Jaskinie i off-road 4x4 – Rumunia
jesienią 19 – 24.09.2007
Historia tego wyjazdu zaczęła się już na poprzednim w lipcu, już wtedy wiedziałem że Rumunia jest takim miejscem gdzie trzeba powrócić, i im prędzej się to zrobi tym lepiej.
Dodatkowo będąc w sierpniu na akcji trawersu otworów jaskini Czarnej w Tatrach i po długich rozmowach z Tadkiem urodził się pomysł połączenia dwóch pasji tzn. jazdy i ciorania się w błocie w jaskiniach i w terenie. Wiadomo Rumunia jest wymarzonym miejscem do tego typu wyprawy.
Wyjazd rozpoczyna się już 18.09 wieczorem do Rudy Śl. dociera Zygmunt z Łosiem z Łodzi, postanawiamy wykorzystać puste nocne drogi i o trzeciej nad ranem lokujemy się u Józka w Dzianiszu koło Zakopanego. Rankiem jeszcze szybkie zakupy prowiantu i w Łysej Polanie przekraczamy granice ze Słowacją. Tatry żegnają nas wspaniałymi widokami i ośnieżonymi szczytami.
Naszym pierwszym celem jest jaskinia Meziad w okolicy wioski o tej samej nazwie.
Do celu docieramy ok. godziny 21-ej. Obóz rozbijamy już w jaskini, szybka kolacja i już jesteśmy za murem zamykającym wejście dla turystów. Trzy godziny zajmuje nam obejście większości korytarzy i obfotografowywanie całości. Po takim dniu bardzo szybko niszczymy zapasy wina i kładziemy się do śpiworów.



Dzień drugi to ponowne wejście do jaskini tym razem z miejscowym cabanierem, nasz rumuński jest na takim poziomie że nie byliśmy mu w stanie odmówić i przechodzimy trasę turystyczną poznając nazwy poszczególnych nacieków.
Z jaskini Meziad wyruszamy na podbój terenu, niestety dobrze zapowiadający się szlak kończy się po kilku kilometrach a zastępcza droga kończy się jazdą korytem strumienia. Niestety drogę blokuje kilkunastometrowy porzucony buk, który tarasuje przejazd.
W drodze powrotnej odnajdujemy jaskinie Calului położoną na skraju wioski Meziad, tutaj napotykamy na niesamowite wręcz ilości nietoperzowego gauna, oraz dżdżownice wielkości zaskrońców. Nie odpuszczając terenu staramy się znaleźć drogę z Meziad do wioski Sohodol, jednak i tu po kilku godzinach kompletna porażka. Do następnego planu podróży musimy udać się asfaltami.
Wieczorem docieramy pod jaskinie Ciur Ponor, obóz rozbijamy w pasterskim szałasie na skraju leja awenowego. Znalezienie otworu jaskini pozostawiamy jako zadanie dla Tadka i Agnieszki na następny poranek.



Dzień trzeci to wyjście do jaskini Ciur Ponor, rankiem jeszcze przed śniadaniem Tadek z Agą szybko odnajdują otwory obu jaskiń tzn. Ciur Ponor i Ciur Izbuc. Po śniadaniu wszyscy przechodzą podstawowe szkolenie z zakresu posługiwania się sprzętem jaskiniowym oraz poznają zasady zachowania pod ziemią. O jedenastej jesteśmy już w pod jaskinią. Cała akcja trwa do godz. siedemnastej, wszyscy wychodzą poobijani i cali mokrzy ale w pełni zadowoleni. Jaskinia nie oddała tak łatwo swojego piękna, trzeba było brodzić, czołgać się w górskim strumieniu, oraz zaliczyć zjazdy w wodospadzie. Jednak wszystko wynagrodziły nam setki wspaniałych nacieków, zmieniający się charakter jaskini oraz olbrzymie sale, które na wszystkich zrobiły piorunujące wrażenia. Wniosek jest jeden – trzeba tu wrócić i zrobić jaskinie do końca.
Wieczorem dziewczyny udały się na zakupy, przywiozły miejscowy specjał – palinkę. Impreza integracyjna trwała do późna a my dowiedzieliśmy się do czego służą leje awenowe.







Dzień czwarty rozpoczynamy wizytą w Jaskini Ciur Izbuc, bardzo ładna z duża ilością nacieków i niewielką ilością błota. Po spakowaniu obozu dojeżdżamy do wąwozu Cutilor gdzie odnajdujemy jaskinie Dacii nazwaną przez nasz „za końskim g.” Dolina przepiękna kilka nieodkrytych jaskiń i mnóstwo mega wysokich wspinaczkowych skał, tu można by spędzić całe wakacje. Mamy dzisiaj w planie znaleźć starą drogę przez góry, ale znowu musimy się wycofać, „nie bez walki” i jesteśmy skazani na szutry. We wsi Damis znanej nam z poprzedniego wyjazdu robimy zaopatrzenie w sklepie i zapoznajemy się z Bere.
Bere ku swojej nieukrywanej radości przeprowadza nas przez góry, nie omijając żadnego szczytu, do Ponoary gdzie jesteśmy przez niego goszczeniu w jego domu.
Tutaj dopiero zaczyna się pokaz rumuńskiej gościnności. Pobyt w domu Bere i jego matki uczestnicy wyprawy długo jeszcze będą mile wspominać i rozpamiętywać jako jeden z najmilszych akcentów naszej wędrówki. Podczas kolacji raczymy się miejscowymi specjałami tzn. słoniną, smalcem oraz śmietaną, a wszystko świeże i wyśmienite.

Rankiem pożegnań nie ma końca, ale my już wyruszamy realizować następne punkty programu. Jedziemy na połoniny położone w okolicy jeziora Dregan w odwiedziny do tutejszych górali poznanych podczas lipcowego wyjazdu.
Widoki są porażające niestety pasterze zeszli już z gór. Nie ma już na połoninach żadnego stada owiec. W pasterskim szałasie zatrzymujemy się na obiad i kierujemy się na Stena de Vale. Stąd już asfaltami udajemy się do centrum gór Bihor – rejonu Padis, a ostatecznym celem tego dnia jest wielkie zapadlisko krasowe Cetăţile Ponorului z największym otworem jaskiniowym Rumuni. Wielkość dolin, otworów jaskiniowych oraz korytarzy jest nie do opisania, do tego dochodzi niesamowity szum przepływającej wody – po prostu czysty górski orgazm. Niestety na zobaczenie wszystkiego mamy niewiele czasu dlatego drogę powrotną pokonujemy marszobiegiem w kompletnych ciemnościach.
Ze względu na zbyt wygórowane ceny w cabanie C.P. obóz rozbijamy na polanie Glavoi.



Ranek szóstego dnia wita nas lodową skorupą na namiotach, ale nastroje mamy dobre więc szybko wyruszamy do jaskini Lodowej Ognia Żywego. W związku z porą roku lodu jest jakby mniej niż na fotografiach, jednak po dokładniejszej penetracji okazuje się, że i tak stąpamy po 10 metrowej warstwie. W drodze powrotnej podchodzimy do punktu widokowego Piatra Galbanei gdzie podziwiamy panoramę Bihoru. Niestety z ciężkim sercem musimy opuścić te piękne góry. Na dobre zakończenie robimy objazd Bihoru szutrami, poprzez polanę Padis jedziemy do wsi Poiana Horea odkrywając wysoko w górach kilka wiosek drwali. Widoki jak zwykle zapierają dech. Jeszcze ostatni postój nad zaporą niedaleko Belis i już tylko asfalty aż do domu.
Do Rudy Śląskiej docieramy o trzeciej nad ranem, i tutaj miła niespodzianka Basia czeka na nas z „niedzielnym” obiadem – ekipa jest bardzo miło zaskoczona.



Podsumowanie.
Pomysł połączenia jazdy off-road i penetracji jaskiń sprawdził się w 100%, mogliśmy w pełni wykorzystać możliwości samochodów terenowych podczas poszukiwania jaskiń i przemieszczania się bezdrożami Rumunii. Zdobywając kolejne jaskinie mogliśmy oglądać niesamowite widoki z połonin Bihoru oraz odkryć miejsca niedostępne dla zwykłego podróżnika. W samej Rumunii przejechaliśmy ok. 800 km poznając nowe drogi, miejsca i co najważniejsze ludzi, których życzliwość i gościnność na zawsze będzie w naszej pamięci.
Oczywiście już mamy plany żeby ich odwiedzić.
Skład wyprawy:



|
Agnieszka Szmatłoch – RKG
Nocek i Marysia Bojanowska |
Tadek Szmatłoch – RKG
Nocek |
Piotr Szmatłoch – RKG
Nocek |


|
Piotr Szydłowski - Zygmunt |
Andrzej Michalski - Łosiu |