udajemy się pociągiem z Katowic i jesteśmy o 20.40 na stacji Ustroń Polana. Wysiadając widzimy, że śniegu na peronie jest ponad kostki, to już nam zwiastuje co nas będzie czekać w nocy. Na początku udajemy się w stronę Równicy, dochodząc w okolicę schroniska spotyka nas pierwsza niespodzianka – mgła. Po drodze mijamy biesiadników z knajpek przy schronisku, którzy oczywiście ewakuowali się do domów samochodami. Z Równicy kierujemy się zielonym szlakiem do Brennej, momentami ściegu jest około 30 cm. Oczywiście mgła też nie dawała za wygraną, czasem się nasilała i próbowała dać nam w kość. Na szczęście mieliśmy gpsa, co usprawniło poruszanie się w tych warunkach. W Brennej jesteśmy około północy, później dalej kierujemy nasze kroki zielonym szlakiem na Błatnią, a stamtąd na Szyndzielnię. W tym czasie zaczął przez chmury przebijać się księżyc, który był tej nocy w pełni (oprócz saren i zająca żadnego wilkołaka nie spotkaliśmy), pozwoliło nam to w każdym razie trochę dojrzeć sąsiadujące góry. W drodze na Szyndzielnię mogliśmy też przyjrzeć się rozświetlonemu Bielsku. Po zejściu z góry ok. 5.15 okazuje się, że za 5 minut mamy autobus na dworzec pkp, więc szybko pakujemy niepotrzebne rzeczy i po przyjeździe busa kończymy naszą nocną wędrówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA-CHOPOK - Skitury i spacery po okolicy |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |19 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo niesprzyjającym warunkom pogodowym za oknem wybraliśmy się na - jak się okazało - bardzo przyjemną wycieczkę. Na  rozgrzewkę zrobiliśmy krótką turę na nartach- spod dolnych wyciągów na Chopok na wysokość około 1600m. Początek trasy robimy lewą odnogą nartostrady (sztucznie naśnieżona), a następnie idziemy poza trasą wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego już na naturalnym śniegu, którego wraz z wysokością systematycznie przybywa. Odnajdujemy tam świetny teren do zjazdu. Niestety wraz z wysokością robi się coraz bardziej mglisto, a do tego wynik testu lawinowego, którego dokonuje  Mateusz jednoznacznie wskazuje, iż trzeba wracać (przy drugim wykonaniu płyta śniegu wyjeżdża już po wbiciu łopaty…). Kolejną atrakcją jest więc eksploracja skądinąd znanego nam już nieco sporego terenu wspinaczkowego (Machnato) w tej samej dolinie.&lt;br /&gt;
A potem to już tylko spokojny powrót do domów, przerywany zakupami słowackich „towarów eksportowych” :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY ZACHODNIE - Dolina Jarząbcza - skitury |Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Wyciślik|13 03 2011}}&lt;br /&gt;
Debiut Michała na nartach. Postanowiliśmy od razu uczyć go na skiturach, żeby nie wchodziły mu w krew złe nawyki. W Chochołowskiej próbujemy trochę iść na nartach, ale sens miało to średni - totalnie zamoczyliśmy foki od spodu. Pierwotny plan - Kończysty - szybko musiał ulec modyfikacji, gdy gołym okiem ujrzeliśmy, że na stokach tego szczytu nie możemy liczyć nawet na niewielkie płaty śniegu. Ostatecznie poszliśmy za śladami wzdłuż potoku, prowadzącymi do Doliny Jarząbczej. Stoki Łopaty i Czerwonego Wierchu okazały się bardzo ciekawym terenem narciarskim, na którym śnieg dosyć dobrze się trzyma. Na wysokości ok. 1 700 m, nie docierając do żadnego specyficznego punktu, zdecydowaliśmy się na odwrót z uwagi na bardzo silny wiatr. Nasz kursant zmęczył się jak... kursant, ale dzielnie przyjął na zjeździe wiedzę z zakresu wpinania i wypinania nart, trawersowania zbocz i zsuwania się. Kiedy zaczęły się drzewa, natychmiast zapięliśmy mu kask, bo polegaliśmy na nim jeśli chodzi o transport do domu. Niestety ze względu na późną porę i zmęczenie materiału, zakręcanie będziemy musieli poćwiczyć na następnym wyjeździe. Doliną Chochołowską dało się zjechać do Polany Huciska, ale to może być już nieaktualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY WYSOKIE - Niżnie Rysy|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przebieżka skitourowa na Niżnie Rysy (2430). Do Morskiego Oka idziemy z buta - wprawdzie dało się na nartach, ale uznaliśmy, że nie mamy na to czasu (piechotą zajęło nam to 1.5h). Morskie Oko, Czarny Próg i Czarny Staw pod Rysami tj. ok. 200 metrów przewyższenia przechodzimy na fokach; kolejne 800 m pionu to już tylko raki. Pod Bulą pod Rysami wykonujemy wykop, który potwierdza, że sytuacja śniegowa jest nieciekawa - górna warstwa śniegu jest zupełnie niezwiązana z podłożem. Na szczęście grubość tej pokrywy wynosiła na ogół kilka cm. Jesteśmy jedynymi skiturowcami w okolicy (czyżby wszyscy na zawodach?), poza nami widzimy tylko piechurów drapiących się na Rysy i wspinaczy działających na Kazalnicy. Wierzchołek osiągamy przed 16:00 - najtrudniejsze było ostatnie 200 m, nie da się ukryć że trochę zmęczyło nas te 1446 metrów podejścia. Zjazd jest pierwszorzędny, stromy (początkowo 42 stopnie) ale na ogół szeroki. Pod wierzchnią warstwą, która natychmiast się osuwała, śnieg był dosyć twardy, lecz nie zlodzony. Przed przemierzeniem Morskiego Oka musieliśmy przystanąć na dłużej na płotku, bo nogi zaczynały już odmawiać nam posłuszeństwa. Na szczęście sporą część stawu udało się pokonać bezwysiłkowo dzięki silnemu wiatrowi. W schronisku dłuższy postój; zjazd do Palenicy odbywamy już po zmroku. Piechotą idziemy ostatnie 20 minut, nie chcąc katować szlachetnych nart, które mieliśmy na tym wyjeździe na nogach (mieliśmy dokładnie ten sam model). Za ten dzień przyszło mi zapłacić okrutnymi odciskami na nogach od moich nowych butów - superlekkich i superniewygodnych (tanio sprzedam!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie nagroda w postaci legendarnego wschódu słońca na &amp;quot;babci&amp;quot;. Pięknie. Widok na Tatry dosłownie miażdżący. Robimy zdjęcia, chłoniemy słońce i schodzimy, bo jednak mróz. Powrót przez Bronę do samochodu i walcząc z narastającą sennością do domu, pod pierzynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia tatrzańska|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;, SŁ:Tomasz Olczak, ST:Zbigniew Tabaczynski, SGW:Mirek Kopertowski, SW:Oliwia Ryśnik|05 - 07 03 2011}}&lt;br /&gt;
Udana akcja w jednej z jaskiń tatrzańskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - spacerowo na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Sara (os. tow.) |26 - 27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Spokojny spacerek do Bacówki na Krawców Wierch, pogoda zdecydowanie wiosenna. Bacówka bardzo przyjemna i w dobrej lokalizacji gdyby chcieć robić przejście np. narciarskie od Zwardonia do Babiej (może w przyszłym sezonie ;)).&lt;br /&gt;
W niedzielę szybki spacer granią na Grubą Buczynę, skąd rozpościera się piękny widok na Tatry i Pilsko. Wracając zatrzymujemy się jeszcze w Rajczy na boulderze :). Warunki na tury nieciekawe, granią niby się da, ale tylko szlakiem i to nie wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1855</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1855"/>
		<updated>2011-03-09T10:49:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie nagroda w postaci legendarnego wschódu słońca na &amp;quot;babci&amp;quot;. Pięknie. Widok na Tatry dosłownie miażdżący. Robimy zdjęcia, chłoniemy słońce i schodzimy, bo jednak mróz. Powrót przez Bronę do samochodu i walcząc z narastającą sennością do domu, pod pierzynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. Szerszy opis z zabarwieniem emocjonalnym wkrótce:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1852</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1852"/>
		<updated>2011-03-09T02:44:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie legendarny wschód słońca na Babiej. Pięknie. Widok na Tatry miażdżący. Robimy zdjęcia. Powrót przez Bronę walcząc z narastającą sennością.&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. Szerszy opis z zabarwieniem emocjonalnym wkrótce:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1785</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1785"/>
		<updated>2011-02-14T13:11:55Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1784</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1784"/>
		<updated>2011-02-14T13:10:15Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1783</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1783"/>
		<updated>2011-02-14T13:06:07Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1782</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=1782"/>
		<updated>2011-02-14T12:54:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;DZmuda: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>DZmuda</name></author>
		
	</entry>
</feed>